Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00093 006003 15935256 na godz. na dobę w sumie
Księżycowa zatoka - ebook/pdf
Księżycowa zatoka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 255
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-3853-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Po rozwodzie Alex McCord odnajduje bezpieczną przystań na rajskiej wyspie u wybrzeży Florydy. Ma tu wszystko, czego potrzebuje do szczęścia: pracę z ukochanymi delfinami, słoneczną plażę, szmaragdowe morze, spokój. Jej idealny świat się wali, gdy wśród grupy turystów bawiących na wyspie spotyka swojego byłego męża Davida, a na plaży znajduje ciało martwej kobiety. Kiedy nadciąga huragan, na wyspie pozostaje garstka osób. Wśród nich na pewno jest zabójca. Alex zaczyna się bać o własne życie. Musi podjąć dramatyczną decyzję: czy uwierzyć Davidowi, którego nadal kocha? On też może być zamieszany w to morderstwo...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Heather Graham Księz˙ycowa zatoka Tłumaczyła Monika Krasucka HEATHER GRAHAM Księżycowa zatoka Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: In the Dark Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2004 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Anna Bieńkowska Korekta: Roma Sachnowska, Anna Bieńkowska ã 2004 by Heather Graham Pozzessere ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i serii Harlequin Kolekcja są zastrzez˙one. Wydawnictwo Arlekin – Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Druk: ABEDIK ISBN 978-83-238-3853-1 Indeks 365807 KOLEKCJA – 80 PROLOG Alex o mało nie krzyknęła, gdy biegnąc w ciemno- ści, bosą stopą trafiła na ostrą muszlę. W ostatniej chwili stłumiła jęk, ale straciła równowagę. Zachwiała się i upadła. Zdezorientowana i oszołomiona po zderzeniu z twardym piaskiem, lez˙ała nieruchomo i przeklinała mrok. Za kilka godzin zacznie świtać. Niebawem oko cyklonu przemieści się i huragan Dahlia uderzy z nową siłą, smagając wyspę wichrem dmącym z prędkością ponad stu sześćdziesięciu kilo- metrów na godzinę. A ona lez˙y na plaz˙y, tuz˙ przy brzegu, bezsilna i bezradna. Przekręciła się na bok i spróbowała wstać. Bała się sprawdzić, czy mocno skaleczyła stopę. Przez cały 6 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA czas się modliła: błagam, pozwól mi dobiec do ośrod- ka. Błagam... W pobliskich zaroślach coś zaszeleściło. Morderca był naprawdę blisko, deptał jej po piętach. Musi natychmiast wstać i co tchu biec w stronę budynków. Tam będzie bezpieczna. Czy na pewno? Jeśli zdoła dobiec do głównego budynku, niepo- strzez˙enie wślizgnie się do środka. Potem podczołga do schowka za recepcją, gdzie trzymają pistolet. Była prawie pewna, z˙e nikt go stamtąd nie zabrał. Szybciej! Na co czekasz?, pośpieszała się w duchu. Była sama. Nikt nie mógł jej pomóc. Nikomu nie mogła ufać. Mogła liczyć wyłącznie na siebie. A przeciez˙ de- speracko chciała wierzyć, z˙e jest przynajmniej jeden człowiek... Spostrzegła go nagle. Był na tyle blisko, z˙e mimo ciemności od razu go rozpoznała. Len Creighton. To on lez˙ał przed nią na piasku. Jeszcze jeden trup, pomyślała, drętwiejąc ze stra- chu. Nie tak dawno zastanawiała się, gdzie podział się Len. Teraz juz˙ wiedziała. Lez˙ał parę kroków od niej, zwrócony twarzą do ziemi; z głowy ciekła mu krew. Fale zalewały mu nogi, wyrzucając na brzeg kępy wodorostów, które przyczepiały się do jego bezwład- nego ciała. Małe kraby juz˙ go zwęszyły i podpełzały jeden po drugim, by z bliska przyjrzeć się kolacji. Zakryła dłońmi usta, z˙eby zdusić krzyk. Ponad jej głową wiatr rozerwał gęste burzowe chmury i na plaz˙ę spłynęło blade światło księz˙yca. W tej samej chwili z zarośli wybiegł męz˙czyzna. Heather Graham 7 – Alex! Chodź tutaj! Zatrzymał się; pierś pracowała mu cięz˙ko, z trudem łapał powietrze. Rozejrzał się na wszystkie strony, a gdy ją zobaczył, zaczął machać, przyzywając ją do siebie. Był uzbrojony w podwodną kuszę. Chyba niedawno jej uz˙ył, gdyz˙ z grotu kapała krew. – Alex, musisz mi zaufać! Biegnij do mnie! Szybko! – Nie słuchaj go! – zawołał drugi męz˙czyzna. Ten, który ją do siebie przyzywał, gwałtownie się obrócił. Jeszcze jedna nocna zjawa. Męz˙czyzna. W dodatku równiez˙ uzbrojony. Lufa jego pistoletu była wycelo- wana w pierś przeciwnika. – Alex! Uciekaj! Nie ufaj mu! – krzyknął. Męz˙czyźni stali naprzeciw siebie, mierząc się wro- gim spojrzeniem; nieufni i czujni, az˙ nadto świadomi, z˙e kaz˙dy z nich ma śmiercionośną broń. – Alex! Nie miała pojęcia, który z nich ją woła. Kiedyś ufała im obu. Jednego z nich nawet kochała. Drugi prawie zdobył jej serce. – Alex! U jej stóp lez˙ał człowiek, który prawdopodobnie juz˙ nie z˙ył. Kolega z pracy. Dobry kumpel. Mijały sekundy, a ona, zamiast go ratować, zamiast wbrew rozsądkowi szukać oznak z˙ycia, stała jak posąg, spara- liz˙owana myślą, z˙e jeden z męz˙czyzn jest mordercą. A głupie serce upierało się, z˙e to nieprawda. Niemoz˙liwe, z˙eby któryś z nich był zdolny popełnić tak straszną zbrodnię. A juz˙ zwłaszcza nie on. Nie on! Nie była w stanie logicznie myśleć. Wpatrywała się 8 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA w nich bezradnie, a wewnętrzny głos z samego dna duszy krzyczał, z˙e cała ta sytuacja to jakiś absurd. Jednak fakty były bezlitosne. Fale lizały jej stopy. Znała te wody tak dobrze jak samą siebie. Rafa nie miała przed nią z˙adnych tajemnic. Jej prześladowcy tez˙ znali ocean. Ale nie ten rejon. Nie tę wyspę. Miała tylko jedno wyjście, choć graniczyło ono z czystym szaleństwem. Burza chwilowo ucichła, jednak ocean wciąz˙ był bardzo wzburzony. Olbrzymie fale były śmiertelnie niebezpieczne, podobnie jak zdrad- liwe podwodne prądy. Mimo to... Nie miała wyboru. Odwróciła się. Wskoczyła do wody i zaczęła pły- nąć, az˙ do bólu świadoma, z˙e stawką w tym wyścigu jest jej z˙ycie. Jeszcze parę dni temu nie uwierzyłaby, z˙e coś takiego moz˙e się zdarzyć. To wtedy wszystko się zaczęło. Zaledwie kilka dni temu. Rozgarniała wodę, mocno pracując rękami i noga- mi. Oby jak najdalej od brzegu... Nagle coś przemknęło obok niej. Pocisk? Strzała? Podobno tuz˙ przed śmiercią człowiekowi przesuwa się przed oczami całe z˙ycie. Jednak ona nie cofnęła się pamięcią az˙ tak daleko. Raptem o parę dni. Do pamiętnego wieczoru, gdy w pobliz˙u laguny z delfinami znalazła pierwsze ciało. Które zaskakująco szybko zniknęło. ROZDZIAŁ PIERWSZY – Pamiętajcie, z˙e tu, w Moon Bay, traktujemy delfiny jak naszych gości. Dlatego nie próbujcie ich gonić. Po pierwsze, są szybkie i bez trudu wam umkną. Po drugie, bardzo tego nie lubią. Zaczekajcie, az˙ same do was podpłyną. Zrobią to na pewno, bo są niezwykle towarzyskimi stworzeniami. My, trenerzy, nigdy ich nie zmuszamy, z˙eby bawiły się z ludźmi. One same muszą mieć na to ochotę. Nasze delfiny wiedzą, w jaki sposób mogą wydostać się z basenu. Jeśli odpłyną, nie zawracamy ich. W czasie wspólnej zabawy mo- z˙ecie je głaskać, najlepiej wzdłuz˙ płetwy grzbietowej. Pamiętajcie tez˙, z˙e nie wolno ich klepać ani drapać, dobrze? Alex McCord mówiła miłym, modulowanym gło- 10 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA sem – w kaz˙dym razie łudziła się, z˙e tak odbiera go jej ośmioosobowa grupa. Uśmiechała się często; zwłaszcza przemawiając do dwóch kilkunastolet- nich dziewczynek i nieco starszego chłopaka. Tłuma- czyła, z˙e wcale się na nich nie gniewa, ale na przyszłość muszą przestrzegać obowiązujących za- sad. Prócz nastolatków na pomoście stała piątka doros- łych. Do nich tez˙ się uśmiechnęła, tyle z˙e z przymu- sem. Az˙ ją od tego rozbolały mięśnie twarzy. No proszę, kogóz˙ tu mamy! Nie wierzyła własnym oczom. Na ziemi są tysiące wysp. A na tych wyspach dzie- siątki delfinariów oferujących przeróz˙ne atrakcje. Więc jaki czort przyniósł Davida Denhema akurat na jej wyspę? I skąd u niego to nagłe zainteresowa- nie morskimi ssakami? Dla takiego eksperta ten pokaz był banalną sztuczką z rodzinnego parku rozrywki. David miał ogromną wiedzę i doświad- czenie. Jego osiągnięcia robiły wraz˙enie: podpływał do z˙arłaczy białych na Wielkiej Rafie Koralowej, fotografował wieloryby na Pacyfiku, karmił rekiny u wybrzez˙y Aruby i filmował tarło wielkich płasz- czek na Kajmanach. Czego tu szukał? Alex od mie- sięcy nie miała z nim kontaktu. Nie widziała go, nie słyszała o nim. Nawet nie czytała artykułów na jego temat. A tu proszę, David ni z tego, ni z owego zjawił się w Moon Bay. Podróz˙nik, badacz mórz i oceanów. Nurek, fotograf, poszukiwacz skarbów. Metr dzie- więćdziesiąt wzrostu, szerokie opalone bary, ogorzała Heather Graham 11 twarz o regularnych rysach, do tego intensywnie niebieskie oczy, którymi wpatrywał się w nią tak, jakby kaz˙de jej słowo było objawieniem. A przeciez˙ wystarczyło posłuchać jego pytań, by zorientować się, z˙e wie o delfinach nie mniej niz˙ ona. Pewnie wcale by się nie przejęła jego obecnością, gdyby nie fakt, z˙e właśnie znalazła sobie nowy obiekt zainteresowań. John Seymore, były komandos elitarnej jednostki specjalnej Navy SEAL, przyjechał na Florydę z za- miarem otwarcia bazy dla nurków. Według Alex był fascynującym i atrakcyjnym męz˙czyzną. I wcale nie ukrywał, z˙e jest nią tak samo zachwycony, jak ona nim. Z urody przypominał Davida, tyle z˙e w wersji blond i z zielonymi oczami. Jasnymi, wesołymi, bu- dzącymi zaufanie. Choć miał spore doświadczenie w nurkowaniu, dołączył do grupy amatorów, która poprzedniego dnia nurkowała pod jej opieką. Wieczorem spotkali się w barze Tiki Hut. – Zapisałem się na pływanie z delfinami – powie- dział. – Mało o nich wiem, więc chciałbym je lepiej poznać. Wypili parę drinków... potańczyli. Było miło. Do tego stopnia, z˙e którymś momencie Alex puściła wodze fantazji i zaczęła sobie wyobraz˙ać, z˙e fajnie byłoby się z nim kochać. A tu bach! Następnego dnia zjawił się David. I te wspaniałe miraz˙e rozwiały się, nim zdąz˙yły nabrać konkretnych kształtów. Nie powinna przejmo- wać się Davidem, przeciez˙ są rozwiedzeni. Miała 12 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA prawo związać się z innym męz˙czyzną. Nie mówiąc juz˙ o tym, z˙e mogła umawiać się na randki i nie musiała mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Zresztą była gotowa iść o zakład, z˙e przez ten rok jej były mąz˙ tez˙ nie z˙ył w celibacie. – Za chwilę poznacie bliz˙ej najbardziej niesamo- wite z morskich stworzeń – wtrąciła Laurie Smith, jedna z jej asystentek. Słysząc ją, Alex uzmysłowiła sobie, z˙e jej mil- czenie trwało trochę za długo. Nie miała nic przeciwko temu, z˙e kolez˙anka przejęła inicjatywę. Czasami ła- pała się na tym, z˙e mówi jak rutynowana przewo- dniczka wycieczek, która ma dość ciągłego powta- rzania tego samego. W jej przypadku nie było to prawdą. Delfiny od zawsze ją fascynowały. Uwaz˙ała, z˙e pod względem inteligencji nie mają sobie równych wśród zwierząt. Mądrością i sprytem ustępowały im nawet psy i szympansy. – A wy traktujecie je jak króliki doświadczalne. Z tą tylko róz˙nicą, z˙e zabawianie turystów to jednak nie to samo co naukowe eksperymenty. Kąśliwa uwaga padła z ust ostatniego członka grupy. Alex dobrze wiedziała, z˙e akurat tego człowie- ka nie wolno lekcewaz˙yć. Hank Adamson. Moz˙e nie był tak dobrze zbudowany ani efektownie opalony jak David czy John, ale z pewnością robił wraz˙enie jako męz˙czyzna. Wysoki i gibki ciemny blondyn w naj- modniejszych słonecznych okularach miał w sobie magnetyczny urok. Jeśli chciał, potrafił być rozbraja- jąco miły i uprzejmy. Albo bezgranicznie okrutny. Był felietonistą lokalnej gazety, współpracował tez˙ z pis- Heather Graham 13 mami podróz˙niczymi i współredagował turystyczne przewodniki. Jeśli uznał, z˙e któryś ośrodek nie spełnia jego wyśrubowanych wymagań, nie miał litości. Jedną krytyczną recenzją potrafił pogrąz˙yć kaz˙dy motel, hotel, restaurację, park rozrywki czy klub. Jego uszczypliwy, aczkolwiek nie pozbawiony humoru styl podobał się czytelnikom i przyniósł mu sporą popular- ność. Alex uwaz˙ała go za irytującego gnojka, ale Jay Galway, szef ośrodka i parku wodnego Moon Bay, gotów był oddać duszę za pochlebny artykuł jego pióra. Po wczorajszym nurkowaniu Hank wyglądał na zadowolonego. Jednak Alex wiedziała, z˙e dzienni- karz wcześniej czy później zaatakuje. Czekała na to, odkąd postawił nogę na wyspie. I właśnie się do- czekała. – Nasze zwierzęta nie są do niczego zmuszane, panie Adamson. Jeśli chcą, bawią się z gośćmi, jeśli nie, wracają na swoje terytorium. Poza tym wszystkie nasze delfiny przyszły na świat w niewoli. Jedynym wyjątkiem jest uratowana przez nas Shania. Została pokaleczona przez śrubę łodzi i bez naszej pomocy na pewno by zginęła. Kilka razy wypuszczaliśmy ją na wolność, lecz zawsze wracała. Moim zdaniem delfiny interesują się nami w takim samym stopniu jak my nimi – stwierdziła, po czym zwróciła się do całej grupy. – A więc zaczynajmy. Czy ktoś na specjalne z˙yczenia? – Chciałbym popłynąć na delfinie – wyrwał się chłopak o imieniu Zach. Alex miała przeczucie, z˙e będą z nim kłopoty. 14 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA – Jazda na płetwie. Proszę bardzo. Chcesz być pierwszy? – Mógłbym? Alex uśmiechnęła się do niego. Moz˙e wcale nie był takim diabłem wcielonym, na jakiego wyglądał. Zre- sztą delfiny miały cudownie kojący wpływ na ludzi. Raz trafiła jej się grupa ,,trudnej’’ młodziez˙y ze szkoły specjalnej. Początkowo wszyscy rechotali i zachowy- wali się jak banda idiotów. Wystarczyło jednak, z˙e wskoczyli do basenu, a od razu zmienili się w stado potulnych baranków. – Oczywiście, z˙e moz˙esz płynąć pierwszy. Z jed- nym delfinem czy z dwoma? – Z dwoma jest naprawdę super – podpowiedział cicho David, uśmiechając się do chłopaka. – Niech będą dwa! – Więc wskakuj do basenu. W płetwach, ale bez maski i fajki – poinstruowała. Chłopak wskoczył do wody i rozłoz˙ył ramiona tak, jak mu kazała. Gdy był gotowy, Alex dała znak dwóm delfinom. Katy i Sabra tylko na to czekały; posłusznie podpłynęły do chłopaka, sunąc tuz˙ pod powierzchnią niczym dwie srebrzyste bły- skawice. – Ale jazda! – zawołał rozpromieniony Zach, gdy parę chwil później delfiny podwiozły go do pomostu. Pozostali członkowie grupy, zachęceni entuzjaz- mem Zacha, kolejno próbowali jazdy na płetwie. John Seymore wprawdzie nie wyraz˙ał swej radości tak z˙ywiołowo jak dzieci, ale widać było, z˙e jest zadowo- Heather Graham 15 lony. Nawet sceptycznie nastawiony Hank Adamson – który tylko szukał okazji, z˙eby się do czegoś przy- czepić – nie ukrywał, z˙e zabawa z delfinami sprawiła mu przyjemność. Alex obawiała się, z˙e David będzie narzekał na nudę – pływanie na płetwie nie było dla niego z˙adną atrakcją – albo zacznie się popisywać. Bóg jeden raczył wiedzieć, co mogło mu przyjść do głowy. Wystarczyło, z˙eby szepnął coś delfinowi, a wtedy to łagodne i wytresowane zwierzę mogło zareagować w zupełnie nieprzewidziany sposób. Na szczęście David zachował się przyzwoicie, a gdy wynurzył się z basenu, był gładki i milutki jak sam delfin. Dopiero gdy cała grupa pływała w kółku, postanowił dostarczyć towarzystwu trochę emocji. Zanurkowawszy, zniknął pod wodą na tak długo, z˙e parę osób zaczęło denerwować się, czy aby nie utonął. – Jest pani pewna, z˙e nic mu się nie stało? – dopytywała zaniepokojona Ally Conroy, matka Zacha. – Proszę się nie martwić, dobrze go znam – odparła z wymuszonym uśmiechem. – Wytrzymuje na bez- dechu prawie tak długo jak delfiny. Kiedy David wreszcie się wynurzył, Macy, etatowa fotografka, spojrzała na nią i wymownie wzruszyła ramionami. Obie doskonale wiedziały, z˙e Davidowi, w odróz˙nieniu od większości turystów, nie zalez˙y na pamiątkowym zdjęciu z delfinami. – Jeśli chcecie, moz˙ecie teraz głaskać i przytulać delfiny – zachęciła Alex swoich podopiecznych. 16 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA David i John najwyraźniej nie byli zainteresowani taką formą kontaktu ze zwierzętami; trzymali się z boku i cały czas rozmawiali. Robili tak za kaz˙dym razem, gdy była zajęta pozostałymi członkami grupy. Draz˙- niły ją te ich pogaduszki, ale nie mogła zakazać rozmowy dwóm dorosłym facetom. Teraz tez˙ jej przeszkadzali, tym bardziej z˙e dołączył do nich Hank Adamson. Nie pozostało jej nic innego jak zacisnąć zęby i przymknąć oko na tę testosteronową imprezkę, którą panowie urządzili sobie pod jej bokiem. Mogła się tylko domyślać, z˙e rozmawiają o nurkowaniu – po męsku, rzecz jasna. Nie pojmowała, dlaczego tak się tym przejmuje. David zniknął z jej z˙ycia. Nie, to kłamstwo, którym lubiła się mamić. Nie zniknął. I nigdy nie zniknie. Denerwowała ją ta myśl. A przeciez˙ kiedyś sama doszła do wniosku, z˙e w ich związku coś szwankuje i z˙e czas niczego nie zmieni, ani w niej, ani w nim. Rozstali się. Nigdy nie z˙ałowała tej decyzji. Irytacja brała się raczej z faktu, z˙e David zjawił się bez uprzedzenia i to akurat w chwili, gdy pierwszy raz od rozwodu pozwoliła sobie na flirt. A on nie dość, z˙e jej w tym przeszkodził, to jeszcze dogadywał się z jej przystojnym komandosem tak dobrze, jakby obaj znali się od lat. – Proszę pani, ci trzej cały czas gadają – szepnął do niej Zach z chytrym błyskiem w oku. – Mogę za nich pobawić się z delfinami? Chętnie by mu pozwoliła. Ale nie w obecności Hanka Adamsona, który nigdy nie wychodził z roli wścibskiego reportera. Los Moon Bay zalez˙ał od tego, Heather Graham 17 co Hank napisze. Dlatego Alex nie zamierzała od- stępować od obowiązujących zasad. – Chętnie bym się zgodziła, ale twoja kolej juz˙ minęła. – Moz˙esz wejść zamiast mnie. Alex nie zauwaz˙yła, z˙e David odłączył się od swoich rozmówców. – Jeśli pozwolę Zachowi jeszcze raz wejść do wody, dziewczynki tez˙ pewnie będą chciały. I co wtedy? – Odstąpię im swoją kolejkę – oznajmił niespo- dziewanie Hank Adamson. Uśmiechnąwszy się do niej, dodał: – Proszę się nie martwić, dostaniecie dobrą recenzję. – Wobec tego ja tez˙ odstępuję swoje miejsce dzie- ciakom. – John Seymore nie chciał być gorszy. – A więc dodatkowa runda dla najmłodszych ucze- stników – oznajmiła. Był to ostatni punkt programu. Gdy dobiegł końca, grupa zaczęła się rozchodzić. – Było świetnie! Bardzo ci dziękuję. – Uśmiech Johna był przeznaczony tylko dla niej. – Chyba znowu tu przyjdę. Muszę sprawdzić, czy w twoich grupach są jeszcze wolne miejsca. Ominął mnie ostatni punkt programu, a ja bardzo lubię się przytulać. Nawet do delfinów. Rozbawiona pokiwała głową. – Coś mi się zdaje, z˙e naraziłem się ich treserce – powiedział John miękko. – Owszem. Na tym skończyła się ich rozmowa. John odwrócił 18 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA się i odszedł, a Alex zorientowała się, z˙e stojący tuz˙ za nim David musiał wszystko słyszeć. Jednak jego ciemnoniebieskie oczy miały nieodgadniony wyraz. Gdy na niego patrzyła, nie mogła powstrzymać się od refleksji, z˙e szybciej by o nim zapomniała, gdyby nie był taki przystojny. Tymczasem jego urodzie nie zaszkodziła nawet kąpiel z delfinami. Słońce lśniło w kropelkach wody na jego opalonych ramionach, z ciemnych włosów spływały struz˙ki. David wyglądał po prostu świetnie. Alex az˙ sobie westchnęła. I jeszcze ten jego zapach... Ulotny i taki znajomy. Lekka woń kosmetyków i naturalny zapach męz˙czyzny, morza i słonego wiatru. – Opracowaliście fajny program – pochwalił. – Po- dobało mi się. Dziękuję – powiedział. I odszedł. Nawet nie podał jej ręki. – Dzięki za dobre słowo – odparła z przekąsem, ale był juz˙ za daleko, by ją usłyszeć. – Dobrze się czujesz? Odwróciła się gwałtownie. Laurie przyglądała jej się uwaz˙nie. – Wspaniale! Zaraz zacznę skakać z radości – od- parła. – Moje biedactwo! – Rozbawiona Laurie prze- chyliła głowę i wzięła się pod boki. – Dwaj najprzy- stojniejsi faceci, jakich w z˙yciu widziałam, robią do ciebie słodkie oczy, a ty masz taką minę, jakby cię osa ugryzła. – Zapewniam cię, z˙e David nie robi do mnie słodkich oczu. – Przeciez˙ widziałam, jak na ciebie patrzy. Heather Graham 19 – Widocznie źle to zinterpretowałaś. Laurie nie kryła zaskoczenia. – Wydawało mi się, z˙e wasz rozwód był czystą formalnością. – Zgadza się. David nawet nie zauwaz˙ył, z˙e prze- staliśmy być małz˙eństwem – odparła cierpko. – Kiedy złoz˙yłam w sądzie papiery, był na rejsie po Karaibach. Nawet do mnie nie zadzwonił, nie zaprotestował... Przysłał tylko prawnika, który w jego imieniu jasno dał do zrozumienia, z˙e mogę robić, co chcę, brać, co chcę... Byliśmy małz˙eństwem i w pewnym momencie po prostu przestaliśmy nim być. Wszystko stało się tak szybko... W jakimś sensie poczułam się oszoło- miona. – To, z˙e nie robił trudności, jeszcze nie znaczy, z˙e cię nienawidzi. – A czy coś takiego mówiłam? – Cóz˙... chcesz usłyszeć moją radę? – Nie. Laurie posłała jej ironiczny uśmiech. – Wszystko przez to, z˙e nigdy nie byłaś w ,,Rand- kowisku’’. – Gdzie? – W ,,Randkowisku’’. Nie pamiętasz, parę dni temu mówiłam ci, z˙e się tam wybieram – zniecierp- liwiła się. – To nowy klub w Key Largo. W całym kraju istnieją juz˙ dziesiątki podobnych miejsc. Zaba- wa polega na tym, z˙e idziesz tam i co chwila dosiadasz się do innego stolika. Masz mniej więcej dziesięć minut na rozmowę z osobą, która przy nim siedzi. Pomysł nie jest głupi. Do tych klubów przychodzą 20 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA fajni faceci, a nie jacyś kretyni. Niektórzy odreagowu- ją zawód miłosny... jak ja. Inni po prostu się roz- glądają. Sama pomyśl, robiąc zakupy w centrum handlowym, moz˙esz minąć męz˙czyznę, który jest dla ciebie stworzony, i nigdy nie zamienisz z nim słowa. Przeciez˙ z˙adna normalna dziewczyna nie podejdzie do faceta, który wpadł jej w oko, i nie powie, z˙e się jej podoba. Nie spyta prosto z mostu, czy jest wolny, czy ma ochotę na jakiś układ. A w ,,Randkowisku’’ sprawa jest jasna; spotykasz ludzi, którzy tak jak ty szukają partnera. Kwestia preferencji seksualnych i stanu cywilnego od początku nie budzi wątpliwości, więc od razu wiesz, z kim masz do czynienia. Nie ryzykujesz, z˙e natniesz się na dupka, który najpierw naopowiada ci, z˙e jest wolny, weźmie od ciebie więcej, niz˙ początkowo byłaś skłonna dać, a po wszystkim grzecznie przeprosi i powie, z˙e musi zmykać do domu, bo z˙ona pewnie się niepokoi – szydziła Laurie. Alex patrzyła na nią z takim wyrazem twarzy, jakby widziała ją pierwszy raz w z˙yciu. Laurie była napraw- dę piękna. Naturalna platynowa blondynka, wesoła, uśmiechnięta i spontaniczna. Czy to moz˙liwe, by kobieta obdarzona taką urodą mogła mieć problemy ze znalezieniem faceta? Odkąd Alex zaczęła pracować w Moon Bay, nieco straciła kontakt z rzeczywistością. Na obecnym etapie z˙ycia miała tu idealne warunki. Mieszkała sama w ma- łym, lecz przytulnym domku wśród bujnej zieleni. Nie musiała martwić o tak prozaiczne sprawy jak sprząta- nie czy zakupy, gdyz˙ o czystość dbała obsługa ośrod- Heather Graham 21 ka; posiłki jadała w stołówce w głównym budynku. Wieczorami w ramach rozrywki chadzała do baru Tiki Hut nieopodal basenów, a gdyby to jej nie wystar- czało, mogła kupić ksiąz˙ki w małej księgarni albo pooglądać telewizję. Jej to odpowiadało, ale nie wszy- scy byli w takiej sytuacji jak ona; ci, którzy nie przyjechali tu leczyć złamanych serc, na pewno nie byli amatorami takiego pustelniczego z˙ywota. Nagle poz˙ałowała, z˙e zaprzątnięta własnymi spra- wami, zobojętniała na problemy innych ludzi. – I... jak było w tym ,,Randkowisku’’? – Strasznie. I przygnębiająco – przyznała Laurie. – Jesteś pewna, z˙e chcesz o tym usłyszeć? – Tak, ale nie tutaj. Marzę, z˙eby wreszcie stąd iść – odparła. Po drugiej stronie ich basenu, zwane- go laguną, bar Tiki Hut zaczynał się zapełniać. Wśród gości zauwaz˙yła Jaya Galwaya, szefa ośrod- ka. Sącząc drinka, rozmawiał z Hankiem Adam- sonem. Alex nie miała ochoty dłuz˙ej się uśmiechać ani podlizywać się Adamsonowi. Obok dziennikarza stał jeszcze jeden męz˙czyzna. Rozpoznała go od razu, gdyz˙ był częstym gościem ośrodka. Seth Granger, nieprzyzwoicie bogaty biznesmen na emeryturze, po- stanowił zająć się poszukiwaniem skarbów i wydo- bywaniem mienia z zatopionych statków. Zapisał się na rekreacyjne nurkowanie, a potem narzekał, z˙e się nudzi. Alex az˙ świerzbił język, z˙eby mu po- wiedzieć, iz˙ ktoś, kto nie potrafi podziwiać piękna rafy koralowej, w ogóle nie powinien schodzić pod wodę. I z˙e miejsca do nurkowania wybrano specjalnie 22 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA po to, by uczestnicy wyprawy mogli na własne oczy zobaczyć całe bogactwo podwodnego świata. Dlate- go ktoś, kto postawił sobie za punkt honoru rywali- zację ze współczesnymi piratami czy poszukiwacza- mi skarbów, nie miał czego szukać w jej amatorskiej grupie. Jeśli znudzony bogacz miał ochotę porozmawiać o wydobywaniu zatopionych ładunków, powinien po- stawić drinka Davidowi. Z nim bez trudu znajdzie wspólny język. Jay Galway od pewnego czasu dawał jej znaki, ale udawała, z˙e tego nie widzi. – Moz˙e pójdziemy na plaz˙ę na drugim końcu wyspy? – zaproponowała. – Tam w spokoju opo- wiesz mi o swoim randkowym horrorze – dodała. Nie czekając na odpowiedź, dziarsko ruszyła przed siebie. – Pan Galway do nas macha. – Laurie musiała podbiec, z˙eby się z nią zrównać. – Chyba czegoś od ciebie chce. – Więc ruszaj się szybciej! – ponagliła kolez˙an- kę. Nie zwalniając tempa, odwróciła się i pomachała Jayowi. A potem jeszcze szybciej ruszyła przed sie- bie. Zatoczka z basenami delfinów znajdowała się na wschodnim krańcu wysepki, jednej w wielu wysp archipelagu Keys na południowym końcu Florydy. Między poszczególnymi wyspami kursowała moto- rówka oraz mały prom, który pięć razy dziennie przypływał do Moon Bay. Park wodny, powstały z inicjatywy wielkiej amerykańsko-niemieckiej firmy, Heather Graham 23 liczył sobie zaledwie kilka lat. Skrawek ziemi, na którym go zbudowano, wcześniej był popularnym miejscem wypoczynku tutejszych mieszkańców. Zachodnia część wysepki wciąz˙ jeszcze była dzie- wicza. Bujna tropikalna roślinność stanowiła wspania- łe tło dla szerokiej piaszczystej plaz˙y i szafirowej wody. Wieczorami Alex często chroniła się tu przed gwarem ośrodka. Na szczęście goście, którzy mogli swobodnie poruszać się po całej wyspie, rzadko zapu- szczali się w te rejony. Jedynie miłośnicy słonecznych kąpieli doceniali walory białej plaz˙y, ale ci byli juz˙ tak spieczeni, z˙e raczej unikali słońca. Choć dochodziła szósta, wciąz˙ było jasno i ciepło. Morze falowało leniwie, palmy szumiały kojąco, po- ruszane lekką bryzą, która dawała wytchnienie od męczącego upału. Alex spojrzała w niebo, intensywnie błękitne i czy- ste. Co za cudny dzień, westchnęła. Gdzieś w oddali, nad Atlantykiem lub Zatoką Meksykańską, zbierały się groźne burzowe chmury, ale tu, w Moon Bay, było zacisznie i spokojnie. Po prostu idealnie! Zatrzymały się tuz˙ nad wodą i usiadły na mok- rym piasku. Obydwie miały na sobie identyczne firmowe stroje. Czarne poliestrowe topy bez ręka- wów ozdobione z przodu kremowym logo Moon Bay i czarne szorty z mocnego materiału. Ubrania były wygodne i nie odsłaniały za wiele. Moon Bay był ośrodkiem zbudowanym z myślą o rodzinach z dziećmi. A przy okazji wymarzonym schronieniem dla 24 KSIĘZ˙YCOWA ZATOKA kogoś, kto pragnie zapomnieć o nieudanym małz˙eń- stwie. Alex znalazła tu wszystko, czego potrzebowała do szczęścia. Dobrą pracę, kontakt z naturą, prywat- ność i spokój. I nagle... zjawił się David. A niech go jasny szlag! Nie zamierzała rujnować przez niego swoich planów. Weźmie prysznic, załoz˙y coś fajnego, uczesze się, umaluje... Będzie sączyła pina coladę i tańczyła w Tiki Hut. Będzie otwarcie flirtowała z Johnem Seymo- re’em. I kompletnie zignoruje fakt, z˙e wszystkie dzie- wczyny w barze gapią się na Davida. Koniec. Skończyło się. Ich drogi się rozeszły. – No to jak? – zagadnęła ją Laurie. – Co takiego? Przepraszam, zamyśliłam się. – Chcesz, z˙ebym opowiedziała ci, jak było w ,,Randkowisku’’, czy wolisz, z˙ebym siedziała cicho, podczas gdy ty będziesz sobie pluła w brodę, z˙e rozwiodłaś się z takim fajnym facetem? – Nigdy! – Co nigdy? Nie chcesz słyszeć o ,,Randkowisku’’ czy... Rozwiodłaś się z nim, prawda? – Tak. Miałam na myśli, z˙e nigdy nie będę z˙ałowa- ła tej decyzji. To musiało skończyć się rozwodem. – Dlaczego? Alex nie odpowiedziała. Dlaczego? Dobre pytanie. Bo mieliśmy odmienny pomysł na z˙ycie? Proste jak dwa razy dwa. Nie, właśnie z˙e nie. Ich przypadek był złoz˙ony, jak większość podobnych historii. Moz˙e winny był ich egoizm? Wieczny głód przygód trawią- cy Davida i jej determinacja, z˙eby zostać profesjonal- ną treserką? Heather Graham 25 – O mój Boz˙e! – Laurie spojrzała na nią z trwogą. – Chyba cię nie bił? – Przestań! Nie bądź śmieszna! – Więc o co poszło? – Nie wiem. Po prostu było nam razem nie po drodze. – Hm... – Laurie delikatnie odsunęła stopą kraba, spychając go z powrotem w stronę wody. – Gdybym to ja była z˙oną Davida, byłoby mi z nim po drodze, choćby do piekła. No ale ja przez˙yłam ,,Randkowi- sko’’, a ty nie. Chciałaś, z˙ebym ci opowiedziała, jak było... – Przepraszam cię, Laurie. Kiepska ze mnie kum- pelka. Wszystko przez to, z˙e przez˙yłam lekki szok. Naprawdę fajnie się bawiłam w towarzystwie Johna Seymore’a, a tu nagle... zjawił się David. – A w czym on ci przeszkadza? – Po prostu czuję się skrępowana. – Przeciez˙ nie jesteście juz˙ małz˙eństwem, więc w czym problem? Skoro dobrze ci z Seymore’em, to korzystaj z okazji. Swoją drogą, niezły z niego przy- stojniak. Nie to, co te sieroty z ,,Randkowiska’’. – Nie mów, z˙e nie było tam z˙adnych ciekawych facetów... – Nawet jeśli byli, to ja z˙adnego nie spotkałam. Ale co tam ,,Randkowisko’’, lepiej pogadajmy o twoim miłosnym trójkącie. – Nie ma z˙adnego trójkąta – skrzywiła się. – Pomó- wmy o tobie. Jesteś atrakcyjna, fajna, miła i inteligent- na. Wcześniej czy później spotkasz odpowiedniego męz˙czyznę.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Księżycowa zatoka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: