Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00262 006947 14488602 na godz. na dobę w sumie
Kepusie. Tom II - ebook/pdf
Kepusie. Tom II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 124
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63783-34-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Druga część opowiadająca historie z życia kepusiów, czyli uczłowieczonych kotów. Chodzą na dwóch nogach, mają ręce, nie łapy, dłonie, twarz, ale też uszy, ogon i futro… w bardzo różnych kolorach i odcieniach, o czym przekonaliśmy się, poznając te nadzwyczaj inteligentne osobniki, stojące na najwyższym ze znanych nam poziomów technicznych. Dla nich podróż na drugą planetę w jakiejś odległej galaktyce to pestka, a co dopiero mówić o jakiejś niewielkiej planecie odkrytej właśnie przez Nanona pod koniec września 5619 roku.

Poprzednio poznawaliśmy kepusie bardziej od strony osobowości. Teraz otwierają przed nami swoje możliwości techniczne. Wysokości osiągane przez samoloty i ich prędkości wbijają w fotel podczas lektury, zdając sobie sprawę z przeciążeń, jakich powinny doświadczać te miłe zwierzątka, ale nic takiego u nich się nie dzieje. Technika zaskakuje i wywołuje podziw oraz zazdrość o te nowinki.

Autor wzorem poprzedniej części stara się nanieść na karty swojego opowiadania jak najwięcej wiedzy technicznej już nam znanej, ale rozwiniętej o możliwości do przewidzenia z punktu widzenia właśnie umysłu ścisłego. Prędkości liczone w setkach i tysiącach kilometrów na godzinę, zasięg lotu jednego samolotu w kilkudziesięciu tysiącach kilometrów, a do tego DVD o pojemności 3 terabitów (TB) zadziwia i nie pozwala schierarchizować takich wartości. Poza tym kadłuby pokryte są kevlarami, a kapusie hełmy mają wyposażone w noktowizory. Do tego są fantastycznie inteligentne i długowieczne. Brzmi zachęcająco.

Pamiętajmy, że niniejszy wolumin dotyczy kepusiów, którzy przetrwali międzygalaktyczny exodus w poszukiwaniu nowej planety, podobnej do ich macierzystego Koto, które zostało rozbite w kosmicznym wybuchu czerwonego karła. Na szczęście mocno rozwinięta nauka, w tym astronomia, pozwoliły głównemu astronomowi Kropkowi zapobiec wyniszczeniu nacji kepusi. W wyniku tego exodusa trafili na Wenę, która zamieszkana była przez wyniszczające ją roboty, nazywane trokserami. Troksery to znacznie mniej rozwinięta cywilizacja. Oczywiście stanęły w obronie swojej planety, ale przegrały, a teraz zmuszone zostały do koegzystencji razem z kepusiami. Nie bardzo im to jednak wychodzi w porównaniu z oszczędnymi i umiejącymi wykorzystać dobra naturalne planety kepusiami. Przyczyniło się to do kolejnego konfliktu.

 

Kepusie to nie tylko konstruktorzy maszyn, ale też kochający partnerzy swoich dam, posiadający emocje i humory. Na szczęście żyją kilkaset lat, więc mają czas na dokładne poznanie siebie nawzajem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Słońce miało się już ku zachodowi. Niebo zapalało swoje pierwsze gwiazdy. Kepusie, leżący na plaży i pływający niedaleko brzegu, dostrzegli nadpływający nieznany im statek. Momedes dostrzegł stojącego na rufie statku troksera. Krzykiem postawił wszystkich w pogotowiu. Procjon przyjechał na kadłubie czołgu z miotaczem plazmy. Na łodzi było wywieszone białe prześcieradło jako sygnał poddania się. Kepusie stojący na nabrzeżu nie mogli się nadziwić, że po ponad rocznym ataku na roboty, zdołały się uchronić jakiekolwiek z nich. Po zakotwiczeniu łodzi na skamieniałym brzegu tuż obok plaży, Procjon podjechał do brzegu z lufą miotacza na czołgu skierowaną w przybyszy. — Nie mamy złych zamiarów — powiedział szybko jeden z robotów z wygrawerowanym białym napisem na czole LTR384. — To co tu robicie? — niegrzecznie i dumnie rzucił w odpowiedzi Proton. — Błąkaliśmy się po kontynentach, nie mając dowódcy, więc nie bardzo wiemy, co ze sobą zrobić. — Ilu was jest i jak udało wam się przeżyć? — Jest nas osiemdziesięciu siedmiu. Kopaliśmy pogłębiarką w dnie koło bieguna południowego. — My to nazywamy Oceanem Platostenesa — przerwał Korner. — To znaczy, że wy nie braliście udziału w wojnie? — Nie. My jesteśmy robotami z serii Tr24 przeznaczonymi do przemysłu. — To wszyscy chodźcie za mną do hangaru, a my w tym czasie zastanowimy się co z wami zrobić. — Dobrze — odpowiedziały troksery, po czym zeszły na ląd i udały się za Korferem. Rozpoczęta budowa kanału Brassenowego trwała już trzeci miesiąc (dla jeden z przypomnienia — u kepusiów miesiąc ma 35 dni). Będzie najświetniejszych przykładów celowego zagospodarowywania przez kepusiów nowej planety. Połączy on Ocean Axino z Morzem Mezona. Jak mówiły trylobity, od czasów prehistorycznych próbowano połączyć oba te akweny, przekopując dwa tysiące kilometrów kanału Brassena. to — Wpierw zostaniecie przeprogramowani przez Ertomedesa i Elektrona — zapowiedział Korner, po czym zaprowadził ich do sąsiedniego budynku, gdzie po podłączeniu przez Elektrona do głównego komputera, zaczęto kopiować im takie samo oprogramowanie, jakie posiadały hekseny. — Jeśli uniknęły bombardowania, to może na globie są jeszcze inne tego typu oddziały? — zastanawiał się Deinos, wbijając wzrok w linię taśmową z poruszającymi się po nich robotach. — Ci akurat mieli wielkie szczęście, że nie znaleźli się w chwili bombardowania razem z innymi robotami — odpowiedział Ertomedes. — A jak się obrócą przeciwko nam? — zaniepokoił się Deinos. — Spokojnie. Najpierw wymażemy im z procesorów ich przeszłość, a następnie wgramy automatyczną blokadę, odcinającą im zasilanie, jeśli kiedykolwiek się nam sprzeciwią. Na końcu wprowadzimy rzekł z uśmiechem Ertomedes. im oprogramowanie robocze — — Mam złe przeczucia — nie dawał za wygraną Deinos. Po godzinie zbliżył się do wejścia do hangaru i zakomunikował: — Jeśli przyłączycie się do Heksanów, to możecie zostać. — A kim oni są i co robią? — zapytał robot z kleszczami w miejscu, gdzie powinny być ręce. — Budują kanał Brassenowy. — Jeśli to prace pogłębiające dno morza, to coś dla nas, bo my mamy do tego odpowiedni sprzęt, a naszą zaletą jest to, że jesteśmy wodoodporni — odrzekł HTR384. — Dobra, dobra, wystarczy tego podlizywania się — skrzywił się Deinos. — Korfer będzie dowódcą na waszym statku. Jeśli jednak okaże się, że to jest jakiś wasz podstęp, to skarzemy was na złom! Po czym Proton i Deinos udali się do Procjona z zapytaniem, czy nie ma nic przeciwko ich decyzji. Korfer w tym czasie udał się z robotami zwiedzić ich statek. — Tyle razy tłumaczyłem, żebyś nie mówił heksany tylko hekseny — nakazał Proton Deinosowi. — Taaaaa… wszyscy za plecami Procjona na troksery mówią ratany — mruknął Deinos. — Ale Procjon takie ustalił nazwy i mamy to zaakceptować — zrzędził Proton. Procjon nie miał żadnych przeciwwskazań co do dodatkowej armii do pracy mimo nieufności rosnącej u większości kepusiów do ratanów, podejrzewających ich o ewentualny sabotaż. Korfer w obstawie dwunastu heksanów kierował ratanami, którzy okazali się bardzo oddani projektowi. Zastanawiano się nawet nad uruchomieniem produkcji serii takich robotów, ale Procjon szybko ostudził zapał Korfera. Podczas budowy obecnego kanału Brassena hekseny natrafiły na 8 kawałków żółtego granitu zagrzebanych w piaskach. Po złożeniu ich razem okazało się, że była to stela wystawiona dla upamiętnienia otwarcia kanału opatrzona inskrypcją Alemandera. W następnych miesiącach znaleziono pięć podobnych steli. Pierwotnie stały po lewej stronie brzegu kanału na wyniosłościach, zapewniających dobre ich eksponowanie. Wszystkie stele miały inskrypcje w języku krassowskim wyryte na jednej, bocznej powierzchni: „Oto wielki król Alemander, który rozkazał wykopać ten kanał od Oceanu Axino, aż do morza, które sięga w głąb kontynentu. Kanał ten został wykopany zgodnie z wolą króla, a okręty żeglują nim z Brasseny do Etliny. Zgodnie z życzeniem króla wykopano odcinek kanału o długości około 2014 kilometrów, nad którym ustawiono te stele”. Sposób życia i kultura Alusonów, Dimona, Mezozar i Fermion poznawane są z wykopalisk na Abdon. Ruchome piaski jednak zasypywały kanał tak szybko, że mieszkańcy nie nadążali z wydobywaniem piasku, aż w końcu woda wyparowała, a kanał został na setki lat zasypany. — Wiele tysięcy eksponatów zebranych przez nas potwierdza, że przed tysiącami lat funkcjonowało na tym terenie społeczeństwo o zaawansowanej cywilizacji i dużych umiejętnościach artystycznych — stwierdziła Dimona, zamykając metalowe wieko skrzyni. — No, ta jest już załadowana. — Ich ceramika z wcześniejszej epoki charakteryzowała się kolorami białym i czerwono-brązowym, zwanym czerwienią Alusonową, natomiast później występuje kolor czarny — dodał Mezozar, opierając się ręką o samochód terenowy, by kontynuować swoją wypowiedź: — Najokazalszym zabytkiem pozostałym z okresu Alusonów są ruiny państwa Abdon. Dawni mieszkańcy byli specjalistami w wyrobie i barwieniu tkanin, których resztki zachowują do dziś wyraźny koloryt. Opanowali dobrze technikę obróbki metali i wyrobu narzędzi. Znali złoto, srebro, miedź i brąz. Wykonywali biżuterię z muszli, bursztynów, drogocennych kamieni i metali. — Ty, może byś raczej pomógł, co? — krzyknął Fermion, próbując podnieść posąg z drewna, przedstawiającego trylobita, trzymającego w rękach tarczę. — Pozostałe ruiny stanowią niezwykłe budowle przestrzenne i wspaniały przykład zdobnictwa architektonicznego. W dodatku trylobitom udało się zamienić glinę w materiał budowlany, który przetrwał tysiąclecia, zachowując nadaną jej piękną formę — kontynuował niezrażony Mezozaur. Fermion uruchomił silnik samochodu. Jechali w tropikalnym słońcu po wyboistej, spękanej słońcem pustynnej ziemi, tysiące kilometrów na północny wschód od Palmyry. Mimo przyciemnianych szyb, w terenówce oczy szybko mu się zmęczyły, ale dopiero po całodziennej podróży zatrzymał się na pustynnym terenie w miejscu rumowiska po starożytnym, glinianym mieście. Rumowisko jest ogromne, bo obejmuje aż bez mała aż siedem kilometrów kwadratowych. — Chodźcie, oprowadzę was — powiedział Mezozaur, wyjaśniając, że nazwy temu miastu jeszcze nie nadano. — Jego osobliwością jest wielka piramida z wapienia, otoczona murami zdobionymi podobiznami ptaków, przypominających z wyglądu orły lub jastrzębie. Wewnątrz niej w pięciu odkrytych świątyniach znaleziono ścienne ozdoby przypominające atakujące ptaki w locie. Odkryto również pomieszczenia magazynowe połączone korytarzami z wielką salą o gładkich ścianach. Przypomina ona królewską salę, przy czym wzdłuż trzech jej ścian umieszczono ceglane ławy, przegradzające wnętrze na trzy podwójne wnęki, które mogły służyć do magazynowania siewnego ziarna. W czwartej świątyni znajduje się zbiornik na wodę. Aby do niego dojść, należy przebyć długi korytarz, a następnie przekroczyć szeroki i wysoki próg. Za tym progiem znajduje się lustro wody położone dwanaście metrów poniżej poziomu terenu. — Patrz, poszukując wody, mieszkańcy musieli przekopywać górne warstwy gliny i skały — rzekł Fermion. — A wybranego materiału używali do budowy ogromnych kompleksów podziemnych, których stropy są tak wytrzymałe, że niepodparte filarami, utrzymują i swój własny ciężar, i jeszcze ciężar leżących na nich warstw ziemi ze wzniesionymi na powierzchni budynkami. — Coś w stylu metropolii zbudowanej z gliny — dopowiedziała Dimona. — Dokąd chcesz iść, Fermionie? — Wracamy — odpowiedział zdecydowanie. — Wyjdziemy w takim razie bramą zachodnią. Chodźmy — odpowiedział za Dimonę Mezozaur. Przechodzili przez miasto porośnięte palmami i kaktusami. — Jakoś marnie rosną — stwierdził Mezozaur. — I jakie są słabe. — Ziemia dość tu uboga w składniki, a i opady deszczu są tu rzadkością — dodała Dimona, poprawiając swoje włosy. — Wiesz, że palmy potrzebują stu litrów wody dziennie? Nic dziwnego, że są co najmniej o jedną trzecią mniejsze od tych rosnących w naszych miastach, gdzie nawadnianie jest sztuczne. Tuż przy wyjściu z bramy stał mały żółty domek, do którego weszli. W kamiennym stropie mimo upływu tylu tysiącleci nie było żadnej szczeliny. Budowla była solidna. Zarówno Mezozaur, i Dimona chcieli dokładnie obejrzeć budyneczek, ale Fermion wpatrywał się w nich wyczekująco. jak — Co, nie rozejrzysz się? — spytał Mezozaur. — Chodź, pokażę ci miejscowe osobliwości. — No, dobrze, prowadź — zgodził się, ale nie ukrywał zniecierpliwienia. — Co? Kolorek domku nie odpowiada? — dodała Dimona. Usłyszeli jakiś nieprzyjemny hałas, aż się wzdrygnęli. — Co to? — szepnął wystraszony Fermion. — Pewnie wiatr. Idziemy — zakomenderowała Dimona. — Ale grzeje. Jak tylko dotrę do samochodu, to włączę klimatyzację na maksimum — wysapał Fermion, stojąc wyprostowany, wpatrzony w ruinę muru. Ruszyli na południe, na porośnięty gigantycznymi kaktusami pagórek, który wyglądał niczym skalista wyspa pośród czerwieni piasku pustyni. Tam w cieniu kłujących roślin, spożywają posiłek. Potem obchodzą tę swoistą wyspę, skacząc ze skały na skałę pośród wielkich kaktusów. Widoki z wyspy rozpościerały się w każdym kierunku przepiękne. Ciemnożółte skały i kaktusy kontrastowały z czerwienią pustyni. Na koniec zabawa przeniosła się do solnego jeziora, położonego w centrum kaktusowego lasu. — To właśnie chciałem wam pokazać — rzekł Fermion, unosząc się na mocno zasolonej wodzie o dużej wyporności, przypominając nadmuchany materac i sącząc przez słomkę pomarańczowy sok. — Wiecie, co ja myślę o tym całym kanale? To wszystko jest pokazówka Procjona i ich zastępców przed trylobitami — rzekł Mezozaur. — Pewnie po ukończeniu zaprosi króla trylobitów, aby się przechwalać, co czego też technika pięćdziesiątego ósmego wieku nie potrafi — dodała Dimona, wychodząc z wody. — Procjon myśli, że jeśli jest najstarszym z nas, to wszystkie rozumy pozjadał — dopowiedział swoje Fermion. — Heheheh… wszystkie encyklopedie zjadł — zaśmiał się Mezozaur. — Musimy dokładnie zbadać ruiny tego miasta, by poznać i odkryć tajemnice tam ukryte — stwierdził tajemniczo Mezozaur. — Jasne. Tylko proszę, nie w takie upały — sapnął Fermion. Kiedy opuszczali miasto, Mezozaur zabrał ze sobą z ruin kawałek glinianego fryzu. **** Trwająca dwa lata budowa kanału została wreszcie zakończona. Pochłonęła trzydzieści robotów, pięćdziesiąt cztery hekseny i osiem trokserów. W zaporze zachodniej kepusie dokonały wyłomu i połączenie oceanu oraz morza stało się faktem. Uroczystościom nie było końca. Kanał skracał poważnie drogę z dalekiego wschodu na daleki i południowy zachód. Kanał Brassenowy jest wielkim krokiem dla zagospodarowania Weny przez kepusie.  
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kepusie. Tom II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: