Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00298 004746 14459755 na godz. na dobę w sumie
Kropki i kreski - ebook/pdf
Kropki i kreski - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 121
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7033-894-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> duchowość
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Ta książka to notes wędrowców. Stworzyli go dwaj mnisi – Michał i Wojciech. O sobie mówią z uśmiechem, że są amatorami. Wskrzeszają w ten sposób pierwotne znaczenie tego słowa, które z łacińskiego amo oznacza tego, który kocha.

Ci dwaj wędrowcy Boga miłują świat, obserwują go i opowiadają. Michał zapisuje w notesie portrety ulubionych pisarzy. Dla niego, trapisty, mało podróżującego mnicha zakonu o surowej regule, lektura jest sposobem przemierzania świata ludzkich różnorodności. Wojciech, dominikanin, częściej od Michała w podróży służbowej, zapełnia kartki kreskami szkiców, zadziwiony pięknem, kruchością i przemijaniem świata. Ich podróżny kajet inspiruje czytelnika do tworzenia własnych notesów.
Michał Zioło OCSO - urodził się w Tarnobrzegu w 1961 roku. W roku 1980 wstąpił do dominikanów. Jako duszpasterz akademicki w Gdańsku założył Fundację 'Dom na Skraju' działającą na rzecz dzieci z rozbitych rodzin, prowadził Bank Otwartych Serc - akcję pomocy dla najuboższych. W roku 1995 przeszedł do zakonu trapistów. Przebywał w Maroku, Algierze i Kamerunie. Obecnie mieszka w opactwie Notre Dame d’Aiguebelle w południowej Francji. Publikował m.in. w 'Tygodniku Powszechnym', 'W drodze', 'Znaku'. Wydał: Inne sprawy; Wiersze; Pchle nutki; Bobry Pana Boga; Mamo, mamo, ile kroków mi darujesz?; Lekarstwo życia; Jedyne znane zdjęcie Boga; Liście, listki, listy. We Francji opublikował także trzy książki dla dzieci niewidomych z własnymi, wykonanymi ręcznie ilustracjami do odczytywania przez dotyk.
Wojciech Prus OP - ceniony duszpasterz, niebanalny kaznodzieja, cierpliwy spowiednik. Kiedyś ekonom prowincji, dziś dyrektor Wydawnictwa W drodze. Wielbiciel Lecha Poznań, dobrej literatury i poezji - ostatnio szczególnie twórczości Zbigniewa Herberta. W wolnych chwilach uczy się rysunku i malarstwa, jeździ na nartach i rowerze, gra w tenisa. Pomimo różnych obowiązków wciąż stara się studiować Ojców Kościoła i pogłębiać swoją miłość do nich, która zaczęła się podczas rzymskich studiów patrologii.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Opowiadałem kiedyś dzieciom o Nikiforze. Wielu po- ważnych ludzi mówiło mu, że nie może malować, bo nie ukończył szkół. A on swoim twórczym życiem odpo- wiadał: „Maluję, bo kocham malować”. Podobna myśl towarzyszyła nam przy tworzeniu Kropek i kresek. Najpierw były teksty Michała o uko- chanych pisarzach, drukowane na łamach naszego mie- sięcznika „W drodze”. A potem jego namowy, żebyśmy stworzyli książkę razem. Obok słów Michała miały się w niej znaleźć szkice z mojego wędrowania po świecie. Długo się opierałem, a on wciąż powtarzał: „Jesteśmy amatorami, nie profesorami sztuk, opowiemy ludziom o tym, co kochamy”. Tak powstał ten notes wędrowców. Uchylamy w nim drzwi klauzury, żeby pokazać, co lubią mnisi. Skąd jednak motyw drogi? Michał jest przecież trapi- stą, mnichem zakonu o surowej regule, z zasady przy- wiązanym do jednego miejsca. Dla niego to lektura jest spo sobem przemierzania świata ludzkich różnorodno- ści. Tymczasem ja jako dominikanin jestem – dosłow- nie i w przenośni – w drodze. Powierzając czytelnikom nasz wędrowny kajet, zapraszamy do tworzenia własnych zapisków. Za- dziwiająco piękna jest bowiem różnorodność na- szych dróg. I nie ma nic ciekawszego nad opowieść wędrowca. Wojciech Prus OP julia Grzebię się w ziemi – taki mam zawód, choć przecież z moimi talentami mógłbym szyć pluszowe misie. A do tego jeszcze te ręce kowala – jak więc mam ulepić portret Damy? Bo Julia jest damą. Jak każda dama, mówi ślicz- nie po francusku, nie, nie odpuściła i dziś, chociaż Francja kojarzy się wszystkim z aroganckim i pniakowatym Ray- mondem Domenechem. Jednak ona, Francja, to nie tylko on, nie, ona to wcale nie on, ale Stendhal, Flaubert, Ana- tol France, Romain Rolland, Gide, Martin du Gard, Julien Green, Max Jacob, Reverdy i Michaux – wymieniam w po- rządku zapodanym przez samą Julię. Ten przedostatni był dla niej bardzo ważny, ale o tym później. Pomyśli może ktoś, że zamierzam podpisać francuską volkslistę i stąd to podlizywanie się Francji – nic bardziej błędnego – nawet gdybym codziennie sypiał z bagietką, i tak pozostanę tym, kim jestem, i to nie tylko przez moje nastroszenie. Nie tylko piszę tak jedynie dlatego, że tak uważam, ale chcę jeszcze zrobić przyjemność Julii, bo Ju- lia jest damą. Damą i łasiczką. Zwierzęciem na wskroś ele- ganckim i niepodległym, a zarazem swojskim, ziemskim i słabym. Nie próbujcie jej brać na ręce, podtykać smako- witych kąsków, schlebiać, tresować, więzić, pchać w złotej 7 klatce na cokół. Obroni się z wdziękiem, bo tego nauczyło ją obcowanie ze słowem: „Nie ubieraj mnie zbyt bogato/ i nie skrapiaj wonnościami/ Ale też nie gwałć mnie/ nie szydź ze mnie/ i nie pochlebiaj/ znam swoje zadania”. Owszem, portret damy powinien zawierać jej obo- wiązki, zadania i charakterystyczny tylko dla niej sposób ich spełniania – ale są to sprawy w portrecie jakoś dru- gorzędne, podległe temu jedynemu pytaniu – skąd na jej oczy, nos i usta padało światło? Skąd padał ten promień, który prowadził po papierze jej rękę? Poddając się „komu- nikatywnym” wierszom Julii Hartwig, wchodząc w ich „narracyjny rytm frazy”, dostrzegam ich moralność – to znaczy ich związek z jej sumieniem. Padające na portret damy światło nie jest jednak wysyłane z kamiennej, zin- telektualizowanej cnoty, która – na co zwrócił już uwa- gę profesor Elzenberg – bywa często niewystarczająca i niewydolna, choć oczywiście stanowi konieczną „klam- rę” dla rozedrganego człowieczeństwa. Nie pochodzi też z odruchu, spontaniczności duszy tak przecież podatnej na zmienność. Źródło tego światła, które ożywia moral- ność, próbował kiedyś medytować w swoim Dzienniku Gombrowicz, omawiając Człowieka zbuntowanego Camusa: „Dlaczego, czytając moralistów, zawsze mam wrażenie, że im wymyka się człowiek? Bezsilny, abstrakcyjny i teore- tyczny wydaje mi się morał – jak gdyby prawdziwa nasza egzystencja urzeczywistniała się gdzieś poza nim (…). Jak ożywić moralność, odebrać jej ten aspekt teorii, jak spra- 8 wić, by trafiła do mnie, do człowieka? Na próżno Camus chce mi pogłębić sumienie. Mój problem to nie doskona- lenie mojego sumienia, a to przede wszystkim, jak dalece moje sumienie jest moim. Albowiem sumienie, jakim dzi- siaj dysponuję, jest tworem kultury, a kultura jest czymś, co wprawdzie z ludzi powstało, ale z człowiekiem by- najmniej nie jest identyczne”. Lecz oto między posągowymi ścisłymi systemami etycznymi przeciska się zwinnie a wdzięcznie łasiczka i – jak kiedyś powiedział o niej Barańczak – „z niepowta- rzalną czułą ironią w głosie” przynosi nam promyk ożyw- czego światła, tak, w bardzo zawstydzającej sumienie konstatacji zwracającej sumieniu „mojość”: „ależ tak, Ty również nadajesz się na męczennika/ z tym swoim sła- bym zdrowiem z zadyszką/ z delikatnymi przyzwyczaje- niami”. Bo jeśli nie ty, to kto? Jeśli nie ja, to kto? Być może zostaniemy wezwani do daniny krwi, ale według Julii istnieją też inne, równie potężne formy świadectwa, któ- rym poświęciła swoje życie. Postanowiła bowiem wybrać coś bardziej męskiego niż rozpacz. Opisywanie przez nią „zwyczajnej odświętności świata” nie może być postrze- gane jako terapia przejedzonych osobników o „specjalnie wysubtelnionym poczuciu głębi”, którzy nagle otarli się o zen, bo to opisywanie jest wnioskiem z oglądu świa- ta, w którym czasem nie da się żyć i w którym nie brak „sparszywiałego człowieczeństwa”. Jest to opisywanie ob- razowym ujęciem jej pokornej decyzji wobec tego właśnie 9 świata – biorę to, co zostało mi ofiarowane. Biorę wszyst- ko. Choć przecież łasiczka powinna się brzydzić. Świadectwo Julii to również cierpliwość i spodziewa- nie się. Cierpliwości zawsze po drodze jest z cierpieniem, a spodziewanie ociera się o nadzieję. Jeśli już o tym mówi- my, to warto przywołać jedno francuskie nazwisko, któ- re wiele dla Julii znaczy: „Nowa dykcja tej poezji (druga awangarda) sprawiła, że nie tylko bez oporów, ale z za- chwytem przeczytałam pierwszy, jaki mi wpadł w ręce, poemat prozą Pierre’a Reverdy’ego, zatytułowany Pamięć mężczyzny. Dziś dopiero rozumiem, co mnie w tym po- emaciku urzekło: wywoływanie jakby z niebytu kolej- nych fragmentów obrazu, który dopiero na końcu ukazuje się nam w całości”. I takie jest postępowanie Julii w wierszach o ludziach – ona daje im szansę, czyli czas na objawienie się – nie do- myśla się z jednego brudnego kawałka drugiego jeszcze wstrętniejszego. Choć jej zachwyt nad drugim człowie- kiem jest szczery i bezgraniczny i nie przewiduje jego wa- runkowego zawieszenia, to jednak wie, że nie wie wszyst- kiego o nim. Ból niedopowiedzenia pojawia się u Julii ze szczególną intensywnością, gdy śmierć rozrywa czas oczekiwania, albo wtedy, gdy ma się pod bokiem mężczy- znę, który kiedyś poszedł na wojnę i był pod ogniem, bo: „Mężczyźni nie opowiadają kobietom o wojnie/ Milczą kiedy ich blizn dotyka kobieca ręka”. Ale w dalszej czę- ści tego wiersza, który nosi tytuł Rozłączenie, zawarta jest 10 jednak pociecha: „Te oswojone wojny śpią we mnie/ przy- wołując których kochałam/ i którzy do końca dochowali milczenia”. Sen dla Julii jest jedną z form pamięci, a pamięć obo- wiązującym ją świadectwem. Julia wybrała się pamiętać przeciw nicości z nadzieją, że istnieje Pamięć – mówi o niej przecież księga Hioba – która przechowa i ocali prawdę z naszej ciągle przepracowywanej, pełnej luk pa- mięci. W głowie Julii ten piękny i czuły instrument zysku- je wiele przez rozróżnienie: pojawia się bowiem pamięć miłująca, zachowana dla ukochanych, dla objawień się piękna, kiedy „słońce pulsuje miękkim upartym rytmem”, choćby jak wtedy na plaży – nad tą zakonnicą w habicie i kornecie, której „ciało odmawiało pokornie pełne za- chwytu Gloria”. Podły czas i tyrani napuszczający swoich sołdatów na dom Braque’a kierowani są do rewiru pamięci ostrzegającej. Wyśmiani i heroiczni, jak profesor literatury na uniwersytecie szanghajskim Kang Zhengguo z wier- sza Profesor, odarci z godności, zdradzeni – do trybunału pamięci sprawiedliwej. Lecz zawsze jest to ta sama Julia rozpoczynająca rachunek sumienia od samej siebie. Julia lę- kająca się nade wszystko grzechu niewdzięczności. Dlatego i sobie powtarza ku pamięci: „Bądź wdzięczna./ Byłaś hoj- nie obdarzona”. andrzej Wmówił nam, szukającym ciągle ulepszonej wersji samych siebie, że jest chuliganem wolności, a my – jak te mato- ły z wiersza Brodskiego lękające się zbić szybę – połyka- liśmy jego jędrne i płciowe zdania niczym wyposzczona gęś gałki. Chuligan wolności? Kosmopolak? Przemierza- jąc wojenną Francję na rowerze z Tadziem – swoim San- cho, który odkrył, że „Francuzi to łapciuchy i mineciarze” – wyglądał raczej na Don Kichote’a. Cóż z tego, że rower? Rower jest przecież formą ekstremalnie odchudzonego ko- nia w pepegach, któremu trzeba pomóc pod górkę – pęd wiatru na twarzy jest ten sam i widoki z wysokości siodła podobne: tu wije się Garonna, tam pętający się bez żadnej dyscypliny żołnierze, jedynie wozy z żarciem idą w po- rządku. A tu znowu na szosie „zaczynają się ukazywać żółto-czarne tablice i drogowskazy niemieckie. Podawana na nich odległość do leżących po drodze miasteczek jest zawsze o 1 km lub 2 km większa albo mniejsza od takich samych tablic francuskich. Bo ONI zawsze wszystko lepiej wiedzą: nie 45 km, lecz 46 km. Das ist ja doch ein Unter- schied. Czy oni to powtórnie mierzyli?! U nich wszystko możliwe”. Tak naprawdę jednak to on dla mnie jest picaro. I niech mnie – niewykształconego księdza – wyśmiewają 13 Spis treści Opowiadałem kiedyś .................................................... 5 Julia ................................................................................ 7 Andrzej .......................................................................... 13 Josif ................................................................................ 21 Aleksander ..................................................................... 29 Jack ................................................................................. 35 Czesław .......................................................................... 45 Józef ............................................................................... 53 Jerzy ............................................................................... 61 Elias ................................................................................ 69 Jan .................................................................................. 79 Konstanty ...................................................................... 87 Axel ................................................................................ 95 Paweł .............................................................................. 103 Marcel ............................................................................ 111
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kropki i kreski
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: