Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00074 009090 17294346 na godz. na dobę w sumie
Kawiarniana opozycja - ebook/pdf
Kawiarniana opozycja - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 22
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3262-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Kilku niezadowolonych z lokalnych rządów ludzi spotyka się, w celu założenia opozycyjnego organu prasowego. Zamiast dyskutować o związanych z nim sprawach, rozprawiają o rzeczach zastępczych, nieistotnych. Obraz kraju w krzywym zwierciadle.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Przemysław Kaftanik siedział z zało(cid:298)on(cid:261) na nog(cid:266) nog(cid:261) w pozie angielskiego Człowiek mały Za to wielki duchem Drapie si(cid:266) za uchem (cid:285)rodkowym paluchem Klepie si(cid:266) po tuszy Przekonany w duszy (cid:285)wiat jest doskonały Chocia(cid:298) taki mały Wielki duchem człowiek Widzi go spod powiek Patrzy na(cid:276) przez pryzmat Działki z rabatami lorda i popijaj(cid:261)c herbat(cid:266) rozmy(cid:286)lał, jak dopiec swemu (cid:286)miertelnemu wrogowi Mariuszowi Parweniuszowi-doktorowi burmistrzowi. Gdyby nie pewna wewn(cid:266)trzna sprzeczno(cid:286)ć ujawniaj(cid:261)ca si(cid:266) w nerwowym niepokoju, nieokre(cid:286)lonym spi(cid:266)ciu, mógłby uchodzić za jednego z prostodusznych bohaterów prozy Dickensa; ot, nie wyró(cid:298)niaj(cid:261)cy si(cid:266) z tłumu tłu(cid:286)ciutki, kr(cid:261)glutki człowieczek o pulchnych policzkach, patrz(cid:261)cy na sprawy nieco z góry, choć lepiej byłoby powiedzieć-ze (cid:286)rodka. W przeciwie(cid:276)stwie bowiem do poczciwych Anglików, Przemysław Kaftanik układał zdradliwe plany, knuł we wn(cid:266)trzu zgorzkniałego serca i kombinował skrytobójczo, w jaki sposób upiec (cid:298)ywcem i zje(cid:286)ć ohydnego, znienawidzonego doktora burmistrza. Poczynił ju(cid:298) w tym kierunku pewne intelektualne przygotowania, jednak, jak miewał w zwyczaju, na przygotowaniach si(cid:266) ko(cid:276)czyło. Wydawało mu si(cid:266), (cid:298)e wiedział co chce zrobić, nie wiedział jednak jak: w tym celu postanowił zwołać zebranie paru zdolnych ludzi, których zamierzał zaznajomić z proroczymi wizjami swego genialnego, przenikliwego, (cid:298)ywego i twórczego umysłu i wprowadzić do królestwa m(cid:261)drej opozycji proponuj(cid:261)c co(cid:286), co stanie si(cid:266) pocz(cid:261)tkiem ko(cid:276)ca znanego i nieznanego Mariusza Parweniusza. O ile, rzecz jasna, ów nieobliczalny umysł nie zd(cid:261)(cid:298)y si(cid:266) wcze(cid:286)niej tym pomysłem znudzić i nie zarzuci go na rzecz nowszych, bardziej kontrowersyjnych, a co za tym idzie-atrakcyjniejszych projektów. Wszak nie na darmo miejscowi przydali mu miano skandalizuj(cid:261)cego performera, choć sam 4 Odk(cid:261)d odzyskał swoje dwa i pół miliona złotych dni upływały mu na Sama opowiastka, jak przyznał skromnie sam autor, plasowała si(cid:266) gdzie(cid:286) Czy si(cid:266) w nim podkochiwała?-trudno dociec, ale na pewno czciła i nama(cid:286)ciła Kaftanik przyznawał bez fałszywej skromno(cid:286)ci, (cid:298)e jest raczej socjotechnikiem, muzykiem graj(cid:261)cym na nerwach i nosie władzy. „(cid:297)egnaj, cwaniaczku”-upajał si(cid:266) wizj(cid:261) upadku lokalnego Saurona, spogl(cid:261)daj(cid:261)cego na miasto z wysoko(cid:286)ci Ratusza, prawdziwej wie(cid:298)y Barad-Dur, siedliska wszelkiego zła i wyuzdanej nieprawo(cid:286)ci. beztroskim pró(cid:298)nowaniu, głównie w herbaciarni „Szafa”. Puszysta wła(cid:286)cicielka lokalu kr(cid:261)(cid:298)yła wokół Kaftanika, kołowała niczym s(cid:266)p lub inne widmo i pilnie a przymilnie dbała, by tak zacnemu, miłemu i inteligentnemu go(cid:286)ciowi nie zabrakło herbaty i zwi(cid:261)zanych z ni(cid:261) gad(cid:298)etów, to jest smukłych dzbanków i eleganckich fili(cid:298)anek na podstawkach, czyli sztucznego tła, na którym ten wyró(cid:298)niałby si(cid:266) i błyszczał. na guru inteligentniejszej cz(cid:266)(cid:286)ci opozycji. Przemysław Kaftanik napisał bowiem kontrowersyjn(cid:261) ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) „Trzy fazy ksi(cid:266)(cid:298)yca”, satyr(cid:266) na lokaln(cid:261) władz(cid:266), której indolencj(cid:266) i ignorancj(cid:266) bezkompromisowo napi(cid:266)tnował, obna(cid:298)aj(cid:261)c jej głupot(cid:266), niemoralno(cid:286)ć, nepotyzm, uzale(cid:298)nienia i liczne przekroczenia uprawnie(cid:276). W zwi(cid:261)zku z t(cid:261) niesłychanie perfidn(cid:261) karykatur(cid:261) jak najbardziej (cid:286)wiatłych rz(cid:261)dów doktor burmistrz Parweniusz wyraził (cid:286)wi(cid:266)te oburzenie, zagotował si(cid:266) jak woda na angielsk(cid:261) herbat(cid:266), zabulgotał cały, indyczo zagulgotał i wytoczywszy proces autorowi zabawnej sk(cid:261)din(cid:261)d powiastki, uczynił m(cid:266)czennikiem krucjaty ratuszowej, jednocze(cid:286)nie nie(cid:286)wiadomie beatyfikuj(cid:261)c na błogosławionego opozycjonist(cid:266). pomi(cid:266)dzy dokonaniami Orwella a Krasickiego i-podobnie jak w przypadku Umberto Eco (na porównanie wpadł sam Kaftanik, Umberto Eco milczał)-stanowiła propozycj(cid:266) otwart(cid:261) z mo(cid:298)liwo(cid:286)ci(cid:261) dopisania przez ewentualnych czytelników ewentualnego dalszego ci(cid:261)gu ewentualnej bajki. Władze samorz(cid:261)dowe sportretowane w niej zostały jako zwierzyniec w ogródku, którego dogl(cid:261)dał sam doktor burmistrz robi(cid:261)cy tutaj za (cid:286)wink(cid:266). W najbli(cid:298)szym otoczeniu Parweniusza nie zabrakło osiołka, szczura, kozy i ryb. Kaftanik uwiecznił siebie jako lwa Jana, choć wtajemniczeni twierdzili, (cid:298)e tyle u niego cech pot(cid:266)(cid:298)nego drapie(cid:298)nika, co u dojnej krowy. Pocz(cid:261)tkowo fakt ten prowokował dyskusj(cid:266) o jego beznadziejnej t(cid:266)sknocie za charyzmatycznymi przymiotami samca alfa, przewodnika stada; gdzie(cid:286) w tle tego wszystkiego pojawiła si(cid:266) skandaliczna fotografia twórcy humoreski, zdj(cid:266)tego prawie jak go Bóg stworzył- lecz jednak w skarpetkach i tajemniczych czynno(cid:286)ciach przy taczce, co zło(cid:286)liwi skwitowali jako rozbieranie si(cid:266) faceta do niewła(cid:286)ciwej roboty w przeciwie(cid:276)stwie do 5 Fakt, (cid:298)e Przemysław Kaftanik w swawolnych harcowaniach władzy Nie wiadomo, czy doktorowi burmistrzowi nie podobało si(cid:266) tłuste zwierz(cid:261)tko, z przejawiaj(cid:261)cego w tym kierunku gabinetowy talent doktora burmistrza. Dla realnie my(cid:286)l(cid:261)cej cz(cid:266)(cid:286)ci społeczno(cid:286)ci pisanina Kaftanika nie stanowiła jakiego(cid:286) wybitnego literackiego popisu, owszem, wyczuwało si(cid:266) w tym koloryt i (cid:298)art-ale na tym głównie polega urok folkloru. uczestniczył, brał w nich (cid:298)ywiołowy i spontaniczny udział, do czego zreszt(cid:261) przyznał si(cid:266) bez bicia, i (cid:298)e wła(cid:286)ciwie cała jego twórczo(cid:286)ć wyra(cid:298)ała t(cid:266)sknot(cid:266) za pełnym niuansów układem naczy(cid:276) poł(cid:261)czonych, jako(cid:286) umkn(cid:261)ł uwadze wtajemniczonym w jego literatur(cid:266) nielicznym czytelnikom. Nie miało to zreszt(cid:261) wi(cid:266)kszego znaczenia; decyduj(cid:261)c si(cid:266) opisać lokalne przekr(cid:266)ty, Przemysław Kaftanik poprawił własne samopoczucie, a dodatkowo uroił sobie, (cid:298)e stał si(cid:266) kim(cid:286) wyj(cid:261)tkowym, odwa(cid:298)nym, kim(cid:286) historycznie dla kronik miejskich znacz(cid:261)cym i zasłu(cid:298)onym. Udało mu si(cid:266) przyci(cid:261)gn(cid:261)ć zainteresowanie opozycji, to jest ludzi, którzy zazdro(cid:286)cili doktorowi burmistrzowi poparcia, charyzmy, jurno(cid:286)ci i wpływów. Ró(cid:298)nica mi(cid:266)dzy rz(cid:261)dz(cid:261)cymi a opozycj(cid:261) polega zawsze na tym, (cid:298)e ci drudzy chwilowo nie s(cid:261) na miejscu pierwszych. którym Kaftanik go uto(cid:298)samił, ogólne przesłanie dzieła czy te(cid:298) mo(cid:298)e sam autor; w ka(cid:298)dym razie ten pierwszy zagrzmiał: „do(cid:286)ć oczerniania władzy, do(cid:286)ć arogancji, do(cid:286)ć obelg, pomówie(cid:276), policzków, prztyczków, przytyków, i potwarzy na twarze w (cid:298)ywe oczy, słowem-do(cid:286)ć mówienia prawdy, to jest nieprawdy-przynajmniej do momentu, w którym udowodni si(cid:266), (cid:298)e to prawda, a prawd(cid:266) przecie(cid:298) udowodnić najtrudniej”. Tam zaraz oczerniania tam zaraz władzy: ka(cid:298)dy w ko(cid:276)cu znaczniejszy urz(cid:266)das przejawia ci(cid:261)goty do kreatywnej interpretacji prawa, otaczania si(cid:266) spolegliwymi piórorobami-a gdy jest w dodatku m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261)-tak(cid:298)e ładniu(cid:286)kimi panienkami w celu odreagowania stresu. Kaftanik twierdził, (cid:298)e doktor burmistrz w zamian za hm, gołosłowne obietnice pracy i poparcia poprzez parcie otrzymywał od (cid:286)wie(cid:298)utkich małolatek co i jak chciał, na co, zale(cid:298)nie od wyznawanej skali warto(cid:286)ci, jedni zareagowali oburzeniem, a inni podziwem. Dla wła(cid:286)cicielki „Szafy” człowiek, który napisał „Trzy fazy ksi(cid:266)(cid:298)yca” stanowił prawdziwe objawienie i uciele(cid:286)niał patriotyczne miejscowe m(cid:266)stwo, honor, cnot(cid:266) i bojowniczy heroizm. Nie widywała tak wyra(cid:296)nych postaci w ulubionych serialach, a Kaftanik był przecie(cid:298) wyrazisty jak najbardziej: dobre dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t kilogramów wagi rozlewało si(cid:266) w fotelu w samozadowolonym samouwielbieniu, w u(cid:286)miechu 6 okr(cid:261)głej, niedu(cid:298)ej, krótko ostrzy(cid:298)onej, jakby ulepionej z plasteliny głowy. Kiedy my(cid:286)l(cid:261)cy o hobbitach Gollum z „Władcy Pier(cid:286)cieni” rozprawiał o ukr(cid:266)ceniu posiadaj(cid:261)cego skarb obrzydliwego łepka, miał zapewne na my(cid:286)li wła(cid:286)nie tak(cid:261), pozbawion(cid:261) karku, stworzon(cid:261) przy pomocy cyrkla głow(cid:266). Dla niej Kaftanik pysznił si(cid:266), błyszczał, mienił si(cid:266), złocił, srebrzył i ró(cid:298)owił, słowem ogonopawił na przemian niczym kameleon w akwarium. (cid:297)adna ze znanych jej, widywanych co dzie(cid:276) osób nie walczyła z tyrani(cid:261) o wyzwolenie spod ucisku; przeciwnie, ludzie ci podporz(cid:261)dkowywali si(cid:266) jej z rezygnacj(cid:261), godzili si(cid:266) na ni(cid:261) i przyjmowali jako kwesti(cid:266) najzwyczajniej w (cid:286)wiecie naturaln(cid:261). W akcie geniuszu Kaftanik zakamuflował własne pogl(cid:261)dy tak skutecznie, (cid:298)e w zale(cid:298)no(cid:286)ci od okoliczno(cid:286)ci raz przyznawał, (cid:298)e napisał prawd(cid:266) (w gronie przyjaciół) innym znów razem twierdził, (cid:298)e „Trzy fazy ksi(cid:266)(cid:298)yca” s(cid:261) literack(cid:261) fikcj(cid:261) (w s(cid:261)dzie). Z biegiem czasu przestał przejawiać jak si(cid:266) to mówi jednoznaczny stosunek do popełnionej przez siebie rzeczy; ów nie zaawansowany przejaw schizofrenii opozycyjni intelektuali(cid:286)ci tłumaczyli mistrzowsk(cid:261) strategi(cid:261) ich nowego, operuj(cid:261)cego pod przykrywk(cid:261), cichociemnego guru. Dzi(cid:266)ki takiemu rozwi(cid:261)zaniu wróg nie mógł wiedzieć czy, jakiego i z której strony druzgoc(cid:261)cego ciosu si(cid:266) spodziewać. Ba, dla wi(cid:266)kszego zmylenia przeciwnika, w ka(cid:298)dej chwili mógł pa(cid:286)ć cios samobójczy. W małomiasteczkowym (cid:286)rodowisku ka(cid:298)dy, kto napisze ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) jest kim(cid:286), a kto w dodatku nada tej pracy pozory kontrowersji, skandalu i walki-przeistacza si(cid:266) w (cid:286)wietliste szaty nowego przywódcy-wieszcza, staje si(cid:266)-w tym przypadku dosłownie i w przeno(cid:286)ni- cierpi(cid:261)cym dla milionów Adamem Mickiewiczem. Tote(cid:298) wydan(cid:261) na fali licznych procesów wytaczanych przez ura(cid:298)onego do (cid:298)ywego doktora burmistrza ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) Kaftanika czytywało si(cid:266) kr(cid:261)(cid:298)(cid:261)c(cid:261) przewa(cid:298)nie w drugim, nielegalnym obiegu, co dodawało sprawie wymiaru niepodległo(cid:286)ciowego, podziemnego i wynosiło do symbolu nierównej walki z zaborc(cid:261)-okupantem. A (cid:298)e herbaciarnia „Szafa” mie(cid:286)ciła si(cid:266) w piwnicach kamienicy, Kaftanik-spiskowiec znalazł tu nie tylko idealne miejsce dla swego ciała, ale te(cid:298) mrocznego, niepokornego, wywrotowego, zbuntowanego anarchistycznego umysłu. Wła(cid:286)cicielka lokalu, kr(cid:261)glutka jak Kaftanik, choć (cid:298)ywa niewiasta, czuła si(cid:266) niewymownie szcz(cid:266)(cid:286)liwa i zaszczycona, mog(cid:261)c u(cid:286)wietnić wn(cid:266)trza herbaciarni najgł(cid:266)bszymi, a co za tym idzie genialnymi przemy(cid:286)leniami mistrza i udekorować nimi (cid:286)ciany. Sentencje w rodzaju: „cały (cid:286)wiat to teatr. Wszyscy m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni i wszystkie kobiety s(cid:261) aktorami-wchodz(cid:261) i znikaj(cid:261)… I ró(cid:298)ne człowiek gra kolejne role w 7 Kaftanik westchn(cid:261)ł. Człowiek, który za (cid:298)ycia staje si(cid:266) legend(cid:261) zmuszony jest siedmioaktowej sztuce swego (cid:298)ycia”, „Dowodzić, (cid:298)e mam słuszno(cid:286)ć znaczyłoby przyznać, (cid:298)e mog(cid:266) jej nie mieć”, „Mucha siedz(cid:261)c na osi koła u wozu rzekła:… jaki kurz ja podnosz(cid:266)”, „Czynno(cid:286)ć to schronienie ciasnych umysłów”. nawoływały do klientów ze wszystkich stron utwierdzaj(cid:261)c w przekonaniu, (cid:298)e obcuj(cid:261) z wielk(cid:261) filozoficzno-literack(cid:261) sztuk(cid:261), a nie jak(cid:261)(cid:286) sieczk(cid:261) w wykonaniu Kafki czy innego Camusa. do d(cid:296)wigania przytłaczaj(cid:261)cego brzemienia własnej wielko(cid:286)ci. Co prawda, jaki(cid:286) m(cid:261)drala twierdził, (cid:298)e ze wszystkich sław najbardziej cieszy własna, ale co on tam mógł wiedzieć o zespolonej z (cid:298)yciem twórczo(cid:286)ci, o sednie spraw, istotach rzeczy, pełniach ostatecznych sformułowa(cid:276), j(cid:261)drach poj(cid:266)ć. Choć, z drugiej strony, otoczony własnymi cytatami nie mógł oprzeć si(cid:266) wra(cid:298)eniu-bo i któ(cid:298) na jego miejscu by si(cid:266) oparł?- (cid:298)e obcuje z czym(cid:286) zupełnie wyj(cid:261)tkowym, błyskotliwie (cid:286)wie(cid:298)ym, wiecznie (cid:298)ywym. Siedział we wn(cid:266)trzu po(cid:286)wi(cid:266)conego mu pomnika, i było mu tu cieplutko, błogo, jako(cid:286) tak przyjemnie i wygodnie. Nic nie musiał, wszystko mógł. Znajdował si(cid:266) w takim błogostanie, (cid:298)e dzisiejszego wieczora nie denerwował go nawet dziecinny, odstraszaj(cid:261)cy klientów „Szafy” infantylizm reklamy w stylu „od kwiatka lepsza herbatka”. Sam mógłby wymy(cid:286)lić na poczekaniu tuzin lepszych haseł, choćby: „nie zrób gafy, wła(cid:296) do „Szafy”, „w (cid:286)rodku panny do wyrwania, to nie „Szafa” na ubrania”, „w „Szafie” spódnic dzisiaj rój, wyjmij wieszak, przewie(cid:286) strój”, (w wersji nieocenzurowanej ostatni wers brzmiał: „wyjmij wieszak, we(cid:296) na ch…”), „W „Szafie” odnajd(cid:296) małolat(cid:266), nie chce piwa?-we(cid:296) herbat(cid:266)”, „Angol pije herbat w bród, gwarantuje mu to wzwód”, „Herbaciany w „Szafie” napój, starczy łyk, m(cid:266)sko(cid:286)ci(cid:261) szafuj”, „Po herbacie sex (cid:298)e ja ci(cid:266)”. Dla niej: „Animuszu napój doda, po herbacie id(cid:296) na loda”, „Jest w herbacie te(cid:298) teina, ona sprawi, (cid:298)e wytrzyma”, „Herbaciany trunek lej, sztywny b(cid:266)dzie on, (cid:298)e hej!”, „Siedzi facet w herbaciarni, we(cid:296) go z „Szafy” do sypialni” i tak dalej, tym podobne. Tak czy inaczej, w tym wiernopodda(cid:276)czym (cid:286)rodowisku i przytulnym wn(cid:266)trzu niepokornej „Szafy” Przemysław Kaftanik rozpu(cid:286)cił wie(cid:286)ci, jakoby rzekomo był w stanie sfinansować powstanie niezale(cid:298)nego organu prasowego, co nie uszło uwadze kilku osób, z którymi dzi(cid:286) miał si(cid:266) spotkać. * -Panie i panowie-zagaił uroczy(cid:286)cie lord Kaftanik-spotkali(cid:286)my si(cid:266) tutaj, poniewa(cid:298) jestem w stanie sfinansować działalno(cid:286)ć niezale(cid:298)nej gazety, w zało(cid:298)eniu tygodnika. 8 Spiskowcy nie zawiedli i stawili si(cid:266) karnie w umówionym miejscu o Oczywi(cid:286)cie zgromadzeni wiedzieli, w jakim celu tu si(cid:266) znale(cid:296)li, nie przeszkodziło to jednak w rozej(cid:286)ciu si(cid:266) szmeru podniecenia i aprobaty. „No wreszcie”. wyznaczonej godzinie, aby wysłuchać, co te(cid:298) do powiedzenia i do zaoferowania miał człowiek czynu „Kaftanik”. Niczym słyn(cid:261)cy ze sprawiedliwych cnót rycerze króla Artura, siedzieli teraz przy okr(cid:261)głym stole: Wojciech Gałdoch, Jurek Chórek, Henryk Mali(cid:298)ak, Janusz Michałowski, nauczycielka Ania i Grzegorz Brzuchalski. To historyczna chwila. Do(cid:286)ć szeptania po k(cid:261)tach, pora wzi(cid:261)ć si(cid:266) do roboty i otwarcie wyrazić niezadowolenie z postawy trz(cid:266)s(cid:261)cej miastem kliki. Czas na integracj(cid:266) i walk(cid:266) konkretem. -W zwi(cid:261)zku z tym-kontynuował autor „Trzech faz ksi(cid:266)(cid:298)yca”-szukam wła(cid:286)ciwych ludzi do współpracy. „Wspaniale”. -Czasopismo ma mieć charakter opozycyjny, mo(cid:298)liwe, (cid:298)e przywrócimy „Wie(cid:286)ci pełne tre(cid:286)ci”-tu Kaftanik popatrzył znacz(cid:261)co na Brzuchalskiego. Grzegorz Brzuchalski przewodził niegdy(cid:286) „Wie(cid:286)ciom pełnym tre(cid:286)ci”- spogl(cid:261)daj(cid:261)cej na r(cid:266)ce zaradnej władzy gazety, co to zło(cid:286)ciła doktora burmistrza i przez jaki(cid:286) czas stanowiła przyczyn(cid:266), dla której wy(cid:298)ej wspomniany cierpiał na mokr(cid:261) bezsenno(cid:286)ć. Raz w tygodniu, przewa(cid:298)nie w (cid:286)rody, facet dostawał prawdziwej pl(cid:261)sawicy; wychodził ze swego hermetycznego, gabinetowego królestwa oraz własnej skóry, i zje(cid:298)ony jak je(cid:298)ozwierz, nastroszony jak strach na wróble, wrzeszczał: na korytarzu: „co oni tu kurwa wypisuj(cid:261)!?”, wywołuj(cid:261)c przera(cid:298)enie u radnych miejskich, zaspokojonych młodziutkich sekretarek i sfrustrowanych erotycznie starszych pracownic urz(cid:266)du. Gdy Parweniusz wpadał w niekontrolowan(cid:261) zło(cid:286)ć, nad miastem zachodziło sło(cid:276)ce, mieszka(cid:276)cy stawali si(cid:266) smutni i nieszcz(cid:266)(cid:286)liwi, a umykaj(cid:261)cy przed gniewem kapitana majtkowie umykali z pokładu niczym szczury z ton(cid:261)cego okr(cid:266)tu. Po spotkaniu z wydawc(cid:261) bole(cid:286)nie i nieodwołalnie usuni(cid:266)to Brzuchalskiego ze stanowiska, stwierdziwszy w papierach, (cid:298)e społeczno(cid:286)ci lokalnej nie jest potrzebna zgoda, która kwestionuje, lecz która buduje, co w tłumaczeniu z polskiego na nasze oznaczało, (cid:298)e szeregowiec nie powinien m(cid:261)cić wody, kiedy pan kapral ma ochot(cid:266) łowić ryby lub wymoczyć nogi . -Na reaktywacj(cid:266) tytułu jestem w stanie wyło(cid:298)yć pół miliona złotych, a tak(cid:298)e wesprzeć go do(cid:286)wiadczeniem, błyskotliwym intelektem, zjawiskowymi tekstami, 9 Min(cid:266)ła solidna chwila, nim do słuchaczy dotarło, co oznaczaj(cid:261) uroczyste słowa słowem, ozłocić łamy skromn(cid:261) m(cid:261) osob(cid:261)-niczym szesnastolatka przed wskazuj(cid:261)cym łó(cid:298)ko chłopcem, Kaftanik wstydliwie spu(cid:286)cił oczy i zastygł w pozie niewinno(cid:286)ci. Przemysława Kaftanika, słowa wa(cid:298)ne, słowa-klucze, mo(cid:298)e nawet słowa-łomy, otwieraj(cid:261)ce b(cid:261)d(cid:296) wywa(cid:298)aj(cid:261)ce drzwi do jasnej, w ka(cid:298)dym razie weselszej przyszło(cid:286)ci. Słowa zapadaj(cid:261)ce w dusze mi(cid:266)kko, błogo i wdzi(cid:266)cznie, kwitn(cid:261)ce i słodkie, zwiastuj(cid:261)ce rewolucyjne, gł(cid:266)bokie zmiany w (cid:286)wiadomo(cid:286)ci i nie(cid:286)wiadomo(cid:286)ci społecznej, w codziennym i od(cid:286)wi(cid:266)tnym (cid:298)yciu obywateli, wychowanych i ukształtowanych od nowa, to jest wła(cid:286)ciwie przy pomocy ideologii zmian i płyn(cid:261)cego ze szpalt tygodnika mesja(cid:276)skiego, proroczego przesłania: „przyjaciele, nie musicie słuchać Mariusza Parweniusza, nikogo nie musicie słuchać, przy czym macie wybór i mo(cid:298)ecie słuchać mnie, co jest zasadniczo wskazane. Głosujcie na zdrowy rozs(cid:261)dek i ubaw po pachy, głosujcie na odmienny punkt widzenia, w którym zawsze znajdzie si(cid:266) miejsce na happening, spontan i improwizacj(cid:266)”. Nikt nie miał w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, (cid:298)e (cid:286)wiat si(cid:266) odt(cid:261)d zmieni, nast(cid:261)pi nowa epoka, nowe czasy i (cid:298)e nale(cid:298)eć one b(cid:266)d(cid:261) do Kaftanika Przemysława, wizjonera i dumnego przywódcy, anga(cid:298)uj(cid:261)cego własne (cid:286)rodki, energi(cid:266) i niepospolity umysł w (cid:286)wi(cid:266)t(cid:261) spraw(cid:266) zapewnienia dobrobytu nie tylko swego, ale i ogólnie masowego. Tak rodzi si(cid:266) historia, wcale nie w rz(cid:261)dowych gabinetach i sejmowych ławach, nie na poselskich wiecach i ministerialnych posiedzeniach, lecz w niepozornej herbaciarni, w skrywaj(cid:261)cej niepospolite skarby „Szafie”, a konkretnie w fenomenalnej, zdolnej do spłodzenia niesamowitych „Trzech faz ksi(cid:266)(cid:298)yca” głowie Przemysława Kaftanika. Uniesieni wizj(cid:261) słuchacze, z na wpół otwartymi, zachwyconymi buziami spogl(cid:261)dali na koncepcjodawc(cid:266) z szacunkiem i czci(cid:261). W tej krótkiej, przepełnionej zadum(cid:261) i uroczystym milczeniem chwili spojrzeli na sprawy nieodgadnionym, pod(cid:261)(cid:298)aj(cid:261)cym własnymi drogami umysłem geniusza-skandalisty i ta wizja ol(cid:286)niła ich i onie(cid:286)mieliła równocze(cid:286)nie. Oczami wyobra(cid:296)ni ujrzeli, jak niegdy(cid:286) durny i nieu(cid:286)wiadomiony elektorat masowo szturmuje urny wyborcze, jak wrzuca kartk(cid:266) z zakre(cid:286)lonym nazwiskiem Kaftanika, błagaj(cid:261)c, by ten zechciał łaskawie obj(cid:261)ć go w bezgranicznie absolutne władanie, w pewne i całkowite posiadanie, by roztoczył nad miastem ochronny parasol zwierzchno(cid:286)ci zbawczej i praworz(cid:261)dnej, by kierował odpowiedzialnym sterem urz(cid:266)du wprowadzaj(cid:261)c ład i geniusz, by poprowadził do ostatecznego triumfalnego zwyci(cid:266)stwa nad wrogiem bezrobocia, niedostatku i braku rozrywek, słowem w 10 kierunku (cid:286)wiatła, przy czym nie chodzi o kul(cid:266) (cid:286)wiatła, za jak(cid:261) w (cid:286)miertelnych widzeniach pod(cid:261)(cid:298)aj(cid:261) chwilowo martwi, lecz o (cid:286)wiatło rozbudzonego, (cid:298)ywego, rozpłomienionego m(cid:261)dro(cid:286)ci(cid:261) rozumu, czyli tak zwane wschodnie mistyczne trzecie oko. Widzieli w natchnieniu, jak mieszka(cid:276)cy oddaj(cid:261) przywódcy hołd lenny, jak podziwiaj(cid:261) za nie tylko bioder rozwa(cid:298)ne posuni(cid:266)cia, lecz i sprawiedliwe rz(cid:261)dy, jak grupa graficiarzy dekoruje sprayem wiekowe wn(cid:266)trze ratusza kolorowymi, niezwykłymi sentencjami mistrza, nadaj(cid:261)c zabytkowym murom szerszej perspektywy, intelektualnego powabu i gł(cid:266)bi. Jak ludzie wykupuj(cid:261) ostatnie egzemplarze ksi(cid:261)(cid:298)ki ze złotymi my(cid:286)lami pod nazw(cid:261)„Elementarz Kaftanika”, i z tej niesko(cid:276)czonej krynicy m(cid:261)dro(cid:286)ci czerpi(cid:261) (cid:286)wiatło pełnymi gar(cid:286)ciami przedszkolaki, jak ucz(cid:261) si(cid:266) wa(cid:298)nych słów na pami(cid:266)ć cytuj(cid:261)c z przej(cid:266)ciem na szkolnych akademiach z udziałem natchnionego autora. Jak powstaje w Ratuszu herbaciarnia, bo przecie(cid:298) wszyscy lubi(cid:261) herbaciarnie, a ci, co nie lubi(cid:261)-zmieni(cid:261) zdanie z pewno(cid:286)ci(cid:261); i w tej herbaciarni Wielki On przemawia nie po angielsku, lecz po polsku do malutkich ich, jak błyszczy pomysłami, tryska strumieniem inspiracji niczym woda z przedratuszowej, przerobionej na jego pomnik fontanny, a reszta słucha i pilnie notuje, by nie umkn(cid:266)ła (cid:298)adna wzniosła my(cid:286)l, by nie poszedł w niepami(cid:266)ć choćby skrawek szlachetnej idei, wytworzonej w dopiero co objawionej (cid:286)wiatu złotej ku(cid:296)ni wiedzy, by wzorem staro(cid:298)ytnych zwojów z biblioteki aleksandryjskiej nie przepadły w mrokach dziejów kaftanikowe drogowskazy dla ludzko(cid:286)ci. Pionier, wizjoner, mistyk, wynosz(cid:261)cy cywilizacyjny rozwój miasta na wy(cid:298)szy poziom, wprowadzaj(cid:261)cy na nowe tory jego bezprecedensow(cid:261) pomy(cid:286)lno(cid:286)ć, a wszyscy klaszcz(cid:261) w zachwyceniu w dłonie, bawi(cid:261) si(cid:266) znakomicie, usługuj(cid:261) mu, parz(cid:261) herbat(cid:266), znosz(cid:261) dary błagalno-dzi(cid:266)kczynne, wdzi(cid:266)czne matki posyłaj(cid:261) w prezencie nienaruszone jak si(cid:266) to mówi z(cid:266)bem czasu córki-dziewice, wzruszeni ojcowie synów w wieku poborowym, słowem: poddani czołobitnie korz(cid:261) si(cid:266) w podziwie dla jego rozlicznych przywódczych talentów, umysłowego potencjału, pot(cid:266)gi majestatu i wszech(cid:286)wiata wiedzy. „Och”. -Słowem, wyjmiemy trupa z „Szafy”-ochłon(cid:261)ł Brzuchalski. -Nie inaczej. Nasz wróg nie boi si(cid:266) niczego, poza krytyk(cid:261)-odparł zadowolony Kaftanik. 11
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kawiarniana opozycja
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: