Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00360 010670 15683117 na godz. na dobę w sumie
Konfuzja - ebook/pdf
Konfuzja - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 82
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3904-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

 

Pewnej zimowej nocy w  położonym o kilkanaście kilometrów od miasta niewielkim domu zjawia się kobieta. Zamieć wydaje się być przyczyną niespodziewanych odwiedzin. Ale czy na pewno?… Goszczący ją mężczyzna wcale nie sprawia wrażenia zaskoczonego i rychle zaprasza kobietę do siebie, proponując jej herbatę.

Kim jest tajemnicza kobieta? Jaka rola przypadnie w udziale mężczyźnie? Po co się spotykają?… Odpowiedź znajdzie Czytelnik w książce.

 

Opis z publikacji drukowanej:

 

Gra słowem jest jednym z ciekawszych zajęć w procesie kreacji literackiej. Te same słowa potrafią mieć skrajnie różniące się od siebie znaczenia. Niektóre ich zestawienia (utarte związki frazeologiczne) w swej strukturze głębokiej znaczą coś innego niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Zjawisko polisemiczności wyrazu leksykalnego, istniejące w naszych słownikach homonimy, płatające figle homofony i dowolne nimi manipulowanie na etapie generowania wypowiedzeń – to atuty, które ma do swojej dyspozycji potencjalnie każdy autor. Jak korzysta z tych atutów AutorKonfuzji? Czy udało mu się choćby w niewielkim stopniu zagrać słowem i oprzeć fabułę na jednym wielkim nieporozumieniu między dwojgiem bohaterów? Czy znany językoznawcom-kognitywistom proces ekstensji semantycznej daje nam ogromne pole do popisu i ze zwykłej trójaktówki pozwala uczynić komedię, w której słowa śmieją się z nas same? O tym żartobliwym, ideologicznie nieco szyderczym nieporozumieniu pod wymownym tytułem Konfuzja Czytelnik może dowiedzieć się czegoś więcej, szukając wśród psotliwych słów Autora, na każdym kroku pokazujących nam, jak niełatwo jest z nimi wygrać. Gdyby nie ich polisemiczność, gdyby nie ich zdolność do układania się we dwuznaczne sformułowania, do bycia wręcz musicalem niesfornych metafor – jakże precyzyjnie człowiek mógłby wyrażać własne myśli. Ale czy ta jednoznaczność nie byłaby zbyt nudna?…

Po lekturze Konfuzji Czytelnik sam oceni, co byłoby dla niego doskonalszym rozwiązaniem…

Źródło opisu: www.alexanderhaus.manifo.com

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Co się wydarzyło w Lloret de Mar 1 Konfuzja 2 Alexander Haus Co się wydarzyło w Lloret de Mar Lem Konfuzja Copyright © by Alexander Haus, 2013 3 Tytuł: Konfuzja Autor: Alexander Haus Redakcja: Alexander Haus, Iwona Kmiecik Autokorekta interpunkcyjna: Alexander Haus Rewizja językowa: Iwona Kmiecik Projekt okładki: Alexander Haus ISBN: 978-83-272-3904-4 Strona internetowa autora: www.alexanderhaus.manifo.com Copyright © by Alexander Haus, 2013 4 Kościoły Gmachy wyrosłe z czeluści lęku, imitujące bezkresną wiarę, uwodzą duszę pełnią wdzięku – to na pokutę, to za karę. Za jakie grzechy mnie tak kuszą wdzięki błyszczące jak insygnia; czyżby to lęki rządziły duszą i oto stała się religia?... 5 Spis aktów Akt pierwszy „Diabeł puka do drzwi” ....................................... 7 Akt drugi „Eucharystia” .......................................................... 42 Akt trzeci „Sąd zbyteczny” .......................................................50 6 Akt pierwszy Diabeł puka do drzwi Mały, drewniany domek wysoko w górach. Wokół lasy i mnó- stwo śniegu. Cisza i pustka. Prawdopodobnie lata czterdzieste ubiegłego wieku. Dość obszerna izba, pełniąca funkcję salonu; nieco wysłużona, mająca szczególny, tajemniczy klimat. Ściany obite dębowymi belkami, podłoga raczej jednolita z drewnianych desek; przy to- nącym w pomarańczowym blasku kominku – szara, już nieco wy- płowiała, zwierzęca skóra. Dwa masywne fotele o rzeźbionych krawędziach i nie mniej masywny dębowy stolik. W narożnikach stylowe nocne lampy, których światło sennie odbija się w cięż- kich, płóciennych turkusowych zasłonach. Okna wielodzielne, z widokiem na ośnieżony ganek i okolice. Księżyc w pełni... Pukanie do drzwi. 7 MĘŻCZYZNA (otwierając) A jednak przysłano panią. Nie spodziewałem się, że ktoś przyjdzie. Proszę, niech pani wejdzie. KOBIETA (przemarznięta i wystraszona) Ja też nie sądziłam, że tutaj trafię (zdejmuje płaszcz). Nie by- łam pewna, czy ktoś tutaj mieszka, ale zdecydowałam się zapu- kać. MĘŻCZYZNA (niepewnie) Ja też nie byłem do końca przekonany... Szczerze mówiąc, nadal mam pewne wątpliwości... W taką pogodę nie powinna pa- ni przecież samotnie spacerować po okolicy, szczególnie że już dawno po zmroku. Proszę, niech pani wejdzie dalej (zawiesza jej płaszcz na wie- szaku obok drzwi). KOBIETA Nie wiem, czy dobrze robię. Sam pan rozumie: tyle się teraz słyszy o różnych osobliwych typach, gotowych skrzywdzić bez- bronną kobietę przy każdej nadarzającej się okazji. Doprawdy, chyba nie powinnam zawracać panu głowy. MĘŻCZYZNA (zapraszając do stolika) Nie, nie... Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie chciałem pani urazić. Na co dzień jestem bardziej gościnny, ale ta sytuacja – sama pani rozumie – jest nieco nietypowa. Byłbym bardziej zde- cydowany w swoim zachowaniu, gdybyśmy się wcześniej znali, 8 tak jednak muszę radzić sobie w warunkach nieco zaimprowizo- wanych. Może napije się pani gorącej herbaty?... Pewnie mróz dał się pani we znaki (idzie do kuchni). KOBIETA Mam nadzieję, że to nie będzie duży kłopot (rozgrzewa prze- marznięte dłonie, pocierając je o siebie). Przyznam panu, że strasznie przemarzłam w tej zamieci. Na przyszłość będę wie- działa, że powinnam trzy razy pomyśleć, zanim zdecyduję się na jakiekolwiek nocne eskapady zimą. (Wołając) Ale wie pan, jak to jest: dziś wszystko człowiek zrobi dla kawałka chleba! MĘŻCZYZNA (z kuchni) Doskonale panią rozumiem. Chociaż... jestem zaskoczony, że taka kobieta jak pani nie zna- lazła dla siebie żadnej alternatywy: praca o tak późnej porze, któ- ra zresztą nie należy chyba do najbezpieczniejszych zajęć, musi panią wiele kosztować. Żałuję, że świat jest dzisiaj taki okrutny. Szczerze powiedziawszy, mam nieco wyrzuty sumienia... KOBIETA (przerywając) Niech pan da spokój. Na pana miejscu sama nie czułabym się pewnie, wpuszczając w środku nocy obcą osobę do domu, szcze- gólnie że mieszka pan w tak wyludnionej okolicy. Powinnam pa- nu dziękować, że znalazł pan w sobie na tyle odwagi i jednak się namyślił... pozytywnie oczywiście. Zresztą, sama jestem sobie winna: kto normalny pracuje o tej porze i jeszcze decyduje się wykonać zlecenie czterdzieści mil od miasta, w dodatku w gó- rach?... (Nadal wołając) A wie pan, że samochód podwiózł mnie zale- dwie do głównej drogi, a resztę to musiałam już iść pieszo?... 9 Po wojnie kobiety zaczęto traktować jak mężczyzn... gdyby nas nie było na froncie, mężczyźni nie wychodziliby teraz z zało- żenia, że potrafimy to, co i oni. Niepotrzebnie stacjonowałyśmy na poligonach. Pielęgniarki, telegrafistki, fotoreporterki... Same- śmy sobie winne. MĘŻCZYZNA (przynosząc herbatę) Proszę. To pani dobrze zrobi. KOBIETA Rzeczywiście, to powinno mnie postawić na nogi. Raz jeszcze dziękuję (nachyla usta nad kubkiem, lecz herbata jest w dalszym ciągu gorąca). A tak, to widzi pan... pielęgniarki, telegrafistki, reporterki... gdyby nas nie było na froncie, miałybyśmy nadal tyle przywile- jów, co kiedyś. Sameśmy sobie winne... MĘŻCZYZNA (jakby przygotowywał się do czegoś psychicznie) Ma pani rację. Dziś nie szanuje się kobiet, tak jak na to zasłu- gują. Sam Bóg przecież nakazał mężczyźnie opiekować się swą wybranką, ta zaś winna wykonywać jedynie swoje obowiązki. Świat niestety idzie z postępem, i niewykluczone, że za kilka lat, jeśli Bóg pozwoli mu się podnieść z moralnych zniszczeń tej wojny, kobiety będą miały więcej obowiązków, a niżeli dzisiaj. Niewykluczone, że i przywilejów wam przybędzie. Sama pani rozumie... świat idzie z postępem... (pije dość ostrożnie gorącą herbatę, zdaje się coraz bardziej KOBIETA oswajać z sytuacją) Wielka szkoda, że ten postęp wymusiła na nim wojna... 10 (Urwawszy wcześniejsze zdanie) ...naprawdę, bardzo dziękuję za herbatę. Strasznie przemarz- łam. Ale nie sądzi pan chyba, że wojna również jest oznaką postę- pu? Ja nie należę do ludzi, którzy – mimo wykonywanego zawo- du – pastwią się na samą myśl o okazji, jaka nadarza się na fron- cie. Co to, to nie. Co prawda, z przyjemnością wykonuję swój zawód, ale nie za wszelką cenę i nie po trupach... wie pan – żoł- nierze czasem potrzebują odrobiny wsparcia, kobiecego ciepła; nie można cały czas czerpać zysków z samych zdjęć... Nawet pan nie wie, jak bardzo ci chłopcy spragnieni są czasem naszej obec- ności... (mimo iż przygląda się kobiecie, sprawia wrażenie pochłoniętego MĘŻCZYZNA czym innym) Obiektyw i kamery to nie wszystko. KOBIETA (podekscytowana, impulsywnie) Otóż to! Doskonale zna się pan na rzeczy. Człowiek w jednej chwili jest, a za moment już go nie ma. Trzeba pamiętać o wszyst- kim. Ci chłopcy chcą coś mieć z życia, mają swoje marzenia, swoje plany, potrzebują na chwilę oderwać się od całej tej żena- dy, zapomnieć, że to wojna, i nie znasz dnia ani godziny, kiedy przyjdzie na ciebie czas (robi skromny łyk, trzymając oburącz ku- bek z herbatą, po czym szybko kontynuuje monolog). W takich sy- tuacjach często sami do nas przychodzą. Niech pan nie myśli, że tego nie rozumiemy... Co to, to nie. Zawsze staramy się poświę- cić im swój czas. Ja zresztą zawsze to lubiłam, ba... (nieskromnie, choć udając skromność) nawet nieźle mi to wychodziło. 11 MĘŻCZYZNA (jakby nieco bardziej zainteresowany) Byłyście panie na froncie? KOBIETA (komfortowo rozsiada się w fotelu, w którym dotychczas siedziała dość skromnie; zdejmuje ażurową apaszkę i przewiesza ją przez oparcie fotela) Sam pan rozumie... Wojna była ku temu doskonałą okazją. Gdzie indziej można było znaleźć bardziej popytne warunki. Po- zwalało mi to zawsze podnieść cenę usługi, jako że praca w tak niebezpiecznych okolicznościach zawsze wiązała się z podwój- nym wynagrodzeniem. Poza tym, nie ukrywam, że (tutaj ścisza glos i nachyla się nad uchem mężczyzny) to zawsze bardziej pod- niecało... proszę mnie źle nie zrozumieć... MĘŻCZYZNA (delikatnie zmieszany; sytuacja jakby zarysowuje się według oczekiwanego scenariusza... niezdarnie się uśmiecha) Rzeczywiście... wiele pani ryzykowała dla tej – jak to się mó- wi – chwili przyjemności. Nie lepiej było na miejscu?... W do- mu... (gdyby nie wdzięczność, zbulwersowałaby się) KOBIETA A co ja mogłam zrobić w domu? Poligon, front, ranni żołnie- rze – to był cały mój świat (pije herbatę). Wiem... wiem... pewnie uzna to pan za przejaw perwersji, ale nie jest istotne, co się komu podoba, a co nie, liczyły się przede wszystkim motywy, a te – jak pan wie – były bezdyskusyjne. Nie chodziło nam o upajanie się widokiem nagich zdezelowanych ciał żołnierzy – broń Boże, to nie podniecało żadnej z nas – chodziło, ściślej mówiąc, o wyż- szą ideę, o relacje, które mogłyśmy później zdawać, stawałyśmy 12 się przez to coraz bardziej chłonne. Nawet pan sobie nie wyobra- ża, z jakim sprzętem przychodziło się nam czasami zmierzyć. Taki sprzęt odpowiednio wycelować, to była nie lada sztuka, a jesz- cze zmieścić go... mówię panu... twarda sztuka... MĘŻCZYZNA (wyciąga z kieszeni spodni flanelową chusteczkę i przeciera nią zroszone kroplami potu czoło; sprawia wrażenie onieśmielonego) Znaczy... mam rozumieć, że panie dojeżdżały na ten front każ- dorazowo, czy po prostu przebywałyście tam, panie, przez cały czas, robiąc żołnierzom... hm.... służąc wiernie ojczyźnie? Nie bardzo.. wie pani... KOBIETA (klepie go po kolanie) Gdzie tam... Żadne z nas nie odważyłoby się na to, żeby podą- żać za całym dywizjonem. Ja pracowałam nielegalnie, musiałam co chwilę zmieniać miejsce pobytu; wie pan, jak to jest w tym zawodzie: większość z nas wykonywała zlecenia od ręki, po co komu umowy w takich okolicznościach. Człowiek nie wie nawet, czy dożyje do przyszłego tygodnia – żeby jeszcze płacić fiskuso- wi za ekscesy na froncie?... To byłby czysty masochizm! Lepiej już było na polu walki... z żołnierzem, takim z urwaną nogą... wie pan.... masochizować się od rana do wieczora, niż oddawać swoje wynagrodzenie państwu. A ci co?... Zasilali nim potem budżet wojenny, i tak zamykało się zaklęte koło. Widzi pan, co się dzia- ło. MĘŻCZYZNA (przytakuje skinieniem głowy) Rzeczywiście... 13 KOBIETA Jak już panu mówiłam, mój zawód nie wymaga – delikatnie mówiąc – żadnego wykształcenia. Liczy się talent, no i – rzecz jasna – odpowiednie zdrowie, żeby nie powiedzieć: końskie... Ale nie to jest najważniejsze – bez motywacji i odwagi na niewiele można się zdobyć... Bóg mi świadkiem, że czasami człowiek znaj- duje się w tak ekstremalnych sytuacjach, iż zastanawia się, czy nie grzeszy. Na poligonie kwitnie samo zło, a na froncie rządzi już tylko szatan. (Nachyla się po raz kolejny nad mężczyzną i chwyta go bez podtekstu za ramię) Kilka razy spowiadałam się z tego, co robię – tak silne było poczucie winy. Zdawało mi się, że nad- miernie ingeruję w prywatne życie tych żołnierzy, a przecież póź- niej świat dowiadywał się w końcu, jakie życie prowadzą na woj- nie. Wiedziały o tym ich matki, kobiety i dzieci, a ja nie mogłam niejednokrotnie obejść się bez wyrzutów sumienia, że odbieram tym ludziom ostatnią krztę ich własnej godności. Nieraz krew się lała, a rany były później nieodwracalne. Ci młodzi ludzie umiera- li na moich oczach, w moich ramionach, w uścisku... a sprzęt pra- cował nadal... rozumie pan... nie mogłam się oprzeć... musiałam wycisnąć z niego, co się tylko dało... Proszę sobie wyobrazić, że sceny były w różnych pozycjach – żołnierze byli na pierwszym planie, mnie nigdy nie było widać... to były ostre sceny, aż za ostre, ale dotykały sedna, odsłaniały całą prawdę o człowieku i o tym, do czego jest zdolny w ostateczności. Musiałam to robić, w prze- ciwnym razie nie miałabym czego włożyć do garnka, proszę mnie źle nie zrozumieć (tu przerywa i spogląda zapatrzona na mężczy- znę)... Boże, tyle pan dla mnie robi, na zewnątrz pewnie zamarz- łabym na kość... MĘŻCZYZNA (spojrzawszy niecierpliwie na zegarek, wraca skonfundowanym spojrzeniem na twarz kobiety, po czym jego oczy, niepewne cze- goś, wędrują od żarzących się w kominku desek do zaangażowa- nej we własny monolog kobiety; na przemian) 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Konfuzja
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: