Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00432 013989 15966601 na godz. na dobę w sumie
Karnawał w Sodomie - ebook/pdf
Karnawał w Sodomie - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 437
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62480-19-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> publicystyka >> felietony
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Karnawał w Sodomie jest wyborem humoresek, ponadczasowych felietonów, impresji, prowokacji, monologów, wierszy, zamyśleń – łączących w sobie elementy głębokiej refleksji i humoru aforyzmów; to błyskotliwe i pełne finezyjnego dowcipu vademecum współczesnego człowieka.

Marek Różycki Jr., obdarzony umiejętnością ironicznej syntezy, przewrotnie acz prawdziwie pokazuje rzeczywistość, ujawniając rządzące nią, często absurdalne, często jedynie komiczne mechanizmy.

Marek Różycki jr.
Urodzony w Zakopanem; dziennikarz, prozaik, felietonista, przez wiele lat kierował działem literackim w „Tygodniku Kulturalnym”, współredagował „Kulturę i Ty”, „TIM” – Tygodniowy Ilustrowany Magazyn, „Zielony Sztandar”, „Scenę”, magazyn „Pan”. Współpracował z wieloma tytułami – m.in.: z „Literaturą”, „Miesięcznikiem Literackim”, „Szpilkami”, „Urodą”, „Kobietą i Życiem”, magazynem „Ona” i chicagowskim „Relaxem” – specjalizując się w wywiadach i felietonach, humoreskach oraz krótkich formach literackich.

W czasie studiów tworzył program legendarnego, centralnego klubu studenckiego UW – „HYBRYDY”, prowadząc w nim jednocześnie Ośrodek Dyskusyjny – bez cenzury: „Od Siwaka do Bujaka” (ponad 50 spotkań dyskusyjnych i paneli z przedstawicielami awangardy zdelegalizowanej „Solidarności”, KOR-u a także członkami Biura Politycznego i KC PZPR).

Od wielu lat jest korespondentem prasy polonijnej w USA, Kanadzie, Australii i Grecji. W Internecie – współpracuje i związany jest z wieloma renomowanymi portalami profesjonalnymi oraz obywatelskimi.

Napisał m.in.: „Gwiazdy w oczach czyli Hollywood po polsku”, „Koszt doskonałości”, „Wisłocka w pigułce”, „Noce bez czułości” i inne.

Szczepan Sadurski
Rysownik satyryczny, dziennikarz, karykaturzysta, przewodniczący Partii Dobrego Humoru. Urodził się w 1965 roku w Lublinie, gdzie ukończył liceum sztuk plastycznych (1985). Zadebiutował w prasie w wieku 14 lat (1979). Autor ponad 5.000 rysunków, opublikowanych w prasie polskiej i zagranicznej.
Uczestniczył w wielu wystawach rysunku satyrycznego. Najważniejsze nagrody: Złota Szpilka’86 (pierwsze miejsce) i Srebrna Szpilka’85 (drugie miejsce) w konkursie tygodnika satyrycznego „Szpilki” na najlepszy rysunek roku.
W 1991 roku stworzył Wydawnictwo Humoru i Satyry Superpress, które wydaje kilka ogólnopolskich czasopism humorystycznych, m.in. „Dobry Humor”. Przez 20 lat ukazało się ponad 750 publikacji.
Szef popularnego szef portalu rozrywkowego Sadurski.com oraz serwisu Karykatury.com.
Pomysłodawca i przewodniczący Partii Dobrego Humoru (2001) - wesołej organizacji skupiającej ludzi z dużym poczuciem humoru (ponad 3.000 członków w Polsce i na świecie).
Juror wielu konkursów satyrycznych i kabaretowych (Polska, Turcja i Szwecja). Specjalny gość festiwalu satyrycznego w Tourcoing, Francja (2007).
Mieszka w Warszawie.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

MAREK RÓŻYCKI JR KARNAWAŁ W SODOMIE SATYRYCZNIE OPRAWIŁ SZCZEPAN SADURSKI © Copyright by Marek Różycki Jr e-bookowo 2011 Grafika i projekt okładki: Szczepan Sadurski ISBN 978-83-62480-19-7 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie II 2011 Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 4 – Czegóż użytecznego nauczył się Sokrates od Ksantypy? – Dialektyki, odpowiedział Stefan. J. Joyce Biblijna przestroga mówi, że ludzie nie powinni oglądać się za siebie. I żonie Lota oczywiście zapowiedziano, że ma się nie oglądać. Ona jednak obejrzała się i za to ją kocham, bo to było tak bardzo ludzkie. Kurt Vonnegut (Po prostu żona Lota zostawiła w Sodomie kochanka…) Marr www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 5 PRZESŁANIE Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność – wśród jego zwierzęcej pewności za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych zarażając się każdym bólem za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi bądźcie pozdrowieni Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za wasz lęk przed absurdem istnienia i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno za to co nieskończone – nieznane – niewypowiedziane ukryte w nas www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 6 Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą twórczość i ekstazę za wasze zachłanne przyjaźnie, miłości i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami Bądźcie pozdrowieni Za wasze uzdolnienia – nigdy nie wykorzystane – (niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po was) za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować, że jesteście niszczeni – zamiast leczyć chory świat za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę za niezwykłość i s a m o t n o ś ć waszych dróg Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi… Prof. Kazimierz Dąbrowski www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 7 ERRATA, CZYLI NADSTAW TRZECI POLICZEK… Errare humanum est?… Życie na bieżąco i skrupulatnie dokonuje korekty mojej „Księgi ducha i umysłu” – przy okazji wydania autora na pastwę… Tak więc dzisiaj przedstawiam Erratę – wy- biórczy spis i sprostowanie błędów dostrzeżonych w pierwopisie kilku rozdziałów: Rok 1. Strona (…), wers pierwszy od góry w dotychczasowej wersji: „Powitałem świat” – powinien brzmieć: „Wrzaskiem powitałem świat”. Rok 3. Strona (…), wers trzeci od dołu – zamiast: „Urwałem łeb Hydrze” – powinno być: „urwałem ucho pluszowemu miśkowi”. Rok 7. Strona (…), w środku poczyniono wyznanie: „Po raz pierwszy biegnę na dzwonek” – po frazie: „…gdy dzwoneczek się odezwie…” – powinno brzmieć: „Nie pytaj, komu bije – zawsze w ciebie”. Rok 10. Strona (…), wers piąty od góry – w dotychczasowej wersji: „…grzechy zo- stały odpuszczone” – powinien poprawnie brzmieć: „…grzechy zostały zapuszczone” – po zdaniu: Nieświadomi nie wiedzą co czynią”. Rok 15. Strona (…), wers drugi od dołu: „Boso, ale w ostrogach” – wymienić na „W adidasach i wranglerach”. Rok 18. Strona (…), od góry – w opisie dnia urodzin należy skreślić wypowiedź: „jesteś dorosłym człowiekiem”, a na to miejsce wstawić: „Nigdy nie dorośniesz. Do nas!” www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 8 Wers dziewiąty na tej samej stronie – słowo „matura” wymienić na „egzamin nie- dojrzałości”. Wers dwudziesty na tej samej stronie – po opisie kłopotów ze wzrokiem i słuchem – w dotychczasowej wersji: „wizyta u psychiatry” – powinien brzmieć: „wizyta u spe- cjalisty”. Rok 20. Strona (…), wers czwarty od góry: „spotkamy się przy księżycu” – wymie- nić na: „Pojedziemy moim BMW na daczę twoich rodziców”. Rok 21. Strona (…), wers piąty od dołu w dotychczasowej wersji: „Manipulują członkiem pod płaszczykiem” – powinien brzmieć: „Daję się wybrać na starostę ro- ku”. Rok 25. Strona (…), w środku skreślić wyznanie: „Kocham Cię, jesteś cudowną istotą”. Wstawić na to miejsce: „Gdzie się szmato szlajałaś całą noc?!” Rok 27. Strona (…), wers drugi od dołu – zamiast: „Dobrze się zapowiadasz, dopó- ki zapowiadasz się sam” – powinno być: „Nie potrzeba nam Ajsztajnów, tylko Cwajnsztajnów i Drajnsztajnów”. Wers dziesiąty na tej samej stronie – zamiast: „szerzy się epidemia”, wpisać: „roz- przestrzenia się schamienie rozsiane”. Rok 30. Strona (…), wers 13 od góry: „Rosnę w siłę i dobrobyt” – wymienić na: „Kurczę (się) w niebycie”. Rok 33. Strona (…), od góry – w opisie oświadczyn, po wypowiedzi: „Jestem zauro- czony Tobą”, należy wpisać wypowiedź oblubienicy: „Zdradź mi ile zarabiasz, a po- wiem ci, czy cię kocham”. Rok 35. Strona (…), w środku skreślić wyznanie narzeczonej: „Moje życiowe plany – kochać i być kochaną”, a na to miejsce wstawić: „Szukam sponsora. Życie jest bru- talne”. Rok 38. Strona (…), od góry w pierwszym wersie wymienić słowo „demokracja” – na „wybór przez niekompetentną większość – skorumpowanej mniejszości”. Rok 42. Strona (…), w środkowym akapicie zaczynającym się od słów: „Życie jest piękne! Życie, kocham Cię nad życie!” – wymienić tę frazę na: „W państwie rządzo- nym przez chciwych ignorantów – nie wstyd być biedakiem”. (Seneka) Na tej samej stronie wielokrotnie powtarzające się sformułowanie: „Pragnę auten- tycznie żyć” – wymienić na „akcje i obligacje”. *** www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 9 www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 10 NOWY DEKALOG POLSKI W NOWEJ „WOLNEJ” OJCZYŹNIE… Drobniejsze błędy dostrzeżone na każdej stronie „Księgi ducha i umysłu”: ZAMIAST miłość uczucie szczęście rozum wola moralność wiara nadzieja przyjaźń wzniosłość cierpliwość szlachetność prawdomówność prawda legalność pożyteczność harmonia sens oddanie poświęcenie samotność ja POWINNO BYĆ szyderstwo interes iluzja poglądy chciejstwo korzyść cuda karma (brak odpowiednika) parawan mus (brak odpowiednika) dewiacja hipokryzja konformizm służba mit koniunktura biznes (brak odpowiednika) ideał oni P.S. Juliusz Słowacki: „A kogo kocha – tego na świat targu/Drukiem prowadzi… i stawia za kratą/Wieńcząc go świeżą, laurową erratą”. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 11 Julian Tuwim ERRATUM Do mego życia wkradł się błąd ponury: Stąd ciemne miejsca i tekstu zawiłość. Proszę poprawić: W 40 roku od góry, A w którymś tam od ziemskiego dołu, Zamiast: rozpacz Powinno być: miłość. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 12 KPINY I KPINKI NAD BRAMĄ MEGO DOMU Dom na mieszkanie własny mam, W niczym nie biegłem w cudzy ślad Każdego mistrza-m wyśmiał rad, Który nie wyśmiał siebie sam. F. Nietzsche www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 13 SĄ TACY… Pisarz – w stopniu większym niż inny artysta i niż każdy człowiek – jest skazany na swoją „walkę z szatanem”, czyli na walkę ze świadomością i poczuciem własnej niepo- trzebności. W tej walce nie można zwyciężyć (konieczności własnego istnienia zawsze da się zaprzeczyć), ale można do końca nie skapitulować, nie nabierając się przy tym na żadne pozory. Możliwość pisania – jak możliwość życia – zależy od wszystkiego, co przemawia za tym, że się jest lub może być w świecie potrzebnym. Prawdy w tym względzie nie trzyma się w dłoni, gra toczy się w ciemno, w obiegu są prawdziwe i fałszywe karty, fałszywych jest więcej niż prawdziwych, na pierwszych możesz się nie poznać, drugich może w ręku zabraknąć. Czyż Olav Duun, który zmarł blisko siedemdziesiąt lat temu, mógł wiedzieć, że stanie się dla kogoś takiego jak ja bar- dziej życiodajny niż chleb i wino tylko dlatego, że na skutek zbiegu okoliczności stał się tym jedynym pisarzem, którego chciałem i mogłem czytać w stanie rozpaczy. Są tacy, którzy pięknie mówią i piszą I tacy, co topią w kielichu rozpacze Bezbronni, jak dzieci, odporni, jak spiże I tacy dumni, by mogli przebaczać Są także weseli radością nieznaną Z rękami przy sercu, by rozdać najwięcej www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 14 Tak mądrzy, że mądrość schyliła im głowy Cierpliwie przystają, choć mogą iść prędzej Są wreszcie zagubieni po drodze w pośpiechu Gdzieś w mrokach i na dnie bezradnie padają Tym do nóg się pokłoń i dźwignij pod serce Daj Miłość, jak wodę, o którą wołają… Literatura, żeby była potrzebna, musi być górą w konkurencji z pokusami pijaństwa, rozpusty, chciejstwa i wszystkich innych grzechów głównych. Literatura jest takim jabł- kiem z drzewa wiadomości dobrego i złego, którego zakaz zrywania nie może dotyczyć, bo nawet raj bez możliwości bezgrzesznego grzeszenia stałby się dla człowieka piekłem. Jacy więc mają być pisarze? Tacy, żeby nieznani inni chcieli i mogli ich czytać nie z jakiegokolwiek obowiązku, lecz z wewnętrznej potrzeby obcowania z prawdą. Tę prawdę, która ma milion twarzy, odnaleźć musi dla siebie ten, kto chce i może być pisarzem. Każdy, kto odnajdzie swoją twarz prawdy, stanie się potrzebny innym. Amen. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 15 www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 16 DZIADY, CZYLI OSTRA KOREKTA MARZEŃ… Być szczęśliwym, to nie jest dobry znak. To znaczy tylko, że nieszczęście spóźniło się na pociąg, ale przybędzie następnym. Marcel Aymé Święta, święta i po świętej – zwykł był mawiać znajomy o byłej narzeczonej, która porzuciła go dla… kontrastu; znaczy – uciekła była z bogatym Arabem i ślad wszelki po niej zaginął był… Jak to przyjęło się mówić: dostąpiła pokuszenia. Okazuje się – zresztą nie po raz pierwszy – że mała stabilizacja z małą dotacją (rodziców, teściów, „sytuowanych krewnych”, państwa... hi, hi, hi, organizacji charytatywnych – niepotrzebne skreślić) przestaje – co poniektór(e)ych – JUŻ satysfakcjonować. Banalne s z c z ę ś c i o n k o … Prawdziwe nieszczęście, gdy Bóg ziszcza Twoje Marzenia. Nie zapominaj o tym! Powtórzę, prawdziwe nieszczęście, gdy ziszczą się w i e l k i e marzenia o apartamencie, luksusowym samochodziku, „władczej” posadce, daczuni… Bywa przecież, że rozma- www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 17 chu marzeń, wyobrażeń, nie korygują życia naszego powszedniego uwarunkowania. Tak trudno BYĆ; tak trudno MIEĆ, gdy każda stacja (na drodze do szczęścia) TYLKO p r z e l o t o w ą jest…. Dokąd tak pędzisz? Dokąd tak gnasz?... A usiądź przechodniu (bez lipy), a odpocznij sobie; zdrzemnij się krzynkę… DUCH CZARNY: Szczęście, to nie celu stacja, Lecz w s p o s o b i e podróży racja. Tego mi potrzeba dla ciała i duszy, Aby uniknąć katuszy. Tyś wygodny jest nad miary, na cię trzeba jakiej kary. Wysłać ciebie stąd na mary! Pierwszą klasą, lub kolasą – podróżować jeno chcesz… Czegoż krzywisz się? Czego?! Co w tym widzisz zdrożnego? DUCH BIAŁY: DUCH CZARNY: www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 18 DUCH BIAŁY: O wy, do żłobu padołu przykuci, folgujecie jeno żądzom i chuci. Lecz choćbyście mieli luksus, dostatek; zadręczy was nuda i trwoga. Dla was i dla waszych dziatek – Zamknięta do Nieba droga! DUCH CZARNY: Próżno czekać nieba w Niebie, gdy nie zadbam tu o siebie. Ja tam w mojem życiu całem, nic gorzkiego nie zaznałem. Pieszczoty, pewexy, swawole, a co zrobię, wszystko caca. Śpiewać, skakać, wypić drink-colę, oto cała moja praca. Tak pośród pierzchliwej fali, przez wieczne lecąc bezdroże, Ani wzbić się pod Niebiosa Ani dotknąć ziemi nie możesz! CHÓR: www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 19 DUCH BIAŁY (dopowiada): Musisz dręczyć się wiek wiekiem, By choć raz się stać Człowiekiem. Kto nie doznał życia goryczy, Ten nie zazna prawdziwej słodyczy. CHÓR: Póki ciemno, głucho wszędzie, Śpieszmy się w tajnym obrzędzie. Kto wie, co jutro będzie?... DUCH BIAŁY: Tak więc módl się i pracuj – radzą przyjacioły. Możesz być szczęśliwy – tylko wtedy, gdyś goły. Nie służ nigdy dwóm Bogom: Bogu i Mamonie; Bowiem zawsze Laur Złoty – ominie Twe skronie! (znikają) Scena w parku: POLICJANT: www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 20 A wy, co tak obywatelu… Na ławeczce, całą noc? Tam się żonka pewnie niepokoi. Tatuś nie wraca ranki i wieczory… Czuję się z lekka chory… OBYWATEL: POLICJANT: Pójdź dziecię! Ja cię nie ukarzę. Dowodzik sprawdzę i drogę do dom wskażę. *** Przeciwstawiając się stanowczo panoszącemu się nienasyceniu „niemytych dusz”, należy odgórnie ustalić granice przyzwoitości przydziału Szczęścia na głowę obywatela. Minimum i maksimum bytowe. Malkontentów – uszczęśliwiać na siłę, ot, choćby – polityką sukcesu rządu naszego własnego; zaś urodzonym w układach i czepku – odgórnie zmieniać nakrycie głowy (na przykład na berecik). W sprawie zaś egzekwowania wdzięczności można wykorzystać pomysł nieja- kiego Kurta Vonneguta jr. i powołać „Okręgowy sąd podziękowań”. Sąd, do którego można by było kogoś zaskarżyć, jeżeli się uważa, że jest niewystarczająco wdzięczny za coś, co się dla niego zrobiło. W razie gdyby pozwany przegrywał, sąd dawałby mu do wyboru: Podziękować PUBLICZNIE powodowi – w naszym przypadku instytucji, na www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 21 przykład: PO w PółTusku – albo iść na miesiąc do więzienia o chlebie i wodzie. Vonne- gut prorokuje, iż osiemdziesiąt procent skazanych – wybierałoby odsiadkę. Pomysł należy zatem modyfikować: uszczęśliwiać (pustym gadaniem i takimiż obietnicami) dotąd, aż delikwent z(a)łamie się, wyzbędzie złych narowów i podzię- kuje, prostując swą dotychczasową, naganną, postawę na łamach wybranego przezeń tytułu gazety, bądź czasopisma, w specjalnym kąciku: „Z wyższych sfer szczęśliwo- ści”. Rodacy, obywatele – wyobrażają sobie, że Bóg wie co może ich uszczęśliwić. Urząd wiedziałby na pewno! Nad przydziałem środków – czuwałoby ciało dojrzałe, pryncypialne, świetnie uposażone, co to z niejednego koryta (przepraszam: pieca) – szczęście jadło. Tylko bowiem areopag doświadczonych, którzy zęby zjedli konsumując szczęście, zna prawdę oczywistą, że T A N I E jest wszystko to, co można otrzymać za pieniądze! A nikt przecież z decydentów nie będzie wciskał obywatelowi taniego szczę- ścia, manipulując nastrojami nieszczęśliwych. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 22 www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 23 Gościnnie: Artur Ilgner „SACRUM” Nie wiem, czy we właściwy sposób opiszę pewne zdarzenie, i czy w ogóle warto o nim wspominać. Zakładam jednak, że nawet najbardziej banalne historie, gdy im się przyjrzeć z bliska, ujawniają swoje tajemnice. Przymuszony okolicznościami stanąłem przed dylematem: albo przełamię w sobie niechęć do posługiwania się małym, przenośnym komputerem, i napiszę opowiadanie, albo (jak już nieraz bywało) pomysł pofrunie gdzieś w metafizyczny wymiar. Byłem zdegustowany; staroświecka maszyna do pisania, źródło, w którym po raz pierwszy zobaczyłem swoje prawdziwe oblicze, wypielęgnowana, znaczona charyzmą dłoni Ojca, pełna tajemnic i niedomówień czarowna konstrukcja, składająca się z rolek, wałków, chromowanych dźwigni, suwaków i pokręteł – ten cud inżynierskiej techniki, wrażliwy na każdy nerw w palcu – orkiestra, której miałem czelność być dyrygentem (kto dziś rozkoszuje się symfonią śpiewanych czcionek?), powiernica sekretów, a w końcu (wiem, brzmi to patetycznie) czuła kochanka – była gdzieś daleko. Zapewne śniła fantasmagoryczne sny, podczas gdy ja, Judasz dokonywałem zdrady. Kładąc dłonie na trupiobladych, obcych klawiszach i mając przed oczami ciekłokrysta- liczny, bezduszny ekran, bezcześciłem sacrum. To poczucie kiełkowało we mnie i zapewne zaniechałbym tej próby, gdyby nie przemożna chęć poznania nowego; powszechne i grzeszne doświadczenie człowieka. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 24 Z początku szło mi opornie. Lecz, o dziwo, dość szybko nabierałem wprawy. Zadzi- wiony, niespodziewanie odnalazłem szczeniacką radość w zabawach kompozycyjnych: „wycinaniu” czy „przemieszczaniu” całych sekwencji, „tasowaniu” zdań, przemiesz- czaniem dialogów i postaci. Musiałem przyznać, że precyzja urządzenia uwodziła mnie swoją doskonałością: szybkie korekty źle użytego słowa, by nie wspominać o błędach automatycznie popra- wianych przez komputer – wszystko to sprawiło, że zauroczony diaboliczną zabawką, która z wyuzdaniem ulicznicy wciągała mnie w sataniczną grę, zapomniałem o wiernej kochance, matce moich dzieci. Czas, nieubłagany cenzor naszych poczynań, szybko dał znać o sobie. Nie umiałem odnaleźć się w pisaniu. Wierzgałem jak młode źrebię. Lecz pomimo ponawianych prób, przeróbek, fastryg, mimo wystygłych kaw, niedopalonych papierosów i nieprzespanych nocy, zagubiłem gdzieś emocję, która – jak dotąd – była mi posłuszna. Zdania popraw- ne, lecz „miałkie” nadawały całości nudnawy, płaski wymiar. Nie potrafiłem, jak daw- niej, uchwycić zamierzonego sensu i wypełnić go niebanalną treścią. Zapisane stronice wydawały mi się obce, obojętne, jakby tygiel, w którym grzałem myśli – nagle wystygł! Nabierałem pokory. Nie otrzymywałem jednak rozgrzeszenia; czarne, spatynowane niczym małżeńskie obrączki klawisze, wymówiły mi służbę. Stara kochanka miała swo- ją dumę. Popadłem w przygnębienie. Stan taki utrzymywał się przez wiele miesięcy. Którejś nocy, prawie o brzasku, pod- świadomie (dawniej w ten sposób układałem strony do korekty), położyłem na starej maszynie kartki z komputerowej drukarki, i gdy po przebudzeniu przeczytałem napi- sany tekst, oniemiały zastygłem w bezruchu: tygiel jarzył się żarem! Od tej pory, białe kartki papieru przeznaczone do druku – zawsze kładę na czarnych klawiszach, dyskiet- ki wtykam pomiędzy chude ramiona czcionek. Czasami, wkręcam w wałek białą kartkę i piszę list. Pojąłem bowiem, że rzeczy przenikają się nawzajem połączone eterem, o którym niewiele wiemy. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 25 KAZANIE PRZED LUSTREM… „Posłuchaj synu: Onego czasu wziął Chrystus uczni swoich i szedł z nimi do mia- sta Jeruzalem. A gdy wyszli z miasta Betleem, a było gorąco, usiedli na górze wyso- kiej, w cieniu upragnionym i w kości grać poczęli. I wziął kości Piotr, i rzucił je, i wyrzucił dziesiątkę; i ucieszyło się serce Piotra a zasmuciło serce Jana. A wziął kości Jan, a rzucił je i wyrzucił dwunastkę; i ucieszyło się serce Jana a zasmuciło serce Pio- tra. A wziął kości Pan, a potrząsnął nimi i rzucił, i wyrzucił trzynastkę; i zasmuciło się serce Jana. Rzekł tedy: – Panie, nie czyń cudów, azaliż jest to uczciwa gra na gotów- kę!” Marek Hłasko „Następny do raju” Jezus był wciąż pod naporem ludzi – jęczących, zaropiałych, trędowatych, niewido- mych, głuchych, sparaliżowanych, opętanych przez szatana, nieszczęśliwych, zmar- twionych, zrozpaczonych, biednych, zabłąkanych na ludzi nienawidzących Go – fary- zeuszy, saduceuszy, uczonych w Piśmie, złośliwych, pogardliwych, pytających, pod- chwytliwych, którzy Go chcieli zniszczyć. Jezus był pod naporem życia i odchodził mo- dlić się, by mógł je wytrzymać – a to w dzień, a to w nocy na miejsce odosobnienia. Na ciebie też wciąż napierają ludzie w tramwajach, na ulicy, w sklepach, w miejscu pracy – agresywni, bezczelni, opryskliwi, niekulturalni, źle wychowani, prymitywni, nienawistni, zazdrośni; wciąż jesteś zasypywany stosem problemów, spraw ważnych, www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 26 drobnych, bezsensownych, na przedwczoraj, na dziś, na jutro, na pojutrze. I nie dajesz sobie rady, nie wytrzymujesz, pękasz, wściekasz się, klniesz, awanturujesz się, przezy- wasz, nienawidzisz, gardzisz, zazdrościsz. Nie miej pretensji ani do ludzi, ani do świata, ale do siebie, bo się nie modlisz, nie medytujesz nad sobą. Nie bój się Boga, nie bój się spojrzeć Mu twarzą w twarz. Rozmawiaj z Nim. Tylko nie uciekaj w paplaninę, w me- chaniczne odmawianie pacierza, ale módl się; jednocz się z Nim i swym przekazem, bierz od Niego światło, pokój, ciszę, żebyś potem schodził z góry przemienienia z Jego siłą. Wtedy będziesz sam mógł wytrzymać ciężar życia i będziesz dawał innym to, coś nabył – jasność, mądrość, serdeczność, wyrozumiałość, dobroć, empatię… Tylko tak można żyć godnie. Na drugi świat przeniesiesz tylko swój krzyż: codzienne wyrywanie się z egoizmu – z obojętności, lenistwa, wygodnictwa, strachu, kłamstwa, hipokryzji, obłudy… Świat adorujący wielkość, bogactwo, kariery, zapatrzony ślepo w powiększanie, przyspieszanie, ulepszanie – gubi się, zapomina o istocie Człowieczeństwa. I w cale przez te swoje dążenia nie gwarantuje zdrowia, długiego życia, spełnienia, szczęścia, Miłości… Trzeba, żebyś żył wciąż w wymiarze śmierci. Nie na to, żeby się straszyć! Ale żeby być realistą i nie wykreślać z definicji swojego Człowieczeństwa istotnego punktu, jakim jest – zawsze niespodziewany – zgon. Trzeba, żebyś wciąż słyszał sypiący się piasek w twojej klepsydrze, czuł przepływające sekundy, godziny, dnie, lata. I wtedy – gdy nadejdzie twój czas, twoja rodzina nie będzie musiała bronić cię przed tym wymiarem. Nie będzie cię musiała okłamywać, że to tylko przesilenie. Trzeba wciąż żyć w wymiarze śmierci. Wtedy dopiero jesteś w stanie zrozumieć war- tość życia… Dla wielu spośród nas – życia wiecznego… Jakie piękne byłoby nasze życie, a nasza nędza znośna, gdybyśmy zadowalali się re- alnym złem. Bez dawania posłuchu zjawom i urojeniom naszego umysłu. Zatem pro- mieniuj radością życia. Intensywnie – na każdym kroku i w każdej sekundzie – przeży- waj Własne Istnienie! www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 27 P.S. W każdym z nas – jak sądzę – jest cząstka Boga Niedoskonałego i między innymi dlatego – powinniśmy sami ze sobą rozmawiać przed lustrem, a nawet, głosić sobie ka- zania… www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 28 TERROR SZCZĘŚCIA Pamiętam, gdy weekendowe gazety trąbiły, że w sobotę 7.07.07 w kościołach od- bywał się maraton ślubów. Termin trzeba było ponoć zarezerwować dwa lata wcze- śniej. Trochę mnie to zaniepokoiło. I wcale nie dlatego, że w świecie laptopów i tele- fonów komórkowych ciągle wierzymy w zabobony („Rzeczpospolita” i „Wyborcza” zamieściły tego dnia analizy numerologiczne trzech siódemek). A raczej dlatego, że w tym pragnieniu szczęścia za wszelką cenę jest tyle rozpaczy… Każda epoka ma własne marzenia, które ludzie próbują urzeczywistnić w swoich biografiach. Na przykład Emma Bovary zakochiwała się w kim popadnie, bo tak robiły bohaterki romantycznych książek jej młodości (aż zwariowała). Bohaterowie Stendhala narażali życie dla paru pocałunków, bo w ich epoce były namiętność i odwaga. Nato- miast dzisiejsi trzydziestolatkowie planują sobie śluby dnia 7.07.07, bo za wszelką cenę muszą być szczęśliwi. Kiedyś trzeba było być patriotą, człowiekiem honoru albo na przykład przeżyć wielką namiętność. Dziś naszym podstawowym obowiązkiem jest osobiste szczęście. I nie jest to obowiązek łatwy do spełnienia. Wystarczy poczytać współczesną literatu- rę, na przykład Houellebecqa. Zobaczyć, że pełno w niej sfrustrowanych bohaterów, którzy nie umieją poradzić sobie z tym strasznym imperatywem: Bądź szczęśliwy. Nie wychodzi im miłość, nie robią kariery, nie mają zdolności do sportów ekstremalnych, a z wakacji w Chorwacji wracają co najwyżej znudzeni i ze schodzącą skórą. Przez to www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 29 wszyscy patrzą na nich z pogardą, bo w naszym świecie wolności i tolerancji spróbuj tylko nie być opalony i zadowolony z siebie. Kiedyś istniała instytucja wiejskiego głupka, jurodiwego, czarownicy. Można było zwariować, popaść w melancholię, zamknąć się w klasztorze – i nadal było się szano- wanym, może nawet jeszcze bardziej. Dziś istnieje jedynie instytucja uśmiechniętego kapiszona uprawiającego squash albo jogę i hodującego grzeczne dzieci w różowych sweterkach. Dawniej istniał szacunek dla nieszczęścia, podziw dla samoumartwiania, w ascezie widziano dowód odwagi i pobożności. Wystarczy poczytać „Wybrańca” To- masza Manna. Dziś cierpienie jest wyłącznie powodem do wstydu. Choć i nasza epoka ma swoje źródła cierpień, na przykład praca ponad siły – to o pracy można mówić wyłącznie z entuzjazmem i satysfakcją. I jeśli czasem przydarzy nam się nieszczęście albo zły hu- mor, to lepiej tego nie pokazywać, a na pytanie „how are you?” z szerokim uśmiechem odpowiadać „fine”. A wszystko dlatego, że nigdy jeszcze ludzie tak gorąco nie wierzyli, że wszystko zależy od nich. Kiedyś można było zwalić winę na rozmaite siły wyższe, los, Boga albo czary. Nie było nawet mowy, żeby się nie podporządkować tradycji – co w wielu wypadkach zwalniało z obowiązku gonienia za szczęściem. Dziś, kiedy mamy doła, zaraz ktoś nam powie: Dlaczego nie pójdziesz na basen, od tego wydziela się sero- tonina. A za naszą własną serotoninę sami jesteśmy odpowiedzialni. I ta „choroba na szczęście” szczególnie dotyka dziś Polaków. Protestancki Zachód zdążył się już do niej przyzwyczaić i nawet wypracować wenty- le bezpieczeństwa: obronę mniejszości, Innego etc. Ale my cierpimy na to dopiero od ’89 roku. Dzisiejsi trzydziestolatkowie, którzy brali ślub 7.07.07 zaczynali wtedy wchodzić w fazę młodzieńczego buntu. Właśnie zabierali się grzecznie za palenie papierosów i picie alkoholu, leniuchowanie i wagary, jak ich rodzice. Aż tu nagle – Bóg zesłał KA- PITALIZM. Billboardy, sklepy, pieniądze, zagranica, sukces, kariera. Nasi rodzice o tych rzeczach tylko marzyli, ale nic nie mogli, bo świat im nie pozwalał. Ich dzieciom świat pozwolił na wszystko. Jak tego nie osiągną, to znaczy, że są nieudacznikami. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 30 Dlatego cała ta dzisiejsza ideologia samozadowolenia podszyta jest wielkim stra- chem, że się nie będzie w stanie być człowiekiem spełnionym. Że się nie da rady wszystkiemu podołać. Ile z tych par, które się pobrały w sobotę, zrobiło to ze strachu przed niezrealizowaniem obowiązkowego punktu w CV? Czy wierzyli, że szczęśliwa data im pomoże spełnić obowiązek dozgonnego szczęścia? A może chodziło przede wszystkim żeby się z tym szczęściem poobnosić? Te wystawne śluby, które będziemy potem spłacać w nerwach przez całe lata. Entuzjastyczne opowieści o rodzinnych waka- cjach na Dominikanie, gdzie tak naprawdę od rana do nocy się kłócimy. Spektakularne zamiłowanie do pracy, której nie lubimy. Nie ma rady, trzeba zagryźć zęby i być szczęśliwym. Tak, żeby wszyscy widzieli!!! www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 31 WRZUĆ KOLOR! Cóż za atrakcja dla turystów! Ile w owym kraju ruin Ludzkich St. Jerzy Lec Co dzień mamy do czynienia z paradą paradoksów, absurdów, nonsensów. Z bra- ku innego zasilania podłączam się pod te niedorzeczności i czerpię z nich całą moją radość życia oraz chęć do jego przetrwania. (Filozofia to doraźna, na miarę… czasów). Nie ukrywam – uprawiam radość życia, jak cesarz chiński ogrody. Bawię się kosztem innych (nie ja płacę rachunki). Mogę więc zakrzyknąć: O paradoksie… Kocham Cię życie! Tak się jakoś składa, że lgnę do ludzi – mistrzów w dyscyplinie zwanej „gonitwą myśli”. Atmosfera naszych spotkań bliska jest tej na Służewcu. Ktoś rzuca hasło – bom- ba idzie w górę i gonitwa rozpoczęta. Emocje wielkie, bowiem nie sposób przewidzieć jakąkolwiek kolejność, ustalić „porządek” myśli w tych gonitwach. Bywa przecież, że faworyt (taki czarny koń myśli) odpada na początku dystansu, a do mety (naszych roz- www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 32 ważań i wyborów) dobiega niepozorny siwy wałach, który przypadkiem tylko znalazł się w stawce. Kiedy tak siedzieliśmy sobie w knajpie na przedmieściu – nad małymi czarnymi po- chylając siwiejące głowy – pierwszy odezwał się magister inżynier: – Wam to dobrze, ja jestem na diecie. – Dieta to piękna sprawa – wtrącił się polonista. – Pamiętam historię, której bohate- rem był Staff. Któregoś dnia nestor poetów siedział smętny w swym ulubionym „Kuch- ciku” nad kieliszkiem wódki, który niepodzielnie królował na pustym stoliku. W pew- nej chwili w kawiarence pojawił się Różewicz – dostrzegł pana Leopolda, podszedł do niego i zafrasowanym głosem zagadnął: – Mistrz tak bez zakąski? Staff obrócił ku niemu zbolałe oblicze: – Niestety, jestem na diecie… – Skoro o diecie mowa – wtrąciłem – przypomina mi się opowiastka zaprzyjaźnionej kelnerki. Otóż do bufetu w barze podchodzi mężczyzna, zamawia setę, wypija ją, a na- stępnie zjada górną część kieliszka, stopkę wyrzuca i wychodzi. Nazajutrz facet znów pojawia się w barze – zamawia setę, wypija, zjada górną część kieliszka, a stopkę wy- rzuca. Sytuacja powtarza się przez kilka kolejnych dni, przy czym barman z rosnącym obrzydzeniem obsługuje klienta. Wreszcie po tygodniu, kiedy gość po schrupaniu kie- liszka, wyrzuca stopkę i zmierza do wyjścia – barman wybiega zza kontuaru i krzyczy za odchodzącym: – Idioto, stopka najsmaczniejsza! – No taak – zasępił się magister inżynier gmerając w portfelu. Po chwili położył przed nami wizytówkę, zastrzegając się, że to nie żart. Na białym kartoniku wydruko- wane było skądś nam znajome nazwisko, a pod spodem „LAKIERNIK – FILOZOF”. W górnym rogu po lewej stronie: Lakierowanie emaliami typu „metalic”, a także „Dys- kusje ontologiczne”. Na dole kartonika pomieszczony był adres i telefon zakładu usłu- gowego w (…) (Powyższe informacje przemilczam, bo wszystkie kontrole szukają na- tchnienia w prasie, a nie w życiu, niestety…) Na naszą usilną prośbę – magister inżynier roztoczył przed nami wizję zakładu, któ- ry odwiedził był w zeszłym roku podczas peregrynacji po kraju (za jakowąś muterką o specjalnych – normalnych parametrach). www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 33 – Mała piękna lakierenka na wzgórzu – rozmarzył się magister inżynier – zgrabnie pomyślana, ale bez widoków. Na przyszłość ma się rozumieć. A co za ludzie! Fenome- nalni specjaliści – cmoknął z uwielbieniem. Wyobraźcie sobie, że w tej lakierence pra- cowali: magister inżynier budowy okrętów po Politechnice Gdańskiej, wybitny poloni- sta, dyplomowany aktor po PWST, a także filozof i świetnie zapowiadający się rzeź- biarz. Trust mózgów, kwiat intelektu… – A ty, co tam lakierowałeś? – spytał „nasz” polonista. – Ja nic nigdy nie lakierowałem! – obruszył się „nasz” magister inżynier. – Ot, wpa- dłem przypadkiem i zostałem na dłuższą pogawędkę. Zaintrygowała mnie z jednej strony technika lakierowania na wysoki połysk, zaś z drugiej – wciągnęła dyskusja o teorii bytu, na temat charakteru struktury naszej rzeczywistości. – Słowem jakby – zaglądanie pod lakier – próbowałem sprecyzować myśli magistra inżyniera. – A mnie się wydaje, że jest to inicjatywa z przyszłością – wyraził się „nasz” poloni- sta i zamówił jeszcze raz to samo (patrz: mała czarna). – Klepanie, szpachlowanie i la- kierek w gustownym kolorku… Mogą być i emalie typu metalic… Powtarzam wam, to inicjatywa z przyszłością! – Myślisz o swej dalszej karierze?… – spytałem nieco zgryźliwie, bo „nasz” polonista od dwóch lat był na zasiłku. Ponieważ jednak nie dał się sprowokować, wywód konty- nuowałem dalej. – Słyszałem, że to mimo wszystko szkodliwe dla zdrowia zajęcie: ulatniają się po- dobno niebezpieczne związki… – Ale jakoś z rzeczywistością związać się trzeba – uciął dyskusję, milczący dotąd, ko- lega socjolog. *** Ponieważ nijak nie mogłem „związać” goniących myśli – sięgnąłem do Wańkowicza, z którym nigdy się nie rozstaję. Jest on terenem szczęśliwych łowów dla umysłów, które www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 34 tracą równowagę. „Karafkę La Fontaine’a” otworzyłem na błyskotliwym opisie Polski (przytoczonym przez pana Melchiora), który opublikowany był przed wieloma, wielo- ma laty w „Réalité” – po parotygodniowym u nas pobycie zachodniego dziennikarza: „(…) podróżnik musi zrezygnować z logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami, wciągnięty w sprzeczny nurt tego świata. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można rozmówić się po niemiecku, po angielsku, z kucharzem po francusku, a z ministrem i podsekretarzem stanu przez tłumaczy…; gdzie inżynier czy profesor na uczelni zara- bia mniej niż kwalifikowany robotnik; gdzie pracę można dostać wyłącznie po znajo- mościach”. Itp., itd… Cudowny kraj! – w którym można prowadzić dyskusje ontologiczne pomiędzy klepaniem, szpachlowaniem i… lakierowaniem. A zatem – WRZUĆ KOLOR, Czytelniku! www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 35 www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 36 CZYŚCIOSZEK, CZYLI NIEDOMYTE DUSZE… „Świętoszek” to jedna z najbardziej aktualnych satyrycznych sztuk Moliera. Wy- korzystując polskie przysłowie – ponadczasowi i świętoszkowaci: modlą się pod fi- gurą, a diabła mają za skórą. Ta ich niezwykła pobożność jest bardzo płytka – na po- kaz, natomiast serca mają „zatwardziałe”, jak mawiał nasz Papież. „Pukam do drzwi kamienia – to ja! Wpuść mnie, chcę wejść do Twego wnętrza, rozejrzeć się dookoła, nabrać Ciebie jak tchu!” Cóż z tego, że biegają do kościoła i klepią formułki pacierzy, gdy obłuda, hipokryzja, ignorancja – nie pozwalają im dostrzec, że na co dzień wielokrotnie łamią przykazania dekalogu. Bo w wierze nie chodzi o demonstracje zewnętrznych atrybutów pseudo- świętości, ale o serce, empatię i wrażliwość na bliźniego. Ta nowa mentalność – charak- teryzująca się błędnie pojmowaną asertywnością – niejednemu podcina skrzydła w zde- rzeniu z takim „żyjątkiem”. Jakże często świetnie sytuowani ludzie, którzy doszli do swych majątków poprzez rozmaite krętactwa, matactwa, przekręty, jak to się dziś mówi – mają za złe żebrakowi, że nie dali mu jałmużny… To oczywista metafora postaw i mentalności współczesnych świętoszków. Częstokroć właśnie tacy – „jeżdżą na wycieczki do Papieża”, do Watyka- nu, absolutnie nic nie pojmując z nauk, które głosi. Są niereformowalni i, jak głosi www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 37 Ewangelia – nigdy nie przejdą przez Ucho Igielne. Za grubą skórę mają, za bardzo są impregnowani na nieszczęścia bliźnich, za mocno zapatrzeni w siebie, w sobie zakocha- ni… Wszędzie obnoszą rozdętą do granic możliwości bezdenną pustkę własnych „oso- bowości”. Mają władzę, mają wpływy i wszelkie imponderabilia. Prawie zawsze wydaje im się, że każdego mogą „kupić” – szczególnie zaś: głosy popleczników. Muszę przyznać, że nie widziałem pogrzebu, by za trumną ciągnięto kasę pancerną bogacza… Trumna kieszeni nie ma… Ale im wciąż za mało… Właśnie oni chcą MIEĆ, a nie BYĆ. Świat adorujący wielkość, bogactwo, zapatrzony ślepo w powiększanie, przyspie- szanie, ulepszanie – gubi się, zapomina o istocie człowieczeństwa. I wcale przez te swoje dążenia nie gwarantuje zdrowia, długiego życia, szczęścia, ani tym bardziej – Miłości… Ze wszystkich epok na świecie, o których cokolwiek wiemy, wiek, w którym żyjemy obecnie, wydaje się być wiekiem największego kultu pieniądza. Człowiek uznawany jest za mniej niż pył na drodze, chyba że potrafi przedstawić tłuste konto bankowe. Nic nie przysparza Człowiekowi tak wiele cierpienia i upokorzeń jak bieda. „Człowiekowi tak się spieszy do posiadania bogactwa, że zdobędzie je w każdy do- stępny mu sposób: metodami legalnymi, jeśli to możliwe; wszelkimi innymi metodami, jeśli to konieczne. Lęk przed biedą to straszliwa rzecz! Człowiek może dopuścić się morderstw, rabunków, gwałtów oraz wszelkich innych pogwałceń praw innych ludzi, po czym nadal zachowa wysoką pozycję w oczach otoczenia POD WARUNKIEM jed- nak, że nie utraci swojego bogactwa. Stąd BIEDA jest przestępstwem! – niewybaczalnym grzechem, można powiedzieć. Jasne, że żaden człowiek nie obawiałby się nigdy biedy, jeśli miałby podstawy UFAĆ swoim współbraciom. Jest przecież pod dostatkiem żywności, schronienia, ubiorów i luksusów wszelkiej natury wystarczających, aby pokryć potrzeby każdego człowieka na ziemi. A wszystkie te błogosławieństwa mogłyby być udziałem każdego, gdyby nie ten świński zwyczaj ludzi, że próbują wypchnąć wszystkie inne „świnie” z koryta, na- wet jeśli sami mają wystarczająco, a nawet dużo więcej niż im potrzeba.” (Przemyślenia Napoleona Hilla: „Prawa Sukcesu”) www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 38 *** BLUŹNIERSTWO co komu po moim życiu co komu po mojej śmierci widzę zdumione oczy świętych macie oczy a jesteście ślepi macie uszy a jesteście głusi macie twarze lecz blade kamienne i obce mapy strachu trosk i przemęczenia wzory świateł i cieni upadków i wzlotów podobne do mojej (Marr jr.) www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 39 ZBRODNIA IKARA Zawsze mamy dość siły, aby znieść cudze nieszczęścia. La Rochefoucauld Gdy lud wchodzi do mieszkań – tam właśnie koncentruje się życie najbardziej in- tensywnie we wszystkich jego przejawach. Mieszkania usytuowane są najczęściej w blokach tworzących osiedla – środowiska nienaturalne człowieka. Mówią na nie: „kamienne pustynie”, „sypialnie”, „satelity”. Nie ma tu kin, teatrów, nocnych lokali. Kilometrami można odmierzać odległości do najbliższej szkoły, przychodni lekar- skiej, poczty, czy budki telefonicznej. Cechą charakterystyczną tych wszystkich b l o k o w i s k jest to, że wszędzie stąd daleko. Miasto A (centrum), miasto B (osiedla na peryferiach) ma najczęściej w D… Dużo tam nas, ale jakby nikogo nie było… Dla- tego też – chociaż w masie mieszkańców mojego osiedla – czuję się cudownie samot- ny. Ach, jak cudownie! Właśnie wracałem z wieczornego spaceru po Lasku Bielańskim: przy nodze biegła lekkim dyrdaskiem moja wilczyca Diana, wyręczając mnie w szczerzeniu kłów do mija- nych obywateli, gdy pod klatką natknąłem się na obwieszczenie o zebraniu Komisji Mieszkańców naszego bloku. Nie powiem, ucieszyłem się nawet, że oto nadarza się okazja porównania spostrzeżeń osiedlowych współbraci z mizerią mojej szarej egzy- www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 40 stencji i zgrzebnej kondycji mieszkańca. Wczytałem się zatem uważnie w przedstawio- ny porządek zebrania, jakie miało się odbyć w lokalu Rady Osiedla: 1. Sprawy organizacyjne 2. Rozpatrzenie pisma Społecznego Komitetu Budowy i Eksploatacji Statku Po- wietrznego o przydział schowka i adaptację części klatki schodowej (awaryjnej) na przechowalnię powłoki i kosza balonu. Pismo złożył mieszkaniec lokalu… Gwizdnąłem. Diana przestała dusić bolończyka sąsiadów i wlepiła we mnie rozba- wione ślepia. „Chyba polatamy” wyszeptałem słowa na wiatr, który był, jest i będzie niekwestionowanym władcą i administratorem naszego osiedla. Nudna to choroba utrzymywać zdrowie przez zbytnią rozwagę – rzekła mi kiedyś dziewczyna. Teraz więc, by nie zmarnować okazji (i ty zostaniesz baloniarzem) poczyni- łem przygotowania – ubrałem się odświętnie, ogoliłem nawet i poszedłem na zebranie. Było nas siedem osób: zainteresowany przedstawiciel Społecznego Komitetu Budo- wy Statku Powietrznego (nazwałem go w myślach „komandorem”), przewodniczący Komisji Mieszkańców naszego bloku, a także dwóch funkcyjnych przedstawicieli Rady Osiedla, dwie panie sąsiadki i ja. W „sprawach organizacyjnych” wypłynęła kwestia trudności (przezwyciężamy, przezwyciężymy…) ukonstytuowania się ciała zwanego Komitetem Mieszkańców. Okazało się, że na zebranie założycielskie przyszło 6 osób – z czego 5 weszło w skład Komisji. Brak chętnych… Władza leży na korytarzu… – Może by tak panie, albo pan zgłosili chęć wstąpienia – zwrócił się do nas przewod- niczący. – Ja w sprawie statku powietrznego – orzekłem. Sąsiadki zaś wymigały się bezgra- nicznym zaangażowaniem w sprawy domów rodzinnych. Po odczytaniu pisma Społecznego Komitetu Budowy i Eksploatacji Statku Powietrz- nego – informacje uzupełniające przedstawił zainteresowany „komandor”, któremu symbioza z koszem, powłoką balonu, spadochronami i wielką liczbą aparatury www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 41 w mieszkaniu jakby nie wychodziła na dłuższą metę. Schowek musi być, bo jak bez schowka żyć? – W tych ciężkich czasach balon jest najtańszym środkiem transportu powietrznego w ogóle – zauważył „komandor”. – Klub Lotniowo-Balonowy Aeroklubu Warszaw- skiego ma piękne tradycje i duże, niekwestionowane osiągnięcia. To prawdziwe szczę- ście dla mieszkańców, że Zarząd planuje organizację klubu właśnie na terenie naszego osiedla. – „Komandor” roztaczał wizję z błyskiem w błękitnym oku. – Będziemy szkolić pilotów balonowych i lotniczych; odciągniemy młodzież od wódki… A poza tym – BALONEM BLIŻEJ! – pomyślałem, radując się w duchu na łączenie przyjemnego z pożytecznym. Oczyma wyobraźni widziałem już balonowe wycieczki do Śródmieścia, wyprawy do kina czy teatru; z dreszczem emocji przeżywałem udział ak- tywu blokowego w nocnym życiu Warszawy… W swym rozmarzeniu zacząłem cieplej myśleć o swoim osiedlu, które dzięki swej konfiguracji jest wspaniałym, naturalnym lądowiskiem dla statków powietrznych, w przyszłości może nawet kosmicznych! Te cudowne (prze)ciągi powietrzne, pasy startowe wzdłuż i wszerz, przygotowane grajdo- ły dla wyrzutni sputników i rakiet międzyplanetarnych… Taak, to my damy początek nowej erze. Bez kompleksów wkroczymy w kolejne dziesięciolecie XXI wieku. Nie mia- łem także już wątpliwości, że jeszcze głębiej do Europy wlecieliśmy BALONEM. – Biorąc pod uwagę społeczny charakter przedsięwzięć w dziedzinie sportu, jakie rozwijamy wśród młodzieży, proszę o przychylne rozpatrzenie mojej prośby – zakoń- czył swój wywód „komandor”, budząc mnie ze snu o potędze społecznej inicjatywy. – Problem w tym, że wszyscy chcieliby schowki – zagaił przewodniczący. – Doce- niamy wagę społecznej inicjatywy, ale Administracja rozporządza wszystkimi pomiesz- czeniami. Poza tym wpłynęło już wiele podań od zainteresowanych. Na przykład od żeglarki, której ukradziono łódź i wiosła z piwnicy. Oczywiście, Komisja może pozy- tywnie ustosunkować się do podania. Napiszemy, że balon mieszkańcom nie będzie przeszkadzał, choć to – prawdę mówiąc – przeżytek. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 42 – Ja mam pomysł – wtrąciła sąsiadka. – Wielokrotnie pisałam podania z prośbą o eksmisję stolarni spod okien mojego mieszkania. Unoszący się pył i ustawiczny jazgot pił bardzo utrudnia mi życie. Może by tam umieścić balon? – Bzdura! – zaripostował przewodniczący. – To pomieszczenie użytkuje Administra- cja i my nie mamy tu nic do gadania. – Był pan u Prezesa Zarządu naszego osiedla? – zagaiła druga sąsiadka. – Skoro za- rabia 15 tysięcy miesięcznie to niech się wreszcie czymś wykaże! Ja tam nic nie mówię, ale po 20 latach odpowiedzialnej pracy w Rejonowej Przychodni Zdrowia Psychicznego – zarabiam niecałe 1000 złotych… Zrobiło się jakoś niezręcznie i zapanowała męcząca cisza w naszych obradach, którą mimowolnie bez sensu przerwałem: – A przyjmuje pani doktor pacjentów prywatnie, w domu, bo ja bym się pisał… – Dla pana może zrobię wyjątek – sąsiadka uśmiechnęła się życzliwie. – A ja bym jednak prosił… – nieśmiało wtrącił „komandor” – aby Komisja p o p a r ł a mój wniosek i pozytywnie go zaopiniowała. Jak długo można chodzić od Annasza do Kajfasza?… – Nie możemy! – żachnął się przedstawiciel Rady Osiedla, sekretarz Komisji do spraw Gospodarki Zasobami Mieszkaniowymi. – Wniosków jest wiele, ale schowków brak. Jak Administracja odda nam jakieś pomieszczenia, to podania rozpatrzymy i w kolejności przydzielimy najbardziej potrzebującym… Wyszedłem w połowie zebrania. Wiatr – figlarz porwał balon myśli, nadziei i ma- rzeń, który uniósł się wysoko ponad blokowisko. Wbrew radzących radom, wzbił się – niczym Ikar – za wysoko. Zbyt blisko słońca… P.S. Wydarzenia są prawdziwe i bynajmniej nie robię z nikogo balona. www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 43 www.e-bookowo.pl Marek Różycki Jr: KARNAWAŁ W SODOMIE | 44 JAJA W PROSZKU Nowe spojrzenia przez stare dziury. Lichtenberg Wśród psów poruszenie. Diana jest bardzo podekscytowana. Moja wierna suka – wgryzając się w „Życie Warszawy”, natrafiła na informację, że Policja skupuje nie- mieckie owczarki. Diana rozważa propozycję. Marzy się jej pełna miska i kariera tro- piciela poprzedzona edukacją w Zakładzie Psów Służbowych w Sułkowicach. Wyczytała w prasowej notatce, że wszystkie zwierzęta służbowe w Polsce są zadba- ne i wesołe. Posady ludzkie są mniej atrakcyjne. Fakt, przy mnie moja wilczyca nie jest ani zadbana, ani wesoła, zaś życie nie szczędzi jej stresów i dramatycznych przeżyć. Tłumaczę jej wprawdzie, jak chłop krowie na miedzy, że nie jest pełnokrwistym owczarkiem (ma zaledwie prababkę w Alzacji). Młodość jej już przeminęła, na szczęście uroda pozostała, a ten walor nie decyduje przecież o przydatności i talentach psa na służbie. Poza tym pies ubiegający się o pracę w Policji – „musi być silnej budowy ciała, nie może bać się strzałów, powinien chętnie aportować i agresywnie się zachowywać”. Mo- ja Diana nic (oprócz jedzenia) nie robi chętnie; jest krnąbrna, leniwa, zachowuje się agre- sywnie tylko w wypadku, gdy ją o coś proszę lub gdy odwiedza nas umundurowany www.e-bookowo.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Karnawał w Sodomie
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: