Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00371 021127 15573955 na godz. na dobę w sumie
Kręte drogi. Tom III - ebook/pdf
Kręte drogi. Tom III - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 271
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-939041-7-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Michał po przegranym powstaniu na Wielkopolsce i nałożeniu przez Szwedów wysokiej nagrody, za jego głowę, po wielu potyczkach dojeżdża z oddziałem do Skaryszewa. Tu, zimą w posiadłości Horodyńskiego leczy ranę. Wiosną w przebraniu chłopskim udaje się do Połańca. Rozpuszczeni do domów chłopi z jego oddziału wracają do swego pułkownika i stają do dyspozycji Czarneckiego i króla polskiego Jana Kazimierza. Toczą wiele bitew z wrogami Rzeczypospolitej. Książkę tą napisałem zgodnie z historią, która w mojej ocenie nie była dostatecznie przekazana, choćby przez Henryka Sienkiewicza. Recenzje historyków utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto było podjąć trud napisania trylogii.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział I Nastał wreszcie rok pański 1656. Michał ze swymi był przy boku Czarneckiego. Z początkiem roku przyszły radosne chwile, że wreszcie ruszą. Król Jan Kazimierz regimentarzem mianował Czarneckiego i powierzył mu kampanię zimową przeciw Szwedom. Także Michał był pokrzepiony słowami króla, gdy ten dowiedział się od Czarneckiego, o jego wyczynach w obronie Rzeczypospolitej. Od tej chwili, często słowa króla dzwoniły mu w uszach, przychodziły niespodziewanie i radość czyniły. Słyszał, jak król mówił. - Mówią mi wszyscy, że waść straciłeś serce dla obrony Rzeczypospolitej. Ale są i tacy, którzy donoszą, że tak prawdziwie nie nasz jesteś, jeno syn tatarski. Mówią tak, bym ci zasług umniejszył, lecz ja wiem, że trzeba ci ich dodać i za wzór stawiać, bo jeśli to nie twój kraj, a tak o niego walczysz, godny jesteś największych pochwał. Ja, król Polski, będę o tym pamiętał. Walcz dalej i nie zawiedź mnie. Rzekł wtedy król i rękę na ramieniu Michała położył, a potem miecz w ozdobnej pochwie w ręce podał. - Wszystkim wam dziękuję za waleczność. Powiedział król. - Teraz już wiecie, że przyszła pora, by odebrać to, co nasze. Potem wyjechali całym taborem, a plan był prosty. Mieli przeć na Warszawę. Gromadzić ludzi uciemiężonych po drodze, bowiem już słuchy takie 9 przychodziły, że Szwedzi uciskają szlachtę i chłopów, a ci mają ich wyzysku dość. Jechali teraz nocami wzdłuż Wisły, a dniami przyczajeni stali, zaciągając w swe szeregi ludzi, którym Szwed dokuczył. Szli pokornie pod skrzydła Czarneckiego, a tym, którzy oręża nie mieli nakazywał go wydać, by mieli, czym walczyć. Teraz stali po tamtej stronie Wisły, a Połaniec był blisko. Michał poprosił Czarneckiego, by pozwolił mu ruszyć do Połańca, gdyż i tak za królewskimi czekali. - A jedź jak masz tam interesy? Rzekł Czarnecki. - Nie pytam, jakie. Jedź, a jutro już król dołączy i razem siłą pojedziemy. Myślę, że za dnia będziemy jechać. Michał chciał odwiedzić ciotkę, bo okazja była wyśmienita. Tylko Wisłę przebyć i do Połańca podążyć. Przeprawili go miejscowi, a i konia dali na czas podróży, gdy powiedział, do kogo jedzie. Nocą późną przybył do Połańca. Podjechał powoli i rozejrzał się po okolicy, po czym konia za zabudowaniami ukrył. Zaraz też zajrzał do stajni. Zobaczył, że stoi tu kilka koni i kilka siodeł obcych leży. Zdwoił czujność i szedł ostrożnie, nim dotarł do izby ciotki. Spała ona, gdy wszedł. Położył jej rękę na ustach, a gdy się zbudziła, zaraz ją pocieszył. - Cicho, to ja Michał. Poczuł, że wychudła i usłyszał jej cichy szloch. - Synku, ty tu? Pojmą cię, bo i ona tu zajechała. Jest z nimi trzech wyższych rangą Szwedów i ten jej, który z nimi konszachty prowadzi. Odejdź, to zły człowiek. Mnie na razie spokój dali, bo zajęci swoimi sprawami. Odjedź synku, bo gdy ciebie zobaczą będą i mnie nękać. Jest tu jeden z tych dwóch, których wtedy pojmałeś. Lepiej jedź synku. Dobrze, że mi się pokazałeś, bo teraz wiem, że żyjesz i to najważniejsze. 10 jej, że Już niedługo odejdę z tego świata, ale ty żyć musisz. Nie dopuść nigdy do zagłady dworu pamiętaj. Mówiła chaotycznie. - I jeszcze jedno ci powiem. Kiedyś, gdy miała dobry humor, powiedziałam tu byłeś. Zdziwiła się bardzo, ale i zmieniła zaraz. - Cóż on tu szukał? Spytała. - Chyba nie mnie? To człek przywykły do potyczek, a nie do życia w związku. Myślałam, że on inny i chciałam być z nim, ale się zawiodłam. Złapią go kiedyś i zginie, ale to mu się należy. Tak powiedziała synu, a ja już jej nie wspomniałam o twych zasługach, bo uznałam, że nie ma, komu o tym mówić. Oni są tutaj od kilku miesięcy. Gdy wojska Czarneckiego miały bronić grodu wawelskiego, oni tu zajechali, uchodząc przed walką. Stefan, ten jej, ze Szwedami trzyma, ale nic więcej o nim synku nie wiem. - Ja byłem podczas bitew. Broniłem grodu, lecz nie wytrzymaliśmy naporu i musieliśmy uchodzić na Śląsk. Zima przeszła i już tu za Wisłą stoimy. Warszawie na odsiecz idziemy. Rankiem król, z wielmożami dołączy i razem ruszymy. - Idź tedy z Bogiem, niechaj cię tu nie widzą. Ja będę czekać, jak teraz, by cię znów zobaczyć. - I ja. Rzekł Michał. Po chwili wyszedł, czując łzy ciotki na swej twarzy, która przytuliła się do niego, tak go żegnając. Korciło Michała, by rozejrzeć się po okolicy, ale śnieg lekko przyprószył, więc nie chciał zbyt dużo śladów swej obecności zostawić. Zabrał konia i wrócił nad rzekę. - Rano mnie przeprawicie, a tymczasem pośpię w ciepłej izbie. Rzekł do chłopa, u którego się pojawił. - Dobrze panie śpij, a rano zaradzimy. Twoi stoją za Wisłą. Ponoć na króla i królewskich czekają, tedy śpij panie spokojnie. Twardo spał Michał ze zmęczenia, a 11 świtem chłop go zbudził. - Panie już czas. Ruch za Wisłą się zaczął, choć jeszcze ciemno. Rżenie koni słyszę, bo po wodzie się ono niesie. Michał wstał i w niedługim czasie był na tamtej stronie. Dwóch młodych ze sobą przywiódł, którzy też chcieli iść z wojskiem, oswobodzić Warszawę. Ruch tu panował niesamowity, bowiem król przybył. Zaraz też Horodyński dostrzegł Michała i rzekł. - Król rankiem przybył i nakazał iść ku Warszawie. Pewne jest, że od dziś znów będziemy nocami szli, bo tak zdecydował Czarnecki. - Tedy dzień tu przestoimy? - Z pewnością. Odparł Horodyński. - Ja w Połańcu byłem nocą. Ręka do szabli świerzbiła, bo byli tam ci, których ciotka nie chciałaby widzieć, ale odpuściłem. - To może teraz skoczymy, skoro mamy iść dopiero nocą? - Nie przyjacielu, jeszcze okazja będzie niejedna wierz mi, będzie niejedna. Nocą ruszyli. Pola znów śniegiem pokryte jasność na nich czyniły. Ominęli Sandomierz i przeszli widły Sanu i Wisły, dwóch rzek jakże urodziwych i wielkich, z których ta druga największa w Rzeczypospolitej. Ranek świtał, gdy zbliżali się do Annopola. - Puszczę za plecami mamy i dwie osady w niej na brzegu. Tam pojedziemy! Krzyknął Czarnecki. Ludzie wylegli z chałup widząc swoich i zapraszali do siebie. Zjechały, więc wozy w bory, kryjąc się przed oczami wroga. Czarnecki za namową króla chciał dojść do Warszawy, lecz Szwedzi już wiedzieli o ruchach jego. Karol Gustaw pośpieszył i swych najlepszych szykował do uderzenia. Chciał wyjść Czarneckiemu i jego sile naprzeciw. I tak starły się dnia 18 lutego roku pańskiego 1656 siły polskie i szwedzkie. Szwedzi czekali na Polaków i ci idąc 12 dostali się pod ogień dział szwedzkich. Było tu olbrzymie zakole Wisły po lewej stronie, a po prawej zaś lasy potężne, tylko w środku przestrzeń pusta, jakby do bitwy przez Szwedów wymarzona. Niedaleko osada za drzewami, zwąca się Gołąb. I znów Czarnecki za namową króla nakazał siłą ruszyć, więc, gdy kule szwedzkie padały nie było czasu uskakiwać. Parli naprzód pod ten ogień, ludzi poległych na polu zostawiając, ale wreszcie dopadli Szwedów. Michał, Horodyński, Beksza i inni, gdy przejechali przez pierwszy szereg Szwedów, bili z zapartym tchem niosąc przerażenie wokoło. Michał krwią był splamiony i pozostali również, gdy przedostali się na drugą stronę. Zawrócili zaraz konie i ruszyli tam, gdzie największe chorągwie szwedzkie powiewały. Przebiwszy się przez ich gąszcz i tu siali popłoch. Kilka chorągwi znalazło się na ziemi tratowane końmi i kilku wyższych rangą Szwedów padło pod ciosami swą kilkutysięczną armią dobrze uzbrojoną i wyszkoloną nie ustępowali pola, a nawet zdobywali przewagę. Jakiś czas trwała ta bitwa, ale gdy Michał zobaczył, że jeszcze z borów następni Szwedzi podążają, jakby ukryci na wypadek przegranej, a i po to zapewne, by Polacy nie widzieli całej ich potęgi, ruszył do Czarneckiego. Przebili się końmi niszcząc tych, którzy im drogę zajeżdżali. A gdy dotarli do wodza, ten rzucił tylko te słowa. - Odwrót! - Nie wytrzymamy naporu i ludzi trzeba oszczędzać. Michał ruszył na powrót. Zatoczyli lewo szablami. Teraz Michał swych ludzi zostawił, nakazując korzystać z łuków. Strzały posypały się na szabel. Ale Szwedzi siekąc koło, na prawo i 13 stronę szwedzką, ale odchodzili z pola bitwy pokonani. Kule armatnie ich żegnały i rżenie koni. Odchodzili w wielkim pośpiechu na południe, ale i Szwedom strat przysparzając, lecz jednak to oni musieli uchodzić, bo Szwedzi przeważali. I odtąd Stefan Czarnecki wiedział, że Michał miał rację, gdy mówił, że trzeba najeżdżać ich i odchodzić. Spadać na nich znienacka i znów się kryć w puszczach. Tak trzeba walczyć, z przeważającymi siłami. Unikać walnej rozprawy. Dlatego polecił Michałowi odłączyć się ze swymi od głównej siły, gdyby przyszło przepuścić Szwedów, po to, by później można było ich zaskoczyć z dwóch stron. Rozbijać ich siły walką podjazdową. A to Michał umiał najlepiej, o czym wódz wiedział. Więc w Janowie Lubelskim, gdzie zaczynała się duża puszcza, potężne Bory Solskie, rozłączyli się, uchodząc dalej na południe kraju. Szwedzi okrążali te potężne lasy, bojąc się zasadzek. A już ich ciężkie armaty nie zniosłyby dróg i bezdroży leśnych, gdzie z wielkim trudem sami Polacy przemykali, puszczę pokonując. Michał pojechał w kierunku puszczy Sandomierskiej, przeszedł rzeczkę Tanew we wsi Harasiuki i tam dowiedziawszy się, że Szwedzi przeszli przez Rudnik, podążył za nimi. Jechali w największej ostrożności, którą Michał nakazał. Gdy minęli Leżajsk i od ludzi okolicznych mieli wieści, że Szwed na Przemyśl dąży, Michał swoich pogonił. Za Sieniawą rozpościerały się znów lasy. Michał jeszcze pośpieszał. Przypuszczał, że Czarnecki jest gdzieś z przodu, a Szwed przed nim na pewno, więc konie, co tchu pędzili. Przed Jarosławiem uderzył na zupełnie nieprzygotowaną do odparcia ataku. Zajechali ich z szwedzką, tylną straż 14 tyłu i grad strzał posypał się na nich. Jeden i drugi. I nim zdążyli zwartym szykiem stanąć, Czarnecki natarł z drugiej strony. Był blisko ze swymi i teraz wsparł Michała. Ziemia drżała i mieszała się ze śniegiem, który cienką warstwą ją pokrywał. Ją, ziemię polską. Jęki i pokrzykiwania słychać było dokoła, a z tymi jękami mieszało się rżenie koni, zmuszanych do posłuszeństwa w walce. Huki z muszkietów przerywały wrzaski, ale Polacy pierwszy raz od dłuższego czasu odnosili zwycięstwo, bo straży tylnej już prawie nie było. Jako niedobitki uchodzili, ale i ich strzały dosięgały i z koni spadali. Widok był okropny. Ludzie porozrzucani na przedpolach grodu, gdzie San swe wody toczył ku Wiśle. Ci, którzy wodą chcieli ujść, płynęli teraz w jej toni w bezładzie, a nurt ich spychał na przeciwny brzeg, gdzie wiry robiły swoje. Walka ucichła. Wielmoże oblegli Czarneckiego, a ten rzekł. - Uchodźmy teraz! San wy przejdziecie, zlecił Michałowi. Kierujcie się na gród Przemyśl, ponoć Szwedzi tam oblegają miasto. Trzeba ich zaskoczyć i grodowi pomóc. Michał przyjął rozkaz i ze swymi przeszedł rzekę we wsi Szówska. Ruszył za namową miejscowego chłopa, który doń przystał, by iść na gród Rokietnica. - Znam te drogi, panie. Mówił chłop. - Jest tu dużo miejsc, gdzie można ujść i gdzie warty postawić, wierz mi panie. Michał przystał na tę propozycję i ruszyli. Gdy dojechali do tego grodu, ludzie wylegli im naprzeciw i starzec wyszedł przed Michała. Ręką podniesioną go wstrzymał. - Na Przemyśl waść? - Tak. - Przed wami, jeno z tamtej strony, szli też wasi i do nich moi młodzi dołączyli, bo dość mamy panowania Szweda. Łupili i łupią nas 15 panie tak, że teraz jadła nie wystarcza, a gdzie jeszcze do zbiorów. Patrz panie o tam, jacyś jeźdźcy tutaj jadą. Trzy chorągwie ze sobą mają. Usłyszał Michał. Spojrzał i spytał starego. - Co tam za osada? - Huściska panie i to od tej osady widać dążą, a spieszno im. Za chwilę przed Michała zajechał jejmość wąsaty. Ubrany był w długą sukmanę zapiętą pod szyję srebrnymi guzikami, włosy krótkie lekko posiwiałe, buty brązowe do kolan. Stanął tak przed Michałem i chwilę mu się przyglądał. - Waść tu dowodzisz? – Jam. Rzekł Michał. - A gdzie mości regimentarz, imć pan Czarnecki? - Na Przemyśl z ludźmi ciągnie i króla samego osłaniają. - Tedy połączyć nam się trzeba. Mam wieści, że naród powstaje, szlachta w całej Rzeczypospolitej szarka na wyzysk, a to najlepsza chwila. Gdy ją przegapimy, druga taka może już nie nadejść. Jam Stanisław Lubomirski. W niejednej bitwie my braliśmy udział, a najstraszliwszą, jaką pamiętam to wygrana z Turkami pod Chocimiem w 1621 roku. Lat to przybyło na plecy, ale jeszcze pewniej szablą władać umiemy. Mówił dziwnie. - Jam zaś, Michał Sucz. Najpierw w służbie u księcia Wiśniowieckiego pod pułkownikiem Dowgiłem służyłem, teraz tu za Szwedem się uganiamy. - Dowgiła znałem i księcia wiadomo, ale ciebie nie spodziewałem się poznać. Dziwię się, że tak waść wyglądasz. Widzę twarz młoda, a legendy już o tobie krążą, żeś zalał sadła niejednokrotnie Szwedom za skórę. Ale jedźmy, bo czas nagli. Trzeba gród oswobodzić z oblężenia i Szweda w głąb kraju popędzić, najlepiej do morza. - Tedy jedźmy. Rzekł Michał. Pożegnawszy się z ludźmi z grodu, konie 16 pognali. Niedługo z dala ujrzeli Przemyśl. Nad miastem górował zamek, wieżę kościoła było widać i huki słychać armatnie. Szwedzi część armat zwrócili pośpiesznie w ich kierunku i pierwsze kule spadały na przedpola grodu. Ruszyli Polacy z lewej strony, a po chwili natarł i Czarnecki z prawej. Szwedzi nie spodziewali się tego manewru i bitwa była niezwykle zacięta, bowiem, gdy już wkrótce wszyscy Polacy byli pod murami, działa ich stały się bezużyteczne, a szable, muszkiety i piki rozstrzygały o zwycięstwie. Teraz i z Przemyśla ludzie ruszyli bramy rozwierając. Wjechała konnica, która zaraz natarła na zaskoczone wojska szwedzkie i ich dowódców. Zmagania trwały i ludzie padali rażeni od strzał, mieczy, szabli, a nikt z wojów Michała i on sam nie szczędził sił. Bili gdzie popadło, końmi najeżdżając sposób rozpraszali Szwedów, którzy w mniejszych grupkach, byli słabsi. Widział Michał Lubomirskiego, który przykładnie w pierwszej linii stał i gdzie machnął mieczem, tam Szwedzi padali. W oczach zawziętość niespotykaną, budzącą grozę. Ruszył mu z pomocą, bowiem kilku Szwedów go obsiadło, zadając ciosy, których zręcznie unikał. Teraz już zadami koni się zwarli i po kilku chwilach już nie było nikogo na koniu obok nich. Spojrzał Lubomirski i krzyknął. - Dziękuję waści, tom miał okazję zobaczyć, żeś waść naprawdę szybki. Podjechałeś i szans nie dajesz, takiś obrotny. Zaraz też rozjechali się, a Szwedzi zbiwszy się w kupę, przedarli się i parli przed siebie, gród za plecami zostawiając. - Przemyśl wolny! Wrzeszczeli ludzie. Zaraz podjechał Czarnecki. - Witam waści. jego dostrzegł dzikość zdecydowanie i w ten i 17 Zwrócił się do Lubomirskiego. - I za pomoc dziękuję. Dość długo nam przyszło czekać, by taki obraz ujrzeć. Uchodzą w nieładzie, tedy za nimi trzeba ruszyć i nie dać wytchnienia. Szwedzi dotarli do Wisły naciskani przez Polaków i kierowali się na Tarnobrzeg. - Uchodzą pośpiesznie. Rzekł Michał do Czarneckiego. - Nie możemy tak dążyć za nimi, mając teren nierozpoznany. - To prawda. Przytaknął Lubomirski. - Trzeba go słuchać, bo prawdę mówi. Zatrzymali konie, a gdy król Jan Kazimierz podjechał z miejsca, z którego bitwę oglądał, goniąc z wielmożami za Czarneckim, rzekł. jestem, że wreszcie pokazaliśmy im, na co nas stać. Dobrze, że zatrzymałeś ludzi. Odezwał się do Czarneckiego. - Znów trzeba ważyć czyny i z tych najlepszych korzystać całej Rzeczypospolitej bunty. Szlachta wstaje i ponoć zawiązała Konfederację Tyszowicką i za oręż chwyciła. Teraz moi mi donieśli, że wiele bitew się toczy ze Szwedem, a to dobra nowina dla nas. Ale jest i gorsza. Dzisiaj mi też donieśli, że Karol Gustaw poprzez swoich Elektorem Brandemburskim, Fryderykiem Wilhelmem i ponoć książę Siedmiogrodu wmieszany w te rozmowy. Widać, że nie czuje się już pewnym i szuka zabezpieczenia na wypadek porażki. Puśćmy kilku ludzi do przodu i podążajmy za nimi, bo dobrą passę należy wykorzystać. Powiedział król. - Ja pojadę ze swymi, gdy taką zgodę otrzymam. Rzekł Michał do Czarneckiego - Jedź. Pośpieszył z odpowiedzią król. - Ja ci taką zgodę daję i bacz pilnie. Plan obmyślaj po swojemu, a gdyby, co, daj znać poprzez swoich. Imć podpowiedzi. doradców Słyszę, że w - Rad paktuje z 18
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kręte drogi. Tom III
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: