Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
02158 041409 15601281 na godz. na dobę w sumie
Kolejność uczuć - ebook/pdf
Kolejność uczuć - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 175
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-923909-5-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Każdego ranka, po przebudzeniu, otrzymujemy kredyt w wysokości osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu sekund życia na dany dzień. Kiedy wieczorem kładziemy się spać, niewykorzystana reszta sekund nie przejdzie na następny dzień; to, czego nie przeżyliśmy w ciągu dnia, jest na zawsze stracone, pochłonięte przez wczoraj. Każdego następnego ranka rozpoczyna się ta sama magia, znowu otrzymujemy taką liczbę sekund życia i wszyscy zaczynamy grać w tę nieodwracalną grę: bank może zamknąć nam konto w najbardziej nieoczekiwanym momencie, bez żadnego ostrzeżenia w każdej chwili może zatrzymać nasze życie...' Marc Levy O miłości, która jest ślepa, czasem niesprawiedliwa, kapryśna i zaskakująca, daje nam siłę i przyprawia skrzydła, ale także sprawia ból, a my chcemy ją mimo to przeżyć. O życiu, które jest darem i jedyną okazją, by czas, jaki został nam podarowany, wykorzystać jak najpiękniej. O śmierci, która wkrada sie w nasze życie i wydziera z naszych objęć tych, których kochamy. O tym, jak żyć po stracie dziecka, którego się nigdy nie widziało i dziecka, które przez wiele lat było całym naszym światem. O tym, skąd wziąć siłę, gdy odchodzi męźczyzna, kobieta, których kochamy do utraty tchu. Odchodzi różnie. Ale na zawsze. O tym, że życie nas zawodzi, wystawia na próbę, wymaga podejmowania decyzji, które wydają się ponad nasze siły, ale także przynosi szczęście. O tym, że wszystko jest względne i w każdej chwili może nabrać innego wymiaru. O radości z promieni słońca o świcie i z blasku księżyca nocą. W drugiej części książki pt. Po drugiej stronie tęczy znajdują się przepiękne, wzruszające listy, w których CZYTELNICY dzielili się z autorka refleksjami po lekturze jej wcześniejszych książek.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć ~ 2 ~ MONIKA SAWICKA KOLEJNO(cid:338)Ć UCZUĆ © Monika Sawicka, 2010 ISBN-10 83-923909-5-4 ISBN-13 978-83-923909-5-4 KŚrekta, skład i łamanie: Katarzyna Krzan www.e-bookowo.pl PrŚjekt Śkładki: TŚmasz Krzan www.a3m.pl Wydawca: WydawnictwŚ literackie „Magia słów” Monika Sawicka Druk: Oficyna Wydawnicza „Read me” Warszawa, ul. Mi(cid:318)ska 2Ę Drukarnia w ŁŚdzi ul. Olechowska 83 Sśrzeda(cid:367) i dystrybucja: HurtŚwnia ksi(cid:266)(cid:367)ek PlatŚn Warszawa, ul. Kolejowa 19/21 oraz www.monikasawicka.pl Trzeba być wielkim śrzyjacielem, (cid:367)eby śrzyj(cid:339)ć i śrzesiedzieć z kim(cid:339) całe śŚśŚłudnie tylkŚ śŚ tŚ, (cid:367)eby nie czuł si(cid:281) samŚtny. Odło- (cid:367)yć swŚje wa(cid:367)ne sśrawy i całe śŚśŚłudnie śo- (cid:339)wi(cid:281)cić na trzymanie kŚgŚ(cid:339) za r(cid:281)k(cid:281). Anna Frankowska Ksi(cid:266)(cid:367)k(cid:281) dedykuj(cid:281) mŚim Czytelnikom PRZYPOWIE(cid:338)CI Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć SPOTKANIE Byłem sam w całym śrzedziale śŚci(cid:266)gu. PŚtem wsiadła jaka(cid:339) dziewczyna – ŚśŚwiadał śewien niewidŚmy hinduski chłŚśiec. M(cid:281)(cid:367)czyzna i kobieta, którzy j(cid:266) ŚdśrŚwadzali, musieli być jej rŚdzicami. Dawali jej mnóstwŚ rad i wskazówek. Nie wiedziałem, jak wygl(cid:266)dała dziew- czyna, ale śŚdŚbała mi si(cid:281) barwa jej głŚsu. Czy jedzie dŚ Dehra Dun? – śytałem siebie, kiedy śoci(cid:266)g ruszał ze stacji. Zastanawiałem si(cid:281), jak mŚg(cid:281) nie dać śŚ sŚbie śŚznać, (cid:367)e jestem niewi- domy. PŚmy(cid:339)lałem sŚbie: je(cid:339)li nie b(cid:281)d(cid:281) si(cid:281) ruszał z mŚjegŚ miejsca śowinno mi si(cid:281) tŚ udać. – Jad(cid:281) dŚ Saharanśur – śŚwiedziała. – Tam wyjdzie po mnie moja cio- cia. A śan dŚk(cid:266)d jedzie, mŚ(cid:367)na wiedzieć? – Dehra Dun, a potem do Mussoorie – ŚdśŚwiedziałem. – O, jaki śan szcz(cid:281)(cid:339)liwy! Pragn(cid:281)łabym bardzŚ śŚjechać dŚ MussŚŚrie. Uwielbiam góry. Szczególnie w śa(cid:365)dzierniku, kiedy jest tam tak śi(cid:281)knie. – Tak, to najlepszy sezon – ŚdśŚwiedziałem, si(cid:281)gaj(cid:266)c śami(cid:281)ci(cid:266) dŚ cza- sów, kiedy jeszcze widziałem. – Wzgórza usłane s(cid:266) dzikimi daliami, słŚ(cid:318)ce jest łagŚdne, a wieczŚrem mŚ(cid:367)na sŚbie siedzieć wŚkół Śgniska i rŚzmy(cid:339)lać, śŚśijaj(cid:266)c brandy. Wi(cid:281)ksza cz(cid:281)(cid:339)ć letników ju(cid:367) wtedy Śdje(cid:367)d(cid:367)a, ulice s(cid:266) bez- ludne i ciche. Milczała, a ja zadawałem sŚbie śytanie czy mŚje słŚwa zrŚbiły na niej ja- kie(cid:339) wra(cid:367)enie, czy te(cid:367) jedynie my(cid:339)lała, (cid:367)e jestem sentymentalny. PŚtem śŚśełniłem bł(cid:266)d i zaśytałem: – Jak jest na zewn(cid:266)trz? Ona jednak w mŚim śytaniu nie zauwa(cid:367)yła nic dziwnegŚ. Czy(cid:367)by ju(cid:367) sśŚstrzegła, (cid:367)e nie widz(cid:281)? Jednak słŚwa, które zaraz śŚ tym wyśŚwiedziała, ~ 8 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć śŚzbawiły mnie wszelkich w(cid:266)tśliwŚ(cid:339)ci. – Dlaczego pan nie spojrzy w okno? – zaśytała mnie z najwi(cid:281)ksz(cid:266) natu- ralnŚ(cid:339)ci(cid:266). Przesun(cid:266)łem si(cid:281) wzdłu(cid:367) siedzenia, staraj(cid:266)c si(cid:281) z uwag(cid:266) Śdszukać ŚknŚ. ByłŚ Śtwarte, Śdwróciłem si(cid:281) w jegŚ strŚn(cid:281), rŚbi(cid:266)c wra(cid:367)enie, (cid:367)e śrzygl(cid:266)dam si(cid:281) mijanym widŚkŚm. Oczami wyŚbra(cid:365)ni widziałem telegraficzne słuśy, które śrzesuwały si(cid:281) w biegu. – Zauwa(cid:367)yła śani – Ś(cid:339)mieliłem si(cid:281) śŚwiedzieć – (cid:367)e te drzewa wydaj(cid:266) si(cid:281) śŚruszać? – Zawsze tak si(cid:281) wydaje – ŚdśŚwiedziała. Odwróciłem si(cid:281) znów w strŚn(cid:281) dziewczyny i śrzez śewien czas siedzieli- (cid:339)my w milczeniu. PŚtem śŚwiedziałem: – Ma śani bardzŚ interesuj(cid:266)c(cid:266) twarz. Za(cid:339)miała si(cid:281) miłŚ wibruj(cid:266)cym i jasnym głŚsem. – Przyjemnie tŚ usłyszeć – rzekła. – Nudz(cid:266) mnie ci, którzy mówi(cid:266), (cid:367)e mŚja twarz jest ładna! Musisz mieć naśrawd(cid:281) ładn(cid:266) twarz, śŚmy(cid:339)lałem sŚbie, a śŚ chwili dŚda- łem śewnym głŚsem: – Hm, interesuj(cid:266)ca twarz mŚ(cid:367)e być równie(cid:367) bardzŚ śi(cid:281)kna. – Jest śan bardzŚ miły – śŚwiedziała. – Ale dlaczego jest pan taki po- wa(cid:367)ny? – Ju(cid:367) niedługŚ b(cid:281)dzie śani na miejscu – stwierdziłem dŚ(cid:339)ć nieŚczekiwa- nie. – Dzi(cid:281)ki BŚgu. Nie lubi(cid:281) długich śŚdró(cid:367)y śŚci(cid:266)giem. Ja natŚmiast byłbym gŚtów siedzieć tak nieskŚ(cid:318)czenie długŚ, byleby tyl- kŚ słyszeć, jak Śna mówi. Jej głŚs śŚsiadał tak srebrzysty d(cid:365)wi(cid:281)k jak górski strumie(cid:318). Zaraz śŚ wyj(cid:339)ciu z śŚci(cid:266)gu zaśŚmni śewnie Ś naszym sśŚtkaniu. Ja jednak zachŚwam j(cid:266) w swŚjej śami(cid:281)ci śrzez śŚzŚstał(cid:266) cze(cid:339)ć śŚdró(cid:367)y, ~ 9 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć a mŚ(cid:367)e i dłu(cid:367)ej. PŚci(cid:266)g wjechał na stacj(cid:281). KtŚ(cid:339) zawŚłał i zabrał ze sŚb(cid:266) dziewczyn(cid:281). Po- zŚstał śŚ niej jedynie zaśach. Mrucz(cid:266)c cŚ(cid:339) śŚd nŚsem wszedł dŚ śrzedziału jaki(cid:339) m(cid:281)(cid:367)czyzna. PŚci(cid:266)g ruszył śŚnŚwnie. Odszukałem śŚ Śmacku ŚknŚ i usadŚwiłem si(cid:281) naśrzeciwkŚ, wśatruj(cid:266)c si(cid:281) w (cid:339)wiatłŚ, które byłŚ dla mnie ciemnŚ(cid:339)ci(cid:266). Jeszcze raz mŚgłem śŚwtórzyć mŚj(cid:266) gr(cid:281) z nŚwym tŚwarzyszem śŚdró- (cid:367)y. – SzkŚda, (cid:367)e nie mŚg(cid:281) być tak n(cid:281)c(cid:266)cym tŚwarzyszem w śŚdró(cid:367)y jak ta dziewczyna, która dŚśierŚ wyszła – śŚwiedział dŚ mnie, staraj(cid:266)c si(cid:281) nawi(cid:266)- zać rŚzmŚw(cid:281). – To bardzo interesuj(cid:266)ca dziewczyna – stwierdziłem. – Czy mógłby mi śan śŚwiedzieć... czy jej włŚsy były długie, czy krótkie? – Nie śami(cid:281)tam – ŚdśŚwiedział zdawkŚwym tŚnem. – Przygl(cid:266)dałem si(cid:281) jedynie jej oczom, a nie włŚsŚm. Były rzeczywi(cid:339)cie śi(cid:281)kne! SzkŚda, (cid:367)e nie mŚgły jej dŚ niczegŚ słu(cid:367)yć... Była niewidŚma. Nie zauwa(cid:367)ył śan tegŚ? DwŚje niewidŚmych ludzi, którzy udaj(cid:266), (cid:367)e widz(cid:266). Ile(cid:367) ludzkich sśŚtka(cid:318) jest śŚdŚbnych dŚ tegŚ. Ze strachu, by nie Śbjawić tegŚ, jacy jeste(cid:339)my na- śrawd(cid:281) zaśrześaszczamy nieraz najwa(cid:367)niejsze sśŚtkania naszegŚ (cid:367)ycia. A niektóre sśŚtkania zdarzaj(cid:266) si(cid:281) jedynie raz w (cid:367)yciu… MŚ(cid:367)e i tŚ tak(cid:367)e?  ~ 10 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć ZAPACH DESZCZU Zimny marcŚwy wiatr ta(cid:318)czył za Śknem szśitala w Dallas, kiedy lekarz wszedł dŚ małegŚ śŚkŚju, w którym le(cid:367)ała Diana Blessing, która była wci(cid:266)(cid:367) wykŚ(cid:318)czŚna śŚ Śśeracji. Jej m(cid:266)(cid:367), David, trzymał jej r(cid:281)k(cid:281), kiedy dr(cid:367)eli w Śczekiwaniu na wiadŚmo- (cid:339)ci. TamtegŚ śŚśŚłudnia, 10 marca 1991 roku, komplikacje zmusiły Dian(cid:281), która była dŚśierŚ w 24 tygŚdniu ci(cid:266)(cid:367)y, dŚ cesarskiegŚ ciecia, które miałŚ sprowadzić na (cid:339)wiat córeczk(cid:281) śary, Dan(cid:281) Lu Blessing. RŚdzice mieli (cid:339)wiadŚmŚ(cid:339)ć, (cid:367)e mierz(cid:266)ca 30,5 centymetra i wa(cid:367)(cid:266)ca 708 gram córeczka urŚdziła si(cid:281) niebezśiecznie wcze(cid:339)nie, jednak słŚwa lekarza nadal wydawały si(cid:281) być rani(cid:266)cymi ich pociskami. – Nie wydaje mi si(cid:281), (cid:367)eby były jakiekolwiek szanse na jej śrze(cid:367)ycie – po- wiedział tak delikatnie, jak mógł. – Jest tylko dziesi(cid:281)ć procent szans, (cid:367)e śrze- trwa t(cid:281) noc, a nawet wtedy, je(cid:339)li jakim(cid:339) cudem śrzetrwa, jej śrzyszłŚ(cid:339)ć mŚ(cid:367)e być bardzŚ Śkrutna. Sśarali(cid:367)Śwani niedŚwierzaniem David i Diana słuchali lekarza, który Śśi- sywał śrŚblemy, jakim Dana musiałaby stawić czŚła, gdyby śrze(cid:367)yła. Nigdy nie byłaby w stanie chŚdzić, mówić, śrawdŚśŚdŚbnie byłaby niewidoma i śŚdatna na inne urazy tj. śŚra(cid:367)enie mózgŚwe, całkŚwity niedŚrŚzwój mó- zgowy i wiele innych. Wszystko, cŚ mŚgła wyksztusić Diana tŚ zaśrzeczenie. Ona i m(cid:266)(cid:367) David wraz z ich śi(cid:281)ciŚletnim synem Dustinem długŚ marzyli, (cid:367)e śewnegŚ dnia Dana b(cid:281)dzie cz(cid:281)(cid:339)ci(cid:266) ich rŚdziny. Teraz, w ci(cid:266)gu kilku gŚdzin ich marzenie ŚddalałŚ si(cid:281) cŚraz bardziej. Tymczasem nŚwe trŚski sśadały na barki Diany i Davida. OkazałŚ si(cid:281), (cid:367)e system nerwowy Dany jest niedojrzały i najdelikat- niejszy śŚcałunek lub śieszczŚta mŚgły tylkŚ śrzyczynić si(cid:281) dŚ jej cierśie- nia, wi(cid:281)c rŚdzice nie mŚgli nawet kŚłysać ich malutkiej dziewczynki przy śiersi i wsśŚmagać jej sił(cid:266) ich miłŚ(cid:339)ci. Wszystko, cŚ mŚgli rŚbić, kiedy Dana w śl(cid:266)taninie rurek i śrzewŚdów walczyła Ś (cid:367)ycie śŚd ultrafiŚletŚwym (cid:339)wiatłem, byłŚ mŚdlić si(cid:281), aby Bóg był ~ 11 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć blisko ich drogocennej male(cid:318)kiej córeczki. Ale przydarzały si(cid:281) chwile, kiedy Dana nagle rŚsła w sił(cid:281). Mijały tygŚdnie, śrzybywały kŚlejne gramy i znikŚme ilŚ(cid:339)ci sił. W kŚ(cid:318)cu, kiedy Dana miała dwa miesi(cid:266)ce jej rŚdzice mŚgli j(cid:266) wzi(cid:266)ć w ramiona po raz śierwszy. A dwa miesi(cid:266)ce śó(cid:365)niej, chŚcia(cid:367) lekarze nadal delikatnie, acz nie- ust(cid:281)śliwie Śstrzegali, (cid:367)e tŚ tylkŚ szansa na śrzetrwanie, a nie na normalne (cid:367)ycie, Dana wyszła ze szśitala i rŚdzice, tak jak Śd śŚcz(cid:266)tku tegŚ śragn(cid:281)li, zabrali j(cid:266) dŚ dŚmu. Pi(cid:281)ć lat śó(cid:365)niej, Dana była drŚbn(cid:266), acz zacześn(cid:266) mał(cid:266) dziewczynk(cid:266) z l(cid:339)ni(cid:266)cymi szarymi Śczami i nienasycŚn(cid:266) ch(cid:281)ci(cid:266) (cid:367)ycia. Nie Śkazywała (cid:367)ad- nych Śznak śsychicznegŚ czy fizycznegŚ Śsłabienia. Była śŚ śrŚstu tym wszystkim, czym mŚ(cid:367)e być mała dziewczynka… Jednak to jeszcze nie jest koniec jej historii. Pewnego gŚr(cid:266)cegŚ śŚśŚłudnia lata 199ę rŚku Dana siedziała na kŚla- nach mamy w parku niedaleko domu (Irving, Texas), gdzie jej brat Dustin trenŚwał ze swŚj(cid:266) dru(cid:367)yn(cid:266) śiłkarsk(cid:266). Jak zawsze Dana szczebiŚtała dŚ swo- jej mamy oraz kilku innych dŚrŚsłych, kiedy nagle ucichła. Wtulaj(cid:266)c si(cid:281) w ramiona, mała Dana zaśytała: – Czujecie to? Diana, wyczuwaj(cid:266)c w śŚwietrzu nadchŚdz(cid:266)c(cid:266) burz(cid:281) odśŚwiedziała: – Tak śachnie nadchŚdz(cid:266)cy deszcz. Dana zamkn(cid:281)ła Śczy i sśytała jeszcze raz: – Czujesz to? Jeszcze raz jej mama ŚdśŚwiedziała: – Chyba zaraz b(cid:281)dziemy mokre, pachnie deszczem. Nadal zaurŚczŚna chwil(cid:266) Dana śŚtrz(cid:266)sn(cid:281)ła głŚw(cid:266), śŚgłaskała ramiŚna swŚimi malutkimi r(cid:266)czkami i głŚ(cid:339)nŚ Śznajmiła: – Nie, śachnie jak ON. Pachnie jak Bóg, kiedy kładziesz głŚw(cid:281) na jego piersi. Łzy zaszkliły si(cid:281) w Śczach Diany, kiedy Dana radŚ(cid:339)nie zeskŚczyła z ław- ~ 12 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć ki, by pobawić si(cid:281) z innymi dziećmi. SłŚwa jej córki śŚtwierdziły tŚ, co do czegŚ Diana i jej najbli(cid:367)si nie mieli w(cid:266)tśliwŚ(cid:339)ci, śrzynajmniej gł(cid:281)bŚkŚ w sercach, Śd śŚcz(cid:266)tku. PŚdczas tych długich dni i nŚcy swŚich pierwszych dwóch miesi(cid:281)cy, kie- dy jej nerwy były zbyt delikatne, aby jej dŚtykać, Bóg śrzytulał dŚ swŚjej śiersi Dan(cid:281) i tŚ JegŚ śrzesycŚny miłŚ(cid:339)ci(cid:266) zapach Dana pami(cid:281)ta tak dobrze. MiłŚ(cid:339)ć BŚga jest jak Ścean, widzisz jegŚ śŚcz(cid:266)tek, ale nie jeste(cid:339) w stanie dŚstrzec kŚ(cid:318)ca. MiłŚ(cid:339)ć jest jak Ścean. A ANIOŁY ISTNIEJ(cid:265)! TylkŚ czasami nie maj(cid:266) skrzydeł i nazywamy ich śrzyjaciółmi.  ~ 13 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć BAJKA O MIŁO(cid:338)CI I SZALE(cid:317)STWIE PŚwiadaj(cid:266), (cid:367)e śewnegŚ razu sśŚtkały si(cid:281) na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot. I tak: Gdy Znudzenie Śstentacyjnie ziewn(cid:281)łŚ śŚ raz trzeci, Szale(cid:318)stwŚ, jak zwykle Śbł(cid:281)dnie dzikie, zaśrŚśŚnŚwałŚ: – PŚbawmy si(cid:281) w chŚwanegŚ! Intryga, niezmiernie zaintrygŚwana, uniŚsła tylkŚ lekkŚ brwi, a Cieka- wŚ(cid:339)ć, nie mŚg(cid:266)c si(cid:281) śŚwstrzymać, sśytała z tyśŚwym dla siebie zaintereso- waniem: – W chowanego? A co to takiego? – To zabawa – wyja(cid:339)niłŚ (cid:367)ywŚ Szale(cid:318)stwŚ. – PŚlegaj(cid:266)ca na tym, i(cid:367) ja za- kryj(cid:281) sŚbie Śczy i śŚwŚli zaczn(cid:281) liczyć dŚ miliŚna. W mi(cid:281)dzyczasie wy wszy- scy dŚbrze si(cid:281) schŚwacie, a gdy skŚ(cid:318)cz(cid:281) liczyć, mŚim zadaniem b(cid:281)dzie was Śdnale(cid:365)ć. Pierwsze z was, na któregŚ kryjówk(cid:281) trafi(cid:281), zajmie mŚje miejsce w nast(cid:281)śnej kŚlejce. PŚdekscytŚwany Entuzjazm zacz(cid:266)ł ta(cid:318)czyć w tŚwarzystwie EufŚrii, Ra- dŚ(cid:339)ć śŚdskakiwała tak wesŚłŚ, i(cid:367) udałŚ si(cid:281) jej śrzekŚnać dŚ gry W(cid:266)tśli- wŚ(cid:339)ć, a nawet Aśati(cid:281), której nigdy niczym nie dałŚ si(cid:281) zainteresŚwać. Jednak(cid:367)e nie wszyscy chcieli si(cid:281) śrzył(cid:266)czyć. Prawda wŚlała si(cid:281) nie cho- wać, w kŚ(cid:318)cu i tak zawsze j(cid:266) ŚdkrywanŚ. Duma stwierdziła, (cid:367)e zabawa jest głuśia, ale tak naśrawd(cid:281) w gł(cid:281)bi duszy gryzłŚ j(cid:266), i(cid:367) śomysł wyszedł Śd kŚgŚ innegŚ. TchórzŚstwŚ z kŚlei nie chciałŚ ryzykŚwać. – Raz, dwa, trzy – zacz(cid:281)łŚ liczyć Szale(cid:318)stwŚ. Najszybciej schŚwałŚ si(cid:281) LenistwŚ, Śsuwaj(cid:266)c si(cid:281) za śierwszy leśszy na- śŚtkany kamie(cid:318). Wiara śŚfrun(cid:281)ła dŚ nieba, a ZazdrŚ(cid:339)ć ukryła si(cid:281) w cieniu Triumfu, który z kŚlei wsśi(cid:266)ł si(cid:281) Ś własnych siłach, hen! Na sam szczyt ~ 14 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć najwy(cid:367)szegŚ drzewa. WsśaniałŚmy(cid:339)lnŚ(cid:339)ć długŚ nie mŚgła znale(cid:365)ć dla siebie ŚdśŚwiedniego miejsca, gdy(cid:367) wszystkie kryjówki wydawały si(cid:281) jej idealne dla śrzyjaciół: krystalicznie czyste jeziŚrŚ byłŚ wymarzŚnym miejscem dla Pi(cid:281)knŚ(cid:339)ci, dziu- pla – w sam raz dla Nie(cid:339)miałŚ(cid:339)ci, mŚtyle skrzydła stwŚrzŚnŚ dla Zmysło- wŚ(cid:339)ci, śŚwiew wiatru Śkazał si(cid:281) natŚmiast najleśszy dla WŚlno(cid:339)ci. W kŚ(cid:318)cu WsśaniałŚmy(cid:339)lnŚ(cid:339)ć schŚwała si(cid:281) za śrŚmyczkiem słŚ(cid:318)ca. Z kŚlei EgŚizm znalazł sŚbie, jak s(cid:266)dził, wsśaniałe miejsce: wygŚdne i przewiewne, a co najwa(cid:367)niejsze – przeznaczone tylko dla niegŚ. KłamstwŚ schŚwałŚ si(cid:281) na dnie Śceanu, a mŚ(cid:367)e skłamałŚ i tak naśrawd(cid:281) ukryłŚ si(cid:281) za t(cid:281)cz(cid:266)? Pasja i PŚ(cid:367)(cid:266)danie, w porywie gŚr(cid:266)cych uczuć, wskŚczyli w sam (cid:339)rŚdek wulkanu. Niestety wyleciałŚ mi z śami(cid:281)ci, gdzie skryłŚ si(cid:281) ZaśŚmnienie, lecz tŚ śrzecie(cid:367) małŚ wa(cid:367)ne. Gdy Szale(cid:318)stwŚ liczyłŚ dziewi(cid:281)ćset dziewi(cid:281)ćdziesi(cid:266)t dziewi(cid:281)ć tysi(cid:281)cy dziewi(cid:281)ćset dziewi(cid:281)ćdziesi(cid:266)t dziewi(cid:281)ć, MiłŚ(cid:339)ć jeszcze nie zdŚłała znale(cid:365)ć sobie odpowiedniego miejsca. W Śstatniej chwili Śdkryła jednak zagajnik dzikich ró(cid:367) i schŚwała si(cid:281) w(cid:339)ród krzewów. – Milion! – krzykn(cid:281)łŚ na kŚ(cid:318)cu Szale(cid:318)stwŚ i dziarskŚ zabrałŚ si(cid:281) dŚ szukania. Od razu, rzecz jasna, odnalazłŚ schŚwane śar(cid:281) krŚków dalej LenistwŚ. Chwil(cid:281) śŚtem usłyszałŚ Wiar(cid:281) rŚzmawiaj(cid:266)c(cid:266) w niebie z Panem BŚgiem. W ryku wulkanów wyczułŚ natŚmiast ŚbecnŚ(cid:339)ć Pasji i PŚ(cid:367)(cid:266)dania. Nast(cid:281)p- nie, śrzez śrzyśadek, ŚdnalazłŚ ZazdrŚ(cid:339)ć, cŚ szybkŚ dŚśrŚwadziłŚ je dŚ kryjówki Triumfu. EgŚizmu nie trzeba byłŚ wcale szukać, gdy(cid:367) jak z śrŚcy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy ŚkazałŚ si(cid:281), i(cid:367) wśakŚwał si(cid:281) w sam (cid:339)rŚdek gniazda dzikich os. TrŚch(cid:281) zm(cid:281)czŚne szukaniem Szale(cid:318)stwŚ śrzysiadłŚ na chwil(cid:281) nad sta- wem i w ten sśŚsób znalazłŚ Pi(cid:281)knŚ(cid:339)ć. Jeszcze łatwiejsze ŚkazałŚ si(cid:281) Śdna- lezienie W(cid:266)tśliwŚ(cid:339)ci, która, niestety, nie śŚtrafiła si(cid:281) zdecydŚwać, z której strŚny śłŚtu najleśiej si(cid:281) ukryć. ~ 15 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć W ten sśŚsób wszyscy zŚstali znalezieni: Talent w(cid:339)ród (cid:339)wie(cid:367)ych ziół, Smutek – w przepastnej jaskini, a ZaśŚmnienie... có(cid:367), ju(cid:367) dawnŚ zaśŚmnia- łŚ, i(cid:367) bawi si(cid:281) w chŚwanegŚ. DŚ znalezienia śŚzŚstała tylkŚ MiłŚ(cid:339)ć. Szale(cid:318)stwŚ zagl(cid:266)dałŚ za ka(cid:367)de drzewkŚ, sśrawdzałŚ w ka(cid:367)dym strumyczku, a nawet na szczytach gór i ju(cid:367), ju(cid:367) miałŚ si(cid:281) śŚddać, gdy ŚdkryłŚ niewielki ró(cid:367)any zagajnik. Patykiem za- cz(cid:281)łŚ Śdgarniać gał(cid:266)zki... Wtem wszyscy usłyszeli śrzera(cid:365)liwy Śkrzyk bólu. StałŚ si(cid:281) śrawdziwe nieszcz(cid:281)(cid:339)cie! Ró(cid:367)ane kŚlce zraniły MiłŚ(cid:339)ć w oczy. Szale(cid:318)stwu zrŚbiłŚ si(cid:281) niezmiernie śrzykrŚ, zacz(cid:281)łŚ śrŚsić, błagać o śrzebaczenie, a(cid:367) w kŚ(cid:318)cu śŚśrzysi(cid:281)głŚ zŚstać śrzewŚdnikiem (cid:339)leśej z jegŚ winy śrzyjaciółki. I tŚ wła(cid:339)nie Śd tamtej śŚry, Śd czasu, gdy śŚ raz śierwszy bawiŚnŚ si(cid:281) na Ziemi w chowanego, MiłŚ(cid:339)ć jest (cid:339)leśa i zawsze tŚwarzyszy jej Szale(cid:318)- stwo.  ~ 16 ~ Monika Sawicka: Kolejno(cid:339)ć uczuć B(cid:280)DZIE LEPIEJ Pewnego dnia, na ślacu targŚwym, śŚ(cid:339)ród tłumu ludzi siedział niewi- domy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem: „Jestem (cid:339)leśy, śrŚsz(cid:281) o pomoc”. Pewien m(cid:281)(cid:367)czyzna, który śrzechŚdził ŚbŚk niegŚ zauwa(cid:367)ył, (cid:367)e jego ka- śelusz jest śrawie śusty, zaledwie śar(cid:281) grŚszy... Wrzucił mu śar(cid:281) mŚnet, śŚ czym bez śytania niewidŚmegŚ Ś zgŚd(cid:281) wzi(cid:266)ł jegŚ kartŚnik, Śdwrócił na drug(cid:266) strŚn(cid:281) i naśisał cŚ(cid:339)... TegŚ samegŚ śŚśŚłudnia, ten sam m(cid:281)(cid:367)czyzna znŚwu śrzechŚdził ŚbŚk tego samegŚ niewidŚmegŚ i zauwa(cid:367)ył, (cid:367)e tym razem jegŚ kaśelusz jest pełen mŚnet. NiewidŚmy rŚzśŚznał krŚki tegŚ człŚwieka i zaśytał gŚ, czy to on Śdwrócił kartŚnik i cŚ na nim naśisał. M(cid:281)(cid:367)czyzna ŚdśŚwiedział: „Nic, cŚ nie byłŚby śrawd(cid:266). Prześisałem Twoje zdanie tylkŚ trŚszk(cid:281) inaczej.” U(cid:339)miechn(cid:266)ł si(cid:281) i Śddalił. Niewidomy nigdy si(cid:281) nie dŚwiedział, (cid:367)e na jegŚ kartŚniku byłŚ naśisane: „Dzi(cid:339) wsz(cid:281)dzie dŚŚkŚła jest wiŚsna. A ja nie mŚg(cid:281) jej zŚbaczyć…” Zmie(cid:318) swŚj(cid:266) strategi(cid:281), je(cid:339)li cŚ(cid:339) nie jest tak, jak być śŚwinnŚ. A zŚbaczysz, (cid:367)e b(cid:281)dzie leśiej...  ~ 17 ~
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kolejność uczuć
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: