Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00033 004139 15207646 na godz. na dobę w sumie
Krokodyle proszone do tańca - ebook/pdf
Krokodyle proszone do tańca - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 185
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3291-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> budownictwo
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Krokodyle proszone do tańca' to poetycka opowieść, pełna przygód i sensacyjnych zdarzeń. Zaczyna się w Amsterdamie, gdzie dochodzi do pomyłki z przesyłką na lotnisku, której odbiorem zainteresowani byli tajemniczy ludzie. Główni bohaterowie: profesor, misjonarz i poeta dochodzą do wniosku, że zagrożenie jest poważne. Uciekają nocą, by rankiem wypłynąć z Marsylii jako zwykli pasażerowie stateczkiem udającym się do Stambułu. Podróż statkiem po Morzu Śródziemnym daje okazję do zwiedzania wielu miast i miejsc, na których ciąży wielkość antyku. Jest to także okazja by pomówić o wspaniałych wykopaliskach. Świat antyczny jawi się całym swym bogactwem, co w dalszej rozmowie konfrontuje niejako profesor mówiąc o teatrze afrykańskim.

Profesor wysiada w Palermo, gdyż zamierza udać się do Kapsztadu skąd pochodzi. Opowiada im o RPA i zaprasza do siebie. Oni jednak jadą dalej. W Stambule statek opuszcza misjonarz, który postanawia udać się do Kapadocji. Poeta postanawia wrócić do kraju.

W porcie na statek wsiada jego przyjaciel z Krakowa, rzeźbiarz, który wraca z poszukiwań odpowiedniego materiału do swojej pracy. Razem płyną do Odessy.

Potem podróżują po Ukrainie szukając odpowiednich kamieniołomów. Lwów, który odwiedzają po drodze, przywołuje wiele skojarzeń z bliższej i dalszej historii. Jednak brak odpowiedniej ilości surowca dla gigantycznego zamówienia rzeźbiarza powoduje, że ponownie płyną do Afryki.

Tam czeka ich poważne zadanie.

Książka ambitna i interesująca.

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Copyright © by Jerzy Piątkowski Na okładce akwarela Janusza Janasa Rysuqnki – Janusz Janas Wydanie pierwsze 2011 2 Płyniesz w słońcu siostro - sylabo osnowo mojego życia - jak gołąbka nad wodami jak nitka babiego lata gdy odcumuje od białych kwiatów lotosu ... Osteolaemus romanticus - przesłanie AMSTERDAM O WSCHODZIE SŁOŃCA Dobru człowieku ... czy widzisz ? za oknem narkomanka szczęśliwa jeszcze w ekstazie się kiwa - to ludzkie serce ostatniej szansy O nieszczęśliwa dziewczyno ... niewiasto - naszych czasów Jokasto przed tobą toczy wody Amstel a obok miasto ... spadkobierca Hanzy Tego nie możesz przegapić - w nim codzienny aerobik mizogini ... lepkie życie Jak wzięci z Pustyni Gobi - agorafobii za framugą dyszą skrycie Mgiełka złudzeń i walka z ciałem zasępionym gna kanałem - na skroś dziwne łażą pająki (gną odnóża ropociągi) 3 I tylko słońce po włosach dziewcząt toczy się kuliste O najwyższa instancjo ... od plazmy Twego ducha jest oczywiste „Bóg stworzył morze a Holendrzy wybrzeże” Halooo o hej ... życiodajna Brabancjo ! - Na twych wędzidłach zimnokrwiste i muskularne parskają brabansony i potrząsają jasną grzywą A poranek przy całej powadze przyswaja klangory i szepty królewskich zakamarków w Hadze I niesie w pobliskie drzewne porty brykiety sera edamskiego i gołdy Gnają ławice barwnych tulipanów i na małych łódeczkach straganów napoje ... cytrusy i cebulki kwiatowe Płyną zaklęcia gorącego lipca wielkoludy ... liliputy ... i cały ten embarras de choix * 1 - oferty dobra i zła 1 - embarras de choix – kłopot z powodu zbyt wielu możliwości 4 Wciąż wynurzają się spod pokładów z orzechów i kasztanowych główek gromadząc chorągiewki owadów karawany czarnych i czerwonych mrówek W takt tej rozpasanej muzyki ... tańczy krzyk porannej giełdy i strzelają forsycje ... storczyki z ziemi jak wiosenne romanse Przypadek urywa kościane guziki sukcesu i pozdrowienia od wieków utrwalone jak koncerny Philipsa i Shella Eksponaty - słuchaj ... bo to ci bajera w Stedenlijk są uzewnętrznione na progu - lidera sztuki współczesnej na świecie Nie ważne co powiecie ... bo tam pomysłów cała gama - ale lider „gieroj nie mojewo romana” *2 *2 -„ gieroj nie mojewo romana” – bohater nie z mojej powieści (Gribojedow - Mądremu biada) 5 Wolę gdy czerwono-włosy Vermeer nakłada grunt na szarość płótna obok tonacja sąsiaduje smutna i Hieronymus Bosch zaprasza ... do Ogrodu rozkoszy ziemskich gdzie Ewa - matka ludzkości jest źródłem wszelkiego zła Ileż pragnień ... łka - jak przy studni wykutej z żelaza w warsztatach Leuven Życie nie jest snem i co chwila zmienia swój kadr złociste drobinki lessu niesie wiatr bez wysiłku kręci miotłą powietrza nad Polderem Księcia Aleksandra po czym spada na wiatraki Szarpie strzechę ... która uboga - brody starego van Gogha dotyka plam słonecznika docieka skąd płynie cierpienie Lastman i Rembrant van Rijn drążą brązy i żółcienie 6 Lecz nie kończy się baśń pustkowia Kołyszą się czupryny ... fiolety wrzosów i uschnięte marsze sitowia Język niderlandzki goni po świecie goni przez oceany miesza się z mową Turków i Marokańczyków Odwiedza odległe Antyle ... narzecza plemion Aruba i splątane zarośla egzystencji Wyłaniają się płaty żagla gleby brunatne i płowe Promy smukłe - wielopokładowe suną po linii horyzontu wolniutko i dostojnie Mijają latarnie i wysokie falochrony które prowadzą panelowe rozmowy z granitowym wybrzeżem Szwecji (niby siostra z rodzonym bratem) I przyjmują zaproszenie na smażoną rybę Islandii i na angielską herbatę 7 Część pierwsza - Wspaniale jest czuć dotyk gwiazd ... grać na nosie krokodylom 8 KROKODYL DIAMENTOWY Pora na lotnisko Schiphol gdzie radarów czujny dipol sterczy niczym diabła rogi [...] Ja przy wyjściu dla załogi - Bądź człowiekiem ... galeryjka tam przylotu A więc na mnie czekaj ... puer Co tu gadać ... gap się - cmokaj jakbyś widział „Wielkie żaglowce w Honfleur” Gwar lotniska ludzie z daleka ... i bliska Z reklam świetlnych piwo błyska tam na pasie transmisyjnym za walizką - mknie walizka Schiphol - wciąż przyjazdy i odloty - nad nim wiszą samoloty niby srebrne w słońcu wota (Krokodyl ... bestia tak skryta tutaj wita - jako vanitas *1) - Nie bądźmy sentymentalni Paweł już z książką - Eliota rwie z kopyta ... do poczekalni * 1 – vanitas - marność 9 Stewardesy młode ... sprawne jak kolarze co w kryterium i kapitan samolotu (to zabawne) niby grzesznik w baptysterium Pawła łowi ... chyba z twarzy lub z Eliota lecz widać że się nie znają Los przekora - za to skryba go kojarzy z jachtem maltańskiego armatora I też zimą ... w Dolomitach w ośrodku San Martino gdy pod stokiem Paganelli narty witało Trentino Jakże dziwne – jakbyś pytał co tu ptaszki robią w zimie – Dwie kobiety patrzą z cienia gdzie znika rozmów arena jak dyletant gdy się gapi na sonatę co z Chopina Boeing 747 - dźwiga całej masy kredę Rozpiął skrzydła lśniące ... duże lecz na dziś kończy podróże Po posiłku zwykle pora kiedy fundują ci deser - tu toczy się mały wózek toczy na akumulatorach na nim termos i neseser 10 Termos z obsługą lotniska Obudowa mocno błyska Przy kierowcy siedzi celnik co pasami jest przypięty Trzyma mocno niby piórka fruwające dokumenty Nie ma w złocie portugala by go drobić na dukaty Gdzieś od bramy albo wiaty - karetka konie odpala ... gna aż pęka w drzewach kora Chwila siąpi tak mistycznie gdy rutyna ... wszystko gra zatem „pas de trois” * 2 przekazano - automatycznie dzwoniący plombami termos Sanitariusz skarb opasał aby w drodze mu nie hasał Była też najwyższa pora o przesyłce powiadomić profesora Paweł wraca z kapitanem i z przeszczepu pilnym planem Z galeryjki dryfuje skryba jak podczas przyduchy ryba * 2 - „pas de trois” – taniec (kroki) na trzy tempa: raz, dwa trzy – raz, dwa, trzy 11 Łyk powietrza ... i jak ciało kobiety pachnie ziemia dojrzałym owocem pije z niego zielone wino traw A profesor czekał jak wiele sław na sygnał ... wertując biuletyn jak polarnik białe noce I wymachiwał ołówkiem ale to żadna wada niby zaklinacz z nefrytowym pyszczkiem fletu by pobudzić do tańca gada Kolory dnia były jak świeże zgliszcza z lekkim drganiem atmosfery Niczym aniołowie ... z głównego ołtarza czekali na mistrza by otworzył ciężkie wrota nowej ery i obgadywali chodzące po gzymsach chimery jak skarby po dziadkach w łapie lichwiarza A ku nim ... człapał szmer morza daleki - głośne wołanie ptaków i biegło ... sto sześćdziesiąt kanałów i upał dnia leżący za przejrzystą ścianą rzeki Mieszały się z sobą ... jakby miały dyżur brązy i grzechy młodości i smoliste pochodnie fryzur niestrudzonych kurierów nicości 12 Zdawało się ... jakoby sam książę Spaghetti czekał ubrany w pomidorowy karmin i w spadające confetti z kwitnących sadów – skąd jednym tchem Wyrusza i idzie prosto ku nim od piwiarni de Martyn bo Amsterdam był teraz rzeczywisty - jak orli nos Rzymu pod rozetką cesarskiej korony - starzejący się jak prochy ze Sforzów Bony Jak bastion portowy ... albo i lotnik z Bari stojący obok czerwonego Ferrari w towarzystwie dwóch kobiet Cenny tu jak makaron w Apulii Skryba chciał pozdrowić lotnika z nawyku jak szczęśliwy turysta brązy antyku przypomnieć degustacje grappy las świerkowy i białe kotły Tyrolu I długie rozmowy w sali bilardowej z Reinholdem Messnerem o Koronie Himalajów i jak na Mount Everest wchodził bez butli tlenowej A potem parki pełne śnieżnej piany pękate jak pucharki małmazji i zwariowanych snowboardzistów śmigających przed skibusem i Maltę ... ale nie było okazji 13 Za to pytań mnożyło się wiele ... kiedy hotele wyjdą na zewnątrz z sauną fińską z łaźnią turecką ... z jacuzzi z biczami wodnymi i hotelowym sejfem Letnie ogródki pod parasolami wzięły się za internetowe igrzysko Grały klawisze laptopów i sylwetki kiwały się blisko jak źdźbła trawy podczas roztopów Profesor szedł ... i już był w ich jaźni jak wzniesiona pod światło czara czystej przyjaźni niby wiosny calando po chwilach chłodu Swobodny jak dawny człowiek Wschodu na którym kreda lnu suszyła strumyczki potu Z powodu spóźnienia towarzyszyła mu tylko mała fuga zakłopotania Byli na schodach bo kusił loszek piwiarni ale przez powieki docierało już coś jakby ryby nożami błysków dźgały miękki brzuch rzeki Chrapliwy jęk z niezbyt daleka rozpoznany został przez nich jako głos umierającego człowieka 14 Z piskiem palonych opon zakołysał się czerwony samochód i niosąc potężny ryk uciekał gubiąc błękitne spaliny Dopełnił go histeryczny krzyk przerażonej dziewczyny gdy huk ogarniał świat i pilota leżące ciało Tłumek przechodniów rozłamał się w jednej chwili ... po czym ludzie znów się skupili pasąc wstrętnie ciekawość tym co się stało Nikłe światło życia wzięte od kołyski zmieniało się w zgodzie z fakturą pszenic w złociste błyski i w zimą mikę źrenic Profesor w puls już nie wierzył pochylił się a wąska smużka krwi wypełzła spod odzieży Twarz niby pigwa smutku - smuklała ... bo śmierć nie drwi skoro już zapewniła wysoki poziom usług W kurzawie zachodu gęstej jak rum policjanci z pistoletami w dłoniach przedzierali się przez tłum 15 Po chwili niezachwiana pewność oka oceniła sytuację z wysoka jak szerszeń – foryś krajobrazu gnający w kierunku lasu Schowali pistolety rozpytując o zajście Dziewczyna której krzyk słyszeli mówiła - dwie blondynki ... (oni wątpliwości nie mieli) Relacja jej chaotyczna w tonie oderwana została od wywodu niczym perłowy guzik w salonie - syrenami policyjnych samochodów Profesor ujął Pawła pod łokieć „Nic tu po tobie Watsonie ” Śmierć sama w sobie dla niego – chirurga nie była niczym nadzwyczajnym Była jak drzwi wahadłowe ... Lecz co z tą historią lotnika ? - pytań trudno było unikać A życie w piwiarni było „źródłowe” z beczki płynęło przez kufle do ust - miało swój urok i gust choć obsługa o czymś gadała aż po zmierzch 16 Blondynki - Blondynki ? Były na lotnisku ... w komitywie z kapitanem jak nóż z blizną lecz najważniejszy był termos A jeszcze tak niedawno pisarz siedział z nim przy lunchu i czas był łapczywie konsumowany jak knedle z truflami ... z winem - z krewetkami albo dziczyzną Było to ... iście sabaryckie przeżycie z widelcem osobnym - ważnym jak morale w tym tyrolskim pensjonacie pod „Złotą różą” w dolinie Senales Teraz niechętnie wynurzyli się z piwiarni jak pasibrzuchy po wieczerzy ... a noc sunęła w ich kierunku majestatycznie jak raja Zjawiał się w świetle niby duszek mewy biały fartuszek zdążającej pośpiesznie na nocleg Weszli z profesorem w kojącą toń nocy - miał spojrzeć na wyniki z laboratorium Skryba jak w ciepłych barwach rozety utkwił w hotelu na przyjaciela terytorium 17
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Krokodyle proszone do tańca
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: