Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00388 006789 13594982 na godz. na dobę w sumie
Karol Szalony - ebook/pdf
Karol Szalony - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 129
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).
Większość powieści Dumasa ojca rozgrywa się za panowania Ludwika XIII i XIV. 'Karol Szalony' przenosi nas w epokę Karola VI (1368-1422), zwanego szalonym wskutek choroby umysłowej. Był królem od 1380 roku. Od 1392 roku władzę w Francji sprawowała rada regencyjna, w której łonie toczyły się polityczne walki. Doprowadziło to do zamieszek między stronnictwami armaniaków i burgundczyków. Wznowiona została wojna 100-letnia z Francją. Na takim to tle sytuuje Dumas powieściową fabułę jednego z mniej znanych swoich utworów typu płaszcza i szpady. Polityczne knowania mają niemal sensacyjny wymiar.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. ALEKSANDER DUMAS (OJCIEC) Karol szalony POWIE(cid:285)Ć HISTORYCZNA W DWÓCH TOMACH TOM PIERWSZY Do godno(cid:286)ci historyka, tego „króla przeszło(cid:286)ci”, przywi(cid:261)zane s(cid:261) przeró(cid:298)ne przywileje. Najwspa- nialszym z nich jest ten, (cid:298)e przebiegaj(cid:261)c swoje pa(cid:276)stwo, potrzebuje dotkn(cid:261)ć tylko piórem ruin i trupów, aby odbudować pałace i wskrzesić ludzi. Na głos jego, jak na głos Boga, rozproszone ko(cid:286)ci odnajduj(cid:261) si(cid:266) mi(cid:266)dzy sob(cid:261), (cid:298)ywe ciało je pokrywa, (cid:286)wietne stroje je ubieraj(cid:261) i na tej olbrzymiej dolinie Jozafata, na któr(cid:261) trzy tysi(cid:261)ce wieków prowadziło swoje dzieci, wybierać on mo(cid:298)e, według swego kaprysu, wołać po imieniu tych, którym (cid:298)ycie przywrócić pragnie, a wezwani natychmiast podnios(cid:261) głowami swymi gro- bowe kamienie, rozwin(cid:261) całuny i odpowiedz(cid:261), jak Łazarz ChrystusowiŚ „Oto jestem, panie, czego chcesz ode mnie?...” Prawda, (cid:298)e trzeba odwagi do zej(cid:286)cia w te gł(cid:266)bie historii – potrzeba woli silnej, głosu pot(cid:266)(cid:298)nego do badania mar przeszło(cid:286)ci, r(cid:266)ki pewnej i niedr(cid:298)(cid:261)cej do spisywania wyrazów przez nie podyktowanych. Zmarli kryj(cid:261) czasem straszne tajemnice, które grabarz wraz z nimi w grobie zamyka. Włosy Dantego zbielały od opowiadania Ugolina, a oczy zachowały spojrzenie tak smutne i lica blado(cid:286)ć tak (cid:286)mierteln(cid:261), (cid:298)e gdy Wergiliusz znów go na powierzchni(cid:266) ziemi wyprowadził – kobiety Żlorencji, odgaduj(cid:261)c sk(cid:261)d powrócił ten dziwny podró(cid:298)ny, pokazywały go synom swoim, mówi(cid:261)cŚ „Widzicie tam oto tego człowie- ka, który idzie smutny i powa(cid:298)ny? – On do piekieł zst(cid:266)pował!...” Do nas to przede wszystkim – nie bior(cid:261)c w rachunek geniuszów – stosuje si(cid:266) to dantejskie i wergi- liuszowe porównanie. Brama do królewskich podziemi w Saint–Denis, która przed nami ma si(cid:266) otwo- rzyć, ma pewne podobie(cid:276)stwo z wrotami piekielnymi. Jeden i ten sam napis obu im słu(cid:298)yć mo(cid:298)e i gdy- by(cid:286)my mieli Wergiliusza i Dantego za przewodników, niedługo potrzebowaliby(cid:286)my szukać po(cid:286)ród dyna- stii królewskich, które zaludniaj(cid:261) grobowce starego opactwa, aby znale(cid:296)ć kilku zbójców i kilka ofiar, których nieszcz(cid:266)(cid:286)cie godne jest lito(cid:286)ci. W olbrzymiej tej kostnicy jest prosty grobowiec z czarnego mar- muru, na którym poło(cid:298)one s(cid:261) obok siebie dwie figury kamienne. Jedna wyobra(cid:298)a m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266), druga ko- biet(cid:266). Min(cid:266)ły cztery wieki, odk(cid:261)d spoczywaj(cid:261) tak jedna obok drugiej, z r(cid:266)koma zło(cid:298)onymi do modlitwy. M(cid:266)(cid:298)czyzna prosi o wyjawienie przyczyny bo(cid:298)ego gniewu, kobieta błaga o przebaczenie za swoj(cid:261) zdrad(cid:266). To szaleniec i wiarołomna. Przez lat dwadzie(cid:286)cia szał jego i jej miłostki krwi(cid:261) broczyły Żrancj(cid:266) i nie bez wielkiej racji, r(cid:266)ka, która dokoła ich grobowca wyryła napisŚ „Tu le(cid:298)y król Karol ukochany , VI tego imienia i królowa Izabella Bawarska jego (cid:298)ona”, dodała pod spodemŚ „Módlcie si(cid:266) za nich!” W Saint–Denis tedy, skoro tu ju(cid:298) jeste(cid:286)my, otworzymy tajemne archiwa tego dziwnego panowania. Obok kilku stronic białych, spotkamy wiele innych krwi(cid:261) splamionych i wiele stronic czarnej (cid:298)ałoby. Bóg chciał, aby wszystko tu na ziemi nosiło te trzy barwy, uczynił bowiem z nich tarcz(cid:266) herbow(cid:261) człowieka, daj(cid:261)c na niej dewiz(cid:266)Ś „niewinno(cid:286)ć, nami(cid:266)tno(cid:286)ć i (cid:286)mierć.” A teraz otwórzmy ksi(cid:266)g(cid:266) – jak Bóg otwiera (cid:298)ycie – na białych stronach. I tak do(cid:286)ć szybko dojdziemy do stronic krwi i (cid:298)ałoby!... 2 I W niedziel(cid:266) dnia 20 sierpnia 1389 r.1 od samego brzasku drog(cid:266) z Saint–Denis do Pary(cid:298)a zalegały tłumy ludu. Izabella, córka ksi(cid:266)cia Stefana bawarskiego, a (cid:298)ona Karola VI, miała, jako królowa Żrancji, odbyć pierwszy wjazd do stolicy swego pa(cid:276)stwa. Dla usprawiedliwienia wielkiej ciekawo(cid:286)ci tłumów wyznać trzeba, (cid:298)e cuda o tej ksi(cid:266)(cid:298)niczce opowiadano. Wiedziano ju(cid:298), (cid:298)e od pierwszego z ni(cid:261) spotkania król gwałtown(cid:261) zapłon(cid:261)ł miło(cid:286)ci(cid:261) i (cid:298)e zaledwie do poniedziałku pozostawił czas na przygotowania do uroczystych za(cid:286)lubin. Poza obr(cid:266)bem Pary(cid:298)a zebrało si(cid:266) takie narodu mnóstwo, (cid:298)e a(cid:298) patrzeć było miło i zdawało si(cid:266), jak- by wszyscy stawili si(cid:266) tam na rozkaz. Wielki go(cid:286)ciniec pokryty był g(cid:266)sto ciekawymi obojga płci i wyda- wał si(cid:266) nieprzejrzanym łanem głów ludzkich. Porównanie to tym stosowniejsze, i(cid:298) za ka(cid:298)dym drobnym wydarzeniem masy pochylały si(cid:266) w jedn(cid:261) lub drug(cid:261) stron(cid:266), jak kłosy na polu za powiewem wiatru. O godzinie jedenastej na czele tłumu dały si(cid:266) słyszeć gło(cid:286)ne okrzykiś wstrz(cid:261)(cid:286)nienie, które przebie- gło wzdłu(cid:298) drogi, uwiadomiło niecierpliwych, (cid:298)e co(cid:286) si(cid:266) stało. To królowa Joanna i ksi(cid:266)(cid:298)na Orleanu, jej córka, pojawiły si(cid:266) poprzedzone przez stra(cid:298) toruj(cid:261)c(cid:261) im drog(cid:266) mi(cid:266)dzy ludem. Za nimi post(cid:266)powali w dwóch rz(cid:266)dach znaczniejsi mieszczanie Pary(cid:298)a, w liczbie tysi(cid:261)ca dwustu. Wybrani do tej stra(cid:298)y honoro- wej mieli na sobie długie szaty jedwabne koloru zielonego ze złotym, na głowach czapeczki ozdobione wst(cid:266)gami, których ko(cid:276)ce spadały je(cid:296)d(cid:296)com na ramiona i powiewały jak szarfy przy ka(cid:298)dym powiewie wiatru od(cid:286)wie(cid:298)aj(cid:261)cego duszn(cid:261) atmosfer(cid:266), tym ci(cid:266)(cid:298)sz(cid:261), i(cid:298) wsz(cid:266)dzie, spod stóp ludzi i kopyt koni, unosiły si(cid:266) dokuczliwe tumany wysuszonego piasku. Wyparty z go(cid:286)ci(cid:276)ca lud rozsypał si(cid:266) na polach, po obu stronach drogi, któr(cid:261) jak szerokim korytem płyn(cid:261)ł pochód królewski. Porz(cid:261)dek zaprowadzono z wi(cid:266)ksz(cid:261) łatwo(cid:286)ci(cid:261) ani(cid:298)eliby si(cid:266) to zdawać mogło, gdy(cid:298) w owe czasy lud tyle miał miło(cid:286)ci i tyle szacunku dla swego króla, ile ciekawo(cid:286)ci, i je(cid:298)eli zdarzało si(cid:266), (cid:298)e majestat królewski zst(cid:266)pował do ludu, nikomu na my(cid:286)l nie przychodziło podnosić si(cid:266) i przedzierać ku niemu. Ka(cid:298)dy, ust(cid:266)puj(cid:261)c swego miejsca pochodowi królewskiemu, czynił to ch(cid:266)tnie i bez oporuś w naszych czasach nie obeszłoby si(cid:266) bez krzyków, (cid:298)andar- mów i złorzecze(cid:276). Poniewa(cid:298) poziom pola ni(cid:298)szy był od poziomu go(cid:286)ci(cid:276)ca, ka(cid:298)dy starał si(cid:266) dobiec jak najpr(cid:266)dzej do jakiegokolwiek wzniesienia, z którego widok na drog(cid:266) był dogodniejszy. Wierzchołki drzew i dachy stoj(cid:261)cych w blisko(cid:286)ci domów zostały zaj(cid:266)te przez ciekawych. Ci, którym brakło odwagi do tak niebez- piecznych gimnastycznych wysiłków, ustawili si(cid:266) szeregiem na skraju drogi, tworz(cid:261)c jakby (cid:298)ywy płot. Kobiety wspinały si(cid:266) na palce, dzieci wdrapywały si(cid:266) na ramiona ojców, ka(cid:298)dy szukał miejsca mniej lub wi(cid:266)cej wygodnegoś jedni starali si(cid:266) ponad głowami swych poprzedników spojrzeć na drog(cid:266), inni szukali jakiejkolwiek szczeliny w tym (cid:298)ywym murze, aby chocia(cid:298) rzucić okiem na dziwy przesuwaj(cid:261)ce si(cid:266) go- (cid:286)ci(cid:276)cem. Zaledwie zamieszanie spowodowane przej(cid:286)ciem królowej Joanny i ksi(cid:266)(cid:298)nej Orleanu, udaj(cid:261)cych si(cid:266) do pałacu, uspokoiło si(cid:266), gdy spostrze(cid:298)ono tak niecierpliwie oczekiwan(cid:261) lektyk(cid:266) młodej królowej, licz(cid:261)- cej zaledwie lat dziewi(cid:266)tna(cid:286)cie, na której spoczywała połowa nadziei całej monarchii. Pierwsze wra(cid:298)enie, jakie lud odniósł spojrzawszy na swoj(cid:261) pani(cid:261), nie potwierdziło wysokiej opinii, która j(cid:261) poprzedziła w stolicyś była to bowiem pi(cid:266)kno(cid:286)ć, z któr(cid:261) oswoić si(cid:266) wpierw trzeba było. żłówn(cid:261) tego przyczyn(cid:266) stano- wił silny kontrast jasnych, złotych włosów i brwi czarnych jak heban. Dwa charakterystyczne, a przeciw- ne sobie typy rasy północnej i południowej zmieszane w tej kobiecie, nadały sercu jej gor(cid:261)c(cid:261) nami(cid:266)tno(cid:286)ć wła(cid:286)ciw(cid:261) Włoszkom, a czołu znami(cid:266) pogardliwej wyniosło(cid:286)ci, cechuj(cid:261)ce ksi(cid:266)(cid:298)niczki niemieckie2. Za(cid:286) kształtów bardziej harmonijnych (cid:298)aden rze(cid:296)biarz nie mógł nawet zapragn(cid:261)ć do pos(cid:261)gu Diany wychodz(cid:261)- cej z k(cid:261)pieli. Twarz jej miała doskonały owal, taki sam, jak w dwa stulecia pó(cid:296)niej Rafael swoim imie- niem uwiecznił. Obcisłe suknie i r(cid:266)kawy nie pozostawiały (cid:298)adnej w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci co do zgrabnych kształtów tej figury i (cid:286)licznie wymodelowanych ramionś r(cid:266)ka za(cid:286), któr(cid:261) wi(cid:266)cej mo(cid:298)e przez kokieteri(cid:266), ni(cid:298) przez niedbalstwo pozostawiła opuszczona przez jedn(cid:261) z portier lektyki, rysowała si(cid:266) na materii obicia jak alabastrowa płaskorze(cid:296)ba na złotym tle. Cz(cid:266)(cid:286)ć postaci ukryta była w gł(cid:266)bi lektyki, jednak nietrudno od- 1 Dat(cid:266) t(cid:266) podaje Żroissart. W rejestrach parlamentu zapisano 22. Najwi(cid:266)cej szczegółów do opisu tego wjazdu autor zaczerpn(cid:261)ł z Mnicha z Saint–Denis Żroissarta i z Juvénala des Ursins. 2 Królowa Izabella była, jak wiadomo, córk(cid:261) bawarskiego ksi(cid:266)cia Stefana Ingolstadzkiego i ksi(cid:266)(cid:298)niczki Tadei Mediola(cid:276)skiej. 3 gadn(cid:261)ć po wdzi(cid:266)kach i zaletach widzianych, (cid:298)e reszta musiała być równie delikatna i powiewna, i (cid:298)e podtrzymywały j(cid:261) czarodziejskie nó(cid:298)ki i stopy dzieci(cid:266)ce. Szczególne uczucie, doznawane na jej widok, znikało prawie natychmiast przy spotkaniu z łagodnym i gor(cid:261)cym zarazem spojrzeniem jej oczu, przy- pominaj(cid:261)cym t(cid:266) pot(cid:266)g(cid:266) wszechwładn(cid:261), z której Milton, a za nim i inni poeci, uczynili charakterystyczn(cid:261) i fataln(cid:261) pi(cid:266)kno(cid:286)ć swych aniołów upadłych. Lektyk(cid:266) królowej otaczało sze(cid:286)ciu najpierwszych dygnitarzy Żrancji. Na czele ich szliŚ ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Touraine i ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Bourbon. Pod nazwiskiem ksi(cid:266)cia de Touraine, dla unikni(cid:266)cia omyłki, czytelnicy nasi rozumieć zechc(cid:261) młodszego brata króla Karola, młodego i pi(cid:266)knego ksi(cid:266)cia Ludwika Walezjusza, który, nie wi(cid:266)cej jak cztery lata pó(cid:296)niej, otrzymał tytuł ksi(cid:266)cia Orleanu i stał si(cid:266) słynny z rozumu, miło- stek i nieszcz(cid:266)(cid:286)ć. Rok przedtem o(cid:298)enił si(cid:266) był z córk(cid:261) żaleasa Visconti, gło(cid:286)n(cid:261) w historii i poezji pi(cid:266)kno- (cid:286)ci(cid:261), znan(cid:261) pod imieniem Walentyny Mediola(cid:276)skiej, której wdzi(cid:266)ki nie zdołały jednak zatrzymać i usi- dlić tego królewskiego motyla o złotych skrzydłach. Przyznać jednak nale(cid:298)y, (cid:298)e był to najpi(cid:266)kniejszy, najbogatszy i najwykwintniejszy pan z całego dworu. Znać po nim było, (cid:298)e (cid:286)wiat cały u(cid:286)miecha si(cid:266) do(cid:276) z rado(cid:286)ci(cid:261) i młodo(cid:286)ci(cid:261), (cid:298)e (cid:298)ycie otrzymał w darze aby u(cid:298)ywać, i (cid:298)e te(cid:298) (cid:298)ył ochoczoś (cid:298)e nieszcz(cid:266)(cid:286)cia mogły go spotykać, ale (cid:298)e on kroku na ich spotkanie nie uczynił, (cid:298)e ta prze(cid:286)liczna główka pazia o blond włosach i niebieskich oczach nie była stworzona do przechowywania gł(cid:266)bokiej tajemnicy lub smutnej my(cid:286)li i (cid:298)e tak jedna, jak druga, umykać musiały przez te usta ró(cid:298)owe i nierozwa(cid:298)ne, jak usta kobiety. Dnia tego ustroił si(cid:266) w przepyszny kostium, który umy(cid:286)lnie zrobić sobie kazał i który nosił z gracj(cid:261) sobie tylko wła(cid:286)ciw(cid:261). Była to suknia z aksamitu czarnego, podbita złotogłowiem. R(cid:266)kawy haftowane były szeroko, w dese(cid:276) przedstawiaj(cid:261)cy wielk(cid:261) gał(cid:261)(cid:296) ró(cid:298)y. Złoty pie(cid:276) otoczony był z obu stron li(cid:286)ćmi szmaragdowymi, spo(cid:286)ród których na ka(cid:298)dym ramieniu wykwitało jedena(cid:286)cie przepysznych ró(cid:298) z rubinów i szafirów. Dziurki od guzików, przypominaj(cid:261)cych jeden z dawnych orderów ustanowionych przez królów Żrancji, pokryte były pysznym i kosztownym haftem w złote str(cid:261)czki naszywane perłami. Jedna z pół sukni, ta mianowicie, która spadała na kolano od strony przeciwnej lektyce, bramowana była bogato złotem i ozdobiona sło(cid:276)cem w wianku promieni, który to symbol obrał sobie król Karol za dewiz(cid:266), a któr(cid:261) pó(cid:296)niej wznowił Ludwik XIVś druga poła, na której królowa kilkakrotnie wzrok zatrzymywała, pokryta była równie(cid:298) haftem wyobra(cid:298)aj(cid:261)cym jaki(cid:286) emblemat tajemniczy, którego znaczenie Izabella na pró(cid:298)no od- gadn(cid:261)ć si(cid:266) starała. Haft ten wyobra(cid:298)ał lwa srebrnego, zakutego w ła(cid:276)cuchy, z kaga(cid:276)cem na paszczy. R(cid:266)ka ukryta w obłokach trzymała ko(cid:276)ce ła(cid:276)cuchów. Jako dewiza, otaczały t(cid:266) r(cid:266)k(cid:266) wyrazyŚ „Gdzie ze- chc(cid:266)”. Bogaty ten kostium uzupełniony był aksamitn(cid:261) czapeczk(cid:261) ze złotem, której fałdy przeplatał prze- pyszny ła(cid:276)cuch z perełś ko(cid:276)ce ła(cid:276)cucha spadały razem ze wst(cid:266)gami tworz(cid:261)c kokard(cid:266), któr(cid:261) si(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) bawił rozmawiaj(cid:261)c z królow(cid:261) i poprawiaj(cid:261)c od czasu do czasu włosy jedn(cid:261) r(cid:266)k(cid:261), gdy druga zr(cid:266)cznie kierowała koniem. Jad(cid:261)cy obok ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Berri dzielił z ksi(cid:266)ciem Burgundii regencj(cid:266) Żrancji w czas szale(cid:276)stwa króla Karola, a przez swoje sk(cid:261)pstwo przyczynił si(cid:266) do ruiny królestwa o tyle przynajmniej, o ile ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Orle- anu przez sw(cid:261) rozrzutno(cid:286)ć. Za królow(cid:261), na koniu bardzo bogato przybranym, krokiem wolnym post(cid:266)powała ksi(cid:266)(cid:298)na de Berii, prowadzona przez hrabiów de Nevers i de la Marche. Tu znowu jedno z dwóch tych wielkich nazwisk zaćmi drugieś bowiem hrabia de Nevers, syn Żilipa i przodek Karola, zostanie wkrótce ksi(cid:266)ciem Burgun- dii. Ojciec jego zwał si(cid:266) (cid:285)miały, wnuk nosić b(cid:266)dzie przydomek Zuchwały, a jemu samemu historia nada imi(cid:266) Nieustraszony. Hrabia de Nevers, o(cid:298)eniony dnia 12 kwietnia 1385 roku z Małgorzat(cid:261) de Hainau, miał w owej chwili lat dwadzie(cid:286)cia, a najwy(cid:298)ej dwadzie(cid:286)cia dwa. Nie bardzo wysokiego wzrostu, był jednak barczy- sty, silny i doskonale zbudowany. Oko jego, jakkolwiek małe i koloru jasnoniebieskiego, jak oko wilka, miało spojrzenie pewne i gor(cid:261)ce. Włosy, długie i przygładzone, były czarne z odcieniem prawie fioleto- wym, o jakim wyobra(cid:298)enie dać tylko mo(cid:298)e kolor kruczych skrzydeł. Broda ogolona dozwalała zarysować si(cid:266) wszystkim konturom twarzy (cid:286)wie(cid:298)ej i rumianej, nacechowanej sił(cid:261) i zdrowiem. Po niedbałym sposo- bie trzymania cugli konie znać było zr(cid:266)czno(cid:286)ć je(cid:296)d(cid:296)ca. Jakkolwiek młody i dot(cid:261)d jeszcze nie pasowany na rycerza, umiał ju(cid:298) d(cid:296)wigać rycersk(cid:261) zbroj(cid:266), gdy(cid:298) nie zaniedbywał (cid:298)adnej sposobno(cid:286)ci zahartowania si(cid:266) na trudy i niewygodny. Surowy dla siebie i dla drugich, nieczuły na głód i pragnienie, na chłody i upały, miał opini(cid:266) człowieka kamiennego, na którego powszednie troski (cid:298)ycia nie wywierały wpływu. Wyniosły wobec wy(cid:298)szych, uprzejmy dla maluczkich, bezustannie zasiewał nienawi(cid:286)ć dla siebie mi(cid:266)dzy równymi sobie, a zyskiwał miło(cid:286)ć u podwładnych. Dost(cid:266)pny dla wszelkich gwałtownych nami(cid:266)tno(cid:286)ci, umiał zamykać je w gł(cid:266)bi swej piersi, a pier(cid:286) swoj(cid:261) zakuwał w pancerz. To sklepienie ze stali i ciała 4 pokrywało przepa(cid:286)ć, w któr(cid:261) (cid:298)adne ludzkie oko zajrzeć nie mogło. Był to wulkan pozornie tylko u(cid:286)pionyŚ trawił swe własne wn(cid:266)trzno(cid:286)ci a(cid:298) do chwili, w której uwa(cid:298)ał za stosowne wybuchn(cid:261)ć, a wtedy lawa wy- st(cid:266)powała z granic i biada temu, kogo spotkał potok jego gniewu!... W dniu tym, prawdopodobnie dla kontrastu z ksi(cid:266)ciem Ludwikiem de Touraine, kostium Jana de Nevers był przesadnej mo(cid:298)e skromno(cid:286)ci. Była to suknia krótsza, ani(cid:298)eli zwykle noszono, z aksamitu fioletowego, z podwójnymi r(cid:266)kawami, jed- nymi obcisłymi, drugimi szerokimi, bez ozdób i haftówś na biodrach zwieszał si(cid:266) opi(cid:266)ty pas z siatki sta- lowej, na którym wisiał miecz z r(cid:266)koje(cid:286)ci(cid:261) pi(cid:266)knie cyzelowan(cid:261). Wyci(cid:266)cie utworzone na piersiach przez klapy sukni, ukazywało (cid:298)upan jasnoniebieskiego koloru, uj(cid:266)ty przy szyi w obojczyk z czystego złota, który zast(cid:266)pował kołnierzyk. Czapeczk(cid:266) miał czarn(cid:261), aksamitn(cid:261), a fałdy jej spinał jeden tylko brylant, ale był to ten sam kamie(cid:276), który pod nazw(cid:261) Sancy3 przeszedł potem na własno(cid:286)ć korony francuskiej. Troskliwiej i obszerniej ni(cid:298) innych, opisali(cid:286)my tych dwóch młodych i szlachetnych panów, których odt(cid:261)d ci(cid:261)gle spotykać b(cid:266)dziemy, jednego po prawicy, drugiego po lewicy króla. S(cid:261) to bowiem, obok smutnej i poetycznej postaci Karola i gor(cid:261)cej a nami(cid:266)tnej Izabelli, osobisto(cid:286)ci najwybitniejsze z epoki tego nieszcz(cid:266)snego panowania. Dla nich Żrancja rozdarła si(cid:266) na dwoje i dla nich dwa w jej łonie znalazły si(cid:266) sercaś jedno bij(cid:261)ce na głos Orleanów, drugie na głos Burgundiiś ka(cid:298)de stronnictwo, dziel(cid:261)c nienawi(cid:286)ci i sympatie swego prze- wodnika i pana, zapomniało o wszystkim i o wszystkich, nawet o królu, który powinien być najwy(cid:298)szym wszystkich panem, nawet o Żrancji, która była ich matk(cid:261)!... Skrajem drogi, nie trzymaj(cid:261)c si(cid:266) szeregu, jechała na białym koniu ksi(cid:266)(cid:298)na Walentyna, któr(cid:261) przed- stawili(cid:286)my ju(cid:298) wy(cid:298)ej czytelnikom jako (cid:298)on(cid:266) ksi(cid:266)cia de Touraine. Pierwszy to raz opu(cid:286)ciła ona pi(cid:266)kn(cid:261) swoj(cid:261) ojczyzn(cid:266) – Lombardi(cid:266), i po raz pierwszy przybyła do Żrancji, gdzie wszystko si(cid:266) jej zdawało no- wym i bogatym. Po prawej jej stronie znajdował si(cid:266) pan Piotr de Craon, najukocha(cid:276)szy ulubieniec ksi(cid:266)- cia de Touraine, ustrojony w kostium, który mu w dowód przyja(cid:296)ni i sympatii ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) na podobie(cid:276)stwo swego sporz(cid:261)dzić kazał. Był on prawie w równym wieku z ksi(cid:266)ciemś pi(cid:266)kny jak on, i zarówno z nim dziel(cid:261)cy spokój bez troski i rado(cid:286)ć (cid:298)ywota. Jednak(cid:298)e kto by si(cid:266) bli(cid:298)ej przypatrzyć chciał temu człowie- kowi – łatwo dojrzeć mógł, (cid:298)e wszystkie nami(cid:266)tno(cid:286)ci gwałtownego serca pałały w gł(cid:266)bi jego ciemnego oka, (cid:298)e przebijała ze(cid:276) ta (cid:298)elazna wola, która zawsze osi(cid:261)ga zamierzone cele w miło(cid:286)ci czy nienawi(cid:286)ci, (cid:298)e wreszcie jego przyja(cid:296)(cid:276) niewiele mogła być po(cid:298)yteczna, ale za to nieprzyja(cid:296)(cid:276) gro(cid:296)na i niebezpieczna. Po lewej stronie ksi(cid:266)(cid:298)nej jechał w (cid:298)elaznej zbroi z tak(cid:261) swobod(cid:261), jak inni panowie w swych aksamitach, pan Olivier de Clisson, wielki hetman Żrancji. Podniesiona przyłbica odsłaniała twarz otwart(cid:261) i praw(cid:261), twarz starego (cid:298)ołnierza, a blizna, która przedzielała mu czoło, krwawe wspomnienie bitwy pod Auray, dowo- dziła, (cid:298)e liliami ozdobiony miecz, wisz(cid:261)cy u jego boku, nie słu(cid:298)ył nigdy podst(cid:266)powi lub prywatnym wzgl(cid:266)dom, lecz dla dobra ojczyzny. I rzeczywi(cid:286)cie, Clisson, urodzony w Bretanii, wychowany był w Anglii, ale w osiemnastym roku (cid:298)ycia wrócił do Żrancji i od tej chwili przy ka(cid:298)dej sposobno(cid:286)ci gor(cid:261)co i m(cid:266)(cid:298)nie walczył w szeregach królewskich. Tyle powiedziawszy o wa(cid:298)niejszych, ograniczymy si(cid:266) do krótkich i pobie(cid:298)nych wzmianek o innych osobach, bior(cid:261)cych udział w tym uroczystym pochodzie. Były wi(cid:266)c tamŚ ksi(cid:266)(cid:298)na Burgundii i hrabina de Nevers, prowadzone przez Henryka z Baru i hrabie- go de Namur... Dalej ksi(cid:266)(cid:298)na Orleanu na rumaku pi(cid:266)knie i bogato strojnym, prowadzonym przez Jacka de Bourbon i Żilipa d’Artoisś dalej jeszcze ksi(cid:266)(cid:298)na Baru z córk(cid:261), w towarzystwie Karola d’Albert i źcgu- errarda de Coucy, którego imi(cid:266) samo przywołuje ju(cid:298) na pami(cid:266)ć niejeden z wielkich jego czynów, a który nosił najskromniejsz(cid:261), a mo(cid:298)e te(cid:298) najdumniejsz(cid:261) dewiz(cid:266) swego czasuŚ „Nie jestem królem ani ksi(cid:266)ciem... jestem panem de Coucy!” (Ne suis prince, in duc aussy, je suis le seigneur de Coucy). O innych panach, damach i pannach, które tam były na koniach, w wozach strojnych i lektykach – nie chcemy ju(cid:298) wspominać. Wystarczy dodać, (cid:298)e gdy czoło pochodu, gdzie znajdowała si(cid:266) królowa, dotykało ju(cid:298) przedmie(cid:286)ć stolicy – szereg paziów i koniuszych, którzy pochód zamykali, nie wyszedł jeszcze z głównej ulicy Saint–Denis. Przez cał(cid:261) długo(cid:286)ć drogi witały królow(cid:261) okrzykiŚ „Noël!”, które w owym czasie wyst(cid:266)powały w miejsce pó(cid:296)niejszegoŚ „Niech (cid:298)yje król!” Naród w tej epoce wiary nie mógł znale(cid:296)ć wyrazu, który by lepiej streszczał rado(cid:286)ć, jak ów, przypominaj(cid:261)cy narodziny Chrystusa. Nie 3 Brylant ten, który od czasu bitwy pod żranson znajdował si(cid:266) w skarbcu Karola Zuchwałego, wpadł w r(cid:266)ce Szwajcarów, sprzeda- ny był w 1492 r. w Lucernie za cen(cid:266) 5000 dukatów i przeszedł do Portugalii na własno(cid:286)ć don Antonia, opata Crato(cid:276)skiego. Ten ostatni potomek linii Braganckiej, która utraciła tron, przybył do Pary(cid:298)a i tu umarł. Wtedy brylant ów nabył Mikołaj de Harlay, pan de Sancyś st(cid:261)d jego nazwa. Według ostatniej oceny inwentarza klejnotów koronnych Sancy, je(cid:286)li si(cid:266) nie mylimy, wart jest 1 820 000 franków. 5 potrzebujemy zapewne dodawać, (cid:298)e spojrzenia wszystkich m(cid:266)(cid:298)czyzn dzieliły si(cid:266) pomi(cid:266)dzy Izabell(cid:266) Ba- warsk(cid:261) i Walentyn(cid:266) Mediola(cid:276)sk(cid:261), tak jak spojrzenia kobiet dostawały si(cid:266) w równej cz(cid:266)(cid:286)ci ksi(cid:266)ciu de Touraine i hrabiemu de Nevers. Przybywszy do bramy Saint–Denis, królowa zatrzymała si(cid:266)ś tam bowiem przygotowano dla niej pierwsz(cid:261) stacj(cid:266). Ustawiono tu rodzaj ołtarza, okrytego niebieskim atłasem z baldachimem w złociste gwiazdy. W chmurach, ponad gwiazdami, dzieci poprzebierane za aniołki (cid:286)piewały melodyjne pie(cid:286)ni około pi(cid:266)knej i młodej dzieweczki, wyobra(cid:298)aj(cid:261)cej Matk(cid:266) Bosk(cid:261) trzymaj(cid:261)c(cid:261) na kolanach małe dzieci(cid:261)tko, które bawiło si(cid:266) młynkiem zrobionym z wielkiego orzecha. Szczyt baldachimu zdobiły splecione herby Żrancji i Bawarii, o(cid:286)wietlone jarz(cid:261)cym sło(cid:276)cem – znakiem króla Karola. Królowa zachwycona była wi- dokiem i chwaliła wielce sam pomysł, a gdy ju(cid:298) dzieci (cid:286)piewy swe sko(cid:276)czyły i gdy zmiarkowano, (cid:298)e królowa dosyć si(cid:266) ju(cid:298) wszystkiemu napatrzyła, otworzyła si(cid:266) tylna (cid:286)ciana ołtarza, ukazuj(cid:261)c cał(cid:261) wielk(cid:261) ulic(cid:266) Saint–Denis uformowan(cid:261) na kształt olbrzymiego namiotuŚ wszystkie domy ozdobiono draperi(cid:261) z sukna i jedwabiu, jak gdyby – mówi Żroissart – sukno rozdawane było darmo, lub jak gdyby rzecz si(cid:266) działa w Pary(cid:298)u, lecz w Aleksandrii lub Damaszku. Królowa wstrzymała si(cid:266) jeszcze chwil(cid:266). Mo(cid:298)na by s(cid:261)dzić, (cid:298)e zawahała si(cid:266) wst(cid:266)puj(cid:261)c do tej stolicy, która oczekiwała na ni(cid:261) z tak(cid:261) niecierpliwo(cid:286)ci(cid:261) i witała j(cid:261) z miło(cid:286)ci(cid:261) i zapałem. A mo(cid:298)e te(cid:298) przeczucie mówiło tej, królowej młodej i pi(cid:266)knej, wprowadzanej z tak(cid:261) pomp(cid:261) i wystaw(cid:261), (cid:298)e kiedy(cid:286) zwłoki jej wy- niesione zostan(cid:261) z tego samego miasta na ramionach jednego tylko wyrobnika, któremu od(cid:296)wierny pała- cu (cid:286)wi(cid:266)tego Pawła polecił oddać szcz(cid:261)tki Izabelli Bawarskiej zakonnikiem w Saint–Denis. Wkrótce atoli pu(cid:286)ciła si(cid:266) w drog(cid:266)ś zauwa(cid:298)ono jednak, (cid:298)e zbladła, wst(cid:266)puj(cid:261)c w t(cid:266) dług(cid:261), wielk(cid:261) uli- c(cid:266), rozdzielaj(cid:261)c tłum na dwa (cid:298)ywe mury, które potrzebowały tylko zbli(cid:298)yć si(cid:266) do siebie, aby zgnie(cid:286)ć swoj(cid:261) królow(cid:261), jej lektyk(cid:266) i konie. Lecz (cid:298)aden wypadek si(cid:266) nie wydarzył. Mieszczanie tworz(cid:261)cy (cid:286)wit(cid:266) utrzymywali szeregi w porz(cid:261)dku i wkrótce zbli(cid:298)ono si(cid:266) do przepysznej fontanny pokrytej bł(cid:266)kitnym suknem bramowanym w złote lilie. Dokoła fontanny ustawiono malowane i rze(cid:296)bione kolumny, na któ- rych pozawieszano tarcze herbowe najpierwszych domów Żrancji. Zamiast wody fontanna wyrzucała strumienie hypokrasu4 zaprawionego korzeniami i wonno(cid:286)ciami arabskimi. Dookoła kolumn stały młode i pi(cid:266)kne dziewice trzymaj(cid:261)ce w r(cid:266)ku srebrne dzbany i złote czasze, cz(cid:266)stuj(cid:261)ce królow(cid:261) oraz panów i panie jej orszaku. Królowa wzi(cid:266)ła jedn(cid:261) z podanych czasz, umoczyła w niej usta dla formy i chciała natychmiast zwrócić j(cid:261) jednej z usłu(cid:298)nych Heb, ale ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Touraine pochwycił czasz(cid:266) szybko z r(cid:261)k dziewicy i przytkn(cid:261)ł j(cid:261) do ust w tym samym miejscu, którego usta królowej dotkn(cid:266)ły, a potem duszkiem wychylił napój do dnia. Rumie(cid:276)ce, które na chwil(cid:266) ust(cid:261)piły z policzków Izabelli, ukazały si(cid:266) nagle zno- wu, gdy(cid:298) post(cid:266)pek ksi(cid:266)cia był zbyt wymowny, a chocia(cid:298) czasu nie zaj(cid:261)ł wiele, zwrócił ogóln(cid:261) uwag(cid:266) tak dalece, (cid:298)e ró(cid:298)nie mówiono o nim wieczorem u dworu, a ludzie najsprzeczniejszych opinii zgadzali si(cid:266), i(cid:298) ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) okazał wielk(cid:261) zuchwało(cid:286)ć, pozwalaj(cid:261)c sobie na tak(cid:261) swobod(cid:266) wobec mał(cid:298)onki swego pana i władcy, a królowa dała dowód wielkiej pobła(cid:298)liwo(cid:286)ci, nie karz(cid:261)c go inaczej, jak tylko wstydliwym ru- mie(cid:276)cem. Zreszt(cid:261) nowy widok odwrócił wkrótce uwag(cid:266) od tej sceny i na chwil(cid:266) podał j(cid:261) w niepami(cid:266)ć. Orszak przybył przed klasztor trynitarzy. Przed bram(cid:261) klasztoru wznosiło si(cid:266) rusztowanie w rodzaju teatrum, na którym przedstawiony został pochód wojenny króla Sallach–źdina. Chrze(cid:286)cijanie byli ustawieni z jednej, Saraceni za(cid:286) z drugiej strony, a w obu szeregach rozpoznawano z łatwo(cid:286)ci(cid:261) osoby, które w tym sławnym turnieju udział wzi(cid:266)ły. Aktorzy przebrani byli w stroje z trzynastego wieku i nosili tarcze herbowe oraz godła osób, których rol(cid:266) odgrywali. W gł(cid:266)bi siedział król Żrancji, Żilip August, a około niego stało dwu- nastu parów jego pa(cid:276)stwa. W chwili, gdy lektyka królowej zatrzymała si(cid:266) przed rusztowaniem, król Ryszard Lwie Serce wyst(cid:261)pił z szeregów, zbli(cid:298)ył si(cid:266) do króla Żrancji, przykl(cid:261)kł na jedno kolano i prosił o pozwolenie wyruszenia na bój z Saracenami. żdy Żilip August łaskawie pozwolenia udzielił, natych- miast Ryszard podniósł si(cid:266) i wróciwszy do swoich towarzyszy, ustawił ich w szyku bojowym i natarł na niewiernych. Rozpocz(cid:266)ła si(cid:266) walka, której rezultatem było wielkie zwyci(cid:266)stwo nad Saracenami i ich rozproszenie. Cz(cid:266)(cid:286)ć uciekaj(cid:261)cych zbiegła przez okna klasztoru, które były na równym poziomie z te- atrem i które umy(cid:286)lnie w tym celu pozostawiono otworem. Nie zmniejszyło to jednak liczby je(cid:276)ców, których król Ryszard przyprowadził przed królow(cid:261). Izabella prosiła o wolno(cid:286)ć dla nich, a w okupie zdj(cid:266)ła z ramienia bransoletk(cid:266) złot(cid:261) i dała j(cid:261) zwyci(cid:266)zcy. 4 Mieszanina wina, cukru i cynamonu. 6 – O! – zawołał ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Touraine, opieraj(cid:261)c si(cid:266) o lektyk(cid:266) – gdybym wiedział, (cid:298)e taka nagroda spotka aktora, ja – i nikt inny – grałbym Ryszarda. Królowa rzuciła przelotne spojrzenie na drug(cid:261) bransoletk(cid:266) zdobi(cid:261)c(cid:261) jej rami(cid:266), lecz wstrzymuj(cid:261)c ten pierwszy ruch zdradzaj(cid:261)cy jej my(cid:286)li, rzekłaŚ tancerzy, lecz nie przystoj(cid:261) królewskiemu bratu. – Jeste(cid:286) ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) szalony i działasz bez zastanowienia. Podobne zabawy dobre s(cid:261) dla skoczków lub Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Touraine ju(cid:298) miał odpowiedzieć, gdy Izabella dała znak by ruszać i odwróciwszy si(cid:266) ku ksi(cid:266)ciu de Bourbon, wszcz(cid:266)ła z nim rozmow(cid:266), nie zwracaj(cid:261)c ju(cid:298) uwagi na swego szwagra, a(cid:298) do chwili, gdy przybyli przed drug(cid:261) bram(cid:266) Saint–Denis, nazywan(cid:261) bram(cid:261) malarzy, która zniszczona została za czasów Żranciszka I. Tu znowu ustawiony był przepyszny zamek, a nad nim rozpostarte niebo gwia(cid:296)dzi- ste, na którym w całej pot(cid:266)dze swej ukazywał si(cid:266) Bóg Ojciec, Syn i Duch (cid:285)wi(cid:266)ty. Dokoła tej Trójcy chór dzieci zawodził pie(cid:286)niŚ Gloria i Veni Creator. W chwili, gdy królowa przechodziła, wrota raju otwarły si(cid:266) i ukazały si(cid:266) dwa anioły w aureolach, ubrane w ró(cid:298)owe i niebieskie suknie bogato haftowane. Trzy- mały one bardzo kosztown(cid:261) koron(cid:266) ze złota i drogich kamieni, któr(cid:261) wło(cid:298)yły na głow(cid:266) królowej, a od- (cid:286)piewawszy odpowiedni czterowiersz, wróciły za bram(cid:266), która si(cid:266) za nimi zamkn(cid:266)ła. Tymczasem z drugiej strony bramy nowe osobliwo(cid:286)ci oczekiwały królow(cid:261). Posłowie sze(cid:286)ciu korpo- racji kupców przychodzili domagać si(cid:266) dawnego przywileju towarzyszenia królom i królowym Żrancji przy ich wjazdach do Pary(cid:298)a od bramy Saint–Denis a(cid:298) do samego pałacu. Za nimi szli przedstawiciele ró(cid:298)nych rzemiosł, przebrani w stroje charakterystyczne i przedstawiaj(cid:261)ce siedem cnót chrze(cid:286)cija(cid:276)skich. Obok nich utworzona była grupa wyobra(cid:298)aj(cid:261)caŚ (cid:285)mierć, Czy(cid:286)ciec, Piekło i Raj. Jakkolwiek uprzedzona, królowa okazała pewn(cid:261) niech(cid:266)ć do oddania si(cid:266) w r(cid:266)ce tym maszkarom. Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Touraine ze swej stro- ny mocno był rozgniewany widz(cid:261)c, (cid:298)e musi opu(cid:286)cić miejsce zajmowane dot(cid:261)d przy lektyce królowej, ale przywilej ludu był nienaruszalny. Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Bourbon i inni panowie ju(cid:298) opu(cid:286)cili lektyk(cid:266), ust(cid:266)puj(cid:261)c na bok. Izabella zwróciła si(cid:266) do swego szwagra, który uparcie trzymał si(cid:266) drzwiczek, i rzekłaŚ – Mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), kiedy(cid:298) ust(cid:261)picie miejsca tym dobrym ludziom?... A mo(cid:298)e czekacie mego zezwole- nia na to? mi dało moc usłuchania twej woli. – Tak, pani – odpowiedział ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) – czekam rozkazu twego, a bardziej jeszcze spojrzenia, które by – Panie szwagrze – rzekła Izabella, pochylaj(cid:261)c si(cid:266) ku niemu – nie wiem, czy podczas wieczornego festynu zobaczymy si(cid:266) jeszcze, ale nie zapominaj, (cid:298)e jutro b(cid:266)d(cid:266) nie tylko królow(cid:261) Żrancji, ale i królow(cid:261) turnieju, a moja bransoletka b(cid:266)dzie nagrod(cid:261) zwyci(cid:266)zcy. Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) pochylił czoło a(cid:298) do drzwiczek lektyki królowej. Ci, którzy ju(cid:298) si(cid:266) oddalili z miejsca tej sce- ny, nie widzieli w tym ukłonie nic innego, jak tylko oznak(cid:266) szacunku, który ka(cid:298)dy poddany winien był królowej, ale bli(cid:298)ej stoj(cid:261)cym i lepiej patrz(cid:261)cym wydawało si(cid:266), (cid:298)e usta ksi(cid:266)cia dłu(cid:298)ej i gor(cid:266)cej zatrzymały si(cid:266) na dłoni królowej, ani(cid:298)eli na to przepisy etykiety pozwalały. Jakkolwiek było, to tylko pewne, (cid:298)e ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) podniósł si(cid:266) w strzemionach, ukazuj(cid:261)c twarz promie- niej(cid:261)c(cid:261) rado(cid:286)ci(cid:261) i szcz(cid:266)(cid:286)ciem. Izabella tymczasem zasłoniła si(cid:266) koronk(cid:261) spadaj(cid:261)c(cid:261) z wysokiego czepca, a ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) dał koniowi ostrog(cid:266) i pop(cid:266)dził zaj(cid:261)ć miejsce obok swej (cid:298)ony. Tymczasem deputowani sze(cid:286)ciu korporacji kupieckich umie(cid:286)cili si(cid:266) przy lektyce królewskiej, po trzech z ka(cid:298)dej strony, podtrzymuj(cid:261)c baldachim nad głow(cid:261) królowej. Cnoty chrze(cid:286)cija(cid:276)skie i grzechy główne zaj(cid:266)ły miejsce za nimi, a na ko(cid:276)cu szły z odpowiedni(cid:261) powag(cid:261)Ś (cid:285)mierć, Czy(cid:286)ciec, Piekło i Raj. Pochód ruszył dalej, ale dziwny wypadek niespodziewanie naruszył jego porz(cid:261)dek. Przy zbiegu ulic des Lombards i Saint–Denis, dwóch ludzi, siedz(cid:261)cych na jednym koniu dało powód do wielkiego hałasu. Tłum był tak wielki, (cid:298)e cudem chyba si(cid:266) tu wcisn(cid:266)li, lecz zdawali si(cid:266) nader mało troszczyć o potr(cid:261)canych i mało zwa(cid:298)ać na ich złorzeczenia. Zuchwało(cid:286)ć ich dochodziła nawet do tego, (cid:298)e nie słuchali miejskich stra(cid:298)ników i z oboj(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261) znosili razy, którymi usiłowano sp(cid:266)dzić ich z drogi. Pomimo wszystkich przeszkód post(cid:266)powali naprzód, oddaj(cid:261)c z nawi(cid:261)zk(cid:261) odbierane razy i piersi(cid:261) konia rozdzielaj(cid:261)c tłumyś jak okr(cid:266)t dziobem swym pruje fale morza, tak oni torowali sobie w(cid:286)ród ludzkich fal drog(cid:266) powoln(cid:261), lecz ci(cid:261)gł(cid:261), zwieraj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) natychmiast znowu po ich przej(cid:286)ciu. W chwili, gdy lektyka królowej Izabelli zbli- (cid:298)yła si(cid:266), jeden je(cid:296)dziec dał jaki(cid:286) znak czy hasło, po czym drugi, rozkazowi posłuszny, uderzył kijem przednie konie honorowej stra(cid:298)y miejskiej, które im drog(cid:266) tamowały. Jeden z koni, uderzony w głow(cid:266), cofn(cid:261)ł si(cid:266), drugi wyrwał si(cid:266) spłoszony naprzód, a wówczas, korzystaj(cid:261)c z zamieszania i powstałej luki, rzucili si(cid:266) w ni(cid:261), pop(cid:266)dzaj(cid:261)c szybciej swojego konia i przewracaj(cid:261)c pod drodze Raj na Piekło, (cid:285)mierć na Czy(cid:286)ciec, a cnoty chrze(cid:286)cija(cid:276)skie na grzechy główne. Niewstrzymani – dotarli do lektyki w(cid:286)ród krzyków 7 pospólstwa, (cid:286)cigani przez ksi(cid:266)cia de Touraine i ksi(cid:266)cia de Bourbon, którzy widz(cid:261)c gnaj(cid:261)cych ku królo- wej, dobyli swych mieczy z pochew. Królowa, przel(cid:266)kniona hałasem, nie wiedziała jeszcze, co si(cid:266) stało, gdy nagle pomi(cid:266)dzy deputowa- nymi kupiectwa spostrzegła obu winowajców. Pierwszym jej zamiarem było wcisn(cid:261)ć si(cid:266) jak najgł(cid:266)biej w lektyk(cid:266), ale ten z je(cid:296)d(cid:296)ców, który rozkazywał drugiemu, nachyliwszy si(cid:266) z konia, szepn(cid:261)ł królowej kilka słów do ucha, uchylił czapeczki, zdj(cid:261)ł z szyi gruby, złoty ła(cid:276)cuch, ozdobiony liliami z brylantów i wło(cid:298)ył go na szyj(cid:266) królowej, która łagodnie nachyliła głowy i dar ten przyj(cid:266)łaś po czym je(cid:296)d(cid:296)cy, spi(cid:261)wszy konia ostrog(cid:261), galopem pop(cid:266)dzili dalej. W tej(cid:298)e samej chwili nadbiegli ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Touraine i ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Bourbon, a widz(cid:261)c z dala, jak dwaj obcy ludzie rzucili si(cid:266) ku królowej, wstrz(cid:261)sali mieczami, wołaj(cid:261)cŚ – (cid:285)mierć, (cid:286)mierć zdrajcom! Tłok tak był wielki, (cid:298)e nieznajomym (cid:286)miałkom nie udało si(cid:266) przedostać ku ulicy Saint–Denis. Wszyscy oczekiwali wi(cid:266)c katastrofy, gdy królowa, widz(cid:261)c na co si(cid:266) zanosi – podniosła si(cid:266) w lektyce i wyci(cid:261)gaj(cid:261)c r(cid:266)k(cid:266) ku swemu szwagrowi, zawołałaŚ – Mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), co czynić zamierzacie!?... To król!... Dwaj ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)ta stan(cid:266)li jak wryci, a dr(cid:298)(cid:261)c z obawy o swego pana i władc(cid:266), podnie(cid:286)li si(cid:266) w strzemio- nach i wyci(cid:261)gaj(cid:261)c miecze nad głowy tłumu, wykrzykn(cid:266)li głosem wielkimŚ – Cze(cid:286)ć i sława królowi! Król Karol VI siedz(cid:261)cy na koniu za panem Karolem de Savoiry, odpowiedział na ten okrzyk, od- rzucaj(cid:261)c swój kaptur, a lud po długich włosach ciemnych, po niebieskich oczach, po ustach zbyt mo(cid:298)e du(cid:298)ych lecz odsłaniaj(cid:261)cych prze(cid:286)liczne z(cid:266)by, po elegancji ruchów, po łagodno(cid:286)ci i uprzejmo(cid:286)ci całej postawy, z łatwo(cid:286)ci(cid:261) poznał swego władc(cid:266), któremu mimo nieszcz(cid:266)(cid:286)ć jakie dotkn(cid:266)ły Żrancj(cid:266) podczas jego panowania, pozostawił przydomek Ukochanego, nadany mu przy wst(cid:261)pieniu na tron. Wówczas ze wszech stron rozległy si(cid:266) okrzykiŚ „Noël!” Koniuszowie i paziowie zacz(cid:266)li powiewać chor(cid:261)gwiami swoich panów, damy swymi szarfami i chustkami. Ka(cid:298)dy chciał ujrzeć króla. Ale Karol VI przepuszczony z uszanowaniem, nale(cid:298)nym majestatowi monarchy, wymkn(cid:261)ł si(cid:266) jedn(cid:261) z bocznych uli- czek. W pół godziny przywrócono porz(cid:261)dek zm(cid:261)cony zupełnie tym wypadkiem. Piotr de Craon skorzy- stał zło(cid:286)liwie z tej chwili, aby zwrócić uwag(cid:266) ksi(cid:266)(cid:298)nej Walentyny na to, (cid:298)e m(cid:261)(cid:298) jej mógł przy(cid:286)pieszyć dalszy pochód, wracaj(cid:261)c na swoje miejsce przy (cid:298)onie, a przedłu(cid:298)ał mitr(cid:266)g(cid:266) rozmawiaj(cid:261)c z królow(cid:261) i zatrzymuj(cid:261)c lektyk(cid:266). Ksi(cid:266)(cid:298)na Walentyna zbyła te słowa oboj(cid:266)tnym u(cid:286)miechem, ale tłumione westchnie- nie zadało kłam temu u(cid:286)miechowi, a w głosie jej przebijało poruszenieŚ – Dlaczego nie zrobicie tej uwagi sami jego ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)cej mo(cid:286)ci? – Uczyniłbym to tylko na wasz wyra(cid:296)ny rozkaz, ksi(cid:266)(cid:298)noś powrót jego odj(cid:261)łby mi przywilej, jaki mi nadaje jego nieobecno(cid:286)ćŚ przywilej opieki nad wami. – Jedynym moim i rzeczywistym opiekunem jest pan mój, ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) de Touraine, ale poniewa(cid:298) na mój rozkaz czekacie, mo(cid:286)ci panie, to go wam daj(cid:266). Id(cid:296)cie powiedzieć ksi(cid:266)ciu, (cid:298)e go prosz(cid:266), aby raczył przy- być do mnie. Piotr de Craon skłonił si(cid:266) i z pokor(cid:261) oddalił si(cid:266) zakomunikować ksi(cid:266)ciu słowa jego mał(cid:298)onki. W chwili gdy wracali, ze (cid:286)rodka tłumów rozległ si(cid:266) krzyk kobiecy. Młoda jaka(cid:286) dziewczyna ze- mdlała. Był to wypadek nadto zwykły w podobnych okoliczno(cid:286)ciach, powrócili tedy na swoje miejsce, nie rzuciwszy nawet okiem w stron(cid:266), z której ów krzyk dał si(cid:266) słyszeć i stan(cid:266)li obok ksi(cid:266)(cid:298)nej de Toura- ine, a orszak ruszył natychmiast w drog(cid:266), jakby tego tylko wszyscy oczekiwali. Niedługo jednak nadarzył si(cid:266) nowy powód postoju. U bramy du Chatelet zbudowano wysokie rusztowanie przedstawiaj(cid:261)ce kamienny zamek, na które- go rogach wznosiły si(cid:266) okr(cid:261)głe baszty, a w nich stały warty, zbrojne od stóp do głowy. Wielka sala parte- rowa tego zamku pozbawiona była (cid:286)ciany zewn(cid:266)trznej, po(cid:286)rodku stało ło(cid:298)e przybrane i ustrojone tak bogato, jak ło(cid:298)e królewskie w pałacu (cid:285)wi(cid:266)tego Pawła, wyobra(cid:298)aj(cid:261)ce „ło(cid:298)e sprawiedliwo(cid:286)ci”, a na nim spoczywała pi(cid:266)kna i młoda dziewica, przedstawiaj(cid:261)ca (cid:286)wi(cid:266)t(cid:261) Ann(cid:266). Dokoła zamku zasadzono mnóstwo drzew zielonych, tworz(cid:261)cych istny las, a w nim biegała wielka ilo(cid:286)ć zaj(cid:266)cy i królików, podczas gdy gromady ptactwa ró(cid:298)nokolorowego przelatywały z gał(cid:266)zi na gał(cid:261)(cid:296) ku wielkiemu zdziwieniu ludu, który poj(cid:261)ć nie mógł, jakim sposobem ułaskawić zdołano tyle, zwykle tak dzikich zwierz(cid:261)t. A zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej, gdy z lasu wyszedł pyszny, biały jele(cid:276) wielko(cid:286)ci tych, jakie hodowano w parku królewskim, tak doskonale wyrobiony jak gdyby był (cid:298)ywy. W jeleniu ukryty był człowiek, który zr(cid:266)cznie wykonywał wszystkie ruchyŚ otwierał i zamykał oczy, otwierał pysk 8 i poruszał nogami. Miał ów jele(cid:276) złocone gał(cid:266)zie rogów, na szyi koron(cid:266) zupełnie do królewskiej podob- n(cid:261), a na piersiach zawieszon(cid:261) tarcz(cid:266) herbow(cid:261), na której w polu niebieskim znajdowały si(cid:266) trzy złote linie – herb króla i Żrancji. Pi(cid:266)kne i dumne zwierz(cid:266) zbli(cid:298)yło si(cid:266) do ło(cid:298)a, a wzi(cid:261)wszy ze(cid:276) miecz – symbol sprawiedliwo(cid:286)ci, podniosło go do góry i wstrz(cid:261)sn(cid:266)ło nim silnie. Wtedy z lasu wyszedł lew i orzeł – sym- bole siły i chciały wydrzeć ten miecz (cid:286)wi(cid:266)ty, ale dwana(cid:286)cie dziewic trzymaj(cid:261)c ró(cid:298)a(cid:276)ce złote i dobyte miecze, otoczyły jelenia i pocz(cid:266)ły go bronić. Po kilku daremnych usiłowaniach pochwycenia i po(cid:298)arcia jelenia, lew i orzeł, zwyci(cid:266)(cid:298)one, powróciły do lasu. (cid:297)ywy wał, który bronił sprawiedliwo(cid:286)ci, rozwarł si(cid:266), a jele(cid:276) podszedł grzecznie do lektyki królowej i ukl(cid:261)kł. Izabella głaskała go i pie(cid:286)ciła, jak to zwykła była czynić w zamku królewskim z jeleniami. Zabawa ta zdała si(cid:266) być bardzo rozkoszn(cid:261) tak dla królowej jak i dla jej orszaku. Tymczasem zmierzać si(cid:266) zacz(cid:266)ło, gdy(cid:298) od samego Saint–Denis pochód szedł wolnym krokiem, a rozmaite widowiska urz(cid:261)dzane po drodze wielce go wstrzymywały. Zbli(cid:298)ano si(cid:266) wreszcie do katedry Notre Dame. Pozostawał ju(cid:298) tylko do przebycia most zwodzony, gdy wtem spostrze(cid:298)ono widowisko niespodziewane i przecudowne. Człowiek przebrany za anioła, z płon(cid:261)cymi jasno pochodniami w r(cid:266)kach, ukazał si(cid:266) na szczytach (cid:286)wi(cid:261)tyni i zacz(cid:261)ł i(cid:286)ć po sznurze tak cienkim, i(cid:298) go zaledwie dojrzeć było mo(cid:298)na. Szedł ponad domami i zdawał si(cid:266) unosić cudownym sposobem, a(cid:298) doszedł na dach jednego z domów stoj(cid:261)cych na mo(cid:286)cie. Królowa, zbli(cid:298)aj(cid:261)c si(cid:266) wła(cid:286)nie do tego domu, dała człowiekowi znak, aby si(cid:266) nie wa(cid:298)ył wracać t(cid:261) sam(cid:261) drog(cid:261), tak niebezpieczn(cid:261), ale on, nie domy(cid:286)laj(cid:261)c si(cid:266), jaki był sens tego znaku, nie zwa(cid:298)ał na(cid:276) cofaj(cid:261)c si(cid:266), aby nie odwracać twarzy od swej królowej i pani, doszedł znów do miejsca, z którego wyszedł i znikł na wie(cid:298)y katedry. Królowa zapytywała, co to był za człowiek, tak lekki i tak zr(cid:266)cznyś odpowiedziano jej, i(cid:298) był to pewien genue(cid:276)czyk, mistrz w tego rodzaju sztukach. Podczas tego widowiska zebrała si(cid:266) znaczna liczba ptaszników z klatkami pełnymi wróbliś ludzie ci stan(cid:261)wszy na drodze, któr(cid:261) przechodzić miała królowa, wypuszczali skrzydlatych wi(cid:266)(cid:296)niów swych na wolno(cid:286)ć. Był to stary zwyczaj, symbolizuj(cid:261)cy nadziej(cid:266), jak(cid:261) (cid:298)ywił zawsze lud, (cid:298)e nowe panowanie przy- niesie mu wolno(cid:286)ć i nowe swobody. Dzi(cid:286) zwyczaj ten zagin(cid:261)ł, ale nie zagin(cid:266)ła nadzieja... Przybywszy do ko(cid:286)cioła Notre Dame, królowa spotkała na stopniach biskupa Pary(cid:298)a, przybranego w mitr(cid:266), stuł(cid:266), kask i kirys Zbawiciela Pana. Dokoła niego znajdowało si(cid:266) wy(cid:298)sze duchowie(cid:276)stwo i dele- gaci Akademii, która u(cid:298)ywaj(cid:261)c tytułu starszej córki królewskiej, miała przywilej asystowania przy koro- nacji. Królowa wysiadła z lektykiś damy jej orszaku uczyniły to samo, jak równie(cid:298) panowie i rycerze, którzy oddali konie pieczy swoich paziów i słu(cid:298)(cid:261)cych. W towarzystwie ksi(cid:261)(cid:298)(cid:261)t de Touraine, de Berri, de Bourbon i Burgundii, królowa weszła do (cid:286)wi(cid:261)tyni, wprowadzona przez biskupa i duchowie(cid:276)stwo (cid:286)pie- waj(cid:261)ce gło(cid:286)no i pi(cid:266)knie psalmy na cze(cid:286)ć Pana Najwy(cid:298)szego i Dziewicy Maryi. Doszedłszy do wielkiego ołtarza, królowa Izabella upadła pobo(cid:298)nie na kolana i odmówiwszy mo- dlitwy zło(cid:298)yła ko(cid:286)ciołowi Notre Dame w podarunku cztery sztuki złotogłowiu i koron(cid:266), któr(cid:261) aniołowie ozdobili jej skronie u drugiej bramy w ulicy Saint–Denis. W zamian panowie Jan de la Rivière i Jan Lemercier przynie(cid:286)li inn(cid:261), kosztowniejsz(cid:261) i pi(cid:266)kniejsz(cid:261), podobn(cid:261) do tej, jak(cid:261) na głowie nosił król, gdy zasiadał na tronie. Biskup, uj(cid:261)wszy koron(cid:266) za wierzchołek z lilii spleciony, przy pomocy czterech ksi(cid:261)(cid:298)(cid:261)t wło(cid:298)ył j(cid:261) delikatnie na głow(cid:266) Izabelli. Okrzyki rado(cid:286)ci podniosły si(cid:266) ze wszech stron, gdy(cid:298) od tej dopiero chwili Izabella została rzeczywist(cid:261) królow(cid:261) Żrancji. Królowa i panowie wyszli tedy z ko(cid:286)cioła i zaj(cid:266)li na powrót miejsca w lektykach, na koniach i w powozach. Po dwóch stronach orszaku szło sze(cid:286)ciuset słu(cid:298)(cid:261)cych, nios(cid:261)cych woskowe (cid:286)wiece, od których blask był tak wielki, jak gdyby sło(cid:276)ce (cid:286)wieciło na niebie. W ten sposób królowa odprowadzona została do pałacu, gdzie na ni(cid:261) oczekiwał król, maj(cid:261)cy po prawicy królow(cid:261) Joann(cid:266), a po lewicy ksi(cid:266)(cid:298)n(cid:266) Orleanu. Królowa, wysiadłszy, ukl(cid:266)kła jak w ko(cid:286)ciele. daj(cid:261)c tym do zrozumienia, (cid:298)e uznaje Pana nad Pany za swego władc(cid:266) na niebie, a króla za pana swego na ziemi. Król podniósł j(cid:261) i ucałował. Naród wznosił okrzykiŚ „Noël! Noël”ś widz(cid:261)c ich bowiem zł(cid:261)czonych, tak młodych i pi(cid:266)knych, s(cid:261)dził, (cid:298)e dwaj anioło- wie–stró(cid:298)e królestwa Żrancji opu(cid:286)cili jeden prawic(cid:266), drugi lewic(cid:266) tronu Najwy(cid:298)szego Boga. Potem panowie po(cid:298)egnali króla i królow(cid:261), i odeszli do swoich domówś pozostali tylko ci, którzy nale(cid:298)eli do dworu i słu(cid:298)by. Naród pozostał przed pałacem, krzycz(cid:261)cŚ „Noël!” a(cid:298) do chwili, kiedy ostatni pa(cid:296) wszedł za ostatnim z panów. Wtedy bramy si(cid:266) zamkn(cid:266)ły, (cid:286)wiatła o(cid:286)wiecaj(cid:261)ce plac rozproszyły si(cid:266) i powoli pogasły, tłumy odpłyn(cid:266)ły tysi(cid:261)cami ulic i uliczek, które jak arterie i (cid:298)yły nios(cid:261) (cid:298)ycie do kra(cid:276)ców stolicy. Niezadługo i ten szmer rozchodz(cid:261)cego si(cid:266) ludu ucichł zupełnie. W godzin(cid:266) pó(cid:296)niej panowała wsz(cid:266)dzie ciemno(cid:286)ć i cisza, i słychać było tylko te nieokre(cid:286)lone i głuche odgłosy, na które składaj(cid:261) si(cid:266) wszystkie niepochwycone nocne szmery, zdaj(cid:261)ce si(cid:266) być gł(cid:266)bokim tchnieniem u(cid:286)pionego olbrzyma. 9 Długo i szeroko rozpisali(cid:286)my si(cid:266) o wje(cid:296)dzie królowej Izabelli do Pary(cid:298)a, o osobach, które jej towa- rzyszyły i o uroczysto(cid:286)ciach danych z tej okazji. Uczynili(cid:286)my to nie tylko dlatego, aby dać czytelnikom obraz obyczajów i zwyczajów ówczesnych, ale tak(cid:298)e i dlatego, aby okazać słabe i w(cid:261)tłe, jak rzeki u swe- go (cid:296)ródła, pocz(cid:261)tki zgubnych miłostek i (cid:286)miertelnych nienawi(cid:286)ci, które w owej chwili rodziły si(cid:266) i po- wstawały dokoła tronu. Teraz zobaczymy je o(cid:298)ywione, wzrastaj(cid:261)ce przy ka(cid:298)dej burzy, rozszalałe i nisz- cz(cid:261)ce Żrancj(cid:266), i to panowanie, które swymi wybuchami tak nieszcz(cid:266)snym uczyniły. II Je(cid:298)eli czytelnik nie obawia si(cid:266) zapu(cid:286)cić z nami w uliczki Pary(cid:298)a, które(cid:286)my mu w ko(cid:276)cu poprzed- niego rozdziału pokazali z daleka, zaprowadzimy go na róg ulic Coquillière i du Sejour. Zobaczymy tam m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266) wychodz(cid:261)cego tajemnymi drzwiami z pałacu ksi(cid:261)(cid:298)(cid:261)t de Touraine. M(cid:266)(cid:298)czyzna ten, owini(cid:266)ty w długi i obszerny płaszcz, z kapturem spuszczonym na czoło, zatrzymawszy si(cid:266) chwilk(cid:266) dla policzenia uderze(cid:276) wielkiego zegara Luwru, który wła(cid:286)nie wydzwonił dziesi(cid:261)t(cid:261), wydobył z pochwy szpad(cid:266) i spró- bował jej spr(cid:266)(cid:298)ysto(cid:286)ci, zginaj(cid:261)c j(cid:261) na progu. Zadowolony z rezultatu próby, pocz(cid:261)ł i(cid:286)ć krokiem pewnym, krzesz(cid:261)c ko(cid:276)cem stali iskry z bruku i po(cid:286)piewuj(cid:261)c sobie zwrotki starej ballady o panu de Coucy. Id(cid:296)my za nim ku ulicy de źtuves, ale id(cid:296)my wolno, zatrzyma si(cid:266) on bowiem u stóp krzy(cid:298)a du Tra- hoir, gdzie krótk(cid:261) odmówi modlitewk(cid:266). Potem podniesie si(cid:266) i (cid:286)piewaj(cid:261)c dalej pu(cid:286)ci si(cid:266) wielk(cid:261) ulic(cid:261) Saint Honoré do ulicy de la Żeronnerie. Doszedłszy do rogu, m(cid:266)(cid:298)czyzna przestał (cid:286)piewać i w milczeniu posu- wał si(cid:266) dalej wzdłu(cid:298) muru Cmentarza Niewini(cid:261)tek. Tu nagle stan(cid:261)ł, przebiegł szybko ulic(cid:266) i zatrzymał si(cid:266) przed małymi drzwiczkami, do których lekko po trzykroć zapukał. Snad(cid:296) oczekiwano go tutaj, gdy(cid:298) pomimo cichego stukania odpowiedziano natychmiast słowamiŚ – Czy to wy, mo(cid:286)ci Ludwiku? Na potakuj(cid:261)c(cid:261) odpowied(cid:296) drzwi si(cid:266) otworzyły i zamkn(cid:266)ły po cichu, skoro tylko próg przest(cid:261)pił. Jakkolwiek (cid:286)pieszno było m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)nie, nazwanemu Ludwikiem, jednak przystan(cid:261)ł w korytarzu, schował szpad(cid:266) do pochwy i zrzucił na ramiona kobiety, która go wprowadziła, płaszcz swój szeroki. Teraz mo- (cid:298)emy przyjrzeć mu si(cid:266) bli(cid:298)ej. Jest to człowiek młody i pi(cid:266)kny, ubrany w skromny, lecz elegancki kostium koniuszego. Kostium ten składał si(cid:266) z czarnej aksamitnej czapeczki, z takiego(cid:298) kaftana, spod którego zieleniły si(cid:266) r(cid:266)kawy atłasowego (cid:298)upana. Dla uzupełnienia opisu dodać nale(cid:298)y pantalony z materii fiole- towej, maj(cid:261)ce u góry wyhaftowan(cid:261) tarcz(cid:266) herbow(cid:261) z trzema złotymi liliami. Nad tarcz(cid:261) (cid:286)wieciła ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)ca korona. żdy przybyły pozbył si(cid:266) płaszcza, poprawiwszy na sobie ubranie i przekonawszy si(cid:266), (cid:298)e pi(cid:266)kne je- go blond włosy w regularnych zwojach opadaj(cid:261) na ramiona, zapytał swobodnie, choć cichoŚ – Dobry wieczór, mamko Joanno! Czujn(cid:261) jeste(cid:286), dzi(cid:266)kuj(cid:266) ci... Có(cid:298) robi (cid:286)liczna twoja pani? Jest w swoim pokoju, nieprawda(cid:298)? – Tak, panie. – A ojciec? – (cid:285)pi. Stan(cid:261)ł na kr(cid:266)conych schodach, prowadz(cid:261)cych na wy(cid:298)sze pi(cid:266)tra domostwa, z pewno(cid:286)ci(cid:261) człowieka dobrze z miejscem obeznanego. Przybywszy na pi(cid:266)tro, dostrzegł (cid:286)wiatło przedostaj(cid:261)ce si(cid:266) przez szpar(cid:266) drzwi. Po cichutku zbli(cid:298)ył si(cid:266) do nich i popchn(cid:261)wszy je znalazł si(cid:266) w pokoju, którego umeblowanie zna- mionowało mieszka(cid:276)ców (cid:286)redniego stanu. Niedosłyszany mógł przez chwil(cid:266) sycić oczy prze(cid:286)licznym obrazem, jaki mu si(cid:266) przedstawił. Przy łó(cid:298)ku rze(cid:296)bionym, osłoni(cid:266)tym zielon(cid:261) adamaszkow(cid:261) kotar(cid:261), kl(cid:266)czała młoda dziewica. Ubrana była w dług(cid:261) sukni(cid:266) biał(cid:261), której szerokie r(cid:266)kawy spadały a(cid:298) do ziemi, odsłaniaj(cid:261)c od łokcia ramiona wdzi(cid:266)cznie zaokr(cid:261)glone i zako(cid:276)czone białymi i prze(cid:286)licznymi r(cid:261)czkami, na których w tej chwili spoczy- wała jej główka. Jej długie blond włosy, spadaj(cid:261)ce falisto na ramiona, si(cid:266)gały niby płaszcz złocisty a(cid:298) do posadzki. W stroju tym było co(cid:286) tak prostego, tak powiewnego i anielskiego, (cid:298)e dziewica wydawałaby 10 si(cid:266) zjawiskiem nie z tego (cid:286)wiata, gdyby nie tłumione łkania z piersi jej si(cid:266) wydzieraj(cid:261)ce, które wyra(cid:296)nie dowodziły, (cid:298)e i ona jest córk(cid:261) ziemi, zrodzon(cid:261) z kobiety i do cierpie(cid:276) stworzon(cid:261). Słysz(cid:261)c te łkania, nieznajomy poruszył si(cid:266), dziewcz(cid:266) si(cid:266) odwróciło... Nieznajomy pozostał nieru- chomy przy drzwiach, widz(cid:261)c j(cid:261) tak smutn(cid:261) i tak blad(cid:261). Wtedy ona podniosła si(cid:266) i powoli post(cid:261)piwszy ku młodzie(cid:276)cowi, który patrzał na ni(cid:261) milcz(cid:261)cy i zdziwiony, przykl(cid:266)kła na jedno kolano. – Co robisz, Odetto? – zawołał – i co znaczy ta postawa? – Robi(cid:266) to – odpowiedziała dziewica – co robić powinnam i co ka(cid:298)da mnie równa zrobić powinna, gdy si(cid:266) znajduje wobec tak wielkiego pana i ksi(cid:266)cia. – Ty (cid:286)nisz chyba, Odetto? – Obym (cid:286)niła, mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), i obym po zbudzeniu była tak(cid:261), jak(cid:261) byłam, zanim was poznałam, bez łez w oczach i bez miło(cid:286)ci w sercu! – Na moj(cid:261) dusz(cid:266)! Albo ci si(cid:266) w głowie pomieszało, albo ci kto kłam jaki(cid:286) podszepn(cid:261)ł! Przy tych słowach obj(cid:261)ł j(cid:261) ramionami i podniósł z ziemi, ale ona, choć nie mogła zerwać wi(cid:266)zów, – Nie pomieszało mi si(cid:266) w głowie, ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), ani te(cid:298) nikt kłamliwymi słowy mnie nie złudził. Widzia- które j(cid:261) trzymały, cofn(cid:266)ła si(cid:266) i rzekłaŚ łam was!... – żdzie(cid:298) to?! – W orszaku, rozmawiaj(cid:261)cego z królow(cid:261), pani(cid:261) nasz(cid:261)ś poznałam was, chocia(cid:298) byli(cid:286)cie wspaniale przystrojeni, mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)!... – Ale(cid:298) mylisz si(cid:266), Odetto – jakie(cid:286) podobie(cid:276)stwo ci(cid:266) łudzi! – Tak!... I ja tak wierzyć chciałam i byłabym uwierzyła, ale był tam tak(cid:298)e pan, który przedwczoraj przybył tu z wami, a który z wami – jak mówili(cid:286)cie, mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), zostaje w słu(cid:298)bie ksi(cid:266)cia de Touraine. – Piotr de Craon?! – Tak, to wła(cid:286)nie, jak mi si(cid:266) zdaje, nazwisko które mi wymieniono. Po chwili milczenia, ze smutkiem mówiła dalejŚ – Wy, mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), nie widzieli(cid:286)cie mnie, bo(cid:286)cie mieli oczy jeno dla królowej i nie słyszeli(cid:286)cie krzyku, z którym upadłam zemdlona, gdy mi si(cid:266) zdawało, (cid:298)e umieram, bo słuchali(cid:286)cie tylko głosu królo- wej pani! Tak jest i tak być musiało! Ona tak pi(cid:266)kna!... Ach!... Bo(cid:298)e mój, Bo(cid:298)e!... – Ale(cid:298), Odetto droga – rzekł ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) – o có(cid:298) chodzi? Mniejsza o to, kim jestem, je(cid:286)li ci(cid:266) kocham cie?... Nie rozumiem was, panie! prawdziwie! wiłaŚ – Mniejsza o to, mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)? – powtórzyła Odetta, usuwaj(cid:261)c si(cid:266) znowu. – Mniejsza o to, mówi- I jakby znu(cid:298)ona tym wysiłkiem, poło(cid:298)yła głow(cid:266) na jego ramieniu i ci(cid:261)gle w oczy mu patrz(cid:261)c, mó- – A czym bym si(cid:266) stała wierz(cid:261)c, (cid:298)e jeste(cid:286)cie mi równi stanem i uległa naleganiom waszym, w na- dziei, (cid:298)e mnie po(cid:286)lubicie? żdyby tak było, dzi(cid:286) znale(cid:296)liby(cid:286)cie mnie martw(cid:261)! Och! Jednak pr(cid:266)dko by(cid:286)cie o mnie zapomnieliś królowa pani jest tak pi(cid:266)kna!... – Uspokój si(cid:266), Odettoś tak, w istocie, kłamałem przed tob(cid:261), mówi(cid:261)c, (cid:298)e jestem tylko koniuszym. Je- stem ksi(cid:266)ciem de Touraine, to prawda! Odetta westchn(cid:266)ła gł(cid:266)boko. – Ale powiedz(cid:298)e mi sama, najmilsza moja, czy bogatego i mo(cid:298)nego pana, którego widziała(cid:286) wczo- raj, nie kochałaby(cid:286) bardziej, ni(cid:298) skromnego biedaka, który przed tob(cid:261) stoi w tej chwili? – Ja, mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)... Ja was nie kocham! – Jak to!... wszak(cid:298)e tyle razy mówiła(cid:286)... – Kochałam koniuszego Ludwika, kochałam tego, który był równym biednej Odetcie de Champdivers i oddałabym za(cid:276) z u(cid:286)miechem krew moj(cid:261) i (cid:298)ycie. Oddałabym je tak(cid:298)e za wielkiego i pot(cid:266)(cid:298)- nego ksi(cid:266)cia de Touraine, ale uczyniłabym to z obowi(cid:261)zkuś lecz có(cid:298) po (cid:298)yciu moim i po krwi mojej mo(cid:298)- nemu i szlachetnemu mał(cid:298)onkowi Walentyny Mediola(cid:276)skiej i kawalerowi królowej Izabelli?! Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) chciał odpowiedzieć, gdy w tej chwili wpadła stara mamka z wyrazem przera(cid:298)enia na twa- rzy. – O, dzieci(cid:266) moje biedne! – zawołała, biegn(cid:261)c ku Odetcie. – Czego oni chc(cid:261) od ciebie? – Kto taki? – zapytał ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266). – O, mo(cid:286)ci Ludwiku, przysłali po panienk(cid:266) ze dworu. Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) spojrzał na Odett(cid:266). – I któ(cid:298) to taki po pani(cid:261) przysyła, niech si(cid:266) raz dowiem! – dodał, patrz(cid:261)c nieufnie na Joann(cid:266). 11 – Jej ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)ca mo(cid:286)ć, Walentyna Mediola(cid:276)ska. – Moja (cid:298)ona? – zawołał ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266). – Jego (cid:298)ona? – powtórzyła Joanna z przera(cid:298)eniem. – Tak, jego (cid:298)ona – rzekła Odetta, opieraj(cid:261)c r(cid:266)k(cid:266) na ramieniu swej mamki – oto widzisz przed sob(cid:261) jego wysoko(cid:286)ć brata królewskiego. Tak, ma on (cid:298)on(cid:266) i powiedział, (cid:286)miej(cid:261)c si(cid:266), (cid:298)onie tejŚ „Tam na ulicy de la Żeronnerie, naprzeciw Cmentarza Niewini(cid:261)tek, mieszka pewna biedna dziewczyna, która przyjmuje mnie co wieczór, podczas gdy jej ojciec (cid:286)pi na górze... To nie do uwierzenia, jak mnie kocha to biedne dziewcz(cid:266)!...” I Odetta pocz(cid:266)ła (cid:286)miać si(cid:266) cierpko. – Odetto! – przerwał gwałtownie ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266). – Niech skonam natychmiast, je(cid:298)eli jest jak mówisz! Wo- lałbym stracić sto tysi(cid:266)cy liwrów, ani(cid:298)eli doczekać tego, co si(cid:266) tu stało. O, przysi(cid:266)gam ci, (cid:298)e wykryj(cid:266), kto zdradził nasze tajemnice, a biada temu, który sobie tak ze mnie za(cid:298)artować pozwolił!... Post(cid:261)pił kilka kroków ku drzwiom. – Dok(cid:261)d idziecie, ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)? – spytała Odetta. – Nikt w m o i m pałacu de Touraine nie ma prawa wydawać rozkazów, tylko ja samś id(cid:266) wydać rozkaz ludziom, czekaj(cid:261)cym tam na dole, aby odeszli natychmiast! – Mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), macie wszelkie prawo i władz(cid:266) po temu, ale... ludzie ci, powiedz(cid:261) ksi(cid:266)(cid:298)nej, (cid:298)e was tu zastali, o czym ona nie wie mo(cid:298)e, a wtedy uwa(cid:298)ać mnie b(cid:266)dzie za bardziej winn(cid:261), ni(cid:298) jestem, i zgu- biona b(cid:266)d(cid:266) bez miłosierdzia. – Ale ty nie pójdziesz do pałacu de Touraine? – I owszem, mo(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266), nale(cid:298)y mi pój(cid:286)ć koniecznie. Zobacz(cid:266) ksi(cid:266)(cid:298)n(cid:266) Walentyn(cid:266),
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Karol Szalony
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: