Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00186 003802 18767521 na godz. na dobę w sumie
Kawa z praszczurami - ebook/pdf
Kawa z praszczurami - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 141
Wydawca: Ebookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8166-077-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).

Potykam się o skurczone podwórko, ciasny korytarz, obcy zapach i ciszę wypełnioną jakimś dziwnym tworem. I właśnie ta dzwoniąca w uszach cisza, tak irracjonalna dla tego tętniącego kiedyś życiem domu, uzmysławia mi, że ani dzisiaj, ani jutro, ani w jakiejkolwiek przyszłości nie odnajdę już metafizyki tego miejsca.

 

Myślę, że raczej byłaby poirytowana nadmiarem dobra, do którego przecież nie była przyzwyczajona. Wychowała się wśród rzeczy zwyczajnych, a jej wyobraźnię i poczucie estetyki ukształtował zapach szarego mydła, komórka z klapą na skobelek oraz zupa w sam raz dla biedaków zwana po prostu wodzianką.

 

Wysiedlenie nastąpiło 3 czerwca 1942 roku, o czym świadczy pieczątka w książce meldunkowej domu. Ciotka Feliksa dokładnie zabezpieczyła  platery ,,Norblin i Spółka’’, Natalia zamknęła okienko w opuszczonym chlewiku, i pobłogosławiwszy dom znakiem krzyża, ruszyli w drogę kierując się w stronę śródmieścia, gdzie w kamienicy Szymona Frydmana przy Modrzejowskiej 89 czekał na nich przydzielony lokal.

 

Lokal numer 3 zajmuje czterdziestoletni robotnik Herszlik Śliwiński z żoną Małką, pięcioletnią Cywią i jedenastoletnim Szają. W zimowy poranek Małka bierze wiadro i idzie do komórki po węgiel. Potem przesypuje go do węglarki i rozpala ogień. Po chwili w całej izbie słychać odgłos trzaskającej blachy. Piec jest duży, solidny z piekarnikiem i czterema fajerkami. Gdy w mieszkaniu robi się ciepło, Małka przygotowuje skromne śniadanie, potem zarzuca chustę na ramiona i idzie po dziesięć deka wołowiny na szabatową kolację.

 

Czy kawa z praszczurami jest możliwa? Zapraszam.

Bożena Westphal zawodowo związana z genealogią. W założonej przez siebie firmie PRO-AVUS, zajmuje się poszukiwaniem przodków. Książka Kawa z praszczurami powstała w wyniku wieloletniej pracy oraz z potrzeby serca.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

KAWA Z PRASZCZURAMI BOŻENA WESTPHAL KAWA Z PRASZCZURAMI ALBO BĘDZIŃSCY MIESZCZANIE CZŁONKOWIE CECHU SZEWSKIEGO © Copyright by Bożena Westphal e-bookowo Autorka rysunku na okładce: Fabiola Lubecka Zdjęcia: archiwum prywatne Korekta: Katarzyna Krzan Skład: Katarzyna Krzan ISBN e-book: 978-83-8166-077-8 ISBN druk: 978-83-8166-078-5 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione. Wydanie I 2019 Wszyscy ci dziadkowie, babcie, pradziadko- wie, prababcie, prapradziadkowie, praprabab- cie, praszczury i praszczurzyce, krótko mówiąc, wszyscy ci moi rodzice stali się moimi dziećmi. Ponieważ tym razem to ja ich urodziłam, dałam im, a raczej przywróciłam im życie, które wcze- śniej od nich dostałam. Oriana Fallaci O tym, O czym czasem sObie myślę Dzisiaj o dziewiętnastej wylądowałam w samym sercu świątecznego szaleństwa. Z zimnej grudnio- wej ulicy wpadłam w ramiona barwnych butików, sztucznych świateł i dzwoniącego w uszach dzyń, dzyń, dzyń. Dookoła iskrzyło świętami, wszędzie wokół choinki, migocące lampki i skrzydlate anio- ły z koszami opłatków. Wracając z pralni kupiłam kilo pomarańczy, po czym wstąpiłam do kafejki na małą czarną. Po chwili wciśnięta w fotel, odurzona kawowym aromatem odpłynęłam w przeszłość. Moja przygoda z kawą rozpoczęła się pół wie- ku temu w domu Natalii i Wincentego. Mieszan- 7 ka zbożowa ,,Dobrzynka” zwana szumnie kawą, choć nią nie była, a jedynie mieszanką prażonego żyta, buraka cukrowego i cykorii, nie przywoływa- ła na myśl skąpanych słońcem włoskich caffe, nie podawano jej w ślicznych filiżankach, a już z całą pewnością nie stanowiła pretekstu do towarzyskich spotkań. W malutkim mieszkanku moich dziadków, ekspresem do parzenia kawy był solidny piec kaflowy na węgiel. Rankiem każdego dnia, babka ustawiała na nim garnek, wrzucała łyżkę ulubionej zbożówki, po czym dolewała kapkę świeżego mleka. Przeczy- tałam gdzieś, może w Internecie, że mieszankę zbo- żową wymyślono dla biedoty, żeby i ona miała swoją namiastkę luksusu, i choć była to jedna wielka kawo- wa kompromitacja, to czy jakikolwiek biedak będzie się spierał o szczegóły… Mimo najszczerszych chęci nie wyobrażam sobie arystokracji otulonej w perły i jedwabie, rozprawia- jącej przy filiżance marki ,,Rosenthal’’ wypełnionej zbożówką. Jednak Natalia nie miała z tym proble- mu, bo ani wcześniej, ani później nie bywała na salo- nach. Moja babka przeżyła siedemdziesiąt siedem lat bez aromatycznego zapachu małej czarnej, i o ile mi wiadomo świat się przez to nie zawalił. Miała swoją 8 ,,Dobrzynkę’’ i było okej. Czy sądzicie, że z czasem stałaby się fanką tych wszystkich kafejek wypełnio- nych zapachem cappuccino, caffe latte, americano, macchiato? Moja babka? Nigdy w życiu! Myślę, że raczej byłaby poirytowana nadmiarem dobra, do którego przecież nie była przyzwyczajona. Wy- chowała się wśród rzeczy zwyczajnych, a jej wy- obraźnię i poczucie estetyki ukształtował zapach szarego mydła, komórka z klapą na skobelek oraz zupa w sam raz dla biedaków zwana po prostu wodzianką. A espresso? Jakie espresso?! Kto by tam sobie zawracał tym głowę! Upijając kolejny łyk kawy przeniosłam się w czasie, w to co było wczoraj, w pradzieje. Z pozycji miękkie- go fotela chciałam zrozumieć świat pełen niedźwie- dzi, dzików, żubrów, łosi oraz mokradeł porośniętych gęstym sitowiem i tatarakiem. Wyobraziłam sobie moich przodków, którzy nad brzegami rzek i rzeczek, wśród jezior, i stawów, na skrawku ziemi zbudowali pierwsze osady. Te pierwsze, niepozorne siedliska le- żące pośród olbrzymiej puszczy składały się często z kilku członków jednego zaledwie plemienia. Przodkowie Natalii byli poganami. Żyli w cza- sach, gdy nie było jeszcze kościołów, a ludzie nie 9 znali chrześcijaństwa. Wierzyli w demony, w nim- fy leśne, w duszki domowe, skrzaty i ubożęta. I choć nie jest to rzeczą pewną, to prawdopodob- nie każde plemię czciło jedno tylko bóstwo. To przywiązanie do bóstwa osobistego, wiara w jego przychylność i opiekę było jednym z czynników cementujących owe drobne wspólnoty. Moi przodkowie byli Słowianami. Należe- li do najliczniejszego, europejskiego ludu, który wyłonił się u progu X wieku z garstki chłopstwa zagrzebanego w borze. W tej małej społeczności trudniącej się rybołówstwem, wypalaniem węgla drzewnego, wytapianiem smoły i łowiectwem wszyscy byli sobie równi. Należały do nich zie- mia, woda i las. I to one ich żywiły. Niewielkie plemię, grupa spokrewnionych ro- dów, mających wspólnego przodka w miarę roz- mnażania się rosło w siłę. Proporcjonalnie do potrzeb rozrastała się również osada, która dała początek wsi. Wieś dała początek miastu. Boha- terem tej książki będzie ród słowiański, który wy- brawszy dla siebie ziemię leżącą na lewym brzegu rzeki Czarnej Przemszy, rozrósł się z czasem ni- czym afrykański baobab. 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kawa z praszczurami
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: