Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00368 005692 13430913 na godz. na dobę w sumie
Kobieta w masce - ebook/pdf
Kobieta w masce - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323876175 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Lia d’Angeli, światowej sławy skrzypaczka, na balu maskowym w Paryżu poznaje bardzo przystojnego biznesmena, Setha Talbota. Spędzają wspólnie niezapomniane chwile w hotelu, lecz Lia nie chce zdradzić Sethowi prawdziwego nazwiska ani pokazać twarzy pod maską. Rano znika bez słowa. Seth postanawia ją odnaleźć za wszelką cenę, choćby miał jej szukać po całym świecie...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Sandra Field Kobieta w masce Tłumaczyła Małgorzata Fabianowska Droga Czytelniczko! Witam serdecznie w maju. Wiosna w pełni, więc na pewno planujesz jakiś wyjazd na weekend. Moz˙e weźmiesz ze sobą jedną z ksiąz˙ek z serii Światowe Z˙ycie? Oto pełna oferta: Powrót do Grecji – opowieść o niespełnionej miłości, która odradza się po latach... Kobieta w masce – historia uczucia, które połączyło Lię i Setha na balu maskowym w Paryz˙u... Miodowy miesiąc w Paryz˙u i Z˙ycie jak teatr (Światowe Z˙ycie Duo) – dwie historie o miłości i... duz˙ych pieniądzach. Zapraszam do lektury Małgorzata Pogoda Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Sandra Field Kobieta w masce Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: His One-Night Mistress Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Harlequin Presents, 2005 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Helena Burska Korekta: Zofia Firek ã 2005 by Sandra Field ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5013-7 Indeks 389994 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 65 ROZDZIAŁ PIERWSZY Olśniewająco. Oszałamiająco. Magnifique! Amelia d’Angeli ruszyła w drugi koniec obszer- nego hotelowego foyer. Bogato złocone lustra, się- gające sufitu, ukazywały scenerię z˙ywo przypomi- nającą jedną z hulanek na dworze Ludwika XVI. Amelia ściskała w palcach gładki kartonik zapro- szenia, które wczoraj wręczył jej paryski przyjaciel Mathieu. – Bal maskowy – oznajmił z uroczym uśmie- chem. – Ja nie mogę pójść, malheureusement. Weź ze sobą jakiegoś miłego młodzieńca i jedz, pij, tańcz do woli. – Na jego twarzy pojawił się cień ironii. – Moz˙e nawet wylądujesz z nim w łóz˙ku, bo jesteś zbyt piękna jak na reputację zakonnicy, chérie. Amelia przyjęła komplement z rezerwą; skłon- ność tego kobieciarza do flirtu znana była we wszyst- kich dzielnicach Paryz˙a. Zamierzała natomiast sko- rzystać z części jego wskazówek. Najeść się, napić i wytańczyć. Na bal przyszła bez towarzystwa i tak tez˙ miała zamiar go opuścić. Jestem sama i całkowicie anonimowa, pomyślała z zadowoleniem. Sława była dla niej czymś nowym i nie do końca przyjemnym. Tego wieczoru nie była jednak Amelią d’Angeli, olśniewającą młodą 6 SANDRA FIELD skrzypaczką, która przebojem wdarła się do świata muzyki, zwycięz˙ając w odstępie sześciu miesięcy w dwóch prestiz˙owych konkursach. Zerknęła w naj- bliz˙sze lustro i się uśmiechnęła. Była tajemniczym, kuszącym motylem, fruwającym między partnera- mi, z których z˙aden nie był w stanie go usidlić. Jej kostium składał się z obcisłego, turkusowego kombinezonu, podkreślającego krągłość piersi i bioder oraz szczupłość talii i długich nóg. Na stopach miała ozdobne, turkusowe sandałki. Do ramion przypięła opalizujące szyfonowe skrzydeł- ka. Całości dopełniała niezwykła maska. Niczym hełm zakrywała jej wysokie kości policzkowe, uka- zując jedynie ciemne oczy. Burzę czarnych włosów utrzymywała w ryzach siateczka, zdobna w cekiny i pawie pióra. Amelia delikatnie rozprowadziła na policzkach, brodzie i szyi turkusowy podkład. War- gi pociągnęła lśniącą złotą szminką. Świetny kostium, pomyślała z zadowoleniem. Mogę w nim być, kimkolwiek zechcę. Nikt jej tu nie znał. Miała zamiar opuścić bal o północy, jak Kopciuszek. Omiotła wzrokiem tłum. Maria Antonina, garbus z Notre Dame, kardynał wart pędzla El Greca, ponętna tancerka z Moulin Rouge. Obcy, anonimowi. Podała portierowi numerowane zaproszenie. Ja- kiś męz˙czyzna szeptał mu coś do ucha; portier niecierpliwie machnął ręką w kierunku sali balowej i ledwo zerknąwszy na błyszczący kartonik, rzucił go za siebie na stolik. Amelia przeszła obok niego szybkim krokiem i zniknęła w tłumie. KOBIETA W MASCE 7 W sali balowej rozbrzmiewały dźwięki staroświec- kiego walca. Obite szafirową tkaniną ściany zdobiły lustra w bogato złoconych ramach, z sufitu zaś zwie- szały się lśniące kryształowe z˙yrandole. Przy prze- ciwległej ścianie stały długie stoły, przykryte nieska- zitelnie białymi obrusami, uginające się od wykwint- nych potraw. Kelnerzy w białych marynarkach roz- nosili na tacach kieliszki wina i szampana. I wtedy go zobaczyła. Męz˙czyzna opierał się o ścianę, obserwując kłę- biący się tłum. Rozbójnik w kapeluszu z szerokim rondem, wysokich butach i pelerynie, z czarną mas- ką zasłaniającą twarz. Z˙aden kostium nie potrafiłby ukryć wysokiego wzrostu, szerokich ramion czy otaczającej tego człowieka aury władczości i doskonałego opanowa- nia, które najwyraźniej uwaz˙ał za rzecz naturalną. Typ męz˙czyzny biorącego to, na co ma ochotę. Prawdziwy rozbójnik. Podobnie jak ona był sam. Gdy spojrzał na nią, poczuła ciarki na plecach. Znieruchomiał niczym drapiez˙nik na widok ofiary. Nawet za cenę z˙ycia nie zdołałaby się teraz poruszyć. Motyl przyszpilony do ściany, pomyślała w pani- ce; serce tłukło się jej w piersi jak oszalałe. Wiele razy w z˙yciu bywała przestraszona. Uczucie to było częścią jej dąz˙enia do doskonałości. Lecz tremę przed koncertem łagodziło przekonanie o posiada- nych umiejętnościach technicznych. Wiedziała, z˙e jak zwykle zdoła ją pokonać. 8 SANDRA FIELD Ten strach był inny. Poczuła się obnaz˙ona – tylko dlatego, z˙e jakiś nieznajomy obrzucił ją spojrze- niem! Męz˙czyzna, którego nigdy wcześniej nie wi- działa – tego była pewna – i nie musiała więcej oglądać. To śmieszne, pomyślała, zbierając całą odwagę, by stawić czoło nieoczekiwanej napaści. Napaści? Przeciez˙ ten człowiek nawet jej nie dotknął. Amelia przywołała najbliz˙szego kelnera, zdjęła z jego tacy kieliszek czerwonego wina i kpiącym gestem wzniosła toast w kierunku nieznajomego. Zamaszystym ruchem zdjął kapelusz i dwornie jej się skłonił, po czym wyprostował się i ruszył ku niej. Wtem usłyszała tuz˙ przy uchu męski głos, py- tający z silnym akcentem: – Voulez-vous danser avec moi, madame? Brytyjski z˙ołnierz z okresu wojen napoleońskich zasłonił jej rozbójnika. Amelia pośpiesznie odsta- wiła wino na najbliz˙szy stolik i odparła: – Tak, chętnie. – O, mówisz po angielsku – ucieszył się z˙ołnierz i otoczył ją ramieniem. Tańczył bardzo dobrze, za co była mu wdzięcz- na, i nie oczekiwał od niej konwersacji, co było jeszcze lepsze. Kątem oka dostrzegła rozbójnika w otoczeniu ponętnych chórzystek; wymknął się im, rzucając jakąś uwagę, a one zachichotały. Czu- jąc brak tchu, zapytała: – Chciałabym przyjrzeć się orkiestrze, czy mo- z˙emy przesunąć się w tamtą stronę? KOBIETA W MASCE 9 Z˙ołnierz posłusznie skierował się ku podium. Po skończonym walcu zabrzmiały dźwięki rumby. Do Amelii przysunął się klaun z purpurową krechą warg; automatycznie poddała się rytmowi, bezwied- nie trzepocząc lekkimi skrzydełkami. Wkrótce klauna zastąpił dystyngowany dz˙entelmen prosto z kart powieści Jane Austen. Gdy taniec się skończył, zza pleców starszego dz˙entelmena wychynął rozbójnik w rozwianej czar- nej pelerynie. Nerwy Amelii napięły się do granic moz˙liwości, choć od chwili, gdy go ujrzała, wie- działa, z˙e spotkanie jest nieuniknione. – Teraz moja kolej, jak sądzę – odezwał się miłym tonem, w którym pobrzmiewały jednak sta- lowe nuty. Amelia uśmiechnęła się do partnera, podzięko- wała mu i spojrzała na przeciwnika. Tak, właśnie przeciwnika, co do tego nie miała z˙adnych wątp- liwości. Mogła go zignorować, lecz zawsze grzeszyła dumą, a poza tym... czyz˙ wyzwania nie są po to, by się z nimi mierzyć? Zanim zdołała otworzyć usta, rzekł tym samym tonem: – Teraz moja kolej. Jeszcze zobaczymy. Unosząc nieco podbródek, oznajmiła z przesadną grzecznością: – Bardzo tu gorąco, nieprawdaz˙? Z przyjemnoś- cią napiłabym się szampana. – Jak masz na imię? – zapytał, jakby nie słyszał jej sugestii. 10 SANDRA FIELD – Subtelność nie jest chyba twoją zaletą – odpar- ła cierpko. – Nie lubię tracić czasu. – Więc moz˙e powinieneś znaleźć sobie inną partnerkę. – Nie sądzę – uciął. – Powiedz mi zatem swoje imię – rzuciła, spo- dziewając się, z˙e odmówi. – Nazywam się Seth Talbot. Jestem z Nowego Jorku. Ty tez˙ jesteś Amerykanką. Jej domem było maleńkie mieszkanko w Green- wich Village. – Urodziłam się w Szwajcarii, panie Talbot – rzekła chłodno. Wystudiowanym gestem przywołała kelnera, który podał jej kryształowy kieliszek szampana. Uniosła go do ust, czując, jak bąbelki łaskoczą jej nozdrza. – A więc bierzesz, co chcesz – powiedział mięk- ko Seth Talbot. – Czyz˙ moz˙na inaczej? – Nie w moim świecie. Cieszę się, z˙e się ro- zumiemy. – Nie moz˙esz mnie rozumieć. Przeciez˙ nie wiesz, czego chcę – wypaliła. – Od chwili, gdy na siebie spojrzeliśmy, chcieli- śmy tego samego. – Poniewaz˙ nie umiem czytać w myślach – rzu- ciła – moz˙e mi powiesz, co to jest? Chwycił ją za nadgarstek. Długie, szczupłe palce bez obrączki, dobrze utrzymane paznokcie. KOBIETA W MASCE 11 – Puść – powiedziała spokojnie. Uczynił to z niemal obraźliwą gwałtownością. Znów zabrzmiała muzyka. – Przeszkadzamy tu – powiedział, objął ją ra- mieniem i ruszył. Spowiły ją fałdy czarnej peleryny; ramię męz˙- czyzny spoczywało cięz˙ko na jej barkach i odczu- wała to jak zaz˙yłą pieszczotę. Mogła zaprotestować. Nawet krzyczeć. W zatłoczonej sali nie mógł zrobić nic bez jej zgody. Czy kiedykolwiek tak się czuła? Szła jak zahip- notyzowana. Serce biło powolnym rytmem, po ca- łym ciele rozchodziło się ciepło silnego, męskiego ramienia. Ujął jej dłoń i począł zmysłowo całować. Włosy miał gęste i jedwabiste. Zapragnęła rzucić kieliszek na podłogę i zatopić palce w niesfornych, złotawych falach, pogłaskać go po karku. Z wysił- kiem ścisnęła mocniej nóz˙kę kieliszka, jak gdyby ten gest miał ją utrzymać przy zdrowych zmysłach. Jego usta wciąz˙ jeszcze muskały wnętrze jej dłoni. Przymknęła oczy, by nic nie zakłócało zmys- łowych dreszczy, które wstrząsały jej ciałem. Gdzieś w trzewiach obudziło się bolesne pragnie- nie; przez kilka sekund poddała się mu, czując się bezcielesna jak motyl. Rozpościeram skrzydła w słońcu, pomyślała oszołomiona. Chłonę jego cie- pło, omdlewam w złocistych promieniach. Oz˙y- wam, po to przeciez˙ jestem... Daj spokój. Spójrz prawdzie w oczy. Dajesz się uwieść męz˙czyźnie, który mieszka w tym samym mieście, co ty. 12 SANDRA FIELD Wyrwała rękę, ochlapując szampanem błyszczą- ce sandałki. – Przestań! – rzuciła bez tchu. Podniósł głowę, nie wypuszczając z dłoni jej palców. – Wcale nie chcesz, z˙ebym przestał. Przyznaj się, z˙e tak jest. – Nic o tobie nie wiem! – Opuściliśmy tylko wstępne zabiegi, to wszyst- ko – rzekł stłumionym głosem. – Od razu przeszliś- my do sprawy. Serce szarpnęło się jej w piersi, gdy usłyszała ten ton. Zobaczyła, jak pulsuje mu szyja. – Ty tez˙ to czujesz – szepnęła mimo woli. – Od pierwszej chwili, gdy tylko cię ujrzałem – potwierdził. Czyz˙ o tym nie wiedziała? Czy nie dlatego uciek- ła na parkiet z pierwszym lepszym tancerzem? – Rozbójnik jest złodziejem, panie Talbot – rze- kła słabym głosem. – Jedynym celem motyla jest spółkowanie – od- parował bez mrugnięcia okiem. Oddychała cięz˙ko. – Złodziej bierze sobie, co chce, nie oglądając się na konsekwencje. – Jeśli pragniesz, bym cię wziął, raczej nie moz˙- na mnie nazwać złodziejem. – Och, przestań – rzuciła poirytowana – starasz się mnie skołować. – Moz˙liwe – zgodził się, i nagle się do niej uśmiechnął. KOBIETA W MASCE 13 Dobierała słowa z zimną precyzją. – Nie szukam partnera. To tylko zwykły kos- tium. Wcale nie świadczy o moim charakterze. Leniwie przesunął po niej spojrzeniem, wpat- rując się w nią z niezwykłą intensywnością, jak gdyby była naga. – A jednak wyglądasz bardzo prowokująco. To gra dla dwojga, pomyślała w przypływie gniewu. Spojrzała w dół. Wywinięte cholewki bu- tów z miękkiej skóry sięgały kolan, muskularne uda opinał błyszczący materiał spodni. Musnęła wzro- kiem elegancką śniez˙nobiałą koszulę z koronko- wym kołnierzem, opaloną szyję, szerokie ramiona. Zalała ją fala pierwotnego pragnienia, szokująca w swej intensywności. Czy kiedykolwiek w z˙yciu tak się czuła? Nie. Nigdy. Z godnym podziwu spokojem oznaj- miła: – Nie przebrałeś się za klauna z oślimi uszami i pobieloną twarzą, jak ten, z którym tańczyłam przed kilkoma minutami. Twój kostium tez˙ jest seksowny. – Nareszcie przyznałaś, z˙e jestem atrakcyjny. Widzę, z˙e posuwamy się do przodu. – Uśmiechnął się. – Nie bądź taki skromny. – Odwzajemniła uśmiech. – Przeciez˙ mam oczy. Kaz˙da kobieta uznałaby cię za atrakcyjnego. – Doprawdy zabawne, ale nie o to chodzi. – W jego głosie pojawiły się twarde nuty. – Dzieje się ze mną coś, czego nigdy dotąd nie doświadczyłem. 14 SANDRA FIELD Ani razu, patrząc na kobietę, nie czułem absolutnej pewności, z˙e muszę ją mieć. Przysięgam, z˙e to prawda. Dziwne, ale natychmiast mu uwierzyła. – Mnie tez˙ nic takiego dotąd nie spotkało – wy- jąkała. Rozbrajająco delikatnie pogłaskał ją palcem po policzku. – Dzięki za szczerość. – W takim razie będę szczera. Nie mam zwycza- ju wskakiwać nieznajomym do łóz˙ka. – Ja tez˙ nie. Moz˙e zaczniemy od tego, z˙e wyja- wisz mi swoje imię? Instynkt podpowiadał jej, z˙e powinna pozostać anonimowa. – Mogę podać ci fałszywe imię albo z˙adne, wybieraj. – Dlaczego jesteś tak tajemnicza? – Mam swoje powody. – Czy jesteś kimś, kogo znam? Nie wyglądał na bywalca sal koncertowych, bar- dziej pasował do zadymionego klubu jazzowego. – Wątpię. – Jeśli mamy iść razem do łóz˙ka, a o tym prze- rozmawiamy, muszę wiedzieć, kim jesteś ciez˙ – stwierdził. Ma rację, spłoszyła się, myślę o przespaniu się z nim. Czyz˙bym postradała zmysły? – Jeśli będziesz nalegał, koniec rozmowy – stwierdziła twardo. – Czyz˙byś miała kłopoty z prawem?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kobieta w masce
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: