Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00056 005308 14475213 na godz. na dobę w sumie
Kusicielka - ebook/pdf
Kusicielka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 329
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8182-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Anglia, okres średniowiecza

Ona zagina na niego parol. On długo kluczy i robi uniki. Uważa, że jest dla niej za stary. Wydaje mu się też, że wciąż kocha piękność, która porzuciła go dla bogatego arystokraty. Urocza Beatrice jest niczym żywe srebro. Nikt by się nie domyślił, że ta młodziutka dziewczyna ma za sobą rodzinny dramat. Napiętnowana jako córka zdrajcy nagle znajduje się poza nawiasem społeczności. Na szczęście, przyjaciele biorą ją pod swoje skrzydła. Właśnie w ich domu poznaje sir Ranulfa. Starszy od niej, niesłychanie męski, cieszący się zasłużonym uznaniem rycerz, urasta w jej oczach do ideału. Początkowe zauroczenie przeradza się w głębokie uczucie. Beatrice jest gotowa na wszystko, byle tylko zdobyć ukochanego

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

T A V 5 M Y T W Ł Z 9 9 4 1 A N E C , 4 6 4 1 0 2 S K E D N I 1 1 / 6 0 6 R N Tłumaczyła Anna Pietraszewska Tytuł oryginału: Hers to Desire Pierwsze wydanie: Harlequin Historical Romance, 2006 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Redakcja: Władysław Ordęga Korekta: Jolanta Spodar ã 2006 by Margaret Wilkins ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Powieść Historyczna są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25 Skład, łamanie i projekt okładki: COMPTEXT Ò, Warszawa ISBN 978-83-238-8182-7 Słowo o autorce Margaret Moore, wielokrotnie nagradzana au- torka, której książki znajdują się na listach best- sellerów USA Today, bardzo wcześnie podjęła pierwsze próby literackie. Studiowała literaturę na uniwersytecie w Toronto, uzyskując licen- cjat. Zadebiutowała w 1991 roku, publikując romans historyczny w Wydawnictwie Harlequin (Harlequin Enterprises). Dziś jest autorką po- nad dwudziestu pięciu powieści, które zostały przetłumaczone i ukazały się w kilkunastu kra- jach. Pisze także książki dla dzieci i współpracu- je z HarpersCollins Children‘s Books. Margaret Moore zaprasza na swoją stronę internetową: www.margaretmoore.com. ,,Margaret Moore to mistrzyni narracji, która 6 umiejętnie potrafi niezwykle ciekawie opowia- dać o dawnych czasach’’. ,,Affaire de Coeur’’ ,,Znakomicie napisane powieści historyczne pióra laureatki licznych nagród, Margaret Moore, zasłużenie cieszą się ogromną popularnością wśród czytelników’’. ,,Dunder the Covers’’ ,,Autorka, która wie, jak umiejętnie pokazać w powieści historycznej wątek miłosny na tle bogatego tła opisywanej epoki’’. ,,Old Book Barn Gazette’’ Prolog Środkowa Anglia, rok 1228 Strach to twój najgorszy wróg, wyrzeknij się wszelkich ludzkich uczuć i słabostek – taką naukę wpoili chłopcu ojciec tyran i prześmiewca oraz skorzy do bitki starsi bracia. Po śmierci matki domostwo de Beauvieux stało się pozbawionym ciepła siedliskiem zgorzknienia i przemocy. Ra- nulf nie rozpaczał więc, kiedy jako dwunastolet- niego wyrostka przegnano go precz. Nie uronił ani jednej łzy, gdy rozsierdzony rodzic smagał go batogiem, wyklinał pod niebiosa i wyzywał od najgorszych. Uciekał, lecz nie przed razami. Wziął nogi za pas, aby wreszcie poznać smak wolności, by wyzwolić się spod władzy krewnych. Od samego początku wiedział, co uczyni i do- kąd się uda. Pójdzie do zamku sir Leonarda de 8 Brissy’ego i nauczy się władać mieczem. Już dawno umyślił sobie zostać rycerzem. Podróż okazała się dłuższa i o wiele bardziej męcząca, niż przypuszczał. Mimo wyczerpania, dotarłszy do celu, uniósł dumnie głowę i wyprostował mężnie ramiona. – Wiedźcie mnie natychmiast przed oblicze mistrza Leonarda – rzekł stanowczo do zdumio- nych wartowników, którzy strzegli drewnianych wrót. – Ktoś ty i co cię sprowadza? – zapytał starszy z mężczyzn, spoglądając na przybysza spod zmar- szczonych brwi. Zmierzwiona ruda czupryna i postrzępione odzienie wskazywały na to, że ma do czynienia z biednym jak mysz kościelna ulicznikiem. Młokos nosił się wszakże niczym udzielny książę i przemawiał jak wielmoża. – Jestem Ranulf, syn lorda Faulka de Beau- vieux – oznajmił dumnie. – Przybyłem na nauki do sir Leonarda. – Wiedz, że to nie takie proste, chłopcze. Sir Leonard sam wybiera wychowanków. Nie wy- starczy zwyczajnie zażądać, by cię przyjęto. – Ręczę, że dla mnie sir Leonard zrobi wyjątek. Drugi ze strażników gwizdnął pod nosem. – Takiś pewny swego, zuchwalcze? – Powiadam wam, zwę się Ranulf de Beau- vieux i chcę mówić z mistrzem de Brissym. Przeszedłem... to jest... przebyłem szmat drogi, aby się z nim zobaczyć. 9 Choć Ranulf wciąż usiłował zachować pozory śmiałości, powoli opadała go desperacja. Czyżby wędrował w nieskończoność na próżno? Kradł jadło i sypiał pod gołym niebem, żeby teraz odejść z kwitkiem? – Przyszedłeś piechotą? – Młodszy wartownik spojrzał na niego z niejakim podziwem. – Po- chodzisz z daleka, jak mniemam? – Wytłumaczę się przed sir Leonardem, nie przed tobą. – A z czegóż to będziesz mi się tłumaczył, mło- dzieńcze? – rozległ się raptem szorstki męski głos. Strażnicy wyprostowali się jak na komendę. Ranulf przyjrzał się z uwagą wysokiemu, siwo- włosemu mężczyźnie, który zmierzał ku nim raźnym krokiem. Miał na sobie kolczugę oraz czarną tunikę. Ogorzałe oblicze szpeciło kilka blizn, a przenikliwe błękitne oczy wpatrywały się w chłopca, jakby próbowały zajrzeć w głąb jego duszy. Ranulf odgadł, że za chwilę stanie przed mistrzem Leonardem. Uzmysłowił sobie, że jeżeli de Brissy wyczuje w nim choćby cień fałszu, odprawi go bez wahania. Musi zatem powiedzieć prawdę. W przeciwnym razie nie nauczy się walczyć i nigdy nie zostanie wojownikiem. Skłonił się i rzekł: – Sir Leonardzie, jestem Ranulf, syn lorda Faulka de Beauvieux. Pokornie proszę, panie, byś przyjął mnie do swego domu i wyuczył wo- jennego rzemiosła. 10 – Słyszałem to i owo o twoim ojcu – odparł chłodno de Brissy. Stary de Beauvieux znany był z bezprzykład- nego okrucieństwa oraz skłonności do pijaństwa. Młodzik odziedziczył po zapalczywym rodzicu nie tylko ostre rysy, lecz także smukłą posturę i wyniosłą postawę. Ryża czupryna i zielono- brązowe oczy wyrostka zmiękczyły serce starego rycerza. Przypominały mu matkę chłopca, piękną i łagodną niewiastę, której nie widział od z górą dwudziestu lat. W przeciwieństwie do syna bra- kowało jej uporu i determinacji. Gdyby była nieco mniej uległa, być może zdołałaby uniknąć skoja- rzonego przez rodziców małżeństwa. Tak czy owak młodzik z miejsca mu się spodobał. De Brissy wyczuwał w nim zapał i niezłomną siłę woli. Chłopak posiadł również niezwykłą dla tak młodego wieku umiejętność panowania nad własnymi emocjami. Leonard widywał podobny hart ducha jedynie u gruntow- nie wyszkolonych i zaprawionych w bojach ryce- rzy. Tak, instynkt go nie myli, uznał. Młokos wyjdzie na ludzi. Dla jednych będzie nieocenio- nym sprzymierzeńcem, dla innych nieprzejed- nanym przeciwnikiem. Biada tym, którzy znajdą w nim wroga. – Znałem ongiś twoją matkę – odezwał się przyjaźnie. – Wezmę cię pod swój dach przez wzgląd na nią, Ranulfie de Beauvieux. Niewysłowiona ulga niemal odebrała młodzień- 11 cowi mowę, uznał wszakże, że już na wstępie wypada mu poruszyć pewną istotną kwestię. – Nie jestem i nie będę jednym z Beauvieux. Ojciec przepędził mnie z domu. Nie chcę więcej oglądać ani jego, ani braci. – A czemuż to zostałeś wygnany? – Wyznam ci wszystko jak na spowiedzi, pa- nie, ale na osobności. Wolałbym, aby rodzinne swary nie stały się pożywką dla plotek. Sir Leonard nie skwitował jego życzenia śmie- chem ani nie poczuł się urażony. – Skoro tak – rzekł – pójdź za mną, chłopcze. Coś mi się zdaje, że mamy sporo do omówienia. Rozdział pierwszy Kornwalia, rok 1244 Pan na zamku Tregellas niespokojnie wiercił się na dębowym krześle. – Na rany Chrystusa, czemuż to tyle trwa? – wy- mamrotał pod nosem. Lord Merrick był mężem z natury statecznym i nad wyraz powściągliwym. Dziś jednak roz- sądek i opanowanie całkowicie go opuściły. Nie bez przyczyny, ma się rozumieć. Umiłowana małżonka jego lordowskiej mości od rana cier- piała katusze, wydając na świat pierwszego po- tomka. Jak to zwykle w takich razach bywa, wszystkich domowników dopadła nerwowa go- rączka. Służba stąpała na palcach, nie śmiejąc wyrzec słowa, nawet psy leżały nieruchomo na matach przykrywających podłogę. Jedynie rudo- 13 włosy towarzysz przyszłego ojca sprawiał wraże- nie kompletnie nieporuszonego. Pogładziwszy brodę, skosztował wina i zauważył rzeczowym tonem: – Ponoć bywa, że schodzi się dwa, a nawet trzy dni. Lord Merrick łypnął na niego spod przymrużo- nych powiek. – Też mi pociecha, słowo daję! Wargi Ranulfa wykrzywiły się w krzywym uśmiechu. – Sądziłem, że moje słowa natchną cię otu- chą. – Usłyszawszy w odpowiedzi urągliwe pry- chnięcie, westchnął i dodał pojednawczo: – Po- wiadam ci, drogi przyjacielu, tam na górze wszyst- ko pójdzie jak z płatka. Zdaje nam się, że czekamy całą wieczność, ale śmiem twierdzić, że twojej Constance czas wlecze się o wiele bardziej. Dłu- gi połóg to nic nadzwyczajnego, zwłaszcza za pierwszym razem. Po cóż rwać włosy z głowy na zapas? Bądź cierpliwy. Dam sobie rękę odjąć, że ani matce, ani dziecięciu nie grozi nic złego. – Myślałby kto, żeś taki znawca – obruszył się podenerwowany małżonek. – Co ty tam możesz wiedzieć o babskich... przypadłościach. – Słusznie prawisz – odparł stoicko de Beau- vieux. Opryskliwość kompana nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia, jako że dawno do niej przywykł. – Nie wyznaję się na tych sprawach, ale swój rozum mam. Podpowiada mi, że nie ma 14 czym się trwożyć. Gdyby, Boże uchowaj, coś było nie tak, akuszerka posłałaby po ciebie i kazałaby sprowadzić księdza. Ani chybi wyprosiłaby też z komnaty lady Beatrice. Choć nie wypadało mu powiedzieć tego na głos, uważał, że Bea nie powinna towarzyszyć kuzynce w takiej chwili. Oglądanie narodzin, to, jak sądził, niezbyt przyjemny widok, poza tym obecność dziarskiej i nieprzewidywalnej młódki nierzadko bywała uciążliwa. Bea gotowa zagadać krewniaczkę na śmierć. Gdyby sam cierpiał na łożu boleści, raczej nie chciałby, aby skakała wokół posłania, racząc go bez ustanku najnow- szymi plotkami, albo, co gorsza, niezliczonymi opowieściami o królu Arturze i rycerzach okrąg- łego stołu. – Constance pragnęła mieć ją przy sobie – wy- jaśnił gospodarz, jakby czytał w myślach Ranul- fa. – Są dla siebie jak siostry. Nie trzeba mu było o tym przypominać. Ranulf doskonale wiedział, że Beatrice znalazła schro- nienie tylko dzięki nadzwyczajnej zażyłości z lady Tregellas. Gdy ojca ścięto za zdradę stanu, Beę pozbawiono majątku i pozycji. Pozostał jej jedy- nie tytuł, który również by jej odebrano, gdyby mąż kuzynki nie wstawił się za nią u księcia Kornwalii. – Nie zniosę dłużej tej bezczynności – zaczął Merrick, poderwawszy się z miejsca. – Idę. – Przy- stanął w pół kroku, kiedy raptem otworzyły się 15 drzwi i w progu stanął nieznany de Beauvieux mężczyzna. Przybysz miał przemoczone do su- chej nitki odzienie, a jego pierś wznosiła się i opadała w urywanym oddechu. – Panie! – zawołał, przemierzając pospiesznie westybul. – To Myghal, przyboczny szeryfa Penterwell, jednego z pomniejszych majątków – wyjaśnił Merrick. – Przynoszę złe wieści, panie – oznajmił Myg- hal, potwierdzając domysły de Beauvieux. – Sir Frioc nie żyje – dodał zwięźle. Frioc był tęgim jegomościem o szlachetnym sercu i łagodnym usposobieniu. Lord Tregellas uczynił go kasztelanem wkrótce po przejęciu schedy po zmarłym ojcu. – Jak do tego doszło? – spytał Merrick. Jego twarz pozostała jak zwykle niewzruszona, lecz Ranulf usłyszał w głosie przyjaciela szczere za- troskanie. – Nieszczęśliwy upadek na łowach, wasza lordowska mość. Sir Frioc ścigał zająca. Straci- liśmy go na moment z oczu, a kiedyśmy go odnaleźli, leżał bez życia na wrzosowisku ze skręconym karkiem. Okulały koń błąkał się nie- opodal. Hedyn sądzi, że zwierz się potknął i zrzucił jeźdźca z siodła. Hedyn pełnił funkcję szeryfa Penterwell jesz- cze za czasów poprzedniego feudała. Merrick uznał go za męża godnego zaufania i pozostawił 16 na urzędzie po odziedziczeniu włości po swym świętej pamięci rodzicu. Myghal sięgnął za pazuchę i wyjął skórzaną sakiewkę. – Mam pismo od szeryfa dla waszej lordows- kiej mości. – Idź do kuchni, niech cię nakarmią i napo- ją. – Tregellas wyjął list i złamał pieczęć. – Każę przygotować dla ciebie izbę na nocleg. Po wyjściu posłańca zerknął w stronę schodów wiodących do alkierza, po czym zasiadł na ławie i odczytał widomość. De Beauvieux starał się nie okazywać zniecierpliwienia. Dopił wino i od- stawił na bok puchar. Wyczekiwał kolejnych słów towarzysza, jak zaklęty, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w zdobiący ścianę gobelin. lecz ten milczał – Szkoda Frioca – zagaił ostrożnie Ranulf. – Zac- ny był z niego człek. Merrick kiwnął milcząco głową i znów spoj- rzał w górę. Jego myśli nieustannie biegły ku żonie. – Szczęście, że nie pozostawił po sobie wdo- wy ani potomstwa. O ile mnie pamięć nie myli, nie miał synów, którzy zechcieliby uzurpować sobie prawo do przejęcia jego stanowiska. Zresz- tą, tobie przypada w udziale przywilej mianowa- nia nowego kasztelana, no nie? Merrick wsunął pismo do kieszeni tuniki. – Nie inaczej.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Kusicielka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: