Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00110 010849 16984306 na godz. na dobę w sumie
Kroniki Niebios - ebook/pdf
Kroniki Niebios - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 354
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-933756-0-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Choć Julien Anders wiedzie wygodne życie otoczony luksusem i bogactwem, to wciąż jest zwykłym, starającym się niczym nie wyróżniać nastolatkiem. Podobnie jak jego rówieśnicy, czuje się znudzony i samotny, marzy o kimś lub o czymś co nada sens jego istnieniu. Tęskni również za bratem, z którym rozdzielono go we wczesnym dzieciństwie. Gdy zostaje zaproszony do grona uczniów elitarnej szkoły St. Maria, jego życie ulega drastycznej zmianie. Ludzie, których poznaje, okazują się być ludźmi tylko z pozoru, a przez zbieg dziwnych wypadków odwiedza miejsce, o którym nie śnił nawet w najgorszych koszmarach. Wkrótce potem dostrzega w lustrze odmieniony obraz samego siebie. To, kim się stał, jest dla niego z początku nie do zaakceptowania. Czy to tylko sprawka losu? A może stoi za tym coś innego? Odtąd Julien musi zmierzyć się ze swoją przeszłością i siłami przekraczającymi jego wyobraźnię. Pomogą mu w tym Wygnani, najbardziej znienawidzona śmietanka towarzyska Niebios.


Kroniki Niebios to niezwykła historia o dorastaniu i przezwyciężaniu własnych słabości. Jej najmocniejszą stroną są postacie, tworzące różnorodną i naprawdę niezwykłą grupę. Każdy znajdzie taką, z którą będzie mógł się utożsamić. Choć powieść przeznaczona jest dla młodzieży, spodoba się również starszym miłośnikom fantasy. Dzięki zgrabnemu połączeniu wątków komediowych z subtelnym horrorem, jest wspaniałą rozrywką na długie, zimowe wieczory.


Styl Anny Andrew jest dynamicznym, lekki i niebagatelny, a ona sama niemal na każdej stronie potrafi zaskoczyć czytelnika i udowodnić mu, że dobro nie zawsze jest krystaliczne, a zło przybiera różne formy. Wszystko to, dzięki japońskiemu komiksowi i animacji, które miały ogromny wpływ na jej twórczość. 'Manga i anime odmieniły moje życie. Rozbudziły we mnie wyobraźnię i nauczyły przekazywać emocje.' - mówi autorka. Jak wielu innych artystów pragnie rozpowszechniać subkulturę japońską i ma nadzieję, że wydanie Kronik jej w tym pomoże. Tym bardziej, że powieść jest bogato ilustrowana 33 grafikami autorstwa Nanase, młodej polskiej rysowniczki specjalizującej się w mangowym stylu.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 Anna Andrew Kroniki Niebios ISBN: 978-83-933756-0-8 Pozna(cid:276) 2010 2 Tytuł oryginalnyŚ KRONIKI NIEBIOS Copyright © Anna Andrew 2009 Projekt okładki: Nanase Ilustracje: Nanase Kolor: Milena Milcarz Korekta: Alicja Laszuk Redakcja techniczna: Aneta Andrzejewska Skład komputerowyŚ Anna Andrew 3 Dla ukochanej mamy i brata. 4 Kroniki Niebios Księga I(cid:484) Wygnani „Gdy (cid:286)mierć zbiera swe plony, nadchodz(cid:261) anioły…” 5 6 Prolog si(cid:266) czterech Najwy(cid:298)szych. Odziani W wie(cid:298)y licz(cid:261)cej siedemset siedemdziesi(cid:261)t siedem stopni, siedem pi(cid:266)ter i siedem komnat, pod osłon(cid:261) nocy zebrało byli w ceremonialne szaty, których kaptury opadały na ich strapione twarze. W dłoniach (cid:286)ciskali bro(cid:276), jednak tym razem nie miała ona odebrać nikomu (cid:298)ycia, a je przywrócić. Nie chcieli wracać do tego, co stało si(cid:266) na Bezkresnej Pustyni. Zbyt wiele przelali tam krwiś zarówno tej zbrukanej jak i niewinnej. Zbyt wiele zadali bólu. Zostali stworzeni, by słu(cid:298)yć Ojcu na wieczne czasy. Mieli być uciele(cid:286)nieniem pi(cid:266)kna i cnoty. Kiedy patrzyli na ołtarz mieszcz(cid:261)cy si(cid:266) po(cid:286)rodku komnaty, okrutna prawda docierała do nich ze zdwojon(cid:261) sił(cid:261). Zbł(cid:261)dzili. Stali si(cid:266) tacy, jak ci, z którymi walczyli. Co gorsza w imi(cid:266) dobra. ramionach gwiazdy Źawida narysowanej na podłodze. Rytuał, który mieli odprawić, był zakazany w całych Za(cid:286)wiatach, lecz nie wahali si(cid:266). Wypowiedzieli słowa inkantacji. Po kolei w ziemi(cid:266) uderzyły kosa, miecz, laska, dzwon. Pełni wiary, nadziei i miło(cid:286)ci modlili si(cid:266) do swego Ojca, a z ka(cid:298)dym kolejnym ich słowem moc zakl(cid:266)cia rosła. żdy osi(cid:261)gn(cid:266)ła swoje apogeum, okryty białym materiałem podest zadr(cid:298)ał. Buchn(cid:266)ły płomienie. W całkowitym milczeniu stan(cid:266)li na 7 Ich j(cid:266)zyki muskały rysuj(cid:261)cy si(cid:266) pod płacht(cid:261) kształt. Powoli zataczały wokół niego kr(cid:266)gi, by niespodziewanie zw(cid:266)glić okrywaj(cid:261)ce go płótno. Oczom Najwy(cid:298)szych ukazało si(cid:266) drobne, kobiece ciało. Ukl(cid:266)kli, widz(cid:261)c jak wsi(cid:261)ka w nie proch i powraca (cid:298)ycie. - Udało si(cid:266)… - szepn(cid:261)ł jeden z nich - Udało nam si(cid:266), bracia! - wstał i podbiegł do ołtarza. Obj(cid:261)ł dło(cid:276)mi twarz tej, która miała zast(cid:261)pić jego zamordowanego przyjaciela, pogładził j(cid:261) po włosach, ucałował w czoło. To on stworzył jej ciało. Tak delikatne i ulotne, a zarazem silne i niepokonane. To on wyrze(cid:296)bił te pi(cid:266)kne usta, ukształtował nos i ko(cid:286)ci policzkowe. Źał jej oczy w kolorze swych ukochanych kwiatów, skór(cid:266) dorównuj(cid:261)c(cid:261) urod(cid:261) pierwszym płatkom (cid:286)niegu. Spod jego zwinnych palców wyszło prawdziwe arcydzieło. Jako medyk, a przede wszystkim artysta, był z siebie dumny. Jego wargi ponownie musn(cid:266)ły bladego lica. W swym kunszcie przewy(cid:298)szył nawet samego Stwórc(cid:266). Odwa(cid:298)ył si(cid:266) na co(cid:286), czego On nie byłby w stanie zrobić. Obdarzył wzgl(cid:266)dami kobiet(cid:266)… Jego trzej towarzysze podeszli do marmurowego ołtarza. W ich (cid:296)renicach malowało si(cid:266) na przemian to przera(cid:298)enie, to zdziwienie. Jacy(cid:298) głupi byli, daj(cid:261)c mu woln(cid:261) r(cid:266)k(cid:266)! Jacy(cid:298) głupi… Przecie(cid:298) znali go tak dobrze, przecie(cid:298) wiedzieli… Wiedzieli, (cid:298)e nie mo(cid:298)na mu ufać. Najwy(cid:298)szy z nich poło(cid:298)ył dło(cid:276) na jego ramieniu. Jeszcze nigdy nie widział, aby ten patrzył na kogo(cid:286) tak ciepłym, opieku(cid:276)czym spojrzeniem. Przez te wszystkie lata był zimny jak skała, niewzruszony. Najbardziej nieczuły z czterech opiekunów (cid:298)ywiołów. Na pozór posłuszny Stwórcy i Radzie, 8 w rzeczywisto(cid:286)ci czekał tylko na ich bł(cid:261)d. Źusił si(cid:266) w swej idealnej powłoce, pragn(cid:261)ł grzeszyć tak długo, a(cid:298) jej nie zarysuje. Tego wła(cid:286)nie dnia osi(cid:261)gn(cid:261)ł to, czego chciał, osi(cid:261)gn(cid:261)ł to, czego si(cid:266) bał - sprzeciwił si(cid:266) Bogu. Poznał smak zakazanej miło(cid:286)ci. Ta, któr(cid:261) stworzył, miała zmienić nie tylko jego. Miała zmienić wszystko i wszystkich. Jej narodziny były pocz(cid:261)tkiem rewolucji, obietnic(cid:261) nowego porz(cid:261)dku. Zostały przepowiedziane setki lat wcze(cid:286)niej i stały si(cid:266) pierwszym krokiem do zagłady tych, którzy tchn(cid:266)li w ni(cid:261) (cid:298)ycie. Zapocz(cid:261)tkowały równie(cid:298) histori(cid:266) spisan(cid:261) w najstarszych kronikach wszech(cid:286)wiata, opowie(cid:286)ć niebia(cid:276)skich dzieci porzuconych niegdy(cid:286) przez Boga… 9 Tysi(cid:261)c czterysta lat pó(cid:296)niej… 10 11 Rozdział (cid:883) Bracia Julien ziewn(cid:261)ł szeroko i spojrzał na zegar wisz(cid:261)cy nad ci(cid:266)(cid:298)kimi, drewnianymi drzwiami. „Pewnie za chwil(cid:266) wyskoczy z niego kukułka i dono(cid:286)nym kukaniem oznajmi godzin(cid:266) dwunast(cid:261)…” - pomy(cid:286)lał. Był coraz bardziej znudzony i powoli zaczynał si(cid:266) niecierpliwić. Spó(cid:296)nia si(cid:266)… Ten, który ka(cid:298)dego ranka powtarzał jak bardzo nienawidzi spó(cid:296)nialstwa, spó(cid:296)nia si(cid:266)! O ironio, tego si(cid:266) nie spodziewał. U(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) i przeczesał palcami g(cid:266)ste, złote włosy. Naprawd(cid:266) nie wierzył, (cid:298)e człowiek, którego znał od tygodnia, a który starał si(cid:266) uchodzić za wzór punktualno(cid:286)ci, kazał na siebie tak długo czekać. Źyrektor Żarnase nale(cid:298)ał bowiem do osób, które trzymaj(cid:261) si(cid:266) swoich zasad zawsze i wsz(cid:266)dzie, a, co gorsza, innym. “B(cid:266)d(cid:261)c szczerym, nami(cid:266)tnie próbuj(cid:261) wpajać szanujesz siebie. B(cid:266)d(cid:261)c punktualnym, szanujesz innych.” – zwykł mawiać przy ka(cid:298)dej nadarzaj(cid:261)cej si(cid:266) okazji. Jakby od niechcenia, poprawiał wtedy swoje ogromne okulary w starych rogowych oprawach i ostrzegawczo machał kopi(cid:261) szkolnego regulaminu tu(cid:298) przed nosem swojej ofiary. Próbował przy tym udawać wielce gro(cid:296)nego, ale, jako (cid:298)e nigdy mu to nie wychodziło, koniec ko(cid:276)ców wybuchał je 12 i (cid:286)miechem teatralnym odprawiał gło(cid:286)nym, wr(cid:266)cz podejrzanego do klasy. Tomiszcze w czerwonej oprawie, z wielkim złotym napisem „Regulamin” chował do ogromnej kieszeni starego płaszcza, po czym, z poczuciem spełnionego obowi(cid:261)zku, wracał do swojego gabinetu, gdzie co dzie(cid:276) rano czekała na niego fili(cid:298)anka mocnej, pachn(cid:261)cej kawy zaparzonej przez pani(cid:261) Margot. inni mogli tylko pomarzyć Żarnase był osob(cid:261) o przeci(cid:266)tnej inteligencji i nieszczególnie bystr(cid:261), ale miał w (cid:298)yciu wiele „szcz(cid:266)(cid:286)cia”, je(cid:286)li chodzi o sprawy zawodowe. Źzi(cid:266)ki temu osi(cid:261)gn(cid:261)ł to, o czym wszyscy - został dyrektorem najbardziej presti(cid:298)owej placówki o(cid:286)wiatowej w całym kraju. Prywatne Liceum St. Maria było jedn(cid:261) z tych szkół, które dla wi(cid:266)kszo(cid:286)ci młodych ludzi s(cid:261) jedynie odległym, niedost(cid:266)pnym marzeniem. Ka(cid:298)dego lata, dyrekcja wraz z Rad(cid:261), według nikomu nieznanych kryteriów, wybierała dwadzie(cid:286)cia dwie osoby, które miały zaszczyt doł(cid:261)czenia do w(cid:261)skiego kr(cid:266)gu jej wychowanków. Sposób doboru uczniów stanowił tajemnic(cid:266). Nikt nie był w stanie przewidzieć, na kogo, ani dlaczego padnie wybór. Nie zdarzyło si(cid:266) tak(cid:298)e, aby ktokolwiek z wybranych sam zrezygnował z nauki, poniewa(cid:298) bycie „Aniołem” - jak nazywano uczniów tego liceum - wi(cid:261)zało si(cid:266) z wieloma przywilejami, uznaniem i sław(cid:261). ludzie zatrzymywali si(cid:266) i, niczym zahipnotyzowani, obserwowali jego wła(cid:286)ciciela, jak dostojnym, pewnym siebie krokiem przemierza zatłoczone ulice. Najbardziej charakterystyczn(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć ubioru stanowiły marynarki lub, w przypadku dziewcz(cid:261)t, (cid:298)akiety. Wykonane były z aksamitnej czerwonej tkaniny podszytej połyskliwym materiałem. Z tyłu widniał wspaniały „anielskiego” mundurka Na widok 13 haft ze srebrnych i złotych nici oraz drobnych kryształków, przedstawiaj(cid:261)cy par(cid:266) zgrabnych anielskich skrzydeł. Czarne, w(cid:261)skie spodnie i plisowane spódniczki szyte były na miar(cid:266) przez szkolnego krawca, pana Phileasa. Słyn(cid:261)ł on ze swojej dokładno(cid:286)ci i skrupulatno(cid:286)ci. Wszystko, co robił, musiało być idealne. Tak wi(cid:266)c szyte przez niego szale w czerwono-złot(cid:261) krat(cid:266) z logo szkoły nigdy nie były dłu(cid:298)sze ni(cid:298) sto dwadzie(cid:286)cia centymetrów, a dziewcz(cid:266)ce podkolanówki si(cid:266)gały równo do kolan. Na wizerunek Anioła równie(cid:298) przygotowane przez niego skórzane paski z klamr(cid:261) w kształcie krzy(cid:298)a oraz r(cid:266)kawiczki bez palców. Kiedy tak wystrojony ucze(cid:276) St. Maria przemierzał ulice miasta, zdawał si(cid:266) być kim(cid:286) wspaniałym i wyj(cid:261)tkowym. Ludziom wydawało si(cid:266) wr(cid:266)cz, (cid:298)e promienieje jak(cid:261)(cid:286) niezwykł(cid:261) aur(cid:261), (cid:298)e jest w nim co(cid:286) nadludzkiego. Jednak, tak naprawd(cid:266), aura nie istniała, a uczniowie aniołami byli tylko z nazwy. Julien dobrze o tym wiedział, poniewa(cid:298) był jednym z nich. składały si(cid:266) *** - Anders, ty nadal tutaj? - spytała starsza kobieta, zasiadaj(cid:261)c za ogromnym biurkiem i bior(cid:261)c łyk pachn(cid:261)cego napoju, który, s(cid:261)dz(cid:261)c po zapachu, był mieszank(cid:261) jaki(cid:286) tylko jej znanych ziół. - Wracaj na lekcje. Pan Żarnase pewnie ju(cid:298) nie przyjdzie. Wyci(cid:261)gn(cid:266)ła z szuflady kolorowy magazyn i uło(cid:298)yła go centralnie przed swoim wielkim tułowiem. Miała skryt(cid:261) nadziej(cid:266), (cid:298)e zaraz usłyszy gło(cid:286)ne trza(cid:286)ni(cid:266)cie drzwiami i odgłos oddalaj(cid:261)cych si(cid:266) kroków, ale nic takiego si(cid:266) nie stało. Powoli podniosła wzrok. Chłopak nadal tam siedział. Źrobny, skulony, irytuj(cid:261)co u(cid:286)miechni(cid:266)ty. Nie wiedzieć czemu, jego 14 trzaskiem czasopismo - Id(cid:296) na lekcje, Anders. obecno(cid:286)ć niebywale j(cid:261) dra(cid:298)niła. Pracowała w tej szkole od ponad pi(cid:266)tnastu lat i jeszcze nigdy nie spotkała kogo(cid:286) takiego. A wiele ju(cid:298) widziała. Naprawd(cid:266) wiele, choć… Chwila! Moment! Był taki jeden, który w szczególno(cid:286)ci utkwił jej w pami(cid:266)ci. Nazywano go Hrabi(cid:261). Przezwisko to jednak według niej miało bardzo niewiele wspólnego z jego osob(cid:261). Za ka(cid:298)dym razem, gdy Margot przypominała sobie o nim, po jej plecach przebiegał lodowaty dreszcz. Nale(cid:298)ał do tej cz(cid:266)(cid:286)ci przeszło(cid:286)ci, do której niech(cid:266)tnie si(cid:266) wraca. A teraz, siedz(cid:261)c i patrz(cid:261)c w jasne oczy Juliena Andersa, zrozumiała, dlaczego od samego pocz(cid:261)tku go nie lubiła. Był do niego uderzaj(cid:261)co podobny. Ze zdenerwowaniem otarła stru(cid:298)k(cid:266) potu (cid:286)ciekaj(cid:261)c(cid:261) ze skroni. Chciała, aby sobie poszedł, po prostu znikn(cid:261)ł. Zamkn(cid:266)ła z i wysyczała przez zaci(cid:286)ni(cid:266)te z(cid:266)byŚ Julien uniósł głow(cid:266). - Źyrektor prosił, abym do niego przyszedł - powiedział ciepłym, ale stanowczym głosem. - Na pewno zaraz si(cid:266) zjawi. W ko(cid:276)cu jest ponoć bardzo obowi(cid:261)zkowy… - u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266), a po chwili dodał - Bardzo ładnie dzisiaj pani wygl(cid:261)da, pani Margot. Kobieta nic nie odpowiedziała. Nie musiała si(cid:266) odzywać. Jej pulchna, owalna twarz momentalnie pokryła si(cid:266) rozległymi, ró(cid:298)owymi plamami, które wyst(cid:266)powały u niej zawsze w skutek silnej irytacji. Wprost gotowała si(cid:266) ze zło(cid:286)ci. Była pewna, (cid:298)e cokolwiek by nie powiedziała, nie uda jej si(cid:266) zmusić go do opuszczenia sekretariatu. mi si(cid:266) przeszkadzać. Jestem bardzo zaj(cid:266)t(cid:261) osob(cid:261). - Jak sobie chcesz, Anders – burkn(cid:266)ła. - Ale nie wa(cid:298) - To mo(cid:298)e w czym(cid:286) pomóc? 15 - Je(cid:286)li tego sobie pani (cid:298)yczy. - Nie! - prawie krzykn(cid:266)ła, podrywaj(cid:261)c si(cid:266) z miejsca. – Sied(cid:296), gdzie siedzisz i udawaj, (cid:298)e ci(cid:266) tu nie ma. „Jakbym słyszała Hrabiego…” pomy(cid:286)lała, przełykaj(cid:261)c (cid:286)lin(cid:266). Z minuty na minut(cid:266) chłopak siedz(cid:261)cy w sekretariacie dra(cid:298)nił j(cid:261) coraz bardziej, a my(cid:286)l, (cid:298)e pozostanie tu na nast(cid:266)pne trzy lata po prostu j(cid:261) przera(cid:298)ała. Zamkn(cid:266)ła oczy. *** Zagryzła usta. Kolejny Hrabiego zobaczyła po raz pierwszy cztery lata temu. Wypełniała wła(cid:286)nie jakie(cid:286) wa(cid:298)ne dokumenty, gdy zapukał do drzwi. Nawet na niego nie spojrzała. Była zbyt pochłoni(cid:266)ta nadmiarem liczb i danych. Burkn(cid:266)ła tylko co(cid:286) o tym, aby przyszedł pó(cid:296)niej. - Nie mog(cid:266) - stwierdził oschle, podsuwaj(cid:261)c jej pod nos biał(cid:261) teczk(cid:266). arogancki i niewychowany pierwszoklasista! Miała ich serdecznie dosyć. Odło(cid:298)yła z impetem plik papierów, który (cid:286)ciskała w dłoniach i uniosła wzrok. Jej małym, kasztanowym oczkom ukazała si(cid:266) smukła, porcelanowa twarz okolona kruczoczarnymi włosamiś kształtne, ró(cid:298)ane usta układały si(cid:266) w co(cid:286) na kształt niewinnego u(cid:286)miechu, a w srebrnych oczach migotały figlarne iskierki. Chłopak był (cid:286)liczny niczym z obrazka i Margot nie potrafiła oderwać od niego wzroku. - To jak, mog(cid:266) to u pani zostawić? - spytał. - A jak si(cid:266) nazywasz? Jeszcze ci(cid:266) tutaj nie widziałam. - Cain Carrell, ale wszyscy mówi(cid:261) na mnie Hrabia. Zostałem przyj(cid:266)ty kilka dni temu na miejsce tej dziewczyny, która uległa wypadkowi, Susan del Toro. - Za Susan… - Margot dziwnie (cid:286)ciszyła głos. 16 - Tak, wła(cid:286)nie za ni(cid:261). - Rozumiem. W takim razie zostaw to u mnie – powiedziała, chwytaj(cid:261) teczk(cid:266). Na chwil(cid:266) jej wzrok zatrzymał si(cid:266) na jego drobnych dłoniach. Były stosunkowo niewielkie jak na r(cid:266)ce młodego m(cid:266)(cid:298)czyzny. Niezmiernie kruche i delikatne. Przez cienk(cid:261) niczym papier skór(cid:266) prze(cid:286)witywały fioletowe (cid:298)yły, nadaj(cid:261)c im lekko trupi odcie(cid:276). Źługie palce o mocno zarysowanych ko(cid:286)ciach zdobiło kilka ci(cid:266)(cid:298)kich pier(cid:286)cieni. Jeden z nich zwrócił szczególn(cid:261) uwag(cid:266) starszej pani. Był wykonany z ciemnego srebra i przedstawiał stworzenie, którego nie potrafiła nazwać. - Prawda, (cid:298)e pi(cid:266)kny? - spytał Cain, nachylaj(cid:261)c si(cid:266) nad ni(cid:261). - Źostałem go od matki z okazji pi(cid:266)tnastych urodzin. Jest symbolem anioła (cid:286)mierci. „Mo(cid:298)e sobie być symbolem, kogo tylko chce, ale ja i tak nie wiem, co przestawia!” - fukn(cid:266)ła w my(cid:286)lach Margot, otwieraj(cid:261)c z trzaskiem szuflad(cid:266) i nachylaj(cid:261)c si(cid:266), aby schować teczk(cid:266). Kobieta znieruchomiała. „Sk(cid:261)d o tym wiedział? Czy(cid:298)by to było a(cid:298) tak oczywiste? A mo(cid:298)e… mo(cid:298)e potrafi czytać w my(cid:286)lach?!” - zaniepokoiła si(cid:266) w duchu. Sk(cid:261)d u niej takie obawy? To zwykły ucze(cid:276), a nie jaki(cid:286) magik! Naogl(cid:261)dała si(cid:266) za du(cid:298)o filmów fantastycznych i oto s(cid:261) efekty. Pokr(cid:266)ciła gwałtownie głow(cid:261), odganiaj(cid:261)c dziwne przeczucie. Zdecydowanie powinna skupić si(cid:266) na pracy. Tylko pracy. Wyprostowała si(cid:266) i uło(cid:298)yła r(cid:266)ce na blacie. - Mylisz si(cid:266) chłopcze, wcale mnie to nie interesuje. - Naprawd(cid:266)? - Czy ja niewyra(cid:296)nie mówi(cid:266)?! - Pewnie zastanawia si(cid:266) pani, co przedstawia? 17 - Ale(cid:298) sk(cid:261)d! Mówi pani bardzo wyra(cid:296)nie, pani - Źaruj sobie te dziwne gadki, Cain. Jeste(cid:286) nowym Margot. uczniem i nie zapominaj, gdzie twoje miejsce. - Je(cid:286)li tego sobie pani (cid:298)yczy, pani Margot - chłopak wyszczerzył swoje (cid:286)nie(cid:298)nobiałe z(cid:266)by i pu(cid:286)cił do niej oko. - To ja przyjd(cid:266) odebrać te papiery jutro, dobrze? - obrócił si(cid:266) i podszedł do drzwi. - Wybaczy pani, ale teraz musz(cid:266) ju(cid:298) wracać na lekcje. Opowiem pani o fealisie kiedy indziej. Źo widzenia. Nie odpowiedziała mu. Siedziała nieruchomo i z szeroko otwartymi ustami t(cid:266)po wpatrywała si(cid:266) w (cid:286)cian(cid:266). Ju(cid:298) dawno nikt nie wydał si(cid:266) jej równie bezczelny i irytuj(cid:261)cy. Na dodatek zaj(cid:261)ł miejsce Susan… jej Susan. Im bardziej chciała si(cid:266) go pozbyć i mu dogry(cid:296)ć, tym wi(cid:266)ksz(cid:261) sprawiało mu to rado(cid:286)ć. Po prostu sobie z niej kpił. Zacisn(cid:266)ła z(cid:266)by. Takich jak on nie cierpiała najbardziej. Julien miał cer(cid:266) tak samo jasn(cid:261) jak Hrabia, jednakowo kształtne usta i rumiane policzki. Jego krok był tak samo dostojny i płynny, a głos mi(cid:266)kki niczym aksamit. Julien był blondynem o bł(cid:266)kitnych oczach, Hrabia brunetem ze srebrnymi oczami. Obaj byli na swój sposób niespotykanie pi(cid:266)kni, wr(cid:266)cz hipnotyzuj(cid:261)cy. Według starszej pani, Julien był tak(cid:298)e równie zły jak Hrabia. Przewidywała, (cid:298)e pod t(cid:261) przykrywk(cid:261) miłego, niewinnego chłopczyka, kryje si(cid:266) to, co miała okazj(cid:266) poznać dzi(cid:266)ki Hrabiemu - diabeł wcielony. Obiecała sobie, (cid:298)e ju(cid:298) nigdy nie da si(cid:266) nikomu zwie(cid:286)ć. Choćby nie wiem jak był pi(cid:266)kny, miły i szarmancki. Nigdy. *** 18 - Margot… - Margot. - Margot! - A, to pan, panie dyrektorze! Ja przepraszam, Kobieta przetarła oczy. Tu(cid:298) przed ni(cid:261) stał niski, łysiej(cid:261)cy m(cid:266)(cid:298)czyzna. W pierwszej chwili go nie poznała. Jego oczy były podkr(cid:261)(cid:298)one bardziej ni(cid:298) zwykle, a nad jego ustami widniał dłu(cid:298)szy ni(cid:298) zazwyczaj zarost. Nawet ubrany był inaczej. Jego szary płaszcz zast(cid:261)piła przykrótka marynarka, która w nienaturalny sposób opinała si(cid:266) na jego ramionach, a spodnie od garnituru zmieniły si(cid:266) w ciemnogranatowe d(cid:298)insy poprzecierane na kolanach. Wygl(cid:261)dał komicznie i Margot musiała u(cid:298)yć wszystkich swoich sił, aby nie parskn(cid:261)ć gło(cid:286)nym, perlistym (cid:286)miechem. Zacisn(cid:266)ła wi(cid:266)c usta i wydukałaŚ chyba… chyba si(cid:266) odrobin(cid:266) zamy(cid:286)liłam… - Tak, zauwa(cid:298)yłem. Ale prosz(cid:266), nie przejmuj si(cid:266) tym, ka(cid:298)demu si(cid:266) zdarza - mrukn(cid:261)ł Żarnase, drapi(cid:261)c si(cid:266) po nosie, który na pierwszy rzut oka przypominał przero(cid:286)ni(cid:266)ty kartofel. - I nawet nie wa(cid:298) si(cid:266) ze mnie (cid:286)miać! - dodał niespodziewanie, widz(cid:261)c jak k(cid:261)ciki jej ust coraz bardziej unosz(cid:261) si(cid:266) w gór(cid:266). - To naprawd(cid:266) długa historia. Źługa i tak okropna, (cid:298)e… Zreszt(cid:261), nie mówmy ju(cid:298) o tym! Jeszcze na dzi(cid:286) potrzebne mi te dokumenty dotycz(cid:261)ce dotacji z Rady Miasta. Mogłaby(cid:286) je dla mnie znale(cid:296)ć, a potem skserować w czterech egzemplarzach? - Oczywi(cid:286)cie. - Źoskonale. Tylko prosz(cid:266), przynie(cid:286) je jak najszybciej. Z uwagi na to, (cid:298)e… - nie był w stanie doko(cid:276)czyć zdania. Łapi(cid:261)c si(cid:266) ze serce zmarszczył brwi. Był pewny, (cid:298)e to słowo nie przejdzie mu przez gardło. Margot domy(cid:286)liła si(cid:266). - Spó(cid:296)nił si(cid:266) pan, tak? O to panu chodzi? 19 - Spó(cid:296)niłem si(cid:266)? Ale(cid:298) sk(cid:261)d! To wszystko wina mojej niezdarnej gospodyni! - Ach taaak… - Tak – potwierdził stanowczo. - To niech pan dyrektor powie to jemu. Siedzi tu od dwóch godzin i na pana czeka. Tylko przeszkadza mi w pracy! - Margot prychn(cid:266)ła niczym rasowa kocica i ostentacyjnie wywróciła oczami. Sama nie wiedziała, czy wi(cid:266)ksz(cid:261) rado(cid:286)ć sprawia jej patrzenie na swojego pracodawc(cid:266), czy my(cid:286)l, (cid:298)e zaraz pozb(cid:266)dzie si(cid:266) nieproszonego towarzystwa. Owe towarzystwo bowiem, nadal siedziało w jej sekretariacie i, z bardzo podejrzanym grymasem na twarzy, obserwowało ka(cid:298)dy, nawet najmniejszy jej ruch. Jego głowa swobodnie spoczywała na kolanach, a r(cid:266)ce niezgrabnie oplatały nogawki czarnych spodni. I choć wi(cid:266)kszo(cid:286)ć uznałaby go za niebywale przyjazne i urocze stworzenie, Margot wiedziała swoje. Musiała si(cid:266) go pozbyć. Niby od niechcenia wskazała go dyrektorowi, nie szcz(cid:266)dz(cid:261)c mu przy tym całej swojej jadowito(cid:286)ci. - Anders! - krzykn(cid:261)ł Żarnase, obracaj(cid:261)c si(cid:266) w stron(cid:266) chłopaka tobie zapomniałem! Margot - zwrócił si(cid:266) do podwładnej - pami(cid:266)tasz pana Caina? - Trudno go zapomnieć… - A widzisz! - klasn(cid:261)ł z entuzjazmem w dłonie. - Pan Julien to jego młodszy brat. Chocia(cid:298), po co ja ci to mówi(cid:266)? Powinna(cid:286) ju(cid:298) dawno si(cid:266) domy(cid:286)lić. S(cid:261) prawie identyczni, czy(cid:298) nie? Niesamowite, prawda? Bóg stworzył dwie tak idealne istoty i obie trafiły do St. Maria. To prawdziwy cud. Margot zacisn(cid:266)ła usta. Jej kobieca intuicja si(cid:266) nie myliła. - Przez to wszystko kompletnie o 20 - Po tym, jak ich rodzice wzi(cid:266)li rozwód, bracia zostali rozdzieleni na długie lata - kontynuował z zapałem Żarnase. - Pani Carrell wraz z Julienem wyjechała za granic(cid:266) i niedługo potem ponownie wyszła za m(cid:261)(cid:298), zmieniaj(cid:261)c sobie i synowi nazwisko na Anders. Jaki(cid:286) czas temu pa(cid:276)stwo Anders wrócili do kraju, dzi(cid:266)ki czemu Julien, tak samo, jak jego starszy brat, b(cid:266)dzie mógł ucz(cid:266)szczać do naszej, jak(cid:298)e zacnej, szkoły. Czy(cid:298) to nie wspaniale? - Tak, wprost cudownie… - kobieta mówiła szeptem, ale miała ochot(cid:266) krzyczeć. Była po prostu zła. Choć zła to mało powiedziane. Ona była w(cid:286)ciekła. Te trzy lata, kiedy Hrabia ucz(cid:266)szczał do St. Maria, były najgorszymi latami jej (cid:298)ycia. Ale nie poddała si(cid:266). Z zaci(cid:286)ni(cid:266)tymi z(cid:266)bami parła do przodu, nie ust(cid:266)puj(cid:261)c nawet na krok temu małemu czartowi. I zwyci(cid:266)(cid:298)yła... a raczej prze(cid:298)yła! Źoczekała dnia, kiedy Hrabia opu(cid:286)cił mury szkoły. Rok temu, z nieukrywan(cid:261) satysfakcj(cid:261), osobi(cid:286)cie podpisała jego (cid:286)wiadectwo uko(cid:276)czenia szkoły, (cid:286)wi(cid:266)cie wierz(cid:261)c, (cid:298)e ju(cid:298) go wi(cid:266)cej nie zobaczy. A teraz dyrektor jak gdyby nigdy nic sprowadza jego młodszego brata… Po jakie licho?! Aby znów nabawiła si(cid:266) nerwicy, a mo(cid:298)e zeszła na zawał?! Nadal zmuszona była pić mieszanki ziołowe z dodatkiem melisy na ukojenie nerwów. Niedoczekanie jego! Ju(cid:298) ona mu wygarnie. Tu i teraz! Natychmiast! Ju(cid:298) miała otworzyć usta, aby powiedzieć mu, co my(cid:286)li na ten temat, gdy gwałtownie jej przerwałŚ - Musz(cid:266) teraz porozmawiać z panem Andersem, wi(cid:266)c gdyby kto(cid:286) mnie szukał, powiedz, (cid:298)e jestem bardzo zaj(cid:266)ty i ma przyj(cid:286)ć pó(cid:296)niej. Zaparz mi te(cid:298) (cid:286)wie(cid:298)ej kawy, bo tamta pewnie ju(cid:298) wystygła. I przygotuj co(cid:286) do picia dla naszego nowego milusi(cid:276)skiego. Lubisz gor(cid:261)c(cid:261) czekolad(cid:266), Julien? - Chłopak bez wi(cid:266)kszego entuzjazmu pokiwał głow(cid:261). - A wi(cid:266)c poprosimy 21 - A mo(cid:298)e herbatniki do tego?! - wysyczała Margot jeszcze o gor(cid:261)c(cid:261) czekolad(cid:266). Tylko koniecznie w czerwonym kubku! Hrabia bardzo go lubił. zaciskaj(cid:261)c pi(cid:266)(cid:286)ci. - (cid:285)wietny pomysł! Przynie(cid:286) te lukrowane. S(cid:261) w szafce, tu(cid:298) obok paczki moich ukochanych mi(cid:266)tusów... - tu nastała chwila niezr(cid:266)cznej ciszy, po czym dyrektora ewidentnie ol(cid:286)niło. - Margot, stój! Wczoraj przeło(cid:298)yłem je do górnej szuflady - ju(cid:298) miał zrobić krok w stron(cid:266) swojego gabinetu, ale jeszcze dodałŚ - A kubek znajdziesz w mojej skrytce. Owin(cid:261)łem go w t(cid:261) jedwabn(cid:261) apaszk(cid:266), któr(cid:261) dostałem od ciebie na urodziny, (cid:298)eby si(cid:266) czasem nie zniszczył. Lecz kobieta ju(cid:298) go nie słuchała. Podniosła si(cid:266) z ciasnego krzesła i naburmuszona poczłapała do kantorka. Je(cid:286)li on nie chciał jej słuchać, ona nie miała zamiaru słuchać jego. Si(cid:266)gn(cid:266)ła do kieszeni po p(cid:266)k kluczy i z łoskotem otworzyła stare drzwi. Żarnase stał przy biurku i z zniesmaczonym wyrazem twarzy mamrotał co(cid:286) pod nosem. Wydawało jej si(cid:266), (cid:298)e mówi o mi(cid:266)towych cukierkach, nieposłusze(cid:276)stwie pracowników i braku szacunku, ale w tamtej chwili było jej to ju(cid:298) zupełnie oboj(cid:266)tne. 22 23 Rozdział (cid:884) Drugie oblicze prawdy Gabinet dyrektora Żarnase był przesi(cid:261)kni(cid:266)ty zapachem starego drewna i mocnej kawy. Na niezliczonych regałach, półkach i szafkach pi(cid:266)trzyła si(cid:266) gruba warstwa kurzu pokrywaj(cid:261)ca ogromne zbiory ksi(cid:261)g i szkolnej dokumentacji, a podłog(cid:266) wypełniały mi(cid:266)kkie, wielobarwne dywany. Bukowe meble, zniszczone i pogryzione przez korniki, musiały być naprawd(cid:266) mocne, skoro wytrzymywały napór umieszczonych na nich ksi(cid:261)(cid:298)ek i przeró(cid:298)nych bibelotów, które dyrektor najwyra(cid:296)niej nami(cid:266)tnie zbierał. Wygl(cid:261)dało na to, (cid:298)e Żarnase kocha wszelkiego rodzaju kolekcje sprzedawane w kioskach i ozdabia nimi swój gabinet. Najwi(cid:266)ksze okno przysłaniała ci(cid:266)(cid:298)ka, welurowa zasłona w ciemno bordowym kolorze, zakrywaj(cid:261)ca pi(cid:266)trz(cid:261)ce si(cid:266) a(cid:298) do sufitu kartony, w których zapewne znajdowały si(cid:266) dalsze zbiory dyrektora. Przez grube warstwy ledwo(cid:286)ci(cid:261) przedostawały si(cid:266) nawet najmniejsze promienie sło(cid:276)ca, przez co pomieszczenie nabierało bardzo mrocznego wyrazu i przypominało zagracony strych starego zamczyska. Klimat ten zupełnie nie pasował do reszty budynku, ani do swojego wła(cid:286)ciciela. Źyrektor był bowiem osob(cid:261) bardzo gadatliw(cid:261), roztargnion(cid:261) tkaniny z 24 i pełn(cid:261) pozytywnej energii. Julien spodziewał si(cid:266) raczej, (cid:298)e jego gabinet b(cid:266)dzie przepełniony (cid:286)wiatłem i pastelowymi kolorami, a tu znów - o ironio! - zawiódł si(cid:266). żdzie te wszystkie zdj(cid:266)cia uczniów, gdzie wazon z kwiatami dekoruj(cid:261)cy wielkie, nasłonecznione biurko, gdzie białe serwetki i zgrabna porcelanowa zastawa, które widział w swojej wyobra(cid:296)ni? Czy(cid:298)by a(cid:298) tak bardzo zmyliły go pozory...? Ze zrezygnowaniem usiadł w powycieranym fotelu. Nie przepadał za tak zagraconymi pokojami. Czuł si(cid:266) w nich bardzo nieswojo. W dodatku od unosz(cid:261)cego si(cid:266) w powietrzu kurzu kr(cid:266)ciło mu si(cid:266) w głowie. Od razu przypomniały mu si(cid:266) okropne zdj(cid:266)cia roztoczy, jakie widział kiedy(cid:286) na lekcjach biologii. Brrr… ohyda. Miał ochot(cid:266) wzdrygn(cid:261)ć si(cid:266) ze wstr(cid:266)tem, ale przez wzgl(cid:261)d na obecno(cid:286)ć profesora tylko osłonił dłoni(cid:261) nos i usta. Tu(cid:298) przed nim wisiał ogromny obraz oprawiony w złot(cid:261), rze(cid:296)bion(cid:261) ram(cid:266). Z po(cid:298)ółkłego płótna spogl(cid:261)dała na niego patronka szkoły spowita w zwiewne, jasne szaty. Nad jej ciemnymi włosami widniało co(cid:286) na kształt (cid:286)wietlistej aureoli. Wygl(cid:261)dało to tak, jakby autor ostatnie poci(cid:261)gni(cid:266)cia p(cid:266)dzla wykonał w nadmiernym po(cid:286)piechu. Było krzywe, niezgrabne i kompletnie nie pasowało do reszty. “Zupełnie tak, jak ten gabinet do jego wła(cid:286)ciciela…” - pomy(cid:286)lał Julien, mru(cid:298)(cid:261)c oczy. Źla niego wszystko było nie tak, jak powinno. dyrektor, wyrywaj(cid:261)c go z zamy(cid:286)lenia. - Jest inaczej – odpowiedział, podrywaj(cid:261)c si(cid:266) z fotela. - Inaczej? To znaczy jak? - Inaczej ni(cid:298) tam, gdzie si(cid:266) wcze(cid:286)niej uczyłem. - Ale chyba nie gorzej?! - Nie, na pewno nie gorzej. - Jak ci si(cid:266) podoba w St. Maria, chłopcze? - zagaił 25 - Czy(cid:298)by? Julien nerwowo skin(cid:261)ł głow(cid:261). Miał wra(cid:298)enie, (cid:298)e Żarnase mu nie wierzy. Ten jednak u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) tylko pobła(cid:298)liwie i ojcowskim tonem nakazał mu si(cid:266) rozgo(cid:286)cić. - Powinienem ci(cid:266) przeprosić za moje… Znaczy si(cid:266) za to, (cid:298)e musiałe(cid:286) na mnie tak długo czekać - dyrektor za wszelka cen(cid:266) próbował unikn(cid:261)ć słowa „spó(cid:296)nienie”. - Zawsze powtarzam, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:261)c szczerym szanujesz siebie… - A b(cid:266)d(cid:261)c punktualnym, innych - doko(cid:276)czył za niego Julien, wtulaj(cid:261)c si(cid:266) w mi(cid:266)kki fotel. - Wszyscy dobrze to wiedz(cid:261) – dodał, widz(cid:261)c zdziwienie profesora. - Niech si(cid:266) pan dyrektor nie przejmuje. Nic si(cid:266) nie stało. Pani Margot była dla mnie naprawd(cid:266) miła. - Ha! Naprawd(cid:266)? Chyba tylko dlatego, (cid:298)e nie wiedziała, i(cid:298) jeste(cid:286) bratem Hrabiego. Musisz wiedzieć, (cid:298)e bardzo si(cid:266) nawzajem nie lubili. Niech(cid:266)ć ta pochodziła w szczególno(cid:286)ci od mojej podwładnej, ale Hrabia nie pozostawał jej dłu(cid:298)ny. Wyobra(cid:296) sobie - Margot w swoim czasie twierdziła nawet, (cid:298)e to on spowodował wypadek tej dziewczynki, aby dostać jej miejsce. Och, do jakich to kłamstw potrafi(cid:261) posun(cid:261)ć si(cid:266) ludzie, aby zaszkodzić innym! - Jakiej dziewczynki? - No tak, przecie(cid:298) ty o niczym nie wiesz. Twój brat trafił do St. Maria przez przypadek. Choć musz(cid:266) przyznać, (cid:298)e był to, w pewnym sensie, bardzo szcz(cid:266)(cid:286)liwy przypadek. W ka(cid:298)dym razie dla naszej szkoły... Ale mo(cid:298)e zaczn(cid:266) od pocz(cid:261)tku. Tamtego lata w spisie nowych uczniów nie widniało nazwisko Carrell, zdecydowali(cid:286)my si(cid:266) jednak umie(cid:286)cić Hrabiego na li(cid:286)cie rezerwowych. Tak na wszelki wypadek. Wiedzieli(cid:286)my, (cid:298)e i tak zapewne nie skorzystamy z tej listy. Aby(cid:286)my wykre(cid:286)lili jakiego(cid:286) ucznia z naszej szkoły musi stać 26 si(cid:266) co(cid:286) naprawd(cid:266) powa(cid:298)nego, co(cid:286) takiego jak na przykład jego (cid:286)mierć. Ale przecie(cid:298) młodzi, zdrowi i pełni energii ludzie - tacy jak wy - nie umieraj(cid:261) ot tak po prostu, prawda? Źlatego rezerwowi z czasem zwyczajnie odchodz(cid:261) w niepami(cid:266)ć. Nie s(cid:261) nam potrzebni. Lecz tamtego roku było inaczej. Jedna z nowych uczennic miała wypadek. Przez cztery miesi(cid:261)ce walczyła o (cid:298)ycie, ale lekarze nie byli w stanie jej uratować. Sprawcy nigdy nie odnaleziono. Nikt nie zapłacił za jej (cid:286)mierć. Policja była, jak zwykle w takich przypadkach, bezradna i zawiesiła (cid:286)ledztwo. W ten sposób w St. Maria pojawiło si(cid:266) jedno wolne miejsce, które otrzymał Hrabia. Oczywi(cid:286)cie mógł si(cid:266) nie zgodzić na zmian(cid:266) szkoły w połowie semestru, ale on zdawał si(cid:266) tym nie przejmować. Był bardzo zadowolony, (cid:298)e zostanie jednym z Aniołów. Pami(cid:266)tam, (cid:298)e gdy zobaczyłem go po raz pierwszy, nie ukrywał tego, (cid:298)e bardzo cieszy go (cid:286)mierć tej uczennicy, bo dzi(cid:266)ki niej spełni si(cid:266) jego najwi(cid:266)ksze marzenie… - Przecie(cid:298) to takie… - Wiem, okrutne. Lecz Hrabia miał ju(cid:298) to do siebie, (cid:298)e zawsze mówił prawd(cid:266), choćby nie wiem jak okropna była. Ale moim zdaniem był to naprawd(cid:266) dobry chłopak, a Margot, zrzucaj(cid:261)c na niego win(cid:266), chciała si(cid:266) go po prostu pozbyć! - Ale dlaczego? - No có(cid:298), ta dziewczynka, Susan, była siostrzenic(cid:261) Margot. Ciotka wychowywała j(cid:261) od czwartego roku (cid:298)ycia i wła(cid:286)ciwie była dla niej jak matka, której mała nigdy nie poznała. Ten wypadek zrujnował całe jej (cid:298)ycie. Nie potrafiła pogodzić si(cid:266) ze (cid:286)mierci(cid:261) ukochanej siostrzenicy, a Hrabia był osob(cid:261), na któr(cid:261) mogła przelać wszystkie swoje zło(cid:286)ci i smutki… - tu Żarnase na chwil(cid:266) zamilkł. Wygl(cid:261)dało na to, (cid:298)e i on ma wspomnienia, do których nie lubi wracać. Wzi(cid:261)ł 27 gł(cid:266)boki wdech, powoli wypu(cid:286)cił powietrze nosem, po czym wyraz jego twarzy momentalnie si(cid:266) zmienił. - Swoj(cid:261) drog(cid:261), nie wiesz co porabia teraz twój brat? - spytał jak gdyby nigdy nic. - Obiecał, (cid:298)e mnie odwiedzi i opowie co tam u niego, a tu po sko(cid:276)czeniu szkoły przepadł jak kamie(cid:276) w wod(cid:266)! Chyba zapomniał o swoim starym dyrektorze Żarnase… - Ja nie znam go za dobrze, panie dyrektorze - szepn(cid:261)ł Julien. - Nie widzieli(cid:286)my si(cid:266) od ponad dziesi(cid:266)ciu lat, nie utrzymujemy te(cid:298) ze sob(cid:261) kontaktu, wi(cid:266)c… - Rozumiem... I tak bywa - westchn(cid:261)ł Żarnase, przygl(cid:261)daj(cid:261)c mu si(cid:266) uwa(cid:298)nie. - Julien, nie jeste(cid:286) zbyt rozmowny, prawda? Chłopak nie wiedział, czy było to pytanie, czy stwierdzenie, wi(cid:266)c nic nie odpowiedział. Miał dziwne wra(cid:298)enie, (cid:298)e z ka(cid:298)dym słowem atmosfera robi si(cid:266) coraz ci(cid:266)(cid:298)sza i bardziej niezr(cid:266)czna. - Wiesz, to chyba ja nie daj(cid:266) ci doj(cid:286)ć do słowa - powiedział nagle m(cid:266)(cid:298)czyzna, po czym roze(cid:286)miał si(cid:266) dono(cid:286)nie. - Hahaha, chyba czasami zbyt wiele mówi(cid:266). Przeszkadza ci to? - Ale(cid:298) sk(cid:261)d - skłamał Julien, szczerz(cid:261)c nienaturalnie z(cid:266)by. - Źzi(cid:266)ki panu wiem przynajmniej troch(cid:266) wi(cid:266)cej o moim bracie. - Ciesz(cid:266) si(cid:266), (cid:298)e mog(cid:266) pomóc choć w taki sposób. A wła(cid:286)nie! - profesor klasn(cid:261)ł w dłonie. - Hrabia od pocz(cid:261)tku swojej kariery w St. Maria działał w Komitecie Uczniowskim, przez dwa ostatnie lata na miejscu przewodnicz(cid:261)cego. Mo(cid:298)e ty tak(cid:298)e chciałby(cid:286) si(cid:266) zapisać? Przyda nam si(cid:266) (cid:286)wie(cid:298)a krew. A mo(cid:298)e, a nó(cid:298) dojdziesz tak daleko jak brat? Byłoby wspaniale! - Nie, raczej nie nadaj(cid:266) si(cid:266) do takiej pracy… 28 - Nieprawda! Wierz(cid:266), (cid:298)e byłby(cid:286) (cid:286)wietny tak, jak nasz drogi Hrabia. Z pewno(cid:286)ci(cid:261) ucieszyłby si(cid:266) gdyby wiedział, (cid:298)e jego młodszy braciszek zaj(cid:261)ł jego miejsce! - Ale ja naprawd(cid:266) si(cid:266) nie nadaj(cid:266)… - Julien czuł si(cid:266) coraz bardziej przyparty do muru. Starał si(cid:266) mówić stanowczym, pewnym siebie głosem, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Najwidoczniej dyrektor nie miał zamiaru odpu(cid:286)cić. Wszystko sobie dokładnie przemy(cid:286)lał. - E tam! - prawie krzykn(cid:261)ł, wykonuj(cid:261)c w powietrzu zamaszysty gest r(cid:266)k(cid:261). - Nadajesz si(cid:266) jak mało kto, w ko(cid:276)cu jeste(cid:286) bratem Hrabiego! To jak, zapisz(cid:266) ci(cid:266) do komitetu, dobrze? Nie martw si(cid:266), spodoba ci si(cid:266). żdy zobaczymy si(cid:266) nast(cid:266)pnym razem, nie b(cid:266)dziesz mógł sobie nawet wyobrazić, (cid:298)e miałe(cid:286) jakiekolwiek w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci. B(cid:266)dzie super, obiecuj(cid:266). - Je(cid:286)li tak pan mówi, panie dyrektorze… - Wła(cid:286)nie tak mówi(cid:266), chłopcze! Och, no gdzie podziewa si(cid:266) ta Margot?! – j(cid:266)kn(cid:261)ł, spogl(cid:261)daj(cid:261)c na drzwi. - Czy przygotowanie kawy i czekolady zajmuje a(cid:298) tak du(cid:298)o czasu?… No tak! Pewnie nie mo(cid:298)e znale(cid:296)ć tych herbatników. A mówiłem wyra(cid:296)nieŚ w dolnej szufladzie! - Mówił pan, (cid:298)e w górnej… - W górnej? No oczywi(cid:286)cie, (cid:298)e w górnej! Mówiłem, (cid:298)e w górnej szufladzie. Mówiłem! Ale mniejsza o to! Kiedy(cid:286) je znajdzie. Chyba znajdzie… Przepraszam Julien, bardzo lubi(cid:266) te lukrowane herbatniki i odrobin(cid:266) mnie ta niekompetencja personelu stresuje. - źee… nie ma sprawy - burkn(cid:261)ł chłopak. Źziwne podekscytowanie dyrektora wywołane najwyra(cid:296)niej za spraw(cid:261) Hrabiego wprawiało go w coraz wi(cid:266)ksze zakłopotanie. Lecz niestety dyrektor Żarnase kontynuowałŚ 29 jak nam to ułatwi. dodatkowo - Źobrze, a wi(cid:266)c do rzeczy. Zaprosiłem ci(cid:266) tu dzi(cid:286), bo chciałem… - Porozmawiać ze mn(cid:261) o Cainie? - Nie, nie, to wyszło jako(cid:286) tak w trakcie. Chciałem poprosić ci(cid:266) o mał(cid:261) przysług(cid:266). Ja i Hrabia ufali(cid:286)my i pomagali(cid:286)my sobie nawzajem. Licz(cid:266) na to, (cid:298)e nasze relacje ju(cid:298) zostaniesz przewodnicz(cid:261)cym b(cid:266)d(cid:261) podobne. A komitetu, wiele - „Przewodnicz(cid:261)cym? Jakim przewodnicz(cid:261)cym!?” - W zwi(cid:261)zku z tym, na pocz(cid:261)tek naszej “przyja(cid:296)ni” mam dla ciebie małe zadanko. - „Zadanko… To chyba zabrn(cid:266)ło ju(cid:298) odrobin(cid:266) za daleko…” - pomy(cid:286)lał z przera(cid:298)eniem Julien. - Tylko, (cid:298)e ja… - wykrztusił, (cid:286)cieraj(cid:261)c r(cid:266)kawem pot z czoła. - Ja jestem w tej szkole zaledwie tydzie(cid:276) i nie wiem, czy b(cid:266)d(cid:266) w stanie panu jako(cid:286) pomóc, panie dyrektorze. - Współprac(cid:266) nale(cid:298)y zaczynać jak najwcze(cid:286)niej, drogi chłopcze si(cid:266) pobła(cid:298)liwie. – Zreszt(cid:261), to bardzo proste zadanie. Na pewno sobie z nim poradzisz. Tak jak Hrabia, z pewno(cid:286)ci(cid:261) jeste(cid:286) bardzo szarmancki, odpowiedzialny, ambitny i dojrzały, wi(cid:266)c nie b(cid:266)dzie (cid:298)adnego problemu. A ja, widzisz, nie mam komu powierzyć tego zadania i tak sobie pomy(cid:286)lałem o tobie. B(cid:266)dziesz wprost idealny! - Ale co ja mam zrobić? - No có(cid:298)… Jedna z nowych uczennic, z uwagi na pewne drobne problemy, nie mogła rozpocz(cid:261)ć nauki z pocz(cid:261)tkiem wrze(cid:286)nia. Jak wiesz jestem osob(cid:261), która dba o dobro swoich uczniów i wydaje mi si(cid:266), (cid:298)e b(cid:266)dzie jej miło, je(cid:286)li na razie kto(cid:286) pomo(cid:298)e jej zaklimatyzować si(cid:266) w St. Maria. T(cid:261) osob(cid:261) masz być ty Julien. - “Ja?! Dlaczego wła(cid:286)nie ja?! To - wyja(cid:286)nił Żarnase, znów u(cid:286)miechaj(cid:261)c zaradny, inteligentny, bystry, 30 chyba jaka(cid:286) okropna pomyłka…” - Oprowadzisz j(cid:261), zapoznasz z kolegami z klasy i tym podobne rzeczy. Chodzi o to, (cid:298)eby czuła si(cid:266) u nas dobrze. - Ale ona omin(cid:266)ła tylko tydzie(cid:276)… - Nie „tylko” tydzie(cid:276), ale a(cid:298) tydzie(cid:276)! A je(cid:298)eli przez te głupie siedem dni stało si(cid:266) tak wiele, (cid:298)e ju(cid:298) nie zd(cid:261)(cid:298)y tego nadrobić? Co je(cid:286)li ta cała sytuacja j(cid:261) przerasta, je(cid:286)li zamknie si(cid:266) w sobie, a klasa, widz(cid:261)c w niej słabsze ogniwo, zacznie j(cid:261) prze(cid:286)ladować? Co je(cid:286)li nauczyciele zrobi(cid:261) z niej kozła ofiarnego, a ona z tego powodu dostanie załamania nerwowego i b(cid:266)dzie cierpieć nieludzkie m(cid:266)czarnie, aby w ko(cid:276)cu z bezradno(cid:286)ci i bólu opu(cid:286)cić ten (cid:286)wiat? Chcesz mieć t(cid:266) biedaczk(cid:266) na sumieniu? No chcesz?! Julien odpowiedz! - Nie… - j(cid:266)kn(cid:261)ł chłopak, zastanawiaj(cid:261)c si(cid:266) w lekkim szoku nad sensem tego, co przed chwil(cid:261) usłyszał. Ju(cid:298) wiedział, (cid:298)e o (cid:298)adnej pomyłce nie mogło być mowy… I (cid:298)e, tak czy siak, padnie na niego. - No wła(cid:286)nie, nie chcesz. Źlatego musisz jej pomóc! Stawisz si(cid:266) u mnie w poniedziałek rano. Mam si(cid:266) wtedy spotkać z ni(cid:261) i z jej ojcem. To b(cid:266)dzie (cid:286)wietna okazja, aby(cid:286)cie si(cid:266) poznali. I nie rób takiej miny, panie Anders. To bardzo miła młoda dama, dzi(cid:266)ki której umocni(cid:261) si(cid:266) nasze relacje. Zobaczysz, nast(cid:266)pnym razem nie b(cid:266)dziesz mógł sobie nawet wyobrazić… - (cid:297)e miałem jakiekolwiek w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, tak? - Tak! Widz(cid:266), (cid:298)e (cid:286)wietnie si(cid:266) rozumiemy, Julien. Ty i Hrabia nie jeste(cid:286)cie uderzaj(cid:261)co podobni tylko z wygl(cid:261)du, ale tak(cid:298)e z zachowania i sposobu bycia. To takie niesamowite! wkrótce, mój drogi chłopcze. Oj, przekonasz… - Czy tacy podobni, to ja nie wiem… - Oczywi(cid:286)cie, (cid:298)e podobni! Przekonasz si(cid:266) o tym ju(cid:298) 31 *** chodz(cid:261)cym Tamtego przedpołudnia, Julien, siedz(cid:261)c w mało wygodnym, trzeszcz(cid:261)cym fotelu, poznał St. Maria o wiele lepiej, ni(cid:298) przez kilka dni chodzenia jej korytarzami. Okazało si(cid:266) bowiem, (cid:298)e dyrektor Żarnase jest nie tylko osob(cid:261), która (cid:286)ci(cid:286)le trzyma si(cid:266) swoich zasad, ale ma tak(cid:298)e bardzo wiele do powiedzenia na niemal ka(cid:298)dy temat. W szczególno(cid:286)ci, je(cid:286)li temat ten dotyczył szkoły b(cid:261)d(cid:296) Hrabiego. Według jego opowie(cid:286)ci, w których miał ewidentn(cid:261) skłonno(cid:286)ć do wybielania wszelkich niekorzystnych dla niego faktów, ten drugi był praktycznie ideałem. (cid:285)wietnym uczniem, sportowcem, koleg(cid:261) i ulubie(cid:276)cem nauczycieli. I choć Żarnase (cid:286)wi(cid:266)cie wierzył w swoje słowa, nie przekonał nimi Juliena. Wychodz(cid:261)c z gabinetu, młodzieniec min(cid:261)ł w drzwiach star(cid:261) Margot. W dłoniach trzymała srebrn(cid:261) tac(cid:266) na której stała biała fili(cid:298)anka i wspaniały czerwony kubek ze złotymi zdobieniami. Tu(cid:298) nad nimi unosiły si(cid:266) stru(cid:298)ki białej pary. Widz(cid:261)c to, poczuł nagle nieodpart(cid:261) ch(cid:266)ć napicia si(cid:266) czego(cid:286) gor(cid:261)cego. Był pewny, (cid:298)e kobieta specjalnie odwlekała moment przyniesienia tego, o co prosił Żarnase, jednak nie miał jej tego za złe. Rozmowa z dyrektorem dała mu bowiem du(cid:298)o do my(cid:286)lenia. Wydawało mu si(cid:266) nawet, (cid:298)e a(cid:298) za du(cid:298)o. Nie wiedział, czy uda mu si(cid:266) sprostać oczekiwaniom, jakie w nim pokładano. Wystarczyło jedno jej spojrzenie, aby upewnił si(cid:266) jeszcze bardziej w swoich obawach. W jej (cid:286)widruj(cid:261)cych oczkach widział czyst(cid:261) kwintesencj(cid:266) nienawi(cid:286)ci. Nienawidziła go za to, (cid:298)e był bratem Hrabiego. Sama (cid:286)wiadomo(cid:286)ć tego sprawiała, (cid:298)e rodziły si(cid:266) w nim tysi(cid:261)ce w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci. Tak silne, negatywne uczucia nie brały si(cid:266) bowiem same z siebie… Nie wierzył, (cid:298)e Cain zawinił tylko tym, i(cid:298) zaj(cid:261)ł miejsce Susan. 32 Musiał zrobić co(cid:286)… co(cid:286) o wiele gorszego. Co? Nie miał poj(cid:266)cia. Ale wydawało mu si(cid:266), (cid:298)e gdyby naprawd(cid:266) był takim ideałem, urzekłby tak(cid:298)e i Margot. Im dłu(cid:298)ej si(cid:266) nad tym zastanawiał, tym bardziej przera(cid:298)ały go wnioski, do jakich dochodził. Mo(cid:298)e si(cid:266) mylił, mo(cid:298)e za bardzo dawał ponosić si(cid:266) emocjom, ale… tak wiele spraw go niepokoiło. Nie potrafiłby być na przykład tak okrutny jak brat, nie potrafiłby cieszyć si(cid:266) z nieszcz(cid:266)(cid:286)cia innych. żdyby to jego chciano wtedy przyj(cid:261)ć, odmówiłby. A teraz… teraz nie miał ju(cid:298) wyboru. Wybór ten podj(cid:266)li za niego inni. Przez najbli(cid:298)sze trzy lata miał być Aniołem Jego zadaniem było podporz(cid:261)dkowanie si(cid:266) zasadom St. Maria i, co gorsza, zachciankom dyrektora. Zwłaszcza to drugie wcale mu nie odpowiadało. Przypuszczał za to, (cid:298)e je(cid:286)li b(cid:266)dzie grał według narzuconych mu reguł, b(cid:266)dzie w stanie poznać prawd(cid:266). Odkryć, jaki naprawd(cid:266) był Hrabia… i nast(cid:266)pc(cid:261) Hrabiego. 33 34 Rozdział (cid:885) Patyk o imieniu Al Nast(cid:266)pnego dnia Julien z wielk(cid:261) uwag(cid:261) przysłuchiwał si(cid:266) rozmowom innych uczniów, licz(cid:261)c na to, (cid:298)e mo(cid:298)e dzi(cid:266)ki nim dowie si(cid:266) czego(cid:286) wi(cid:266)cej o Cainie. Spo(cid:286)ród setek słów nieudolnie starał si(cid:266) wyłapywać wszystkie te, które mogły mu pomóc w poznaniu prawdy. Jednak im dłu(cid:298)ej to robił, tym bardziej upewniał si(cid:266), (cid:298)e to na nic. Je(cid:286)li Cain sko(cid:276)czył szkoł(cid:266) rok temu, (cid:298)aden pierwszoklasista nie miał prawa go znać. Co najwy(cid:298)ej mógł słyszeć o nim od kogo(cid:286) ze starszej klasy, ale to tak(cid:298)e było mało prawdopodobne, zwa(cid:298)ywszy na to, (cid:298)e w St. Maria kontakt z pozostałymi grupami wiekowymi był zabroniony. Ka(cid:298)da z klas licz(cid:261)cych dwudziestu dwóch uczniów przebywała bowiem w innym budynku. Ten poł(cid:261)czony był natomiast jedynie z cz(cid:266)(cid:286)ci(cid:261) centraln(cid:261), w której mie(cid:286)cił si(cid:266) gabinet dyrektora, sekretariat i biblioteka. Ale nawet w Centrum, wbrew usilnym staraniom, nie szło spotkać nikogo ze starszej, b(cid:261)d(cid:296) młodszej klasy, poniewa(cid:298) ka(cid:298)dy rocznik miał (cid:286)ci(cid:286)le okre(cid:286)lone godziny, w których wolno mu było tam przebywać. Według regulaminu, przekroczenie ich groziło wyj(cid:261)tkowo surowymi karami, które Żarnase pieszczotliwie nazywał “podci(cid:266)ciem skrzydełek”. Wszystko to 35 bardzo utrudniało przepływ informacji, na których tak bardzo zale(cid:298)ało Julienowi. Musiał koniecznie znale(cid:296)ć kogo(cid:286), kto byłby w stanie powiedzieć mu co(cid:286) wi(cid:266)cej na temat Caina… Kogo(cid:286) innego ni(cid:298) profesor Żarnase, czy stara Margot. Ale jak? Przecie(cid:298) to wydawało si(cid:266) praktycznie niemo(cid:298)liwe. Chocia(cid:298)… Źyrektor wspominał co(cid:286) o Komitecie Uczniowskim. Byli w nim uczniowie ze wszystkich klas, czyli kto(cid:286) z nich mógł…? Tak, mógł znać Caina. Nagle z gł(cid:266)bokiej zadumy wyrwało go silne szarpni(cid:266)cie. Wszystkie jego my(cid:286)li momentalnie gdzie(cid:286) znikn(cid:266)ły, pozostawiaj(cid:261)c go w kompletnym osłupieniu. Nie miał poj(cid:266)cia, gdzie jest i co si(cid:266) z nim dzieje. Uniósł nieprzytomny wzrok i z przera(cid:298)eniem zdał sobie spraw(cid:266), (cid:298)e nadal siedzi w szkolnej ławce na lekcji mitologii. Źwadzie(cid:286)cia osób w całkowitej ciszy wodziło wzrokiem za (cid:286)wiszcz(cid:261)cym w powietrzu podr(cid:266)cznikiem, który raz po raz praktycznie ocierał si(cid:266) o jego nos. Nie czuł jednak bólu, widział jedynie par(cid:266) grafitowych oczu łypi(cid:261)cych na niego zza cienkich szkieł. - Julien Anders, je(cid:286)li si(cid:266) nie myl(cid:266)… Cała klasa wpatrywała si(cid:266) teraz w jego skulon(cid:261) postać. Nikt nie wiedział, czego si(cid:266) spodziewać. Była to ich pierwsza lekcja z profesor Ameli(cid:261) Mirage. - A wi(cid:266)c Julienie… - kobieta zsun(cid:266)ła z nosa par(cid:266) okularów i ostro(cid:298)nie schowała j(cid:261) do kieszeni bladoró(cid:298)owego (cid:298)akietu. - St. Maria to elitarna szkoła, tylko dla wybranych. Nie jeste(cid:286)my pierwszym lepszym liceum, jakich wiele w tym mie(cid:286)cie. Mamy swoje zasady i długoletni(cid:261) tradycj(cid:266). Wydaje mi si(cid:266), (cid:298)e niestety o tym zapomniałe(cid:286). Rozumiem, (cid:298)e - Masz na imi(cid:266) Julien, prawda? - spytała pani profesor. - Tak, pani profesor - przytakn(cid:261)ł cicho. 36 ja… - mitologia mo(cid:298)e ci(cid:266) nu(cid:298)yć, nie jest to przedmiot dla ka(cid:298)dego, ale twoje zachowanie jest wr(cid:266)cz karygodne. - Pani profesor, pani nic nie rozumie, wymamrotał Julien, czerwieni(cid:261)c si(cid:266) a(cid:298) po same uszy. - Nie rozumiem? – warkn(cid:266)ła, zaciskaj(cid:261)c z(cid:266)by. - Ja nie rozumiem, tak?! – wrzasn(cid:266)ła, bior(cid:261)c zamach. Julien zamarł. żłuchy trzask rozniósł si(cid:266) echem po ogromnej sali. Ksi(cid:261)(cid:298)ka z całej siły uderzyła w tyln(cid:261) (cid:286)cian(cid:266) i z wolna opadła na podłog(cid:266). - To ty chyba nie rozumiesz, mój drogi! - rykn(cid:266)ła Mirage, nachylaj(cid:261)c si(cid:266) tu(cid:298) nad nim. - Nigdy nie tolerowałam i nie b(cid:266)d(cid:266) tolerować spania na moich lekcjach. Je(cid:286)li nie masz zamiaru uwa(cid:298)ać, to najlepiej w ogóle nie przychod(cid:296). Tracisz tylko i wył(cid:261)cznie nasz czas. - Ale ja nie spałem! - żdybym wierzyła we wszystko, co mówi(cid:261) uczniowie, ju(cid:298) dawno bym tu nie pracowała. Zostaniesz godzin(cid:266) po lekcjach. Mo(cid:298)e dzi(cid:266)ki temu nauczysz si(cid:266) choć odrobin(cid:266) dyscypliny. Julien nic nie odpowiedział. Nie chciał robić sobie jeszcze wi(cid:266)cej kłopotów. Postanowił po prostu pokornie przyj(cid:261)ć kar(cid:266) i mieć nadziej(cid:266), (cid:298)e profesor Mirage szybko o wszystkim zapomni. Samo zwrócenie na siebie uwagi tylu osób było dla niego bardzo niemiłym prze(cid:298)yciem. Nigdy za bardzo si(cid:266) nie wyró(cid:298)niał i nie sprawiał problemów. Był cichy, spokojny i grzeczny. Panicznie bał si(cid:266) publicznych wyst(cid:266)pów i był prawie niewidoczny dla kolegów i nauczycieli. Wydawało mu si(cid:266), (cid:298)e wszystkie siły na ziemi i niebie postanowiły to nagle zmienić. Problem polegał na tym, (cid:298)e on wcale nie chciał si(cid:266) zmieniać. Bał si(cid:266) zmian. Choć w gł(cid:266)bi ducha za nimi t(cid:266)sknił. Nie miał poj(cid:266)cia, (cid:298)e ju(cid:298) niedługo co(cid:286), a raczej kto(cid:286), całkowicie wywróci jego (cid:298)ycie do góry nogami. 37 *** i pełny adres, ona natomiast Wbrew przypuszczeniom Juliena, godzinna kara min(cid:266)ła bardzo szybko. Zaraz, gdy tylko klasa opustoszała, profesor usadowiła go przy biurku i władczym, nie znosz(cid:261)cym sprzeciwu tonem nakazała wypełnianie kwestionariuszy osobowych uczniów pierwszych klas. Chłopak miał wpisywać imi(cid:266), nazwisko reszt(cid:266) niezb(cid:266)dnych danych. Ot, nic trudnego. Przyjemna, lekka praca. Praca ta jednak, jakkolwiek jej nie nazwać, pozostawała zwykł(cid:261) kar(cid:261). Kar(cid:261), któr(cid:261) Julien obowi(cid:261)zkowo musiał odczuć na własnej skórze. Źlatego tu(cid:298) przed rozpocz(cid:266)ciem, kobieta wyci(cid:261)gn(cid:266)ła z szuflady dług(cid:261), drewnian(cid:261) linijk(cid:266) i kilkoma silnymi, rytmicznymi uderzeniami pozostawiła jej (cid:286)lad na jego delikatnych dłoniach. Na ich spodniej cz(cid:266)(cid:286)ci momentalnie ukazały si(cid:266) ciemnoczerwone pr(cid:266)gi, które sprawiły, (cid:298)e Julien z trudem zaciskał palce, nie wspominaj(cid:261)c ju(cid:298) utrzymaniu w nich pióra, którym miał uzupełniać rubryczki. Jednak nie miał zamiaru si(cid:266) sprzeciwiać. Zagryzł tylko z(cid:266)by i najlepiej, jak pozwolił mu na to pulsuj(cid:261)cy ból, kre(cid:286)lił kolejne litery. Obiecał sobie, (cid:298)e nie sprawi ju(cid:298) kłopotów. Ani sobie, ani innym. Jego uległa postawa widocznie cieszyła pani(cid:261) profesor, która z tego, co zd(cid:261)(cid:298)ył zauwa(cid:298)yć, była urodzonym tyranem. Choć szczupła, niewysoka, niepozorna, z włosami spi(cid:266)tymi w kok i okularami na nosie, była nieprzewidywalna i wybuchowa. Była te(cid:298) kolejn(cid:261) osob(cid:261), zaraz po dyrektorze i jego sekretarce, która wywarła na nim złe wra(cid:298)enie. Zdawało mu si(cid:266), (cid:298)e z ka(cid:298)dym dniem coraz mniej lubi swoj(cid:261) now(cid:261) szkoł(cid:266)… 38 - Sko(cid:276)czyłem. - stwierdził oschle, podsuwaj(cid:261)c jej pod - Tak, mo(cid:298)esz. - Do widzenia. - Do widzenia. nos ostatni kwestionariusz i wstaj(cid:261)c. - Mog(cid:266) ju(cid:298) i(cid:286)ć? Tamtego popołudnia nie był ju(cid:298) w stanie wykrzesać z siebie (cid:298)adnego entuzjazmu ani rado(cid:286)ci. Zarzucił na rami(cid:266) torb(cid:266) i wyszedł na korytarz. Tu(cid:298) przy wyj(cid:286)ciu pozdrowił jeszcze wo(cid:296)nego krz(cid:261)taj(cid:261)cego si(cid:266) przy gablotach i oczami wyobra(cid:296)ni ujrzał swój ukochany pokój. Chciał rzucić si(cid:266) w mi(cid:266)kk(cid:261) po(cid:286)ciel, zamkn(cid:261)ć oczy i zasn(cid:261)ć. To był bardzo długi tydzie(cid:276), zbyt długi jak dla niego… Wsun(cid:261)ł swój identyfikator pod czytnik i przeszedł przez bram(cid:266). Jego twarz momentalnie otulił chłodny, letni wiatr. Jeden silniejszy podmuch sprawił, (cid:298)e gał(cid:266)zie wszystkich okolicznych drzew poderwały si(cid:266) do ta(cid:276)ca. Szum ich koron sun(cid:261)ł leniwie w dół alejki, pod(cid:261)(cid:298)aj(cid:261)c za nim krok w krok. Ostatnie promienie sło(cid:276)ca odbijały si(cid:266) od spłowiałych dachówek. Wielkimi krokami zbli(cid:298)ał si(cid:266) wieczór i wszystko wokół pragn(cid:266)ło mu o tym przypomnieć. Niebo pociemniało. - Julien! Julien poczekaj! - dobiegł go nagle czyj(cid:286) stłumiony głos. Obrócił si(cid:266) i ujrzał biegn(cid:261)c(cid:261) w jego kierunku postać, która na pierwszy rzut oka przypominała niewyobra(cid:298)alnie długi i cienki patyk ubrany w czerwony mundurek. Przy bli(cid:298)szych ogl(cid:266)dzinach Julien dostrzegł jednak przykryte nogawkami, czarne wypolerowane buty i stercz(cid:261)ce spod r(cid:266)kawów palce, co oznaczało, (cid:298)e nie ma do czynienia z przero(cid:286)ni(cid:266)tym patyczakiem, a ze zwykłym człowiekiem. Uniósł wi(cid:266)c wzrok, aby zobaczyć twarz owego natr(cid:266)ta, który nie pozwalał mu w spokoju udać si(cid:266) do domu. Wbrew jego 39 tu(cid:298) pod par(cid:261) przypuszczeniom nie była ona wcale nienaturalnie chuda, ani niezwykle długa tak, jak reszta ciała. Wr(cid:266)cz przeciwnie. Była całkiem okr(cid:261)glutka z ładnym, prostym i nie za du(cid:298)ym nosem ulokowanym jasnozielonych, wyj(cid:261)tkowo łobuzerskich oczu. Cało(cid:286)ci dopełniała burza falowanych, ciemnokasztanowych włosów opadaj(cid:261)cych na czoło. I ,co zdziwiło młodzie(cid:276)ca najbardziej, znał nawet jej wła(cid:286)ciciela. Owszem, tylko z widzenia, ale zawsze. Przez ostatni tydzie(cid:276) siedział tu(cid:298) za nim w ławce, ale nie zamienili ani słowa. Nawet nie wiedział, jak si(cid:266) nazywa… Jego my(cid:286)li zaprz(cid:261)tało ostatnio tak wiele spraw, (cid:298)e chyba odrobin(cid:266) „odleciał” i nie zwracał uwagi na to, co działo si(cid:266) wokół niego. Co gorsza zdawało mu si(cid:266), (cid:298)e nie jest tym wszystkim specjalnie zainteresowany. Wolał (cid:298)yć tajemnicami i zagadkami, tym wszystkim, co tak odległe od otaczaj(cid:261)cego go (cid:286)wiata. - Czy co(cid:286) si(cid:266) stało? - spytał niepewnie. - Nie… - j(cid:266)kn(cid:261)ł chłopak, zatrzymuj(cid:261)c si(cid:266) tu(cid:298) koło niego i otrzepuj(cid:261)c niezgrabnie mundurek. - Chocia(cid:298), mo(cid:298)e jednak tak… - To znaczy? - No có(cid:298), pomy(cid:286)lałem, (cid:298)e mogliby(cid:286)my wrócić razem do domu. Mieszkamy przy tej samej ulicy, wi(cid:266)c, no wiesz… - wyci(cid:261)gn(cid:261)ł z kieszeni kilka cukierków i rozpakował jeden z nich. Oczom Juliena ukazała si(cid:266) niebieska galaretka z piankowy spodem, posypana drobinkami cukru i nadziewana czym(cid:286), czego nie potrafił nazwać. Nim zd(cid:261)(cid:298)ył zapytać Patyka, co to za dziwne słodycze ten podsun(cid:261)ł mu ich pełn(cid:261) gar(cid:286)ć. - Masz – zach(cid:266)cił. - S(cid:261) pyszne, choć farbuj(cid:261) z(cid:266)by. - Nie dzi(cid:266)ki… - szepn(cid:261)ł. - Chod(cid:296)my ju(cid:298). 40 - Sk(cid:261)d wiesz? - To moja słodka - Nie martw si(cid:266), stary. Je(cid:286)li nie za(cid:286)niesz znów na jej Na pocz(cid:261)tku szli w milczeniu. Potem nieznajomy, niby przypadkowo, zacz(cid:261)ł zerkać na jego opuchni(cid:266)te dłonie, w ko(cid:276)cu nie wytrzymał i wypaliłŚ - To ta wredna wied(cid:296)ma ci to zrobiła, co nie? W St. Maria nie wolno stosować kar cielesnych, ale ona wcale si(cid:266) tym nie przejmuje. Wie, (cid:298)e i tak (cid:298)aden ucze(cid:276) si(cid:266) na ni(cid:261) nie poskar(cid:298)y, bo wszyscy si(cid:266) jej boj(cid:261). Kiedy(cid:286) z pewno(cid:286)ci(cid:261) spotka j(cid:261) za to kara… Brunet poklepał Juliena po ramieniu. tajemnica - u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) tajemniczo. Zwracał si(cid:266) do niego tak, jakby byli serdecznymi przyjaciółmi i znali si(cid:266) od lat, co wprawiało go w lekkie zakłopotanie. lekcji, powinna dać ci spokój. - Ale ja nie spałem! Ile razy mam to powtarzać? - Spokojnie, przecie(cid:298) ci wierz(cid:266)! - Patyk znów parskn(cid:261)ł (cid:286)miechem, szczerz(cid:261)c swoje zabarwione na niebiesko z(cid:266)by, a w Julienie zawrzała krew. (cid:297)ałował, (cid:298)e nie zignorował jego wołania. Mo(cid:298)e wzi(cid:266)to by go za gbura, ale przynajmniej nie musiałby znosić towarzystwa, które akurat w tym momencie było mu najmniej na r(cid:266)k(cid:266). Niespodziewanie przyspieszył kroku i skr(cid:266)cił pomi(cid:266)dzy stare kamienice. Ju(cid:298) nie obchodziło go, co pomy(cid:286)li sobie o nim Patyk. Chciał jak najszybciej wrócić do domu i zaszyć si(cid:266) we własnym pokoju. Nie miał ochoty rozmawiać z kim(cid:286), kto nie traktował go powa(cid:298)nie. Zreszt(cid:261) tak, jak i wszyscy. Nikt go nie słuchał, dla nikogo nie był wa(cid:298)ny, nikt nie wiedział, jak było mu z tym (cid:296)le. - A dok(cid:261)d to? - wrzasn(cid:261)ł za nim chłopak, zatrzymuj(cid:261)c si(cid:266) na (cid:286)rodku alei. Jego twarz wykrzywił grymas zdziwienia 41 z domieszk(cid:261) za(cid:298)enowania. Nie miał poj(cid:266)cia, co zrobił lub powiedział nie tak. drog(cid:261) ni(cid:298) ja. - Id(cid:266) do domu. - A ja? - Ty? Ty te(cid:298) idziesz do domu, ale
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kroniki Niebios
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: