Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00055 005186 14053860 na godz. na dobę w sumie
Królowa kokonu - ebook/pdf
Królowa kokonu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 84
Wydawca: Wydawnictwo Psychoskok Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3790-0221-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
„Królowa kokonu” Dominiki Czajki jest współczesną, osadzoną w polskich realiach interpretacją rodziny, zdominowanej przez alkohol.

Ciężki żywot matki unaocznia dzieciom trzy podstawowe uczucia. Nadzieja to życzenie zaistnienia określonego stanu rzeczy i niepewność, czy tak się stanie. Wiara to nadanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości stwierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy. I jeszcze miłość - to określenie jest wieloznaczne. Może odnosić się do różnych uczuć, stanów, postaw. Wielość znaczeń, połączona z zawiłością relacji składających się na miłość powodują, że jest ona trudna do zdefiniowania. Ale jedno jest pewne: żadna z nich nie byłaby sobą, gdyby jednej zabrakło. Co się dzieje z człowiekiem, gdy nie ma w nim ich wszystkich? Patologia, brzydota, degrengolada, śmierć…
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Dominika Czajka „Królowa kokonu” Copyright © by Dominika Czajka, 2014 Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok, 2014 Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy. Skład: Jacek Antoniewski Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok Korekta: Paweł Markowski ISBN: 978‒83‒7900‒221‒4 Wydawnictwo Psychoskok ul. Chopina 9, pok. 23, 62‑507 Konin tel. (63) 242 02 02, kom. 665‑955‑131 http://wydawnictwo.psychoskok.pl e‑mail: wydawnictwo@psychoskok.pl Jeśli masz okazje spełniać czyjeś marzenia – rób to. W przeciwnym razie narażasz ludzkość na niebezpieczeństwo. Kto wie, czy gdzieś, wśród nas, nie czai się drugi Hitler. Spis treści Część I Tu nie ma chleba 6 Część II Zegar 8 Część III Była sobie mała dziewczynka… 9 Część IV Inny zegar 14 Część V Coś, co ma okna i drzwi 15 Część VI Melinyel Część VII Wyścig szczurzych płodów 22 Część VIII Moja matka zna mnie najdłużej 25 Część IX Mój ojciec zna mnie najlepiej 28 Część X Mój wuj z Hollywood Część XI Alkoholowa rewolucja narod…zenia 19 32 34 4 Część XII Przepełniona gospodarka (z) uczuć 38 Część XIII Młodzież (nie) żyje 44 Część XIV Narodziny (i) zgon 51 Część XV Kac 55 Część XVI Mało nas do pieczenia chleba 56 Część XVII Puk! Puk! Przyszliśmy po(pełnić) pana samobójstwo 59 Część XVIII Powrót do szpitala 65 Część XIX Czas się zatrzymał 69 Część XX Spowiedź 71 Część XXI Królowa kokonu 76 5 Część I Tu nie ma chleba Otworzyłam spuchnięte od płaczu oczy. Zrobiło się jasno. Zapach wokół mnie był dziwnie czysty. Zmartwychwstałam? Rozejrzałam się wokół siebie. Nie, to nie była jaskinia. Za dużo osób znajdowało się wokół mnie. Łyse głowy ludzkich dzieci wpatrywały się we mnie, jakbym to ja trzymała chleb. Była tam również młoda kobieta. Zauważyłam, że skórę miała bardzo zniszczoną, ale mimo tego, była bardzo ładną kobietą. Posia- dała specyficzną, długą kurtkę z kapturem, która zwisała swobodnie na jej drobnym ciele. Jej włosy były cienkie, naturalne, z małą ilością siwych włosów, a paznokcie były bardzo krótkie i rozdwojone. Jedno było pewne. Jej dieta nie zawierała wiele witamin. Podejrzewam jed- nak, że była szczęśliwa. Miała oczy przepełnione nadzieją i lękiem. Chociaż nie umiałam rozróżnić tych emocji, wiedziałam, że tam są. – Obudziłaś się… – powiedziała rozmarzona, przyciszonym głosem, dotykając mojej dłoni. Miała bardzo duże dłonie. Nic nie odpowiedziałam. Prawdę mówiąc byłam w szoku. Nie wiedziałam gdzie się znajduję i skąd się wzięłam. 6 Młoda kobieta znowu się uśmiechnęła i przytuliła mnie do swojej piersi. Nie znałam jej, nie wiedziałam czego ode mnie chce, lecz ona, nie zauważając mojego zamieszania, przytuliła mnie jeszcze mocniej. Poczułam ciepło. Ciepło ciała uzależnia. Wtedy prawdopodobnie znowu zasnęłam. Część II Zegar Przyzwyczaiłam się do tej kobiety. Prawdopodobnie nawet ją polubiłam. Najbardziej lubiłam ją za to, że pozwalała mi przytulać się do swoich piersi. Czułam, że jestem bez- pieczna, do czasu, gdy nauczyłam się chodzić. To nowe doświadczenie uświadomiło mi, że trzeba uważać, gdzie stawiać kroki, by nie upaść. Bo upadki bywają bolesne. Coraz rzadziej byłam też przytulana. Może dlatego, że jej dłonie nie były już takie duże, choć z dru- giej strony myślę, że mogła bać się mojego sprzeciwu. Nauczyłam się także mówić. Pewnego dnia przestała do mnie przychodzić. Świadomość, że można ponieść klęskę paraliżuje. To dziwne, że wiedziałam tak wiele od samego początku. Wi- działam więcej, niż teraz, słyszałam wyraźniej, lecz nie umiałam powiedzieć ile doświadczam rzeczy. Może nie chciałam, by ludzie byli rozczarowani moim za- chowaniem i wiedzą, która nie jest nabyta, lub po prostu natu- ra chciała bym wszystko zapomniała, by od nowa nauczyć się podstawowych zasad rozumowania. Nie umiem odpowiedzieć, dlaczego nie umiem sobie przy- A zegar? Wskazówki poruszają się w nim, lecz nie dają wskazówek. pomnieć. 8 Była sobie mała dziewczynka… Część III – Wstawaj! Pobaw się ze mną! – codziennie z rana budziła mnie wesoła dziewczynka skacząca koło mojego łóżka. Wszystkie dzieci po dostaniu środków przeciwbólowych za- chowują się tak, jakby je nic, nigdy nie bolało. Zapewne jest to wina młodego organizmu, który toleruje przeróżne lekarstwa, ponieważ jeszcze się od nich nie uzależnił. Dzieci bywają trudne do zrozumienia, dlatego opisanie tej ra- dosnej dziewczynki także bywało trudne. Pamiętam jak zawsze po przebudzeniu, w kolorowej piżamie, skakała pomiędzy kafelkami jednocześnie starając się nie nadepnąć na linie. Nazywała tę zabawę „piekło–niebo” i zawsze zastanawiałam się skąd pochodzi ta nazwa. Miała z tą zabawą niewiele wspólnego. Pomimo tego cieszyłam się, że wyznaczała sobie pewne zasady i starała się nie dotykać fug, które były granicą, a fugi, jak dobrze myślę, nie da się przetrzeć, zatrzeć, może tylko lekko pobrudzić. Dziewczynka ta, jak na swój wiek, była bardzo mądra. Nie wiem dlaczego ludzie uważali, że jest naiwna i nieco głupiutka. Może dlatego, że nie umieli zrozumieć jej zabaw, albo dlatego że była bardzo ładna. Wyróżniała się po- śród innych dzieci. Miała duże niebieskie oczy, a jej mleczne zęby bardzo często były pokazywane przez radosny uśmiech. Jej ener- gia czasami irytowała, sprawiała, że ludzie traktowali ją w sposób protekcjonalny, lecz nie przejmowała się tym. Pamiętam jeszcze jej chude nogi, które częściej znajdowały się w powietrzu, niż na ziemi i radosną głowę, poruszającą się w tańcu raz w lewą, raz w prawą 9 stronę. Mogłabym się rozmarzyć i napisać jak pięknie poruszały się jej włosy, ale tego nie napiszę, ponieważ byłoby to niesmacz- nym żartem z mojej strony, bo włosów nie miała. – Wiesz, że kocham spać? – wymamrotałam spod nosa, przecierając oczy ze śpiochów. W tej sali zawsze, gdy jest tak wcześnie, rażą świeże promyki słońca, ponieważ nie było żalu- zji w oknach, które mogłyby je zasłonić. Od lat szpitalne barwy psuły moje przebudzenie. – Życie jest za krótkie. Szkoda czasu na spanie! – jej codzien- ny entuzjazm nigdy nie pozwalał mi spać, więc usiadłam powoli. – Twoje życie zapewne jest za krótkie i szkoda byłoby mi spać będąc na twoim miejscu, ale nie jestem, więc proszę cię, nie budź mnie codziennie o piątej rano – mówiłam jej to codzien- nie, a ona codziennie robiła to samo. – Przepraszam… Nie umiem się powstrzymać. Nie mam z kim się bawić, a ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką – zaczę- ła się tłumaczyć, a ja, widząc jej uśmiech, musiałam wybaczyć jej to małe kłamstwo. Prawdę mówiąc, doskonale umiała ba- wić się sama ze sobą. W końcu miała tę dziwną chorobę, którą można było się zarazić. Nie pamiętam jak dokładnie się nazy- wała, ale powodowała wyniszczenie organizmu, ogólny spa- dek limfocytów. Jest to bardzo groźne dla zdrowia i nie ma na nią zatwierdzonego lekarstwa, które mogłoby pomóc. Rodzi- ce pozostałych dzieci niechętnie zgadzali się, by ich pociechy znajdowały się w towarzystwie tej radosnej dziewczynki, więc jej doświadczenie w bawieniu się ze zmyślonymi przyjaciółmi było bardzo duże. Wstałam, usiadłam na podłodze i zaczęłyśmy układać puzzle, które wyciągnęła z szafy. 10 Znowu się uśmiechnęła. Pewnie dlatego, bo wierzy, że będzie dobrze. Małe dzieci wierzą w dobro, ale to nic nie szkodzi. One mają prawo popełniać błędy. W końcu są małymi dziećmi i nic nie wiedzą o życiu. – Dlaczego ty ciągle się uśmiechasz? – spytałam ją z niedo- wierzaniem. Tabletki już dawno powinny przestać działać. – Każdy kiedyś umrze, a ja mam szczęście, że o tym czę- sto sobie przypominam. Ta wiedza motywuje mnie do tego, by wstać codziennie o piątej rano i nie marnować życia na sny, które nigdy nie będą realne – jej ciepły, dojrzały głos otulił całe pomieszczenie. Chyba jednak to ja jestem małym dzieckiem, które nic nie wie o życiu, co nie zmienia faktu, że kocham spać. Po całym dniu żmudnej roboty powstał piękny obraz. Gdy ostatnie puzzle znalazły się na swoim miejscu, do sali weszła ko- bieta, która miała na sobie specyficzną, długą kurtkę z kapturem, a jej cera była wyniszczona z powodu braku witamin. Jej włosy, lekko siwe, były pokryte drobinkami śniegu, który z sekundy na sekundę roztapiał się pod wpływem ciepła. Nadeszła kolejna zima. – Mamo, mamo popatrz, co ułożyłam! – moja mała przyja- ciółka zerwała się z podłogi na równe nogi i pobiegła do zna- jomej kobiety. – Pięknie kochanie… – odpowiedziała mało entuzjastycz- nie. Popatrzyła na mnie z wymuszonym uśmiechem. Uśmiech ten był sztuczny, chociaż na pewno chciałaby, by był prawdziwy. – Dziękuję – cicho wypowiedziała to słowo w moją stronę 11 nie otwierając ust. Chyba chciała tak powiedzieć. Tego nie wiem. Przez chwilę popatrzyła mi w oczy, zawahała się i obróciła wzrok. Ludzie gdy popełniają błędy, wolą o nich zapominać i zatracać się w błahych, prostych, przyziemnych sprawach. Znów zmie- niła zdanie. Gdy się obracała spojrzała na mnie. Chyba znowu chciała coś powiedzieć. Może „przepraszam”, a może… „nie chcę, mam już to wszystko w dupie?” Wiem natomiast jedno. Miała oczy przepełnione wiarą i lę- kiem. Nie umiałam rozróżnić tych emocji, ale wiedziałam, że na- dal tam są. Po chwili, powoli ubierając czapkę swojej córeczce, przytuliła ją. Ciepło ciała uzależnia, więc by obniżyć swoją emocjonalną temperaturę, w milczeniu zostawiając mnie samą, poszły na spacer. Zostałam odrzucona. Nie miałam jej tego za złe. Czasa- mi trzeba odrobinę czasu by rozróżnić emocje znajdujące się w oczach i wyciągnąć wnioski. Czas na rozważanie słów, któ- re chce się wypowiedzieć nie jest czasem straconym. Przeraża- jący może być jedynie fakt, że stracone mogą być słowa, które z biegiem czasu mogą zaniknąć i nigdy nie mieć okazji do swo- ich narodzin. Przestraszyłam się na chwilę tej wizji i zaczęłam wpatrywać się w obrazek z ułożonych puzzli, by trochę się zre- laksować. Obraz przedstawiał polanę pełną kolorowych kwiatów, po- krytą pięknymi motylami, a nad nią zwisało błękitne niebo z opadającymi chmurami. Bardzo trudno było ułożyć tę ukła- dankę, ponieważ barwy wywoływały halucynacje. Były bardzo żywe, a pisząc„żywe” nie mam na myśli kolorowe. Wszystkie elementy były do siebie bardzo podobne i dzięki temu, że były różne, udało się. Spojrzałam na motyle unoszące się w powietrzu. 12 Wyglądały na szczęśliwe, choć nie miały świadomości, że ich ży- wot jest za krótki, by skosztować wszystkich kwiatów. Wtedy po raz pierwszy się w nich zakochałam. Motyle – inaczej łuskoskrzydłe – rząd owadów uskrzydlo- nych. Są owadami, u których dokonuje się przeobrażenie zu- pełne. Żyją, w zależności od gatunku, od kilku godzin do kilku miesięcy. Z jaja wykluwa się gąsienica – larwa motyli. Gąsienica jest jedynym stadium rozwojowym, w którym motyl rośnie. Po- czwarka to kolejne stadium rozwoju motyla. Gąsienica prze- staje przyjmować pokarm, zrzuca z siebie oskórek i zmienia się w nieruchomą formę. Z pozoru można uznać ją za martwy orga- nizm, tymczasem we wnętrzu formuje się dorosły motyl. Po wyj- ściu z poczwarki skrzydła są jeszcze krótkie i zmięte, ale jak tylko owad stanie na pewnym podłożu, zaczyna je rozpościerać przez pompowanie hemolimfy. Zewnętrzny szkielet z chityny, początkowo miękki i plastyczny, schnie i przez to twardnieje. Po wyschnięciu materiał staje się sztywny i wytrzymały, przy równoczesnej lekkości i elastyczności. Powstaje dorosły owad – imago. 13
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Królowa kokonu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: