Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00068 005284 14475254 na godz. na dobę w sumie
Kolekcjoner tajemnic - opowiadania sensacyjne - ebook/pdf
Kolekcjoner tajemnic - opowiadania sensacyjne - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 208
Wydawca: Skat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-936842-4-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> sensacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Kolekcjonerem tejemnic jest dojrzały mężczyzna z bogatym bagażem kobiecych doświadczeń, które barwnie opisuje w dwunastu sensacyjnych opowiadaniach. Bohaterką każdego z nich jest kobieta oraz jej nieznana nikomu tajemnica. Wyznania 'Kolekcjonera tajemnic' wciągają juz od pierwszego akapitu, mają specyjiczny nastrój oraz zaskakujące zakończenie. Wszystkie osadzone są w malowniczej scenerii Wysp Brytyjskich oraz przemysłowych pejzarzy Śląska.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1074566 KOLEKCJONER TAJEMNIC 1074566 Opowiadania sensacyjne 1074566 Leszek Girtler KOLEKCJONER TAJEMNIC Opowiadania sensacyjne 1074566 Opowiadania sensacyjne Wydawnictwo SKAT copyright by Leszek Girtler Zabrze 2013 ISBN 978-83-936842-4-3 Redakcja i korekta: El˙zbieta Girtler Korekta: Marta Girtler - Motyka Opracowanie graficzne: Jakub Mielcarek 1074566 Kolekcjoner tajemnic *** Ben jest m˛e˙zczyzn ˛a wysokim i troch˛e przygarbionym ze wzgl˛edu na wiek. Ale wci ˛a˙z ma powodzenie u kobiet i zwraca na siebie uwag˛e, szczególnie tych, które wol ˛a m˛e˙zczyzn doj- rzałych, a nawet o wiele starszych od siebie, przy których za- wsze mog ˛a zazna´c poczucia szcz˛e´scia i to nawet wówczas, gdy tak naprawd˛e wcale ich nie kochaj ˛a. Ma jasne, lekko siwie- j ˛ace włosy zaczesane do tyłu, nosi dług ˛a peleryn˛e i kapelusz z szerokim rondem, który zasłania mu prawie połow˛e twarzy. Mieszka w drewnianym domku, za którego oknami dwa razy na dob˛e przeje˙zd˙za poci ˛ag z w˛eglem, wywołuj ˛ac dr˙ze- nie podłogi w kuchni i brz˛ek szklanego ˙zyrandola w pokoju go´scinnym. Ka˙zdego wieczora tu˙z przed za´sni˛eciem czeka na jego przybycie stoj ˛ac w oknie naprzeciw ´sciany ogrodu bo- tanicznego, który rozpo´sciera si˛e po drugiej stronie nasypu kolejowego. Kładzie si˛e spa´c dopiero w chwili, kiedy poci ˛ag znika w oddali, wywołuj ˛ac cichutkie dr˙zenie zasłon w oknie jego sypialni. Słyszy go jeszcze przez chwil˛e, kiedy zasypia. Ale ju˙z nie tak wyra´znie. Wci ˛a˙z jednak czuje go pod powie- kami w postaci czerwonej smugi ´swiatła, która przygasa, to 5 1074566 Opowiadania sensacyjne znów rozpala si˛e, a˙z wreszcie ga´snie gdzie´s w zakamarkach jego usypiaj ˛acej wyobra´zni. Budzi si˛e bardzo wcze´snie rano i natychmiast wychodzi do ogrodu. Kilkakrotnie przemierza tam w ˛ask ˛a ´scie˙zk˛e pomi˛edzy krzewami dzikiej ró˙zy, a potem zatrzymuje si˛e przed g˛estymi krzakami czarnej porzeczki, któr ˛a hoduje na jesienn ˛a nalewk˛e. Obmy´sla wtedy sposób, w jaki ma j ˛a przyrz ˛adzi´c, aby nie była za słodka. Jednocze´snie obserwuje postacie w˛eglarzy skupio- nych wokół ciemnych gabarytów kolejowego transformatora, oraz przytłumione ´swiatło ich gasn ˛acego ogniska. Jego domowymi towarzyszami oprócz kotów s ˛a pies i je˙z. Ten ostatni zaraz po ´sniadaniu przenosi si˛e do kryjówki pod stosem drewna przy gara˙zu, za´s koty zaszywaj ˛a si˛e na stryszku. Tylko pies kładzie si˛e u jego stóp i towarzyszy mu w rozmy´sla- niach. S ˛a to rozmy´slania o kobietach, które kiedy´s pojawiały si˛e w jego ˙zyciu i odchodziły, jak pory roku. Ka˙zdego dnia od- najduje je w pami˛eci za spraw ˛a niby nic nieznacz ˛acych dro- biazgów; czy to zapomnianych cz˛e´sci garderoby porzuconych w sypialni; czy te˙z kosmetyków w łazience. Czasem jest to nie- doczytana ksi ˛a˙zka na szafce przy łó˙zku; a czasem pusty wazon po imieninowych kwiatach, czy otwarta koperta z niewysła- nym listem. Wszystkie te przedmioty skrupulatnie odnajduje w czasie ka˙zdego porannego obchodu, i to zawsze w tym samym, ´sci- ´sle ustalonym porz ˛adku. Potem bezbł˛ednie przyporz ˛adkowuje je wła´sciwym kobietom i wspomina je bardzo ciepło, jakby był gotów raz jeszcze do´swiadczy´c tego wszystkiego, co mu si˛e przytrafiło u ich boku. Niektóre z nich zapisały si˛e w jego pami˛eci tak dokładnie, jak rodzinna fotografia, do której po- wraca si˛e wci ˛a˙z na nowo i odkrywa tajemnice ukryte gdzie´s tam, na drugim, czy trzecim planie. 6 1074566 Kolekcjoner tajemnic W przypadku jego kobiet kolekcja owych tajemnic wydaje mu si˛e tak samo długa, jak nitka wagonów, na które czeka tu˙z przed za´sni˛eciem, i równie nieodgadniona, jak one same. W jego wspomnieniach, jako pierwsza zawsze pojawia si˛e Krysta. 7 1074566 Krysta 1. Najpierw zauwa˙zył j ˛a w kolejce do odprawy celnej, a po- tem przed bezcłowym stoiskiem z drogimi kosmetykami, jak w skupieniu pochyla si˛e nad kolekcj ˛a drogich perfum w nie- bieskich buteleczkach i jak przymykaj ˛ac powieki gł˛eboko wchłania ich zapach. Do´s´c długo obserwował j ˛a z daleka, nie maj ˛ac odwagi podej´s´c i po prostu przywita´c si˛e z ni ˛a, a potem zada´c jakie´s najbardziej banalne pytanie; na przykład, czy aby nie przypomina sobie, kiedy to widzieli si˛e po raz ostatni. Z tego, co zapami˛etał, było to dobrych par˛e lat temu, za- raz po tym, jak podj˛eła prac˛e w Luton, jako pomoc w pu- bie, który jej polecił. Była wtedy o wiele młodsza i nie tak bardzo zadbana, jak teraz. A poza tym wtedy nie przypomi- nała eleganckiej kobiety, któr ˛a sta´c na bardzo drogie perfumy. Była wtedy skromn ˛a i całkiem urodziw ˛a dziewczyn ˛a zza baru, jedn ˛a z wielu, do których u´smiechał si˛e zamawiaj ˛ac kieliszek wódki na stoj ˛aco. Od chwili, kiedy stracił j ˛a z oczu, nawet nie zastanawiał si˛e, czy wci ˛a˙z jeszcze pracuje w tamtym pubie, który jej pole- cił, czy te˙z mo˙ze zmieniła prac˛e i otworzyła własn ˛a herbaciar- 8 1074566 Kolekcjoner tajemnic ni˛e, o której zawsze marzyła. Nie odczuwał takiej potrzeby. Ale teraz, kiedy zobaczył j ˛a na lotnisku w Luton, zupełnie niespodziewanie zacz˛eło go to interesowa´c. Kiedy po raz ko- lejny natkn ˛ał si˛e na ni ˛a w kolejce do samolotu, u´smiechn ˛ał si˛e do niej i pomachał r˛ek ˛a, na co ona odpowiedziała niezwykle spontanicznie i bez ˙zadnego wahania, jakby zauwa˙zyła go ju˙z nieco wcze´sniej. Wkrótce potem zaj˛eli miejsca niemal tu˙z obok siebie i wy- mienili ze sob ˛a pierwsze, bardzo sk ˛ape słowa powitania. Potem przez długi czas milczeli, a˙z wreszcie Krysta pierw- sza zacz˛eła rozmow˛e. Ale dopiero w chwili, kiedy samolot wzbił si˛e w powietrze i zawisł ponad bielusie´nkim dywanem chmur, rozpostartym w bezbarwnej przestrzeni. – Co u ciebie, Ben? – zapytała. U´smiechn ˛ał si˛e do niej z wdzi˛eczno´sci ˛a, słysz ˛ac swój osie- dlowy pseudonim, o którym prawie ju˙z zapomniał. Anglicy nie mieli poj˛ecia o jego istnieniu i posługiwali si˛e tylko jego nazwiskiem Bentkowski, nie mog ˛ac wymówi´c imienia Krzysz- tof, które stanowiło dla nich zbyt trudn ˛a, j˛ezykow ˛a łamigłówk˛e. – W porz ˛adku – b ˛akn ˛ał. – Nie mo˙ze by´c lepiej. Przez chwil˛e obserwował, jak odgarnia z policzków ko- smyki jasnych włosów, a potem dyskretnie zdejmuje czerwone pantofelki na wysokich obcasach i wsuwa je pod siedzenie. Zauwa˙zył, ˙ze ma wci ˛a˙z tak samo zgrabne i szczupłe nogi, jak kiedy´s, tyle tylko, ˙ze teraz bardziej wypiel˛egnowane, a ich za- dbana gładko´s´c podkre´slona była lekko br ˛azow ˛a opalenizn ˛a. Kiedy ju˙z wygodnie usadowiła si˛e w fotelu, podsun ˛ał jej torebeczk˛e z pra˙zonymi orzeszkami, jakby daj ˛ac znak, ˙ze jest gotów do podj˛ecia rozmowy. Niestety nie miał poj˛ecia, od czego mógłby j ˛a zacz ˛a´c, gdy˙z podejmowanie pierwszego z brzegu tematu po kilku latach niewidzenia wydawało mu si˛e zbyt banalne. 9 1074566 Opowiadania sensacyjne Na szcz˛e´scie ona pierwsza odezwała si˛e, wspominaj ˛ac po- byt w Luton oraz hotel, w którym zaraz po przyje´zdzie wyna- j˛eła male´nki pokoik na pi˛etrze. – To była bardzo fajna dziupla – powiedziała. – Znam j ˛a – oznajmił z namysłem. – Prowadził j ˛a kiedy´s mój znajomy z Sosnowca. Pokoje troch˛e małe, jak w wi˛ezien- nej celi, ale za to wszystko pod r˛ek ˛a. Hotel w Luton zapami˛etał jeszcze z czasów pierwszej wi- zyty na wyspach i zachował po nim całkiem miłe wspomnie- nie. Jakkolwiek pokoik, który wynaj ˛ał wówczas na pi˛etrze, był tak mały, ˙ze starczał zaledwie na tyle, aby w nim usi ˛a´s´c na male´nkiej kanapce, albo te˙z stan ˛a´c nieruchomo przy ku- chennym blacie, aby przygotowa´c kanapki do pracy. Mimo wszystko od razu go polubił. Miał w nim wszystko to, czego mu było trzeba. A co najwa˙zniejsze, miał go tylko i wył ˛acz- nie dla siebie i traktował, jak kawałek intymnego ´swiata, do którego nikt nie mógł wtargn ˛a´c. Zawsze po pracy wracał do niego z ogromn ˛a ochot ˛a, maj ˛ac ´swiadomo´s´c, ˙ze nie b˛edzie musiał dzieli´c go z kimkolwiek, kto mógłby zakłóci´c jego spe- cyficzn ˛a, cho´c ciasn ˛a intymno´s´c. Niestety oprócz ciasnoty tamten pokoik miał jeszcze jedn ˛a wad˛e. S ˛asiadował bowiem z pubem i ka˙zdego pi ˛atkowego popołudnia wypełniał si˛e wrzaskami pijanych klientów, któ- rzy nie ucichali do białego rana. Le˙zał wówczas z otwartymi oczami i obserwował kolorowe ´swiatła startuj ˛acych do lotu samolotów, odliczaj ˛ac je kolejno – jeden po drugim. Bardzo łatwo mógł teraz wyobrazi´c sobie Kryst˛e, jak bez- sennie sp˛edza w nim pi ˛atkowe noce, czekaj ˛ac, kiedy ucichn ˛a pijane wrzaski dochodz ˛ace z pubu. Chciał nawet zapyta´c, czy w czasie nieprzespanych nocy równie˙z i ona uwa˙znie obser- wowała pulsuj ˛ace na niebie ´swiatła samolotów, ale zamiast tego, zapytał, gdzie mieszkała, kiedy ju˙z si˛e wyprowadziła 10 1074566 Kolekcjoner tajemnic z Luton. – Ró˙znie – odparła, wzruszaj ˛ac ramionami. – To znaczy? – Jak si˛e dało. Raz na zapleczu w sklepie, gdzie sprzeda- wałam u˙zywane ciuchy, a raz w szkole, gdzie sprz ˛atałam. – Ile za nocleg? – Za tanioch˛e. Przez chwil˛e milczał, wspominaj ˛ac miejsca swoich poby- tów na wyspach; tych za tanioch˛e i tych bardziej ekskluzyw- nych, ale natychmiast uznał, ˙ze bynajmniej nie s ˛a warte wspo- minania, tym bardziej, ˙ze teraz bardziej interesowało go to, czy Krysta t˛eskniła za domem, kiedy pracowała na wyspach, i czy wci ˛a˙z jeszcze o nim pami˛eta. – Prawie całkiem zapomniałam jak wygl ˛ada – rzuciła, spo- gl ˛adaj ˛ac na kosmaty dywan chmur, wyło˙zony tu˙z pod skrzy- dłem samolotu. – Ale my´sl˛e, ˙ze ma si˛e całkiem dobrze. Powiedziała to z zaskakuj ˛ac ˛a pewno´sci ˛a, a jednocze´snie z prawdziw ˛a nostalgi ˛a, jakby miała zamiar wróci´c do niego ju˙z na zawsze, nie zdaj ˛ac sobie sprawy, jak wiele czasu upły- n˛eło od chwili, kiedy go opu´sciła, i jak wiele zd ˛a˙zyło si˛e od tego czasu zmieni´c w ich starej dzielnicy, któr ˛a nazywano Abisyni ˛a. Niestety, jej domek wcale nie miał si˛e dobrze. Nawet po- mimo tego, ˙ze kiedy´s był jednym z bardziej zadbanych dom- ków w całym osiedlu, a przynajmniej po´sród tych, usytuowa- nych wzdłu˙z kopalnianej trakcji kolejowej. Jako jeden z nie- licznych kryty był czerwon ˛a dachówk ˛a, a nie pap ˛a, a ponadto wyró˙zniał si˛e tym, ˙ze miał przedziwne wzorki na frontowej ´scianie, uło˙zone z rzecznych kamieni i kawałków zielonego szkła z butelek po piwie. Według jej m˛e˙za, miały podobno symbolizowa´c podwodny ´swiat oceanu, albo te˙z fale rzeki Se- kwany. 11 1074566 Opowiadania sensacyjne Niestety od tamtego czasu jej domek zmarniał i teraz wła- ´sciwie nie nadawał si˛e do zamieszkania. Był niemal˙ze ogo- łocony przez złodziei dokładnie ze wszystkiego, co mo˙zna było sprzeda´c. Pocz ˛awszy od mebli i wszelkich domowych sprz˛etów, a sko´nczywszy na przewodach instalacji elektrycz- nej, które po prostu zostały wyrwane ze ´scian. Stanowił teraz nocny przytułek dla bezdomnych, a tak˙ze polnych myszy. – My´sl˛e, ˙ze nale˙załoby go porz ˛adnie przewietrzy´c – za- uwa˙zył dyplomatycznie, nie chc ˛ac jej mówi´c całej prawdy. – Oj tak – przytakn˛eła Krysta, nie odrywaj ˛ac wzroku od widoku za oknem. – I to koniecznie. – Poza tym czeka ci˛e porz ˛adny remont – dodał. Mówi ˛ac o remoncie, miał na my´sli kompletne jego wy- burzenie i postawienie na nowo. Byłoby to przedsi˛ewzi˛ecie o wiele bardziej kosztowne, ani˙zeli samo przewietrzenie, ale na szcz˛e´scie Krysta wygl ˛adała na osob˛e, której si˛e powiodło. Potwierdzały to chocia˙zby złote pier´scienie na palcach oby- dwu jej r ˛ak, a tak˙ze złoty naszyjnik, zwisaj ˛acy pomi˛edzy pier- siami. A co najwa˙zniejsze - czerwony kostium, zakupiony na sezonowej wyprzeda˙zy w jednym z najdro˙zszych sklepów na głównym pasa˙zu w Luton, w którym wygl ˛adała nie tylko zgrabnie, ale i bogato. 12 1074566 2. Zupełnie inaczej wygl ˛adała tu˙z przed wyjazdem, kiedy odwiedziła go z pro´sb ˛a o napisanie ˙zyciorysu oraz listu pole- caj ˛acego w j˛ezyku angielskim. A przy okazji, aby dowiedzie´c si˛e czego´s wi˛ecej na temat jej docelowego miejsca podró˙zy, o którym wiedziała zaledwie tylko tyle, ˙ze jest to wyspa, na któr ˛a niełatwo si˛e dosta´c. Mo˙zna polecie´c tam samolotem, co jest niezwykle drogie, albo popłyn ˛a´c promem, tak wielkim, jak kilkupi˛etrowa kamienica. Kiedy zapytał o jej umiej˛etno´sci zawodowe, które mógłby wpisa´c do listu polecaj ˛acego, wzruszyła bezradnie ramionami. – ˙Zadnej roboty si˛e nie boj˛e i wezm˛e ka˙zd ˛a robot˛e, byleby j ˛a tylko dali – powiedziała, unosz ˛ac dumnie głow˛e. Niestety, niewiele mógł jej pomóc. Okazało si˛e, ˙ze jej do- tychczasowe do´swiadczenie zawodowe było tak bardzo marne, ˙ze nie mo˙zna go było zakwalifikowa´c do ˙zadnej listy zawo- dów, nawet tych najmniej atrakcyjnych na rynku. Przez długi czas pracowała w szkole, jako pomoc do wszystkiego, zamie- niaj ˛ac si˛e od czasu do czasu w szkolnego go´nca, donosz ˛acego urz˛edowe listy na poczt˛e, czy te˙z w zaopatrzeniowca od pie- rogów, które uwielbiała szkolna sekretarka. Jedyne powa˙z- niejsze zaj˛ecie, jakie jej si˛e przytrafiło, to praca w punkcie 13 1074566 Opowiadania sensacyjne przyj˛e´c garderoby do prania, tu˙z przy targu na Jagiełły. Do jej obowi ˛azków nale˙zało tam wypisanie pokwitowania i ozna- kowanie spodni, czy marynarki za pomoc ˛a szmacianego nu- merka. Nic poza tym. Oczywi´scie posiadała te˙z wiele innych, uniwersalnych umiej˛etno´sci, takich jak na przykład; cerowa- nie, pranie, czy gotowanie. Jednak˙ze te, nie predysponowały jej do ˙zadnej, dobrze brzmi ˛acej nazwy zawodu, który mógłby wpisa´c w jej ˙zyciorysie. Ostatnio piastowała funkcj˛e pomocy w osiedlowym barze, który niestety nie cieszył si˛e zbyt dobr ˛a renom ˛a. Ju˙z od wej- ´scia zalatywało tam lizolem i m˛esk ˛a uryn ˛a, a jego podstawo- wymi klientami byli osiedlowi pijaczkowie, a tak˙ze studenci medycyny, którzy w drodze na zaj˛ecia w pobliskim prosekto- rium, wpadali na jednego, aby doda´c sobie odwagi. Na poły przypominał on wiejsk ˛a klubokawiarni˛e, a na poły wester- nowy zajazd. Niestety w ˙zadnym wypadku nie nadawał si˛e do tego, aby wspomina´c o nim w jej zawodowym ˙zyciorysie. Nawet pomimo tego, ˙ze jako barmanka sprawdzała si˛e dosko- nale i przydawała mu niezasłu˙zonego blasku. Do tego stopnia, ˙ze niektórzy przychodzili tam tylko dla niej. Po prostu po to, aby si˛e do niej u´smiechn ˛a´c i od czasu do czasu podziwia´c jej biust, kiedy pochylała si˛e nad kuflami. Przyszło mu wówczas do głowy, ˙ze przecie˙z mógłby j ˛a zatrudni´c kolega z Sosnowca, który oprócz hotelu w Luton, prowadził równie˙z i niewielki pub. Ju˙z od dawna pracowała w nim jego s ˛asiadka z osiedla, córka Milicjantowej. – Mo˙ze chciałaby´s pracowa´c w pubie – zaproponował. – W pubie? – wykrzykn˛eła, klaszcz ˛ac z rado´sci. – Mówisz powa˙znie? – Całkiem powa˙znie – potwierdził, wzruszaj ˛ac ramionami. – Tyle tylko, ˙ze musiałbym ci˛e poduczy´c angielskiego. Jeste´s gotowa? 14 1074566 Kolekcjoner tajemnic Słysz ˛ac to, pochyliła si˛e do niego tak nisko, ˙ze bez ˙zad- nych przeszkód mógł zajrze´c w jej dekolt. – Chocia˙zby teraz, zaraz – o´swiadczyła. – Zrobi˛e wszy- stko, byleby st ˛ad wyjecha´c. – A co z Józkiem? – zapytał. Krysta natychmiast spowa˙zniała. – Tylko mu o tym nie mów – powiedziała z trwog ˛a. – Gdyby si˛e dowiedział, zatłukłby mnie na ´smier´c. – Boisz si˛e go? – zapytał. – Pewnie, ˙ze si˛e boj˛e. Ale mu si˛e nie dam. Nigdy si˛e nie dawałam. – Co zrobisz, jak si˛e dowie? Krysta wyprostowała si˛e i spojrzała przed siebie. – Nie wa˙zne, co zrobi˛e. On dawno ju˙z przestał dla mnie istnie´c. Powiedziała o nim z gorycz ˛a, lecz jednocze´snie szacun- kiem nale˙znym dla kogo´s, kto dawno ju˙z odszedł z tego ´swiata. A przecie˙z Józek ˙zył jeszcze, cho´c Bóg jeden wiedział, ile mu pozostało. Mogły to by´c zaledwie miesi ˛ace, albo te˙z i dłu- gie lata. Podobnie jak to si˛e działo ze wszystkimi w Abisynii, którzy umierali z przepicia, i którzy niemal ka˙zdego dnia sia- dywali przed progiem osiedlowego sklepiku i czekali na jego otwarcie, odsypiaj ˛ac noc sp˛edzon ˛a na czuwaniu przy torach na przybycie wagonów z w˛eglem. Ale przecie˙z nie zawsze tak bywało. Pami˛etał go jesz- cze za czasów, kiedy Józek piastował całkiem intratn ˛a posad˛e magazyniera w pobliskim zakładzie produkuj ˛acym sklepowe wagi. Był wówczas przystojnym m˛e˙zczyzn ˛a, za którym ogl ˛a- dały si˛e prawie wszystkie kobiety w osiedlu. Cz˛esto z nim przebywał, słuchaj ˛ac jego opowie´sci o dzieci´nstwie, a tak˙ze i matce, która podobno w czasie wojny była agentk ˛a obcego wywiadu. Albo o tym, jak to milicjant gonił milicjantow ˛a, 15 1074566 Opowiadania sensacyjne gro˙z ˛ac jej pistoletem, i jak potem postrzelił si˛e we własny pa- lec u nogi. Niestety z czasem ich za˙zyło´s´c przeobraziła si˛e jednak w krótkie, zupełnie przygodne spotkania w s ˛asiedztwie osie- dlowego sklepu, w czasie których, Józek coraz bardziej natr˛et- nie prosił o wsparcie niewielk ˛a sum ˛a na butelk˛e wódki, czy chocia˙zby piwo. Krysta poznała go jeszcze za czasów, kiedy był ozdob ˛a ka˙zdego kobiecego towarzystwa. Popisywał si˛e wtedy gr ˛a na gitarze, na´sladuj ˛ac pewnego francuskiego piosenkarza, który ´spiewał o miło´sci i o paryskich bulwarach. Niestety, zaraz po ´slubie w jej mał˙ze´nstwie wszystko si˛e nagle zmieniło: Józek zacz ˛ał pi´c, a˙z w ko´ncu uton ˛ał na dobre w alkoholowym na- łogu i zacz ˛ał si˛e awanturowa´c, a potem wyrzuca´c j ˛a z domu. W ko´ncu doszło do tego, ˙ze zupełnie straciła z nim jakikol- wiek kontakt. Co jaki´s czas musiała stacza´c z nim prawdziw ˛a walk˛e, kiedy po pijanemu próbował si˛e do niej zbli˙zy´c. Nawet i teraz miała kilka zadrapa´n na policzku po ostat- niej utarczce. – B ˛ad´z spokojny – powiedziała. – Józek o niczym si˛e nie dowie. – Ale pami˛etaj, nie pozwól, ˙zeby ci˛e zatrzymał – powie- dział, gro˙z ˛ac jej palcem. Krysta rzuciła mu krótkie spojrzenie, w którym zauwa- ˙zył iskierk˛e kobiecej zawzi˛eto´sci. Niemal natychmiast znikn ˛ał z jej twarzy wyraz łagodno´sci, który zdawał si˛e by´c przykle- jony raz na zawsze, a na jego miejsce pojawił si˛e szary cie´n, który zaczynał si˛e gdzie´s pod oczami, a ko´nczył wokół kra- w˛edzi mocno zaci´sni˛etych ust. – Ju˙z o tym pomy´slałam – powiedziała. – Tym razem mu si˛e nie uda. – Lekcje b˛edziemy odbywa´c u ciebie w barze – o´swiad- 16 1074566 Kolekcjoner tajemnic czył zdecydowanym tonem. – Tak b˛edzie najbezpieczniej. – W takim razie, kiedy zaczynamy? – zapytała bez namy- słu. – Jak najpr˛edzej – odparł. Starał si˛e j ˛a ponagli´c, zdaj ˛ac sobie spraw˛e, ˙ze pr˛edzej czy pó´zniej Józek wszystkiego si˛e domy´sli. Wtedy jeszcze nie miał najmniejszego poj˛ecia o tym, jak bardzo jej czas zbli- ˙zaj ˛acego si˛e wyjazdu został policzony. 17 1074566 3. Ju˙z od samego pocz ˛atku traktował lekcje z Kryst ˛a równie powa˙znie, jak wszystkie inne i zawsze był do nich odpowied- nio przygotowany, jednak˙ze nie przynosił ze sob ˛a ani pod- r˛eczników, ani te˙z innych pomocy, chc ˛ac w ten sposób unik- n ˛a´c wszelkich podejrze´n ze strony Józka. Dlatego te˙z w tym szczególnym przypadku za wszystko musiała mu wystarczy´c tylko i wył ˛acznie konwersacja. Równie˙z i jej tematy nie mogły wynika´c z jakichkolwiek dydaktycznych przemy´sle´n, poniewa˙z były tak samo przypad- kowe i nieumówione, jak terminy ich spotka´n. Najcz˛e´sciej skupiały si˛e wokół czynno´sci dnia codziennego, a czasami wokół rzeczy, które zdaniem Krysty, były najbardziej dla niej frapuj ˛ace. Dotyczyły na przykład przewidywa´n wysoko´sci dziennego przychodu w barze, albo te˙z ilo´sci sprzedanych bu- telek wina. Czasami dotyczyły te˙z koloru zasłon, jakie zamie- rzała powiesi´c w oknach. Od czasu do czasu proponował jej co´s bardziej osobistego i opowiadał o tym, co dzieje si˛e w jego domu, czy te˙z w ogro- dzie. Mówił wtedy o chwastach i mchu, z którym nie potrafił sobie poradzi´c, a tak˙ze o krzakach ogrodowej ró˙zy, które posa- dził wła´snie obok ´scie˙zki, i które jako´s nie chciały si˛e przyj ˛a´c. 18 1074566 Kolekcjoner tajemnic Czasami wspominał równie˙z o chorobie kota, który przestał je´s´c. Krysta nalewała mu wówczas darmowy kieliszek wina, aby ukoi´c jego rozterki i nie odrywaj ˛ac od niego wzroku słu- chała jego opowie´sci z najwy˙zszym skupieniem. Zgodnie z umow ˛a mówił tylko i wył ˛acznie po angielsku, cho´c Krysta wci ˛a˙z miała z nim powa˙zne kłopoty. Ale tylko na pocz ˛atku, gdy˙z z ka˙zdym nast˛epnym spotkaniem przyswajała sobie coraz to wi˛ecej słówek, a potem nawet i całe zdania, a˙z wreszcie zacz˛eła bardzo wprawnie ´sledzi´c tok jego monologu i doskonale orientowała si˛e, o czym w danej chwili mówił. Po jakim´s czasie zacz˛eła nawet zadawa´c pytania: na pocz ˛atku bardzo proste, a wła´sciwie tylko pojedyncze słówka, poparte odpowiedni ˛a mimik ˛a, aby z czasem zast ˛api´c je pełnymi, zu- pełnie poprawnymi konstrukcjami. Od tej chwili coraz cz˛e´sciej poruszał temat podró˙zy, aby przygotowa´c j ˛a do sytuacji, które mogłaby napotka´c na lot- nisku. Opowiadał wówczas o tym, jak na lotnisku w Luton zgubił si˛e i nie potrafił znale´z´c wyj´scia i jak odbył pierwsz ˛a kontrol˛e baga˙zow ˛a, a tak˙ze rozmow˛e z podejrzliwym, angiel- skim urz˛ednikiem. Potem wspomniał w jaki sposób starał si˛e unika´c policji, kiedy ju˙z był na miejscu, i co mówił, kiedy wypytywano go pozwolenie na prac˛e. Czasami puszczał wodze wyobra´zni i snuł opowie´sci o zupełnie innych podró˙zach. Były to barwne historie o wy- prawach do nieznanych zak ˛atków ´swiata; historie o ˙zegludze przez morza i oceany, oraz o lataniu w przestworzach. Poma- gał mu w tym widok z barowego okna, sk ˛ad mo˙zna było po- dziwia´c ocean dachów pokrytych pap ˛a, a tak˙ze wysokie wie˙ze kopalnianych szybów, które na horyzoncie przeistaczały si˛e w maszty okr˛etów, podró˙zuj ˛acych w nieznane. Krysta u´smiechała si˛e wtedy marzycielsko i jeszcze bar- dziej pochylała do niego przez kontuar, nie bacz ˛ac na wzgl˛edy 19 1074566
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kolekcjoner tajemnic - opowiadania sensacyjne
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: