Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00152 013971 11052402 na godz. na dobę w sumie
Kościelscy. Ród, fundacja, nagroda - ebook/pdf
Kościelscy. Ród, fundacja, nagroda - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 343
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883–242–1492–1 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wydanie jubileuszowej książki należy do zakodowanych rytuałów i dobrych manier w społeczeństwie. Może być zatem dość pustym, choć całkiem przyzwoitym gestem, czymś w rodzaju dokonanej powinności poddanej retoryce celebrowania, jeżeli nie autocelebrowania. Niewątpliwie pięćdziesięciolecie Fundacji imienia Kościelskich jest odpowiednim momentem do podkreślenia zasług, sukcesów i wagi tej instytucji w polskim krajobrazie literackim. Znajdą się prawdopodobnie mówcy i kronikarze, którzy z chęcią się podejmą tego wysiłku: chwała im i wdzięczność nasza! Wydaje się jednak ważniejsze odsłonić korzenie Fundacji, przypomnieć o najistotniejszych etapach jej rozwoju, jak i o ludziach, dzięki którym ona działała i działa dalej; naświetlić relacje w czasie półwiecza między rozwojem tej instytucji i przemianami w ogólnej sferze społeczno-kulturowej w Polsce, a szczególnie w obszarze publicznej strony życia literackiego. O tym właśnie jest niniejsza książka.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wojciech Klas KOŚCIELSCY Jan Zieliński RÓ D, FUNDACJA, NAGRODA universitas KOŚCIELSCY RÓ D, FUNDACJA, NAGRODA Wojciech Klas KOŚCIELSCY Jan Zieliński RÓ D, FUNDACJA, NAGRODA Kraków Publikacja współfinansowana przez Fondation Jan Michalski pour l écriture et la littérature, Fondation Koscielski w Genewie oraz Ambasadę RP w Szwajcarii © Copyright by Wojciech Klas, Jan Zieliński and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 ISBN 97883–242–1492–1 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Piotr Paliwoda Projekt okładki i stron tytułowych Sepielak www.universitas.com.pl François Rosset Wstęp Wydanie jubileuszowej książki należy do zakodowanych rytuałów i dobrych manier w społeczeństwie. Może być zatem dość pustym, choć całkiem przyzwoitym gestem, czymś w rodzaju dokonanej po- winności poddanej retoryce celebrowania, jeżeli nie autocelebrowania. Niewątpliwie pięćdziesięciolecie Fundacji imienia Kościelskich jest odpowiednim momentem do podkreślenia zasług, sukcesów i wagi tej instytucji w polskim krajobrazie literackim. Znajdą się prawdopo- dobnie mówcy i kronikarze, którzy z chęcią się podejmą tego wysiłku: chwała im i wdzięczność nasza! Wydaje się jednak ważniejsze odsłonić korzenie Fundacji, przypomnieć o najistotniejszych etapach jej rozwo- ju, jak i o ludziach, dzięki którym ona działała i działa dalej; naświetlić relacje w czasie półwiecza między rozwojem tej instytucji i przemia- nami w ogólnej sferze społeczno-kulturowej w Polsce, a szczególnie w obszarze publicznej strony życia literackiego. O tym właśnie jest ni- niejsza książka. Choć ofi cjalna nazwa brzmi z francuska „Fondation Kościelski”, znamienne i słuszne jest mówienie – jak się przywykło – o Fundacji Kościelskich, podkreślając liczbę mnogą. Nie tylko dlatego, że Moni- ka Kościelska zakładając fundację, miała w zamiarze upamiętnienie zarówno męża Władysława, jak i syna Wojciecha, ale też w związku z dokładnym dopasowaniem tego gestu fundatorskiego do historii rodu Kościelskich w ogóle, z nieprzerwanym zaangażowaniem jego reprezentantów na rzecz kultury i sztuki. Z bogatej i bujnej histo- rii tej rodziny dowiadujemy się, że Kościelscy żywili co najmniej od VI François Rosset XVII wieku zainteresowania i szlachetne przyzwyczajenia ściśle zwią- zane z twórczością artystyczną, jak i z zapewnieniem jej płynnej cyr- kulacji w społeczeństwie. Jedni piastowali funkcję koronnych pisarzy, inni podróżowali, odkrywając z pasją różnorodność kultur w świecie, uprawiając hojny mecenat w różnych miastach i krajach, pisząc to kro- niki, to poezję, to zbeletryzowaną korespondencję, a inni jeszcze wy- dawali książki, animowali życie literackie w Berlinie czy Warszawie, wspierali teatry i zespoły muzyczne, fi nansowali pisma literackie – to wszystko ryzykując utratą własnej fortuny, upadając niekiedy aż do sa- mozniszczenia, zawsze jednak przekazując po sobie to nieugięte po- wołanie do promowania sztuk i artystów. Wydaje się płynąć we krwi Kościelskich nie tylko zamiłowanie do piękna i do wszelkich dążeń ar- tystycznych, ale też poczucie odpowiedzialności za los artystów i dzieł, za zachowanie i utrwalenie spuścizny kulturowej narodu. Droga Moniki Kościelskiej, założycielki Fundacji, wpisuje się do- skonale w tę kilkuwiekową tradycję rodową. Pokazuje też, że zamiło- wanie do sztuki nie było kaprysem zwalczającym nudę wygodnego życia czy snobistycznym sposobem na zużytkowanie nadmiarów fi - nansowych, lecz potrzebą ducha i serca. Ciekawe zresztą, że Monika jako dobrze zapowiadająca się aktorka i śpiewaczka pochodziła z tego środowiska, które od dziesięcioleci korzystało z hojności Kościelskich. Gdy znalazła się sama na czele mocno zagrożonej fortuny i licznych przedsiębiorstw po samobójstwie męża w 1933 roku, nie tylko z wiel- kim talentem zdołała wyprowadzić majątek z bankructwa, ale przejęła całkowicie rolę protektora pisarzy i artystów, animatora życia literac- kiego, rozszerzając ponadto pole działania ważnego wydawnictwa, ja- kim był Instytut Wydawniczy „Biblioteka Polska”. Nastała wojna, syn Wojciech z polską dywizją trafi ł do Francji, a potem do niemieckie- go obozu jenieckiego, wszystkie dobra zostały zarekwirowane, czyli stracone, życie kulturalne zepchnięte do podziemia – „Moni” pozo- stało tylko uciekać z tym, co się jeszcze dało wziąć z sobą, najpierw do Francji, potem do Szwajcarii. Koniec wojny wcale nie wyznaczył kre- su cierpień i strat. Do kraju nie było po co wracać, a pustkę przeżywał Wstęp VII jeszcze gorzej Wojciech, który odebrał sobie życie w 1947 roku. Jed- nak ani emigracja, ani tragiczne wyroki losu nie były w stanie ugasić potrzeby obcowania z artystami i ich popierania. Monika jeździła do Paryża spotykać się ze swoim jakby naturalnym środowiskiem, a gdy zachorowała poważnie, łatwo dała się przekonać, że resztki po daw- nej fortunie winna przeznaczyć na fundację, która będzie miała za cel kontynuowanie kilkuwiekowej tradycji mecenatu Kościelskich. I tak się stało. Monika Kościelska zmarła w Genewie w 1959 roku po sporzą- dzeniu odpowiedniego testamentu, a Fundacja Kościelskich powstała w tym samym mieście w 1961 roku. Długo można by mówić o udziale wszystkich osób, które w cią- gu pięćdziesięciu lat zaangażowały się w prace Fundacji – nie czerpiąc z tego uczestnictwa żadnych korzyści materialnych, gdyż zasada bez- interesownego oddawania swojego czasu i umiejętności obowiązuje od początku. W momencie założenia w składzie Rady Fundacji, wokół jej pierwszego prezesa, ostatniego ambasadora Polski w Paryżu przed 1945 rokiem, Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, zgromadziło się kil- ku przyjaciół Moniki. Byli to ludzie wysokiej kultury, ale niekoniecznie „specjaliści” od literatury. Od razu więc zamanifestowała się potrzeba bardziej autorytatywnych głosów w sprawach literackich. Ludwik Hie- ronim Morstin i Jan Parandowski zostali zaproszeni do uczestnictwa w Jury. Była to też próba nawiązania kontaktu z ówczesną Polską – na razie nieudana z powodu obawy zainteresowanych przed ewentualny- mi kłopotami, które mogły ich spotkać za współpracę z niezależną in- stytucją zagraniczną. W 1965 roku dołączył osiadły w Paryżu wybitny eseista Konstanty Jeleński, a rok później wreszcie udało się dokoopto- wać kogoś z kraju w osobie Jacka Woźniakowskiego. Z biegiem lat do grona Kościelskich wstąpili kolejni literaci lub literaturoznawcy: Ma- ria Danilewicz-Zielińska, Jan Błoński, Ewa Bieńkowska, Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Jan Zieliński, Tomasz Różycki. Koleje losu wyznaczyły czas posługi następnych prezesów Fundacji: dyploma- ty Kajetana Morawskiego (1961–1967), bankowca Zygmunta Kallen- bacha (1967–1985), wysokiego urzędnika ONZ Krzysztofa Górskiego VIII François Rosset (1985–1993), historyka sztuki i pisarza Jacka Woźniakowskiego (1993– 2008). Podobną różnorodność zawodów i działalności obserwujemy u pozostałych członków Rady i Jury: prawnicy (Henri Ferrier, Tadeusz Szmitkowski, Krystyna Marek), ekonomiści i fi nansiści (Tadeusz Stark, Paweł Dembiński, Michel Kowalski), historycy (Bohdan Cywiński, Ja- cek Sygnarski), językoznawcy (Zygmunt Marzys, Andrzej Vincenz), muzykolog (Zygmunt Estreicher), plastyk (Ewa Zając), wydawca (Vera Michalski) – taka mozaika kompetencji i zainteresowań, które zapew- niają stałą równowagę w gronie Jury między wyrafi nowanymi, choć niefachowymi czytelnikami a „specjalistami” od literatury. Również w nieskończoność można by opowiadać, nawet nie naru- szając żelaznej zasady tajności obrad, o godnych Homera dysputach i konfrontacjach przy wyborze laureatów. Rzadko bywa pełna zgoda, a na ogół ostateczny werdykt głosowania pozostawia u kogoś posmak przegranej sprawy. Niemniej wszyscy podpisują się solidarnie pod ko- munikatem ogłaszającym nazwisko laureata, a gdy najważniejsze de- cyzje są już podjęte, głęboka, doświadczona przyjaźń miedzy nami szybko rozwiewa chmury znad kolacyjnego stołu, przy którym fer- wor, gwar i dowcip nie ustają. Ten specyfi czny duch Kościelskich przetrwał, jak się zdaje, od sa- mych początków, natomiast wiele się zmieniło tak w pozycji i statucie Fundacji i nagrody, jak i w ich odbiorze w polskim życiu literackim. Nagroda Kościelskich była kiedyś niemal jedyną nagrodą w swoim ro- dzaju: trwałą, niezależną, nierozróżniającą pomiędzy pisarzami kra- jowymi i emigracyjnymi. Jej otrzymanie oraz wręczenie w Genewie oznaczało dla laureata możliwość wyjazdu, czasami pierwszego, na Zachód. A suma nagrody, o ponad połowę mniejsza niż dziś, pozwa- lała kupić samochód czy mieszkanie albo zapewniała co najmniej rok wygodnego życia bez zatroskania o zarobek. O nagrodzie nie mówi- ło i nie pisało się praktycznie nic na arenie życia publicznego w Pol- sce. Niemniej w środowisku literackim każdy o niej słyszał, wielu o niej marzyło. W tych warunkach nagroda Kościelskich wyrobiła so- bie w przeciągu prawie trzydziestu lat wyjątkowe, choć ciche uznanie Wstęp IX i prestiż. Nowe czasy zmieniły radykalnie i sposób funkcjonowania Fundacji, i statut nagrody. Już w 1990 roku jej wręczenie zostało zorga- nizowane w Warszawie, a w następnym roku w Krakowie. Później do- łączył Miłosław, dzięki zapałowi i zaangażowaniu kilku osób, a przede wszystkim miejscowej polonistki, Pani Elżbiety Gajewicz. Zmieniły się także warunki i strategie komunikacji, o których do tej pory w ogóle się nie myślało. Fundacja dała się przekonać, że powinna ograniczać swe wybory do jednego laureata każdego roku, co pozwoli na lepszą promocję. Jednocześ nie powstał pomysł rozbudowania uroczystości wręczenia nagrody. Z pomocą Pani Iwony Haberny i dzięki jej entuzja- zmowi Fundacja stała się gospodarzem corocznego festiwalu literac- kiego, który nie tylko nadaje jej działalności rozgłos i wyróżnia wśród coraz liczniejszych nagród, ale też daje debiutującym twórcom moż- liwość prezentowania swych dzieł, wprowadza Kościelskich do szkół, angażuje krytyków i media, łączy wspólnotę laureatów w prawdziwą „rodzinę Kościelskich”. Wraz z odejściem Janiny Kościelskiej w 2007 roku, wdowy po Wojciechu i wiernej towarzyszki działań Fundacji, ród Kościelskich faktycznie wygasł. Jednak z pewnością można stwier- dzić, że zapuścił nowe, silne i żywotne korzenie w krajobrazie polskiej kultury. François Rosset Prezes Fundacji Kościelskich Wojciech Klas HISTORIA RODU Ogończykowie i pierwsi Kościelscy Rodzina Kościelskich herbu Ogończyk na przestrzeni wielu stule- ci odgrywała dość znaczną rolę w historii politycznej, ekonomicznej, a przede wszystkim kulturalnej Polski. Niemal w każdym pokoleniu tego kujawskiego rodu znajdujemy przejawy działalności fundacyjnej, charytatywnej, społecznej, patriotycznej i kulturalnej. Pierwszym zna- nym Ogończykiem w okresie średniowiecza był Wojsław I, najpierw piastun, później stolnik Bolesława Krzywoustego. Katedra krakowska otrzymała od niego w darze dwa komplety szat kapłańskich i niezwy- kle ozdobny płaszcz, natomiast jego żona Dobiechna wyposażyła ko- ściół Najświętszej Marii Panny na podgrodziu płockim. Młodszy syn Wojsława I, Janusz, zapoczątkował linię rodu Ogoń- czyków osiadłą na Mazowszu. Razem z bratem Trojanem I był darczyń- cą wsi Strzelno (Strelno) dla kanoników trzemeszańskich. Zbudował tam kościół św. Jana Ewangelisty i uposażył czterema wsiami. Syn Ja- nusza, Żyra I, osiągnął godność komesa i wojewody płockiego, a wnuk Gedko został biskupem płockim. Trojan I, starszy syn Wojsława I, zapoczątkował kujawską linię rodu średniowiecznych Ogończyków. Imię Trojana powtarzało się w każ- dym pokoleniu przez dwa stulecia. Pierwszy Trojan razem z bratem stanął po stronie Salomei i młodych książąt, kiedy dzielnicę maco- chy chciał przejąć senior piastowski Władysław Wygnaniec. Gedko II, młodszy syn Trojana I, otrzymał z rąk papieża Innocentego III god- ność biskupa krakowskiego. Sprowadził on do Polski relikwie św. Flo- riana, ufundował kolegiatę w Kielcach i wyposażył liczne fundacje. 2 Wojciech Klas Pośrednim świadectwem rozpowszechnienia się kultu św. Floriana jest do dzisiaj nazwa Bramy Floriańskiej w Krakowie. W trzeciej ćwierci wieku XII urząd podkomorzego inowrocław- skiego sprawował Trojan V. Był on ojcem Żyry II, który na począt- ku XIV wieku zawarł małżeństwo z Krajną (Klarą) z Kościoła, jedyną dziedziczką ogromnych włości. Politycznie związał się z Władysławem Łokietkiem. Osiągnąwszy odpowiedni status ekonomiczny, jak i sta- nowisko kasztelana kowalskiego, Żyra zbudował w miejscowości Ko- ściół (obecnie Kościelna Wieś) kompleks dworski otoczony dużym wałem, który jednak okazał się zbyt niski – w trakcie wojny polsko- -krzyżackiej dwór spłonął. Po odbudowie dworu i podwyższeniu wa- łów Żyra ufundował w tej samej miejscowości murowany kościół. Dobiesław z Kościoła, syn Żyry i Krajny, został chorążym brze- skim, a następnie kasztelanem kowalskim i później kruszwickim. Ze- znawał podczas procesu polsko -krzyżackiego, jego nazwisko pojawia się na czterdziestu dokumentach kujawskich, mazowieckich, wielko- polskich i małopolskich. Politycznie popierał Kazimierza Wielkiego, na jego dwór wysłał swojego syna Wojciecha. Podczas zjazdu płocko- -łowickiego, połączonego ze ślubem księcia Kazimierza Słupskiego z księżniczką mazowiecką, brał udział w ustalaniu następstwa tronu po Ludwiku Węgierskim. Następnie związał się z księciem Siemowi- tem IV. Od tego księcia otrzymał przywilej na założenie miasta we wsi Sąchocin (Sochocin) w ziemi ciechanowskiej. Miał czwórkę dzieci, z których Krzesław zapoczątkował młodszą linię Ogończyków, osia- dłą na Mazowszu (był protoplastą rodzin Poczernińskich, Trzebu- chowskich, Ruszkowskich), a Wojciech z Kościoła linię kujawską. Za młodu przebywał na dworze Kazimierza Wielkiego; później, za cza- sów Władysława Jagiełły, był kasztelanem brzeskim. Z czterech mał- żeństw miał ośmioro potomstwa, z których Wojsław z Chróstowa był protoplastą rodzin Chróstowskich i Świerczyńskich, natomiast Kry- styn z Kościoła – Kościelskich. Krystyn zawdzięczał karierę na dworze króla Jagiełły jego sekretarzowi Andrzejowi z Lubina herbu Ogon. Był już stolnikiem brzeskim i burgrabim kruszwickim, kiedy przywiesił Ogończykowie i pierwsi Kościelscy 3 swoją pieczęć do brzeskiego dokumentu gwarantującego pokój Pol- ski z Zakonem Krzyżackim. W czasie wojny trzynastoletniej po bitwie pod Chojnicami dostał się do dwuletniej niewoli. Z pięciorga dzieci stolnika pierwszy Szymon pisał się Kościelskim. W roku 1480 udało mu się, mimo ewidentnych sympatii prohusyckich, obronić z zarzutu herezji. Osiągnął stanowisko podstolego brzeskiego. Wnuk Szymona, Gaweł, posłował na sejm piotrkowski z wojewódz- twa brzeskiego, a także brał udział jako podsędek ziemski brzeski w to- ruńskim synodzie luteranów, kalwinistów i braci czeskich. Za wydane dwie antykatolickie książki (z których jedna była nawet dedykowa- na prymasowi Karnkowskiemu): Przestroga to jest czasu tego (1589) i Nazwiska z objawienia św. Jana Krystusowi (1597) został wciągnię- ty na indeks autorów zakazanych. Z dzieci Gawła Jan zapoczątkował młodszą linię na Syczewie, Kruszynie, natomiast Wojciech był twórcą starszej linii Kościelskich. Jego dwaj synowie dali początek dwóm ga- łęziom. Stanisław – szarlejsko -karczyńsko -miłosławskiej (dzięki któ- rej powstanie Fundacja Kościelskich). Władysław z dwóch małżeństw miał dwanaścioro dzieci. Jego dwaj synowie dali początek dwóm od- nogom: starszej Wojciecha – słowikowsko -rękawczyńskiej, i młodszej wicenotariusza grodzkiego poznańskiego Marcina – zegrzyńsko- -ratajskiej w XVIII wieku oraz śmiełowsko -brzezińsko -sepneńskiej w XIX wieku. Kościelscy w gałęzi Władysława bardzo aktywnie uczestniczyli w życiu publicznym społeczeństwa polskiego. Brali udział w zrywach niepodległościowych, piastowali różne stanowiska urzędnicze i poli- tyczne, angażowali się w rozwiązywanie problemów społecznych i go- spodarczych. Gałąź ta przetrwała do początków wieku dwudziestego. Kościelscy z gałęzi Stanisława zasłużyli się polskiej kulturze w spo- sób szczególny. Stanisław kształcił się na dworze księcia Jeremiego Wi- śniowieckiego, który zyskał sobie w nim sojusznika podczas zjazdów wielkopolskich sejmików. Posiadał majątki lub udziały w nich w wie- lu miejscowościach – Poczerninie (Pocierzynie), Bodzanówku, Noci, Przewozie, Racięcinie, Nowej Wsi, Warzywnie. Był także właścicielem 4 Wojciech Klas dwóch młynów (Kosiewski i Mikiel). Wniesiony przez narzeczoną Ja- dwigę Chudzyńską posag 15 000 złp zapisał na Poczerninie i Bodza- nówku. Dzięki darowiźnie stryja Macieja Michała zyskał bardzo dobre podstawy majątkowe. Status i pozycja społeczna pozwoliły mu na czynne angażowanie się w sprawy społeczne. Piastując funkcję pisa- rza ziemskiego brzeskiego miał liczne kontakty z miejscową ludnością i chętnie występował jako mediator. Na mocy testamentu Jeremie- go Wiśnioweickiego otrzymał dożywotni jurgielt, czyli roczną pensję 1000 złp i 4 konie pocztu husarskiego w zamian za zobowiązanie do stawienia się jego syna na usługi domu książęcego w razie potrzeby. Podczas potopu szwedzkiego Kościelski wraz z Ludwikiem Szczaniec- kim, jako deputowani szlachty z województwa brzeskiego i inowro- cławskiego, podpisali akt poddania tych ziem królowi szwedzkiemu Karolowi Gustawowi. Po śmierci Kościelskiego wdowa Jadwiga wy- szła za Łukasza Grabskiego, chorążego brzeskiego, a następnie za Jana Potockiego z Potoka. Jan Kościelski, jedyny syn Stanisława i Jadwigi, poszedł w ślady ojca, pełniąc różne funkcje publiczne i pomnażając majątek. W roku 1674 sprawował funkcję marszałka koła rycerskiego województw ku- jawskich i został wybrany posłem na sejm elekcyjny. Jego protektorem był Franciszek Tarnowski. W roku 1685 Jan Kościelski został komi- sarzem, odbierającym rachunki z województwa brzeskiego. Ożywio- na działalność polityczna i sądowa została nagrodzona stanowiskiem pisarza ziemskiego brzeskiego (1690). Od króla Jana III Sobieskiego Kościelski otrzymał dożywotnie prawo pobierania cła od przejeżdża- jących przez naprawioną przez niego przeprawę w Noci nad Notecią. Żona Marianna Anna z Trzebuchowskich wniosła w posagu wieś Bo- rucien i sumę 24 000 złp. Już jako wdowa prowadziła spór z siostrą (Jaraczewską) o spadek po bezdzietnym bracie: rzędy husarskie, so- bolową czapkę, perskie kobierce, biało -złocisty żupan, płaszcz w złote kwiaty podszyty gronostajami. Jan miał tylko jedno dziecko: Stanisława, który kontynuował karie- rę urzędniczą ojca. Był pisarzem ziemskim brzeskim, potem łowczym Ogończykowie i pierwsi Kościelscy 5 brzeskim, następnie otrzymał kasztelanię konarsko -kujawską (1724) i wreszcie bydgoską (1726). Prawdopodobnie w roku 1733 powstała niedrukowana Gra, w ktorey grze Imć Pan Koscielski Sekretarz Konfe- deracyi Saskiej karty na stół rozdaje, w której występują m.in. król Sta- nisław Leszczyński, król francuski, elektor saski, caryca moskiewska, Wiśniowieccy, Lubomirscy, biskup poznański (B. Cz. rkp 1956). Małżeństwo zawarte z córką Prokopa Lipskiego herbu Grabie przyniosło Kościelskiemu dosyć duży posag. Ważnym wydarzeniem w historii rodziny było wzięcie przez Stanisława w zastaw, a następ- nie kupno dóbr Józefa Działyńskiego z Działynia na Kościelcu, złożo- nych z Szarleja, Karczyna, Witowa, Niemojewa i Łojewka. Stanisław przeniósł siedzibę rodową do Szarleja. Od tego momentu datuje się też początek biblioteki, złożonej z dzieł klasyków i prac dotyczących kwestii politycznych. Testamentem z dnia 22 kwietnia 1740 Stanisław Kościelski rozdzielił swój majątek w następujący sposób: syn Ignacy (1715–1792) otrzymał Bożejewice, Żerniki, Buszkowice w powiecie ino- wrocławskim, Suszewo w powiecie gnieźnieńskim, Szarlej z Górą, Wi- towy, Karczyn, Niemojewo w powiecie inowrocławskim, a cztery córki po 50 000 złp każda, sumy żony i ruchomości w równych częściach. Wartość Bożejewic z przyległościami wynosiła 143 000 złp, a Szarleja z przyległościami 135 532 złp. Wszystkie córki kasztelana Stanisława wyszły za mąż: Aleksan- dra za Jana Gotspot Pawłowskiego herbu Półkozic z Parlina, dziedzica Wałkowa i Konojad Wielkich; Anna 1° voto za Andrzeja Auloka Mie- lęckiego herbu własnego, wdowca po Annie Kretkowskiej i dziedzica Bucza wielkopolskiego, 2° voto za kasztelana bydgoskiego Józefa Nie- mojewskiego herbu Rola; Antonina za Józefa Miruckiego herbu Po- raj; Marianna za podwojewodziego brzesko -kujawskiego Antoniego Wolskiego. Mariaże te świadczą poniekąd o pozycji towarzyskiej ro- dziny Kościelskich. Syn Stanisława, Ignacy został najpierw chorążym, a następnie kasz- telanem bydgoskim. Podczas elekcji w 1769 roku poparł Stanisława Augusta. Uczestniczył także w obradach Sejmu Czteroletniego i za 6 Wojciech Klas swoje zasługi poczynione dla kraju został uhonorowany Orderem Orła Białego (1791). Postać Ignacego Kościelskiego pojawia się w osiemnastowiecznym wierszu satyrycznym, napisanym w formie zagadki: Niech kto chce, co chce, mówi, jednak ja przecie Gadkę wam taką powiem, którą zgadniecie: Dwunastu apostołów wedle siebie siedzi, Jak mistrz im każe mówić, tak każdy z nich bredzi. (Grodzicki oświęcimski, Gorzeński kamieński, Męciński spycymirski, Kossowski inowłodzki, Biesiekierski kowalski, Zakrzewski samborski, Zakrzewski nakielski, Garczyński rozpierski, Gliszczyński biechowski, Kościelski bydgoski, Przyłuski brzeziński, Bogucki kruszwicki). (J. Nowak, Satyra polityczna, Kraków 1933, s. 221) Sprawy Rzeczypospolitej nie przeszkadzały Ignacemu dbać o wła- sne interesy ekonomiczne, o czym świadczą liczne dzierżawy i trans- akcje, a także wysoki posag, jaki wniosła Agnieszka Nieborska herbu Lubicz. Z trójki dzieci Kościelskich Teresa wyszła za Rybińskiego herbu Wydra, Antoni był bezdzietny, a ciągłość rodu Kościelskich zapew- nił Józef. Antoni w roku 1790 został komisarzem cywilno -wojskowym województwa inowrocławskiego, a za swoje zasługi dla kraju otrzymał Order św. Stanisława. Jego żona, Katarzyna ze Smoleńskich, odzie- dziczyła majątek, składający się z miasta Żydowa, wsi Gembarzewo, Gembarzewko, Jelitowo, Czelmowo. Z kolei Antoni odziedziczył po ojcu dobra złożone z Bożejewic, Buszkowic i Żernik, a na swoją głów- na siedzibę wybrał Bożejewice. Cały klucz warty był 23 987 talarów (1802). Po bezpotomnej śmierci Antoniego dobra rodowe przejął jego brat Józef. Wojciech Klas Szambelan Józef Kościelski i jego dzieci Józef Kościelski (1762–1831) podobnie jak ojciec i brat otrzymał Order św. Stanisława. Dwa lata po ostatnim rozbiorze Polski król pruski przy- znał mu tytuł szambelana. Wywiązał się kilkuletni spór z tajną kancela- rią o opłatę za dyplom, której Kościelski nie chciał uiścić. W roku 1809 Józef złożył przysięgę homagialną, lecz to nie przeszkodziło mu w zo- staniu członkiem sejmu Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W 1827 roku reprezentował w nim interesy polskiego ziemiaństwa. Ponadto zasiadał w dwóch lożach masońskich: we włocławskim „Doskonałym Zjednoczeniu” oraz w inowrocławskiej „Zum Ritterkreuze”. Złośliwą charakterystykę Józefa Kościelskiego i stanu jego majątku zawarł w swych wspomnieniach zięć, Klemens Kołaczkowski: Majątek pana Kościelskiego do najznaczniejszych w powiecie inowro- cławskim należał, lecz był najgorzej, jak tylko można, zagospodarowany. Składał się z dóbr Szarlej nad Gopłem, z ładnym dębowym gajem i z ma- łym folwarkiem Ostrowem na półwyspie Gopła, z rozległymi pastwiska- mi i łąkami; dalej z czterech folwarków: Witowa, Góra, Dulsk i Dziennice. Wszystkie te folwarki leżały w ziemi dobrej, urodzajnej, lecz potrzebo- wały wielkiego nakładu w inwentarzach żywych i martwych, w budyn- kach i łąkach, jeżeli dochody odpowiadające rozległości przynosić miały. Na przeciwnym brzegu Gopła, po bracie staroście Antonim, zmarłym roku 1828, odziedziczył dobra Bożejewice z Żernikami, z obszarem 3700 8 Wojciech Klas morgów, w najlepszej pszennej ziemi, nie licząc w to gruntów włościań- skich do 700 morgów. Lecz i te, a szczególnie Żerniki, równie zaniedbane były, jak i pierwsze. Budynki były niedostateczne, niektórych brakło zu- pełnie, inwentarze liche, kultura [rolna] najnędzniejsza. Nie było z czego się chełpić, bo gospodarstwo zamiast 25 000 talarów rocznego dochodu w dobrem ręku, zaledwie 10 000 przynosiło. Nie miał wprawdzie pan Kościelski żadnych innych długów, prócz 25 000 talarów na Szarleju i 16 666 talarów na Bożejewicach, lecz za to posiadał w pularesie 30 000 talarów w papierach i z tego powodu miał się za wielkiego fi nansistę. „Wy wielcy gospodarze z waszymi pięknymi budynkami, inwentarza- mi i owcami nie macie pieniędzy, ja zaś nie gospodarz po waszemu, mam gotówkę, a wy długi” – często tak mawiał do sąsiadów, nie przewidując, iż tak źle zagospodarowany majątek, gdy w ręce 8 dzieci przejdzie, wkrót- ce zmarnowany zostanie. (K. Kołaczkowski, Wspomnienia, Księga 3, Kra- ków 1900, s. 119) Żoną szambelana Józefa Kościelskiego została Kunegunda (Kon- stancja) Rokitnicka, córka generała i adiutanta Jego Królewskiej Mo- ści oraz hrabianki Sierakowskiej. Mieli liczne potomstwo: Familia pani Kościelskiej składała się z 4 córek i z 4 synów: Michaliny, Lu- dwika, Amelii, Artura, Józefy, Augusta, Natalii i Władysława. […] Trzy córki młodsze były pod dozorem guwernantki, panny Calame, rodem z Genewy, osoby dość dobrze wychowanej, lecz egzaltowanej i kapryśnej. Synowie młodsi, August i Władysław, powierzeni byli bakałarzowi pod- rzędnemu. Starszy syn, Ludwik, nadzieja i ulubieniec ojca, tak jak Micha- lina matki, odbywszy niektóre klasy bardzo powierzchownie w Poznaniu i rok niespełna wysłużywszy w wojsku pruskim, znajdował się wówczas w szkole agronomicznej w Mogilnie, pod zarządem Th aera; drugi brat, Artur, kończył sekundę w Poznaniu. Pani Kościelska do najpiękniejszych osób swego czasu należała i to- warzystw warszawskich była ozdobą; słynąc z gustu w strojach, z wdzię- ku i z dowcipu, zwróciła na siebie oczy pana Kościelskiego, liczącego Szambelan Józef Kościelski i jego dzieci 9 wówczas blisko lat 50, który o jej rękę zaczął się starać i jako majętny ła- two otrzymał. (K. Kołaczkowski, Wspomnienia, Księga 3, Kraków 1900, s. 119–120) Michalina wyszła za Klemensa Kołaczkowskiego, który z perspek- tywy czasu tak wspominał swoją teściową i żonę: W miesiącu lutym roku 1824 brat Adam [Kołaczkowski], chcąc mnie ro- zerwać, pewnego razu zaproponował wizytę u pani Kościelskiej, osoby, którą w Berlinie kilka lat temu poznał i która wiele uprzejmości dla nie- go dawnej okazywała. Dałem się namówić i wizytę oddałem. Mieszkała w hotelu Wileńskim na Tłomackiem. Pani Kościelska zdawała mi się oso- ba przyjemną, ślady wielkiej piękności zachowującą, lecz tylko świato- wo wykształconą. Ton jej ujmujący, nie dość poważny na osobę 40 -letnią i matkę ośmiorga dzieci, wpraszający się od razu w zaufanie, zdradzał ele- gantkę warszawską z początku naszego stulecia. Wyznaję, że mi się nie podobała w salonie. Oświadczyłem wdzięczność za doznane w jej domu przez brata Adama względy i rozmowę o potocznych przedmiotach pro- wadziłem. Pani Kościelska nie była sama; miała przy sobie starszą córkę, Michalinę, 17 -letnią pannę, interesującej powierzchowności i łagodne- go, przyjemnego wejrzenia. Zdawała mi się przystojną, cokolwiek cier- piącą i bladą. Nie miałem tego dnia sposobności usłyszeć jej głosu; lecz przez brata dowiedziałem się, że jest bardzo wykształconą. […] Pierw- szą tę wizytę w kilka dni powtórzyłem, dla pożegnania pani Kościelskiej, krótko na teraz bawiącej w Warszawie. […] W maju 1825 roku, po dłu- giej przerwie, zwołany został sejm w Warszawie. Cesarz przybył na zaga- jenie onegoż i cały miesiąc zajmował się pilnie interesami Królestwa […]. W tym także czasie przybyła do Warszawy pani Kościelska z córką Mi- chaliną, w zamiarze oddania osobiście cesarzowi prośby od ojca, byłego generała Rokitnickiego. Tenże w czasie rewolucji 1794 roku porwany zo- stał z domu i wywieziony do Kijowa, gdzie przez dwa lata w ścisłym wię- zieniu trzymany, udawał się z tego powodu do łaski cesarskiej, prosząc o pensję dożywotnią, której tym bardziej potrzebował, iż przez okolicz- ności czasowe i rozrzutność swoją, własny, a nawet majątek drugiej żony 10 Wojciech Klas mocno nadwyrężył. Ta pensja stanowić miała jedyny środek utrzymania starganego na siłach starca. Petycja, ręką panny Michaliny napisana, obwinięta w koronkową chustkę, spoczywała w ręku pani Kościelskiej. Uprzedzona o godzinie au- diencji, staje u bramy zamkowej kwadransem później. Anonsowana przez szambelana, we drzwiach pokoju cesarskiego spostrzega dopiero, iż pe- tycję w powozie zapomniała; zwraca się do szambelana i uwiadamia go o nieszczęśliwym roztargnieniu; ten wprowadziwszy ją do cesarza, po- spiesza do powozu i petycję oddaje. Przyjął ją cesarz z uśmiechem na ustach i posadziwszy na kanapie, sam na krzesełku naprzeciw niej zajmu- je miejsce, i aby wyprowadzić cokolwiek z pierwszego pomieszania z po- wodu zapomnianej petycji, wypytuje o familię, o wieczory warszawskie z tą uprzejmością i delikatnością, której był wzorem. Dopiero po uspoko- jeniu pierwszej nieśmiałości, łagodnie się wypytuje o cel wizyty i wszyst- kich słucha szczegółów. Obiecując nareszcie to wszystko uczynić, czego żąda przywiązana córka dla ojca, petycję z rąk jej odbiera. Pani Kościel- ska miała rękawiczki na ręku przyszyte jakimś fatalnym wybiegiem pan- ny Czamańskiej do rękawa sukni. Zapomniała o tym, a gdy cesarz rękę jej, jak zwykł, chce całować, sili się na zdjęcie rękawiczki. Nie udaje się to; ce- sarz chce dopomóc i sam rękawiczkę zdjąć usiłuje. W tej grzecznej wal- ce od rękawiczki urywa się palec, który zostaje w ręku N[ajjaśniejszego] Pana, obwinięty na jego palcu na znak zwycięstwa. Wszystko się skończy- ło na ucałowaniu ręki i grzecznych słowach cesarza, który panią Kościel- ską do drzwi odprowadził. W czasie obiadu na zamku u N[ajjaśniejszego] Pana uczułem pierwszy napad febry, która mnie zmusiła nie opuszczać mieszkania w czasie uro- czystości dworskich. Nie mogłem przeto wiele korzystać z bytności pani Kościelskiej w Warszawie i tylko raz przed balem byłem u niej z wizytą. Znalazłem pannę Michalinę w balowej sukni, gotową wyjechać; ubrana była strojnie, lecz gustownie i bez żadnej przesady. […] Na początku 1827 roku pani Kościelska po raz trzeci zawitała do War- szawy, tym razem z dwiema córkami, Michaliną i Józefą. Uprzedzony o jej przybyciu, pospieszyłem oddać moją wizytę i kilka wieczorów u niej Szambelan Józef Kościelski i jego dzieci 11 mile przepędziłem. Znalazłem tedy lepszą sposobność poznania panny Michaliny, której obraz nie bez wrażenia został mi w pamięci. Wkrótce uczułem rzeczywisty pociąg w jej rozmowie; odkrywałem za każdą byt- nością nowe, ujmujące u niej przymioty: łagodność charakteru, uprzej- mość w obcowaniu, serce czułe, umysł wykształcony obok znakomitego dowcipu […]. (K. Kołaczkowski, Wspomnienia, Księga 3, Kraków 1900, s. 44–45, 66–68, 89) Klemens miał bardzo dobre koligacje rodzinne (brat cioteczny księżnej łowickiej Joanny, hrabianki Grudzińskiej), a na swym koncie tytuły i sukcesy wojskowe. Z Ignacym Prądzyńskim organizował tajny związek „Prawdziwych Polaków” o charakterze narodowowyzwoleń- czym, ale też angażował się w prace loży masońskiej „Tarcza Północy”. Układy z przyszłymi teściami o rękę Michaliny nie były dla młodzień- ca łatwe: Największe [trudności] spotkać mnie miały ze strony pana Kościelskie- go, tak ze względu majątkowego, jak i ze stanowiska mojego służbowego. Pierwszy nie znajdował za odpowiadający majątkowi córki; drugiemu był zawsze przeciwny. Pani Kościelska po kilku dniach spędzonych w War- szawie, w końcu lutego [1828], wśród wielkich mrozów, wyjechała do domu. Pożegnanie z panną Michaliną było bardzo ciężkie z mojej strony, lecz i ona dała mi uczuć, ile cierpi na tym pierwszym rozstaniu naszym. (K. Kołaczkowski, Wspomnienia, Księga 3, Kraków 1900, s. 99) Podczas powstania listopadowego Kołaczkowski po bitwie gro- chowskiej został mianowany dowódcą inżynierów z tytułem generała. Następnie pełnił przejściowo funkcję kwatermistrza generalnego, po czym jesienią 1831 roku został dyrektorem inżynierów twierdzy Modlin. Otrzymał ordery Virtuti Militari oraz Legii Honorowej. Po upadku powstania zamieszkał w Wielkopolsce w majątku Michaliny, w Żerni- kach. Tam upływało im spokojne życie – Kołaczkowskiemu na gospo- darowaniu majątkiem, pisaniu wspomnień i monografi i o przyjacielu Ignacym Prądzyńskim; Michalinie na malowaniu pasteli i obrazów 12 Wojciech Klas olejnych, gdyż generałowa miała nie tylko „styl I Cesarstwa”, lecz tak- że talent artystyczny, znała najnowsze prądy w sztuce i literaturze. Józefa Kościelska wyszła za Edwarda hrabiego Goetzendorf- -Grabowskiego z Radwanicy i Grylewa, także powstańca listopa- dowego, dożywotniego członka pruskiej Izby Panów, założyciela i dożywotniego członka Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (PTPN). Jej siostra Natalia była „sławną pięknością i lekkiego życia”, jak wspominał Stanisław Szczaniecki z Nawry wielkopolskiej. Ludwik (1810–1859), absolwent poznańskiej szkoły, podczas po- wstania listopadowego w randze kapitana dowodził pierwszym pułkiem Mazurów. Pod jego komendą brał udział w zrywie niepod- ległościowym również brat Artur Antoni. Ludwik za swoje zasługi otrzymał krzyż Virtuti Militari. Nim zamieszkał w Bożejewicach, gdzie oddawał się gospodarowaniu majątkiem, wiele podróżował. W jego ostrej, polemicznej książeczce Słówko o jezuitach (Poznań 1853), wyda- nej pod kryptonimem Ludwik K., znaleźć można wzmianki, świadczą- ce o tym, że dotarł do Ameryki Południowej („Podczas mej podróży w Ameryce Południowej przypatrywałem się nieraz z wierzchołka Ca- talapy, pod którego to drzewa cieniem węże najwięcej spoczywać lu- bią, dziwnemu temu psychologiczno -zwierzęcemu zjawisku”, s. 28). Autentyzmem tchną też opisy południowych Włoch – taka na przy- kład diagnoza stosunków społecznych w Neapolu: Kto, co oprócz opery, teatrów zwiedzał więzienia, nie widział ich zapeł- nionych ludnością prawie dziecinną i nie myślał się znajdować w sali ochrony, gdyby łoskot kajdan szyderczo w ucho mu nie brzęczał „to są zbrodniarze!”. Takie to są szkoły publiczne narodowe, w których się przy- szły lud kształci na złodziei i zbójców, godne też takowego wykształce- nia owoce widzieliśmy w ostatniej Neapolitańskiej rewolucji. (Ludwik K[ościel ski], Słówko o jezuitach, Poznań 1853, s. 30–31). Ludwik Kościelski pojął za żonę Emilię hrabiankę Potocką. Kie- dy matka osierociła jedenastoletnią córkę Helenę, wychowywaniem jej zajął się ojciec, lecz i ten w niedługim czasie zszedł z tego świata. Szambelan Józef Kościelski i jego dzieci 13 Jedyna dziedziczka Bożejewic została w 1863 roku żoną Bronisława Potworowskiego (1833–1884) z Kossowa, późniejszego współzałoży- ciela Banku Włościańskiego w Poznaniu i członka PTPN. Zaraz po ślubie młodzi małżonkowie zaangażowali się w niesienie pomocy po- wstańcom styczniowym. W Bożejewicach zorganizowali konspira- cyjny magazyn broni i akcesoriów wojennych (butów, amunicji). Pan młody zapłacił też dobrowolny podatek powstańczy. Majątek bożeje- wicki przynosił na tyle duże dochody, że małżonkowie wybudowa- li w Kossowie nowy dwór. Pani domu wynajęła projektanta ogrodów Wojciecha Kwiatkowskiego i wspólnie z nim stworzyła wspaniałe za- łożenie parkowe w duchu włoskiego baroku. Na polu literackim wy- stąpiła z książeczką Zemsta królowej (błędnie przypisywaną Helenie z Moczulskich Potworowskiej). Helena z Kościelskich Potworowska miała dwóch bezpotomnych synów i córkę, którą wydała za Karola hrabiego Bnińskiego z Buczewa. Właśnie pani Bnińska stała się dzie- dziczką Bożejewic. Emilia (1812–1856) wyszła za Kamila Wysogotę Zakrzewskie- go ze Strzelców, dziedzica Mszczyczyna. Zakrzewski służył w woj- sku pruskim, ale na wieść o powstaniu listopadowym zrzucił mundur zaborczy i wstąpił do polskiego wojska. Każdy obywatel pruski prze- kraczający nielegalnie granicę z Królestwem Polskim i biorący udział w zrywie niepodległościowym 1830/31 roku był publicznie piętnowa- ny przez władze – jego portret wieszano na szubienicy. Rekompensatą był szacunek wśród patriotycznie nastawionych rodaków. Artur Antoni (1813–1864), kształcony w Poznaniu, następnie go- spodarz Szarleja, też uczestniczył w powstaniu listopadowym. Walczył w pułku Mazurów dowodzonym przez brata Ludwika, a po klęsce po- wstańczego zrywu sprzedał majątek ziemski jednemu z braci i wyemi- grował do Rzymu. Stał się znanym i cenionym mecenasem artystów, a każdy Polak przebywający w Wiecznym Mieście mógł liczyć na niego jako przewodnika po miejscowych starożytnościach. Wędrował także po Europie, północnej Afryce i Bliskim Wschodzie, gdzie spotykały go przeróżne przygody. Józef Bohdan Zaleski, także emigrant, w liście do 14 Wojciech Klas Ludwika Jankowskiego, pisanym z Wielkiej Trappy (19 czerwca 1846), opisał jedną z nich: Nie wiesz jeszcze zapewnie o arcysmutnej przygodzie Artura [Kościelskie- go] i Aleksandra [Potockiego]. Bandyci włoscy oskoczyli ich w Apeninach i co do nitki złupili. Mniejszać o stratę materialną, ale Artur z przeraże- nia dostał recydywy dawnej słabości. Obłożnie chory w Nicei. Żal mi nie- zmiernie kochanego naszego poczciwca. (Korespondencja Józefa Bohdana Zaleskiego, t. 2, Lwów 1901, s. 52) O stratach materialnych pisał Zaleski (Paryż, 27 czerwca 1846) do księdza Hieronima Kajsiewicza w Rzymie: Przyjechał tu kilka dni temu Artur Kościelski z Aleksandrem [Potockim], wiesz zapewne, Ojcze, że ich okradziono w drodze we Włoszech między Pizą a Florencją. Zabrano im kufer z rzeczami i kosztownościami i do 5 tysięcy franków gotówki. (Korespondencja Józefa Bohdana Zaleskiego, t. 5, Lwów 1904, s. 348) Innym razem martwił się Zaleski, że Artur podczas swoich wo- jaży nie daje żadnego znaku życia. W liście do Stefana Witwickiego (Hyères, 8 grudnia 1846) tak wyrażał swoje zaniepokojenie: Czy nie dostał się tam do Rzymu którędyś Artur Kościelski? Popłynął nie wiedzieć po co do Tunis, Tripolis i Maroko przed dwoma miesiącami. Miał wrócić do Marsylii na początku grudnia i po dziś dzień ani słychu. Jesteśmy o niego trochę w obawie. (Korespondencja Józefa Bohdana Zale- skiego, t. 2, Lwów 1901, s. 61) Wybuch powstania styczniowego sprawił, że w pięćdziesięciolet- nim organizmie Artura odżył na nowo duch bojownika. Zmarł w Cie- plicach, blisko nie wskrzeszonej wciąż jeszcze Polski, u jej wrót. Wojciech Klas Szambelan August i romantyczne muzy August Kościelski (1817–1879) nazywany też Gustawem, syn szambe- lana pruskiego Józefa, odziedziczył po rodzicach Karczyn, a po bracie przejął Szarlej. W trakcie podziału dóbr między rodzeństwem powstał nowy, ponad stupięćdziesięciohektarowy, folwark o nazwie Arturowo (dla uczczenia pamięci brata Artura). August zajmował się nie tylko gospodarowaniem, ale też sprzedażą wina. W związku z tym warto przytoczyć pisany 21 lutego 1864 roku w Berlinie list A. Kłobukowskie- go do W. Kalinki: Jest tu August Kościelski, którego znam mało, a o którym więcej wiedzieć powinien Antoni Wrotnowski. Otóż ten Kościelski pisał do Bismarcka, zapomniawszy dać swego adresu. Posłaniec Bismarcka z odpowiedzią te- goż szukał Kościelskiego po wszystkich hotelach. Przyprowadzono go do mnie z zapytaniem, czy znam i gdzie mieszka. Może to ekspert Rządu Na- rodowego, ale nie sądzę, wnoszę jednak, że tam nie chodziło o dostawę wina, bo jak wiadomo Kościelski jest agentem win. (Polska działalność dy- plomatyczna, red. A. Lewak, t. 2, Warszawa 1937, s. 436) Wybranką serca dziedzica na Karczynie i Szarleju została Józefa (1825–1905), córka Wincentego Wodzińskiego herbu Jastrzębiec ze Służewa. Mniej znana niż jej siostra Maria, o której niżej, ale też z róż- nych względów warta uwagi. 16 Wojciech Klas Na początek długie, ale pełne uroku i subtelności wspomnienie Jó- zefy z dzieciństwa spędzonego w Genewie, zatytułowane W Szwaj- carii: W okresie, gdyśmy przez czas jakiś mieszkali razem u pani Pattey, [Juliusz Słowacki] zżył się z nami i stosunek zawiązał się bardzo serdeczny. Szcze- gólnie dobrze był ze mną, do czego w części przyczyniła się okoliczność, że nas związała… tajemnica. Rzecz się miała tak. Któregoś popołudnia – a było to już w Pâquis – zebrało się u nas kilka osób. Między innymi przy- szedł także Słowacki. Ponieważ dzień był prześliczny, więc towarzystwo całe siedziało w ogrodzie na ławce, która – szczegół to ważny – stała się w ten sposób ścianą domu, że siedząc na niej, było się plecami odwró- conymi do okien i otwartych drzwi salonu, z którego wprost wychodzi- ło się do ogrodu. Dodać winnam, że zajmowane przez nas mieszkanie posiadało dwa sąsiadujące z sobą saloniki – jeden wspólny i jeden mojej matki, w którym stał fortepian. Każdy z saloników tych, prócz drzwi, któ- rymi się łączyły z sobą, posiadał oszklone drzwi od ogrodu, przez które ze dworu widziało się wszystko, co się działo wewnątrz. Otóż była chwila, że siostra moja grała na fortepianie, towarzystwo zaś całe, siedząc przed domem, słuchało w milczeniu. Pomiędzy słuchającymi nie brakło i Sło- wackiego. Ja tymczasem, jako zbyt młoda jeszcze, by się znać na muzyce, nie mogąc ustać spokojnie, bawiłam się skakaniem przez sznur. Ponieważ fortepian stał vis à vis drzwi oszklonych, więc zwrócona do nich twarzą widziałam doskonale Marynię, jak grała. Słowacki, zasłuchany, widocznie był pod wrażeniem muzyki. Nagle widzę, że przechodzi koło pań, obcho- dzi dookoła róg domu i zmierza ku otwartym drzwiom owego drugiego saloniku, dostaje się tamtędy do pokoju mej matki, zbliża się na palcach do grającej, a tak ją zachodzi z tyłu, że go w pierwszej chwili dojrzeć nie mogła. Klęka przed nią, całuje rąbek sukni, po czym wstawszy zmierza ku oszklonym drzwiom, przez którem go wciąż obserwowała, i łączy się z nami, stając znów na swym dawnym miejscu. Nikt prócz mnie nie wi- dział tej niemej, a tak wymownej sceny, rozegrała się bowiem poza pleca- mi towarzystwa. Nawet Marynia nie widziała, co się stało: widziała tylko Szambelan August i romantyczne muzy 17 przechodzącego przez jej pokój i zmierzającego ku drzwiom poetę… Chcąc dać do zrozumienia Słowackiemu, że ten sentymentalny hołd nie uszedł mej baczności, że wszystko widziałam doskonale, rzuciłam sznur i naśladując poetę minęłam siedzące na ławce damy, obeszłam róg domu i wszedłszy owymi drugimi drzwiami przez salonik wspólny do saloni- ku matki, gdzie Marynia wciąż jeszcze grała w dalszym ciągu, podeszłam do niej, przyklękłam, podniosłam do ust rąbek jej sukni, co uczyniwszy, tymi samymi drzwiami, co przed chwilą Słowacki, weszłam do ogrodu na dawne miejsce i znów zaczęłam skakać przez sznur. Podobnie jak i przy pierwszej scenie, nikt z obecnych nie zauważył, co się stało! Jedyny wyją- tek stanowił pod tym względem Słowacki, który, wodząc za mną oczyma, widział wszystko, com uczyniła, a zrozumiawszy moją, przyznaję, iż zło- śliwą trochę, intencję, pobladł i zmieszał się… Wprawdzie, gdy Marynia wstała od fortepianu, nic ze mną o całej tej sprawie nie mówił (choć nie- jednym błagalnym spojrzeniem zdawał się mnie zaklinać o dyskrecję), ale miałam go od tej chwili w ręku. On zdawał sobie z tego sprawę, a że pra- gnął, by to zostało w tajemnicy pomiędzy nami, więc był po prostu, jak to mówią, na łapkach wobec mnie… (Parnas polski we wspomnieniu i aneg- docie, red. H. Przewoska, Warszawa 1964, s. 90–91) Józefa z dystansem podchodziła do prób utożsamiania bohaterki poematu Słowackiego W Szwajcarii z jej siostrą: Mówiono nam wprawdzie, iż odbiły się w nim genewskie wspomnienia poety i jego miłości ku Marii, ale wiadomość ta wywołała w nas niemałe zdziwienie, bo w Genewie nie domyślaliśmy się wcale podobnego uczu- cia ze strony poety. (F. Hoesick, Słowacki i Chopin, t. 1, Warszawa 1932, s. 141) Podobnie dystansowała się od zbytniej zażyłości ze Słowackim sama Maria Wodzińska. Swoją wersję sprawy dała w liście do history- ka literatury Henryka Bigeleisena: 18 Wojciech Klas Zbyt pochlebne zdanie o moim wpływie na twórczość Słowackiego ode- przeć muszę. Ci, co o nim dotąd pisali, dając folgę własnej fantazji, utwo- rzyli z Marii Wodzińskiej jakiś poetyczny obraz, który przy świetle prawdy pewnie zblednie. Niektóre daty są tu potrzebne. Urodziłam się 1819 r., za- tem w epoce naszej znajomości ze Słowackim, tj. w 1834 r. i kilka miesięcy 1835 r. miałam lat 16, a tak byłam jeszcze obarczona lekcjami, że nie mia- łam czasu zastanawiać się nad życiem, tym bardziej jaki bądź wpływ wy- wierać. Nie zwracałam uwagi nawet, żeby Słowacki był mną zajęty, jak to później twierdzono. Opuścił on Genewę na parę miesięcy przed naszym wyjazdem, przy pożegnaniu mówił wprawdzie o żalu i tęsknocie. Powia- dano mi potem, że wyjechał dlatego, że Eglantyna Pattey, późniejsza hr. de Lupé, była o mnie zazdrosna. Bardzo mnie to zdziwiło, bo ja nigdy ładna nie byłam, a Eglantyna, piękna i rozumna, była rzeczywiście jego opatrz- nością. W owym czasie Słowacki jeszcze nie był sławnym. […] W salo- nie mojej matki zbierało się niemal codziennie polskie towarzystwo. Czas naszego powrotu do kraju zbliżał się, więc i rozstanie się z tymi dobrymi i przyjaznymi osobami na zawsze. Jednego wieczoru, mając mały album z luźnymi kartkami, rozdawałam je z prośbą, aby mi co napisano; jedną taką kartkę podałam Słowackiemu, on się zamyślił, potem przeszedł do drugiego pokoju, gdzie stało biurko mojej matki. Widzieliśmy, gwarząc dalej w salonie, jak chodził przez kilka chwil, potem usiadł i pisał. Gdy wrócił, wiersz przeczytał, wszyscy byli zachwyceni… (Parnas polski we wspomnieniu i anegdocie, red. H. Przewoska, Warszawa 1964, s. 313; „Ku- ryer Literacko -Naukowy” 1933, nr 12, s. 9) Był to wiersz [Inc.] „Byli tam, kędy śnieżnych gór błyszczą koro- ny…”, przedrukowywany w edycjach wierszy Słowackiego pt. W sztam- buchu Marii Wodzińskiej. W 1835 roku Maria poznała w Dreźnie Fryderyka Chopina. Rok później kompozytor oświadczył się, lecz nie został przyjęty przez ro- dzinę młodej panny. Kilka lat później Maria wyszła za Józefa Skarbka, a po rozwodzie za Władysława Orpiszewskiego. Szambelan August i romantyczne muzy 19 Józefa z Wodzińskich Kościelska stała się natomiast muzą innego romantycznego pianisty i kompozytora – Ferenca Liszta. Poświęcił jej on jeden ze swoich utworów: Romance dediée à Mme Josephine Ko- ścielska. Zapewne dla niej wpisał się w sztambuch rodzinny Kościel- skich z taką sentencją: „Samotność jest ojczyzną silnych, a milczenie jest ich modlitwą” (przekł. z jęz. franc. Janina z Ruszkowskich Kościel- ska; Archiwum Fundacji Kościelskich, sygn. 1 Sztambuch Kościelskich, k. 88). Nie tylko Liszt złożył tam swój podpis. W księdze pamiątko- wej uwiecznili się między innymi: Władysław Potocki, Bojslaw Lühl, Antoni Duchamps, francuski powieściopisarz Roger de Beauvoir, a na karcie 107 – Victor Hugo. O Auguście Kościelskim, eleganckim poszu- kiwaczu przygód, Liszt pisał z Poznania w liście do Wilhelma Speyera 1 marca 1843 roku: „[…] bardzo uroczy młody Polak, z którym jestem bardzo blisko, mieszkając tu przez dwa tygodnie”. (Schnapp, Liszt, „Music and Letters” 1953, r. 34 (z. 3), s. 234) Liszt wspomina także Augusta w liście do Georga von Seydlitza z dnia 27 marca 1852: Kościelski kąpie się w [szampanie marki] Moët, oddaje się z zapałem temu sensownemu zajęciu. Bawiąc tu niedawno przejazdem, wygłosił osobliwą pochwałę zupełnie nowej jakości szampana, jaki Moët wypuścił na ry- nek pod nazwą Président. (Schnapp, Liszt, „Music and Letters” 1953, r. 34 (z. 3), s. 234) August Kościelski zmarł w Karczynie 7 listopada 1879 roku. Pocho- wany został w rodzinnym grobowcu w Górze pod Inowrocławiem. Wdowa po nim zakończyła swój żywot w wieku 80 lat w Warszawie. Mieli dwie córki i syna. Maria Kazimiera Michalina Jadwiga wyszła 30 października 1881 roku za Stanisława Józefa Wojciecha Orpiszew- skiego herbu Junosza, właściciela dóbr Kłobka w diecezji kaliskiej. Jej siostra, Teresa Róża, poślubiła Janusza Auloka Mielęckiego herbu wła- snego, właściciela dóbr w Królestwie Polskim. Jedyny syn otrzymał imiona Józefa Teodora Stanisława i będzie o nim niebawem mowa. Wojciech Klas Sefer pasza, osobny rozdział Władysław Aleksander Kościelski (1818–1895) to jedna z największych i najbarwniejszych postaci w rodzie. Jako uczeń Gimnazjum i Liceum Marii Magdaleny w Poznaniu otrzymał medal za uratowanie tonącego kolegi. Ukończywszy tę szkołę, wstąpił do wojska pruskiego, w którym objął stanowisko porucznika rezerwy kawalerii. Gospodarował Szarle- jem i Witowami, żył na szerokiej stopie, z fantazją. Z czasem obudziła się w nim wrażliwość na sprawę narodową. 22 stycznia 1844 roku napisał Spogląd na sprawę Polską, w którym do- szedł do następującego wniosku: „Prawdziwej chęci nam tylko trze- ba a dojdziemy do celu, do którego tak daleko, dążmy – i otrzymamy nagrodę” (B. Cz. rkp 6771). Od księcia Adama Jerzego Czartoryskie- go otrzymał Instrukcję dyplomatyczną (B. Cz. rkp 5413). W jej duchu zaczął organizować „spisek demokratyczny”, co wszakże skończyło się w 1845 roku aresztowaniem i skazaniem Kościelskiego na półto- raroczne więzienie. Tuż przed wielkim zbiorowym procesem berliń- skim został wypuszczony z Moabitu i wyjechał do Paryża. Do Prus wrócił dopiero podczas powstania wielkopolskiego w 1848 roku, został wojennym komisarzem oddziału jazdy. Prowadził negocjacje w spra- wie ewakuacji przez powstańców Trzemeszna i Wrześni. Decyzją Ko- mitetu powiatowego został przedstawicielem Komitetu Narodowego, a zarazem był asystentem komisarza królewskiego, generała Wilhelma von Willisena. Kiedy generał Ernest Pfuel wydał odezwę do chłopów, wówczas Kościelski razem z polskimi deputowanymi na sejm pruski podpisał protest w tej sprawie. Reakcją na działanie propagandowe Sefer pasza, osobny rozdział 21 Prusaków było założenie Ligi Polskiej, którą współtworzył także Wła- dysław. Zarzuty stawiane Polakom przez generała Ferdinanda Augu- sta Colomba i majora sztabu Konstantina Bernharda Voigts -Rhetza, dotyczące zerwania przez stronę polską ugody jarosławieckiej (11 IV 1848), doprowadziły do napisania przez Kościelskiego dwóch broszur polemicznych (Widerlegung…). Piętnował w nich zwłaszcza wypadki profanowania przez pruskich żołnierzy polskich kościołów i przydroż- nych krzyży. Odniósł się też do sprawy generała Pfuela, powołując się na skargę polskich chłopów, wniesioną do króla, w której ubolewali, że „p a c y f i k a t o r swą ostatnią proklamacją podburzał ich przeciw- ko panom i znieważał ich, odmawiając im zupełnie miłości do ojczy- zny”. Jedna z broszur uraziła Voigtsa i stała się przyczyną pojedynku z Kościelskim. Świadkami pojedynku byli: generał Willisen, gene- rał Pfuel, pułkownik Brandt, major Olberg, panowie Hepke, Wendt i Wuttke z Lipska. Voigts nie doznał żadnego uszczerbku na zdrowiu, natomiast jego przeciwnik został ranny w rękę. Po tym incydencie Ko- ścielski opuścił zabór pruski i zamieszkał w Paryżu. Obracał się wśród emigracji polskiej, reprezentował interesy Ligi Polskiej, a zarazem za- znajomił się z rewolucjonistą Michaiłem Bakuninem. Ten zaś został przez Karola Marksa, powołującego się na George Sand, oskarżony na łamach „Neue Rheinische Zeitung” o bycie agentem rządu rosyjskiego. Bakunin poprosił Władysława, aby ten w jego imieniu wyzwał Mark- sa na pojedynek. Po otrzymaniu listu od Sand, w którym zaprzeczała pogłoskom, Władysław załatwił rzecz ugodowo. Marks w swojej gaze- cie przedrukował z wrocławskiej „Allgemeine Oder -Zeitung” demen- ti Bakunina oraz list Geore Sand. Co więcej, Kościelski w imieniu Ligi Polskiej przekazał redaktorowi „Neue Rheinische Zeitung” 2000 tala- rów reńskich, ten zaś zobowiązał się do propagowania sprawy polskiej. Kościelski prowadził w tej sprawie korespondencję z Marksem (wrze- sień 1848). Gazeta pisała, że warunkiem demokratyzacji Niemiec jest odbudowa państwa polskiego. Przez następny rok Władysław przebywał w Paryżu, gdzie zbliżył się do Władysława Zamoyskiego, reprezentującego politykę Hotelu 22 Wojciech Klas Lambert. Wieść o powstaniu węgierskim zmobilizowała dawnego wo- jaka do wzięcia w nim udziału. Kiedy jednak Władysław Kościelski dopłynął do Stambułu, nadeszła wiadomość, że powstanie zakończyło się porażką. Porozumiał się z agentem księcia Czartoryskiego, Micha- łem Czajkowskim zwanym Czajką, który zlecił mu nawiązać kontakt z Polakami internowanymi przez Turcję w Widyniu (obecnie w Buł- garii). Władysław Zamoyski powierzył Kościelskiemu kierownictwo obozu w Szumli, gdzie byli ulokowani polscy żołnierze biorący udział w powstaniu węgierskim. Kościelskiemu udało się zdobyć fundusze na utrzymanie obozu od Fuada paszy oraz od angielskiego ambasado- ra Straff orda Canninga. W owym czasie, po skończeniu się funduszy tureckich, Kościelski zasilał obóz szumleński z własnej kieszeni, a gdy i te środki się skończyły, udało mu się namówić bogatego Bułgara Sto- janowicza do fi nansowego wsparcia dla sprawy polskiej. Później pozo- stała mu już tylko wyprzedaż koni Zamoyskiego i Bystrzonowskiego. Zagroziwszy władzom tureckim opuszczeniem przez polskich emi- grantów Szumli, Kościelski zdobył kolejne kilkadziesiąt tysięcy pia- strów. Po wyczerpaniu i tych środków prosił wielkiego wezyra o dalsze fi nansowanie, lecz Austria i Rosja naciskały na wezyra, aby rozwią- zał obóz. Ze względu na istnienie w obozie samozwańczego komitetu obozowego Wojciech Kościelski musiał przekazywać poszczególnym emigrantom zasiłki przez pośredników. Sam zyskał wśród rebeliantów miano „Czartorszczyka” i „arystokraty”. Szykany ze strony żołnierzy były na tyle poważne, że władze tureckie postawiły ochroniarzy przed drzwiami do mieszkania Kościelskiego. Przeżył on też pożar służbo- wego budynku, w którym stracił większość swoich rzeczy, w tym trzy- maną tam gotówkę. Każdemu chętnemu na wyjazd do innego kraju Kościelski wypłacał określoną sumę pieniędzy, ale zarazem zachęcał niektórych do wstępowania w szeregi tureckiego wojska czy też do uprawy ziemi w Turcji. Za namawianie do osiedlania się w Turcji spa- dło na Kościelskiego wiele gromów ze strony oburzonych emigrantów. Kiedy w końcu żołnierze podnieśli jawny bunt i chcieli powiesić Ko- ścielskiego, musiał wycofać się na pewien czas, a w końcu zrezygnować Sefer pasza, osobny rozdział 23 z kierowania obozem. 29 listopada 1850 roku zawiadamiał generała Wysockiego, że nie widzi już dla siebie w Szumli miejsca. Kościelski wielokrotnie podejmował próby wstąpienia do służby tureckiej. Było to dość trudne. Zapytania kierowane w tej kwestii do Czajkowskiego były konsultowane z księciem Czartoryskim. W rapor- cie agenta wschodniego (z dnia 14 lutego 1850), wysłanym do Paryża, problem ten tak został przedstawiony: Co do umieszczenia P[ana] Kościelskiego w służbie wojskowej tureckiej – to mi się zdaje jeśli nie niepodobne, to przynajmniej nadzwyczaj trudne. Pan Kościelski jest poddanym i ofi cerem pruskim, czeka zezwolenia Rzą- du pruskiego, lub wynarodowienia się P[ana] Kościelskiego – ta formal- ność potrzebuje długiego czasu, a bez niej Porta nie może przyjąć go do swojego wojska. […] Wyrobienie mu wyższego stopnia, jakby tego była potrzeba, żeby jego godność zachować, oburzyłaby wszystkich Emigran- tów i Chrześcijan, i Muzułmanów, którzy walczyli na Węgrzech, a wielu i w polu, gdzie się nie znachodził P[an] Kościelski i to oburzenie byłoby słuszne. (B. Cz. rkp 5664) Kościelski wykonywał zlecenia dla Czajki, a następnie sam został głównym agentem Misji Wschodniej. Kościelskiego polecał Włady- sław Zamoyski, który w liście do Adama Jerzego Czartoryskiego z dnia 19 stycznia 1850 dał taką jego charakterystykę: że w kilka tygodni na- uczył się języka tureckiego, że był szanowany zarówno przez Polaków, jak i Węgrów, że utrzymywał kontakt z gen. Bemem (nawet po jego przejściu na islam), że bardzo dobrze znał urzędników tureckich wyż- szej rangi, że posiadał własny majątek, a także pruski paszport. Książę niechętny był Kościelskiemu, gdyż pamiętał go z Paryża jako człowie- ka rozrzutnego i nieodpowiedzialnego. Opór księcia trwał do mar- ca, kiedy to postanowił on jednak zlecić Kościelskiemu pewne misje w Belgradzie i w Bukareszcie. Nie doszło jednak do ich realizacji, nato- miast w momencie przejścia Czajkowskiego na islam i przyjęcia przez niego imienia Mehmeda Sadyka paszy, Kościelski otrzymał propozycję
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kościelscy. Ród, fundacja, nagroda
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: