Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00277 006352 14490238 na godz. na dobę w sumie
Kolejność uczuć - ebook/pdf
Kolejność uczuć - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 9788392390954 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook (-34%), audiobook).
'Każdego ranka, po przebudzeniu, otrzymujemy kredyt w wysokości osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu sekund życia na dany dzień. Kiedy wieczorem kładziemy się spać, niewykorzystana reszta sekund nie przejdzie na następny dzień; to, czego nie przeżyliśmy w ciągu dnia, jest na zawsze stracone, pochłonięte przez wczoraj. Każdego następnego ranka rozpoczyna się ta sama magia, znowu otrzymujemy taką liczbę sekund życia i wszyscy zaczynamy grać w tę nieodwracalną grę: bank może zamknąć nam konto w najbardziej nieoczekiwanym momencie, bez żadnego ostrzeżenia w każdej chwili może zatrzymać nasze życie...' Marc Levy   KOLEJNOŚĆ UCZUĆ to zbiór historii prawdziwych o miłości, życiu i śmierci, o człowieczeństwie i jego braku. O miłości, która jest ślepa, czasem niesprawiedliwa, kapryśna i zaskakująca, daje nam siłę i przyprawia skrzydła, ale także sprawia ból, a my chcemy ją mimo to przeżyć. O życiu, które jest darem i jedyną okazją, by czas, jaki został nam podarowany, wykorzystać jak najpiękniej. O śmierci, która wkrada sie w nasze życie i wydziera z naszych objęć tych, których kochamy. O tym, jak żyć po stracie dziecka, którego się nigdy nie widziało i dziecka, które przez wiele lat było całym naszym światem. O tym, skąd wziąć siłę, gdy odchodzi męźczyzna, kobieta, których kochamy do utraty tchu. Odchodzi różnie. Ale na zawsze. O tym, że życie nas zawodzi, wystawia na próbę, wymaga podejmowania decyzji, które wydają się ponad nasze siły, ale także przynosi szczęście. O tym, że wszystko jest względne i w każdej chwili może nabrać innego wymiaru. O radości z promieni słońca o świcie i z blasku księżyca nocą.   W drugiej części książki pt. Po drugiej stronie tęczy znajdują się przepiękne, wzruszające listy, w których CZYTELNICY dzielili się z autorka refleksjami po lekturze jej wcześniejszych książek.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

MONIKA SAWICKA KOLEJNOŚĆ UCZUĆ © Monika Sawicka, 2010 ISBN-10 83-923909-5-4 ISBN-13 978-83-923909-5-4 Korekta, skład i łamanie: Katarzyna Krzan www.e-bookowo.pl Projekt okładki: Tomasz Krzan www.a3m.pl Wydawca: Wydawnictwo literackie „Magia słów” Monika Sawicka Druk: Oficyna Wydawnicza „Read me” Warszawa, ul. Mińska 25 Drukarnia w Łodzi ul. Olechowska 83 Sprzedaż i dystrybucja: Hurtownia książek Platon Warszawa, ul. Kolejowa 19/21 oraz www.monikasawicka.pl Trzeba być wielkim przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odło- żyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie po- święcić na trzymanie kogoś za rękę. Anna Frankowska Książkę dedykuję moim Czytelnikom PRZYPOWIEŚCI M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć SPOTKANIE Byłem sam w całym przedziale pociągu. Potem wsiadła jakaś dziewczyna – opowiadał pewien niewidomy hinduski chłopiec. Mężczyzna i kobieta, którzy ją odprowadzali, musieli być jej rodzicami. Dawali jej mnóstwo rad i wskazówek. Nie wiedziałem, jak wyglądała dziew- czyna, ale podobała mi się barwa jej głosu. Czy jedzie do Dehra Dun? – pytałem siebie, kiedy pociąg ruszał ze stacji. Zastanawiałem się, jak mogę nie dać po sobie poznać, że jestem niewi- domy. Pomyślałem sobie: jeśli nie będę się ruszał z mojego miejsca powinno mi się to udać. – Jadę do Saharanpur – powiedziała. – Tam wyjdzie po mnie moja cio- cia. A pan dokąd jedzie, można wiedzieć? – Dehra Dun, a potem do Mussoorie – odpowiedziałem. – O, jaki pan szczęśliwy! Pragnęłabym bardzo pojechać do Mussoorie. Uwielbiam góry. Szczególnie w październiku, kiedy jest tam tak pięknie. – Tak, to najlepszy sezon – odpowiedziałem, sięgając pamięcią do cza- sów, kiedy jeszcze widziałem. – Wzgórza usłane są dzikimi daliami, słońce jest łagodne, a wieczorem można sobie siedzieć wokół ogniska i rozmyślać, popijając brandy. Większa część letników już wtedy odjeżdża, ulice są bez- ludne i ciche. Milczała, a ja zadawałem sobie pytanie czy moje słowa zrobiły na niej ja- kieś wrażenie, czy też jedynie myślała, że jestem sentymentalny. Potem popełniłem błąd i zapytałem: – Jak jest na zewnątrz? Ona jednak w moim pytaniu nie zauważyła nic dziwnego. Czyżby już spostrzegła, że nie widzę? Jednak słowa, które zaraz po tym wypowiedziała, ~ 8 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć pozbawiły mnie wszelkich wątpliwości. – Dlaczego pan nie spojrzy w okno? – zapytała mnie z największą natu- ralnością. Przesunąłem się wzdłuż siedzenia, starając się z uwagą odszukać okno. Było otwarte, odwróciłem się w jego stronę, robiąc wrażenie, że przyglądam się mijanym widokom. Oczami wyobraźni widziałem telegraficzne słupy, które przesuwały się w biegu. – Zauważyła pani – ośmieliłem się powiedzieć – że te drzewa wydają się poruszać? – Zawsze tak się wydaje – odpowiedziała. Odwróciłem się znów w stronę dziewczyny i przez pewien czas siedzieli- śmy w milczeniu. Potem powiedziałem: – Ma pani bardzo interesującą twarz. Zaśmiała się miło wibrującym i jasnym głosem. – Przyjemnie to usłyszeć – rzekła. – Nudzą mnie ci, którzy mówią, że moja twarz jest ładna! Musisz mieć naprawdę ładną twarz, pomyślałem sobie, a po chwili doda- łem pewnym głosem: – Hm, interesująca twarz może być również bardzo piękna. – Jest pan bardzo miły – powiedziała. – Ale dlaczego jest pan taki po- ważny? – Już niedługo będzie pani na miejscu – stwierdziłem dość nieoczekiwa- nie. – Dzięki Bogu. Nie lubię długich podróży pociągiem. Ja natomiast byłbym gotów siedzieć tak nieskończenie długo, byleby tyl- ko słyszeć, jak ona mówi. Jej głos posiadał tak srebrzysty dźwięk jak górski strumień. Zaraz po wyjściu z pociągu zapomni pewnie o naszym spotkaniu. Ja jednak zachowam ją w swojej pamięci przez pozostałą cześć podróży, ~ 9 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć a może i dłużej. Pociąg wjechał na stację. Ktoś zawołał i zabrał ze sobą dziewczynę. Po- został po niej jedynie zapach. Mrucząc coś pod nosem wszedł do przedziału jakiś mężczyzna. Pociąg ruszył ponownie. Odszukałem po omacku okno i usadowiłem się naprzeciwko, wpatrując się w światło, które było dla mnie ciemnością. Jeszcze raz mogłem powtórzyć moją grę z nowym towarzyszem podró- ży. – Szkoda, że nie mogę być tak nęcącym towarzyszem w podróży jak ta dziewczyna, która dopiero wyszła – powiedział do mnie, starając się nawią- zać rozmowę. – To bardzo interesująca dziewczyna – stwierdziłem. – Czy mógłby mi pan powiedzieć... czy jej włosy były długie, czy krótkie? – Nie pamiętam – odpowiedział zdawkowym tonem. – Przyglądałem się jedynie jej oczom, a nie włosom. Były rzeczywiście piękne! Szkoda, że nie mogły jej do niczego służyć... Była niewidoma. Nie zauważył pan tego? Dwoje niewidomych ludzi, którzy udają, że widzą. Ileż ludzkich spotkań jest podobnych do tego. Ze strachu, by nie objawić tego, jacy jesteśmy na- prawdę zaprzepaszczamy nieraz najważniejsze spotkania naszego życia. A niektóre spotkania zdarzają się jedynie raz w życiu… Może i to także?  ~ 10 ~ Monika Sawicka KOLEJNOŚĆ UCZUĆ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć ŻEGNAJ SMUTKU „Twoja miłość jest dla mnie ocaleniem i przywraca mi moje marzenia.” Jest ósma rano. Wchodzisz do łazienki i podciągasz roletę w oknie, wpuszczając promienie słońca do środka. Stajesz przed lustrem, szlafrok swobodnie zsuwa się z twojego ciała. Masz na sobie tylko bieliznę. Zapro- szone do łazienki słońce oświetla twoją twarz, widzisz wszystkie swoje zmarszczki. Trzy kurze łapki wokół oczu, po trzy z każdej strony. Jedna – najdłuższa – dochodzi aż do skroni. Lubisz te zmarszczki, bo to dowody na to, że bywałaś jednak szczęśliwa. Wyrzeźbił je twój śmiech. To zmarszczki szczęścia. Spoglądasz w lustro nieco odważniej. Tak. To ty. Masz trzydzieści osiem lat i dziewiętnaście z nich przeżyłaś z tym samym mężczyzną. Dzie- więtnaście – to połowa twojego życia. Nie było łatwo, ale i nikt nie obiecy- wał ci, że będzie. Masz dobre, czyste serce poorane bliznami. Każdy cios w splot w słoneczny, każde uderzenie pięścią w twarz, każdy siniak i guz zostawiał ślad nie tylko na twoim ciele, ale zapisał się w głowie i ciął serce jak brzytwa. On ci to zrobił. Twój mąż, twoja wielka miłość. Ale nie myślisz o nim źle, przecież nie jest potworem, ma po prostu problemy, jest słaby, a ty wiesz, że cię kocha. Miałaś przecież wszystko. Pewnego dnia spotkałaś kogoś, kto odmienił ciebie i twój świat. Wpuścił świeże powietrze i podarował paletę pełną barw, wypełnił twoje życie śmie- chem, smakiem, zapachem. Sprawił, że żyłaś. A przecież kiedyś pozbędziesz się tego strasznego odruchu uniku, gdy ktoś podnosi rękę do góry. Jesteś szczęśliwa. To pewne, bo zmarszczki się powiększają i jest ich więcej. Tro- chę się obawiasz przyszłości, bo ON jest sporo od ciebie młodszy, bardzo przystojny, troskliwy i czuły. I na pewno cię kocha. Boisz się, że pewnego dnia przestanie, że pewnego dnia zaśnie w ramionach młodszej, która nie będzie miała zmarszczek. Bardzo się boisz. Ale strach cię nie powstrzyma. Idziesz do sypialni, zakładasz wcześniej przygotowane ubranie i schodzisz ~ 24 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć na dół. W przedpokoju stoją dwie walizki. Tylko dwie, bo nie zabierasz wiele. Dzwonek do drzwi. Wchodzi On, całuje cię i przytula i, jakby wyczu- wając twój strach, szepcze ci do ucha: „Nie bój się. Zaufaj. Nigdy cię nie skrzywdzę.” Uśmiechasz się łagodnie do niego i do siebie. Bierze walizki i wychodzi, a ty za nim. W progu odwracasz się i ostatni raz spoglądasz w przeszłość, żegnając się z nią. Patrzysz na dziewiętnaście lat swojego życia. Nie masz żalu. Nie wściekasz się. Mówisz po prostu: „Już tu nie wrócę. I ZAWSZE BĘDĘ SZCZĘŚLIWA.” Bo wiesz, że: „Każdego ranka, po przebudzeniu, otrzymujemy kredyt w wysokości osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu sekund życia na dany dzień. Kiedy wieczorem kładziemy się spać, niewykorzystana reszta sekund nie przejdzie na następny dzień. To, czego nie przeżyliśmy w ciągu dnia, jest na zawsze stracone, pochłonięte przez wczoraj. Każdego następnego ranka rozpoczyna się ta sama magia, znowu otrzymujemy taką samą liczbę sekund życia i wszyscy zaczynamy grać w tę nieodwracalną grę: bank może zamknąć nam konto w najbardziej nieoczekiwanym momencie, bez żadnego ostrze- żenia – w każdej chwili może zatrzymać nasze życie...” (Marc Levy). Zamykasz za sobą drzwi, by za chwilę otworzyć nowe. Ktoś, nie wiesz kto, choć się domyślasz, cicho ci podpowiada: „NIE BÓJ SIĘ, IDŹ I ŻYJ.”  ~ 25 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć NA ZAKRĘCIE „Dobrze się pan czuje? To świetnie, właśnie widzę – jasny wzrok, równy krok jak w marszu. A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Moje prawo to jest pańskie lewo. Pan widzi: krzesło, ławkę, stół, a ja – rozdarte drzewo. Bo ja jestem proszę pana, na zakręcie”. Agnieszka Osiecka Ewa, Magda i Anka też były na zakręcie. Opowiem krótko o każdej z nich. Krótko dlatego, że tylko tyle wytrzymam. I Wy też. EWA Urodziła się w malutkiej wsi pod Radomiem. Szesnaście numerów. Dwadzieścia minut szybkim krokiem i całą wieś przejdziesz w tę i z powro- tem. Nudno tak, że nawet bezpańskie psy omijają ją szerokim łukiem. Jak Ewa tylko nauczyła się chodzić, karmiła kury, kiedy skończyła pięć lat, do- kładała świniom do koryta. Do szkoły szła dwanaście kilometrów, żeby zdążyć na ósmą, zimą musiała wstać o czwartej. Najpierw nakarmić świnie, wydoić krowy, a później brnąć po kolana w śniegu. Kiedy wracała, już było ciemno. Latem nie było lżej. Żniwa. Dlatego obiecała sobie, że gdy skończy szkołę, pojedzie do miasta, do ludzi, znajdzie pracę, uczyć się będzie i bawić. Żyć. Ojciec nie pozwolił. Kazał jej w polu pracować. Nienawidziła tego pola, świń, krów. I ojca też. Pojechała do miasta. Chciała pokazać ojcu, że sobie poradzi, że jej się uda. Wykrzyczała mu, że zniszczył jej dzieciństwo, że nie pozwoli mu zniszczyć jej życia. Wtedy widziała go ostatni raz. Cztery miesiące później ojciec identyfikował jej zwłoki. Dziewczyny z prosekto- rium długo pracowały nad tym, żeby Ewa wyglądała dobrze. Alfons, dla którego pracowała złamał jej szczękę w trzech miejscach. Bił ~ 47 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć ją tak mocno, że wgniótł jej czaszkę z prawej strony. Kiedy udało jej się dobiec do drzwi, złamał jej tymi drzwiami rękę. Chciała uciec, bo przetrzy- mywał ją trzy miesiące i sprzedawał każdemu, kto zapłacił. Była jego wła- snością. Kiedy przestała być wydajna, kiedy osłabła tak, że stała się bezuży- teczna, pobił ją na śmierć. Bo Ewa jednak nie dała sobie rady w wielkim mieście. Naiwność i łatwowierność dziewczyny z maleńkiej wioski okazały się zgubne. MAGDA Została prostytutką z wyboru. Lubiła szybkie i łatwe pieniądze. Choć tylko ona wiedziała, że nie były łatwe. Zboczeńców nie brakuje, zwyrodnial- ców, sadystów jest pełno. Dotąd jednak miała szczęście. Intuicja jej nie za- wiodła. Do tamtego piątkowego wieczoru. Poszła z tym klientem, mimo że na początku rozmowy trochę się z nim pokłóciła. Targował się jak przekup- ka na bazarze. Nie chciała ustąpić. W końcu zgodził się na jej stawkę. Poszli do pobliskiego hotelu. Nie wiedziała, że w pokoju czekał jego kumpel. Naj- pierw zabrali jej pieniądze, potem gwałcili na zmianę przez kilka godzin. Na koniec wpuścili jej do pochwy piankę montażową. Magda żyje, ale nigdy nie będzie miała dzieci. Pianka porozrywała jej narządy rodne. Magda czeka też na operację odtworzenia odbytu, odżywiana jest pozajelitowo, bo tam też jej wpuścili piankę. ANKA Singielka. Lubiła umawiać się na randki z nieznajomymi z Internetu. Czysty seks bez zobowiązań, na które nie była gotowa. Ta randka wyglądała tak samo, jak wszystkie poprzednie. Poszła do niego do domu. Było bardzo miło, romantycznie nawet, facet był ujmujący, czarujący. Kiedy było już po wszystkim i zbierała się do wyjścia, przestał być czarujący. Rzucił ją na łóż- ko, związał ręce i nogi sznurem. Nie. Nie chciał seksu. Przykuł jej górne powieki do dolnych szpilkami krawieckimi. Górną wargę ust przebił na wylot igłą i połączył z dolną. A wszystko to robił wolno, precyzyjnie. Tak, żeby wszystko dokładnie czuła. Żeby ból był jak największy. Przekłuł jej na wylot sutki. A na koniec zaszył jej pochwę. Tego już nie czuła, bo zemdlała. ~ 48 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć Mdlała kilka razy, ale brutalnie ją cucił. I zaczynał tortury od początku. Kie- dy skończył, pozwolił jej wyjść. Anka już nie umawia się na randki z niezna- jomymi. Nie umawia się w ogóle. Może kiedyś, ale na pewno nie nastąpi to szybko. Moja córka ma tyle lat, ile miała Ewa, kiedy postanowiła pokazać rodzi- com, że sama sobie poradzi i uciekła do miasta. Kiedy moje dziecko złości się i wykrzykuje, że się wyprowadzi, że sobie poradzi, serce mi pęka na mi- lion kawałków, bo widzę Ewę, pobitą na śmierć, leżącą na zimnym stole prosektorium. Bo pamiętam siebie, kiedy to samo wykrzykiwałam mojemu ojcu. I uciekłam z domu, zostawiając list: „Nie szukajcie mnie, jestem doro- sła, poradzę sobie.” Miałam szczęście. Nie byłam Ewą. I zrobię wszystko, żeby moja córka też nie była. Ty też nie bądź Ewą. Nawet, jeśli jesteś na zakręcie, nie bądź Ewą, Magdą, Anką. No, proszę Cię, nie… Bądź sobą tam, gdzie jesteś. Wi- docznie to jest twoje miejsce na ziemi.  ~ 49 ~ PO DRUGIEJ STRONIE TĘCZY M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć KILKA SŁÓW WSTĘPU Ale najpierw… Dziękuję Moim Przyjaciółkom: Ani Brędowskiej, że mnie nie udusiła gołymi rękami. Bo mi się należało. Kasi Ciechanowskiej, że nadal mnie wpuszcza do swojego domu. Aśce Karpińskiej, że wciąż ze mną rozmawia i chodzi na kawę. Ance Kosiakiewicz, że wciąż mnie upija, kiedy trzeba. Agacie Brodowicz-Olejko, że ma do mnie anielską cierpliwość. Mojej Mamusi, Mamci, że zawsze wszystko rozumie, nie krytykuje, po- zwala mi popełniać własne błędy i jest moim Najcudowniejszym Przyjacie- lem. Wielką radość mi sprawiacie…. Życie jest pełne niespodzianek. Kiedy już przestaniesz wierzyć, że spotka Cię coś dobrego, to właśnie się dzieje. Jak wiecie, pisałam tę książkę w wiel- kim smutku, rozpaczy i nad przepaścią. Życie dla mnie przestało mieć kolor, zapach i smak. Wstyd się przyznać, ale nie raz, nie dwa w mojej głowie po- jawiały się myśli o przejściu do innego świata. Bo w tym czułam się wypalo- na, pusta, serce wciąż biło, ale byłam martwa. Do dziś tak myślę, ale już rzadziej. Mamy prawo do zwątpienia, do słabości, nawet do takich myśli jak moje. Ale nie wolno nam tego zrobić. Bo przecież wszystko jest przejścio- we, to po prostu kolejny etap naszego życia i trzeba go przeżyć. Nie wolno nam też zapominać o tych, którzy nas kochają i których zostawilibyśmy z bólem, poczuciem winy i smutkiem. Być może nigdy już by się nie uśmiechnęli, nigdy nie roześmiali. Nie przypuszczałam, że w moim odczuciu, tak smutna opowieść, jaką Wam przekazałam w 7 KOLORACH TĘCZY da Wam tyle siły, pozytywnej energii, wiary i uśmiechu. Pisząc ją, płakałam. Tak jak płaczę, czytając listy od Was, moje kochane Czytelniczki. Każdy list od Was powoduje, że się uśmiecham, przez łzy radości, ale zawsze to przecież uśmiech. I mam dość siły, by przeżyć kilka następnych dni. Dzięku- ~ 104 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć ję Wam za podzielenie się ze mną emocjami – to bezcenny dar. Gdyby nie Wy, to bym nie ja. Jestem dla Was. Bez Was mnie nie ma. Piszcie do mnie, kiedy tylko macie ochotę, kiedy jest Wam smutno, we- soło, kiedy zdarzy się w Waszym życiu coś ważnego. Jestem na posterunku – gotowa, by wirtualnie przytulić, zawiesić opiekuńcze chmurki, by nad Wami czuwały. Ja – nie żadna tam wielka ważna pisarka – ale zwyczajna ja, Sawicka, która żyje w tym samym, takim samym świecie jak Wy, oddycha tym samym powietrzem, stawia każdego dnia czoło problemom takim, jak Wasze. Dziękuję za chwile wzruszeń, za zaufanie, za Wasz czas. Teraz idę sobie popłakać. Jak mawiał Forrest Gump: „Jeśli już musisz płakać, zrób to w samotności i uwiń się z tym szybko.” A ja mawiam: Jeśli już musisz płakać, płacz i rób to tak długo, jak po- trzebujesz. Nie trzeba się wstydzić łez. Choć można też płakać bez nich – często wszystko we mnie płacze, ale łzy nie płyną. Najbardziej jednak chciałabym Was widzieć szczęśliwe, roześmiane, spełnione, kochające i kochane. Pragnę tego dla Was z całego serca. I tego Wam życzę. Pamiętaj – jesteś tym, czym wierzysz, że jesteś. Możesz wszystko. Przytulam i całuję Monika Sawicka   ~ 105 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć LISTY OD CZYTELNIKÓW Witam, „7 kolorów tęczy” to pierwsza książka Pani autorstwa, którą przeczyta- łam. Chciałabym się podzielić z Panią moją opinią na jej temat. Fabuła bar- dzo ciekawa. Dwa przeplecione wątki są wspaniałym pomysłem i wzbudza- ją, już na samym początku, zainteresowanie czytelnika. Oryginalny pomysł (owszem, przypomina „Grę w klasy”). Dwie główne bohaterki, mimo wielu różnic między sobą, mają jeden wspólny cel – dążą do szczęścia. Jak każdy człowiek w swoim życiu. Trafiają na przeszkody, a ich wydarzenia z prze- szłości ciągle dają o sobie znać i „wchodzą” w teraźniejszość. Uważam, że to ważne i trzeba o tym pisać. Żeby nie tracić wiary w lepsze jutro i przede wszystkim, w siebie! Dialogi są bardzo realistyczne. Zawsze mam zastrzeże- nia do dialogów w książkach, a u Pani są one dla mnie rzeczywistym odda- niem rozmowy. Tak właśnie rozmawiamy z bratem, przyjaciółką. Listy od Adama wywołały u mnie na początku mieszane uczucia. Gdzie są mężczyź- ni, którzy tak piszą o swoich uczuciach? Ale wierzę, że istnieją. Miałam przy- jemność spotkać takich, jednak są oni w mniejszości. Jedyne, co przeszka- dzało mi w spokojnej lekturze „7 kolorów tęczy” to dosyć liczne błędy składniowe... Jako przyszła pisarka zwracam uwagę na wiele szczegółów podczas czytania, ale chciałam się podzielić z Panią moimi ogólnymi wraże- niami. Życzę przyszłych sukcesów! Może film na podstawie powieści? :) Pozdrawiam, Kasia  ~ 106 ~ Nie mam wielkich tajemnic. Podążam swoją drogą i staram się nią kroczyć z godnością. To droga kogoś, kto szuka miłości. Paulo Coelho Kochani! Tradycyjnie już, troszkę dla Was ode mnie. Wiem, że idziemy tą samą drogą, choć różnymi ścieżkami. Ale cel jest jeden. Powodzenia. Monika Sawicka M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć OPOWIADANIA MAGDALENA MIKOŁAJCZAK O (NIE)WIERNOŚCI NAIWNEJ… Można by rzec, że na pamięć, z dokładnością co do minuty, z rozezna- niem na dzień powszedni, weekend, przerwy świąteczne czy noworoczne. Z dokładnością co do miejsca odjazdu, miejsca przyjazdu, z wykutą na bla- chę całą linią przejazdową. Wiedząc, że od tego miejsca do tego to tylko minuta, ale już trochę dalej, w pobliżu centrum, przy nagromadzonych czerwonych światłach i natłoku ludzi przy przejściach dla pieszych, to tak z dwie minuty trzeba dołożyć. W czasie popołudniowego szczytu, albo w sobotnie przedpołudnia to jeszcze jedna minuta dodatkowo. Bo każdy z zakupami, wpychając się do zatłoczonego pojazdu, pragnie zdążyć, do- trzeć na czas… Właśnie na czas… Więc z tak wyuczonym schematem przejazdowym, zawsze to Ona poja- wiała się tam pierwsza… Jak małe naiwne dziecko, które boi się, że prześpi cała grudniową noc z 5 na 6 i św. Mikołaj o nim zapomni. Bo zaspało i nie czekało. Więc z tak ogromnym wyczekiwaniem, zawsze zjawiała się przed czasem. Czekając. Czekała na ten przyjemny widok, kiedy to On zjawiał się i szedł w jej kierunku. I nieważne było to, czy był na czas idealny, czy też spóźnił się chociaż chwilkę. Bo przecież nikt inny tam właśnie czekać nie mógł. Nie tam, nie w tym miejscu, nie o tej godzinie, nie na tego samego człowieka. Nikt i nic. ~ 147 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć Nie wyobrażała sobie, by spóźnić się chociaż o złamaną mini-mili- sekundę. Bo to ona miała czekać, czuć zbliżającą się w jej kierunku jego osobę. Uwielbiała tak patrzeć. I wówczas i czas, i miejsce, i pogoda nie mia- ły znaczenia. Wartość słowa „być” przyćmiewało wszystko, co ważne i istotne było do tej pory. Do tego spotkania. W tak ogromnie znieczulającym oczekiwaniu, kreśliła we własnej wy- obraźni obraz spotkania z Nim. W myślach konsumując jego emocje, uczu- cia, słowa, wyrażenia. Pragnęła z jeszcze większą mocą słuchać, żywić się tym, co opowiadał. Przez barierę powietrza, w swojej głowie, dotykała go, przytulała. I w ten sposób na pamięć znała też jego wszystkie możliwe reak- cje. Wyprzedzając o mini-minutę jego ruchy, działania. Wiedziała, na co zadziałają jego źrenice. Kiedy się rozszerzają, a kiedy kurczą. Wiedziała, dzięki czemu zmienia się jego mimika twarzy. Bo i Jego twarz też znała na pamięć. I chociaż jej nie dotykał, to ona doskonale znała dotyk jego skóry, jego rąk, szyi, uszu, karku. Na pamięć znała zapach jego osoby. Z rozróż- nieniem na porę dnia, ewentualny wysiłek fizyczny, temperaturę powietrza. Wszystko znała na pamięć. W myślach powtarzała rozmowy, zapamiętując jego zdania, pytania i odpowiedzi. Wiedziała, kiedy jego ton głosu zacznie słabnąć, a kiedy zacznie się podnosić. Wyuczyła się rytmiki jego szeptu słownego. Pamiętała, ile razy w trakcie jednej wypowiedzi mruży oczami, składa i rozkłada dłonie. Wszystko to znała na pamięć. Przez lata nauki, była w stanie przewidzieć, kiedy go usłyszy, kiedy za- dzwoni, o co zapyta na początku i co odpowie na końcu. Na pamięć znała zapewnienia, obietnice. Na pamięć też znała jego schematy myślowe. Wiedziała, o co pytać, a jakie kwestie lepiej omijać. Na pamięć znała jego odpowiedzi. Nie zmieniały się przez lata. Szerokim łukiem należało omijać dziedziny odczuć wewnętrznych. Bo ona dla Niego była człowiekiem bez jakiejkolwiek sfery emocjonalno-intelektualno-odczu- ciowej. Uczuć brak. Pragnień brak. Marzeń brak. Próśb brak. Bo ona po prostu miała być. Jako ten ktoś, kto po prostu jest. Jest i nic więcej. Żadnych wspólnych odczuć wzajemnych. To takie bycie, jak nie- bycie. Bycie w mniemaniu samo-wystarczającym. I ona, znając na pamięć to, co jej wolno, a co zabronione, z wewnętrz- ~ 148 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć nym serca biciem, po postu była. Nieobecna prawdziwość skutków zdarze- niowych. Dla niego, dla jego potrzeby wygadania się. Była tuż obok, przy zacho- waniu odpowiedniej granicy bliskości. Słuchała. Nie pytając, nie wyrażając własnego zdania. Zabijając w sobie pragnienia. Tłumiąc marzenia. Dusząc uczucia i emocje. Rozgraniczając zakazaną sferę intymności. Będąc dostępną tak zewnętrznie. Widocznie. Ona miała tylko po prostu być. Znieczulona na wszystko dookoła, znie- czulona na to, co może zaboleć, co może zechce wyjść po za nią. Znieczule- niowa narkoza dla odczuć własnych. Bez możliwości transfuzji emocjonal- nej. W uproszczeniu, bez dodatkowego znaczenia, bez jakiejkolwiek interpre- tacji dla takiego właśnie „bycia”. Z wyuczoną na pamięć wiernością do takiego stanu istnienia, funkcjo- nowania, egzystowania. Z naiwnym postrzeganiem i oczekiwaniem na kolej- ne spotkanie. Bez możliwości zaaplikowania czegokolwiek na to bycie w niebyciu zarazem. Wykasowana wewnętrznie z chęci do zmiany na cokolwiek. Do Wczoraj. Istniała we własnej głuchocie uczuciowej. Zasnęła. W nocnym szepcie, słysząc głos i ton jego wypowiedzi, czując niewygodność fotela w tej samej kawiarni, w której od lat ugaszone miała swoje uczucia, patrząc na Niego, obserwując i słuchając. Zasnęła wychłodzona. Zmarznięty do szpiku kości element jej intymno- ści emocjonalnej. Bez potrzeby na zapamiętywanie tego chłodu, tej samotności, tej wę- drówki do nikąd. Zasnęła przemęczona nauką życia na pamięć. Zasnęła. Tam, gdzie zasnęła, umysł jej będzie mógł w końcu odpocząć. Tam życia nie ma na pamięć. Tam życie bez pamięci kończy się i zaczyna. ~ 149 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć Tam życie nie stawia przed sobą tak ogromnych wymagań i oczekiwań. Na cokolwiek. Gdziekolwiek. Z kimkolwiek. Już nigdy. I po nigdy jeszcze jeden krok dalej…. Zaciskając w swej wychłodzonej dłoni opakowanie po recepturze na długowieczny sen bezpamięciowy…  ~ 150 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć Spis treści Przypowieści ....................................................................................7 Spotkanie ................................................................................................................... 8 Zapach deszczu ...................................................................................................... 11 Bajka o miłości i szaleństwie ................................................................................ 14 Będzie lepiej ............................................................................................................ 17 Cztery świece ........................................................................................................... 18 Dostatek, miłość i sukces ...................................................................................... 19 Zagubiona wyspa miłości ...................................................................................... 21 Kolejność uczuć ............................................................................. 23 Żegnaj smutku ........................................................................................................ 24 Krajka ....................................................................................................................... 26 Dusza nie lubi ciemności ...................................................................................... 32 Dwa serca dwa smutki ........................................................................................... 36 Kiedy umiera dziecko ............................................................................................ 41 Na zakręcie .............................................................................................................. 47 Naznaczona ............................................................................................................. 50 Nie jest za późno .................................................................................................... 54 Niełatwopalne ......................................................................................................... 60 Niekochanie ............................................................................................................ 64 Moja tęsknota .......................................................................................................... 66 Pudełko czekoladek ............................................................................................... 71 Teoria względności................................................................................................. 76 Samba przed rozstaniem ....................................................................................... 79 Mam na imię Julia ................................................................................................... 84 To twoja wina ......................................................................................................... 87 Urodziny .................................................................................................................. 93 Warto mówić: kocham .......................................................................................... 96 Po drugiej stronie tęczy ................................................................ 103 Kilka słów wstępu ............................................................................................... 104 Listy od czytelników ........................................................................................... 106 Opowiadania ........................................................................................................ 146 Magdalena Mikołajczak: O (nie)wierności naiwnej… ................................... 147 Maja Wesołowska: Padlina ................................................................................ 151 ~ 172 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć Katarzyna Kowalska: Czy to będzie miłość mojego życia? Czy kolejny zawód, który tak bardzo boli? ........................................................................... 156 Wiersze .................................................................................................................. 166 Magdalena Mikołajczak: Współczesne czary-mary ........................................ 166 Patrycja Pilot: Mój skarb największy ................................................................ 168 Patrycja Pilot: Dotykam dna .............................................................................. 170  ~ 173 ~ M oni k a S aw i ck a: K olejno ść uc zuć ~ 174 ~
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kolejność uczuć
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: