Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00609 011486 11058619 na godz. na dobę w sumie
Kartki z kalendarza - ebook/pdf
Kartki z kalendarza - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 173
Wydawca: Wydawnictwo Psychoskok Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3790-0259-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„Kartki z kalendarza” Stanisława Smoleńskiego to zbiór wierszy powstałych w wyniku przemyśleń i obserwacji autora z kilku ostatnich lat. Znajdujemy w nich wielką różnorodność, od opisów przyrody, poprzez refleksje o życiu, szereg wierszy okazjonalnych, aforyzmów, do bardzo dowcipnych, pełnych swady wierszyków z przymrużeniem oka. W wielu z nich przejawia się miłość, nostalgia, a nawet akcenty polityki. Wiek i doświadczenie autora spotkały się z młodzieńczym optymizmem, stąd wiersze są lekkie, niewydumane, adresowane zarówno do młodych, jak i starszych odbiorców, a nawet dzieci. W końcowej bardzo osobistej części autor opisał swój ból i rozpacz związaną z utratą ukochanego syna.

W zamyśle autora celem tych wierszy jest pokazanie codzienności życia, stąd skojarzenie, że każdy przeżyty dzień to wyrwana kartka z kalendarza. Dodatkową wartością jest wyciąganie wniosków z określonych zdarzeń i sytuacji. W bogactwie treści każdy znajdzie coś, co go rozbawi lub zmusi do refleksji czy zadumy. Życie zdaniem autora to różnorodność, przybierająca różne odcienie i barwy od różowych do czarnych, a problem polega na tym czy potrafimy się w nim odnaleźć.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Stanisław Smoleński „Kartki z kalendarza” Copyright © by Stanisław Smoleński, 2015 Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok, sp. z o.o. 2015 Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy. Skład: Jacek Antoniewski Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok, sp. z o.o. Ilustracje: © tonyjyothis; Martin Konz; Photocreo Bednarek – Fotolia.com ISBN: 978‑83‑7900‑259‑7 Wydawnictwo Psychoskok, sp. z o.o. ul. Chopina 9, pok. 23, 62‑510 Konin tel. (63) 242 02 02, kom. 665 955 131 http://wydawnictwo.psychoskok.pl e‑mail: wydawnictwo@psychoskok.pl Spis treści Wiersze liryczne Wiosna 10 Jesień 11 Jesienny sztorm 12 Przedsmak zimy 13 Mieleńska zima 14 Zima w Zakopanem 15 Zima ze wspomnień 16 Przedwiośnie 16 Jesień życia 17 Tylko bądź 18 Czy warto kochać? 18 Idąc drogą przeznaczenia 19 Leżąc wśród przyjaciół 19 Quo vadis, Domine? 20 Bez powrotu 21 Młodym ku rozwadze 23 O tempora! O mores! 24 Rozmyślania w kwiaciarni 25 Nie pozwól 26 Stojąc nad brzegiem morza 27 Patrząc w siebie 27 Refleksja o celach życia 28 Recepta na życie 29 Życie jak rzeka 29 Życie jak film 30 Życie jak podróż 31 Czy jest czas na miłość prawdziwą? 32 3 32 Mój dom rodzinny Bądź przy mnie 33 O Panie 34 Święty Jan Paweł II 35 Szkoda mi 36 Przyszła wiosna 37 Walentynkowe rozważania 37 Miłosne wyznanie 38 Witaj maj 39 Teoria względności 40 Rozważania przy goleniu 41 Tempus fugit 42 Filozoficzne rozważania 42 Dolce Vita 43 Idą Święta 43 Oczekiwanie na Wigilię 44 Poranek w Ciechocinku 45 Potrzeba miłości 45 Ciągle o miłości 47 Dziękuję Ci 48 Przemijanie 48 Młodość 49 Zatrzymać czas 50 A mnie jest szkoda lata… 51 Poezja współczesna 52 Szkolne wspomnienia, młodzieńcze marzenia 53 Na przekór szarości 55 55 Przestroga Jesienne rozterki 56 Walentynka 57 4 Wiersze okazjonalne Dzień Niepodległości 58 W dniu Matki 59 Boże Narodzenie 60 Święta Wielkanocne 61 Walentynka dla żony 62 Walentynki dla żony 63 Walentynki dla córki 64 Walentynka dla wnusi 65 Walentynka z zagadką 66 Walentynka dla Joli 66 Mojej córce na walentynki 67 Na urodziny córki 68 Pamiętam 69 Dzień babci 70 Toast 71 Aforyzmy, przemyślenia, refleksje Aforyzmy o kobietach 77 Wierszyki z przymrużeniem oka W Ciechocinku 80 Rozterki singielki 81 Jak pić, to pić 82 Wyższa matematyka 83 Co mi zimą w duszy gra 84 Krótka scenka małżeńska 84 Rozmyślania licealisty 86 Szatynka 87 Ostrożna 88 5 Moc reklamy 89 Dozgonna miłość 89 Rozczarowanie 90 Jasiu gimnazjalista 90 Dobra rada 91 Jak ważne są zera 91 Niezdecydowany 91 Mniemanie blondynki 92 Takie rzeczy tylko w Erze! 92 Szczerość 92 Spóźniona miłość 93 Moje przedświąteczne obawy 93 Badanie okresowe 94 Zdrowotne dylematy 94 Dylemat blondynki 95 Chwila zapomnienia 95 Obserwując pewnego pracoholika 96 Romantyczka 97 Ach ci Żydzi 97 Prosty wybór 98 Fanka TIR-ów 98 Źle skierowana miłość 98 Pewnemu magistrowi ku rozwadze 99 Niegodziwiec 99 100 Seksapil Poranek starszego pana 101 Misie 102 Marzenia kobiety 103 Skąd te hobby 103 Bywalec baru 104 6 Przepis na miłość 104 Cierpienia starszego pana 105 Aforyzmy ludowe stare ale jare 105 Na znaną melodię 107 Litania do Ojca Tadeusza 108 Wierszyki wymagające przemyślenia 109 Dla dzieci i o dzieciach Ważne przypomnienie dla ucznia 114 Choinka 115 Moja wigilia 116 Wnuczkom ku rozwadze 117 Mała ekolożka 118 Mała Pineska 119 Okiem ekologa 120 Rozterki małego ucznia 121 Dzień niezapominajki 122 Ptaki i ptaszki Struś 124 Paw 124 Bocian 125 Kukułka 126 Kos 126 Sroka 127 Czapla 128 Sowa 128 Skowronek 129 Jaskółka 130 Sójka 132 7 133 Dzięcioł Orzeł 134 Kruk i krukowate 135 Gołąb 136 Wróbel 137 Szpak 138 Epilog 140 Reminescencje polityczne Nie ma to jak w wolnym kraju 141 Przedwyborcze refleksje 143 Apoteoza zawodu rolnika 144 Jesień Premiera 145 Dziady po polsku, czyli sen wodza o potędze 147 Nasze historyczne przyjaźnie i resentymenty 149 Narodowcy, Młodzież Wszechpolska 152 Co w prasie piszczy 153 Zimowe refleksje 154 Przed nami wybory 156 Pamięci Krzysia Nasze rodziców wyznanie Do Boga pisane przesłanie 159 Dokąd ma miłość sięga 162 Nie odszedłeś całkiem 163 W mej pamięci 164 Pamięci syna 165 Dlaczego? 166 Czekam 167 Przemijanie 168 Przyjdę do Ciebie 169 8 Dokąd idziemy 170 Modlitwa 171 Minęło siedem lat 172 Jak żyć teraz? 173 Epitafium 173 9 Wiersze liryczne Wiosna Jak nie kochać cię Wiosno? Gdy przyroda do życia się budzi W ciepłych promykach słońca i uśmiechach ludzi Lubię te wczesne, pachnące poranki Za oknem radosne ptaszków kwilenie Pierwszych listeczków na wietrze drżenie Tą niekończącą się opowieść lasu, Którą wiatr szepcze w koronie sosny Niosąc ze sobą powiew Pani Wiosny Wiosenna zieleń jest tak czysta, jedyna Uderza swoją świeżością niczym kielich wina I tylko przydrożna brzoza wciąż biała Czyżby się wiosny bała? Posrebrzyła kwieciem sady, łąki w kwiaty ubrała Śliwa w swej niewinności od kwiatów tak biała, Że aż z zazdrości jabłoń spąsowiała W palecie leśnej zieleni zawilec srebrem połyska Kaczeńce nade wodą tworzą kwiatów kobierce Zerwałem sasankę i trzymam ją w ręce Jak cię Wiosno zatrzymać? Nie odchodź jeszcze! 10 Jesień Jeszcze niedawno złotem lśniły zboża łany Dziś znikło z kłosów słońce, grunt już zaorany Zewsząd rozbrzmiewał gwar dzieci wesoły, By z plaż i placów zabaw przenieść się do szkoły Pożegnały łąki bociany, odleciały w kluczach żurawie Już świerszcz nie śpiewa w wysuszonej trawie Drzewa sposobią się do zimy, gubiąc kolorowe liście, Wiewiórki zakopują w nich orzeszki i buczyny kiście Jarzębina ubrała się strojnie w czerwone korale I tylko las sosnowy nie zmienił się wcale Sady oddały jesieni swego bogactwa owoce Coraz krótsze stały się dni, coraz zimniejsze już noce W taki czas nostalgia człowieka nachodzi żałosna Tak nam szkoda lata, kiedyż znowu przyjdzie wiosna? To, co było ciepłe, radosne, już się nam skończyło I tylko tych lat niepotrzebnie znowu nam przybyło 11 Jesienny sztorm To śpiące dotąd morze, łagodne, leniwe, uderzyło nagle z całą swoją siłą Gwałtowny wiatr zbudził demony, co w otchłaniach głębin się kryją Na rozkaz Neptuna ożyły nagle śpiące duchy morza Wiatr przygnał deszcz gwałtowny, otworzył przestworza Wysoka fala pochłonęła plaże, zmyła letnich dni wspomnienia Przypomniała, że przy siłach natury nie mamy nic do powiedzenia Morze zmieniło swój koloryt, z błękitu, zieleni na barwę szaro-siwą Morska bryza, co na szczytach morskich fal wyrosła, groźnie błyska białą grzywą Wiatr wyrwał z korzeniami stojącą opodal stuletnią rozłożystą sosnę Fale powyrywały drzewa na klifowym brzegu wyrosłe Odkryły przysypane piaskiem stare budowle i wraki Zatrzymały w portach małe rybackie kutry, zamarły morskie szlaki Wiatr wtłoczył falę do rzeki, nie chcąc jej wód, które ląd składa morzu w podzięce Może to srogi gniew Neptuna? Nie trujcie już morza więcej! Stojąc na brzegu rozmyślam o Kaliguli, który w bezsilnej złości kazał chłostać morze Patrząc na ogrom zniszczeń, chciałbym dziś zrobić to samo, wiedząc, że nic to przecież nie pomoże Historia kołem się toczy, jedno zabiera, drugie odkrywa Taka już jest kolej rzeczy, tak już w życiu bywa Ten pokaz sił natury uczy nas pokory Czy z tej lekcji wyciągniemy właściwe wnioski? Nie byłbym tego taki skory 12 Przedsmak zimy W mrokach zimnych nocy, oparach poranka Skończyło się babie lato, ciepłej jesieni sielanka Z drzew opadły już ostatnie kolorowe liście I tylko wiatr w ogołoconych konarach przeraźliwie świszcze Zabrał piękno jesieni, rozniósł ją po polach Nastał czas ponury, świat w szarych kolorach Smutkiem las wieje, ustały ptaków trele Powodów do zachwytów nie pozostało zbyt wiele Jesienne barwy lasu poszarzałe już i smutne Jedynie drzewa świerku zielonością wciąż butne Dąb zrzucił owoce, obnażając swe konary mocne, W których wiją gniazda puchacze i inne ptaki nocne Osika nie wiedzieć czemu, całkiem pobielała Na myśl o zimie, drży ze strachu cała Pola białym przyprószone szronem, niczym głowa starca Będą trwać skulone, by doczekać marca W łanie oziminy strach na wróble stoi Ze zmiany pogody figle sobie stroi Zwierzyna z lasu coraz śmielej wychodzi na pole Chcąc karmić się tym, co pozostało po zielonym stole Na skraju lasu trawa w kopy zebrana Będzie żywić leśne bractwo liśćmi pachnącego siana Na opustoszałe lasy, na uśpione pola, mrok szybko zapada W ciemnościach długich nocy, zima powoli się skrada 13 Mieleńska zima Zima nad morzem nastraja nostalgią Za latem, które jeszcze niedawno tu było Za plażą, za życiem, co wokół tętniło Ta wszechobecna plaża, tłumy przewijające się jak w transie Przypomina teraz teatr, opuszczony po odbytym seansie Nawet fala, która wzburzona o brzeg biła Teraz spokojna, leniwa, w poczuciu, że swoje zadanie spełniła Morze i horyzont w szarej mgiełce gdzieś ze sobą się styka Lazurowy błękit nieba lustrzaną zieleń wody przenika Zimą morze zazdrośnie strzeże swoich głębin skarby Jesienne sztormy zabrały muszelki, część plaży wydarły Pamięć o lecie gdzieś w kątach się kryje, w zamkniętych stoiskach wymarłych ulicach Zima nad morzem nieśmiało okazuje swoje oblicze Ośnieżone falochrony niczym gałka lodów na patyku Na nich rozkrzyczanych, głodnych mew bez liku Dumne łabędzie, które zapomniały odlecieć na zimę Wysiadują na brzegu, prosząc o chleba kruszynę Rozgniewane mewy kradną wrzucone do wody okruszki Cieszą wzrok nieliczne, kolorowo upierzone kaczuszki Dziwna to zima, gdy widzisz kąpiących się ludzi Dreszcz przenika na ich widok, lecz i zazdrość budzi Gdy jak morsy na brzeg wychodzą z kąpieli Gdy wokół śniegu tyle, gdy wszystko już w bieli Ich determinację zrozumieć potrafię Utrwalę ten widok, robiąc fotografię Lecz gdzie prawdziwa zima? Podobno prawdziwych zim nad morzem już nie ma 14 Zima w Zakopanem Zakopane swym rozmachem, natłokiem powala Swym pięknym klimatem, urokiem gór zniewala Te tłumy oczekujące wyjazdu na szczyty Szusujący narciarze, turystów zachwyty Straganiarki zachwalające oscypki, rękawice i kierpce Zagubieni turyści w amoku zakupów rozterce Wesoły gwar dziewcząt, strojnych, roześmianych Opalających się śmiałków na mrozie rozebranych Rozbiegane dzieci, rzucające śnieżkami Wytrawni turyści, chodzący sobie tylko znanymi trasami Pomykające saneczki, z wesołym dzwoneczkiem wpiętym w uprząż konia By z zatłoczonych ulic wyrwać się na Błonia Krupówki pełne tłumów wiecznie oblegane Piękne kobiety, elegancko ubrane Nie być tu zimą, to brak bon tonu Trzeba mieć się czym pochwalić po powrocie do domu Niezliczone knajpki, czynne tu do rana Dzieciarnia krzykliwa, młodzież zabiegana I tylko górale już nie tacy sami Wypasione samochody, zamiast małych sani Wszędobylskie komórki, gdzie te parzenice? Gdzie te góralki strojne w korale, kolorowe spódnice? Dzisiaj Zakopane to już metropolia Cichego uzdrowiska przebrzmiała symfonia 15 Zima ze wspomnień Pamiętam zimę w górach, gdym był jeszcze młody Te mroźne poranki, dni pełne słońca, pogody Górskie smreki ubrane w białego puchu czapy W przepychu złotego poranka czułem się szczęśliwy, bogaty Górskie powietrze tak czyste, że aż dech zapiera Czujesz, że życie jakby mniej doskwiera Odbite echo niesie się w doliny w krystalicznej toni Poranna cisza tak czysta, że aż w uszach dzwoni Szczyty gór skryte w chmurach, dumnie sięgające nieba Cóż do tego opisu dodać, czego jeszcze trzeba? Dzika przyroda gór uzmysławia, jaki człowiek jest mały Nas dawno nie będzie, one będą trwały Przedwiośnie W ciepłych promieniach słońca Rosa zakwitła w gałązkach lśniąca Kropelki wody dźwięcznie kapiące Białe przebiśniegi pośród śniegu śpiące Coraz cieńsza śniegu puszystego pierzyna Wstaje ze snu długiego zbudzona dziewczyna Radosne za oknem ptaszków kwilenie Ciepłego wiatru od morza tchnienie To idzie Wiosna Przyszło przebudzenie 16 Jesień życia Nostalgia za latem, co jeszcze niedawno w nas było Za życiem, co jakby powoli się nam kończyło Jesienne strugi deszczu, głuche wiatru wycie Proza codzienności, beznamiętne życie Jakież teraz postawić sobie życia cele, gdy słońce coraz słabiej grzeje Gdy dzień coraz krótszy, gdy wiatr w oczy wieje Gdy każdy dzień jedynie wspomnieniami żyje Skryte chwile szczęścia w pamięci swej kryje Żyć warto, gdy cel życia jest prosty Na ideałach młodzieńczych wyrosły Lecz gdy dojdziemy do życia jesieni Wiemy, że ten świat już się nam na lepsze nie zmieni Szukamy sensu swego bytu, dalszego istnienia Rozpamiętując chwile szczęścia, smutku, zapomnienia Ważne by mieć poczucie, że życie przeżyłem godnie Że danego mi od Boga życia nie rozmieniłem na drobne Mieć poczucie, że coś na trwale pozostanie po mnie Że jest ktoś, kto nie pozwoli, by zapomniano o mnie Wiem, że gdy odpłacam miłością za miłość Wspomnienia o mnie w ludzkich sercach ożyją 17 Tylko bądź Bądź mi wiosną, lasem, łąką, Ciepłem lata, róży płatkiem, Złotem jesieni, co w liściach pod stopami szeleści, Mokrą bryzą, piaskiem plaży, Senną marą, spełnieniem mych marzeń Bądź mi gwiazdką ciemną nocą, Tchnieniem wiatru, co włosy Twe pieści Mokrą falą, co o brzeg uderza i wraca, Nadzieją, co w mym sercu iskierkę rozpala Czekam, aż przyjdziesz i weźmiesz w swe ręce me dłonie, Spojrzysz mi w oczy i znajdziesz w nich wszystko Tylko bądź! Czy warto kochać? Gdy lata nam srebrzą skronie Gdy coraz mniej sprawne są nasze dłonie Myśli się kłębią, pamięć coraz głębiej w nasze serca sięga Czy życie przeżyliśmy godnie, czy spełniona przed Bogiem składana przysięga? Wracają wspomnienia, przeżyta młodość, skrywane marzenia Dorosłe życie, wir pracy, trud bycia, tworzenia Refleksja po latach przychodzi niezmienna Czy warto żyć dla życia, czy żyć miłością samą? Czy kochać samemu, czy tylko być kochaną? Czy jest recepta na życie, które chciałabyś przeżyć od nowa? Jest na to odpowiedz prosta, gotowa 18 Miłość za miłość, serce za serce Ten sekret odkryć potrafisz? Żyj po raz drugi, Do serc ludzi trafisz Idąc drogą przeznaczenia Zawieszeni w niebycie Stąpamy po kruchych liściach wspomnień Opatuleni przeszłości kirem zapomnienia W oparach myśli ulotnych, śnie złotym Z nadzieją, co ostatnia umiera Drogą wiary, losu przeznaczenia Czując u boku bliskość duszy bratniej Idziemy zapatrzeni w siebie W przyszłość nieznaną Leżąc wśród przyjaciół Podziwiam przyrodę, zgłębiam botanikę Wiem, że w swoim zamiarze słuszną obrałem taktykę Poznaję poszczególne rośliny, kwiatuszki Czuję się jak na przyjęciu u czarodziejki wróżki Tu kozieradka na mnie spoziera A tam przylaszczka spod krzaków wyziera Ta wysoka trawa to przecież tymotka A te białe kwiatuszki, to polna stokrotka Z koniczyny białej jakaś różowa główka wystaje zdradziecka Tak, poznaję tę roślinkę… to koniczyna szwedzka 19 Ta trawa obok to dactylis glomerata Zapomniałem polską nazwę do kata Tam fiołki polne i bratki wysadzane często na domowe rabatki Łan zboża kraszą maki, chabry, bławatki Pobliski stawek okalają kaczeńce Z tych kwiatków dziewczęta wyplatają kolorowe wieńce Trzcina na stawie miarowo kołysze się na wietrze Lilia wystawia kwiat z wody, jakby łapała powietrze Na jednej niewielkiej łące Zaprzyjaźnionych ze mną roślin są przecież tysiące Znając ich nazwy, a nawet rodzinę Zrozumieć łatwo mych działań poznawczych przyczynę Wiem, że mam tu przyjaciół wielu Leżąc na łące, czuję się jak na czarownym roślin weselu Quo vadis, Domine? Dokąd idziesz, Panie? Winni jesteśmy odpowiedzieć sobie na tak zadane pytanie Czym się w życiu nie zagubił czasem? Czy to, co robię, jest moich młodzieńczych idei wyrazem? Zagubieni w labiryncie szarej codzienności Zatracamy właściwy sens życia, idąc ku nicości Czymże są te nasze przyziemne sprawy? Troska o dzień jutrzejszy, o niedostatek obawy Gdy życie umyka nam niepostrzeżenie Rozmyślamy, czy spełniliśmy choć jedno młodzieńcze marzenie Gdy życie nam uwiera, prowadząc na rozstajne drogi Gdy stawiasz sobie coraz wyższe progi Pamiętaj, że jest tylko jedna właściwa droga Ta, która prowadzi do Boga 20 Bez powrotu Coraz częściej do czasów szczęśliwych się zwracam Pamięcią do lat spędzonych na łonie rodziny powracam Do domu rodzinnego, do tych lat dziecięcych, beztroskich Do tych przeżyć i marzeń, które na tym gruncie wyrosły Nasz dom rodzinny, gdzie wszystko się zaczęło Gdzie w miłości i szczęściu tak dobrze się żyło W swej dziecięcej pamięci zachowałem wszystko Ponieważ zmuszono nas, byśmy opuścili nasze rodowe siedlisko Wspominam sad za domem, którego wokół białe brzozy strzegą Budynki z drewna i kamienia, kryte w części strzechą Łany zbóż, wśród których sterty zeszłorocznych plonów przyczajone siedzą Ile wysiłku i potu w nie włożono, nigdy nie powiedzą Staw przy domu, w którym wiecznie ptactwo się pławiło Codzienne życie co wokół tętniło Pamiętam kamienną studnię, ze skrzypiącym żurawiem I naszą rozbrykaną gromadkę w wesołej zabawie Lubiłem latem boso wybiegać na łąki i pola By poczuć jak ciepła i pachnąca zaorana rola Nazwy pól dziwne, tajemne, kaplica, rupie, żal, czajki Po latach wiem, że nazwy te nie wzięły się z bajki Była na nich przed laty wieś, która cała wymarła Z przekazów ludzkich pamięć o niej do nas dotarła Żal to część cmentarza, co był tu przed wiekami To prochy naszych przodków, co żyli tu przed nami Czajki to rzadkie ptaki, które tutaj goszczą Wśród licznych krzewów na miedzach gniazda sobie moszczą Kaplicą nazywano miejsce, gdzie wędrowcy umęczeni drogą Odpoczynku szukali, racząc się przepływająca rowem wodą 21 Historii tej wsi strzeże pochylony krzyż stojący przy drodze Ile modlitw, próśb tu składano, domyślać się możesz… Na miedzach szerokich, które wiosną słodka poziomka porasta Stuletnia dzika grusza, wśród kamieni wyrasta Chociaż owoc z niej marny, zwykła ulęgałka Nie oddałbym jej teraz dla tortu kawałka Do dziś czuję zapach świeżo skoszonego siana Gdyśmy z domu na łąki wybiegali z rana Do źródełka na łące, które wśród kamieni biło Wśród jaskrów, kaczeńców, polne ptactwo wodą się chłodziło Dzwoni w uszach śpiew kobiet wracających z pola, unoszący się do nieba Czuję z dala wonny zapach świeżo pieczonego chleba Na pewno mama piecze dla nas bochen puszystego ciasta Może tata coś przywiezie, wracając końmi z miasta Świeże masło z maselnicy, kiżanką u nas zwaną Mleko prosto od krowy, polane na kaszę jaglaną Te jedzenie proste, swojskie, jakże zdrowe Lepsze jak te smakołyki sztuczne, miastowe Wieczorem wszyscy zasiądą wokół stołu By być przez chwilę razem, po dniu pełnym znoju Jeszcze tylko wspólnie odmawiane wieczorne pacierze By za dzień pracowity dzięki Bogu złożyć w ofierze Czy zobaczę jeszcze to wszystko przed oczyma duszy mojej? Byłem tam onegdaj – tam… nic już nie ma 22 Młodym ku rozwadze Kto dzisiaj z młodych poezję rozumie? Kto ją czyta, jakiś cytat z niej powiedzieć umie? Zwłaszcza poezję pełną patriotyzmu, heroizmu, chwały Prochy ojców, bohaterowie, kamienie na szaniec, ideały W dzisiejszej Europie słowo Ojczyzna niewiele już znaczy Europę chcemy poznawać, a nie się w niej różnić, żyć każdy inaczej W dobie Internetu czytanie poezji to po prostu czysta strata Lepiej film obejrzeć, w którym miłość, krew, przemoc z sobą się przeplata Podziw dla piękna, przyrody, lecz jaki sens z jej opisu wynika? Piękny kwiatek przecież zwiędnie, wrzuć go do śmietnika! Nie rozumieją patosu, zapału, jaki z romantyzmu bije Kto dziś wierzy w miłość platoniczną, nie dla niej przecież się żyje Dziwni byli ci wielcy poeci, ciężko ich poezję zrozumieć Trudno się w nią zagłębić, zbyt wiele rzeczy trzeba znać i umieć „Pan Tadeusz” – tak, to gdzieś widziałem Z gazetą jako dodatek na DVD dostałem Nie rozumiem, po co ten Mickiewicz wyjeżdża z tą Litwą Co on tam robił i czemu pisze moja Ojczyzno A już zupełną zakałą dla wielu są „Dziady” Duchów i zjaw zawiłe tyrady Słowacki rozpoznawany głównie po kołnierzu u koszuli białej, coś o liliach pisał Chyba „Lilla Weneda”, tyle tych wierszy przecież napisał Zupełnie niezrozumiałe są wywody Kordiana Sny, wizje, jakaś fatamorgana Krasiński z tą „Nieboską Komedią” to już całkiem przesadził Diabły, piekło, niebo, kto by sobie z tym wszystkim poradził? 23 Żeby zrozumieć poezję, trzeba mieć wrażliwość i duszę otwartą Czasami nad pięknym opisem przyrody zadumać się warto Mieć wiedzę o epoce, znać czyjeś uczucia, pragnienia A najważniejsze zrozumieć, co autor miał do powiedzenia Kto z poezji czerpać umie Temu łatwiej żyć, bo o wiele więcej z tego przesłania zrozumie O tempora! O mores! Wiek dwudziesty pierwszy, to nowa, lecz czy na pewno lepsza era? Czas elektroniki, telewizji, komórki, komputera Po minionym wieku została nostalgia, wspomnienia Lata młodości, gorące głowy, wzniosłe marzenia Czy miłość też była inna, inaczej rozumiana? Gdzie dzisiaj płomienne listy, skrywane wyznania? Platoniczna miłość, bilecik z bukiecikiem fiołków wysłany Spacer w blasku księżyca, wiersz dla ukochanej Teraz sms-y a w nich: nara, pozdro, siema Ten sam młodzieńczy polot, lecz uroku w nich nie ma Dyskoteka, techno, piwo, fatalne maniery W dobrym tonie jest łamać przyzwoitości bariery Zanikł romantyzm, bo ważniejsze jest ciało niż dusza Więź międzyludzka nikogo dziś nie wzrusza Gdzie tamte prywatki, randki, czułe słówka Teraz liczy się kasa, szpan, samochód, najnowsza komórka Powtórzę więc za Cyceronem, o tempora! o mores! Inny dziś cel życia, jego styl, a nawet amory Każda więc epoka ma swoje prawa Ten nowoczesny styl życia smutkiem starszego człowieka napawa 24 Rozmyślania w kwiaciarni Kocham kwiaty, za ich piękno, zapach i urodę Za ich subtelny urok, że są naszej radości powodem Czy można uczucia wyrazić kwiatami? Dla każdego kwiatka jakaś rola przypisana Niektóre narody czczą kwiat jako symbol święty W nim siła tajemna, moc i urok zaklęty Kwiat lotosu jest symbolem wschodu Wśród kwiatów stawiany zawsze w pierwszym rzędzie Jego symbolika pojawia się tam wszędzie Dla ludów południa, tym kwiatem jest orchidea Symbol miłości, szczęśliwego życia nadzieja Z kwiatem się człowiek rodzi i wśród kwiatów umiera W nich głębia naszych uczuć i miłość się zawiera Dla każdego okresu życia jakaś rola kwiatu przypisana Niczym rola w teatrze przez aktorów grana Okres dzieciństwa, przywodzi na myśl kwiaty polne Chabry, bławatki, stokrotki, sasanki, kaczeńce, Z których dziewczęta wyplatają na swe głowy wieńce Niosące zapach pól, wspomnienia lat beztroskiej radości Pierwszych dziecięcych wzruszeń, młodzieńczej miłości Pamiętam bukiecik bzu, podarowany kochanej dziewczynie Wróżenie z jego płatków w wieczornej, majowej godzinie Pąsową gałązkę kwitnącej jabłoni, Którą trzymałaś w swej dziewczęcej dłoni Podarowałem jej bukiecik fiołków pachnących Wciąż widzę jego odbicie w Twych rozkochanych oczach, wilgotnych, marzących Cóż teraz po latach mogę Tobie podarować? By głębią swych uczuć znów Cię oczarować 25 Białą lilię, świadectwo niewinności? A może pąsową różę, świadectwo miłości? Dostojną chryzantemę – oznakę szacunku, powagi? Muszę to przemyśleć, trzeba tu rozwagi Już wiem! Podaruję Ci kolorowych kwiatów całe naręcze Byś poznała moje myśli, swe serce z kwiatami pragnę złożyć w Twoje ręce Bo miłość, niewinność, zazdrość, jedno ma imię I tylko wtedy ma sens, gdy Ty jesteś przy mnie Nie pozwól Pozwól mi przeglądać się w Twoich oczach Czuć serc naszych bicie, rąk Twych radosne drżenie Pozwól zachować na zawsze uniesień wspomnienie Pozwól żyć wiarą, że nie senna to mara Bo byłaś, jesteś i będziesz, gdy ze snu się zbudzę Nie pozwól mi tylko zapomnieć Tego Ci zabraniam 26
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kartki z kalendarza
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: