Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00178 007136 14658342 na godz. na dobę w sumie
Kompas zen - ebook/pdf
Kompas zen - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 418
Wydawca: Projekt Wydawniczy Miska Ryżu Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64213-44-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> religia
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Dae Soen Sa Nim (Wielki Czcigodny Mistrz Zen) Seung Sahn był 78 patriarchą buddyzmu koreańskiego w linii przekazu od Buddy Siakjamuniego. Urodził się w 1927 roku w północnej części Korei. Został mnichem w październiku 1948 roku. W dziesięć dni po wyświęceniu udał się na 100 dniowe odosobnienie, w trakcie którego osiągnął oświecenie. 25 stycznia 1949 roku otrzymał Przekaz Dharmy od Mistrza Zen Ko Bong. W 1957 roku został Opatem Świątyni Hwa Gye Sah w Seulu. Kilka lat później został zaproszony, aby nauczać zen w Japonii. W maju 1972 porzucił pozycję sławnego mistrza w Japonii i Korei, aby udać się samotnie do USA i tam rozpocząć nauczanie zen. W ten sposób narodziła się Szkoła Zen Kwan Um, skupiająca kilkadziesiąt ośrodków na całym świecie; od prawie 30 lat Szkoła funkcjonuje również w Polsce. Kompas zen jest prostą, jasną i często przezabawną prezentacją najważniejszych nauk głównych buddyjskich tradycji - hinajany, mahajany i zen - dokonana przez jednego z najbardziej uwielbianych mistrzów naszych czasów. Podczas kilkudziesięciu lat swego nauczania na całym świecie, mistrz zen Seung Sahn zasłynął ze swojej unikalnej umiejętności docierania do sedna buddyjskiego nauczania w sposób uderzająco jasny, nie polegający na ezoterycznym czy też akademickim słownictwie. W swojej najważniejszej książce, opartej na wygłaszanych w różnych miejscach mowach, przedstawia podstawy nauk buddyzmu w przystępny i intrygujący sposób, zarówno dla początkujących, jak i dla doświadczonych uczniów. Mistrz zen Seung Sahn zmarł w świątyni Hwa Gye Sahn w Korei 30 listopada 2004 r. Miał 77 lat.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

K O M PA S Z E N Mistrz Zen Seung Sahn b u d d y z m z e n 219 Dok Sahn natychmiast wyj¹³ z plecaka swoje notatki i komentarze na temat Sutry Diamentowej. Wzi¹³ do rêki pochodniê i powiedzia³: „Nawet, jeœli ktoœ ca³kowicie opa- nuje najg³êbsze filozofie, nie bêdzie to niczym wiêcej, ni¿ prób¹ przes³oniêcia nieba kosmykiem w³osów. Nawet jeœli ktoœ posi¹dzie ca³¹ najwa¿niejsz¹ wiedzê tego œwiata, nie bêdzie to niczym wiêcej, ni¿ wlaniem kropli wody do g³êbokiego kanionu”. Nastêp- nie wzi¹³ swoje notatki i komentarze, wszystkie je spali³, po czym pok³oni³ siê z wdziêcz- noœci¹. Dok Sahn by³ teraz wolnym cz³owiekiem. Historia ta pokazuje nam, ¿e nawet jeœli rozumiesz wszystkie mowy Buddy, ale nie potrafisz w ka¿dej chwili zademonstrowaæ tego rozumienia, to nie jest ono nic warte. Suche poznanie nie pomo¿e twojemu ¿yciu. Nawet, je¿eli przeczytasz wszystkie osiem- dziesi¹t cztery tysi¹ce sutr i wys³uchasz wielu mów Dharmy, nie pomo¿e ci to tak, jak jedna chwila doœwiadczenia jasnego umys³u. W chwili œmierci, na có¿ ci mo¿e siê przydaæ intelektualne rozumienie? W koñcu kiedyœ utracisz to cia³o: w jaki sposób intelektualne rozumienie mo¿e ci wtedy pomóc w otrzymaniu nowego cia³a? Ca³e two- je rozumienie jest tylko czyimiœ pojêciami. Obojêtnie jak wielkie by nie by³o twoje rozumienie, jeœli go nie strawi³eœ i nie sta³o siê twoje, ono nie jest w stanie ci pomóc. Jest jeszcze inna historia na ten temat. Dawno temu w Chinach ¿y³ s³ynny mistrz sutr, Guji. Znany by³ w ca³ych Chinach, poniewa¿ ca³kowicie opanowa³ wszystkie osiemdziesi¹t cztery tysi¹ce sutr nauczania Buddy. Maj¹c dwadzieœcia parê lat, by³ ju¿ uznawany za wielkiego nauczyciela. W tym czasie a¿ siedmiuset mnichów ¿y³o i stu- diowa³o w jego œwi¹tyni. Mnisi i uczeni przybywali ze wszystkich zak¹tków Chin tylko po to, aby móc pos³uchaæ choæby jednego z jego wyk³adów na temat buddyj- skich sutr. Nikt nie by³ w stanie pokonaæ Guji w uczonych dysputach. Mówi³o siê, ¿e potrafi on cytowaæ z pamiêci, ca³e strony, linijka po linijce, nawet najbardziej niejasne fragmenty sutr. By³ po prostu najwy¿szej klasy uczonym! Pewnego dnia Guji by³ trochê zmêczony, wyszed³ wiêc na ma³e podwórze za swoj¹ skromn¹ pustelni¹, aby odpocz¹æ. Usiad³ pod drzewem w ch³odnym, przyjemnym cieniu. Przez kilka minut czyta³ jak¹œ sutrê, kiedy nagle ktoœ szarpn¹³ wrota i z ha³asem otworzy³ bramê. Wesz³a wysoka mniszka w s³omkowym kapeluszu o szerokim ron- dzie. W swojej prawej rêce trzyma³a d³ugi kostur, z którego g³owy zwisa³o szeœæ ma³ych pierœcieni. Tego rodzaju kija u¿ywaj¹ tylko wysokiej klasy mistrzowie zen i patriarchowie linii przekazu, dlatego Guji by³ bardzo zaskoczony, widz¹c go w rêkach tego niezwyk³ego goœcia. Mniszka podesz³a prosto do Guji, a jej wysoka postaæ rzuci³a cieñ na sutrê, któr¹ on czyta³. Wed³ug buddyjskiej tradycji, uczeñ lub goœæ powinien zawsze siê pok³oniæ, 220 K o m p a s z e n witaj¹c siê z mnichem, szczególnie jeœli jest on wysokiej klasy mistrzem, takim j ak Guji. Co wiêcej, w tym czasie w Chinach przyjête by³o, ¿e mniszka musi zawsze k³aniaæ siê mnichowi. Nawet, jeœli mniszka wst¹pi³a do klasztoru piêædziesi¹t lat temu, musia³a k³aniaæ siê mnichowi, który przyj¹³ wskazania bhikku poprzedniego dnia. Jed- nak ta wysoka mniszka nie pok³oni³a siê wielkiemu mistrzowi Guji! Nawet nie zdjê³a kapelusza, stoj¹c nad nim, podczas gdy on wci¹¿ siedzia³. To jest bardzo aroganckie zachowanie. Po kilku chwilach, mniszka trzy razy okr¹¿y³a Guji. Przy ka¿dym kroku, g³oœno wali³a w ziemiê kijem. Robi³a naprawdê du¿o ha³asu! Guji by³ najwiêkszym mistrzem sutr w ca³ych Chinach. Studiowa³y u niego setki mnichów, a on sam posiada³ ca³kowite rozumienie buddyzmu. Rozumia³ równie¿, czym s¹ w³aœciwe zasady postêpowania i czym jest tradycja, dlatego wiedzia³, ¿e ta mniszka z pewnoœci¹ nie postêpuje w³aœciwie. „Ona nie rozumie swojej w³aœciwej sytuacji! — pomyœla³. — Ona nie rozumie swojego w³aœciwego zwi¹zku z t¹ sytuacj¹ oraz regu³ œwi¹tyni! Kto jest jej nauczycielem?” By³ naprawdê wœciek³y! Ca³a jego energia nap³y- nê³a mu do twarzy. Od³o¿y³ swoj¹ sutrê i z niedowierzaniem obserwowa³ aroganckie poczynania mniszki, okr¹¿aj¹cej jego fotel i wal¹cej kijem o ziemiê przy ka¿dym kroku. Nagle gniewny umys³ Guji eksplodowa³: „Hej, ty! PodejdŸ no tutaj!”. Jednak mniszka nie poruszy³a siê. Sta³a przed mistrzem Guji, przyt³aczaj¹c go swoim wzrostem i patrz¹c mu prosto w oczy. Po kilku chwilach przemówi³a: „Jesteœ najwiêkszym mistrzem sutr w Chinach”. Ton jej g³osu by³ bardzo arogancki, co jesz- cze bardziej rozwœcieczy³o Guji. „Co z tego?” — wykrzykn¹³. Mniszka wci¹¿ patrzy³a na niego z góry, a¿ w koñcu wybuch³a: „S³ysza³am, ¿e na- uczasz sutr. Ale ja nie lubiê sutr! W ogóle nie lubiê nauczania Buddy. Chcê us³yszeæ twoj¹ w³asn¹ mowê. W tej w³aœnie chwili, daj mi jedno s³owo!”. Guji zamurowa³o i nie by³ w stanie nic odpowiedzieæ. Zacz¹³ przeszukiwaæ swój umys³ w poszukiwaniu jakiejœ odpowiedzi, ale nic nie znalaz³. „Czym jest moja praw- dziwa mowa?” — pomyœla³. W miêdzyczasie osiemdziesi¹t cztery tysi¹ce sutr buddyj- skiego kanonu wirowa³o w jego poszukuj¹cej odpowiedzi g³owie, ale nie pojawia³o siê nic! „Czym jest moja prawdziwa mowa? Nie wiem...” Myœlenie, myœlenie, myœlenie, myœlenie. Jego akademicki umys³ ca³kowicie siê zatka³, próbuj¹c odnaleŸæ swoj¹ w³asn¹ mowê w jakiejœ z przeczytanych ksi¹¿ek. Tak wiêc w tej chwili wielki mistrz Guji straci³ ca³e swoje rozumienie — ca³kowicie go zamurowa³o! Pies rozumie psi¹ mowê, a kot rozumie koci¹ mowê. Wszystkie zwierzêta rozu- miej¹ swoj¹ prawdziw¹ mowê, ale czym jest prawdziwa mowa istoty ludzkiej? Czym jest twoja prawdziwa mowa? Czy potrafisz j¹ odnaleŸæ? To jest bardzo wa¿ny punkt. b u d d y z m z e n 221 Wielki mistrz Guji równie¿ tego nie rozumia³, a wszystkie buddyjskie sutry nie by³y w stanie mu tego wyjaœniæ. Siedzia³ tam, a jego twarz sta³a siê najpierw czerwona, potem bia³a, potem ciemna, a¿ w koñcu napiêta do granic wytrzyma³oœci. Nie by³ w stanie wykrztusiæ s³owa! Bhikkuni Shil Che powiedzia³a: „Ty, wielki mistrz Guji, nie rozumiesz nawet swojej w³asnej prawdziwej mowy! W jaki sposób w ogóle mo¿esz nauczaæ o mowie Buddy?”. Na koniec g³oœno prychnê³a: „Hannhh!”, i opuœci³a po- dwórze Guji. Incydent ten uderzy³ w umys³ Guji niczym piorun. Wszystko, na co pracowa³ przez ca³e ¿ycie, w jednej chwili zosta³o zniszczone. Na Wschodzie powiedzielibyœmy, ¿e ca³kowicie straci³ on swoj¹ twarz. Zrozumia³, ¿e w³aœnie spêdzi³ ca³e swoje ¿ycie, powtarzaj¹c s³owa Buddy i nie maj¹c najmniejszego pojêcia, na co te s³owa tak na- prawdê wskazuj¹. Guji wróci³ do swojego pokoju i za³o¿y³ d³ug¹ ceremonialn¹ szatê. Nastêpnie nakaza³ swojemu us³uguj¹cemu mnichowi, aby uderzy³ piêæ razy w œwi¹- tynny dzwon — znak jakiegoœ niezwyk³ego wydarzenia albo niebezpieczeñstwa. Nie- spodziewanie dla mnichów w œwi¹tyni, okoliczne lasy i doliny wype³ni³ g³êboki, uro- czysty dŸwiêk. B-bong-bong! Bong! Bong! Bong! B-bong-bong! Na polach, na ota- czaj¹cych klasztor wzgórzach, w salach studiów i w swoich pokojach, wszystkich siedmiuset mnichów us³ysza³o ten dŸwiêk. Zdziwieni podnosili wzrok znad swej pra- cy: „Co siê sta³o? Czy ktoœ umar³? Czy nasz nauczyciel zaniemóg³?”. Porzucili wszyst- ko, czym siê w³aœnie zajmowali, i poœpieszyli do g³ównej sali Dharmy. Kiedy zebrali siê ju¿ wszyscy mnisi, Guji wspi¹³ siê na wysokie podium i po kilku chwilach zacz¹³ przemawiaæ: „Dzisiaj pojawi³a siê przede mn¹ pewna dziwna mniszka, i zapyta³a mnie o moj¹ prawdziw¹ mowê. Nie potrafi³em nic odpowiedzieæ. Nie rozu- miem mojej w³asnej prawdziwej mowy — jak móg³bym nauczaæ was wszystkich mowy Buddy? To mnie bardzo uderzy³o. Jestem mnichem ju¿ od trzydziestu lat. Rozu- miem ca³y buddyzm i wszystkie sutry, ale to mi nic nie pomog³o. Dzisiaj ta mniszka uœwiadomi³a mi mój w³aœciwy kierunek. Muszê odpowiedzieæ na to pytanie teraz, zanim kiedykolwiek ponownie otworzê usta”. Wszyscy mnisi byli bardzo zmieszani. „Nasz nauczyciel przestaje nauczaæ? To niemo¿liwe!”; jednak kiedy spojrzeli na niego, postrzegli, ¿e jego szlachetna twarz by³a rzeczywiœcie smutna i za³amana. Guji zrozumia³, o czym myœleli mnisi, co dodatkowo go zasmuci³o. „Przepraszam — powiedzia³. — Dzisiaj zawiod³em was wszystkich, muszê wiêc teraz na zawsze zamkn¹æ tê szko³ê. ZnajdŸcie sobie innego nauczyciela, albo lepiej, znajdŸcie salê me- dytacyjn¹, w której bêdziecie mogli siedzieæ i g³êboko wejrzeæ w tê powa¿n¹ sprawê. Pewnego dnia, ju¿ wkrótce, ka¿dy z nas bêdzie musia³ umrzeæ. Nie ok³amujcie siê ani 222 K o m p a s z e n chwili d³u¿ej: musicie wszyscy sami rozwik³aæ ten problem. Musicie wszyscy znaleŸæ wasz w³aœciwy kierunek, a wtedy odnajdziecie wasz¹ w³asn¹, prawdziw¹ pierwotn¹ mowê.” Skoñczywszy, Guji zszed³ z wysokiego podium i wróci³ do swojego pokoju. Wszyscy mnisi byli bardzo zaskoczeni; niektórzy z nich rozp³akali siê, inni nawo- ³ywali mistrza, aby jeszcze siê zastanowi³ nad swoj¹ decyzj¹, jeszcze in- ni dyskutowali o tym, czy mistrz post¹pi³ w³aœciwie. Ca³y klasztor by³ bardzo wzbu- rzony s³owami nauczyciela, jednak Guji nie zwraca³ tego dnia uwagi na zamieszanie w œwi¹tyni. Powzi¹³ zdecydowan¹ decyzjê, aby coœ zrobiæ, i nie by³o ju¿ od niej od- wrotu. Od tego dnia zacz¹³ jeœæ tylko jeden posi³ek dziennie. Przesta³ spaæ na le¿¹co, siedzia³ tylko w medytacji, mocno utrzymuj¹c pytanie: „Co jest moj¹ prawdziw¹ mow¹? Czym jestem?”. Wszystko, co mu siê pojawia³o, to g³êbokie: „Nie wiem...”. Ca³e my- œlenie zosta³o ca³kowicie odciête. Z biegiem czasu, kiedy okaza³o siê, ¿e nauczyciel nie ma zamiaru zmieniæ zdania, uczniowie pakowali swoje rzeczy i odchodzili z doliny, szukaj¹c innych gór i œwi¹tyñ. Zamkniêto wielk¹ bramê œwi¹tyni — bum! — i zaryglo- wano drzwi. Guji, z niez³omn¹ determinacj¹, siedzia³ w swoim pokoju, twarz¹ do œciany. „Czym jestem? Nie wiemmm...” Pewnej nocy, kilka lat póŸniej, ktoœ zacz¹³ dobijaæ siê do wielkiej klasztornej bra- my. Wybi³a ju¿ pó³noc, ale Guji jak zwykle siedzia³ twarz¹ do œciany w swoim pokoju, bardzo g³êboko utrzymuj¹c umys³ nie-wiem. Jego us³uguj¹cy mnich pobieg³ do bramy i powiedzia³: „Przykro mi, ale mój nauczyciel ju¿ nikogo nie przyjmuje. Proszê odejœæ!”. Jednak przybysz nie ustêpowa³: „Wpuœæ mnie! Wpuœæ mnie! Chcê widzieæ siê z mistrzem Guji”. „Nie! Nie! Nie mo¿na!” Przybysz nie chcia³ odejœæ i wci¹¿ wali³ g³oœno w bramê. „Proszê, muszê widzieæ siê z twoim mistrzem!” — nie przestawa³ dyskutowaæ ze s³ug¹. Przekrzykiwali siê tak wzajemnie przez prawie godzinê! Podczas gdy to wszystko siê dzia³o, Guji nieprzerwanie siedzia³, utrzymuj¹c tylko mocne nie-wiem. W Chinach g³ówn¹ bramê dzieli od pokoju mistrza du¿a odleg³oœæ. Mimo to Guji s³ysza³ ca³e to zamieszanie i krzyki. Normalnie by go to nie zaniepokoi³o — mia³ on Wielkie Pytanie, które trzyma³o jego umys³ niczym olbrzymie imad³o. Ale ten przybysz nie chcia³ odejœæ, wyk³ócaj¹c siê ze s³ug¹. Zwykle ludzie natychmiast odchodz¹, kiedy s³ysz¹ z ust s³ugi wielkiego mistrza, ¿e nie przyjmuje on ¿adnych goœci, jednak ten cz³owiek nie chcia³ odejœæ, uparcie k³óc¹c siê ze s³ug¹. S³ysz¹c to, u Guji pojawi³ siê bardzo gniewny umys³. „Mo¿e to jacyœ z³oczyñcy? Mo¿e bij¹ mojego b u d d y z m z e n 223 s³ugê? Wsta³, chwyci³ wielki kij i wyszed³ na zewn¹trz w stronê klasztornej bramy. „Musisz odejœæ! — wykrzykn¹³. — Nikt nie ma prawa wstêpu!”. „Och, to ty jesteœ wielkim mistrzem Guji? — dobieg³ g³os zza bramy. — Mi³o ciê poznaæ.” „Oszala³eœ? — krzykn¹³ Guji. — Kim jesteœ? Jak œmiesz robiæ tyle zamieszanie tak póŸno w nocy?” Przybysz by³ nieporuszony. Tak naprawdê, jego twarz by³ przepe³niona dobroci¹ i wspó³czuciem, a jego oczy pe³ne œwiat³a, nawet w mroku nocy. „Przykro mi, ¿e przeszkadzam, mistrzu Guji — powiedzia³. Nazywam siê Cholyong, z po³udniowej góry.” Kiedy Guji us³ysza³ to imiê, szczêka mu opad³a, a kij wypad³ mu z r¹k. To by³ nikt inny, jak wielki mistrz zen Cholyong, najs³ynniejszy mistrz zen w ca³ych Chinach! Guji chcia³ osi¹gn¹æ oœwiecenie i odbyæ nastêpnie d³ug¹ podró¿ na górê Cholyonga, aby sprawdziæ siê tam w walce Dharmy, a tu wielki mistrz zen Cholyong sam pojawi³ siê u jego bram. Guji by³ bardzo zaskoczony. Natychmiast otworzy³ wrota: „Mistrzu zen, przepraszam! Przepraszam! Krzycza³em na ciebie...” Jednak mistrz Cholyong machn¹³ tylko d³oni¹, uœmiechaj¹c siê, i przekroczy³ bra- mê klasztoru. „Nie ma problemu. Tak naprawdê, to ja powinienem ciê przeprosiæ. W³aœnie siê dowiedzia³em, ¿e moja uczennica Shil Che Bhikkuni, przyby³a tutaj jakiœ czas temu i by³a dla ciebie nieuprzejma. Przybywam, aby ciê przeprosiæ.” „Przeprosiæ? Mnie? — powiedzia³ Guji. — Ale¿ mistrzu, to nie jest konieczne. Twoja uczennica tylko obudzi³a mój umys³. Jej pytanie skierowa³o mnie na w³aœciwy kierunek, dlatego jestem jej bardzo wdziêczny.” Cholyong uœmiechn¹³ siê: „Och, to wspaniale! Wiêc nie obrazi³a ciê nieuprzejm¹ mow¹?”. „Ale¿ nie, sk¹d¿e! Jej nieuprzejme s³owa oczyœci³y mój umys³. Ale proszê, mistrzu, wejdŸmy do mojego pokoju. Mam dla ciebie pytanie, jeœli mo¿na...” Kiedy weszli do pokoju mistrza, Guji za³o¿y³ swoje ceremonialne szaty i poprosi³ Cholyonga, aby ten usiad³ na wysokim podium. Nastêpnie Guji wykona³ przed mistrzem trzy pe³ne pok³o- ny i z pokor¹ przed nim uklêkn¹³. „Wiêc masz jakieœ pytanie?” — powiedzia³ Cholyong. „Tak, mistrzu, mam.” „W takim razie, zadaj mi jakikolwiek pytanie na temat twojego ¿ycia, twoich pro- blemów czy te¿ praktyki.” 224 K o m p a s z e n Guji powiedzia³: „Mistrzu zen, nie podobaj¹ mi siê ju¿ mowy Buddy, nie podobaj¹ mi siê sutry. Jaka jest twoja prawdziwa mowa? Proszê, daj mi jedno s³owo”. Cholyong nic nie odpowiedzia³. Patrz¹c prosto w oczy Guji, podniós³ do góry jeden palec. Kiedy Guji zobaczy³ ten podniesiony palec, jego umys³ nagle otworzy³ siê niczym uderzenie pioruna. Bum! — osi¹gn¹³ oœwiecenie! Teraz Guji zrozumia³ Dhar- mê, teraz zrozumia³ prawdê, teraz zrozumia³ umys³ Buddy i nauczanie wszystkich wielkich nauczycieli. Jeden palec! Jêzyk osiemdziesiêciu czterech tysiêcy sutr ods³oni³ ten jeden palec, a Guji poczu³, jakby ukaza³o mu siê znaczenie ca³ego wszechœwiata i ogromny ciê¿ar spad³ mu z barków. Nagle osi¹gn¹³ w³aœciw¹ drogê, prawdê i w³aœci- we ¿ycie. Guji w koñcu odnalaz³ swoj¹ w³asn¹ w³aœciw¹ mowê! Z oczami pe³nymi ³ez, Guji powoli wsta³. Pok³oni³ siê nisko i powiedzia³: „Dziêkujê ci bardzo za twoje nauczanie”. Cholyong uœmiechn¹³ siê i powiedzia³: „Proszê bardzo. Ale teraz ja zapytam ciebie: co osi¹gn¹³eœ?”. Bez chwili wahania, Guji podniós³ do góry jeden palec. Cholyong by³ bardzo szczê- œliwy i g³oœno siê zaœmia³, klaszcz¹c w d³onie. Oto w³aœciwa mowa Guji! Oto równie¿ w³aœciwa mowa wszystkich istot! Mistrz zen Cholyong zszed³ z wysokiego podium i da³ Guji inka. PóŸniej da³ Guji pe³ny Przekaz Dharmy. Wielki mistrz sutr Guji odci¹³ swój myœl¹cy umys³ i ca³kowicie osi¹gn¹³ swoj¹ prawdziw¹ naturê. Dziêki temu jedne- mu palcowi, ten wysokiej klasy mistrz sutr osi¹gn¹³ swoj¹ naturê i naturê wszechrze- czy. W ten w³aœnie sposób Guji sta³ siê wielkim mistrzem zen. Od tamtej pory Guji nie mieszka³ ju¿ w klasztorze; przeniós³ siê do ma³ej pustelni wysoko w górach. Kontynuowa³ bardzo mocn¹ praktykê nawet po osi¹gniêciu swoje- go wielkiego oœwiecenia. Okreœla to sino-koreañski znak bo in. Kiedy gotujesz garnek ry¿u, ju¿ po tym, jak ry¿ siê ugotowa³, przed podaniem go do sto³u pozostawia siê jeszcze pokrywkê na garnku przez oko³o dziesiêæ minut. To bardzo wa¿ne, aby jeszcze przez jakiœ czas utrzymaæ w nim parê. W innym wypadku, mimo, i¿ ry¿ jest ju¿ ugo- towany, nie jest jeszcze ca³kowicie gotowy i nie bêdzie mia³ w³aœciwej konsystencji ani w³aœciwego smaku. Tak samo rzecz siê ma z ludŸmi, którzy osi¹gnêli oœwiecenie. Bystrooki nauczyciel zachêci ich do pog³êbienia swojego urzeczywistnienia poprzez jakiœ okres intensywnej praktyki. Nazywa siê to bo in. Tak wiêc Guji przez ca³y czas pozostawa³ w swojej górskiej œwi¹tyni, praktykuj¹c. Jednak wieœæ o jego urzeczywistnieniu szybko siê rozesz³a, i wielu œmia³ków zaczê³o wspinaæ siê stromymi górskimi œcie¿kami, aby zadawaæ mu pytania. „Czym jest bud- da?” — Guji podnosi³ jeden palec. „Czym jest Dharma?” — Guji podnosi³ jeden palec. b u d d y z m z e n 225 „Czym jest prawda?” — Guji podnosi³ jeden palec. „Jakie jest najwy¿sze i najœwiêtsze nauczanie buddyzmu?” — Guji po prostu podnosi³ jeden palec. „Czym jest natura?” — Guji podnosi³ jeden palec. Mistrz zen Guji na ka¿de trudne pytanie odpowiada³ po prostu podnosz¹c do góry jeden palec. Jego zen jednego palca otworzy³ wiele, wiele umys³ów i zyska³ mu przydomek Il Che Soen Sa, czyli mistrz zen Jeden Palec. Oto historia zen jednego palca Guji. To bardzo s³ynne nauczanie. Pewnego dnia mistrz zen Guji musia³ udaæ siê do wioski, aby odwiedziæ g³ówn¹ œwi¹tyniê, oddalon¹ o ca³y dzieñ drogi. Wyszed³ zaraz po œniadaniu, mówi¹c swojemu trzynastoletniemu us³uguj¹cemu mnichowi, ¿e wróci dopiero wieczorem. S³uga zosta³ w pustelni zupe³nie sam. Jakiœ czas po wyjœciu Guji, do pustelni przyby³ pewien bardzo wysoki mnich w s³omianym kapeluszu. „Chcê widzieæ siê z mistrzem Guji” — powie- dzia³ s³udze. „Przykro mi — odpar³ ch³opiec. — Mistrz wyszed³ na ca³y dzieñ.” „Kiedy wróci?” „Nie wczeœniej ni¿ po kolacji.” „To jest w³aœnie moja z³a karma! — powiedzia³ mnich. — Chcia³bym siê z nim zobaczyæ teraz, ale jestem bardzo zajêty i nie mogê czekaæ. Mam du¿y problem...” „Jaki problem?” — zapyta³ s³uga. „Mam pewne pytanie, ale twojego mistrza nie ma. Przeszed³em taki szmat drogi nadaremnie. Co za szkoda...” „Masz jakieœ pytanie?” „Tak, mam pytanie.” Wtedy s³uga powiedzia³: „Och, to ¿aden problem!”. „Co masz na myœli, mówi¹c ¿e to ¿aden problem?” „Ja mogê ci na nie odpowiedzieæ!” — powiedzia³ ch³opiec, splataj¹c rêce na piersi i uœmiechaj¹c siê. Ten s³uga by³ bardzo wygadany! „Potrafisz odpowiedzieæ na moje pytanie? — zapyta³ mnich. — Rozumiesz na- uczanie mistrza Guji?” „Oczywiœcie! Mieszkam z nim w tej pustelni od trzech lat. Zrozumia³em ca³e na- uczanie mojego mistrza!” „To wspaniale! Proszê, poucz mnie!” Wtedy ch³opiec powiedzia³: „W porz¹dku, chodŸ ze mn¹”, i poprowadzi³ go do pokoju przyjêæ Guji. Podczas gdy mnich nerwowo oczekiwa³, on za³o¿y³ ceremonialne szaty swojego nauczyciela i wst¹pi³ na wysokie podium. Na udach po³o¿y³ sobie wielki kij zen mistrza. Przez kilka chwil poprawia³ siê na swoim miejscu, po czym powiedzia³: 226 K o m p a s z e n „Dobrze, teraz musimy postêpowaæ zgodnie z w³aœciw¹ form¹. Najpierw pok³oñ siê trzy razy, tak jakbyœ k³ania³ siê mojemu czcigodnemu mistrzowi, którego rzadkie i niewypowiedziane nauczanie za chwilê otrzymasz”. Nie mog¹c siê doczekaæ otrzymania nauk wielkiego mistrza Guji, mnich chêtnie siê na to zgodzi³. „Tak, tak” — wykona³ trzy pe³ne pok³ony przed s³ug¹ i z pokor¹ przed nim uklêkn¹³. „Wiêc — kontynuowa³ ch³opiec — zdaje siê, ¿e masz jakieœ pytanie? Mo¿esz pytaæ mnie o wszystko: twoje ¿ycie, problemy, praktykê, o co tylko chcesz...” Mnich pochyli³ g³owê: „Panie, chcia³bym zrozumieæ: czym jest Dharma? Sk¹d ona pochodzi?”. S³uga zmru¿y³ oczy, a¿ sta³y siê tylko dwoma bardzo w¹skimi szczelina- mi. Kilka razy poruszy³ siê w przód i w ty³, jakby zastanawiaj¹c siê nad pytaniem mnicha. Nagle podniós³ jeden palec tu¿ przed oczami starego mnicha — bum! Oczy mnicha zrobi³y siê wielkie i okr¹g³e jak spodki. „Dziêkujê, dziêkujê ci bar- dzo!” — wykrzykn¹³, nisko k³aniaj¹c siê ch³opcu. „Proszê bardzo, proszê bardzo” — odpowiedzia³ s³uga i odprowadzi³ go do drzwi. Przepe³niony radoœci¹ z powodu otrzymania tak rzadkiego i g³êbokiego nauczania, mnich w œwietnym nastroju opuœci³ œwi¹tyniê i zacz¹³ schodziæ z góry. Po dwóch godzinach marszu spotka³ starego mnicha, który szed³ w przeciwn¹ stronê. „Czy je- steœ mistrzem zen Guji?” — zapyta³ mnich. „Tak, to ja” — powiedzia³ Guji. „Och, mistrzu, dziêkuje ci bardzo za twoje nauczanie! Teraz dopiero zrozumia³em Dharmê.” Mnich wygl¹da³ na bardzo szczêœliwego i uœmiecha³ siê, k³aniaj¹c siê nisko mistrzowi zen Guji, po czym ruszy³ dalej w drogê. „Có¿ on mia³ na myœli, mówi¹c »dziêkujê ci za twoje nauczanie«.?” — zastanawia³ siê Guji. Po powrocie do pustelni, zawo³a³: „S³uga!”. „Tak, mistrzu?” „Czy da³eœ temu mnichowi jakieœ nauczanie?” „Tak, mistrzu. Pouczy³em go.” „W takim razie, ja mam pytanie dla ciebie: czy rozumiesz Dharmê?” „Tak, oczywiœcie, rozumiem twoj¹ Dharmê!” „Wiêc ja pytam ciebie: czym jest Dharma?” S³uga, nie zastanawiaj¹c siê d³ugo, podniós³ go góry jeden palec. Ka¿dy mistrz zen posiada specjalny nó¿, nazywany no¿em wskazañ. No¿a tego mnisi u¿ywaj¹ do golenia g³owy w sprzyjaj¹cym ku temu dniu miesi¹ca. Kiedy obcinamy w³osy, mówimy, ¿e obcinamy „trawê ignorancji” mnicha, jego przywi¹zanie do normalnego œwiata nazwy i formy. Ten nó¿ jest ostry jak brzytwa i ma dla mnichów wielkie znaczenie. Kiedy b u d d y z m z e n 227 s³uga podniós³ do góry swój palec, mistrz zen Guji wyci¹gn¹³ nó¿ i jednym ruchem obci¹³ ch³opcu palec — ciach! S³uga krzykn¹³ z bólu i wybieg³ z sali. Bieg³ œcie¿k¹ oddalaj¹c siê od budynku, trzyma³ siê za krwawi¹c¹ rêkê i p³aka³. Nagle Guji wykrzykn¹³: „S³uga!”. Ten natychmiast o wszystkim zapomnia³ i odwróci³ siê: „Tak, mistrzu?”. Mistrz zenGuji po prostu podniós³ do góry swój palec. Ch³opiec to zobaczy³ i osi¹gn¹³ praw- dziwe oœwiecenie — bummm! Osi¹gn¹³ swoj¹ w³asn¹ prawdziw¹ mowê. Jeden palec Guji w koñcu rzeczywiœcie sta³ siê jego w³asn¹ prawdziw¹ m¹droœci¹. To jest bardzo znana historia. Historie o mistrzu zen Dok Sahnie i mistrzu zen Guji s¹ bardzo interesuj¹ce. Mówi¹ nam o celu praktyki zen i nauczania zen. Obaj mnisi byli wielkimi mistrzami sutr, obaj ca³kowicie zrozumieli wszystkie mowy Buddy. Rozumieli ca³¹ buddyjsk¹ tradycjê, ró¿ne g³êbokie filozofie i wszystkich znamienitych nauczycieli. Jednak kiedy ktoœ zapyta³ ich o ich w³asn¹ prawdziw¹ mowê, nie byli w stanie wykrztusiæ s³owa, nie byli w stanie nikomu zademonstrowaæ swojej prawdziwej natury. Rozumienie nie jest ani dobre, ani z³e, ale czym ty jesteœ? To jest bardzo wa¿ne. Ten punkt jest poza zasiêgiem rozumie- nia, nie mo¿na o nim przeczytaæ w ¿adnej ksi¹¿ce. Nawet sam Budda nie mo¿e ci tego daæ. Dzieje siê tak dlatego, ¿e nasza prawdziwa natura jest przed myœleniem. Jeœli praktykujesz medytacjê zen, to „przed myœleniem” staje siê jasne i promieniuje na wszystko. Jest zdolne do wszystkiego. Na Florydzie organizowane s¹ wyœcigi psów — to bardzo popularny sport, na który przyjmowane s¹ zak³ady. Ludzie przychodz¹ na tor wyœcigów, stawiaj¹ na któregoœ z chartów, i jeœli ich pies wygra, wygrywaj¹ sporo pieniêdzy. To bardzo proste. Wszyscy wiedz¹, w jaki sposób odbywaj¹ siê wyœcigi psów, prawda? Psy wyskakuj¹ z bramek startowych i ruszaj¹ dooko³a toru. Po wewnêtrznej stronie toru zainstalowany jest elektryczny królik, który porusza siê na szynie. Oczywiœcie to nie jest prawdziwy królik, tylko model królika z prawdziwym futrem. Psy maj¹ bardzo dobry wêch, tak wiêc pod¹¿aj¹ za przyjemnym zapachem. To królicze futro prowadzi ich dooko³a toru, a wszystkim psom wydaje siê, ¿e jeœli pobiegn¹ trochê szybciej, to na pewno z³api¹ królika. Codziennie psy biegaj¹ w kó³ko i w kó³ko po tym torze. Wyœcig po wyœcigu, te psy tylko pod¹¿aj¹ za królikiem. Pewnego dnia na wyœcigach psów na Florydzie sta³a siê bardzo interesuj¹ca rzecz. Biega³ tam pewien pies, zwany Clear Mary. To by³a bardzo szybka charcica, która zwykle wygrywa³a swe wyœcigi. Clear Mary by³a jednak równie¿ bardzo bystrym psem. Pewnego dnia wybieg³a jak zwykle ze swojej bramki startowej razem ze wszystkimi 228 K o m p a s z e n psami. Królik sun¹³ doko³a toru, a psy za nim. Bieg, bieg, bieg — w kó³ko, w kó³ko, w kó³ko. Codziennie, czasami kilka razy dziennie te psy powtarza³y t¹ sam¹ czynnoœæ, znowu i znowu. Dzisiaj te¿ robi¹ to samo — œcigaj¹ elektrycznego królika. Jednak w po³owie wyœcigu Clear Mary nagle zatrzyma³a siê. Wiele osób na trybu- nach wsta³o, kieruj¹c swoje lornetki na tego psa. „Co siê dzieje? — pytali. — Co siê sta³o z tym cholernym psem?” Niektórzy z nich postawili du¿e pieni¹dze na Clear Mary, byli wiêc wœciekli. „Biegnij! Biegnij! Ty g³upi psie! Co siê z tob¹ dzieje?” Jednak Clear Mary przez kilka chwil ani drgnê³a. Spojrza³a na trybuny, spojrza³a na ogony innych psów znikaj¹cych za zakrêtem, a potem spojrza³a na królika terkocz¹ce- go na zakrêcie i po drugiej stronie owalnego toru. W tej chwili na torach wyœcigów psów wszystko sta³o siê ca³kowicie nieruchome i ciche. Nagle Clear Mary przeskoczy³a przez ochronn¹ barierkê utrzymuj¹c¹ psy na torze, popêdzi³a jak b³yskawica przez pole wewn¹trz toru i przeskakuj¹c dok³adnie we w³a- œciwym momencie barierkê po przeciwleg³ej prostej, z³apa³a królika! Bum! Ha ha ha ha ha! To jest w³aœnie umys³ zen. Ka¿dy chce czegoœ w tym ¿yciu, ka¿dy tylko pod¹¿a za swoj¹ karm¹, za swoimi pomys³ami i opiniami, wierz¹c, ¿e to jest prawdziwe ¿ycie. Ale Clear Mary przypomina wysokiej klasy ucznia zen. Przez wiele lat trenowano j¹ tylko do tego, aby goni³a królika. Ka¿dego dnia uczono j¹, ¿e ma biegaæ dooko³a toru — w kó³ko i w kó³ko. Jednak pewnego dnia zatrzyma³a siê i spojrza³a dok³adniej. Tak samo jest z praktyk¹ zen: to samo zatrzymanie i baczne przyjrzenie siê temu, co dzieje siê w naszym ¿yciu. Nastêpnie jasno coœ postrzeg³a, i po prostu zrobi³a to, na sto procent. Nie sprawdza³a wewn¹trz ani zewn¹trz. Wewn¹trz i zewn¹trz — bum! — sta³y siê jednym. To jest umys³ zen. To jest bardzo proste, prawda? Budda naucza³ wszystkich Dharm, aby wyzwoliæ wszystkie umys³y.Jeœli nie trzymasz siê tych wszystkich umys³ów, jaki jest po¿ytek z Dharm? Budda naucza³ o umyœle. Przez czterdzieœci lat mówi³ o Dharmie, a ca³e jego na- uczanie dotyczy³o sposobu, w jaki sposób mo¿na wykorzystaæ Dharmê do osi¹gniêcia umys³u. Osi¹gniêcie umys³u tak naprawdê oznacza pozbycie siê umys³u. Nauczanie Buddy g³osi, ¿e kiedy masz umys³, cierpisz, i masz problem. Jeœli nie masz umys³u, wtedy nic nie jest problemem. Wiêc jeœli pragniesz uwolniæ siê od cierpienia, musisz uwolniæ siê od umys³u, co oznacza odciêcie twojego przywi¹zania do myœlenia. Jeœli b u d d y z m z e n 229 ciê¿ko praktykujesz i utrzymujesz wielkie nie-wiem, zobaczysz, ¿e ju¿ nie bêdziesz mia³ umys³u. Nie maj¹c umys³u, jaki po¿ytek móg³byœ mieæ z sutr? Czy potrzebowa³- byœ mów Dharmy i objaœnieñ? Po co braæ lekarstwa, kiedy nie jesteœ chory? Jeœli nie masz umys³u, wtedy ani sutry, ani mowy Dharmy, ani nauczanie Buddy, w ogóle nic nie jest ci potrzebne. Jednak istoty ludzkie wci¹¿ stwarzaj¹ iluzje; ka¿dy myœli, ¿e posiada umys³, wiêc trzyma siê tego umys³u i cierpi. Wtedy i sutry, i mowy Dharmy, i nauczanie Buddy, i wszystko inne jest im potrzebne. To ju¿ jest wielki b³¹d! Zen wskazuje bezpoœrednio na nasz umys³ bez-umys³u. Dlatego w³aœnie w zen sutry nie s¹ potrzebne. Sutry jedynie mówi¹ o umyœle i go wyjaœniaj¹: „Wszystko jest stwarzane jedynie przez umys³”; „Budda naucza³ wszystkich Dharm, aby wyzwoliæ wszystkie istoty”; „wszystkie dharmy pochodz¹ z ca³kowitej spokojnoœci”. S³owa te s¹ doskona³ym lekarstwem na nasz myœl¹cy umys³. Wszystkie sutry i Dharmy s¹ wspania³ymi obrazami, ukazuj¹cymi g³odnemu cz³owiekowi, jak naprawdê wygl¹da banan. Jeœli siê do nich nie przywi¹¿e, dowie siê z nich, jak wygl¹da banan, kupi sobie jednego i go zje. Tylko zjedzenie prawdziwego banana uwolni go od jego cierpienia; obrazki tego nie uczyni¹. Tak wiêc jeœli masz umys³, potrzebujesz sutr. Ale kiedy nie masz umys³u, to co wtedy? Wielki nauczyciel powiedzia³: „Kiedy pojawia siê umys³, pojawia siê Dharma; kiedy pojawia siê Dharma, pojawia siê nazwa i forma; kiedy pojawia siê nazwa i forma, pojawia siê lubienie i nielubienie, przychodzenie i odchodzenie, szczêœcie i smutek. Jednak kiedy umys³ znika, znika równie¿ Dharma; kiedy znika Dharma, znika nazwa i forma; kiedy znika nazwa i forma, znika lubienie i nielubienie, przychodzenie i odcho- dzenie, szczêœcie i smutek”. Kiedy masz nie-umys³, znika wszystko. Wtedy Budda, sutry i Dharma nie s¹ ci potrzebne; one s¹ jedynie lekarstwami na nasz myœl¹cy umys³. Takie jest nauczanie zen. Na tym œwiecie istnieje wiele ró¿nych rodzajów medytacji. Wiêkszoœæ religii zawiera jakiœ rodzaj praktyki medytacyjnej ukrytej gdzieœ wœród swoich nauk. Równie¿ wewn¹trz buddyzmu mamy wiele, wiele ró¿nych rodzajów medytacji. Pa- trz¹c z zewn¹trz, medytacje te wydaj¹ siê znacznie miêdzy sob¹ ró¿niæ. One s¹ tylko technikami; nie s¹ ani dobre, ani z³e. Ktoœ kiedyœ zapyta³: „Czym ró¿ni siê medytacja wgl¹du od medytacji zen albo pewnych tybetañskich medytacji?”. W Japonii ludzie u¿ywaj¹ do jedzenia tylko dwóch pa³eczek. W Korei w czasie posi³ków wszyscy u¿y- waj¹ pa³eczek oraz ³y¿ki. Na Zachodzie ludzie u¿ywaj¹ no¿a i widelca, a w Indiach wiele osób po prostu bierze jedzenie palcami i k³adzie prosto do ust — plum! Techniki 230 b u d d y z m z e n 231 siê ró¿ni¹, narzêdzia nie s¹ takie same, ale najwa¿niejsz¹ rzecz¹ wœród tych wszystkich technik jest: czy siê najad³eœ? Dlatego, jeœli chcesz wybraæ dla siebie jakiœ rodzaj medytacji, musisz najpierw zrozumieæ jej podstawowy kierunek. Ludzie u¿ywaj¹ medytacji dla wielu ró¿nych ce- lów; wiêkszoœæ z nich chce dziêki niej coœ uzyskaæ. Mo¿e chc¹ siê dobrze poczuæ, wiele osób chce spokoju i wyciszenia, inni u¿ywaj¹ medytacji, aby osi¹gn¹æ jakieœ materialne cele. Istnieje pewna tradycja, w której praktyka polega na œpiewaniu bez przerwy pewnej mantry, aby kupiæ sobie nowy samochód albo dom. Jednak w³aœciwa medytacja oznacza bardzo g³êbokie spogl¹danie do wewn¹trz, aby osi¹gn¹æ swoj¹ prawdziw¹ naturê i pomóc wszystkim istotom. Prawdziwa praktyka tak naprawdê oznacza, ¿e nie spodziewasz siê od niej niczego. Kiedy praktykujesz z pe³nym pragnieñ umys³em, twoja praktyka ju¿ pod¹¿a w niew³aœciwym kierunku, i doprowadzi ciê do piekie³. Taka praktyka nie pomo¿e ci odnaleŸæ twojego prawdziwego „ja”. Medytacja Zewnêtrznej Œcie¿ki W dzisiejszych czasach wielu chrzeœcijan interesuje siê medytacj¹. Mamy równie¿ medytacjê sufi i ró¿ne rodzaje medytacji New Age. Istnieje medytacyjna joga, zdro- wotna medytacja holistyczna, i medytacja Boskiego Œwiat³a. W Azji mamy konfucjañ- skie, taoistyczne i hinduistyczne formy medytacji. Wszystkie te rodzaje praktyk nazy- wamy Medytacj¹ Zewnêtrznej Œcie¿ki — jest ni¹ jakikolwiek rodzaj praktyki, który jest zwi¹zany z jakimœ celem, albo ma za zadanie wywo³aæ jakiœ pozytywny stan umys³u lub uczuæ. Kilka lat temu poszed³em do pewnego bardzo popularnego oœrodka medyta- cyjnego. Ka¿dy z uczniów po prostu bardzo powoli wdycha³ i wydycha³. Wdech, wydech, wdech, wydech. Prawie wszyscy z nich spali: „œœœœœœœœ...”, ale póŸniej ka¿- dy mówi³: „To by³o naprawdê wspania³e! Taki spokój!”. Ich nauczyciel mówi³, ¿e jeœli tylko bêd¹ to powtarzaæ, wkrótce stan¹ siê bardzo szczêœliwi i spokojni. I tak w³aœnie by³o: prawie ka¿dy uœmiecha³ siê i by³ szczêœliwy. Tego rodzaju praktyki same w sobie nie s¹ ani dobre, ani z³e. Jednak ka¿dy z nich tylko próbowa³ osi¹gn¹æ dobre samopoczucie i stworzyæ jakiœ rodzaj spokojnego umys³u mi³oœci dla grupy. Pod koniec dnia, wszyscy trzymali siê za rêce, albo klepali po plecach — jesteœmy bardzo szczêœliwi. Oczywiœcie nie ma w tym nic z³ego, ale chodzi tutaj tylko o stworzenie jakiegoœ uczucia, pozytywnego uczucia. Ludzie rozmawiali o tym, w jaki sposób ta medytacja pozwala³a im doznawaæ szczêœcia w ich ¿yciu; inni próbowali „stworzyæ œwiêt¹ przestrzeñ”. Jednak w koñcu 232 K o m p a s z e n nawet bardzo dobre samopoczucie zmienia siê i staje swoim przeciwieñstwem. Wtedy osoba praktykuj¹ca medytacjê mo¿e poczuæ siê nawet smutniejsza ni¿ by³a wczeœniej, poniewa¿ jej medytacja zwi¹zana jest z tym dobrym samopoczuciem. Mo¿e ona dzia- ³aæ jak narkotyk: kiedy mi³e uczucie mija, przychodzi cierpienie. Taka medytacja stwa- rza pewien rodzaj szczêœcia, jednak kiedy stwarzasz szczêœcie, stwarzasz równie¿ jego przeciwieñstwo. Stwarzasz œwiat przeciwieñstw. Tak dzieje siê zawsze, jeœli two- ja praktyka ma jakiœ cel, gdy jest do czegoœ przywi¹zana. Nazywamy to medytacj¹ dobrego samopoczucia, albo spokojnym umys³em. Ten rodzaj medytacji jest uzale¿- niony od jakiegoœ uczucia lub celu. Jeœli nie jest w stanie osi¹gn¹æ, albo utrzymaæ, tego celu, praktykuj¹cy traci swoje dobre samopoczucie. „Gdzie jest Bóg? Chcê zobaczyæ Boga!” Medytacjê zwi¹zan¹ z jakimœ celem, uczuciem lub pojêciem nazywamy Medy- tacj¹ Zewnêtrznej Œcie¿ki. Medytacja Zwyk³ych Ludzi Medytacja Zwyk³ych Ludzi oznacza jakikolwiek rodzaj praktyki medytacyjnej, która ma na celu poprawienie twoich wyników w jakiejœ dziedzinie. W dzisiejszych czasach ten rodzaj medytacji jest bardzo popularny. Skupia siê on na jakimœ okreœlonym dzia³a- niu lub funkcji, co podoba siê wielu osobom. Wierz¹ one, ¿e dziêki uprawianiu tego rodzaju medytacji coœ uzyskaj¹. Czasami nazywamy to medytacj¹ koncentracji. Nie- którzy praktykuj¹ medytacjê jako czêœæ treningu sztuk walki. „Ja praktykujê medyta- cjê karate. Kiedy medytujê, mój umys³ oczyszcza siê i moje karate siê poprawia.” Bardzo popularne sta³o siê dzisiaj nauczanie twórczego pisania, rysowania i malowania jako medytacji. Wiele osób równie¿ interesuje siê staro¿ytn¹ japoñsk¹ ceremoni¹ her- baty albo kaligrafi¹, rozumian¹ jako medytacja. Niektórzy ludzie u¿ywaj¹ medytacji jako sposobu na rozwi¹zywanie swoich emocjonalnych albo psychologicznych pro- blemów, nad którymi pracuj¹ razem z terapeut¹. Inni u¿ywaj¹ medytacji, aby zneutra- lizowaæ fizyczny i psychiczny stres. Ten rodzaj medytacji równie¿ nie jest ani dobry, ani z³y. Lepiej praktykowaæ tak¹ medytacjê, ni¿ ¿adn¹. Jeœli medytujesz, pomo¿e to twojemu karate czy te¿ twojej pracy twórczej; pomo¿e ci lepiej graæ na pianinie, albo sprawi, ¿e twoja ceremonia herbaty stanie siê bardziej precyzyjna. Byæ mo¿e równie¿ pomo¿e w procesie twojej terapii. Jednak ten rodzaj medytacji nie pomo¿e ci osi¹gn¹æ twojej prawdziwej natury i nie wyzwoli ciê z ko³a narodzin i œmierci. To prawda, ¿e techniki te s¹ w stanie na jakiœ czas przynieœæ korzystne efekty, ale ich nauki nie s¹ kompletne. Nie zawsze b u d d y z m z e n 233 kierunek takiej medytacji jest jasny: sprawia ona, ¿e zamiast œlubowaæ wyzwoliæ wszyst- kie istoty, twój umys³ „ja, mnie, moje” roœnie i wzmacnia siê. „Chcê rozwi¹zaæ moje emocjonalne problemy”; „chcê mieæ zdrowsze cia³o”; „chcê byæ najlepszy w judo, albo w ceremonii herbaty.” Ale co jest tym „ja”? Taka medytacja nigdy ca³kowicie nie zajmuje siê tym pytaniem. Zawsze, kiedy medytacja ma jakiœ cel, oznacza to: „ja cze- goœ chcê”. Jeœli czegoœ chcesz, jak ju¿ wspominaliœmy, to ju¿ jest wielki b³¹d. Z po- wrotem wpadasz w pu³apkê „podmiotu” i „przedmiotu”. To nie jest w³aœciwa droga, aby ca³kowicie odci¹æ korzenie cierpienia. Dzieje siê tak dlatego, ¿e z samej swojej natury medytacja „chcê-czegoœ” zawsze stwarza podmiot i przedmiot, to i tamto, dobre i z³e. Ten rodzaj medytacji nie pokazuje ci, czym jest ta rzecz, któr¹ nazywamy „ja”. Nie pomaga ci równie¿ pozbyæ siê twojej karmy, a jej kierunek te¿ nie jest jasny. Praktykowanie jakiejkolwiek medytacji, która skierowana jest na jakiœ cel albo na udo- skonalenie jakiegoœ dzia³ania, dostarcza dobrego samopoczucia, ale czêsto wrêcz wzmac- nia twoje „ja, mnie, moje”. Jeœli praktykujesz z tego rodzaju umys³em, praktykujesz Medytacjê Zwyk³ych Ludzi. Medytacja hinajany Mówiliœmy ju¿ o medytacyjnej praktyce buddyzmu hinajany. W dzisiejszych cza- sach na Zachodzie medytacja hinajany jest bardzo popularna. Czasami nazywa siê j¹ medytacj¹ Vipassany, albo Medytacj¹ Wgl¹du. Medytacja ta pomaga uczniowi osi¹- gn¹æ wgl¹d w nieczystoœæ, wgl¹d w nietrwa³oœæ i wgl¹d w nie-ja. Praktyka ta podkre- œla równie¿ œcie¿kê wskazañ (sila), utrzymywanie nie poruszonego umys³u (samadhi) oraz m¹droœæ (prad¿nia). Celem tej medytacji jest osi¹gniêcie ca³kowitego spokoju i wygaszenia, inaczej nirwany. Medytacja mahajany Mówiliœmy równie¿ wczeœniej o praktyce medytacyjnej mahajany. Ten rodzaj me- dytacji oparty jest na szeœciu podstawowych wgl¹dach buddyzmu mahajany: jest to wgl¹d w istnienie i nie-istnienie dharm; wgl¹d w fakt, i¿ nie istniej¹ ¿adne namacalne cechy zewnêtrzne, i ¿e wszystko jest pustk¹; wgl¹d w istnienie, pustkê i Drogê Œrod- ka; wgl¹d w prawdziwy aspekt wszystkich zjawisk; wgl¹d we wzajemne przenikanie siê wszystkich zjawisk; oraz wgl¹d pozwalaj¹cy postrzec, ¿e to w³aœnie zjawiska s¹ Absolutem. Praktyka tych szeœciu wgl¹dów zosta³a wyra¿ona w nauczaniu Sutry Awa- 234 K o m p a s z e n tamsaka: „Jeœli pragniesz w pe³ni zrozumieæ wszystkich buddów przesz³oœci, teraŸ- niejszoœci i przysz³oœci, powinieneœ postrzegaæ naturê ca³ego wszechœwiata jako stwa- rzan¹ jedynie przez umys³”. Zen Najwy¿szego Wozu Jeœli wszystko stwarzane jest jedynie przez umys³, w takim razie, co tworzy umys³? Bezpoœrednie osi¹gniêcie prawdziwej natury umys³u jest celem Zen Najwy¿szego Wozu. Ten rodzaj medytacji dzieli siê z kolei na trzy typy: konceptualne, akademickie albo intelektualne rozumienie zen to Teoretyczny Zen; osi¹gniêcie doœwiadczenia pustki oraz postrze¿enie jednoœci umys³u i wszechœwiata to Zen Tathagaty; Patriarchalny Zen oznacza osi¹gniêcie faktu, ¿e wszystko, po prostu takie, jakie jest, ju¿ jest prawd¹. Oznacza to rozluŸniony umys³, osi¹gniêcie Wielkiego Ja. Wielkie Ja jest nieskoñczone w czasie i przestrzeni. Tak naprawdê, to te trzy rodzaje zen s¹ tylko jednym, nie trzema. Czasami je rozró¿niamy, aby uproœciæ nasze nauczanie, i aby sprawdziæ rozu- mienie ucznia. Teoretyczny Zen: Forma jest pustk¹. Pustka jest form¹. T eoretyczny Zen opiera siê w ca³oœci na myœleniu, jest tylko such¹ intelektualn¹ teori¹ na temat natury formy i pustki. „Pustka jest form¹, a forma jest pustk¹.” Wielu wysokiej klasy uczonych i artystów pojêciowo ju¿ rozumie ten punkt. Inni ludzie bior¹ narkotyki i przez krótki czas doœwiadczaj¹ faktu, ¿e wszystko jest tym samym i pochodzi z tego samego punktu. Jeœli spytasz którejœ z tych osób: „Mam tu o³ówek. Czy ty i ten o³ówek jesteœcie tacy sami, czy te¿ siê ró¿nicie?”, oni zwykle odpowiedz¹: „Tacy sami!”. Rozumiej¹ ten punkt: wszystko we wszechœwiecie jest tym samym, wszystkie rzeczy posiadaj¹ tê sam¹ substancjê. St¹d „forma jest pustk¹, pustka jest form¹”. Ja jestem tob¹, a ty jesteœ mn¹. Trzeba to zrozumieæ, ale jest to wci¹¿ tylko myœleniem; nie jest kompletnym osi¹gniêciem. 235 236 K o m p a s z e n Pewnego dnia do mojego pokoju w œwi¹tyni Hwa Gye Sah pod Seulem przybieg³ uczeñ i zacz¹³ waliæ w drzwi. „Mistrzu! Mistrzu! Chyba osi¹gn¹³em oœwiecenie!” „Och, to wspaniale — powiedzia³em. — Wiêc co takiego osi¹gn¹³eœ?” Uczeñ odpowiedzia³: „Osi¹gn¹³em Nic!”. „Osi¹gn¹³eœ Nic? To naprawdê wspaniale! Ale kto osi¹gn¹³ Nic?” „No có¿, ja to osi¹gn¹³em.” Wtedy uderzy³em go moim kijem — bum! „A kto to osi¹gn¹³?” Uczeñ nie potrafi³ nic odpowiedzieæ. Ha ha ha ha ha! Tak, byæ mo¿e ten uczeñ coœ zrozumia³, ale to nie by³o kompletne osi¹gniêcie. By³o to zrozumieniem czegoœ na temat osi¹gniêcia, ale wci¹¿ nie samym prawdziwym osi¹gniêciem. Nazywamy to Teoretycznym Zen. Istnieje wiele osób, które maj¹ mocne pojêciowe doœwiadczenie, ¿e „forma jest pustk¹, a pustka jest form¹”. Jednak kiedy pozostaje to jedynie suchym poznaniem, nie mo¿e pomóc ich ¿yciu. Innego razu w Hwa Gye Sah przeszed³ do mnie pewien cz³o- wiek i powiedzia³: „Mistrzu, czy ja stojê normalnie, czy te¿ do góry nogami?”. To bardzo dziwne pytanie, prawda? „Pytasz mnie, poniewa¿ rzeczywiœcie sam nie jesteœ w stanie tego stwierdziæ?” „Có¿ — powiedzia³. — Nie jestem ju¿ tego pewien...” „A to dlaczego?” „Ziemia jest okr¹g³a. Ja stojê w ten sposób, ale w³aœnie w tej chwili ludzie na Zachodzie, po drugiej stronie globu, musz¹ staæ do góry nogami. Co o tym myœlisz?” Zapyta³em: „Co ty o tym myœlisz?”. Jego twarz pojaœnia³a: „Ja wiem, jak to jest...” „Opowiedz mi” — powiedzia³em. „”Forma jest pustk¹, a pustka jest form¹.” Stanie do do³u nogami jest staniem do góry nogami, a stanie do góry nogami jest staniem do do³u nogami.” „Jak to zrozumia³eœ?” „Mój umys³ to poj¹³” — powiedzia³. „Gdzie jest twój umys³? Proszê, poka¿ mi go.” Nie by³ w stanie nic na to odpowiedzieæ. Przypomnia³em sobie wtedy stare kore- añskie przys³owie, które mówi: „Tego rodzaju rozumienie jest nie lepsze od raka”. W trakcie rozmowy z tym cz³owiekiem dowiedzia³em siê, ¿e któregoœ dnia wsiadaj¹c do autobusu zobaczy³, jak jakiœ wieœniak podpiera tyczk¹ swoje nosid³o, ¿eby siê nie przewróci³o. Znajomy ch³opa przechodzi³ obok i przypadkowo kopn¹³ tyczkê, a ca³y ³adunek siê wywróci³. Zacz¹³ siê zastanawiaæ: jak to mo¿liwe? Pomyœla³ o ziemi, i o tym, ¿e ludzie Zachodu po drugiej stronie globu byli w tej samej sytuacji. Nagle to b u d d y z m z e n 237 wszystko przesta³o dla niego trzymaæ siê kupy. Jednak prawdziwy problem zacz¹³ siê wtedy, gdy jego przyjaciel zasugerowa³ mu, aby poszed³ na cykl wyk³adów na temat Sutry Serca, dawany przez pewnego s³ynnego profesora. Kiedy us³ysza³ s³owa: „For- ma jest pustk¹, a pustka jest form¹”, idea ta utkwi³a bardzo g³êboko w jego œwiadomo- œci. Zrozumia³ te punkt pojêciowo, ale sta³ siê zbyt przywi¹zany do tych s³ów, aby postrzec, na co one naprawdê wskazuj¹. Ten rodzaj myœlenia przypomina ciê¿k¹ cho- robê. Zen Tathagaty: ¯adnej formy, ¿adnej pustki. Sutra Mahaparinirwany mówi: „Wszystkie rzeczy stworzone s¹ nietrwa³e; takie jest prawo pojawiania siê i znikania. Kiedy znika zarówno pojawianie siê, jak i znikanie, wtedy ten spokój jest b³ogoœci¹”. Oznacza to, ¿e kiedy w twoim umyœle nie ma ani pojawiania siê, ani znikania, wtedy ten umys³ jest ca³kowitym spokojem i b³ogo- œci¹. Jest to umys³ ca³kowicie wolny od myœlenia. To jest twój umys³ przed powsta- niem myœlenia. Mam tu o³ówek. Czy ty i ten o³ówek jesteœcie tacy sami, czy te¿ siê ró¿nicie? Jeœli powiesz „tacy sami”, uderzê ciê trzydzieœci razy. Jeœli powiesz „ró¿nimy siê”, równie¿ uderzê ciê trzydzieœci razy. Co mo¿esz uczyniæ? [Milczy przez kilka chwil, po czym g³oœno uderza w stó³.] To jest Zen Tathagaty. [Ponownie uderza w stó³.] Ten umys³, tylko ten punkt. Nie mo¿esz wyraziæ go s³owami. W tym punkcie nie ma Buddy, Dharmy, dobra, z³a, œwiat³a, ciemnoœci, zupe³nie niczego. To jest prawdziwie pusty umys³. [Uderza w stó³.] Pusty umys³ to umys³, który nie pojawia siê, ani nie znika. Utrzymywanie przez ca³y czas tego umys³u jest Zen Tathagaty. Nie jest mo¿liwym opisanie tego punktu przy u¿yciu mowy i s³ów. Kiedy zadawa- no mistrzowi zen Lin Chi jakieœ pytanie, zawsze odpowiada³ on, krzycz¹c: „Katz!”. Kiedy zadawano pytanie mistrzowi zen Dok Sahn, odpowiada³ on tylko uderzeniem kija, a mistrz zen Guji — podniesieniem do góry jednego palca. Te wszystkie dzia³ania s¹ wysokiej klasy nauczaniem, poniewa¿ nie polegaj¹ na mowie i s³owach dla zade- monstrowania naszej prawdziwej natury, albo Absolutu. Istnieje tylko dzia³anie, które bezpoœrednio wywo³uje doœwiadczenie. Ten rodzaj stylu naucza, ¿e wszystko pier- wotnie jest t¹ sam¹ substancj¹, a substancja ta nie posiada nazwy ani formy. Jednak tego punktu nie mo¿na wyjaœniæ ani opisaæ; ¿adne s³owa nie s¹ w stanie go przekazaæ. Mo¿na go tylko zademonstrowaæ poprzez bezpoœrednie dzia³anie. [G³oœno uderza w stó³.] Wczeœniej, ktoœ powiedzia³, ¿e on i ten o³ówek s¹ tym samym. To „samo” jest 238 K o m p a s z e n tylko myœleniem, jest tylko suchym rozumieniem. Jednak, jeœli ty zapytasz mnie, czy ten o³ówek i ja jesteœmy tym samym, czy te¿ siê ró¿nimy, odpowiem w taki sposób [g³oœno uderza w stó³]. Taki jest Zen Tathagaty. Patriarchalny Zen: Forma jest form¹. Pustka jest pustk¹. Wszystko we wszechœwiecie jest t¹ sam¹ uniwersaln¹ substancj¹, i substancja ta nie posiada nazwy ani formy. [G³oœno uderza w stó³.] Jednak wszystkie rzeczy posia- daj¹ równie¿ specjalne zadanie i funkcjê. Z chwili na chwilê, jaka jest w³aœciwa funkcja substancji? To jest bardzo wa¿ny punkt. Osi¹gniecie w³aœciwej funkcji substancji z chwili na chwilê jest nauczaniem Patriarchalnego Zen, czasami nazywanego Zen Oœwiecenia. Osi¹gniêcie jej oznacza umiejêtnoœæ wykorzystania ka¿dej sytuacji i ka¿- dej rzeczy, aby pomagaæ wszystkim istotom. Patriarchalny Zen zajmuje siê wgl¹dem we w³aœciw¹ funkcjê naszego umys³u oraz tego wszechœwiata. Aby opisaæ tê funkcjê w jaœniejszy sposób, mo¿emy dalej podzieliæ Patriarchalny Zen na dwa punkty widzenia zrêcznych œrodków. Mówimy, ¿e funkcjê mo¿emy opisaæ na dwa sposoby. Funkcja w stylu metafizycznym to tzw. „prawda tak-jak-to”. Bardziej precyzyjn¹ i pe³niejsz¹ funkcj¹ jest funkcja w stylu konkretnym, czyli „prawda w³aœnie-tak-jak-to”. Na przyk³ad, ktoœ pyta: „Czym jest budda?”. Mo¿- na na to odpowiedzieæ na wiele ró¿nych sposobów, poniewa¿ wszystko jest prawd¹. Niebo jest niebieskie. Drzewo jest zielone. Cukier jest s³odki. Sól jest s³ona. Budda, Dharma, umys³, natura, Bóg, jaŸñ, prawdziwa jaŸñ, absolut, energia, œwiadomoœæ, substancja — wszystko jest budd¹, prawda? Co nie jest budd¹? To jest bardzo pojem- ne pytanie; nie opiera siê na jednym punkcie. Nazywamy to pytaniem w stylu metafi- zycznym, poniewa¿ pyta o punkty jakiegoœ ogólnego przejawu prawdy. Wszystko jest prawd¹, tak wiêc wszystko jest budd¹. Wszystko jest Bogiem, albo natur¹, albo umy- s³em, albo prawd¹. Tego rodzaju odpowiedŸ ukazuje funkcjê w stylu metafizycznym. Jednak codziennie spotykamy siê z wieloma sytuacjami, które wymagaj¹ od nas bardziej precyzyjnej i jasnej reakcji, wymagaj¹ jakiegoœ dzia³ania, które funkcjonuje pe³niej ni¿ tylko odbicie albo wyjaœnienie prawdy. Wiêkszoœæ sytuacji w naszym ¿yciu wymaga kompletnej funkcji, jakiegoœ kompletnego dzia³ania. WeŸmy najprostszy przy- k³ad: mam tu bia³¹ fili¿ankê. Ktoœ pyta ciê: „Jaka jest natura tej rzeczy?”. Jeœli odpo- wiesz: „To jest fili¿anka”, zademonstrujesz swoje przywi¹zanie do nazwy i formy. Jeœli powiesz, ¿e to nie jest fili¿anka, wtedy jesteœ przywi¹zany do pustki. Tak wiêc, czy to jest fili¿anka, czy te¿ nie? Jak mo¿esz odpowiedzieæ? b u d d y z m z e n 239 Mo¿e odpowiesz: „Niebo jest niebieskie”, ale to równie¿ nie jest w³aœciwa odpo- wiedŸ. „Drzewo jest zielone”; „kiedy jestem g³odny, jem.” W porz¹dku, niebo jest niebieskie: to jest prawda. Drzewo jest zielone: to te¿ jest prawda. „Kiedy jestem g³od- ny, jem.” To te¿ mo¿e byæ przejawem jakiejœ uniwersalnej prawdy, ale w tym przypad- ku te wszystkie odpowiedzi s¹ niew³aœciwe. Nie wyra¿aj¹ one twojego zwi¹zku ani relacji z t¹ sytuacj¹ w tej w³aœnie chwili — sytuacji stworzonej przez to pytanie. Dlate- go pytam ponownie, co to jest? [Podnosi fili¿ankê i pije z niej.] Tylko to! Jednopunk- towe pytanie wymaga jednopunktowej odpowiedzi. To jest bardzo proste. WeŸmy inny przyk³ad. Mam tu zegarek. Jeœli powiesz, ¿e to zegarek, jesteœ przy- wi¹zany do krainy nazwy i formy. Jeœli powiesz, ¿e to nie jest zegarek, jesteœ przywi¹- zany do pustki. Tak wiêc, czy to jest zegarek, czy nie? W tej chwili niektórzy powie- dzieliby: „Zegarek jest drzewem, drzewo jest zegarkiem”. To jest odpowiedŸ w stylu Teoretycznego Zen, poniewa¿ „forma jest pustk¹, a pustka jest form¹”. To tylko inte- lektualne wyjaœnienie. Inni zwykle odpowiadaj¹ w stylu: „twoja szata jest szara”, albo „twoje oczy s¹ br¹zowe”. Ten rodzaj odpowiedzi nie jest z³y; on wyra¿a jak¹œ ogóln¹ prawdê. Jednak w tej konkretnej sytuacji, te odpowiedzi s¹ niew³aœciwe. Mimo, ¿e s¹ prawdziwe, nie s¹ szczególn¹, konkretn¹ prawd¹ dla tej konkretnej sytuacji, która jest ci dana. Jednopunktowe pytanie wymaga jednopunktowej odpowiedzi. Czy to jest zegarek, czy te¿ nie? [Po kilku chwilach spogl¹da na tarczê zegarka.] „O, jest teraz piêtnaœcie po drugiej.” Oto, jak go nazywamy, Patriarchalny Zen. To jest bardzo proste. Substan- cja, prawda i funkcja zbiegaj¹ siê w jednym punkcie. Taka jest twoja prawdziwa droga i w³aœciwe ¿ycie, z chwili na chwilê. Tak wiêc Patriarchalny Zen posiada dwie formy wyrazu: funkcjê metafizyczn¹ oraz funkcjê konkretn¹. Obie te funkcje wyra¿aj¹ najwy¿sze nauczanie Sutry Serca: „Forma jest form¹, pustka jest pustk¹”. Jednak metafizyczna funkcja oznacza, ¿e po prostu odzwierciedlamy prawdê tak¹, jaka ona jest. Niebo jest niebieskie. Drzewo jest zielone. Ta œciana jest bia³a. Na zewn¹trz szczeka pies: „hau, hau!” Nasz umys³ jest jak wielkie okr¹g³e zwierciad³o. Tylko odbija, odbija, odbija. Wszystko jest prawd¹ „tak- jak-to”. Jednak czasami jedynie odzwierciedlanie prawdy tak¹, jaka ona jest, nie mo¿e zbyt- nio pomóc temu œwiatu. W dzisiejszych czasach nasze spo³eczeñstwo jest bardzo skomplikowane; wszystko porusza siê i zmienia bardzo szybko. Istnieje bardzo du¿o cierpienia. W jaki sposób mo¿emy pomóc temu œwiatu? Oczywiœcie, utrzymuj¹c umys³ czysty jak przestrzeñ, odzwierciedlamy ten œwiat takim, jaki on jest. Kiedy przed na- 240 K o m p a s z e n szym umys³em czystego lustra pojawia siê kolor czerwony, odzwierciedlany jest kolor czerwony; kiedy bia³y — bia³y. Ale kiedy przed naszym czystym lustrem pojawi siê g³odna osoba, to sami zg³odniejemy? Czy kiedy pojawi siê ktoœ smutny, sami posmut- niejemy? Czy jedynie odzwierciedlanie prawdy jest w stanie kompletnie pomóc tym ludziom? Potrzebna jest jakaœ bardziej precyzyjna i kompletna reakcja, prawda? W ten w³aœnie sposób pojawia siê nauczanie prawdy „w³aœnie-tak-jak-to”. Po prostu odzwierciedlanie tego œwiata takim, jaki on jest, mo¿e okazaæ siê niewy- starczaj¹ce, kiedy cierpi¹ce istoty prosz¹ nas o pomoc: z chwili na chwilê, jaka jest nasza w³aœciwa relacja do prawdy takiej, jaka ona jest? Tak, niebo jest niebieskie, a drzewa s¹ zielone. To jest prawda. W jaki sposób sprawimy, aby urzeczywistnienie tych prawd w³aœciwie funkcjonowa³o w naszym codziennym ¿yciu dla dobra wszyst- kich istot? Osi¹gniêcie tego nazywamy konkretn¹ funkcj¹. Osi¹gniêcie jedynie prawdy takiej, jaka ona jest, oznacza osi¹gniêcie funkcji metafizycznej. Jednak spontaniczne osi¹gniêcie w³aœciwej funkcji prawdy z chwili na chwilê oznacza osi¹gniêcie twojego w³aœciwego ¿ycia. Oznacza osi¹gniêcie w³aœciwej sytuacji, twojej w³aœciwej relacji z t¹ sytuacj¹ i osi¹gniêcie twojej w³aœciwej funkcji. Uniwersalna substancja, prawda i funkcja ³¹cz¹ siê w jednym spontanicznym dzia³aniu dla dobra innych istot. Mo¿na to wyraziæ w jeszcze inny sposób. Czasami mówimy: „Utrzymuj umys³ czysty jak przestrzeñ, ale pozwól mu funkcjonowaæ jak czubek ig³y”. Patriarchalny Zen to bardzo, bardzo precyzyjna praktyka. Z chwili na chwilê postrzegasz swoj¹ w³aœciw¹ sytuacjê, w³aœciw¹ relacjê do tej sytuacji, i w³aœciw¹ funkcjê. Sporo ju¿ mówiliœmy o utrzymywaniu czystego umys³u. Kiedy widzisz, kiedy s³yszysz, kiedy w¹chasz, kiedy smakujesz, kiedy dotykasz i kiedy myœlisz — wszystko, takie, jakie jest, jest prawd¹. Nazywa siê to utrzymywaniem umys³u czystego jak przestrzeñ. Oznacza to, ¿e zawsze jesteœ bardzo otwarty. Jednak nasza praktyka oznacza precy- zyjne postrzeganie, w jaki sposób ta prawda funkcjonuje w nieustannie zmieniaj¹cych siê, wci¹¿ nowych sytuacjach. Wszyscy z was widzieli d³ugie mnisie kasa. Ta szata jest zszyta w wielu miejscach w bardzo precyzyjny sposób. Bardzo trudno jest takie kasa zrobiæ. Jeœli osoba szyj¹ca j¹ nie bêdzie w bardzo precyzyjny sposób u¿ywaæ ig³y, z pewnoœci¹ pope³ni jakiœ b³¹d. Wtedy trzeba rozpruæ i ponownie zszyæ ca³e kasa. Posiadanie po prostu kochaj¹cego umys³u jest utrzymywaniem umys³u czystego jak przestrzeñ. To jest naprawdê wspania³e, ale to bardzo szerokie doœwiadczenie umys³u. Nie zawsze postrzega on, w jaki sposób nale¿y w³aœciwie funkcjonowaæ w danej sytuacji dla dobra innych. Jednak buddyjskie nauczanie polega na u¿yciu od- powiednich œrodków — jest to po prostu inn¹ nazw¹ wspó³czucia. Wspó³czucie, któ- rego naucza najwy¿szy wóz, jest mi³oœci¹ uwarunkowan¹ m¹droœci¹. Jeœli nie posia- b u d d y z m z e n 241 dasz m¹droœci i doœwiadczasz tylko pewnego rodzaju kochaj¹cego umys³u, wtedy ten umys³ nie zawsze potrafi odpowiedzieæ na ró¿norodne ludzkie potrzeby w ró¿norod- nych sytuacjach. Jednak jeœli osi¹gniesz prawdê i strawisz swe rozumienie, wtedy pojawi siê m¹droœæ. Mi³oœæ plus m¹droœæ równa siê wspó³czucie. Jedno dzia³anie w ka¿dej sytuacji. W³aœciwa funkcja w odpowiedzi na potrzeby ka¿dej istoty automa- tycznie pojawi siê w ka¿dej sytuacji. „Utrzymuj umys³ czysty jak przestrzeñ, ale po- zwól mu funkcjonowaæ jak czubek ig³y”. Oto nauczanie najwy¿szej klasy. Jednak, aby funkcjonowaæ dla innych i postrzegaæ nasz¹ w³aœciw¹ funkcjê, musi- my najpierw osi¹gn¹æ prawdê. Dawno temu w Chinach, pewien cz³owiek zapyta³ mistrza zen Dong Sahna: „Czym jest budda?”. Mistrz odpowiedzia³: „Trzy funty lnu”. Mê¿czyzna nie zrozumia³, poszed³ wiêc do innego mistrza zen, zda³ sprawozdanie z rozmowy z Dok Sahnem i zapyta³: „Co to oznacza: »trzy funty lnu«.?” Mistrz zen odpowiedzia³: „Na pó³nocy rosn¹ sosny; na po³udniu — bambusy”. Wci¹¿ nic nie rozumia³, uda³ siê wiêc do jednego ze swoich przyjació³, który od jakiegoœ czasu praktykowa³ zen i zapyta³ go, co mieli na myœli ci dwaj mistrzowie zen. Jego przyjaciel odpowiedzia³: „Kiedy otwierasz usta, twoje zêby s¹ ¿ó³te. Teraz rozu- miesz?”. „Nie jestem pewien” — odpowiedzia³ mê¿czyzna. Wtedy jego przyjaciel powiedzia³: „Najpierw musisz zrozumieæ swój umys³, póŸniej wszystko stanie siê jasne”. Patriarchalny Zen oznacza osi¹gniêcie faktu, ¿e wszystko, w³aœnie-tak-jak-to, jest prawd¹. Niebo jest niebieskie. Drzewo jest zielone. Pies szczeka: „hau, hau!”. Cukier jest s³odki; sól jest s³ona. Kiedy widzisz, kiedy s³yszysz, kiedy w¹chasz, kiedy smaku- jesz, kiedy dotykasz i kiedy myœlisz — wszystko, takie, jakie jest, jest prawd¹. Kiedyœ pewien mnich zapyta³ mistrza zen Joju: „Czym jest budda?”. „IdŸ, napij siê herbaty.” Inny mnich zapyta³: „Czym jest Dharma?”. „IdŸ, napij siê herbaty.” „Czym jest ¿ycie?” „IdŸ, napij siê herbaty.” „Czym jest buddyzm?” „IdŸ, napij siê herbaty.” Nazywamy to konkretn¹ funkcj¹. Istnieje pewna bardzo znana historia, która demonstruje te trzy rodzaje zen. Ojciec mojego ojca w Dharmie, wielki mistrz zen Man Gong, zosta³ mnichem, kiedy mia³ zaledwie trzynaœcie lat. By³ us³uguj¹cym mnichem bardzo zajêtego mistrza sutr 242 K o m p a s z e n w œwi¹tyni Tang Hak Sah, która w owym czasie by³a najs³ynniejsz¹ œwi¹tyni¹ sutr w Korei. Najlepsi mnisi sutr z ca³ego kraju przybywali do Tong Hak Sah, aby studiowaæ nauczanie Buddy. Pewnego dnia mia³a miejsce wielka ceremonia wrêczenia dyplomów uczniom mnisiej szko³y. Zgodnie z tradycj¹, starszy mnich wst¹pi³ na wysokie podium, aby wyg³osiæ formaln¹ mowê po¿egnaln¹. Po tym, jak usiad³ i poprawi³ u³o¿enie swoich ceremonial- nych szat, mnich powiedzia³: „Wszyscy powinniœcie kontynuowaæ w³aœciwe studia i staæ siê niczym wielkie drzewa, z których buduje siê œwi¹tynie, i jak ogromne miski, które potrafi¹ przechowywaæ wiele dobrych rzeczy. Staro¿ytny poeta napisa³ kiedyœ: »Woda przyjmuje formê swojego naczynia. Istoty ludzkie upodabniaj¹ siê do towarzy- stwa, w którym przebywaj¹«.. Dzisiaj otrzymujecie swoje dyplomy. To naprawdê wspaniale. Jeœli od tej chwili bêdziecie przyjaŸnili siê z dobrymi i szlachetnymi ludŸmi, wy równie¿ w naturalny sposób staniecie siê dobrzy i szlachetni, i wype³nicie swoj¹ najwy¿sz¹ powinnoœæ wobec niebios. Jednak jeœli zwi¹¿ecie siê ze z³ymi ludŸmi pod¹- ¿aj¹cymi z³ymi drogami, w koñcu sami stanie siê Ÿli. Zawsze pamiêtajcie o Buddzie i zadawajcie siê tylko z dobrymi ludŸmi, a staniecie siê wtedy wielkimi drzewami i przechowywaæ bêdziecie Dharmê. Taka jest moja dla was po¿egnalna rada”. Wszyst- kim podoba³a siê ta mowa. Siedz¹c daleko z ty³u sali, m³ody s³uga Man Gong pomyœla³: „Có¿ za cudowne nauczanie!”. Wszyscy mnisi byli bardzo szczêœliwi. Po powrocie na swoje miejsce, starszy mnich zauwa¿y³ dziwnie wygl¹daj¹c¹ po- staæ, stoj¹c¹ na uboczu. W podartych szatach, z d³ugimi w³osami i d³ug¹, cienk¹ brod¹, ten mnich wygl¹da³ niezwykle na tle schludnych, g³adko ogolonych mnichów. Jednak chocia¿ jego wygl¹d by³ niedba³y, wielkie oczy tego mnicha lœni³y jak diamenty. To by³ nikt inny, tylko mistrz zen Kyong Ho, który w³aœnie odwiedza³ œwi¹tyniê. By³ on ju¿ znany w ca³ym kraju jako jeden z najwiêkszych mistrzów zen w historii koreañskiego buddyzmu. Mistrz sutr powiedzia³: „Mistrzu zen, daj nam jedno s³owo”. Nie podnosz¹c wzroku, Kyong Ho Sunim tylko potrz¹sn¹³ przecz¹co g³ow¹. „Nie, nie. Jestem tylko podró¿nym, który na chwilê siê tu zatrzyma³. Nie mam nic do powie- dzenia.” Po czym Kyong Ho Sunim zamilk³. „Prosimy, Sunim. Dzisiaj mamy tak wa¿ny dzieñ.” M³odsi mnisi równie¿ prosili go, aby przemówi³, dlatego po kilku chwilach milczenia, Kyong Ho Sunim wst¹pi³ na wysokie podium. Powiedzia³: „Wszyscy z was s¹ mnichami. Mnisi wolni s¹ od ma³ych osobistych przywi¹zañ i ¿yj¹ tylko po to, aby s³u¿yæ innym istotom. Chêæ zostania wielkim drze- wem albo naczyniem Dharmy przeszkodzi wam w staniu siê wielkimi nauczycielami. b u d d y z m z e n 243 Wielkie drzewa maj¹ wielkie zastosowanie; ma³e drzewa maj¹ ma³e zastosowanie. Do- bre i z³e miski, wszystkie je mo¿na u¿yæ w odpowiedni sposób i ¿adnych nie nale¿y wyrzucaæ. Powinniœcie raczej staæ siê œwietnymi cieœlami. Jeœli jesteœ dobrym cieœl¹, to nigdy nie wyrzucasz du¿ych ani ma³ych drzew, dobrych drzew ani z³ych. Zrêczny cieœla potrafi w swojej pracy u¿yæ ka¿dego rodzaju drzewa. On nigdy nic nie wyrzuca. Dobry czy z³y, nie ma to znaczenia. Jeœli pojawiaj¹ siê dobre rzeczy, musicie znaæ ich w³aœciwy u¿ytek; jeœli pojawiaj¹ siê rzeczy z³e, równie¿ powinniœcie umieæ ich w³aœci- wie u¿yæ. Nie przywi¹zujcie siê do dobrego ani nie odrzucajcie z³ego. Powinniœcie u¿ywaæ zarówno rzeczy dobrych, jak i z³ych, i sprawiæ, aby sta³y siê one w³aœciwe. Dlatego przebywajcie z dobrymi i z³ymi przyjació³mi, i nigdy niczego nie odrzucajcie. To jest prawdziwy buddyzm. Moim jedynym dla was ¿yczeniem jest, abyœcie wyzwo- lili siê od ca³ego pojêciowego myœlenia”. M³ody Man Gong Sunim us³ysza³ to, i natychmiast jego umys³ sta³ siê jasny. „To jest mój nauczyciel! To jest mój nauczyciel!” — pomyœla³. Kiedy Kyong Ho Sunim opuszcza³ salê Dharmy, Man Gong Sunim zerwa³ siê z miejsca i pod¹¿y³ za nim. Kyong Ho Sunim poczu³ kogoœ za sob¹ i odwróci³ siê do ch³opca. „Dlaczego za mn¹ ³azisz?” „Mistrzu, podoba³a mi siê twoja mowa — powiedzia³ Man Gong Sunim. — Chcia³- bym zosta³ twoim uczniem. Proszê, pozwól mi pójœæ z tob¹!” „Kim jesteœ?” „Nie posiadam nazwy ani formy.” „Jeœli nie posiadasz nazwy ani formy, to kto za mn¹ chodzi?” „Ach, twoja mowa by³a naprawdê wspania³a!” „Jesteœ przywi¹zany do mojej mowy!” „Nie, mistrzu, nie przywi¹za³em siê do twojej mowy. Ja tylko pod¹¿am za twoim umys³em!” Kyong Ho Sunim uœmiechn¹³ siê i ponownie sprawdzi³ Man Gong Sunima. „Jesteœ bardzo niegrzecznym ch³opcem. Dzieci nie s¹ w stanie studiowaæ buddyzmu.” „Ludzkie istoty rzeczywiœcie siê starzej¹, ale czy pierwotna natura zna m³odoœæ albo staroœæ?” Mistrz zen g³oœno siê rozeœmia³. „Och, ty niedobry ch³opcze! Zabi³eœ i zjad³eœ Buddê. Ktoœ musi siê tob¹ zaj¹æ. ChodŸ ze mn¹!” Nastêpnie Kyong Ho Sunim zabra³ Man Gong Sunima do œwi¹tyni Chung Jung Sah i zostawi³ go tam pod opiek¹ opata. Man Gong Sunim praktykowa³ bardzo pilnie i bardzo ciê¿ko pracowa³ w œwi¹tyni. Od pierwszego spotkania z Kyong Ho Sunimem minê³o piêæ lat. W krótkim czasie opanowa³ wszystkie ceremonialne œpiewy. Mówi siê, ¿e kiedy Man Gong Sunim otwiera³ 244 K o m p a s z e n usta do œpiewów, s³ychaæ by³o g³os samych niebios. Wielu buddyjskich wiernych prosi³o go, aby œpiewa³ dla nich na ceremoniach, by³ wiêc zawsze bardzo, bardzo zajêty. Od œwitu do nocy Man Gong Sunim œpiewa³, czêsto nawet opuszczaj¹c posi³ki, aby zadowoliæ wszystkich, którzy prosili o jego œpiew. Pewnego wiosennego dnia, dzieñ przed urodzinami Buddy, Man Gong Sunim wychodzi³ z g³ównej sali Dharmy. W³aœnie zakoñczy³ du¿¹ ceremoniê i wraca³ do biura œwi¹tyni z dzisiejszymi datkami. Man Gong Sunim nie jad³ od wczesnego ranka i marzy³ o krótkim odpoczynku przed wieczornym okresem siedz¹cej medytacji. By³ bardzo, bardzo zmêczony. Przechodz¹c przez dziedziniec œwi¹tyni, m³ody ch³opiec z okolicznej wioski zbli¿y³ siê do niego i pok³oni³: „Szczêœliwego Dnia Narodzin Buddy, Sunim!”. „Dziêkujê, tobie równie¿.” Ze z³o¿onymi z szacunku d³oñmi, ch³opiec powiedzia³: „Sunim, mam do ciebie pytanie...” „Có¿ to za pytanie?” „Dziesiêæ tysiêcy dharm powraca do Jednego...” „Oczywiœcie — powiedzia³ Man Gong Sunim. — Dziesiêæ tysiêcy dharm powraca do Jednego. Rozumiem to.” „Moje pytanie brzmi: dok¹d powraca Jedno?” Man Gong Sunim nie by³ w stanie nic odpowiedzieæ. Jego usta otworzy³y siê, ale nie wysz³o z nich nawet jedno s³owo. Ma³y ch³opiec patrzy³ siê na niego z uœmiechem, podczas gdy Man Gong Sunim próbowa³ znaleŸæ jak¹œ odpowiedŸ. Minê³o kilka se- kund, ale usta Man Gong Sunima milcza³y jak grób. Jego twarz zrobi³a siê czerwona, potem bia³a, a¿ w koñcu pociemnia³a! „Ha! — powiedzia³ ch³opiec. — Nie rozumiesz tego. W ogóle nic nie rozumiesz. Co z ciebie za mnich?” Nastêpnie ch³opiec odwróci³ siê na piêcie, i znikn¹³ tak samo nagle, jak siê pojawi³.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kompas zen
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: