Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00079 006408 13426181 na godz. na dobę w sumie
Kobieta z Rio de Janeiro - ebook/pdf
Kobieta z Rio de Janeiro - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323876113 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Bogaty angielski biznesmen Anton Luis Scott-Lee i Cristina Marques przeżyli przed laty płomienny romans. Potem ich drogi się rozeszły i Anton wrócił do Anglii. Teraz ponownie przyjeżdża do Brazylii, żeby wypełnić warunki testamentu. Aby otrzymać spadek, musi poślubić Cristinę...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Michelle Reid Kobieta z Rio de Janeiro Tłumaczyła Stella Różycka Droga Czytelniczko! W tym miesiącu obchodzimy Dzień Zakochanych. Na pewno chętniej więc sięgniesz po powieść o miłości. W lutym zaczynamy cykl zatytułowany ,,Miłość i pieniądze’’. Pierwsza ksiąz˙ka w tej miniserii to ,,Naszyjnik ze szmaragdów’’. A oto wszystkie propozy- cje w serii Światowe Z˙ycie: Kobieta z Rio de Janeiro – opowieść o bogatym biznesmenie, który musi odnaleźć swoją dziewczynę sprzed lat... Naszyjnik ze szmaragdów – historia miłosna z tajemnicą... Niespodzianka i Powrót na Maltę (Światowe Z˙ycie Duo) – dwie barwne opowieści o ludziach, którym los zgotował sporo niespo- dzianek... Z˙yczę miłej lektury Małgorzata Pogoda Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Michelle Reid Kobieta z Rio de Janeiro Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: The Brazilian’s Blackmailed Bride Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Harlequin Presents, 2005 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Helena Burska Korekta: Zofia Firek ã 2005 by Michelle Reid ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-4421-1 Indeks 389994 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 55 ROZDZIAŁ PIERWSZY Wykładany orzechową boazerią pokój miał w sobie staroświecką elegancję; trudno było sobie wyobrazić, by ktoś mógł w nim gniewnie pod- nieść głos. W normalnych okolicznościach Anton Luis Ferreira Scott-Lee z pewnością by tego nie zrobił. W tej sytuacji nie było jednak nic normalnego i gniew niewątpliwie brzmiał w jego głosie, choć ukryty pod lodowatym tonem. – Będę musiał zrezygnować – oznajmił, wpra- wiając pozostałych dwoje obecnych w głębokie przeraz˙enie. Jego matka była zbyt piękna i młoda, z˙eby być wdową – miała dopiero pięćdziesiąt lat. Najwyraź- niej jednak nie zapomniała ponurej przeszłości, która teraz wróciła, by ją prześladować. – Alez˙ meu querido... – odezwała się drz˙ącym głosem. – Nie moz˙esz zrezygnować! – Nie mam wyboru, do diabła. Maria Ferreira Scott-Lee wzdrygnęła się, spuś- ciła przejrzyste brązowe oczy, nie mogąc znieść widoku zaciętej twarzy syna. – Nie bądź szaleńcem, chłopcze – wyrzucił nie- cierpliwie Maximilian Scott-Lee. – To nie ma nic 6 MICHELLE REID wspólnego z bankiem! Spróbuj zachować nieco dystansu. Dystansu? Anton przeniósł spojrzenie na męz˙- czyznę, którego całe z˙ycie nazywał z miłością stry- jem, i poczuł nagle gwałtowne pragnienie, by wal- nąć go pięścią w twarz! Z˙adnego dystansu, pomyślał i wbił wściekły wzrok w widok rozciągający się za oknem wytworne- go gabinetu w siedzibie rodu Scott-Lee w Belgravii. Pogoda była okropna. Deszcz siekący z ołowia- noszarego nieba zrywał z drzew ostatnie liście i cis- kał je na plac w dole. Anton wiedział, jak czują się te liście. Dwie godziny wcześniej w Londynie brał udział w posiedzeniu zarządu, pewny siebie na fotelu przewodniczącego starego i szanowanego Banku Scott-Lee. A teraz... Na jego zaciśniętych szczękach zadrgał mięsień, uwydatniając świadczący o uporze dołek w brodzie – cechę, która do dziś nie budziła z˙adnych podej- rzeń, podobnie jak wiele innych spraw. Teraz mu- siał im stawić czoło. Chociaz˙ właściwie dlaczego? Urodził się jako uwielbiane jedyne dziecko brazylijskiej piękności Marii Ferreiry i bogatego angielskiego bankiera Sebastiana Scott-Lee, a przynajmniej w to wierzył az˙ do dziś... Uwaz˙ał za oczywiste, z˙e odziedziczył smukłą sylwetkę i ciemną latynoską karnację po matce, a przenikliwy umysł bankiera po zmarłym ojcu, za którym nadal tęsknił. Po przeczytaniu listu od jakiegoś Brazylijczyka KOBIETA Z RIO DE JANEIRO 7 nazwiskiem Enrique Ramirez, twierdzącego, z˙e jest jego prawdziwym ojcem, uznał to w pierwszej chwili za idiotyczny z˙art. Dopiero konfrontacja z matką i stryjem zmusiła go do zmiany zdania. Teraz próbował dojść do ładu z faktem, z˙e Ramirez mówił prawdę, a człowiek, którego zawsze uwaz˙ał za swojego prawdziwego ojca, wiedział o romansie matki! Przeprowadzona po cichu adopcja zapewniła Antonowi miejsce w z˙yciu Sebastiana; przybrany syn nigdy nie miał odkryć prawdy. – Wiesz równie dobrze jak ja, z˙e bez ciebie bank upadnie. – Max przerwał cięz˙kie milczenie. – Ty jesteś tym bankiem, Anton. Jeśli zrezygnujesz, wszyscy będą chcieli znać przyczynę. Prawda wyj- dzie na jaw i imię rodziny zostanie... – Prawda nie wyjdzie na jaw – przerwał mu Anton ostro. – Poniewaz˙ mój brat o to zadbał – odparł starszy męz˙czyzna. – Kto mógł się spodziewać, z˙e Ramirez wyskoczy z pocałunkiem śmierci w postaci tes- tamentu i ostatniej woli? ,,Pocałunek śmierci’’ – powtórzył Anton w myś- lach; przepełniała go gorąca, jadowita gorycz. – Nigdy nie przyszło ci do głowy, z˙e ja mam prawo wiedzieć? – rzucił oskarz˙ycielsko matce. Maria zamarła, zacisnęła smukłe palce na chus- teczce. – Twój ojciec nie chciał... – Moim ojcem jest cholerny Enrique Ramirez! – wybuchnął. – Nie. – Maria zadrz˙ała i pokręciła głową. 8 MICHELLE REID – Związek z Enrique to był błąd, który ja popeł- niłam. Nie potrzebowałeś... – ...wiedzieć, z˙e od trzydziestu jeden lat z˙yję w kłamstwie? Maria umilkła, zakryła chusteczką drz˙ące wargi. – Przepraszam – szepnęła po chwili. – To niewiele zmienia. – Nie rozumiesz, z˙e... – To nie ma znaczenia – przerwał jej znowu. – Sądziłem, z˙e jestem synem człowieka, którego kochałem i szanowałem jak nikogo na świecie. Teraz się dowiaduję, z˙e jestem owocem romansu z jakimś wielbicielem gry w polo! – To nie tak. – Maria stawała się coraz bledsza. – Byłam... z Enrique, zanim wyszłam za twojego ojca. – A więc tak – oczy Antona przesłaniała czer- wona mgła wściekłości. – Miałaś romans z tym typem. Zostawił cię w ciąz˙y, więc rozejrzałaś się za kimś, kto by go zastąpił, znalazłaś Sebastiana i po prostu go oszukałaś, tak? – Nie! – Pierwszy raz od początku tej rozmowy dała dowód swej brazylijskiej krwi, zrywając się z miejsca. – Nie będziesz do mnie mówił tym oskarz˙ycielskim tonem! Twój ojciec wiedział od początku! Byłam z nim uczciwa od pierwszej chwi- li. Wybaczył mi... a ciebie kochał jak syna! To jego nazwisko jest na twojej metryce urodzenia. To on cię wychowywał! Był z ciebie dumny i zawsze traktował jak swój największy skarb! Jak śmiesz obraz˙ać jego pamięć, mówiąc o tym z pogardą! KOBIETA Z RIO DE JANEIRO 9 Anton odwrócił się znowu do okna, targany sprzecznymi uczuciami gniewu, rozgoryczenia zmieszanego z wyrzutami sumienia. Poczuł, z˙e pie- ką go oczy. Kochał ojca, podziwiał go jak kochający syn. Kiedy Sebastian zginął w wypadku samocho- dowym, przez wiele miesięcy nie mógł otrząsnąć się z z˙alu. – Zawsze wiedziałem, z˙e nie jestem do niego podobny. – Słowa zabrzmiały szorstko; Maria zdła- wiła szloch. – Brat wiedział, z˙e nie moz˙e mieć dzieci – ode- zwał się cicho Max. – Był tego świadomy juz˙ wtedy, kiedy poznał i pokochał Marię. Kiedy mu powie- działa, z˙e jest w ciąz˙y, przyjął to jak dar od losu. – Dar, który trzeba utrzymywać w tajemnicy. – Miał prawo do dumy. – Stryj westchnął. Anton potrafił teraz jednak myśleć tylko o włas- nej dumie. – Jestem synem Brazylijczyka – mruknął. – Bar- dziej nieangielski nie mógłbym być. Tymczasem z˙yję jak Anglik, mówię, myślę, zachowuję się jak Anglik i... do diabła! Uderzył pięścią w ramę okna, przypominając sobie coś, o czym od sześciu lat starał się zapomnieć. Zobaczył w wyobraźni twarz – nieziemsko pięk- ną, o ciemnych oczach i pełnych czerwonych ustach. ,,Nie mogę za ciebie wyjść, Luis, mój ojciec na to nie pozwoli. Nasza portugalska krew musi pozostać czysta...’’ – Czy Ramirez to portugalskie nazwisko? – spy- tał szorstko. 10 MICHELLE REID – Tak – przyznała drz˙ącym głosem matka. Anton próbował bezskutecznie nabrać powietrza do płuc. Zalała go fala wściekłego gniewu, gdy raz jeszcze wspomniał tamten moment, kiedy niewyso- ka, mierząca metr sześćdziesiąt Portugalka oznaj- miała mu z bezbrzez˙ną pogardą, z˙e nie jest dla niej dość dobry. Zacisnął zęby. Nie dość dobry! Nikt wcześniej ani później nie ośmielił się mu powiedzieć czegoś podobnego. I niech go diabli, jeśli da jej szansę powiedzieć to jeszcze raz. Poczuł, jak ogarnia go lodowaty chłód. Obrócił się w stronę pokoju i zobaczył, z˙e matka wciąz˙ stara się opanować łzy. Stryj wyglądał, jakby przybyło mu lat. Jego zdrowie nie było najlepsze. Parę tygo- dni po śmierci brata przeszedł atak serca, po którym wycofał się z prowadzenia banku. ,,Teraz ty przej- mij wodze, chłopcze’’, zwrócił się do złamanego bólem bratanka. ,,Wierzę, z˙e rodzina będzie z ciebie dumna’’. Znowu to słowo: duma. Z˙eby być z kogoś naprawdę dumnym, trzeba go akceptować takim, jakim jest. Ci ludzie, którzy twierdzili, z˙e go kochają, kochali jedynie kłamstwo, stworzone, by chronić ich własną dumę. Anton podszedł do biurka, które nalez˙ało do Sebastiana. Po jego śmierci wszystko, co posiadał – włączając w to dom w Belgravii, rodzinną posiad- łość niedaleko Ascot i większościowe udziały w Banku Scott-Lee – przeszło na człowieka, które- go z dumą nazywał swoim synem. KOBIETA Z RIO DE JANEIRO 11 No cóz˙, Anton nie czuł się teraz dumny z tego powodu. Czuł się wściekły i oszukany. Na biurku lez˙ały dokumenty dostarczone przez prawnika reprezentującego Ramireza. Starając się zapanować nad szalejącymi emocjami, kartkował je, az˙ znalazł to, czego szukał. – Jest jeszcze coś – mruknął i zauwaz˙ył, jak matka i stryj drgnęli. – Nie jestem jedynym fraje- rem, do którego Ramirez rości sobie prawa. Gdzieś z˙yje jeszcze dwóch. Jeszcze dwóch synów... – Dwóch przybranych braci. Jego wargi wygięły się pogardliwie. – Mogą być wszędzie... – Nie pisze, gdzie mieszkają? – Niezupełnie. – Anton uśmiechnął się cynicznie. Zaczynał poznawać Ramireza i wcale mu się to nie podobało – prawdę mówiąc, nienawidził tego. – Przeciez˙ on nie z˙yje... – Owszem. Lecz mimo to bawi się naszym kosz- tem. – Odetchnął z wysiłkiem. – Widzicie, od wielu lat obserwował nas ukradkiem. Ramirez wiedział rzeczy, od których Antonowi cierpła skóra. Do jakich szkół uczęszczał, jakie odnosił sukcesy. Wiedział o kaz˙dym medalu zdoby- tym w sporcie, o kaz˙dym udanym przedsięwzięciu biznesowym. Znał nawet jego sukcesy w relacjach z kobietami. – Uwaz˙a nas za tak samo jak on opętanych na punkcie seksu – podsumował brutalnie. – Więc w swojej mądrości chce nauczyć mnie i braci tego, czego sam nie nauczył się do końca z˙ycia. Zobaczył, jak matka skrzywiła się na wzmiankę 12 MICHELLE REID o braciach. Dziwne. On sam czuł z nimi głęboki związek i chciał się o nich dowiedzieć więcej. – Ramirez był nadziany – ciągnął dalej. – I nie mówimy o nędznych paru milionach. Miał kopalnie diamentów i szmaragdów, najbogatsze złoz˙a ropy naftowej w Brazylii... Moz˙emy podzielić między siebie jego zdobycz – wyjaśnił ironicznie – o ile spełnimy parę warunków, które wymienił w testa- mencie nasz drogi, odraz˙ający, tchórzliwy ojczulek. – Enrique nie był odraz˙ający – zaprotestowała matka. – Więc jaki był? – M-miły, p-przystojny jak ty, czarujący... Wciąz˙ go lubiła! Maximilian poruszył się na krześle. – Jakich warunków? – zapytał. Anton znowu stłumił wybuch gniewu. – Mogę mówić tylko o sobie, bo o innych nie ma wzmianki – odparł. Dziwny uśmiech wykrzywił mu wargi. – Mam ustatkować się, znaleźć sobie z˙onę, spłodzić legalne potomstwo... – Ten człowiek oszalał! – zawołał Max. Nic dziwnego; sam był zaprzysięgłym kawa- lerem. – Ciekawe, co będą musieli zrobić moi bracia, z˙eby mogli się ze mną spotkać. – Nie musisz nic robić, querido – wtrąciła mat- ka. – Nie potrzebujesz jego pieniędzy. Nie musisz... – Nie chcę jego przeklętych pieniędzy; chcę poznać braci! – wykrzyknął i zaraz zawstydził się wybuchu. KOBIETA Z RIO DE JANEIRO 13 Matka miała rację, nie musiał nic robić. Ale to nie zmieniało faktu, z˙e czuł się oszukany. Odmówiono mu prawa, by się dowiedzieć tak wielu rzeczy o sobie! Nie pozwoli, by mu odmówiono takz˙e szansy poznania krewnych – bez względu na cenę! Jego spojrzenie znowu pobiegło ku lez˙ącym przed nim dokumentom, zielone oczy zapłonęły zimnym blaskiem, kiedy przeczytał fragment, w którym Ramirez oskarz˙ał go, z˙e sześć lat wcześ- niej porzucił kobietę, pozostawiając ją w trudnej sytuacji. Nalegał, by Anton jej to wynagrodził, i dawał mu na to pół roku. Potem miał się stawić w kancelarii jakiegoś prawnika w Rio z tą kobietą jako z˙oną noszącą jego dziecko, w przeciwnym razie nie pozna nigdy swoich braci, a przypadająca mu część majątku przejdzie na nią. – Więc c-co zamierzasz teraz zrobić? – zapytała matka. Anton nie słuchał. Zbyt go pochłaniało czytanie nazwiska napisanego wytłuszczonym drukiem – oraz towarzyszące mu wspomnienie długich do pasa, czarnych kręconych włosów okalających drob- ną twarz w kształcie serca o sterczącym podbródku, pełnych prowokacyjnych ustach i smoliście czar- nych oczach, które płonęły jak bursztyny, kiedy... – Anton...? Odruchowo podniósł wzrok, słysząc błagalną nutę w głosie matki, ale nie widział jej, bo wciąz˙ jeszcze miał przed oczami tamtą kobietę, która tak wiele zmieniła w jego z˙yciu... 14 MICHELLE REID – Anton, wyjaśnij nam, proszę, co zamierzasz z tym zrobić! – Spełnić jego z˙yczenia – usłyszał własny głos, chłodny i odległy. – Co takiego? Oz˙enić się dla kaprysu kogoś, kto zszedł z tego świata? Oszalałeś, chłopcze? – sapnął Max z przeraz˙eniem. To szaleństwo, ale tego dokonam, pomyślał An- ton, czując płonący w nim ogień. Wyśledzi, schwyta w pułapkę, a potem poślubi tę przeklętą kłamczuchę nazwiskiem Cristina Marques, a potem zmieni jej z˙ycie w piekło... Stary, zaniedbany i pełen zakurzonych ksiąz˙ek pokój, dawniej ulubione schronienie ojca, wibrował od dźwięku podniesionych głosów. – Na miłość boską, Cristino, posłuchasz mnie wreszcie? Jeśli... – Nie, to ty posłuchaj. – Drobna pięść uderzyła gniewnie w biurko. – Powiedziałam: nie! Rodrigo Valentim zirytowany odchylił się na krześle. – Skoro nie chcesz słuchać moich rad – wes- tchnął zniecierpliwiony – to co ja tutaj robię? – Jesteś moim prawnikiem i masz mnie z tego wyciągnąć! – Powtarzam kolejny raz – rzucił z gniewem, poniewaz˙ w końcu rozmowa ciągnęła się w nieskoń- czoność i oboje irytowali się coraz bardziej – z˙e nie mogę tego zrobić!
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kobieta z Rio de Janeiro
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: