Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00279 004460 13086852 na godz. na dobę w sumie
Kino „Szpak” - ebook/pdf
Kino „Szpak” - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Biblioteka Analiz Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62948-25-3 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Każdy z nas miał swoją klasę, swoje liceum, swoje kino. Swoją niepowtarzalną młodość. Tęsknimy do nich, choć w gruncie rzeczy nie bardzo wiemy, do czego. Kino Szpak”  to opowieść o minionym czasie, szkolnych przyjaźniach, pierwszych miłościach, bójkach na przerwach, wagarach, młodości, zaufaniu i zagubieniu. Jest podróżą sentymentalną dojrzałego mężczyzny do szkolnych przygód z podwarszawskiej Falenicy. To pełen ciepła i nostalgii zbiór historii o potędze przyjaźni.

Powieść klamrowo zamyka współczesna wędrówka dwu przyjaciół zatartymi śladami młodości sprzed trzydziestu paru lat. Autor opisuje świat wspomnień takim, jakim był. Trochę śmieszny, a trochę groźny. Podszyty absurdem. Zniewolony. Zaczarowany przez pamięć, która wszystko zmienia na lepsze. Kino „Szpak” już nie istnieje. Ale przewracając kartki książki, można jeszcze obejrzeć jakiś zapomniany, wyblakły, nieznośnie wzruszający film.

Książka ukazuje się z ważnego powodu. Jej bohaterowie mają rzeczywiste pierwowzory. Jeden z nich, Zientek, jest dziś poważnie chory. Zysk z książki przeznaczony zostanie właśnie dla niego.


Kino „Szpak” to książka niejednokrotnie cierpka, ironiczna, zjadliwa, zasadniczo jednak dowcipnie-smutna, oparta na łagodnych sprzecznościach: na sentymentalnej rozkoszy, urokliwym smutku. Jej forma opiera się na komicznej heroizacji doświadczeń zwyczajnych. Śmieszność tym razem uzyskał autor dzięki skonstruowaniu młodocianej wersji Szwejka - bohatera, który opanował sztukę ocalania normalności: to ona pomaga mu wypracować dystans wobec państwa, ratuje go przed indoktrynacją ideologiczną. Bohater jest na permenentnych wagarach, które okazują się prawdziwą szkołą życia.
Przemysław Czapliński

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Kino „Szpak” Marek Ławrynowicz Kino „Szpak” Jirafa Roja Warszawa 2008 © Copyright by Marek Ławrynowicz, 2008 © Copyright by Jirafa Roja, 2008 Redakcja: Zdjęcia na okładce: Zdjęcie autora: Projekt okładki, łamanie: Łukasz Gołębiewski Honorata Kawecka | Dreamstime.com Ana Sousa | Dreamstime.com Agnieszka Herman Tatsu tatsu@tatsu.pl ISBN 978-83-62948-25-3 www.jirafaroja.pl Wydanie II zmienione Warszawa 2008 Spis treści Kino „Szpak” 9 Uciekinierzy Stary Borówa 13 Rysiek 21 Wiśnia 27 Tiutaj 36 Kazio Francuz 44 Stara Poldka 49 Ślepy Dziadek 62 Raj 67 Władcy Mielony 75 Fryś 84 Prostak 89 Wiesław 96 Pałac Mostowskich 102 Wilk 111 Kres 115 Dziewczyny Narzeczona Ziantka 121 Ewka 129 Zbójna Góra 136 Maria 141 Happy Endy Solo 145 Strych 148 Stary Borówa odjeżdża 150 Epilog 153 mojej żonie Kasi Józkowi Kurylakowi oraz Poldkowi Ziantkowi Borówie i Szpuntowi KINO „SZPAK” Stoimy z Józefem w kinie „Szpak”. On w kasie biletowej, ja, w trzecim albo czwartym rzędzie. Józef drepcze po kasie, jakby szukał kogoś, kto mu sprzeda bilet. Ale kasy już nie ma, ani ekranu, ani rzędów skrzypiących krzeseł, rozpadła się kabina projekcyjna, zbutwiały witryny, w których wieszano kiedyś plakaty. Stoimy na gruzach, wśród pokrzyw i kępek wyleniałej trawy. Z zewnątrz kino jeszcze istnieje, jest mur, drzwi prowa- dzące do holu, choć po klamce pozostał tylko poszarpany otwór. Po tej stronie rumowisko. Pokazuję Józefowi, gdzie zwykle sie- działem; gdzie Bumcek, gdzie Borówa. Rozwieram ramiona, by mu uzmysłowić, jak duży był panoramiczny ekran. Prowadzę w kąt poczekalni, gdzie dyskretnie pijano tanie wino zwane jabolem. Ale Józef ma własne sprawy w moim kinie. Wraca do kasy. Podejrzewam, że gdy mu powiedziałem, dokąd jedziemy, coś sobie wymyślił i właśnie kasa biletowa jest mu do tego po- trzebna. Józef jest poetą i zawsze szuka tego, co innych ludzi zupełnie nie obchodzi. Pewnie ukryty za szczątkami okienka ogląda film, którego nie chce mi pokazać, ale nie dbam o to, bo ja oglądam mój tu na widowni, stojąc dokładnie na miejscu dziesiątego krzesła w trzecim rzędzie i mając po lewej stronie Borówę, a po prawej Ziantka. W domu za rumowiskiem otwarło się niespodziewanie ma- łe okienko i ukazała się w nim twarz chudego staruszka. Przy- gląda się nam natarczywie, pewien, że jesteśmy tu ze względu na niego, przeciwko niemu, jakieś grube chcemy mu zrobić świństwo, więc staruszek daje nam do zrozumienia, że nas 9 przejrzał i żebyśmy sobie nie myśleli, że nam się uda. Jeśli przyszliśmy tu na rumowisko, będące kiedyś kinem „Szpak”, po jego długo zbierane oszczędności, to musimy wiedzieć, że on ma liczych sąsiadów, także staruszków, i że wszyscy będą bronić swych oszczędności do ostatniej kropli krwi. Powinie- nem pójść do niego i powiedzieć, że nie mamy złych zamia- rów, że Józef jest poetą i nigdy nie robi krzywdy staruszkom, że jesteśmy obaj w podróży sentymentalnej, która nie chce się skończyć. Jeździmy moim starym samochodem i szukamy nie- gdysiejszych śniegów. Chodzimy po istniejących kiedyś ulicach i wypytujemy ludzi, czy kogoś kiedyś nie znali, czy nie widzieli pani takiej a takiej, albo pana, a oni nigdy nic nie pamiętają, patrzą na nas zdziwieni, podejrzewając — jak ten staruszek — że chcemy im zrobić coś złego. Powinienem też wyjaśnić, że tak naprawdę nie szukamy żadnych kobiet i mężczyzn, tylko samych siebie, bo zgubiliśmy się sobie po drodze, nawet nie zauważając kiedy, i wydaje nam się, że to nasze zgubione ja mieszka tam w minionym czasie i gdyby odnaleźć ten czas i ono odnalazłoby się cudownym sposobem. Ale czas, przecież minął, nie ma go i nie będzie, są tylko ruiny kina „Szpak” i wi- szące na skrawku muru okienko kasy biletowej. Nie ma niko- go, kto sprzedałby Józefowi bilet na film, który sobie wymyślił. Nic nie ma, oprócz staruszków, którzy nie pamiętają nikogo i niczego. I jest jeszcze nasza podróż sentymentalna — rdza na samochodzie, drogi, stacje benzynowe, fragmenty murów, pokrzywy, nerwowo biegające pająki. Jeśli nawet istnieje ten film, który Józef sobie wymyślił, to i tak nie ma i nie będzie już nigdy kina, które mogłoby go wyświetlić. I nas też nie bę- dzie, bo przecież nie znaleźliśmy siebie wśród pokrzyw i sta- cji benzynowych, przeminęliśmy na zawsze. Nie ma podróży sentymentalnych, są tylko wyprawy donikąd. UCIEKINIERZY STARY BORÓWA Po pierwsze, musisz wiedzieć, Józefie, że na ulicy Margerytki słońce wschodziło nad dachem Borówy, a zachodziło za dach Szpunta Dzięki temu byliśmy zawsze w środku dnia Boró- wa rzucał długi cień, ja krótki Czasem dołączał cień Poldka Czasem Ziantka Czasem nikomu nie chciało się iść i słońce panowało bez przeszkód nad ulicą Kim wtedy byłem? Argonautą, Ikarem czy zwykłym chło- pakiem z Falenicy, jak moi kumple? Czy myśmy wtedy czegoś pragnęli, za czymkolwiek tęsknili, czy tylko przesuwaliśmy się wraz ze słońcem od Borówy do Szpunta, zgodnie z po- rządkiem świata? Nie pamiętam Wiem, że o świcie pierwsze światło zapalało się w oknie starego Borówy, a w chwilę później w ciszy rozlegał się do- niosły, cerkiewny chór Zapalało się światło w oknie Borówo- wej, słychać było wrzask, zaciekłe jazgotanie, trzask drzwi — i chór milkł gwałtownie Wtedy zapalały się światła w następ- nych oknach, jedno po drugim, aż do końca ulicy Rodzice mojego kumpla Borówy byli, Józefie, najdziwniej- szym małżeństwem na świecie Łączyło ich tylko jedno — obo- je mieli po sto dziewięćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu Stary Borówa był chudy jak patyczek, gdy szedł ulicą Mar- gerytki w wietrzny dzień, pochylał się komicznie na boki, a czasem chwytał się latarni i odpoczywał Głowa opada- ła mu nieustannie na ramię, robił wrażenie zawstydzonego swoim wzrostem, zapewne zrobiłby wiele, żeby się zmniej- szyć i zniknąć z oczu 13 Jedyne, za co mieszkańcy ulicy Margerytki cenili stare- go Borówę, to motocykl marki „Junak”, którym odjeżdżał od czasu do czasu, kurczowo trzymając się kierownicy Nie do uwierzenia, że stary, nieśmiały Borówa zakochał się kiedyś w Borówowej i spłodził z nią Borówę Teraz kochał tylko chóry cerkiewne Pudełka z taśmami wypełniały cały jego pokój, do każdego była przyklejona kar- teczka z dokładnym opisem Stary Borówa mógł mówić godzi- nami o chórach cerkiewnych, ale nikt go, Józefie, nie chciał słuchać Siedział więc biedak w domu i sam sobie opowiadał o chórach, cerkiewnej architekturze, popach, popadiach, dia- konach Mówił szeptem, tak że trudno było rozróżnić słowa Wyglądało to na zaklinanie, zamawianie Cała ulica współ- czuła staremu Borówie Było też komu zazdrościć, bo w pół drogi między Borówą a Szpuntem mieszkał mistrz szabli Pawłowski, za którym biegliśmy nieraz, gdy sunął ulicą swym eleganckim, deli- katnie szumiącym mercedesem Tak to sąsiadowały ze sobą upadek i sukces Borówowa… Gdybyś, Józefie, jak ja mógł w młodości wi- dzieć Borówową, być może nie byłbyś teraz poetą, tylko po- dróżnikiem, wędrowcem, uciekinierem Nie dość, że miała sto dziewięćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, ale była gru- ba, masywna, monstrualna Gdy szła na swych klocowatych nogach, ziemia drżała Borówowa była salową w szpitalu Przemienienia Pańskie- go i codziennie przejeżdżając tramwajem obok praskiej cer- kwi, publicznie wygrażała jej pięścią Była przekonana, że w prawosławych chórach ukrywa się diabeł sprzymierzony ze starym Borówą Dlatego obwiesiła ściany swojego pokoju różnej wielkości krucyfiksami Dzie- siątki cierpiących Chrystusów patrzyło na siedzącą na łóżku Borówową, która jeszcze niepewna swego, głośno odmawia- ła różaniec 14 Ale i to nie zapewniło jej spokoju, bo za ścianą cichutko, ale nad podziw konsekwentnie śpiewał chór, a gdy milkł, dobiegał stamtąd dokuczliwy szept Borówowa dostawała hi- sterii, pędziła do pokoju męża, wrzeszczała i waliła pięścią w magnetofon Stary Borówa zmykał z domu na piechotę albo motocyklem marki „Junak”, jeśli mu się bardziej spieszyło Zawsze biegłem wtedy do płotu, żeby powiedzieć staremu Borówie „dzień dobry” i w ten sposób dodać mu otuchy W końcu Borówowa nie wytrzymała i poszła do probosz- cza Nasz proboszcz, Józefie, był księdzem starej daty i nie od- pychał od siebie żadnej istoty ludzkiej Poznał natychmiast Borówową, której ogromna postać górowała w kościele nad tłumem wiernych, i widząc ją z bliska mimo woli zadrżał Jednak przekonany, że to sam Stwórca wystawia go w ten sposób na próbę, spytał dobrotliwie, jak prawdziwy pasterz pytać powinien: — Co cię do mnie sprowadza, dobra kobieto? Słysząc słowa „dobra kobieto”, Borówowa wydała z siebie krótki ryk, a następnie siadła gwałtownie na zabytkowym krześle, które zatrzeszczało z przerażenia — A zatem — kontynuował proboszcz, nie dając się zbić z pantałyku — co cię do mnie sprowadza, dobra kobieto? — Mąż! — powiedziała Borówowa i już miała opaść na kolana, ale zrezygnowała Proboszcz westchnął pobożnie — Pije? — spytał ze zrozumieniem — A gdzie tam, księże proboszczu! Najwyżej oranżadę — Bi… — zaczął proboszcz i urwał, bo uświadomił so- bie, że trudno byłoby znaleźć mężczyznę, który mógłby bijać Borówową, więc zamiast tego spytał: — Męczy? — Oj, męczy, kochany księże proboszczu, męczy strasz- nie, tak męczy… — A w jaki sposób? 15 — Chórem męczy! Chórem! O popie przeklęty! Proboszcz pomyślał, że Borówowa cierpi na rodzaj szału religijnego Niestety nie było w pobliżu nikogo, kto mógłby mu przyjść z pomocą Zapytał więc jak najdelikatniej: — A jakże ono męczenie wygląda, dobra kobieto? — On ma magnetofon, proszę księdza — Rozumiem — rzekł proboszcz, ale nie rozumiał — I taśmy ma do tego magnetofonu, a na taśmach są sa- me chóry cerkiewne Chóry śpiewają, a on mamrocze pod nosem W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego… I Borówowa z hukiem padła na kolana — Wstań, moja córko, i odejdź w pokoju — rzekł ksiądz, nie próbując jednak podnosić Borówowej za ramiona A ona jakby tego nie słyszała Rozszlochała się, biła się w pierś, żegnała, w końcu wydobyła różaniec i zaczęła go krzykliwie odmawiać Proboszcz patrzył na Borówową z wielkim niesmakiem — Ja tu mam interesantów, dobra kobieto — rzekł w koń- cu — Odejdź w pokoju, powiadam ci! Borówowa zerwała się z klęczek i wkroczyła wprost do sypialni proboszcza Dopiero po długich tłumaczeniach, że „odejdź w pokoju” nie znaczy „idź do pokoju”, udało się wy- pchnąć Borówową na korytarz Jeszcze dwie godziny siedziała tam i pochlipywała, aż wreszcie, gdy proboszcz poprzysiągł jej na krucyfiksie, że zrobi ze starym Borówą porządek, poszła sobie Pędziła ulicą Margerytki, wiatr rozwiewał jej włosy, co pewien czas stawała, unosiła w górę swoją ogromną pięść i groziła nią komuś Już z daleka słyszała cerkiewny chór, który wyśpiewywał radośnie, ciesząc się z rzadkiej chwili spokoju Proboszcz długo myślał, jak zaradzić nieszczęściu Boró- wowej Są na świecie większe grzechy niż słuchanie chórów cerkiewnych Z drugiej strony, gdyby zdołał namówić jej mę- 16 ża, by słuchał na przykład chórów gregoriańskich… W tej in- tencji wybrał się pewnego dnia do starego Borówy Miłośnik chórów cerkiewnych ani myślał, że go spotka ta- ki zaszczyt Siedział w swoim pokoju, ubrany w żółty, nieco już podarty szlafrok Na magnetofonie wirowała szpula z ta- śmą, anielskie pienia ulatywały ku sufitowi, a towarzyszył im cichy brzęk wiszącej nad Borówą gołej żarówki — Czy można, synu? — spytał kulturalnie proboszcz, wsuwając głowę przez drzwi Stary Borówa zerwał się z krzesła i gorączkowo zaczął okrywać szlafrokiem chude golenie — Najmocniej przepraszam… — wymamrotał — Jestem nie ubrany… — Nie szkodzi, synu — rzekł proboszcz, wkraczając do pokoju — Pierwsi rodzice też nie mieli stosownego odzienia, a mimo to póki szatan nie wmieszał się do sprawy, Pan nasz znajdował w nich upodobanie Stary Borówa nie rozumiał, w czym proboszcz znalazł upodobanie Przycupnął na brzeżku krzesła i czekał, co bę- dzie dalej Ksiądz siadł w fotelu i zaczął rozglądać się po pokoju — Słuchasz, widzę — powiedział po dłuższej przerwie — Za pozwoleniem księdza proboszcza — rzekł stary Bo- rówa, który uważał, że należy wyrażać się precyzyjnie — For- ma „słuchasz, widzę”, nie jest trafna, bo słuchania nie widać Należałoby raczej spytać: „słuchasz, słyszę” — Coś w tym jest, mój synu — zgodził się proboszcz — Dziękuję, że zwróciłeś mi na to uwagę… A zatem słuchasz, słyszę? — Słucham, księże proboszczu — I słusznie, albowiem powiedziane jest: kto ma uszy, niechaj słucha I cóż takiego słyszysz? — Królestwo Niebieskie, księże proboszczu Jakbym już tam był 17
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kino „Szpak”
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: