Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00634 011783 11058418 na godz. na dobę w sumie
Kocham i cierpię - ebook/pdf
Kocham i cierpię - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 90
Wydawca: NetPress Digital Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISBN: NET_BOOK_00020 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Kocham i cierpię - Najserdeczniejsze pienia miłosne wybrane z Klejnotów Poezji Polskiej - podręcznik do deklamacyi

ułożył Bolesław Londyński

W Książce znajdziemy utwory m.in.:

J. Kochanowskiego
A. Morsztyna
A. Malczewskiego
A. Mickiewicza
J. Słowackiego

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Bolesław Londyński Kocham i cierpiê! najserdeczniejsze pienia mi³osne wybrane z Klejnotów Poezji Polskiej: podrêcznik do deklamacyi Copyright by Netpress Digital Sp. z o.o. www.nexto.pl Do mi³oœci. Długoż masz, o miłości! frasować me lata? Czy podobno przed czasem chcesz mię zgładzić z świata? Nie tegoć zasłużyły wdzięczne rymy moje, Które od umarzłego morza imię twoje Rozniosły aż do brzegu murzyńskiej granice, Gdzie wieczny znój panuje i wieczne cieplice. A ty mię za to zabij, o rozbójca srogi! Aby nie tylko Orfej, wysławiając bogi, Był piorunem trójzębym z wysoka przerażon, Ale i ja od ciebie za swoją chęć skażon. Jednak albo nie każda krwawa twoja rana, Abo znośna niewola u wiecznego pana. Takli ty chcesz, takli to niesie szczęście moje? Nie chcę przeć: mam czem cieszyć smutne serce swoje. A ty przebóg nie zajżrij; gniewli to twój czuję, Łaskęli, niech do śmierci tę jedną miłuję. J. Kochanowski. O nietrwa³ej mi³oœci. I nie miłować ciężko i miłować! Nędzna pociecha, gdy żądze zwiedzione Myśli, cukrują nazbyt rzeczy one, Które i mienić i muszą się psować. Komu tak będzie dostatkiem smakować, Złoto, sceptr, sława, rozkosz i stworzone Piękne oblicze, by tem nasycone, I mógł mieć serce i trwóg się warować? Miłość jest własny bieg życia naszego, Ale z żywiołów utworzone ciało, To chwaląc, co zna początku równego, — 2 — Copyright by Netpress Digital Sp. z o.o. www.nexto.pl Zawodzi duszę, której wszystko mało; Gdy ciebie wiecznej i prawej piękności Samej nie widzi, celu swej miłości. Mikołaj Sęp Sarzyński. Do panny. Obrazie bóstwal nieśmiertelny wzorze Urody, gładszej nad różane zorze! Jasna godności gwiazdo, z którą ani Porówna słońce, ni jej miesiąc zgani! Przyczysta duszo w krysztale zamknięta, Z którą przebywa każda cnota święta;; Najdoskonalsza natury roboto; Pociecho oczu, serc ciężkich ochoto; Śniegu na pozór – ogniu w samej rzeczy: Ty panno chciej mię mieć na swojej pieczy! Którejem tak swe niezwiędłej pamięci Wiersze poświęcał, jako oddał chęci. I jakoś we mnie wznieciła pochodnie, Tak daj żebym mógł śpiewać cześć twą godnie, Żeby świat wszystek usłyszał oboje: Okowy moje – i zwycięztwo twoje! Andrzej Morsztyn. Kupido pokorny. Wara chłopcze bo cię zranię, Strzałki do jednej połamię, I na większe ukaranie, Ugodzę cię w piersi same. Piórka z skrzydełek wyskubię, Sajdaczek na popiół spalę, — 3 — Copyright by Netpress Digital Sp. z o.o. www.nexto.pl Wreszcie samego oczubię, I ani się nie użalę. Takem łajał, takem fukał Na chłopczyka, co mnie zblizka Stojąc, czegoś w rzeczy szukał, Ażeby ujść pośmiewiska. Rączki mu na dół opadły, Nosek zwiesił, oczka spoił, Jagódki mu obie zbladły, I minkę smutną nastroił. Potem wzroczek wzniósłszy miły: „Jeżelim ci jest na zdradzie I jeżeli masz dość siły Bij ranie!” – To rzekłszy się kładzie. Waham się, nie wiem co robić, Tak mię zmiękczył, tak mię strwożył, Jakże tu go było obić, Kiedy mi się sam położył. Stanisław Trembecki. Do mirtu. Drzewo miłości; gdy piękny Adoni, Goniąc za zwierzem siły swoje znużył, Pod tobą, wsparłszy skroń na białej dłoni, Oczy przymrużył. Włos mu po barkach igrał rozpuszczony, Rumieniec mleczne roztwarzał oblicze; A uśmiech puszczał z pod sennej zasłony, Wdzięków słodycze. W tej go postawie, przechodząc tamtędy, Królowa Cypru pierwszy raz ujrzała; I wnet nań tkliwie obracając względy, Krok zatrzymała. — 4 — Copyright by Netpress Digital Sp. z o.o. www.nexto.pl Ta czułość, którą serca ludzkie darzy, Nad samej sercem wzięła panowanie: Wstyd na jej bozkiej różując się twarzy, Wydał kochanie. Gracye, skoro na jej twarz spojrzały, Z swoją się razem zapłoniły panią: Spuściwszy oczy, więcej ich nie śmiały Podnosić na nią. Tymczasem orszak pacholąt życzliwy, Rzeźkim na drzewo wskakując polotem, Prosto mu w serce, niechybnym cięciwy Wymierza grotem. Zlękła się Wenus i zagrozi wzrokiem, By snu słodkiego jemu nieprzerwały. Ufna swym wdziękom, że twarzą i okiem, Stanie za strzały. Posłuszne dzieci, co matka im każe, Do swych sajdaków groty poskładają. Więc po gałązkach odprawując straże, Broń zawieszają. Ona westchnąwszy: – „Niechże te kołczany Na znak pamiętnej zostaną wdzięczności; O! mircie! – rzekła – bądź odtąd nazwany Drzewem miłości!” Fr. Dyonizy Kniażnin. Kobieta. Trzy razy żyjąc na świecie, Świat cały tulisz do łona; Na piersiach matki jak dziecię, Szczęśliwa nie wiesz o świecie. Kochanka tuląc do łona, Jak w świecie w nim zatopiona, Zapomnisz wcale o świecie. — 5 — Copyright by Netpress Digital Sp. z o.o. www.nexto.pl A tuląc własne swe dziecię, Świat cały tulisz do łona. Kazimierz Brodziński. Marya. (Urywek). Bujno rośnie, odludnie kwiat stepowy ginie; I wzrok daleko, próżno, błądzi po równinie; A w niezbędnej zgryzocie jeśli chcesz osłody, Chmurne na polu niebo, i cierpkie jagody. Idź raczej w piękne mirtów i cyprysów kraje; Codzień w weselnej szacie u nich słońce wstaje: U nich w czystem powietrzu jaśnieje wejrzenie, I głosy rozpieszczone, i rozkoszne tchnienie, U nich wawrzyny rosną: i niebo pogodne, I ziemia ubarwiona, i myśli swobodne; A na kształtnych budowlach męże wieków dawnych Stoją w bieli i – pyszni z swoich imion sławnych,. Zapraszają z daleka w czarowne zwaliska, Bogów i bohatyrów – pająków siedliska. Tam, jeśli dawnych rzeczy myśl w tobie głęboko,. Może w ten śliczny błękit wpatrzywszy twe oko Słodycz w rozpaczy znajdziesz, i lubość w żałobie Jak uśmiech ust kochanych w śmiertelnej chorobie: Ale na pola nie chodź, gdy serce zbolałe; Na równinie mogiły – więcej nie zostało – Resztę wiatr ukraiński rozdmuchał do znaku – To siedź w domu, i słuchaj dumek o kozaku Moje młode pacholę gdzież to ty wędrujesz? Czy z ziemi Świętej wracasz, że tak utyskujesz?” O! nie – ja wszystkim obcy wśród mojej ojczyzny, I śmierć mi zostawiła czarne w piersiach blizny, I świata jadłem gorzkie, zatrute kołacze – To mnie ciężko na sercu, i ja sobie płaczę, A kiedy się rozśmieje – to jak za pokutę; A kiedy będę śpiewał – to na smutną nutę: Bo w mojej zwiędłej twarzy zamieszkała bladość, — 6 — Copyright by Netpress Digital Sp. z o.o. www.nexto.pl Bo w mej zdziczałej duszy wypleniono radość, „Bo wpływ mego anioła grób w blasku zobaczy. ” „To czego chcesz pacholę?” „Uciec od rozpaczy. ” Antoni Malczewski. Kwiat paproci. Jest ziele, – ziemia żywi je nasza, Kwitnie tajemnie w dzikiej ustroni, I wszystkie inne kwiaty przygasza, Cudnością blasku, pięknością woni; Lecz piękniej woni, cudniej przyświeca, Życiu młodziana, miłość kobieca. Kto w Świętojańskiej zejdzie je nocy, Uszczknie w kwitnieniu, wszystko posiędzie; Bogactwa świata są w jego mocy, Wszystko ukryte, widnem mu będzie. Przecież bogatszy, komu zapłonie Miłość prawdziwa, w kobiety łonie. „Ha! kwiat paproci! to urojenie!” Wołają z śmiechem uczonych krocie – Przecież lud wierny w kwiatu istnienie, Wierzy i szuka w serca prostocie. Jak lud nasz w paproć, tak młodość płocha W kobiecą miłość wierzy, i kocha. – O! i jam kiedyś wierzył z zapałem! Dziś, jam się rozstał z wiarami memi, Bo też grzech kochać, jak ja kochałem Boską miłością stworzenie ziemi, Lecz wy, o! bracia! stali w dążeniu, Kochajcie, wierzcie, – szczęście w złudzeniu. Karol Baliński. — 7 — Copyright by Netpress Digital Sp. z o.o. www.nexto.pl Dziady. (Urywek). GUSTAW (mocniej, gniewny). Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto! Postaci twojej zazdroszczą anieli, A duszę gorszą masz, gorszą niżeli…. Przebóg! tak ciebie oślepiło złoto I honorów świecąca bańka, wewnątrz pusta! Bodaj!… Niech, czego dotkniesz, przeleje się w złoto Gdzie tylko zwrócisz serce i usta, Całuj, ściskaj zimne złoto! Ja, gdybym równie był panem wyboru. I najcudniejsza postać dziewicza, Jakiej Bóg dotąd, nie pokazał wzoru, Piękniejsza niźli aniołów pblicza, Niźli sny moje, niźli poetów zmyślenia, Niźli ty nawet – oddam ją za ciebie, Za słodycz twego jednego spojrzenia! Ach i gdyby w posagu Płynęło za nią wszystkie złoto Tagu, Gdyby królestwo w niebie, Oddałbym ją za ciebie! Najmniejszych względów nie zyska odemnie, Gdyby za tyle piękności i złota Prosiła tylko, ażeby jej luby Poświęcił małą cząstkę żywota, Którą dla ciebie całkiem poświęca daremnie! Gdyby prosiła o rok, o pół roka, Gdyby jedna z nią pieszczota, Gdyby jedno mgnienie oka; Nie chcę! nie! i na takie nie zezwolę śluby! (Surowo). A ty – sercem oziębieni, obojętną twarzą, Wyrzekłaś słowo mej zguby! I zapaliłaś niecne ogniska, Któremi łańcuch, wiążący nas, pryska, Które się wiecznem piekłem między nami żarzą, — 8 —
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kocham i cierpię
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: