Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00131 005549 15386127 na godz. na dobę w sumie
Klinika Małych Zwierząt w Leśnej Górce - ebook/pdf
Klinika Małych Zwierząt w Leśnej Górce - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 97
Wydawca: Wydawnictwo BIS Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7551-283-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> bajki
Porównaj ceny (książka, ebook (-42%), audiobook).

Zapraszamy do Kliniki Małych Zwierząt w Leśnej Górce. Prowadzą ją małe zwierzęta: profesor Borsuk i jego biały personel - doktor Łasiczka, Suseł, siostry Wiewiórki, sanitariusz Ryś i wiele innych ważnych postaci. Opowiadania o lekarzach i ich pacjentach, o radościach, smutkach, niezwykłych przygodach i sukcesach  medycznych wykształconych specjalistów o miłych pyszczkach, miękkich futerkach i barwnych piórkach.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział 1 Co wi dział Su seł Wy star czy roz grze bać za tka ne su chą tra wą wyj ście z no ry, wy sta wić pysz czek z ru chli wym no skiem i po - wą chać wiatr. Tak! To już! Wła śnie dzi - siaj Zi ma wy pu ści ła zie mię z lo do we go uści sku. Mo że jed nak je steś nie zbyt pew nym sie bie Zwie rząt kiem? Zrób więc ta ką pró bę: wyjdź z no ry na po łu dnio wą gdzie nie ma już śnie - go wych łat. Za cznij grze bać pra wą przed nią stro nę, 5 ła pą w zie mi. Je śli po wierzch nia jest błot ni sta, do łącz te - raz le wą przed nią ła pę i kop da lej. Gdy zro bisz już spo - rą ja mę i nie na tkniesz się na zmar z nię tą zie mię, mo żesz mieć pew ność, że przy szła Wio sna! Od bij się z czte - rech łap do gó ry, za piszcz lub za szcze kaj, puść się sza - lo nym bie giem wo kół naj bliż sze go drze wa, a póź niej wpad nij do no ry i za wo łaj ca łą ro dzi nę. W ta kim dniu do brze mieć obok ko goś bli skie go i ko cha ne go. – Wsta waj cie! Już czas! Przy szła Wio sna! – pisz - czał naj młod szy Su seł, bo to wła śnie on był tym Zwie - rząt kiem, któ re pierw sze wy szło na ze wnątrz. – Tak, tak, tak... już, już... – za mru czał ta tuś Su seł i prze krę cił się na dru gi bok. – Umyj łap ki, ko cha nie, ja wła śnie... – sap nę ła ma - ma Su seł i pod nio sła gło wę, któ ra wol niut ko za czę ła z po wro tem opa dać na po sła nie. 6 Tak sa mo by ło w le go wi sku ro dzeń stwa, ty le że groź niej, bo naj star szy brat na pró by pod no sze nia mu po wiek prych nął i wy szcze rzył zę by. – To nie, bez ła ski! – pi snął Ma ły i wy biegł z no ry. Wró cił ko ło po łu dnia, ubło co ny, zzia ja ny, spo co ny, nie do koń ca szczę śli wy, bo to tyl ko pół ra do ści wi tać Wio snę sa me mu – i zno wu za snął. 7 Na stęp ne go dnia w Dzię glo wej Gór ce u prze - bu dzo nej już ro dzi ny Su słów by ło tro chę ner - wo wo i nie spo koj nie. Naj młod szy le żał na swo im po sła niu, miał za mknię te ślep ka, su chy, go rą cy no sek, ka słał i świsz czą co od dy chał. – Wy da je mi się, że wy cho dził z no ry, bo ma za schnię te bło to na łap kach – po - wie dzia ła za nie po ko jo na pa ni Su seł. – Ra czej na pew no – sap nął pan Su seł. – Wej ście jest roz grze ba ne. Te raz ro zu - miem, dla cze go by ło mi tak zim no. – Tu po trze ba le ka rza – zde cy do wa ła ma ma. – Po bie gnij do Kli ni ki i za wia dom pa - na Żbi ka z Po go to wia – po wie dzia ła do naj star - sze go sy na. – Dla cze go za wsze ja?! – za skam lał. – A oni nie mo gą? – Za wsze Naj star szy opie ku je się Naj młod szym, znasz za sa dy, praw da? – Po gła ska ła go po łeb ku. – No do bra... idę... – za stę kał, wsta jąc. Szedł w stro nę wyj ścia, po włó cząc ła pa mi. – I uczesz się, jak wy cho dzisz z no ry – za wo łał za nim pan Su seł. 10 – A ja lu bię, jak mi fu tro ster czy – za pisz czał naj - star szy i myk nął na łą kę. – Grrr... – wark nął ci cho pan Su seł. W Kli ni ce dok tor Ła sicz ka ba da ła Ma łe go. Zmie - rzy ła tem pe ra tu rę, osłu cha ła, zaj rza ła do gar dła, po le - ci ła zba da nie krwi i mo czu. – Za pa le nie oskrze li – oznaj mi ła zde ner wo wa nej pa ni Su sło wej, któ ra z có recz ką cze ka ła w ko ry ta rzu. – Pro szę się nie mar twić, za ty dzień wró ci do do mu. Do stał już zio ła na po tne i wy krztu śne. Idź cie te raz do nie go, bo tro chę się boi za pa chu szpi ta la. – Za dłu go bie ga łeś po le sie, Ma lut ki – po wie dzia - ła ma ma, sia da jąc przy łóż ku Su sła i głasz cząc go po pyszcz ku. – Po śnie zi mo wym wszy scy je ste śmy osła bie ni i wraż li wi na cho ro by, więc nie moż na prze - sa dzać z wę drów ka mi. – A jak nie bę dziesz słu chał ma my, to się za mie nisz w Ry bę, zo ba czysz – za traj ko ta ła sio strzycz ka. – Już masz za pa le nie skrze li. Ma ły Ry ba, Ma ły Ry ba! 11 – Prze stań – fuk nę ła ma ma. – To oskrze la, nie skrze la. Ta kie ma łe ru recz ki, któ re do pro wa dza ją po - wie trze do płuc – po wie dzia ła pa ni Su sło wa, bo wła ś- ci wie za wsze wszyst ko wie dzia ła. W Kli ni ce naj młod szy Su seł spał ci chut ko. W łap - ce trzy mał wio sen ny pre zent, pi łecz kę z mło dych ko - rzon ków pra wo śla zu skle jo nych sy ro pem klo no wym. Naj wspa nial sze by ło to, że kie dy znu dzi się za ba wa pi łecz ką, to bę dzie moż na ją zjeść. Su seł spał, śni ła mu się ba jecz ka, któ rą opo wie dzia ła mu przed chwi lą ma ma. Ba jecz ka o Mio do wym Słon ku. Rozdział 2 Ka ta stro fa w ga bi ne cie za bie go wym – Pro szę za szyć ra nę, pa nie dok to rze – po wie dział pro fe sor Bor suk, or dy na tor kli ni ki, do sta ży sty. Ten mło dy le karz asy sto wał dziś po raz pierw szy przy za - bie gu skła da nia zła ma ne go skrzy dła. – No i po wszyst kim, pa nie Wro na. – Pro fe sor mru gnął po ro zu mie waw czo do za tro ska ne go i bar dziej sza re go niż za zwy czaj ta tu sia ma łe go Wro niąt ka. Ma - lec nie przy tom nie przy my kał oczy, bu dząc się po znie - czu le niu. – Na dru gi raz niech pan po wie syn ko wi, że nie moż na się huś tać na ser cu dzwo nu, kie dy za czy na się ko ły sać. Wia do mo, że w któ rymś mo men cie ude rzy się w twar dy me tal. Tak, syn ku? – Po gła skał po łeb ku 13 ma łe go Pta ka, któ ry z prze ra że niem pa - trzył na skrzy dło zra nio ne w cza sie za ba wy. – Więc ja ki przy pa dek tu taj mie li śmy, dok - to rze? – zwró cił się pro fe sor do sta ży sty ner - wo wo prze bie ra ją ce go łap ka mi. – Otwar te zła ma nie ko ści pro - mie nio wej skrzy dła le we go – pa d- ła szyb ka od po wiedź. Wzrok sta ży sty w na pię ciu spo czął na pyszcz ku pro fe so ra, po si wia łym od wie lo let niej pra cy w Le śnej Służ bie Zdro wia. – Tak jest, pa nie ko le go, te raz pro szę jesz cze usztyw nić koń czy nę i niech pan tu taj tro chę ogar nie, bo na ro bi li śmy ba ła ga nu. Tak, tak, dzwon ni ce na pew no są przy tul ne, ale kie dy za czy na ją bić dzwo ny, wy fru waj stam tąd z ca łą ro - dzi ną. To nie po ra na za ba wy w cho - wa ne go, tak, syn ku? A jak masz na imię, ma ły? 14 – Wro niąt ko – za pisz cza ło skrze kli wie Wro niąt ko, wal cząc z tro chę jesz cze bez wład nym ję zy kiem. – Po wi nie nem był się do my ślić – za mru czał do sie - bie pro fe sor Bor suk, na dmu chu jąc ścią gnię tą z ła py gu - mo wą rę ka wicz kę i wrę cza jąc ją ma łe mu pa cjen to wi. – Au uu!!!! – pi snął na gle i wy sko czył w gó rę dok - tor Su seł. Pra cu ją cy na licz nych dy żu rach, uczą cy się po no - cach, wiecz nie zmę czo ny, wła śnie za snął na sie dzą co, kie dy je go jed na łap ka nio sła igłę do pu deł ka, a dru - ga aku rat to pu deł ko trzy ma ła. Igła wbi ła się w pa lec. I tu na stą pi ła ka ta stro fa. Dok tor Su seł upu ścił pu deł - ko na słój z ga zi ka mi i wa ci ka mi. Słój gruch nął na bia - łe ka fel ki i roz trza skał się w drob ne ka wał ki, a wa ci ki jak ma łe kul ki śnie gu wzbi ły się wysoko i mięk ko opa dły na po sadz kę. Prze stra szo ny Su seł pod sko czył i tyl ną ła pą kop nął w szkla ną pół kę z rów niut ko uło żo ny mi na - rzę dzia mi do za bie gów. Na rzę dzia przez chwi lę le cia - ły w po wie trzu, cią gle jesz cze rów no uło żo ne. Te raz i one uderzyły w pod ło gę, a nie któ re z nich od bi ja ły się jesz cze od po sadz ki, prze raź li wie dźwię cząc. W ci szy, 16 ja ka póź niej za pa dła, sły chać by ło tyl ko mru cze nie sprę żar ki w ga bi ne cie den ty stycz nym. Dok tor Su seł za marł z za ci śnię ty mi po wie ka mi, z bo lą cym pal cem w pyszcz ku i za wi słą w po wie trzu tyl ną ła pą. Pro fe sor Bor suk stał z otwar tym ze zdu - mie nia pyszcz kiem, a pan Wro na, też z otwar tym dzio bem, za sła niał skrzy dłem le żą ce go na ko zet ce syn - ka, któ ry wy glą dał zza piór oj ca ogrom ny mi ocza mi. Pan Su seł wol niut ko opu ścił ła pę na pod ło gę. – Tak, no cóż... – po wie dział pro fe sor Bor suk. Pod niósł z pod ło gi je den wa cik, przyj rzał mu się z uwa gą i de li kat nie po ło żył na biur ko. Otwo rzy ły się drzwi i do ga bi ne tu we szła pa ni Ła sicz ka, dok tor pe - dia tra, ulu bie ni ca wszyst kich ma lu chów z La su, Łą ki i Po la. – Co tu się dzie je?! – wy szep ta ła, roz glą da jąc się wko ło. – Ukłu łem się w pa lec... – płacz li wie za skam lał Su - seł, wy cią ga jąc do niej łap kę. – Już te raz wiem, że to bo li, kie dy się ro bi za strzyk, a ja za wsze mó wi łem dzie - ciom, że to nie bo li, że to tak, jak by Musz ka ugry zła – pra wie szlo cha jąc, ża lił się dok tor Su seł. – No, cho ciaż ty le do bre go, że te raz bę dzie pan pa - mię tał – prych nę ła pa ni Ła sicz ka. – Trze ba uprze - dzać dzie ci, że to tro chę bo li, ale że krót ko, więc niech 19 pan nie prze sa dza. Dzie ci po pro stu nie lu bią, kie dy się je oszu ku je. No, a jak tam nasz ma ły pa cjent? – Uśmie cha jąc się, po pa trzy ła na Wro niąt ko. – Prze - stra szy łeś się, ma lut ki? Wro niąt ko mia ło cią gle sze ro ko otwar te oczy i wciąż roz dzia wio ny dzio bek. Po pa trzy ło na dok tor Ła sicz - kę, na dok to ra Su sła, na ta tę i wrza snę ło wy so kim, prze ni kli wym gło si kiem: – Ja chcę jesz cze raz! Ta ta, niech on to zro bi! Ja chcę jesz cze du że bumm! Rozdział 3 Bi twa o żo łę dzie Był sło necz ny, wio sen ny dzień. Rozgrzana zie mia pach nia ła tak moc no i pięk nie, że wszyst kim zwie rząt - kom od sa me go ra na ru sza ły się no ski. Dok tor Ła sicz - ka sie dzia ła przy biur ku w ga bi ne cie i prze glą da ła kar ty cho rób swo ich pod opiecz nych. Każ da z nich opa trzo na by ła fo to gra fią ma łe go pa cjen ta. W kli ni ce zmie nio no przy kry zwy czaj okre śla nia pa cjen tów na - zwą przy pa dło ści, na ja ką cier pie li. Na przy kład, już nie mó wi ło się: „Sio stro, pro szę za nieść le ki Żo łąd - ko wi spod ósem ki”. Co raz czę ściej sły sza ło się roz mo - wy w ro dza ju: „Wi dzę, że ma ła Nor ni ca Szur ka czu je się le piej!”. Wszyst ko to oka za ło się po moc ne zwłasz - 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Klinika Małych Zwierząt w Leśnej Górce
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: