Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00379 006885 18478688 na godz. na dobę w sumie
Książę pustyni - ebook/pdf
Książę pustyni - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875949 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Po przybyciu na zaręczyny przyjaciółki Natasha z miejsca wdaje się w konflikt z mężczyzną, którego bierze za ochroniarza. Arogant okazuje się właścicielem rezydencji, znanym i szanowanym szejkiem Kazimem. Szejk chce poznać bliżej piękną Angielkę, bez trudu zdobywa jej adres i umawia się z nią na randkę. Gdy zostają sfotografowani przez papparazich, Kazim wie, że zamachowcy, którzy na niego czyhają, zainteresują się teraz jego nową znajomą. Dla jej własnego dobra postanawia ją... porwać!

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 6 0 3 2 R N , ISSN 1641-5736 9 771641 573031 1 Sophie Weston Książę pustyni 06-RO-1a.indd 3 06-RO-1a.indd 3 4/25/07 10:26:15 AM 4/25/07 10:26:15 AM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Sophie Weston Książę pustyni Tłumaczyła Agnieszka Wąsowska Drogie Czytelniczki! Witajcie na początku lata! Na pewno większość z Was już zaplanowała wakacyjne wyjazdy – oby były bardzo udane – i niecierpliwie odlicza dni do urlopu. Czerwcowe książki z serii ROMANS zabiorą Was w wiele ciekawych miejsc, dzięki nim odbędziecie podróż do Grecji, Australii i na pustynię. W tym miesiącu szczególnie polecam pierwszą część miniserii Biurowy romans, a także nową książkę Waszej ulubionej Rebecki Winters. A oto wszystkie czerwcowe tytuły: Miesiąc w Grecji – Rebecca Winters opisuje dzieje małżeństwa, które jest solą w oku pewnej pozbawionej skrupułu intrygantce. Mężczyzna doskonały – pierwsza część miniserii Biurowy romans. Kobieta zafascynowana mężczyzną, którego nie widziała na oczy, ma wreszcie okazję poznać swój ideał... Książę pustyni – burzliwy romans praktycznej Angielki z romantycznym szejkiem. Na ratunek miłości – dwoje życiowych rozbitków odzyskuje wiarę w ludzi i w lepsze jutro. Sprawa honoru, Ślubny kontrakt (DUO) – dwie opowieści o małżeństwach na niby, które okażą się równie trwałe jak te zawarte z wielkiej miłości... Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Sophie Weston Książę pustyni Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: In the Arms of the Sheikh Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Anna Sarnecka, Władysław Ordęga © 2005 by Sophie Weston © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5010-6 Indeks 360325 ROMANS – 911 ROZDZIAŁ PIERWSZY Nowy Jork to raj dla cierpiących na bezsenność, po- myślała Natasha Lambert, wyglądając z okna hotelowego. To miasto nigdy nie śpi. Niech żyje Nowy Jork! Dochodziła piąta rano, lecz mimo to chodniki były pełne ludzi, a po mokrych od deszczu ulicach ciągnęły się sznury samochodów. Kim są ci ludzie? Idą do pracy? Wracają z nocnych klubów? Z hotelu wyszła właśnie jakaś para, a portier za- niósł do taksówki całą górę walizek. Para… Pomimo działającego bez zarzutu centralnego ogrzewania, zadrżała. Przestań! – zganiła się w duchu. Wróciła do założonego papierami biurka. Stało ono w niejakiej sprzeczności z jej wyglądem, bo w starym swetrze i ulubionych kapciach w kształcie kotów w ni- czym nie przypominała profesjonalnej bizneswoman. Spojrzała na ekran laptopa, zastanawiając się, jakiego koloru powinno być tło slajdów, które przygotowywała na swoją prezentację. Niebieskie? Za zimne. Czerwone? Zbyt agresywne. Tak jak ja, pomyślała. Jej ostatni chłopak po dokładnej analizie jej charakteru stwierdził, że jest istotą bez serca, a kiedy ochoczo przyznała mu rację, sarknął gniewnie:  Sophie Weston – To nie miał być komplement. – Może nie dla ciebie. Ja ciężko pracowałam na to, by stać się taką, jaką jestem. W tym momencie wyszedł. Zadzwonił telefon. – Tak? – Cześć, Natasha. – Cześć, Izzy – przywitała swoją najlepszą przyjaciółkę. A może niebieski i czerwony? Taki mariaż może oka- zać się całkiem dobry. Może rzeczywiście jest bez serca, ale za to radzi sobie całkiem nieźle. – Ojej, nie obudziłam cię? Która u was godzina? – Kilka minut po piątej rano. – O rany! Przepraszam. Ale nie spałaś? – Lambert Research nigdy nie śpi. – Zaraz, czasami jednak sypiasz. Co się stało? – Mam rano spotkanie z szefem Head Honcho. Muszę przygotować prezentację. – Jaki on jest? – dopytywała się Izzy. – Kto? – Ten cały Head Honcho. – Daj spokój. David Frankel jest niskim, grubym pra- coholikiem, który nie potrai trzymać przy sobie rąk, jeśli pozwolisz mu podejść zbyt blisko. – Brzmi okropnie. – Bo tak jest. Dlatego został szefem. Mężczyźni, którzy mają władzę, są okropni. To należy do ich obowiązków. – Co ty, przesadzasz. – Ani trochę. Wciąż takich spotykam w mojej pra- cy. Nieustannie dokładają mi roboty, to jedna ich cecha, a druga, że z żadnym z nich nie umówiłabym się za żadne Książę pustyni  skarby. Poza tym są w porządku. – Roześmiała się. – A te- raz powiedz mi, z czym dzwonisz. – Chodzi o weekend… – Izzy sprawiała wrażenie za- kłopotanej. – Nie mogę się go już doczekać. Chętnie się wybiorę na babskie spotkanie. Mam za sobą ciężki tydzień. Zmieniła tło na jasnozielone. Ekran rozjaśnił się jak jarzeniówka. Natasha przechyliła głowę. Energetyzujący czy może zbyt frywolny? – Jest mała zmiana planów. A konkretnie miejsca. – Co za problem? Więc gdzie się spotkamy? – Cóż… To prywatny dom. Można powiedzieć, że go wypożyczyłam. Zapisz adres. – Podyktowała go. – Na- tasha, jest coś jeszcze… Ton jej głosu zaniepokoił Natashę. Przerwała zabawę myszką. – Dobrze, Izzy. Mów, o co chodzi. Masz jakiś problem? To jakaś ruina? Nie ma centralnego ogrzewania? Czy mo- że muszę wynająć helikopter, aby się tam dostać? – Gdyby tak było, na pewno byś to zrobiła. – Jasne, że tak. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i nie widziałam cię ponad pół roku. Mam zacząć szu- kać pilota? – Nie, dojedziesz samochodem. To godzina drogi od lotniska. – W takim razie nie widzę problemu. – Dobrze. Wracaj do pracy, zobaczymy się jutro. Masz zarezerwowany lot? – Tak. – To dobrze. Będziemy miały cały dzień, żeby pogadać, zanim tam dotrzemy.  Sophie Weston – Izzy, co się dzieje? Masz jakieś kłopoty? – Nie, chodzi tylko o to, że… Możesz mieć pewne trud- ności z odnalezieniem Serenaty. Przyślę ci mailem mapę – stwierdziła nienaturalnie radosnym głosem, jakby chciała coś powiedzieć, lecz nie mogła się zdobyć na odwagę. Natasha zmarszczyła brwi. Izzy nigdy się tak nie za- chowywała. Przynajmniej od czasu, gdy… Otrząsnęła się ze złych wspomnień. To już przeszłość. Obie wydostały się z dżungli żywe, podobnie jak reszta. Wszystko skończyło się dobrze. Za jakiś czas znikną też nocne koszmary. To jednak nie tłumaczyło dziwnego zachowania Izzy. – Powiesz mi wreszcie, co się stało? – Wychodzę za mąż. – Co?! – Za mąż. Wiem, wiem. To wszystko stało się tak nagle. Tylko że on musi wyjechać i w ten weekend chcemy zro- bić zaręczynowe przyjęcie. Natasha nic nie powiedziała. Izzy była rozsądną, moc- no stąpającą po ziemi kobietą, ale jak wszyscy, miała sła- by punkt. Ona wiedziała, co nim było. Izzy była w biurze, a ponieważ pracowała z nią również jej kuzynka Pepper, na pewno nie chciała przy niej zdradzać osobistych tajemnic. – Posłuchaj, zobaczymy się w piątek i wtedy wszystko ci opowiem. Dobrego lotu. – Izzy rozłączyła się. Dobrze. Poczeka do piątku, ale wtedy Izzy będzie mu- siała powiedzieć jej wszystko ze szczegółami. Tymczasem musi zająć się swoją prezentacją. Ponow- nie przeniosła wzrok na monitor i zdecydowała się na purpurowe tło dla swoich slajdów. Książę pustyni  Sala tronowa była jedną z najbardziej okazałych sal w całym pałacu. Emir Saraq siedział we francuskim fotelu, który nie bardzo pasował do wystroju wnętrza, i zaprosił nowo przybyłych, aby zajęli miejsce na niewielkiej soie. – Dziadku, wiesz, że nie podlegam twoim rozkazom – powiedział wysoki ciemnowłosy mężczyzna. – Podlegasz, kiedy tu przebywasz. – Przyjechałem tylko na chwilę. Ich spojrzenia spotkały się. Wzrok emira był spokoj- ny i władczy. Ze spojrzenia młodego mężczyzny nie spo- sób było nic wyczytać. Potraił doskonale maskować swo- je uczucia. – Nie kłóćmy się, Kazim. To bardzo ważne. Taka łagodność nie leżała w naturze emira, jednak Ka- zim znał jego talenty aktorskie. – Chodzi o kolejne zaaranżowane małżeństwo? – Nie. Ustaliliśmy już, że sam zdecydujesz, kiedy się ożenisz. – Jeśli w ogóle się ożenię. – Jeśli się ożenisz – powtórzył z wyraźną niechęcią dziadek. – I z kim się ożenię. – Tak. Emir dodał coś pod nosem, ale Kazim udał, że tego nie słyszy. Czasem tak było lepiej, jeśli w ogóle miał za- chować poprawne stosunki z dziadkiem. – Łamiesz tradycję i nikogo nie słuchasz, ale dobrze wypełniasz swoje obowiązki. – Dziękuję. – Chciałem się z tobą widzieć, bo pojawiły się pewne groźby. 10 Sophie Weston – Pod twoim adresem? – Kazim wyraźnie się zaniepo- koił. – Nie. Pod twoim. – Gdy Kazim nie odpowiedział, do- dał: – A więc wiedziałeś o tym. – To nie pierwszy raz, kiedy zdarza się coś takiego. – Jesteś dla nich doskonałym celem, nie rozumiesz tego? Emir od dawna nalegał, by Kazim wrócił do Saraq, gdzie byłby bezpieczny. Nie podobało mu się, że następ- ca tronu podróżuje po świecie, angażując się w działal- ność pacyistyczną. – Ta twoja Międzynarodowa Rada Pojednawcza to świet- ny pomysł. Bardzo wzniosły. – Zrobił pauzę. – Tylko przed- wczesny o jakieś pięćdziesiąt lat. – Nie mogę tyle czekać. – Kazim wiele razy kłócił się z dziadkiem o swoją polityczną działalność. – Uważam, że nie dbasz o swoje bezpieczeństwo. Zwol- nienie ochrony i służących na cały weekend to bardzo nierozsądne posunięcie. – Mam chyba prawo do odrobiny prywatności. – Ja dbam o swoją. – Tak, zatrudniając całą armię ochroniarzy. – Jeśli to kobieta, przyprowadź ją do pałacu. Tu będzie- cie bezpieczni i nikt nie zakłóci wam spokoju. – Nie chodzi o kobietę – A zatem szkoda. Zbyt dużo pracujesz. Powinieneś się trochę rozerwać. – Po raz pierwszy dziadek uśmiechnął się. Obaj wiedzieli, że Kazim nie zamierza zatrzymać się w pałacu. Nigdy tak nie robił. Na spotkanie z dziadkiem zjawił się prosto z samolotu, który już był szykowany do powrotnej drogi. Emir wiedział ponadto, że jeśliby doszło między nimi do Książę pustyni 11 konfrontacji, Kazim bez wahania opuściłby Saraq, gdyby był pewny, że racja jest po jego stronie. Tym razem jednak nie chodziło o zwykłą sprzeczkę. Dziś nie był emirem, tylko dziadkiem, który troszczy się o bezpieczeństwo wnuka. – Przynajmniej zostaw straż w Serenacie. – To, w jaki sposób przyjmę swoich przyjaciół, to moja prywatna sprawa. – Przyjaciół! – wybuchnął emir, nie kryjąc głębokiej troski o wnuka. – Co to za przyjaciele, którzy narażają cię na niebezpieczeństwo? – To tylko dwa dni – powiedział miękko Kazim. – A wiesz, ile czasu trzeba snajperowi, by wycelować i pociągnąć za spust? – Poproszę Toma, żeby dokładnie sprawdził teren. I spro- wadzę ochroniarzy. Ale nie mogę pozwolić, aby przyjęcie zaręczynowe mojego przyjaciela zakłócał pluton uzbrojo- nych żołnierzy. – Sprawdziłeś listę gości? – Dominik to mój przyjaciel. Razem wspinaliśmy się w górach. Moje życie zależało od niego, a jego ode mnie. Oczywiście, że nie sprawdzałem listy gości. – Odwołaj przyjęcie! – Zrobiłbyś to na moim miejscu? – Wiedział wiele o prze- szłości dziadka. Odwaga i lojalność zawsze liczyły się dla niego najbardziej. – To, jaki jestem, to spuścizna po moich wspaniałych przodkach. Także i po tobie. – Ot, mądrala – mruknął emir. – Nim się obejrzysz, a do- staniesz od życia po głowie. – Kiedy to się stanie, pierwszy się o tym dowiesz – od- parł z iglarnym uśmieszkiem Kazim, po czym skłonił lekko głowę i wyszedł. 12 Sophie Weston Jego osobisty sekretarz czekał na zewnątrz, obok kli- matyzowanego pojazdu. – I co? – Dziadek szpieguje mnie w moim domu. Chce, żebym obstawił Serenatę ochroną. Daj mi kluczyki. Martin podał mu je z pewnym wahaniem. – Chodzi o przyjęcie zaręczynowe Dominika, tak? – Tak. – No cóż, nie można odmówić mu pewnej racji. – Posłuchaj, Martin. Przez całe życie jestem otoczony ochroniarzami. Choć raz chcę mieć normalne przyjęcie, jak zwykły człowiek. – To twoja decyzja – powiedział z westchnieniem se- kretarz, wiedząc, że tym razem nic nie wskóra. – Jeśli nie mogę zaufać człowiekowi, z którym się wspi- nałem, nie mogę zaufać nikomu. Martin rozumiał go, ale do jego obowiązków należało przypominanie szefowi o grożących mu niebezpieczeń- stwach. – Nie wspinałeś się z jego dziewczyną ani z jej przyja- ciółmi. – Sądzisz, że Synowie Saraq mogą nasłać na mnie za- machowca? – Kazim nie krył zdumienia. – To mało prawdopodobne, ale musimy być gotowi na wszystko. – Daj spokój. – Uśmiechnął się. – Teraz myślę tylko o tym, że być może narzeczona Dominika jest piękną blondynką. Wsiedli do auta i ruszyli w drogę. Ku rozpaczy Martina i Toma Soltano, który był sze- fem bezpieczeństwa, przez całą powrotną drogę do Lon- dynu Kazim pozostawał we frywolnym nastroju. W pew- Książę pustyni 13 nej chwili, gdy powiedział coś szczególnie absurdalnego, Martin nie wytrzymał. – Chyba żartujesz! – wybuchnął. – Wręcz przeciwnie. Nigdy nie żartuję na temat swo- jej pracy. Rzeczywiście, Kazim traktował swoją misję pokojową z największą powagą. Od lat prowadził mediacje w roz- licznych konliktach, w które jego kraj był uwikłany. Martin pomagał mu w tym dziele. Teraz rozłożył przed Kazimem rozkład zajęć. Były tam wypisane wszystkie spotkania na sześć miesięcy naprzód. – Tylko zobacz. Nie masz ani chwili wolnego czasu. – W takim razie będę go musiał wygospodarować. – Może dlatego jesteś taki dobry w negocjacjach poko- jowych, że wszyscy zaczynają cię nienawidzić i chcą jak najszybciej kończyć rozmowy. Tom Soltano roześmiał się, po czym szybko zakasłał, aby ukryć swoją reakcję. – Dobry sposób, bo skuteczny. – Spójrz na ten miesiąc. Nowy Jork, Paryż, Saraq, In- donezja, Turcja. Nie wiesz nawet, czy zdołasz dojechać na ślub Dominika. – Mam być pierwszym drużbą. Po prostu podam Dominikowi obrączki. Ile to może zająć czasu? – Byłeś kiedykolwiek na angielskim ślubie? – Naturalnie. – Na takim prawdziwym, hucznym ślubie? Z ciotkami w ogromnych kapeluszach i zapłakanymi matkami? Kazim zacisnął usta. – Matki zawsze płaczą na ślubach, czy to w Bombaju, czy na Ziemi Baina. 14 Sophie Weston – To prawda – wtrącił się do rozmowy Tom. – Ale bry- tyjski pierwszy drużba to nie byle co. Uwierz mi, sam nim byłem. Taki ktoś ma znacznie więcej do zrobienia niż tyl- ko podać ślubne obrączki. – On ma rację. – No mów, Tom. Przestrasz mnie. – Spada na ciebie wielka odpowiedzialność. Musisz wy- prawić takie przyjęcie, którego pan młody nie zapomni do końca życia. To jego ostatnie godziny wolności, więc powinien je spędzić w niepowtarzalny sposób. – Następnego dnia musisz go reanimować i zaprowa- dzić do kościoła – wtrącił Martin. – Zaraz po ceremonii ślubnej Dominik wybiera się na biegun południowy. Na pewno nie będzie żadnego pijań- stwa. Co jeszcze? – Będziesz musiał zapanować nad tłumem niezna- nych ci ludzi, powiedzieć im, co i kiedy mają robić. Cho- dzi między innymi o rozchichotane druhny i niesforne dziewczynki, których zadaniem jest we właściwym mo- mencie sypać kwiatki. Do tego cała czereda chłopców, którzy nie potraią usiedzieć w miejscu. – Innymi słowy, będę wodzirejem. Dam sobie radę. W końcu przez całe życie nie robię nic innego. Martin wzniósł oczy do nieba, natomiast Tom stwier- dził z powagą: – Nie żartuj sobie, to naprawdę bardzo niebezpieczne. Będziesz tam siedział jak żywy cel, Kazim. Może ciebie zastąpimy? – Mowy nie ma. – Będziesz musiał wygłosić przemówienie na cześć państwa młodych.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Książę pustyni
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: