Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00280 006192 13651324 na godz. na dobę w sumie
Królewicz i żebrak - ebook/pdf
Królewicz i żebrak - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 127
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).
'Królewicz i żebrak' (1882) jest jedną z najpopularniejszych książek Twaina adresowanych do młodego czytelnika. Tematem powieści, osnutej na przekazach i dokumentach historycznych XVI-wiecznej Anglii, są przygody bliźniaczo do siebie podobnych rówieśników. Jeden z nich jest królewiczem, a drugi, Tom Canty - żebrakiem. Zniewaga, jaką małemu żebrakowi wyrządza królewski wartownik, jest początkiem perypetii obu chłopców, którzy zamieniają się ubraniami. Żebrak trafia do pałacu, królewicz - w krąg biedoty. Twain buduje na tej kanwie pasjonującą fabułę z mądrym przesłaniem o równości urodzenia.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Mark Twain Królewicz i (cid:298)ebrak 2 Tower Press 2ŃŃŃ Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2ŃŃŃ 3 SŁOWO WST(cid:265)PNE Chc(cid:266) spisać opowie(cid:286)ć posłyszan(cid:261) od kogo(cid:286), kto znał j(cid:261) od swojego ojca, ten za(cid:286) od swojego ojca, któremu opowiadał j(cid:261) jego ojciec, i tak dalej, i tak dalej: przez trzysta lat lub dłu(cid:298)ej oj- cowie przekazywali j(cid:261) synom i w ten sposób opowie(cid:286)ć przetrwała. Mo(cid:298)e jest to fakt historycz- ny, mo(cid:298)e tylko legenda, podanie. Przypadek ten zdarzył si(cid:266) albo nie zdarzył, lecz bez w(cid:261)tpie- nia mógł si(cid:266) zdarzyć. Mo(cid:298)e w dawnych latach opowie(cid:286)ci tej wiar(cid:266) dawali m(cid:261)drzy i uczeni, a mo(cid:298)e tylko pro(cid:286)ci i nieo(cid:286)wieceni kochali j(cid:261) i uwa(cid:298)ali za prawd(cid:266). 4 ROZDZIAŁ I NARODZINY KRÓLEWICZA I (cid:297)EBRAKA W odwiecznym mie(cid:286)cie Londynie pewnego jesiennego dnia w drugiej ćwierci szesnastego stulecia w ubogiej rodzinie nazwiskiem Canty przyszedł na (cid:286)wiat chłopiec, którego rodzina ta wcale nie pragn(cid:266)ła. Tego samego dnia w bogatej rodzinie Tudorów przyszło na (cid:286)wiat inne angielskie dziecko, gor(cid:261)co upragnione przez t(cid:266) rodzin(cid:266). Pragn(cid:266)ła go równie(cid:298) cała Anglia i tak do(cid:276) t(cid:266)skniła, tak go oczekiwała, tak korne zasyłała o(cid:276) modły do Boga, (cid:298)e gdy narodziło si(cid:266) wreszcie, ludzie bliscy byli radosnego szale(cid:276)stwa. Zwyczajni znajomi (cid:286)ciskali si(cid:266), całowali i płakali ze szcz(cid:266)(cid:286)cia. Wszyscy zacz(cid:266)li (cid:286)wi(cid:266)tować i dziwnie jako(cid:286) złagodnieli, wysoko i nisko urodzeni, bogaci i biedni ucztowali, ta(cid:276)czyli, (cid:286)piewali, a trwało to przez wiele dni i wiele no- cy. Za dnia Londyn nie lada przedstawiał widok, bo wesołe chor(cid:261)gwie trzepotały na balko- nach lub szczytach wszystkich domostw i wspaniałe korowody ci(cid:261)gn(cid:266)ły ulicami. Noc(cid:261) widok był nie mniej okazały, bo na rogu ka(cid:298)dej ulicy płon(cid:266)ły ogniska, wokół za(cid:286) nich weseliły si(cid:266) rozbawione tłumy. Jak Anglia długa i szeroka, mówiono jedynie o nowo narodzonym dzie- ci(cid:266)ciu, źdwardzie Tudorze, ksi(cid:266)ciu Walii, który le(cid:298)ał spowity w jedwabie i atłasy i nic nie wiedział o wywołanym przez si(cid:266) zamieszaniu ani o tym, (cid:298)e nia(cid:276)cz(cid:261) go i dogl(cid:261)daj(cid:261) dostojni panowie i damy – na czym zreszt(cid:261) wcale mu nie zale(cid:298)ało. Ale o drugim niemowl(cid:266)ciu, Tomie Canty, spowitym w n(cid:266)dzne szmaty, nie wiedział nikt z wyj(cid:261)tkiem najbli(cid:298)szej rodziny bieda- ków, której niedawne jego przyj(cid:286)cie na (cid:286)wiat sprawiało wiele kłopotu. 5 ROZDZIAŁ II DZIECI(cid:265)CE LATA TOMA Mijały lata. Londyn istniał ju(cid:298) wtedy od pi(cid:266)tnastu wieków i jak na owe czasy był ogrom- nym miastem. Liczył sto tysi(cid:266)cy mieszka(cid:276)ców, a zdaniem innych nawet dwa razy wi(cid:266)cej. Ulice jego były bardzo w(cid:261)skie, kr(cid:266)te i brudne, zwłaszcza w dzielnicy, w której mieszkał Tom Canty, to jest w niedalekim s(cid:261)siedztwie London Bridge. Domy były drewnianeś pierwsze pi(cid:266)tra rozprzestrzeniały si(cid:266) szerzej ni(cid:298) partery, drugie za(cid:286) wysuwały łokcie nad pierwszymi. Im wy(cid:298)ej tedy wyrastały domy, tym stawały si(cid:266) szersze. Mocne, na krzy(cid:298) ł(cid:261)czone belki two- rzyły ich szkielety, a przestrze(cid:276) mi(cid:266)dzy belkami wypełniał tynkowany kamie(cid:276) lub cegła. Drewno barwiono zale(cid:298)nie od upodobania wła(cid:286)cicielaŚ niebiesko, czerwono lub czarno, dzi(cid:266)ki czemu domy wygl(cid:261)dały nader malowniczo. Małe okna z drobnymi, w ołów oprawnymi szyb- kami osadzone były na zawiasach i niby drzwi otwierały si(cid:266) na zewn(cid:261)trz. Dom, w którym mieszkał ojciec Toma, stał w gł(cid:266)bi cuchn(cid:261)cego zaułka Offal Court, przy bocznej uliczce zwa- nej Pudding Lane. Był to budynek mały, chwiej(cid:261)cy si(cid:266), zmurszały, mimo to g(cid:266)sto zaludniali go n(cid:266)dzarze. Rodzina Canty’ego zajmowała izb(cid:266) na drugim pi(cid:266)trze. Matka i ojciec mieli jakie takie łó(cid:298)ko ustawione w jednym k(cid:261)cie, lecz (cid:298)adne ograniczenia nie kr(cid:266)powały Toma, jego babki i sióstr – Bet i Nan – gdy(cid:298) nale(cid:298)ała do nich cała podłoga i mogli sypiać, gdzie im si(cid:266) spodobało. W izbie znajdowały si(cid:266) wprawdzie strz(cid:266)py jednej czy dwu der i kilka snopków starej, brudnej słomy, lecz nie godziło si(cid:266) nazywać tego posłaniamiś były to ruchomo(cid:286)ci nie- zorganizowane, które rano skopywano w jeden stos, wieczorem za(cid:286) rozdzielano do u(cid:298)ytku członków rodziny. Bli(cid:296)niaczki – Bet i Nan – miały po pi(cid:266)tna(cid:286)cie lat. Były to poczciwe dziewcz(cid:266)ta, umorusa- ne, odziane w łachmany i bezgranicznie ciemne. Matka nie ró(cid:298)niła si(cid:266) od córek, za to ojciec i babka stanowili szata(cid:276)sk(cid:261) par(cid:266). Upijali si(cid:266) przy ka(cid:298)dej okazji, potem za(cid:286) bili si(cid:266) pomi(cid:266)dzy sob(cid:261) albo z ka(cid:298)dym, kto wszedł im w drog(cid:266)ś zawsze – trze(cid:296)wi czy pijani – kłócili si(cid:266) i kl(cid:266)liś John Canty był złodziejem, matka jego (cid:298)ebraczk(cid:261). Z dzieci zrobili (cid:298)ebraków, lecz nie udało si(cid:266) im uczynić z nich złodziei. Po(cid:286)ród n(cid:266)dznego motłochu zamieszkuj(cid:261)cego ow(cid:261) ruder(cid:266) (cid:298)ył (lecz nie nale(cid:298)ał do niego) dobry stary kapłan, którego król pozbawił domu i wygnał w (cid:286)wiat z pensyjk(cid:261) kilku ćwierćpensówś kapłan ten zwykł gromadzić wokół siebie dziatw(cid:266) i potajemnie nauczał j(cid:261) prawdy i rzeczy pi(cid:266)knych. Ksi(cid:261)dz Andrzej zapoznał równie(cid:298) Toma z odrobin(cid:261) łaciny oraz ze sztuk(cid:261) czytania i pisania. Tego samego mógłby nauczyć i dziewcz(cid:266)ta, te jednak obawiały si(cid:266) drwin przyjaciółek, które nie darowałyby im nigdy tak osobliwej edukacji. Cały Offal Court był takim samym mrowiskiem jak dom Johna Canty. Pijatyki, kłótnie, bójki zdarzały si(cid:266) tam cz(cid:266)sto, bo odbywały si(cid:266) co noc i trwały całe niemal noce. Rozbite łby były tu zjawiskiem nie mniej pospolitym ni(cid:298) głód. Mały Tom nie czuł si(cid:266) jednak nieszcz(cid:266)(cid:286)liwy. Cierpiał oczywi(cid:286)cie bied(cid:266), lecz nie zdawał sobie z tego sprawy. Podobny (cid:298)ywot wiedli wszyscy chłopcy z Offal Court, Tom s(cid:261)dził wi(cid:266)c, (cid:298)e to (cid:298)ywot dostatni i godziwy. Dobrze wiedział, (cid:298)e gdy wieczorem wróci do domu z pustymi r(cid:266)koma, najpierw ojciec zwymy(cid:286)la go i zbije, kiedy za(cid:286) ojciec sko(cid:276)czy, gro(cid:296)na babka roz- pocznie rzecz od nowa i z jeszcze lepszym skutkiem. Wiedział, (cid:298)e pó(cid:296)n(cid:261) noc(cid:261) zagłodzona matka zbli(cid:298)y si(cid:266) do(cid:276) ukradkiem i przyniesie jak(cid:261)(cid:286) n(cid:266)dzn(cid:261) resztk(cid:266) jadła albo skórk(cid:266) chleba, 6 zachowan(cid:261) dla syna kosztem pró(cid:298)nego (cid:298)oł(cid:261)dka, chocia(cid:298) m(cid:261)(cid:298) j(cid:261) cz(cid:266)sto chwytał na tej nik- czemnej zdradzie i nagradzał t(cid:266)gim laniem. Tak! Tomkowi (cid:298)yło si(cid:266) nie najgorzej – szczególnie latem. (cid:297)ebrał tyle tylko, by obronić własn(cid:261) skór(cid:266), bo prawa przeciw (cid:298)ebraninie były srogie, a kary dotkliwe. Wiele wi(cid:266)c czasu mógł po(cid:286)wi(cid:266)cać słuchaniu przepi(cid:266)knych starych ba(cid:286)ni i legend dobrego ksi(cid:266)dza Andrzeja, który prawił o wielkoludach i wró(cid:298)kach, karłach i geniuszach, zakl(cid:266)tych zamkach, wspania- łych monarchach i królewiczach. Chłopiec nabijał sobie głow(cid:266) tymi cudowno(cid:286)ciami i cz(cid:266)sto, gdy w mrokach nocy le(cid:298)ał na sk(cid:261)pym barłogu z kłuj(cid:261)cej słomy zm(cid:266)czony, głodny, obolały od razów – puszczał wodze fantazji i rychło zapominał o cierpieniu i dolegliwo(cid:286)ciach, z rozkosz(cid:261) maluj(cid:261)c przed oczyma wyobra(cid:296)ni czarowny (cid:298)ywot rozpieszczonego małego ksi(cid:266)cia w kró- lewskim pałacu. Ale we dnie i w nocy nawiedzało go wci(cid:261)(cid:298) jedno pragnienie – ch(cid:266)ć ujrzenia na własne oczy prawdziwego królewicza. Raz wspomniał o tym kamratom z Offal Court, lecz ci wy(cid:286)mieli go i wydrwili tak niemiłosiernie, (cid:298)e od tej pory wolał zachowywać marzenia dla siebie. Tom czytywał cz(cid:266)sto stare ksi(cid:266)gi kapłana i prosił go o szczegółowe wyja(cid:286)nienia oraz tłu- maczenie rzeczy niejasnych. Powoli, stopniowo chłopiec zmieniał si(cid:266) pod wpływem tej lektu- ry i marze(cid:276). Ludzie z jego snów byli tacy pi(cid:266)kni, (cid:298)e mały (cid:298)ebrak zacz(cid:261)ł si(cid:266) wstydzić swych łachmanów i niechlujstwa, (cid:298)e zapragn(cid:261)ł być czystszy i lepiej odziany. Oczywi(cid:286)cie swawolił nadal w błocie – i to swawolił z przyjemno(cid:286)ci(cid:261) – lecz zamiast pluskać si(cid:266) w Tamizie jedynie dla rozrywki, pojmował ju(cid:298), (cid:298)e zabawa ta ma równie(cid:298) sens ze wzgl(cid:266)du na mo(cid:298)liwo(cid:286)ć k(cid:261)pieli i prania. Tom potrafił znale(cid:296)ć zawsze co(cid:286) ciekawego w pobli(cid:298)u Maika na Cheapside albo na jar- markach. Od czasu do czasu wraz z reszt(cid:261) mieszka(cid:276)ców stolicy miał sposobno(cid:286)ć podziwiać parad(cid:266) wojskow(cid:261), gdy jakiego(cid:286) nieszcz(cid:266)snego sławnego wi(cid:266)(cid:296)nia odstawiano l(cid:261)dem lub wod(cid:261) do Tower. Pewnego letniego dnia ogl(cid:261)dał na Smithfieid, jak palono na stosie biedn(cid:261) Ann(cid:266) Askew i trzech m(cid:266)(cid:298)czyznś słyszał równie(cid:298) kazanie wygłoszone do skaza(cid:276)ców przez jakiego(cid:286) byłego biskupa, to jednak nie zainteresowało Toma. Tak! (cid:297)ycie małego (cid:298)ebraka było ma ogół do(cid:286)ć urozmaicone i zabawne. Z czasem czytanie i rozmy(cid:286)lania o (cid:298)yciu królewiczów sprawiły tak przemo(cid:298)ny skutek, (cid:298)e Tom zacz(cid:261)ł bezwiednie grać rol(cid:266) królewicza. Ku podziwowi i uciesze rówie(cid:286)ników nabierał dziwnie dwornych manier i wysławiał si(cid:266) kwieci(cid:286)cie. Zarazem jednak z dnia na dzie(cid:276) wzra- stało jego znaczenie po(cid:286)ród chłopców, którzy traktowali go z pełn(cid:261) podziwu obaw(cid:261), niby istot(cid:266) wy(cid:298)sz(cid:261). Zdawało si(cid:266) im, (cid:298)e Tom wie bardzo wiele, (cid:298)e robi i mówi rzeczy szczególnie osobliwe. A ponadto taki był m(cid:261)dry i przenikliwy! O słowach i czynach towarzysza zabaw malcy opowiadali starszym, ci za(cid:286) rozprawiali równie(cid:298) o Tomie Canty i wnet zacz(cid:266)li go uwa- (cid:298)ać za niepospolit(cid:261), wysoce utalentowan(cid:261) osob(cid:266). Ludzie zupełnie doro(cid:286)li przychodzili nieraz do Toma z pro(cid:286)b(cid:261) o pomoc w kłopotach i cz(cid:266)sto dziwili si(cid:266) bystro(cid:286)ci i rozs(cid:261)dkowi jego rad. Prawd(cid:266) mówi(cid:261)c, chłopiec ten został wnet bohaterem dla wszystkich znajomych, z wyj(cid:261)tkiem własnej rodziny, która nie dostrzegała w nim nic osobliwego. Niebawem Tom utworzył w tajemnicy królewski dwór. Sam został królewiczem, a najbli(cid:298)- szych swych przyjaciół mianował gwardzistami, szambelanami, panami i damami dworu oraz członkami monarszej rodziny. Codziennie witano fałszywego królewicza według zasad skomplikowanej etykiety, zapo(cid:298)yczonej przez Toma z romantycznej lektury. Codziennie rada królewska roztrz(cid:261)sała wa(cid:298)ne sprawy iluzorycznego pa(cid:276)stwa, a iluzoryczny władca codziennie wydawał dekrety przeznaczone dla urojonej armii, floty i namiestnictw. Pó(cid:296)niej Tom w swych łachmanach szedł na (cid:298)ebranin(cid:266), zbierał kilka ćwierćpensówek, po- silał si(cid:266) n(cid:266)dzn(cid:261) skórk(cid:261) chleba, odbierał zwykłe obelgi i kuksa(cid:276)ce, aby wreszcie wyci(cid:261)gn(cid:261)ć si(cid:266) na garstce st(cid:266)chłej słomy i we (cid:286)nie marzyć znowu o swych godno(cid:286)ciach. 7 Wci(cid:261)(cid:298) jednak, z dnia na dzie(cid:276) i z tygodnia na tydzie(cid:276), wzbierało w Tomie pragnienie uj- rzenia choćby raz jeden prawdziwego królewicza – królewicza z krwi i ko(cid:286)ci, a(cid:298) wreszcie pochłon(cid:266)ło ono wszystkie inne marzenia i stało si(cid:266) jedyn(cid:261) pasj(cid:261) w (cid:298)yciu małego n(cid:266)dzarza. Pewnego dnia styczniowego Tom, bosy i zzi(cid:266)bni(cid:266)ty, odbywał zwykł(cid:261) (cid:298)ebracz(cid:261) w(cid:266)drówk(cid:266) i przez wiele godzin wał(cid:266)sał si(cid:266) beznadziejnie pomi(cid:266)dzy Mincing Lane a Little źast Cheap. Zagl(cid:261)dał do okien pasztetników i po(cid:298)erał wzrokiem wystawione tam ohydne zapiekanki z wieprzowin(cid:261) i inne szata(cid:276)skie wymysły, które były dla(cid:276) smakołykami godnymi aniołówś oceniał je wszak(cid:298)e tylko po zapachu, bo nigdy nie miał okazji spo(cid:298)yć (cid:298)adnego z tych przy- smaków. Siekł drobny, zimny deszczyk, dzie(cid:276) był szary i pos(cid:266)pny. Wieczorem Tom wrócił do domu tak przemokły, zm(cid:266)czony i głodny, (cid:298)e nawet ojciec i babka musieli wzruszyć si(cid:266) jego (cid:298)ałosnym wygl(cid:261)demś tote(cid:298) wzruszyli si(cid:266) na swój sposób, bo obdarowawszy chłopca tyl- ko kilkoma pospiesznymi kuksa(cid:276)cami, wysłali go zaraz spać. Przez długi czas ból i głód oraz kl(cid:261)twy i odgłosy bójek odbywaj(cid:261)cych si(cid:266) w całym domostwie nie pozwalały chłopcu zmru- (cid:298)yć okaś ma koniec jednak my(cid:286)li małego n(cid:266)dzarza pomkn(cid:266)ły ku odległym, romantycznym krainom i biedak usn(cid:261)ł w towarzystwie obsypanych złotem i klejnotami królewi(cid:261)t, które mieszkaj(cid:261) w ogromnych pałacach i maj(cid:261) do dyspozycji słu(cid:298)b(cid:266) bij(cid:261)c(cid:261) korne pokłony albo bły- skawicznie spełniaj(cid:261)c(cid:261) rozkazy. Potem (cid:286)niło mu si(cid:266), jak zwykle, (cid:298)e on równie(cid:298) jest królew- skim dzieckiem. Jak noc długa, l(cid:286)niła nad nim gloria monarszego majestatuś chłopiec prze- chadzał si(cid:266) w potokach (cid:286)wiatła po(cid:286)ród wytwornych dam i lordów, oddychał upojnymi wo- niami, uchem łowił tony przecudownych melodii, tutaj u(cid:286)miechem, tam skinieniem ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)cej głowy odpowiadał na dworskie ukłony ci(cid:298)by, która rozst(cid:266)powała si(cid:266), aby zrobić mu drog(cid:266). Kiedy za(cid:286) otworzył oczy z rana i spojrzał na panosz(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) wokół n(cid:266)dz(cid:266), sny owe wywo- łały ten sam co zazwyczaj skutek – tysi(cid:261)ckrotnie zwi(cid:266)kszyły ohyd(cid:266) prawdziwego otoczenia. Potem przyszły (cid:298)ało(cid:286)ć i rozpacz, i łzy. 8 ROZDZIAŁ III SPOTKANIE TOMA Z KRÓLEWICZEM Tom wstał głodny i głodny wymkn(cid:261)ł si(cid:266) z domu, lecz głow(cid:266) miał pełn(cid:261) my(cid:286)li o mglistych wspaniało(cid:286)ciach sennego marzenia. Bł(cid:261)kał si(cid:266) po mie(cid:286)cie tu i ówdzie, nie bardzo wiedz(cid:261)c, dok(cid:261)d idzie ani co si(cid:266) dzieje wokół. Ludzie potr(cid:261)cali go, niektórzy nawet besztali złym sło- wem, wszystko to jednak nie docierało do zadumanego chłopca. Po niejakim czasie znalazł si(cid:266) w pobli(cid:298)u Tempie Barś tak daleko nigdy jeszcze nie dotarł w swoich w(cid:266)drówkach. Przy- stan(cid:261)ł, zastanowił si(cid:266) przez chwil(cid:266), potem za(cid:286) poddał znowu władzy fantazji i wyszedł poza mury Londynu. Strand przestał ju(cid:298) wówczas być go(cid:286)ci(cid:276)cem i uwa(cid:298)ał si(cid:266) za ulic(cid:266), lecz bez wi(cid:266)kszego uzasadnienia, bo ulic(cid:266) t(cid:266) po jednej tylko stronie wytyczał stosunkowo ci(cid:261)gły sze- reg domostw, z drugiej za(cid:286) stały z rzadka okazałe gmachy – magnackie pałace otoczone roz- ległymi, uroczymi ogrodami ci(cid:261)gn(cid:261)cymi si(cid:266) a(cid:298) do rzekiś tereny te s(cid:261) teraz ciasno zabudowane pos(cid:266)pnymi akrami cegły i kamienia. Tom odkrył niebawem wiosk(cid:266) Charing i przysiadł na chwil(cid:266) pod pi(cid:266)knym krzy(cid:298)em zbu- dowanym tam dawnymi laty przez owdowiałego króla. Nast(cid:266)pnie niedbałym krokiem ruszył spokojn(cid:261), pi(cid:266)kn(cid:261) alej(cid:261), min(cid:261)ł wspaniały pałac pot(cid:266)(cid:298)nego kardynała i zbli(cid:298)ył si(cid:266) do jeszcze wspanialszego i bardziej majestatycznego gmachu – do Westminsteru. Z radosnym podziwem przygl(cid:261)dał si(cid:266) ogromnej budowli, jej szeroko rozpostartym skrzydłom, gro(cid:296)nym bastionom i basztom, olbrzymiej kamiennej bramie zdobnej złoconymi pr(cid:266)tami, wspaniałym szeregiem wielkich granitowych lwów oraz innymi godłami i symbolami angielskiego domu panuj(cid:261)ce- go. Czy zaspokojone ma być wreszcie pragnienie jego duszy? Przecie(cid:298) to pałac królewski! Tutaj, za wol(cid:261) niebios, Tom mo(cid:298)e zobaczyć zaraz prawdziwego królewicza – i królewicza z krwi i ko(cid:286)ci! Po obydwu stronach złoconych wrót stały (cid:298)ywe pos(cid:261)gi – wyprostowani, uroczy(cid:286)ci i nieru- chomi gwardzi(cid:286)ci, od stóp do głów okuci w l(cid:286)ni(cid:261)ce stalowe zbroje. W przyzwoitej odległo(cid:286)ci wie(cid:286)niacy i mieszczanie czekali cierpliwie okazji, aby rzucić okiem na jak(cid:261)(cid:286) osob(cid:266) krwi kró- lewskiej. Wspaniałe karety ze wspaniałymi osobami wewn(cid:261)trz i wspaniał(cid:261) słu(cid:298)b(cid:261) na zewn(cid:261)trz wje(cid:298)d(cid:298)ały i wyje(cid:298)d(cid:298)ały przez kilka innych wspaniałych bram, które dawały wst(cid:266)p na królew- ski dziedziniec. Biedny mały Tom zbli(cid:298)ył si(cid:266) w swych łachmanach i z wolna, trwo(cid:298)liwie mijał wartowni- ków, a serce biło mu i wzbierało nadziej(cid:261)ś nagle ujrzał przez złocone pr(cid:266)ty widok, na który omal nie zakrzykn(cid:261)ł rado(cid:286)nie. Na podwórcu stał nadobny chłopiec, opalony na br(cid:261)z od cz(cid:266)- stych ćwicze(cid:276) i zabaw na (cid:286)wie(cid:298)ym powietrzu, odziany w szaty z prze(cid:286)licznych jedwabi i atła- sów, usiane połyskuj(cid:261)cymi klejnotami. U boku miał mały sadzony drogimi kamieniami mie- czyk i puginał, na nogach zgrabne buty z bawolej skóry zdobne czerwonymi obcasami, na głowie wykwintny purpurowy kapelusik z opadaj(cid:261)cymi w dół piórami przypi(cid:266)tymi wielk(cid:261), l(cid:286)ni(cid:261)c(cid:261) agraf(cid:261). W pobli(cid:298)u tego chłopca znajdowało si(cid:266) kilku okazałych panów – niew(cid:261)tpliwie jego sług. Ach! To przecie(cid:298) królewicz! Królewicz! Prawdziwy i (cid:298)ywy! Nie ma co do tego cienia w(cid:261)t- pliwo(cid:286)ci! Płyn(cid:261)ce z gł(cid:266)bi serca modły małego n(cid:266)dzarza zostały na koniec wysłuchane! Z wielkiego wra(cid:298)enia Tom zacz(cid:261)ł oddychać szybko, nerwowo, a oczy rozszerzył mu po- dziw i zachwyt. W my(cid:286)lach chłopca wszystko ust(cid:261)piło jedynemu pragnieniu, aby znale(cid:296)ć si(cid:266) bli(cid:298)ej królewicza i dobrze przypatrzyć mu si(cid:266) łakomym wzrokiem. Nim wi(cid:266)c zd(cid:261)(cid:298)ył si(cid:266) poła- 9 pać, co robi, przywarł twarz(cid:261) do pr(cid:266)tów bramy. W tej chwili jeden z (cid:298)ołdaków gwałtownie odrzucił go na bok i popchn(cid:261)ł silnie mi(cid:266)dzy ciekawy tłum wiejskich gapiów i londy(cid:276)skich pró(cid:298)niaków. – Bacz, jak si(cid:266) zachowujesz, ty mały (cid:298)ebraku – złajał go gwardzista. Tłum odpowiedział szyderczym wrzaskiem i (cid:286)miechem, lecz młody ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) podskoczył do bramyś twarz mu gorzała, w oczach błyskał gniew. – Jak (cid:286)miałe(cid:286) tak potraktować biednego chłopca? – zawołał. – Jak (cid:286)miesz tak krzywdzić najn(cid:266)dzniejszego choćby z poddanych króla, mojego ojca? Otwórz bram(cid:266) i wpu(cid:286)ć go! Warto było widzieć, jak zmienny tłum zerwał w tej chwili nakrycia głowy. Warto było sły- szeć, jak zakrzykn(cid:261)ł rado(cid:286)nieŚ – Niech (cid:298)yje ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Walii! żwardzi(cid:286)ci sprezentowali halabardy, otworzyli bram(cid:266) i raz jeszcze sprezentowali bro(cid:276), gdy mały Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Ubóstwa w postrz(cid:266)pionych łachmanach wchodził na dziedziniec, a(cid:298)eby po- dać r(cid:266)k(cid:266) Ksi(cid:266)ciu Nieprzebranego Bogactwa. źdward Tudor powiedziałŚ – Widać, (cid:298)e jeste(cid:286) zm(cid:266)czony i głodnyś (cid:296)le ci(cid:266) tutaj przyj(cid:266)to. Chod(cid:296) ze mn(cid:261). Kilku dworzan zbli(cid:298)yło si(cid:266) spiesznie, aby... aby, jak s(cid:261)dz(cid:266), zaprotestować. Ale królewicz (owstrzymał ich władczym, i(cid:286)cie monarszym gestem, zastygli wi(cid:266)c na miejscu niby pos(cid:261)gi. źdward zabrał Toma do pi(cid:266)knej pałacowej komnaty, któr(cid:261) nazwał swoim gabinetem. Na jego rozkaz przyniesiono posiłek taki, jakiego mały n(cid:266)dzarz nie widział dot(cid:261)d nigdy i nigdzie – chyba czytał w ksi(cid:261)(cid:298)kach. Królewicz z wielkopa(cid:276)sk(cid:261) delikatno(cid:286)ci(cid:261) i dobrym wychowaniem odesłał słu(cid:298)b(cid:266), aby jej krytyczne spojrzenia nie kr(cid:266)powały tak skromnego go(cid:286)ciaś potem usiadł w pobli(cid:298)u i zadawał pytania, podczas gdy Tom si(cid:266) posilał. – Jak ci(cid:266) zowi(cid:261), chłopcze? – Tom Canty, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci. – To dziwne miano. żdzie mieszkasz? – W mie(cid:286)cie Londynie, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci. Na Offal Court, przy Pudding Lane. – Offai Court! Zaiste, drugie dziwne miano! Masz rodziców? – Rodziców mam, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci, a tak(cid:298)e babk(cid:266), ale ona wcale mnie nie obchodzi, a niech mi Bóg wybaczy, je(cid:286)li powiedziałem co(cid:286) złego. Mam te(cid:298) dwie siostry, bli(cid:296)niaczki, Nan i Bet. – Ze słów twych wnosz(cid:266), (cid:298)e babka nie jest dla ciebie zbyt dobra. – Tak jak dla wszystkich, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci. Ma złe serce i czy- niła zło przez całe (cid:298)ycie. – Krzywdzi ci(cid:266)? – Czasami r(cid:266)ka jej odpoczywa, kiedy (cid:286)pi albo jest bardzo pijana, ale jak oprzytomnieje, zaczyna znowu swoje, i t(cid:266)gie dostaj(cid:261) mi si(cid:266) ci(cid:266)gi. Iskry gniewu błysn(cid:266)ły w oczach małego królewicza. – Co! Bije ci(cid:266)? – zawołał. – A pewnie, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci. – Bije ci(cid:266)! Taki jeste(cid:286) przecie słaby i mały. Słuchaj, nim noc zapadnie, znajdzie si(cid:266) ona w Tower. Król, mój ojciec... nu. Tower jest tylko dla wielkich ludzi. – Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć zapomnieć raczył, (cid:298)e moja babka pochodzi z niskiego sta- – Tak, tak, prawda. Nie pomy(cid:286)lałem o tym. Zastanowi(cid:266) si(cid:266) jeszcze nad kar(cid:261) dla niej. A oj- ciec dobry jest dla ciebie? – Nie lepszy ni(cid:298) babcia Canty, Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć. – Mo(cid:298)e wszyscy ojcowie s(cid:261) podobni. Mój te(cid:298) nie ma anielskiego usposobienia i ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261) r(cid:266)- k(cid:261) karześ mnie jednak oszcz(cid:266)dza chocia(cid:298) czasami, wstyd powiedzieć, nie sk(cid:261)pi przykrych słów. Jak(cid:298)e traktuje ci(cid:266) matka? ńŃ – Jest dobra, panie, i nie sprawia mi (cid:298)adnych przykro(cid:286)ci ani bólu, Nan i Bet s(cid:261) do niej podobne. – Ile lat maj(cid:261)? – Pi(cid:266)tna(cid:286)cie, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci. – Lady źl(cid:298)bieta, moja siostra, ma czterna(cid:286)cie lat, a lady Jane żrey, moja kuzynka, jest w równym ze mn(cid:261) wieku. Lady Jane żrey jest urodziwa i miła. Ale moja siostra, lady Maria, z t(cid:261) swoj(cid:261) pos(cid:266)pn(cid:261) min(cid:261) i... Słuchaj, czy twoje siostry zabraniaj(cid:261) słu(cid:298)ebnym u(cid:286)miechać si(cid:266) i twierdz(cid:261), (cid:298)e u(cid:286)miech grozi zbawieniu duszy? – Moje siostry? Ach, czy Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć my(cid:286)li, (cid:298)e moje siostry maj(cid:261) słu(cid:298)eb- ne? Mały królewicz przez chwil(cid:266) przygl(cid:261)dał si(cid:266) powa(cid:298)nie małemu (cid:298)ebrakowi, a pó(cid:296)niej rzekłŚ – Za pozwoleniem, a czemu mieć by ich nie miały? Któ(cid:298) pomaga im rozbierać si(cid:266) na noc? Któ(cid:298) odziewa je, gdy wstaj(cid:261) z rana? – Nikt. Czy chcieliby(cid:286)cie, panie, aby zwłóczyły szat(cid:266) i spały gołe jak zwierz(cid:266)ta? – Szat(cid:266)? Czy ka(cid:298)da z nich nosi tylko jedn(cid:261) szat(cid:266)? – Có(cid:298), prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci, robić by mogły z wi(cid:266)ksz(cid:261) ich ilo(cid:286)ci(cid:261)? Ka(cid:298)da z mych sióstr ma przecie(cid:298) jedno tylko ciało. – To dziwaczny, osobliwy pomysł! Wybacz mi, nie chciałem si(cid:266) (cid:286)miać. Twoje dobre sio- stry, Nan i Bet, rychło b(cid:266)d(cid:261) ju(cid:298) miały stroje i słu(cid:298)b(cid:266)ś zajmie si(cid:266) tym mój podskarbi. Nie, nie dzi(cid:266)kuj! To drobiazg. Mówisz rozumnie, z przyrodzon(cid:261) gracj(cid:261). Jeste(cid:286) uczony? – Tego nie wiem, Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć. Dobry kapłan, którego zwiemy ksi(cid:266)dzem Andrzejem, z lito(cid:286)ci uczył mnie po trosze ze swych ksi(cid:261)g. – Czy znasz łacin(cid:266)? – Tylko niewiele, Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć. – Ucz si(cid:266) jej, chłopcze, to rzecz trudna tylko na pocz(cid:261)tku. żrecki jest trudniejszy, ale ani te j(cid:266)zyki, ani inne nie s(cid:261), jak mi si(cid:266) zdaje, trudne dla lady źl(cid:298)biety albo mej kuzynki. Winiene(cid:286) posłuchać, jak posługuj(cid:261) si(cid:266) nimi te młode damy! Ale opowiadaj lepiej o swoim Offal Court. Czy (cid:298)yje ci si(cid:266) tam przyjemnie? – Prawd(cid:266) rzekłszy, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci, tak – chyba (cid:298)e człowiek jest głodny. Odwiedza nas w(cid:266)drowny teatr marionetek, a tak(cid:298)e małpki... Och, takie ucieszne stworzenia i tak zabawnie poubierane! Czasami bywaj(cid:261) przedstawienia, w których ci, co gra- j(cid:261), krzycz(cid:261) i walcz(cid:261), dopóki si(cid:266) wszyscy nie wymorduj(cid:261). Miło na to popatrzeć, a kosztuje tylko ćwierć pensa... Chocia(cid:298) czasami trudno bywa o ćwierć pensa, prosz(cid:266) łaski Waszej Kró- lewskiej Wysoko(cid:286)ci. – Opowiedz mi co(cid:286) wi(cid:266)cej. – My, chłopcy z Offal Court, walczymy mi(cid:266)dzy sob(cid:261) na pałki, tak jak to maj(cid:261) we zwyczaju terminatorzy. Oczy królewicza zapłon(cid:266)ły. – Ach, to by mi si(cid:266) podobało! – zawołał. – Mów dalej. – Urz(cid:261)dzamy te(cid:298) wy(cid:286)cigi, aby przekonać si(cid:266), kto z nas najszybciej biega. – I to by mi si(cid:266) podobało. Mów dalej. – Latem brodzimy i pływamy po kanałach i rzece, a ka(cid:298)dy topi na niby s(cid:261)siada, opryskuje go wod(cid:261) i nurkuje, i krzyczy, i fika kozły, i... – Ach, raz si(cid:266) tak zabawić! Warte to królestwa mojego ojca! Prosz(cid:266) ci(cid:266), mów dalej, – Ta(cid:276)czymy i (cid:286)piewamy dokoła Maika na Cheapside. Bawimy si(cid:266) w piasku i ka(cid:298)dy zasy- puje najbli(cid:298)szego s(cid:261)siada. Robimy tak(cid:298)e kołacze z błota, z takiego wspaniałego błota! Na całym (cid:286)wiecie nie ma chyba lepszego ni(cid:298) u nas. Po prostu nurzamy si(cid:266) w błocie, za przepro- szeniem Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci. – Ach, to mi zabawa! Nie mów nic wi(cid:266)cej, prosz(cid:266). Ach, gdybym mógł przywdziać strój podobny twemu i rozzuć si(cid:266), i raz pohulać w błocie, raz jeden tylko! I (cid:298)eby nikt mnie nie ła- jał, nie wzbraniał tego lub owego! Na Boga! Snadnie zrzekłbym si(cid:266) korony! ńń – A gdybym ja mógł ubrać si(cid:266) raz tylko, pi(cid:266)kny panie, tak, jak wy(cid:286)cie ubrani, raz jeden... – Chciałby(cid:286) naprawd(cid:266)? Niech wi(cid:266)c tak b(cid:266)dzie. (cid:285)ci(cid:261)gaj łachmany, chłopcze, i bierz te wspaniało(cid:286)ci. Rado(cid:286)ć nie b(cid:266)dzie długa, lecz nie straci przez to uroku. Korzystajmy z niej, pok(cid:261)d mo(cid:298)na. Pó(cid:296)niej znowu zamienimy szaty, nim nadejdzie kto(cid:286) i zacznie mnie nudzić. Po niewielu minutach mały ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Walii przebrał si(cid:266) w dziurawe szmaty Toma, a mały Ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Ubóstwa przyodział (cid:286)wietne monarsze szaty. Obaj zbli(cid:298)yli si(cid:266) do wielkiego zwiercia- dła, stan(cid:266)li rami(cid:266) w rami(cid:266) i... o dziwo. Zdawać si(cid:266) mogło, (cid:298)e nie nast(cid:261)piła (cid:298)adna odmiana! Chłopcy spojrzeli na siebie, potem w lustrza na tafl(cid:266), potem znowu jeden na drugiego. Wreszcie zdumiony królewicz zapytałŚ – I có(cid:298) ty na to? – Ach, prosz(cid:266) łaski Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci, niech(cid:298)e wolno mi b(cid:266)dzie nie odpo- wiadać. Nie godzi si(cid:266), aby człek mojego stanu mówił o takiej sprawie. – No, to ja powiem! Masz takie same jak ja włosy, takie same oczy, taki sam głos i ruchy, taki sam wzrost i postaw(cid:266), takie same rysy i wyraz twarzy jak ja! żdyby(cid:286)my stan(cid:266)li nadzy, nikt nie zdołałby orzec, który z nas jest tob(cid:261), który za(cid:286) ksi(cid:266)ciem Walii. A teraz, gdy odziałem si(cid:266) tak, jak ty byłe(cid:286) odziany, zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e mógłbym odczuć to wszystko, co ty czułe(cid:286), kie- dy ten grubianin, ten (cid:298)ołdak... Słuchaj, masz chyba siniaka na r(cid:266)ku? – Tak, ale to drobiazg, a Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć wie przecie(cid:298), (cid:298)e biedny (cid:298)ołnierz... – Milcz! Post(cid:261)pił haniebnie i okrutnie! – zawołał mały ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) i tupn(cid:261)ł bos(cid:261) nog(cid:261). – Je(cid:298)eli król... Nie ruszaj si(cid:266) st(cid:261)d krokiem, póki nie wróc(cid:266)! Tak rozkazuj(cid:266)! W jednej chwili porwał i ukrył gdzie(cid:286) przedmiot o znaczeniu pa(cid:276)stwowym, który le(cid:298)ał dotychczas na stole, skoczył na dziedziniec i przez pałacowy ogród biegł w powiewaj(cid:261)cych łachmanach. Twarz płon(cid:266)ła mu gniewem, oczy gorzały. żdy znalazł si(cid:266) przy głównej bramie, chwycił za pr(cid:266)ty i próbował wstrz(cid:261)sn(cid:261)ć wrzeci(cid:261)dze. – Otwierać! Odryglować bram(cid:266) – krzyczał. żwardzista, który tak okrutnie potraktował Toma, usłuchał bez wahania, kiedy za(cid:286) króle- wicz – pełen srogiego, i(cid:286)cie monarszego gniewu – wybiegł za bram(cid:266), (cid:298)ołdak ów t(cid:266)go wytar- gał go za ucho i pchn(cid:261)ł, a(cid:298) źdward zataczaj(cid:261)c si(cid:266) wypadł na go(cid:286)ciniec. – Masz, podły (cid:298)ebraku, za to, co przez ciebie dostało mi si(cid:266) od Jego Królewskiej Wysoko- Tłum rykn(cid:261)ł (cid:286)miechem. Królewicz podniósł si(cid:266) z błota i pałaj(cid:261)c gniewem, zwrócił si(cid:266) do (cid:286)ci! – zawołał gwardzista. wartownikaŚ si(cid:266) tkn(cid:261)ć mnie r(cid:266)k(cid:261). riowany (cid:286)mieciarzu! g(cid:261), hukaj(cid:261)c na(cid:276) i krzycz(cid:261)cŚ – Jam ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Walii – krzykn(cid:261)ł. – Osoba moja (cid:286)wi(cid:266)ta. B(cid:266)dziesz wisiał za to, (cid:298)e(cid:286) powa(cid:298)ył żwardzista sprezentował halabard(cid:266) i powiedział drwi(cid:261)coŚ – Pokłon Waszej Królewskiej Wysoko(cid:286)ci. – Potem za(cid:286) dorzucił gniewnieŚ – Zmykaj, zwa- W tej chwili wrzaskliwy tłum otoczył nieszcz(cid:266)(cid:286)liwego małego królewicza i pognał go dro- – Miejsce dla Jego Królewskiej Wysoko(cid:286)ci! Miejsce dla ksi(cid:266)cia Walii! ń2 ROZDZIAŁ IV POCZ(cid:260)TEK NIEDOLI KRÓLEWICZA Po kilku godzinach zaciekłego po(cid:286)cigu i dr(cid:266)czenia motłoch porzucił wreszcie małego kró- lewicza i zostawił go własnemu losowi. Dopóki chłopiec był w stanie gniewać si(cid:266) na tłum, gromić go po królewsku i po królewsku rzucać rozkazy, był zabawny i dobry stanowił powód do (cid:286)miechu. Kiedy jednak utrudzenie zmusiło go do milczenia, przestał interesować prze(cid:286)la- dowców, którzy gdzie indziej poszli szukać rozrywki. Królewicz rozejrzał si(cid:266) dokoła, lecz nie potrafił rozpoznać miejsca. Wiedział tyle tylko, (cid:298)e znajduje si(cid:266) w obr(cid:266)bie murów Londynu. Bez celu ruszył przed siebie. Rychło szeregi domów zrzedniały i coraz mniej trafiało si(cid:266) przechodniów. źdward opłukał pokrwawione stopy w strudze, która płyn(cid:266)ła wówczas tam, gdzie dzi(cid:286) znajduje si(cid:266) Żarringdon Street. Odpocz(cid:261)ł chwil(cid:266), pó(cid:296)niej za(cid:286) ruszył znów przed siebie i niebawem, wyszedł na rozległy plac, przy któ- rym stało tylko kilka pojedynczych domów i nader okazały ko(cid:286)ciół. Królewicz poznał t(cid:266) (cid:286)wi(cid:261)tyni(cid:266), otoczon(cid:261) ze wszech stron rusztowaniamiś wokół roili si(cid:266) tłumnie robotnicy, po- niewa(cid:298) budowl(cid:266) przerabiano gruntownie. Królewicz nabrał wnet otuchy, gdy(cid:298) poczuł, (cid:298)e zbli(cid:298)a si(cid:266) koniec jego utrapie(cid:276). Powiedział sam do siebieŚ „To stary klasztor franciszkanów. Król, mój ojciec, odebrał go mnichom, nazwał Przytuł- kiem Chrystusa i na wieczne czasy oddał na dom dla biednych, opuszczonych dzieci. Ch(cid:266)tnie przysłu(cid:298)(cid:261) si(cid:266) tu synowi tego, który obdarował ich tak hojnie, tym bardziej (cid:298)e syn ów jest teraz tak biedny i opuszczony jak wszyscy, którzy chroni(cid:261) si(cid:266) tu dzisiaj albo chronić b(cid:266)d(cid:261) w przy- szło(cid:286)ci”. Królewicz znalazł si(cid:266) wnet po(cid:286)ród hordy chłopców, którzy biegali, skakali, grali w piłk(cid:266) lub barani skok albo z wielk(cid:261) wrzaw(cid:261) uprawiali inne rozrywki. Wszyscy odziani byli jednako w strój u(cid:298)ywany w owe czasy przez słu(cid:298)b(cid:266) i terminatorów. Ka(cid:298)dy nosił na czubku głowy pła- sk(cid:261) czarn(cid:261) czapeczk(cid:266), mniej wi(cid:266)cej wielko(cid:286)ci spodka, która ze wzgl(cid:266)du na mały rozmiar nie była przydatna jako nakrycie głowy ani te(cid:298) nie mogła uchodzić za ozdob(cid:266). Spod czapeczki spływała do połowy czoła prosto przyci(cid:266)ta grzywka, a włosy na reszcie głowy były krótko ostrzy(cid:298)one. Chłopcy mieli ponadto kołnierze jak osoby duchownego stanu, obcisłe, si(cid:266)gaj(cid:261)ce poni(cid:298)ej kolan, niebieskie opo(cid:276)cze z długimi, obszernymi r(cid:266)kawami, szerokie, czerwone pasy, jasno(cid:298)ółte po(cid:276)czochy za kolana i płytkie trzewiki z du(cid:298)ymi metalowymi sprz(cid:261)czkami. Strój ten był zatem wystarczaj(cid:261)co brzydki. Chłopcy przerwali zabaw(cid:266) i niby trzoda owiec skupili si(cid:266) wokół królewicza, ten za(cid:286) prze- – Dobrzy chłopcy, rzeknijcie swemu panu, (cid:298)e źdward, ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Walii pragnie z nim pomó- mówił z wrodzon(cid:261) godno(cid:286)ci(cid:261). wić. Odpowiedzi(cid:261) był wielki krzyk, a jaki(cid:286) krzepki wyrostek zawołałŚ – A mo(cid:298)e ty, (cid:298)ebraku, jeste(cid:286) wysłannikiem Jego Królewskiej Wysoko(cid:286)ci? Twarz źdwarda zapłon(cid:266)ła gniewemś skora dło(cid:276) si(cid:266)gn(cid:266)ła do biodra, lecz niczego tam nie znalazła. Wybuchn(cid:261)ł huragan (cid:286)miechu, jeden za(cid:286) z chłopców powiedziałŚ – Widzieli(cid:286)cie? My(cid:286)li, (cid:298)e ma miecz. Mo(cid:298)e to sam ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Walii? (cid:297)art ów wywołał nowy (cid:286)miech. Nieszcz(cid:266)sny źdward wyprostował si(cid:266) dumnie i rzekłŚ – Ja jestem ksi(cid:266)ciem, a wam, którzy (cid:298)yjecie z łaski króla, mojego ojca, nie przystoi chyba szydzić, tak ze mnie. ń3 Słowa te wywołały wiele wesoło(cid:286)ci, o czym (cid:286)wiadczyć mógł gromki (cid:286)miech. Wyrostek, który odezwał si(cid:266) pierwszy, zawołał teraz do swoich towarzyszyŚ – Hej, hołoto, niewolnicy, dziady (cid:298)yj(cid:261)ce z łaski ojca Jego Królewskiej Wysoko(cid:286)ci, jak si(cid:266) zachowujecie? Na kl(cid:266)czki wszyscy! Oddajcie pokłon monarszej godno(cid:286)ci i monarszym łach- manom! W(cid:286)ród okrzyków uciechy wszyscy jak jeden padli na kolana i zło(cid:298)yli szyderczy hołd swej ofierze. Królewicz tr(cid:261)cił nog(cid:261) najbli(cid:298)szego chłopca i powiedział gniewnieŚ – Masz! To na razie, poczekaj wszak(cid:298)e jutra, a zbudować ka(cid:298)(cid:266) szubienic(cid:266) dla ciebie. Ach, to nie był figielŚ to przekraczało granice zabawy. (cid:285)miech umilkł w jednej chwili, a miejsce jego zaj(cid:266)ła w(cid:286)ciekło(cid:286)ć. Tuzin głosów wrzasn(cid:261)łŚ – Łapaj go! Do sadzawki, do sadzawki! żdzie psy? Pójd(cid:296) tu, Lew, Kieł, tutaj! Potem dokonano czynu, jakiego dotychczas nie widziała AngliaŚ (cid:286)wi(cid:266)ta osoba nast(cid:266)pcy tronu została grubia(cid:276)sko zniewa(cid:298)ona przez plebejskie r(cid:266)ce, obalona, poszarpana przez psy. Pó(cid:296)nym wieczorem królewicz znalazł si(cid:266) w gł(cid:266)bi g(cid:266)sto zabudowanej dzielnicy miasta. Miał wiele si(cid:276)ców, r(cid:266)ce mu krwawiły, a łachmany splamione były błotem. Szedł dalej i dalej, coraz bardziej zn(cid:266)kany, zdro(cid:298)ony i tak słaby, (cid:298)e z trudno(cid:286)ci(cid:261) wlókł nog(cid:266) za nog(cid:261). Przestał zadawać ludziom pytania, bo przynosiły mu tylko zniewagi miast odpowiedzi. Zacz(cid:261)ł szeptać sam do siebieŚ – Offal Court... tak to si(cid:266) nazywało. Je(cid:298)eli znajd(cid:266) ten zaułek, nim całkowicie opadn(cid:266) z sił i legn(cid:266), b(cid:266)d(cid:266) ocalony. Jego rodzina odprowadzi mnie do pałacu i łatwo dowiedzie, (cid:298)e nie nale- (cid:298)(cid:266) do niej, lecz prawdziwym jestem królewiczem. Wówczas odzyskam swe prawa. Od czasu do czasu wracał my(cid:286)lami do przyj(cid:266)cia zgotowanego mu przez grubia(cid:276)skich chłopców z Przytułku Chrystusa. „Kiedy zostan(cid:266) królem – my(cid:286)lał – musz(cid:266) dać im nie tylko chleb i schronienie, lecz równie(cid:298) nauk(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)ki, bo pełny brzuch niewiele znaczy, gdy umysł i serce umieraj(cid:261) z głodu. Na zaw- sze postaram si(cid:266) zapami(cid:266)tać t(cid:266) dzisiejsz(cid:261) lekcj(cid:266), aby nie poszła na marne i lud mój nie cier- piał z tego powodu. Nauka zmi(cid:266)kcza bowiem serca i uczy uprzejmo(cid:286)ci oraz miłosierdzia”. (cid:285)wiatła przygasły, deszcz zacz(cid:261)ł padać, zerwał si(cid:266) wiatr. Przyszła chłodna ponura noc. Bezdomny królewicz, zbł(cid:261)kany dziedzic angielskiego tronu, szedł wci(cid:261)(cid:298) przed siebie i coraz gł(cid:266)biej zapuszczał si(cid:266) w g(cid:266)stw(cid:266) niechlujnych uliczek, w labirynt rojnych uli ubóstwa i n(cid:266)dzy. Nagle jaki(cid:286) pijany drab chwycił go za kołnierz i warkn(cid:261)łŚ – Mam ci(cid:266)! Znowu włóczysz si(cid:266) po nocy, a do domu nie przyniosłe(cid:286) ani ćwierć pensa! Je- (cid:298)eli nie połami(cid:266) wszystkich gnatów w tym twoim chudym ciele, nie nazywam si(cid:266) John Canty, ale całkiem inaczej. Królewicz wyrwał si(cid:266), bezwiednie oczy(cid:286)cił zbezczeszczony r(cid:266)kaw i powiedział (cid:298)ywoŚ – Ty(cid:286) jego ojciec? Oby tak było za wol(cid:261) miłosiernych niebios! Mo(cid:298)esz wi(cid:266)c jego zabrać, a mnie odprowadzić do pałacu. przekonasz si(cid:266) o... – Jego ojciec? Nie rozumiem, o co ci chodzi, ale wiem, (cid:298)e twoim jestem ojcem, i zaraz – Ach, nie (cid:298)artuj, nie mów tak wiele, nie trać czasu! Jestem zm(cid:266)czony, obolały, nie wy- trzymam ju(cid:298) długo. Zaprowad(cid:296) mnie do króla, mojego ojca, a on da ci bogactwa, o jakich nie marzyłe(cid:286) w naj(cid:286)mielszych snach. Uwierz mi, człowieku, uwierz! Nie kłami(cid:266). Mówi(cid:266) naj- szczersz(cid:261) prawd(cid:266)! Podaj pomocn(cid:261) dło(cid:276)! Ratuj mnie! Naprawd(cid:266) jestem ksi(cid:266)ciem Walii! Zdumiony drab spojrzał z góry na chłopca, pó(cid:296)niej za(cid:286) pokr(cid:266)cił głow(cid:261) i mrukn(cid:261)łŚ – Oszalał na dobre, niby taki ze szpitala wariatów. – Potem chwycił znów królewicza za kołnierz, wybuchn(cid:261)ł ochrypłym (cid:286)miechem, zakl(cid:261)ł i zawołałŚ – Wariat z ciebie czy nie wariat, ale jakem prawdziwy m(cid:266)(cid:298)czyzna, ja i babcia Canty dobierzemy ci si(cid:266) zaraz do słabizny. Powiedziawszy to powlókł rozsierdzonego, szamocz(cid:261)cego si(cid:266) królewicza i znikn(cid:261)ł w gł(cid:266)bi podwórka, a za nim pod(cid:261)(cid:298)ył gwar ubawionego tym zdarzeniem ludzkiego mrowia. ń4 ROZDZIAŁ V TOM W ROLI PATRYCJUSZA Tom Canty pozostał sam w gabinecie królewicza, korzystał wi(cid:266)c z okazji. We wszystkie strony obracał si(cid:266) przed wielkim zwierciadłem i podziwiał swe pi(cid:266)kne szaty. Potem oddalił si(cid:266) nieco i na(cid:286)laduj(cid:261)c godne ruchy królewicza, wci(cid:261)(cid:298) ogl(cid:261)dał swe odbicie w lustrzanej tafli. Nast(cid:266)pnie dobył z pochwy pi(cid:266)kny mieczyk, skłonił si(cid:266) nisko, ucałował kling(cid:266) i płazem przy- ło(cid:298)ył j(cid:261) do piersi, widział był bowiem przed pi(cid:266)cioma czy sze(cid:286)cioma tygodniami, (cid:298)e czynił tak jaki(cid:286) szlachetny rycerz, gdy pozdrawiał gubernatora Tower oddaj(cid:261)c w jego r(cid:266)ce dostoj- nych lordów Norfolka i Surreya. Mały (cid:298)ebrak bawił si(cid:266) wisz(cid:261)cym mu u pasa wysadzanym drogimi kamieniami puginałem, podziwiał kosztowne i pi(cid:266)kne dekoracje komnaty, próbował po kolei wszystkich wspaniałych foteli i my(cid:286)lał o tym, jakby si(cid:266) pysznił, gdyby towarzysze z Offal Court mogli zajrzeć tu i na własne oczy zobaczyć jego wielko(cid:286)ć. Zastanawiał si(cid:266) rów- nie(cid:298), czy towarzysze ci uwierz(cid:261) w dziwn(cid:261) ba(cid:286)(cid:276), kiedy on wróci do domu i opowie im wszyst- ko, czy te(cid:298) b(cid:266)d(cid:261) potrz(cid:261)sać głowami mówi(cid:261)c, (cid:298)e zbyt bujna wyobra(cid:296)nia pomieszała mu zmy- sły. Min(cid:266)ło pół godziny. Tom u(cid:286)wiadomił sobie nagle, (cid:298)e królewicz wyszedł ju(cid:298) dawno, po- czuł si(cid:266) wi(cid:266)c nieswojo, zacz(cid:261)ł bacznie nasłuchiwać, rozgl(cid:261)dać si(cid:266) wokół i przestał intereso- wać si(cid:266) ró(cid:298)nymi cackami. Ogarn(cid:266)ło go zmieszanie, potem niepokój, wreszcie strach. żdyby tak kto(cid:286) wszedł i zastał go w ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)cych szatach, królewicza za(cid:286) nie byłoby na miejscu, aby udzielić wyja(cid:286)nie(cid:276)? Czy nie mogliby zaraz powiesić Toma, a pó(cid:296)niej dopiero dokładniej wej- rzeć w spraw(cid:266)? Słyszał przecie, (cid:298)e ludzie wielcy pochopnie załatwiaj(cid:261) rzeczy drobne. Obawy jego rosły i rosły. Cały dr(cid:298)(cid:261)cy, ostro(cid:298)nie uchylił drzwi do przedsionka, postanowił bowiem wymkn(cid:261)ć si(cid:266) i odszukać królewicza, a wraz z nim znale(cid:296)ć opiek(cid:266) i wolno(cid:286)ć. Sze(cid:286)ciu stroj- nych dworzan i dwaj barwni niby motyle młodzi paziowie wysokiego rodu porwali si(cid:266) miejsc i skłonili nisko. Tom cofn(cid:261)ł si(cid:266) szybkoŚ zamkn(cid:261)ł drzwi. – O, drwi(cid:261) ze mnie! – westchn(cid:261)ł. – Pójd(cid:261) teraz i rozpowiedz(cid:261) wszystko. Ach, czemu(cid:298) tu przyszedłem, czemu naraziłem (cid:298)ycie? Pełen nieokre(cid:286)lonych obaw przechadzał si(cid:266) tam i z powrotem po komnacie, nasłuchiwał i wzdrygał si(cid:266) przy ka(cid:298)dym najsłabszym bodaj d(cid:296)wi(cid:266)ku. Niebawem drzwi otwarły si(cid:266) szeroko, a strojny w jedwabie pa(cid:296) oznajmiłŚ – Lady Jane żrey. Drzwi zamkn(cid:266)ły si(cid:266) znowu. (cid:285)liczna, bogato odziana dzieweczka podbiegła do Toma, lecz zatrzymała si(cid:266) nagle i zapytała trwo(cid:298)nym głosemŚ – Ach, czemu(cid:286) zatroskany, panie mój? Tom niemal przestał oddychać, zdołał jednak wyj(cid:261)kać z trudemŚ – Ach, ulituj si(cid:266), pani. Doprawdy, ja nie (cid:298)aden twój pan, tylko biedny Tom Canty z Offal Court w mie(cid:286)cie. Błagam, zaprowad(cid:296) mnie do królewicza! On na pewno b(cid:266)dzie dobry, zwróci mi moje łachmany i pozwoli odej(cid:286)ć bezkarnie. Ach, ulituj si(cid:266), pani, ratuj mnie! W trakcie tej przemowy biedak padł na kolana, wzniósł zło(cid:298)one jak do modlitwy r(cid:266)ce i błagał nie tylko głosem, lecz równie(cid:298) pokornym wzrokiem. Dzieweczka była przera(cid:298)ona. – O panie mój – zawołała – ty na kl(cid:266)czkach? Przede mn(cid:261)! Z tymi słowy uciekła w popłochu, a zrozpaczony Tom padł na podłog(cid:266) szepc(cid:261)cŚ – Znik(cid:261)d pomocy, znik(cid:261)d nadziei. Teraz przyjd(cid:261) i wezm(cid:261) mnie na pewno. ń5 Kiedy le(cid:298)ał tak, skamieniały ze zgrozy, okropna wie(cid:286)ć szybko rozniosła si(cid:266) po pałacu. Szepty (bo o zdarzeniu tym mówiono tylko szeptem) płyn(cid:266)ły od sługi do sługi, od lorda do damy, wzdłu(cid:298) długich korytarzy, z pi(cid:266)tra na pi(cid:266)tro, z sali do saliŚ „Królewicz oszalał, króle- wicz oszalał!” Wkrótce we wszystkich salonach, we wszystkich marmurowych przedsionkach widać było grupki strojnych dam i lordów, inne za(cid:286) (cid:286)wietne grupki (osób po(cid:286)ledniejszego rodu) z zafrasowaniem rozprawiały szeptem na uboczu. Wszystkie twarze pełne były troski. Niebawem wspaniale odziany herold dostojnym krokiem zacz(cid:261)ł przechadzać si(cid:266) obok owych grupek i obwieszczał uroczy(cid:286)cieŚ „W imieniu króla! Niechaj nikt nie słucha fałszywych a niedorzecznych wie(cid:286)ci ani, pod kar(cid:261) (cid:286)mierci, nie roz- powszechnia ich, ani nie wynosi z pałacu. W imieniu króla!” Szepty umilkły, jak gdyby szepcz(cid:261)cy zaniemówili nagle. Wnet jednak wzdłu(cid:298) korytarza rozległ si(cid:266) szmerŚ – Królewicz! Oto królewicz nadchodzi! Biedny Tom mijał powoli nisko kłaniaj(cid:261)ce si(cid:266) grupy, próbował odpowiadać ukłonami i (cid:298)ałosnym, zdziwionym wzrokiem spogl(cid:261)dał trwo(cid:298)nie na osobliwe otoczenie. Po obydwu jego stronach szli dostojni panowie, którzy wspierali Toma ramionami i w ten sposób pomagali mu st(cid:261)pać pewnym krokiem. Za nim pod(cid:261)(cid:298)ali królewscy medycy i kilku dworzan. Mały (cid:298)ebrak znalazł si(cid:266) wnet we wspaniałej komnacie i posłyszał, (cid:298)e drzwi za nim si(cid:266) za- mkn(cid:266)ły. Otaczali go ci, którzy przyszli z nim tutaj. Przed Tomem, w niewielkiej odległo(cid:286)ci, spoczywał na ło(cid:298)u bardzo okazały i bardzo otyły m(cid:266)(cid:298)czyzna z pełn(cid:261), nalan(cid:261) twarz(cid:261) i oczyma o surowym wejrzeniu. Wielka jego głowa była zupełnie siwa, podobnie jak faworyty, które niby ramka okalały lice. Miał na sobie szaty z kosztownych materii, lecz stare i wytarte nieco na szwach. Spuchni(cid:266)t(cid:261) nog(cid:266) spowit(cid:261) banda- (cid:298)ami wspierał na poduszce. Wokół panowała cisza, a wszystkie głowy z wyj(cid:261)tkiem głowy owego m(cid:266)(cid:298)czyzny chyliły si(cid:266) w pełnym szacunku pokłonie. Ten chory o surowym wyrazie twarzy był to gro(cid:296)ny Henryk VIII. Król odezwał si(cid:266), a gdy mówił, twarz łagodniała mu stop- niowoŚ – I có(cid:298), źdwardzie, mój królewiczu? Czy ponurym (cid:298)artem chcesz ranić tego, który ci(cid:266) ko- cha i zawsze jest dla ciebie łaskawy – mnie, dobrego króla, twojego ojca? Pocz(cid:261)tku tej przemowy biedny Tom słuchał tak uwa(cid:298)nie, jak pozwalały jego zm(cid:261)cone my- (cid:286)li, kiedy jednak padły słowaŚ „mnie, dobrego króla”, twarz mu zbielała i run(cid:261)ł na kolana niby człowiek trafiony strzał(cid:261). – Wy królem, panie! A wi(cid:266)c biada mi, biada – zawołał podnosz(cid:261)c r(cid:266)ce. Słowa te zdumiały widać Henryka, bo bezradnie przenosił wzrok z jednej twarzy na drug(cid:261), wreszcie spojrzał smutno na kl(cid:266)cz(cid:261)cego przed nim chłopca. – Niestety – rzekł powoli tonem gł(cid:266)bokiego (cid:298)alu – s(cid:261)dziłem, (cid:298)e pogłoski wyprzedzaj(cid:261) prawd(cid:266), lecz obawiam si(cid:266) teraz, i(cid:298) popełniłem omyłk(cid:266). – Potem westchn(cid:261)ł gł(cid:266)boko i podj(cid:261)ł znacznie łagodniejszym tonemŚ – Zbli(cid:298) si(cid:266) do ojca, dzieci(cid:266), nie jeste(cid:286) zdrowy. Tomowi pomogli wstać. Pokorny i dr(cid:298)(cid:261)cy chłopiec podszedł do władcy Anglii. Król uj(cid:261)ł w dłonie jego przestraszon(cid:261) twarz i badawczym, rozmiłowanym wzrokiem wpatrzył si(cid:266) w ni(cid:261), jak gdyby szukał upragnionych objawów wracaj(cid:261)cej (cid:286)wiadomo(cid:286)ci. Pó(cid:296)niej przytulił do piersi k(cid:266)dzierzaw(cid:261) głow(cid:266) i gładził j(cid:261) czule. – Poznajesz przecie(cid:298) swego ojca, dzieci(cid:266)? – zapytał. – Nie ra(cid:276) starego sercaś powiedz, (cid:298)e mnie poznajesz. Przecie(cid:298) poznajesz mnie, prawda? – Tak. Jeste(cid:286)cie, o panie, moim pot(cid:266)(cid:298)nym władc(cid:261) i królem, którego oby Bóg zachował wiecznie! – To prawda, prawda... Masz racj(cid:266)... Uspokój si(cid:266), nie dr(cid:298)yj tak mocno. Nikt nie zrobi ci tutaj krzywdy. Wszyscy si(cid:266) kochaj(cid:261). Czujesz si(cid:266) ju(cid:298) lepiej. Niedobry sen mija, prawda? I sie- ń6 pewno nie umrzesz! szego kraju! zawołałŚ si(cid:266) nie odezwał. Z radosnym okrzykiem Tom padł znów na kolana. – Oby Bóg nagrodził wasze miłosierdzie, królu mój, i zachował was długo na chwał(cid:266) wa- Potem wstał, z rozja(cid:286)nionym obliczem zwrócił si(cid:266) do dwóch towarzysz(cid:261)cych mu lordów i – Słyszeli(cid:286)cie? Nie umr(cid:266)! Król tak rzekł! Słowa te nie wywarły wi(cid:266)kszego wra(cid:298)enia. Wszyscy skłonili si(cid:266) z gł(cid:266)bok(cid:261) czci(cid:261), lecz nikt bie ju(cid:298) poznajesz. Powiedz, (cid:298)e poznajesz. Nie b(cid:266)dziesz nosił ju(cid:298) cudzego imienia, którym, jak powiadaj(cid:261), nazwałe(cid:286) si(cid:266) niedawno? – Błagam, miłosierny panie, aby(cid:286)cie zechcieli mi wierzyć! Mówiłem tylko szczer(cid:261) prawd(cid:266). Jestem najn(cid:266)dzniejszym po(cid:286)ród waszych poddanych, n(cid:266)dzarzem z urodzenia. Tutaj znalazłem si(cid:266) nieszcz(cid:266)snym przypadkiem, chocia(cid:298) bez własnej winy. Jestem za młody, aby umierać, a wy, miło(cid:286)ciwy panie, mo(cid:298)ecie mnie ocalić jednym słówkiem. Ach, wymówcie je, miło(cid:286)ciwy panie! – Aby umierać? Nie mów tak, miły królewiczu. Uspokój, uspokój swe zbolałe serce. Na Tom zawahał si(cid:266) i stropił nieco, potem za(cid:286) pokornie zapytał królaŚ – Czy wolno mi ju(cid:298) odej(cid:286)ć, miło(cid:286)ciwy panie? – Odej(cid:286)ć? Oczywi(cid:286)cie, je(cid:298)eli taka twoja wola. Czemu jednak nie miałby(cid:286) zostać jeszcze troch(cid:266)? Dok(cid:261)d to chciałby(cid:286) odej(cid:286)ć? Tom spu(cid:286)cił wzrok i odrzekł nie(cid:286)miałoŚ – Pomyliłem si(cid:266) widać, s(cid:261)dziłem bowiem, (cid:298)em wolny jest, i wrócić chciałbym do rudery, gdzie urodziłem si(cid:266) i chowałem w n(cid:266)dzy. Tam jest schronienie mojej matki i sióstr, tam jest mój dom. Ten za(cid:286) przepych i zaszczyty, do których nie przywykłem... Ach, błagam, miło(cid:286)ci- wy panie, pozwólcie mi odej(cid:286)ć! Król milczał, popadł w zadum(cid:266). Twarz jego zdradzała coraz wi(cid:266)kszy niepokój i trosk(cid:266). Wreszcie przemówił, a w głosie jego zabrzmiała nuta nadzieiŚ – Być mo(cid:298)e oszalał pod tym jedynie wzgl(cid:266)dem, w innych zasi(cid:266) kwestiach zmysły ma nie pomieszane. Bo(cid:298)e, spraw, a(cid:298)eby tak było! Uczynimy prób(cid:266). Po łacinie zadał Tomowi jakie(cid:286) pytanie, na które chłopiec odpowiedział z trudem w tym samym j(cid:266)zyku. Król był uszcz(cid:266)(cid:286)liwiony i nie krył rado(cid:286)ci. Panowie i medycy nie szcz(cid:266)dzili równie(cid:298) objawów zadowolenia. Henryk powiedziałŚ – Odpowied(cid:296) nie była godna wiedzy i zdolno(cid:286)ci mego syna, dowodzi wszak(cid:298)e, i(cid:298) umysł jego jest tylko chory, nie do cna pora(cid:298)on. A có(cid:298) wy na to? Zapytany medyk skłonił si(cid:266) nisko i odparłŚ – Zgadza si(cid:266) to z gł(cid:266)bokim moim przekonaniem, (cid:298)e słusznie(cid:286)cie odgadli, miło(cid:286)ciwy panie. Król uradował si(cid:266), kiedy dodał mu otuchy znakomity autorytet, ci(cid:261)gn(cid:261)ł wi(cid:266)c pogodniejŚ – Uwa(cid:298)ajcie teraz wszyscy, bo czynić b(cid:266)dziemy dalsze próby. Powiedziawszy to, zadał Tomowi pytanie po francusku. Chłopiec stał przez chwil(cid:266) niemy i zawstydzony zwróconymi na(cid:276) spojrzeniami tylu oczów, potem za(cid:286) odrzekł skromnieŚ – Nie znam tego j(cid:266)zyka, miło(cid:286)ciwy panie. Król opadł na ło(cid:298)e. Pokojowcy skoczyli mu na pomoc, ale on odprawił ich i powiedziałŚ – Nie naprzykrzajcie si(cid:266)ś to tylko chwilowa słabo(cid:286)ć. Podnie(cid:286)cie mnie! Tak, ju(cid:298) wystarczy. Chod(cid:296) tutaj, dzieci(cid:266). Tak, złó(cid:298) biedn(cid:261), skołatan(cid:261) główk(cid:266) na mym ojcowskim sercu i uspokój si(cid:266). Rychło ju(cid:298) ozdrowiejesz. To przemijaj(cid:261)ca złuda. Nie obawiaj si(cid:266). Rychło ozdrowiejesz. Potem zwrócił si(cid:266) do zebranych dworzan. Zmieniło si(cid:266) jego łagodne obej(cid:286)cie, z oczu strzeliły gro(cid:296)ne błyskawice. – Słuchajcie wszyscy! – przemówił. – Ten oto syn mój jest szalony, ale to niemoc chwilo- wa. Zaszkodziło mu zbyt wiele nauki i to, (cid:298)e za długo w dusznych przebywa komnatach. ń7 Precz teraz ksi(cid:266)gi i nauczyciele! Baczcie wszyscy, aby si(cid:266) tak stało. Zabawiajcie go igrasz- kami i ćwiczeniami na (cid:286)wie(cid:298)ym powietrzu, a wnet przywrócicie mu zdrowie. Król podniósł si(cid:266) jeszcze wy(cid:298)ej i ci(cid:261)gn(cid:261)ł stanowczym tonemŚ – On jest szalony, nie przestał jednak być moim synem oraz dziedzicem tronu Anglii, a szalony czy zdrowy, b(cid:266)dzie panował! Słuchajcie dalej i wszem to rozgło(cid:286)cieŚ ka(cid:298)dy, kto mó- wi o tej jego przypadło(cid:286)ci, działa przeciw pokojowi i porz(cid:261)dkowi w naszych królestwach i pokarany b(cid:266)dzie szubienic(cid:261)!... Dajcie mi pić!... Cały płon(cid:266)... Troska sił mnie zbawia... We(cid:296)- cie, we(cid:296)cie ju(cid:298) ten puchar!... Wesprzyjcie mnie! O, tak... Teraz dobrze. Co, szaleniec? żdyby był nim nawet po tysi(cid:261)ckroć, jest i zostanie ksi(cid:266)ciem Walii, a ja, król, to potwierdz(cid:266). Niechaj ju(cid:298) jutro zostanie mu nadana godno(cid:286)ć ksi(cid:266)cia z wła(cid:286)ciwym i staro(cid:298)ytnym ceremoniałem. Uwa(cid:298)aj to za rozkaz, lordzie Hertford. Jeden z wielmo(cid:298)ów ukl(cid:261)kł przy królewskim ło(cid:298)u i rzekłŚ – Miło(cid:286)ciwemu panu wiadomo, i(cid:298) Dziedziczny Wielki Marszałek Anglii, obwiniony o zdrad(cid:266), znajduje si(cid:266) w Tower. Nie godzi si(cid:266), a(cid:298)eby obwiniony... – Milcz! Nie zniewa(cid:298)aj mych uszu tym nienawistnym mianem! Czy ten człowiek ma (cid:298)yć wiecznie? Czy nie stanie si(cid:266) zado(cid:286)ć mojej woli? Czy ksi(cid:266)(cid:298)e Walii nie uzyska swej godno(cid:286)ci, dlatego (cid:298)e, do kroćset, królestwu brak wolnego od pi(cid:266)tna zdrady marszałka, który synowi memu mógłby nadać nale(cid:298)ne tytuły? Nie, na Boga Wszechmog(cid:261)cego! Uprzed(cid:296) mój parla- ment, (cid:298)e zanim sło(cid:276)ce wzejdzie po raz drugi, maj(cid:261) mi tu przynie(cid:286)ć wyrok na Norfolka albo te(cid:298) srogo mi za to zapłac(cid:261). Wola króla jest prawem – powiedział lord Hertford. Wstał z kl(cid:266)czek i powrócił na dawne swe miejsce. chaj(cid:261)cym ojcem. żniew nikn(cid:261)ł powoli z oblicza starego monarchy, który powiedziałŚ – Pocałuj mnie, mój królewiczu, o tak... Czemu si(cid:266) l(cid:266)kasz? Przecie(cid:298) ja jestem twoim ko- – Jeste(cid:286)cie dobrzy dla mnie niegodnego, o pot(cid:266)(cid:298)ny, miło(cid:286)ciwy królu. To poj(cid:261)łem ju(cid:298) do- brze, ale... ale smuci mnie my(cid:286)l o tym, który ma umrzeć... – Ach, jakie to podobne do ciebie, jakie podobne! Wiem teraz, (cid:298)e pozostało ci to samo ser- ce, chocia(cid:298) umysł ucierpiał tak srodze. Zawsze byłe(cid:286) wszak chłopcem łagodnym. Ale ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) ów stoi pomi(cid:266)dzy tob(cid:261) a twoimi godno(cid:286)ciami. Na jego miejsce wprowadz(cid:266) innego, który nie okryje ha(cid:276)b(cid:261) wielkiego urz(cid:266)du. Uspokój si(cid:266), mój królewiczu, i biednej głowy nie zaprz(cid:261)taj t(cid:261) materi(cid:261). – Ale to z mojej winy, miło(cid:286)ciwy panie, ma on st(cid:261)d odej(cid:286)ć. żdyby nie ja, mógłby przecie (cid:298)yć jeszcze przez długie lata. – Ach, nie my(cid:286)l o nim, królewiczuŚ nie godzien tego. Ucałuj mnie raz jeszcze i spiesz do swych igraszek i zabaw. Dr(cid:266)czy mnie znów cierpienie. Strudzony jestem i pragn(cid:266) spoczynku. Id(cid:296) ze swym wujem Hertfordem i ze swym dworem i wracaj tutaj, gdy odpoczn(cid:266). Toma wyprowadzono z komnaty. Smutny był, gdy(cid:298) ostatnie zdanie króla zadało (cid:286)miertel- ny cios miłej nadziei, i(cid:298) teraz wreszcie wydostanie si(cid:266) na wolno(cid:286)ć. Raz jeszcze posłyszał szmer stłumionych głosówŚ – Królewicz, królewicz idzie! Ogarniał go coraz wi(cid:266)kszy i wi(cid:266)kszy smutek, gdy szedł tak pomi(cid:266)dzy błyszcz(cid:261)cymi szere- gami zgi(cid:266)tych w pokłonie dworzan, rozumiał bowiem, (cid:298)e teraz jest naprawd(cid:266) wi(cid:266)(cid:296)niem i na zawsze mo(cid:298)e zostanie opuszczonym i samotnym ksi(cid:266)ciem zamkni(cid:266)tym w tej złoconej klatce, chyba (cid:298)e Bóg lito(cid:286)ciwy zmiłuje si(cid:266) i odda mu wolno(cid:286)ć. Ponadto za(cid:286) wci(cid:261)(cid:298) mu si(cid:266) zdawało, (cid:298)e dok(cid:261)dkolwiek zwróci wzrok, widzi unosz(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) w powietrzu odr(cid:261)ban(cid:261) głow(cid:266) i twarz, któr(cid:261) pami(cid:266)tał dobrze – twarz pot(cid:266)(cid:298)nego ksi(cid:266)cia Norfolk spogl(cid:261)daj(cid:261)c(cid:261) na(cid:276) z wyrzutem. Dawne marzenia Toma były urocze, ale rzeczywisto(cid:286)ć stała si(cid:266) tak ponura! ń8 ROZDZIAŁ VI TOM OTRZYMUJE WSKAZÓWKI Toma zaprowadzono do jednej z najwspanialszych dworskich komnat i kazano mu usi(cid:261)(cid:286)ć, co czynił niech(cid:266)tnie, jako (cid:298)e wokół stało wiele ludzi starszych, i to ludzi nieporównanie wy(cid:298)ej ode(cid:276) postawionych. Prosił ich, aby równie(cid:298) zechcieli usi(cid:261)(cid:286)ć, oni jednak kłaniali si(cid:266) tylko lub dzi(cid:266)kowali cichym głosem, lecz stali w dalszym ci(cid:261)gu. Byłby si(cid:266) przy tym upierał, ale jego „wuj”, lord Hertford, szepn(cid:261)ł mu na uchoŚ – Prosz(cid:266) ci(cid:266), nie nalegaj, panie mój. Nie uchodzi, aby siadano w twojej przytomno(cid:286)ci. W tej chwili oznajmiono lorda St. Johna, który skłonił si(cid:266) wprzód Tomowi, potem za(cid:286) rzekłŚ – Przybywam z rozkazu króla w sprawie wymagaj(cid:261)cej tajemnicy. Mo(cid:298)e Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć zechce rozkazać, aby oddalili si(cid:266) st(cid:261)d wszyscy z wyj(cid:261)tkiem dostojnego lorda Hert- forda. Hertford dostrzegł, i(cid:298) Tom nie wie, co ma zrobić, szepn(cid:261)ł mu wi(cid:266)c, aby dał znak r(cid:266)k(cid:261) i nie silił si(cid:266) na słowa, je(cid:286)li nie ma po temu ochoty. Dworzanie usun(cid:266)li si(cid:266) i wówczas dopiero lord St. John przemówiłŚ – Miło(cid:286)ciwy pan rozkazuje, aby dla wa(cid:298)nych racji stanu ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266) Walii ukrywał swoj(cid:261) nie- moc wszelkimi dost(cid:266)pnymi mu sposoby, dopóki niemoc owa nie minie i królewicz nie wróci do dawnego zdrowia. A mianowicieŚ aby nie przeczył wobec nikogo, i(cid:298) jest prawdziwym królewiczem, dziedzicem wspaniałego angielskiego tronu. Aby piastował sw(cid:261) ksi(cid:261)(cid:298)(cid:266)c(cid:261) god- no(cid:286)ć i bez słowa lub znaku protestu przyjmował objawy czci i hołdu nale(cid:298)ne mu według praw i odwiecznych obyczajów. Aby wobec wszystkich zaprzestał prawić o tym niskim urodzeniu i n(cid:266)dznym (cid:298)yciu, których obraz podsun(cid:266)ła mu ułuda chorej wyobra(cid:296)ni. Aby ze wszech sił sta- rał si(cid:266) przypomnieć sobie wszystkie twarze, które znać powinien, je(cid:298)eli za(cid:286) nie przypomni ich sobie, zachowywał si(cid:266) spokojnie i (cid:298)adnymi objawami zdziwienia lub innymi znakami nie zdradzał, i(cid:298) zapomniał. Aby przy wyst(cid:261)pieniach publicznych, gdy zdziwi go jaka(cid:286) sprawa albo nie b(cid:266)dzie wiedział, jak zachować si(cid:266), czy co powiedzieć – nie zdradzał niepokoju wo- bec spozieraj(cid:261)cych na(cid:276) ciekawych oczu, lecz o rad(cid:266) zwrócił si(cid:266) do lorda Hertforda lub do mojej niegodnej osoby, jako (cid:298)e obydwaj zostali(cid:286)my przydzieleni do jego słu(cid:298)by i z woli króla mamy znajdować si(cid:266) w pobli(cid:298)u i na ka(cid:298)de zawołanie ksi(cid:266)cia Walii, dopok(cid:261)d rozkaz ten nie zostanie cofni(cid:266)ty. Tak mówi miło(cid:286)ciwy pan, (cid:286)le pozdrowienia Waszej Królewskiej Wysoko- (cid:286)ci i modli si(cid:266), aby Bóg w swej łasce szybko was uzdrowił i po wiek wieków miał w swej (cid:286)wi(cid:266)tej pieczy. Lord St. John skłonił si(cid:266) dwornie i stan(cid:261)ł na uboczu.Tom odpowiedział tonem rezygnacjiŚ – Król tak rzekł. Nikomu nie wolno igrać z królewsk(cid:261) wol(cid:261), chocia(cid:298)by nawet była przykra, ani chytrymi wybiegami naginać jej ku swej wygodzie. Rozkazom króla musi si(cid:266) stać zado(cid:286)ć. – Powracaj(cid:261)c tedy do rozkazów króla tycz(cid:261)cych ksi(cid:261)g i innych spraw powa(cid:298)nych – rzekł lord Hertford – mo(cid:298)e Wasza Królewska Wysoko(cid:286)ć z
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Królewicz i żebrak
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: