Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00411 006738 14093966 na godz. na dobę w sumie
Kuzyn Lavarede a. Część I. Diament Ozyrysa - ebook/pdf
Kuzyn Lavarede a. Część I. Diament Ozyrysa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 348
Wydawca: Jamakasz Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-65753-87-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Robert Lavarède, kuzyn Armanda Lavarède’a (bohatera cyklu powieści „Pięć Groszy Lavarède’a'), kasjer w firmie Brice, Molbec et Cie, człowiek bardzo lubiący spokojne życie, oraz jego przyjaciel, Ulysse Astéras, rachmistrz w paryskim Obserwatorium, ale posiadający wielką smykałkę do astronomii, zostają pewnego dnia porwani przez nieznanych sprawców. Po kilkudniowym letargu spowodowanym otrzymaniem środków odurzających, odnajdują się na pokładzie „Faraona”, statku płynącego do Egiptu. Tak dowiadują się, że Robert (a przy okazji jego przyjaciel) został porwany przez Hindusa Radjpoora i jego sługę, Niariego, by uczynić z niego faraona, który ma zespolić egipski lud do walki przeciw angielskim okupantom. Kluczową sprawą w tym wszystkim jest zdobycie „Diamentu Ozyrysa”, według podania klejnotu utworzonego z krwi tego boga, który faraonowi ma zapewnić absolutną władzę nad wszystkimi mieszkańcami Egiptu… Jak potoczą się losy obu bohaterów…? Z kim się jeszcze zetkną…? Czy różne wydarzenia i nagłe zwroty akcji sprawią, że ich działalność ograniczy się tylko do tego północnoafrykańskiego kraju…? Tego dowiemy się z pierwszej części cyklu „Kuzyn Lavarède’a!”, noszącej tytuł „Diament Ozyrysa”. Cykl ten stanowi drugą część zbioru dwudziestu powieści Paula d’Ivoi, które we Francji zyskały sobie miano „Nadzwyczajnych Podróży”, zahaczających o fantastykę, fantasy, groteskę, ale mających podłoże normalnych powieści przygodowych.

Seria wydawnicza Wydawnictwa JAMAKASZ „Biblioteka Andrzeja – Szlakiem Przygody” to seria, w której publikowane są tłumaczenia powieści należące do szeroko pojętej literatury przygodowej, głównie pisarzy francuskich z XIX i początków XX wieku, takich jak Louis-Henri Boussenard, Paul d’Ivoi, Gustave Aimard, Arnould Galopin, Aleksander Dumas ojciec czy Michel Zévaco, a także pisarzy angielskich z tego okresu, jak choćby Zane Grey czy Charles Seltzer lub niemieckich, jak Karol May. Celem serii jest popularyzacja nieznanej lub mało znanej w Polsce twórczości bardzo poczytnych w swoim czasie autorów, przeznaczonej głównie dla młodzieży. Seria ukazuje się od 2015 roku. Wszystkie egzemplarze są numerowane i opatrzone podpisem twórcy i redaktora serii.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

BIBLIOTEKA ANDRZEJA SZLAKIEM PRZYGODY Paul d’Ivoi DIAMENT OZYRYSA Paul d’Ivoi to pseudonim Paula Deleutre (1856-1915), pochodzącego z rodu pisa- rzy. Jego dziadek Edouard i ojciec Charles również podpisywali niektóre swe dzieła pseudonimem Paul d’Ivoi. Studiował prawo w Paryżu, ale podążył drogą ojca i dziadka, wybierając lite- raturę. Zadebiutował jako żurnalista w dziennikach „Paris-Journal” i „Figaro”. Pod pseudonimem Paul d’Ivoi pisywał też do tygodników ilustrowanych „Journal des Voyages” i „Petit Journal”. Działalność literacką zaczął od sztuk bulwarowych: Le mari de ma femme (1887) czy La pie au nid (1887) oraz kilku powieści w odcinkach, które nie zwróciły uwagi, jak Le capitaine Jean, La femme au diadème rouge, Olympia et Cie. W latach 1894-1914 wydał 21 książek tworzących serię „Voyages excentriques” [Dziwne podróże], wykorzystującą wzór „Voyages extraordinaires” Julesa Verne’a. Podobne były nawet okładki, powtarzały się także te same motywy. Obaj autorzy podzielali to samo nastawienie do czytelnika, pragnienie zapewniania mu rozryw- ki i wiedzy (geograficznej, przyrodniczej, technicznej). Z entuzjazmem dla rozwoju nauki i wynalazków łączyły się obawy przed niewłaściwym ich wykorzystywaniem. W roku 1894 pierwszy tom tej serii, tworzący trzyczęściowy cykl Les Cinq Sous de Lavarède, napisany wspólnie z Henrim Chabrillatem, przyniósł mu sławę. Była to jego najbardziej realistyczna powieść, następne bowiem stawały się coraz bardziej naukowe i przesycone fantazją umyślnie naiwną. Seria, ukazująca się w wydawnic- twie Boivin et Cie, była przeznaczona dla młodzieży. Kolejne tomy ukazywały się z częstotliwością jednej powieści na rok. Paul d’Ivoi tworzył też, razem z pułkownikiem Royetem, opowiadania patriotycz- ne, np. Les briseurs d’épée, a także historyczne, pod pseudonimem Paul Eric, np. Les cinquante. Występują w nich typowe dla owej epoki stereotypy dotyczące poszczegól- nych narodów i ras. Patriotyzm d’Ivoi zbliża się niekiedy do nacjonalizmu. W złym świetle przedsta- wiani są głównie Niemcy, a także Anglicy zagrażający francuskim interesom. Wychwa- lane są za to zalety Francuzów i ich umysłowość (esprit parisienne, „duch paryski”, wyrażający się pomysłowością, bystrością umysłu, skłonnością do płatania figli, lekkim traktowaniem prawa i zasad, zapalczywością, a przy tym nieskazitelną prawością). Książki Paula d’Ivoi cieszyły się prawie do końca XX wieku dużą popularnością we Francji, miały wiele wydań. Wielu czytelników, zwłaszcza młodych, przedkładało je nad dzieła Verne’a, gdyż zawierały więcej przygód, a ich akcja toczyła się szybciej. Toteż na przykład Jean-Paul Sartre pisał w swej autobiografii Les Mots, że zawierały więcej nadzwyczajności. Paul d’Ivoi DIAMENT OZYRYSA Pierwsza część cyklu „Kuzyn Lavarede’a!” Przełożył i przypisami opatrzył Janusz Pultyn Sześćdziesiąta publikacja elektroniczna wydawnictwa JAMAKASZ Dwudziesty drugi tom serii: „Biblioteka Andrzeja – Szlakiem Przygody” Tytuł oryginału francuskiego: Le Diament d’Osiris © Copyright for the Polish translation by Janusz Pultyn, 2019 © Copyright for the Polish translation by Janusz Pultyn, 2019 79 ilustracji, w tym 5 kolorowych oraz mapka trasy podróży: Lucien Métivet Ilustracje podkolorował: Dariusz Kocurek Redaktor serii: Andrzej Zydorczak Redakcja i korekta: Andrzej Zydorczak Projekt okładki: Barbara Linda Konwersja do formatów cyfrowych: Mateusz Nizianty © Wydawnictwo JAMAKASZ, Ruda Śląska 2019 Wydanie I ISBN 978-83-65753-86-1 (całość) ISBN 978-83-65753-87-8 (część pierwsza) Dla pana Hippolyte Marinoniego1 dyrektora „Le Petit Journal”2. To dzięki Panu i pańskiemu wsparciu starego Lavarède’a spotkał jakże szczęśli- wy los. Proszę pozwolić, że sprawię sobie przyjemność dedykując panu nowego, jako wyraz mej gorącej i głębokiej wdzięczności. Paul d’Ivoi 1 Hippolyte Marinoni (1823-1904) – francuski konstruktor maszyn drukarskich i wydawca prasy, od roku 1882 redaktor naczelny dziennika „Le Petit Journal”, jeden z twórców nowoczesnej prasy. 2 „Le Petit Journal” – wydawany w Paryżu popularny dziennik, wychodzący od roku 1863, szczyt popularności osiągnął w roku 1890, kiedy to jego nakład osią- gnął ogromną liczbę miliona egzemplarzy; propagował sport, zamieszczał powie- ści w odcinkach, w tym Paula d’Ivoi. Rozdział I Dwa bolidy Proszę cię, drogi Ulysse, zostaw ten teleskop. – Jeszcze chwilę, zacny Robercie. – Ani jednej sekundy. Pomyśl sobie tylko, biedaczyno, że moja mało powabna gospodyni swymi czerwonymi rękoma w tej oto chwili parzy herbatę, na spróbowanie której cię zapraszam. – No tak… ale… – Ale ta dama tasiemki jest punktualna. Zna moje zwyczaje i dokładnie o ósmej stawia imbryk na ogień, a o ósmej dwadzie- ścia pięć mającą sto stopni wodę wylewa na aromatyczne listki. Teraz jest trzydzieści pięć po ósmej. Herbata naciąga od dziesięciu minut; dobry kwadrans zajmie nam droga do mojego mieszkania przy ulicy Lalande1. Herbata okaże się za mocna i nas rozdrażni. Z twojej winy będzie nas czekała bezsenna noc. – Jeśli chodzi o mnie, to mam już pewność, że nie zasnę. – Chodź, egoisto! 1 Rue Lalande – krótka ulica w dzielnicy Montparnasse w Paryżu, odchodzi na po- łudnie od cmentarza Montparnasse, między rue Froidevaux i rue Liancourt; nazwa od francuskiego astronoma Josepha de Lalande (1732-1807). ~ 13 ~ Owe zdania dwaj młodzi ludzie wymieniali pod kopułą obser- watorium1 w Paryżu. Pierwszy z nich, siedzący cztery metry nad posadzką w fotelu obserwatora, przed okularem gigantycznego teleskopu2, zwanego „Wielkim Równikowym”, należał niewątpliwie do pracowników tej instytucji naukowej. Jego wygląd wykluczał wszelkie wątpli- wości. Szeroką twarz miał okoloną bardzo jasnymi włosami, nos krótki i płaski, oczy małe i pełne zdziwienia, usta znacznie rozcią- gnięte, co zapewniało mu bliskie podobieństwo do gwiazdy nocy: Izydy, Selene, Hekate, Febe3, jak nazywali ją starożytni; Księżyca zaś według określenia ludzi współczesnych. Ulysse Astéras4 był rachmistrzem, skromnym pracownikiem obsługującym uczonych z Obserwatorium, posiadającym wszakże „smykałkę do astronomii”. Słówko o jego towarzyszu, wysokim młodzieńcu mającym dwadzieścia pięć lub dwadzieścia sześć lat, o bardzo łagodnych czarnych oczach, śniadej cerze, od której jaśniejszą linią odcinał się kasztanowy wąs. Wyglądał na równie spokojnego, co Ulysse, lecz wydawał się zdenerwowany, czymś poruszony. Beztrosko wyciągnięty na podstawie budzącej respekt lunety astronomicznej, uniósł się do połowy, żeby skarcić przyjaciela. 1 Obserwatorium – obserwatorium astronomiczne w Paryżu, założone w roku 1671, wielokrotnie rozbudowywane, siedzibę ma w dzielnicy Montparnasse, około 600 m w linii prostej od ulicy Lalande. 2 Teleskop – oddany do użytku w roku 1854 teleskop o średnicy soczewki 38 cm, największy wówczas na świecie, o montażu równikowym, wzdłuż dwóch prostopa- dłych osi, z których jedna zwrócona jest na biegun niebieski, stąd nazwa teleskopu. 3 Izyda – bogini egipska, żona Ozyrysa i matka Horusa, patronka rodziny, przyrody, magii, opiekunka kobiet i dzieci, jej kult był rozpowszechniony w Imperium Rzym- skim, utożsamiana z Demeter, nie miała bliskich związków z Księżycem (egipskim bogiem Księżyca był Iah); Selene – w mitologii greckiej bogini Księżyca (jej imię znaczy „księżyc”), Tytanka, siostra boga Słońca Heliosa, jej kult był ograniczony, rolę bogini Księżyca przejęła później Artemida; Hekate – w mitologii greckiej Ty- tanka, bogini czarów, ciemności, rozstajów dróg, później wiązana z Księżycem; Febe – w mitologii greckiej Tytanka, babka Apollona i Hekate, bogini wyroczni delfickiej, proroctw, wiązana z Księżycem (jej imię po grecku znaczy „Jaśniejąca”). 4 Ulysse Astéras – miano znaczące, Ulysse to forma łacińskiego imienia Ulysses, greckiego Odyseusza, zaś asteras to po grecku „gwiazda”, nazwisko pasujące dla astronoma. ~ 14 ~ – Chodź, egoisto! – powiedział. Tkwiący wysoko na swoim stanowisku Astéras pomachał go- rączkowo ramionami, nie odrywając oczu od okularu teleskopu. – Egoista! Jesteś nim bardziej niźli ja. Chodzi o moją przy- szłość. Bądź łaskaw… – Jestem łaskawy tylko dla herbaty. – Jak zawsze kpiarz. Pomyśl o chwale, która mi przypadnie. Zostanę zaliczony do znakomitości nauki, jeżeli… – Ósma czterdzieści! – Jeżeli zdołam przeprowadzić obserwacje tej błędnej gwiazdy, tego bolidu1… ustalić jego podstawowe dane. – Znam podstawowe dane tylko jednej rzeczy. Herbaty! – Bolid ten – ciągnął Ulysse nie zwracając uwagi, że mu prze- rwano – bolid ten w atmosferze ziemskiej pojawił się piętnaście go- dzin temu i wprawił w podniecenie wszystkie obserwatoria globu. Rachmistrz wyciągnął się jak struna, z palcem wskazującym skierowanym w stronę wierzchołka kopuły. – Gdyż owa wyjątkowa, dziwaczna, paradoksalna asteroida2 wywraca do góry nogami wszystkie prawa mechaniki nieba3. Gali- leusz4 i Newton5 się mylili… To żywe ciało poruszające się samo- dzielnie i zagubione w przestrzeni… – Które spadnie na sufit – szydził Robert na widok przyjaciela trzymającego się mocno fotela, żeby z niego nie wypaść. Rozgniewany Astéras mówił jednak dalej: 1 Bolid – meteor, zwłaszcza duży i jasny. 2 Asteroida – z greckiego „podobny do gwiazdy”, planetoida, drobne ciało niebie- skie mniejsze od planety, krążące w Układzie Słonecznym. 3 Mechanika nieba – dział astronomii poświęcony prawom matematycznym ruchu ciał niebieskich, głównie planet. 4 Galileusz (Galileo Galilei, 1564-1642) – wielki włoski filozof i astronom, twórca nowożytnej mechaniki; autor słynnych odkryć astronomicznych dokonanych za pomocą teleskopu. 5 Isaac Newton, sir (1643-1727) – angielski fizyk, matematyk, filozof i astronom, profesor fizyki i matematyki uniwersytetu w Cambridge, członek Royal Socjety oraz paryskiej AN; sformułował prawo powszechnego ciążenia, wyjaśnił precesję osi Ziemi i pływy morza, uzasadnił prawa Keplera; w optyce opracował korpusku- larną teorię budowy światła, określił zasady optyki geometrycznej. Owe zdania dwaj młodzi ludzie wymieniali pod kopułą obserwatorium w Paryżu. ~ 13 ~ – Ciało to niechybnie nie zakreśla żadnej z trzech krzywych geometrycznych: elipsy, paraboli czy hiperboli. Jest na to dowód. Mamy pod oczyma… – Przed oczyma – poprawił go rozmówca. – Bolid poruszający się stale, acz nieregularnie. Robert wybuchnął śmiechem, a gdy się uspokoił, zapytał: – Czy to dlatego wszystko odwracasz do góry nogami? – Wydaje mi się, że sprawa jest tego warta. – Źle ci się wydaje. Mędrzec nie goni za urojonymi meteorami. – Taki mędrzec nie zna się na meteorytach1. – Racja! Każdy bowiem człowiek ma swój bolid. Na to stwierdzenie Astéras aż podskoczył i zawołał: – Co żeś rzekł? – Niezachwianą prawdę. – Czyli ty, Robert Lavarède, kasjer w przedsiębiorstwie Brice i Molbec, producentów przyrządów optycznych… – Mam swój bolid i ci to udowodnię. – Słucham cię. Rachmistrz podstępnie powrócił do obserwacji, zachwycony przerwą, którą zapewni mu opowieść przyjaciela. Ten zaś zaczął, nadal gnuśnie rozciągnięty: – Urodziłem się na gospodarstwie dzierżawionym pięćdziesiąt kilometrów od Warkali2, na samym południu Algierii, a uczyłem w Algierze3. Kiedy miałem piętnaście lat, zostałem sierotą. Zain- teresował się mną jeden z nauczycieli, adoptował, a kiedy miano- wano go dyrektorem szkoły średniej w Nîmes4, zabrał mnie tam ze sobą. Byłem bi-bac5, to znaczy zdałem egzamin dojrzałości 1 Meteoryt – meteor, który nie spalił się całkowicie w atmosferze Ziemi i spadł na jej powierzchnię. 2 Warkala (fr. Ouargla) – oaza w północno-wschodniej Algierii (w XIX wieku w południowo-wschodniej), jedna z największych na Saharze. 3 Algier – port nad Morzem Śródziemnym, stolica i największe miasto Algierii, za- łożone w czasach rzymskich (Iconium). 4 Nîmes – miasto w południowej Francji, stolica departamentu Gard, ważny ośrodek w czasach rzymskich i w średniowieczu, obecnie miasto przemysłowe. 5 Bi-bac (fr.) – skrót z bi-baccalauréat, podwójny egzamin dojrzałości; matura zda- wana we Francji na zakończenie liceum, od roku 1830 istniały oddzielne matury ~ 14 ~ z nauk humanistycznych i ścisłych, kiedy z kolei zmarł także mój opiekun. Wzruszony tymi wspomnieniami umilkł na chwilę, a podczas owej ciszy zabrzmiały mamrotane przez Astérasa takie oto słowa: – Została przedwczoraj zauważona w gwiazdozbiorze Bliźniąt1 i nie może być daleko. Uwaga ta niewątpliwie nie miała nic wspólnego z opowieścią Roberta, który pochłonięty nią, nie usłyszał wcale owych słów. Po- wolnym, stłumionym głosem mówił dalej: – Zostałem sam. Przez trzy lata rodzinę odnajdywałem w woj- sku. Potem mnie zwolniono i znowu zostałem bez nikogo. Jestem uczuciowy. Samotność mi ciążyła. Nie miałem ani rodziny, ani przyjaciół, z którymi mógłbym dzielić się myślami. W takim to stanie ducha dowiedziałem się z gazet o istnieniu i adresie moje- go kuzyna, Armanda Lavarède’a. Och! Dziesiąta woda po kisielu, jak określa się to w Bretanii i Prowansji! Nigdy go nie widziałem. Również mój ojciec nigdy nie spotkał się z jego rodzicami. Obie te gałęzie rodziny żyły oddzielnie, nie okazując niczym, że o sobie pamiętają. Mimo wszystko wszakże był to jakiś krewny. Przypo- mniałem sobie, co mój ojciec niekiedy twierdził. Nie oczekując po nim niczego poza przyjaźnią, nie musiałem się niczego obawiać. Przyjechałem więc do Paryża. – Nic, nic – z wysokości swego posterunku obserwacyjnego mruczał Ulysse. – Tu dowiedziałem się, że mój kuzyn opuścił Francję. Pragnąc spełnić klauzulę testamentu, odbywał podróż dookoła świata ma- jąc w kieszeni 25 centymów2. Odnalazłem mój bolid. – Odnalazłeś bolid… a gdzie? – zawołał Astéras, tym magicz- nym słowem wyrwany z zaabsorbowania. humanistyczne oraz matury ścisłe; zdanie jednej z tych matur dawało wstęp na odpowiednie uczelnie wyższe. 1 Bliźnięta (Gemini) – jeden z gwiazdozbiorów pasa Zodiaku, w Europie widoczny od jesieni do wiosny, z dwiema jasnymi gwiazdami, Kastorem i Polluksem. 2 Centym – (fr. centime), jedna setna franka, waluty Francji od rewolucji francuskiej do przyjęcia euro w roku 2002; patrz: inny cykl powieści Paula d’Ivoi Pięć groszy Lavarède’a. ~ 15 ~ – Ojej! Nie mówię o twojej wędrownej gwieździe. Chodzi o mojego kuzyna. – Żal mi ciebie. – Co też gadasz? – Nic. Proszę cię, mów dalej. – Życzyłem mu dobrze. Trzeba było z czegoś żyć. Czeka- jąc na powrót podróżnika zatrudniłem się jako prosty urzędnik w przedsiębiorstwie Brice et Molbec. Upływały miesiące. Zosta- łem wysłany do Saint-Gobain1, żebym sprawdził soczewki prze- znaczone dla obserwatorium w Pułkowie2. Nie było mnie przez piętnaście dni. Powróciłem. Co za pech! Armand Lavarède od- wiedził Paryż, ale wyruszył już do Anglii, żeby ożenić się z cza- rującą miss3, która podczas podróży dookoła świata towarzyszyła mu wraz ze swym szacownym ojcem. Spodziewano się go nieba- wem. Przez atak influenzy4 musiałem pozostawać w domu. Przez zaledwie tydzień. Wyzdrowiałem. Pobiegłem do kuzyna. Pojawił się w Paryżu ze swą żoną, ale był już daleko, odbywali podróż poślubną po Ameryce. Teraz oczekuję go w każdej chwili. Czy natrafiłeś na wiele bolidów mających ruchy równie stałe i równie nieregularne? Odpowiedział mu ryk Astérasa: – Mam cię wreszcie. – Co masz? – spokojnie zapytał Robert. – Mój bolid. Rozochocony rachmistrz wrócił już do teleskopu. Jego wycią- gnięte ramiona trzepotały w radości. 1 Saint-Gobain – francuska huta szkła, założona w roku 1665 z siedzibą na przed- mieściu Paryża, od przełomu XIX i XX jeden z czołowych producentów socze- wek teleskopów. 2 Pułkowo – miejscowość leżąca kilkanaście km na południe od Petersburga w Ro- sji, w roku 1839 otwarto w niej obserwatorium astronomiczne Rosyjskiej Aka- demii Nauk, od roku 1889 działał tam największy (78-centymetrowy) teleskop świata, od roku 1956 dzielnica Petersburga. 3 Miss (ang.) – panna, tytuł grzecznościowy stosowany wobec kobiet niezamęż- nych; tu chodzi o miss Aurett Murlyton. 4 Influenza – dawna nazwa grypy i pokrewnych chorób wywoływanych przez ortomyksowirusy. ~ 16 ~ – Tak, to rzeczywiście on! Z przynależnym mu światłem zgła- szanym przez wszystkich obserwatorów! Naprawdę wydaje się, że jego źródłem jest elektryczność, a nie spalanie. – Dziewiąta godzina – zauważył Lavarède. – No jak, chcesz pójść na herbatę, tak czy nie? – Zgasł! – jęknął Astéras. – Co ty mówisz? – Zgasł jak zdmuchnięta świeczka. Niewidoczny, nie daje się odnaleźć. – No to, potrójny głupcze, zostaw w spokoju ten szydzący z ciebie kawałek gwiazdy i chodźmy już. – Masz rację – mruknął rachmistrz, rozgniewany tym nagłym zniknięciem meteoru. – Niech diabli wezmą tego przemierzające- go niebo fantastycznego przechodnia! Zbiegł szybko drabinką obserwacyjną i poprowadził przyjaciela korytarzami Obserwatorium. Po chwili obaj minęli wejście do bu- dynku, ruszyli rue Cassini, bulwarem Saint-Jacques, przecięli plac Denfert, aleję d’Orléans i zagłębili się w rue Daguerre1. Zrobiła się ciemna, mglista noc listopadowa. Mokre ulice były puste i ciche. Idący szybkim krokiem Astéras dawał wyraz swego złego humoru: – Czy widziano kiedy taką asteroidę, która zgasła na chwilę przedtem, nim miałem ustalić jej tożsamość? – Może obawiała się wścibstwa policji – rzucił spokojnie Robert. – Żartuj sobie, przyjacielu, żartuj. Tym gorzej dla ciebie, że nie interesują cię cuda nauki. Gdybym przy sobie miał nie człowieka 1 Rue Cassini – krótka ulica w dzielnicy Montparnasse w Paryżu, od północy ogranicza Obserwatorium Paryskie; Bulwar Saint-Jacques – biegnie na miejscu murów miejskich Paryża, nie przecina się z rue Cassini, zapewne chodzi o rue de Faubourg Saint-Jacques, jedną z najstarszych ulic Paryża; Plac Denfert – wła- ściwie Denfert-Rochereau, w dzielnicy Montparnasse, do roku 1878 plac d’En- fer, znajduje się tam wejście do Katakumb Paryża; Aleja d’Orleans – dawna (do roku 1948) nazwa alei Général-Leclerc, stara (na miejscu dawnej drogi z Paryża do Tours), biegła z placu Denfert-Rochereau na południe; Rue Daguerre – ulica w dzielnicy Montparnasse w Paryżu; podana trasa nie jest najkrótsza, bliżej na rue Lalande byłoby przy skręceniu z rue Cassini w Avenue Denfert-Rochereau, ograniczającą Obserwatorium od zachodu. ~ 17 ~ przyziemnego, ale intelektualistę, podobnie jak ja zdumiewałby się on niezwykłą zmiennością blasku tego maleńkiego świata. Następnie tonem profesora na katedrze dodał: – No oczywiście! Owa niezmierzona księga, w której słońca pi- szą dzieje wszechświata, czyli niebo, zawiera oczywiście gwiazdy zmienne1. T w konstelacji Korony2 od 12 do 21 maja 1866 roku spadła z wielkości3 drugiej do dziewiątej; X w Łabędziu4 przecho- dzi przez stały okres 406 dni z wielkości czwartej do trzynastej; V w Bliźniętach5 zwiększyła w ciągu 24 godzin jasność o trzy wielkości; żadna wszakże nie ma tak ogromnej zmienności, jak dziwny światek, którym się zajmujemy. W ciągu sekundy od nie- znośnego blasku przechodzi do pełnej czerni. – Czy wszyscy astronomowie są podobni do ciebie? – przerwał mu Lavarède. cza nieskończoność. – Tak. Wszystkich tak jak mnie fascynuje nieodparcie tajemni- – Wiesz zatem, w jakiej konstelacji umieszczam Obserwatorium? – Nie pojmuję… – Ja zaś pojmuję: w konstelacji Charenton6, której stanie się, jeśli już nie jest, głównym dostawcą. 1 Gwiazdy zmienne – gwiazdy zmieniające swą jasność, przyczyny tego mogą być fizyczne (zmiany blasku) i geometryczne (przesłanianie przez inne ciała). 2 Korona – dokładniej Korona Północna (Corona Borealis), mała konstelacja mię- dzy Herkulesem a Wężem (istnieje też Korona Południowa), gwiazda T CrB to gwiazda nowa, która w roku 1866 zmieniła jasność z wielkości gwiazdowej 10 do 2,5 (około 1500 razy). 3 Wielkość gwiazdowa – miara jasności obiektów kosmicznych (gwiazd, planet, astero- id), obliczana logarytmicznie, najjaśniejsza gwiazda (Syriusz) ma wielkość gwiazdo- wą –1,46, a najmniej jasne widoczne gołym okiem mają szóstą wielkość gwiazdową. 4 Łabędź (Cygnus) – duży gwiazdozbiór półkuli północnej, widoczny w Polsce od wiosny do jesieni, gwiazda X Cyg według dzisiejszych danych zmienia jasność z wielkości gwiazdowej 5,85 do 6,91 w okresie 16,4 dnia, chodzi zapewne o chi (χ) Cygni, zmieniającą jasność z wielkości gwiazdowej 3,3 do 14,2 w okresie 408 dni. 5 V w Bliźniętach – gwiazda ta nie jest obecnie zaliczana do zmiennych, w tej kon- stelacji zmienne są gwiazdy eta (η), zeta (ζ), R, S, T i U Gemini. 6 Charenton – dawna nazwa paryskiego szpitala dla umysłowo chorych, założo- nego w roku 1641 na przedmieściu Charenton-Saint Maurice jako przytułek dla biednych, od 1660 roku przeznaczony dla szaleńców, od roku 1804 główny szpital psychiatryczny, zamknięty w 2011 roku. ~ 18 ~ Rachmistrz w geście wymownej rozpaczy uniósł nagle ramiona ku niebu. – Jakże dobrze znam twój przyziemny umysł. Kalambury. Oto wszystkie twe marzenia. Twoim ideałem jest biuro, do którego chodzisz co rano. – Na dziewiątą, przyjacielu poeto; a wychodzę z niego o szóstej wieczorem; swe błahe obowiązki mam tam metodycznie wyznaczone. Kiedy ty w wyobraźni przemierzasz na niebie miliony miejsc, to mnie podróże przerażają do tego stopnia, że nie pozwalam sobie na wędro- wanie nawet myślami. Być może dzieję się tak dlatego, że mój kuzyn zagarnął wszystkie umiejętności przemieszczania się, które posiada ród Lavarède’ów. W każdym razie bycie takim napawa mnie szczęściem. Och! Wędrowanie, ruszanie się z miejsca, zmienianie co dzień domu i zwyczajów; jakże jest to dla mnie przerażające! Jestem domatorem, człowiekiem spokojnym, cichym, mającym stałe nawyki. Jestem ka- sjerem, mam nadzieję, że będę nim zawsze. Znacznie szczęśliwszy od wielu moich kolegów mam pewność, że z powierzonej mi kasy nigdy bezprawnie nie wezmę niczego, gdyż sama taka nieszczęsna idea nigdy nie może przyjść mi do głowy; zaś całe moje „ja” wzdryga się na myśl o podróży do Belgii, choćby na chwilę, co w niektórych przypadkach staje się koniecznością. Znasz mnie przecież, wyraziłbym sprzeciw. – Nie mów, że zawsze tak będzie. – Ach tak! Stajesz się bezczelny, Ulysse. Zamierzasz insynu- ować, że przetrwonię powierzone mojej pieczy pieniądze? – No skądże! Jesteś uczciwy. Chcę tylko powiedzieć, że które- goś dnia poniesie cię ambicja. – Ani za dnia, ani w nocy. – A z nią pojawi się potrzeba wędrowania, która dzisiaj wydaje ci się czymś potwornym. – Monstrum horrendum1! Mylisz się, drogi przyjacielu. Uprzedzam cię życzliwie; gdybyś chciał zostać nekromantą2, to zbankrutujesz. 1 Monstrum horrendum (łac.) – straszny potwór skrót z monstrum horrendum, in- forme, ingens, cui lumen ademptum (Wergiliusz, Eneida, III, 658), w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka „Przeraźliwy był to stwór, wielki, bezkształtny i ślepy” (o cy- klopie Polifemie). 2 Nekromanta – wróżbita zajmujący się przywoływaniem duchów zmarłych, żeby głosiły one przepowiednie albo zdradzały tajemnice. ~ 19 ~ – Na pewno nie! – Na pewno tak! Mrużąc oczy na świeżym powietrzu, rachmistrz powiedział: – Wiesz, że nie znam się zupełnie na sprawach życiowych. Ślę- cząc wiecznie nad tablicami paralaks1, minimów, et cetera2, nie odczuwam najmniejszej ochoty poznawania ludzkości rojącej się pod gwiazdami. – To akurat prawda – potwierdził Robert – a dowodem jest to, że w mardi gras3 na paradę zamiast odziać się odświętnie, przebie- rasz się w kostium Szaleńca. – Nie znam się na takich drobiazgach, to prawda. Często jednak jadam obiady u starej znajomej mojej rodziny. Twierdzi ona, że na świecie istnieją dziewczęta będące aniołami. – Wszystkie dziewczęta są aniołami. – Ach! – Astéras westchnął z całkowitą ufnością w jego słowa – to zupełnie możliwe. No dobrze, wydaje się rzeczywiście istnieć rządzące nami prawo matematyczne. Zgodnie z tym prawem każ- dy napotyka jednego z tych aniołów. Żenimy się z nimi, a wtedy rodzi się ambicja. Rozmówca przerwał mu głośnym śmiechem: – Najdroższy jasnowidzu, twe proroctwo mimo to upadnie. – Skąd taka pewność? – Z mego postanowienia, że nigdy się nie ożenię. – Twoje postanowienie zniweczy prawo, o którym przed chwilą wspomniałem. – Nie, mój Ulysse. Możesz to wykreślić ze swoich papierów. – Niby dlaczego? – Dlatego, że nie chcę się żenić. Te ostatnie słowa młody człowiek wypowiedział z wielką mocą. Bardziej wyważonym tonem zapewnił: 1 Paralaksa – w astronomii zjawisko pozornej zmiany wzajemnego położenia ciał niebieskich, spowodowane przemieszczaniem się punktu obserwacji, np. wskutek ruchu Ziemi po orbicie wokół Słońca. 2 Et cetera (łac.) – i tak dalej. 3 Mardi gras – ostatni dzień karnawału, wtorek przed początkiem wielkiego postu, ostatki, w tradycji francuskiej odbywają się wtedy parady przebierańców, zjada się naleśniki. ~ 20 ~ – Zrozum. Dziewczyna ma w sobie pierwiastek anielski, a ja jestem tylko człowiekiem. Ma to fatalne skutki: żona wyrażając swe poglądy sprzeczne z moimi zmarnowałaby swe życie, jak też moje. – Na szczęście nie wszyscy myślą tak jak ty. – Wiem o tym. Mój zapał do walki mogę wszakże wykorzy- stać mając przed sobą takiego przyjaciela jak ty. Uważam cię za człowieka na tyle sprawiedliwego, żeby wytrzymywać z twoim charakterem. Kiedy będę miał cię dość, to ciebie zostawię. Nic bardziej pospolitego. – Aha! – mruknął Ulysse wzruszając ramionami – ktoś słucha- jący ciebie nie uwierzyłby, że jesteś chłopcem dzielnym, bardzo serdecznym i hojnym. – Nie jestem na tyle bogaty, aby to przekonanie mogło się szerzyć. – Tak, ale cię znam. Pięknie się bronisz przed samym sobą. Ożenisz się, drogi Robercie, i będziesz najlepszym mężem, jakiego można sobie wyobrazić. Pochłonięci rozmową idący nie zauważyli znajdującej się dwa- dzieścia metrów przed nimi grupki, która widząc ich zbliżanie się, ukryła się w głębi bramy, której otwarte skrzydło pozwalało do- strzec mroczny korytarz. Było tam dwóch ludzi: – To on – rzucił jeden z nich ściszonym głosem. – Ów Robert Lavarède, którego mi wskazał jaśnie pan? – On właśnie. Rozpoznaję jego głos. – Ale nie jest sam. – Tym gorzej. Ten drugi dołączy. Nie możemy zostawić na wol- ności osobę, która będzie paplała na prawo i na lewo. – Rzeczywiście by to przeszkadzało. – Uwaga. Oto oni. Sprawcie się dobrze. Robert i jego towarzysz nadchodzili. Minęli tajemniczych roz- mówców. Zamierzali skręcić w ulicę Lalande, przy której mieszkał Lavarède. Wszystkie dziewczęta są aniołami. ~ 22 ~ Niespodziewanie wzdrygnęli się usłyszawszy szelest tkaniny. Zanim zdołali rozpoznać źródło tego odgłosu, na ich głowy spadł rodzaj obszernego płaszcza, krępując w swych ciężkich fałdach. Niemal natychmiast chwyciły ich mocarne ręce, wciągając w ciemny korytarz, u wylotu którego chwilę przedtem stali niezna- ni rozmówcy. Rozdział II Całkowita tajemnica Napaść odbyła się tak szybko, że ani Robert, ani jego przyja- ciel nie byli w stanie stawić choćby najsłabszy opór. Na wpół niesieni przez napastników poczuli, że są brutalnie wpychani do jakiejś izby. Przez oślepiającą ich tkaninę usłyszeli ogłuszający huk zamykanych drzwi, a potem zapadła cisza. Oszołomieni nadal mocno wydarzeniem zdołali, nie bez tru- du, wyplątać się z płaszcza, w który podczas pojmania wpadli jak w sieć. Zamierzali zobaczyć, gdzie się znajdują. Próżna nadzieja! Otaczała ich nieprzenikniona ciemność. La- varède ze złością tupnął nogą w podłogę. – Gdzie jesteśmy? – Och! – naiwnie oświadczył Astéras. – Nie jesteśmy daleko od ulicy Lalande. – Diabelski marzycielu, wiem to równie dobrze, co ty. Pytam, w co wpadliśmy w tej chwili, co znaczy ten głupi żart? – Padłem jego ofiarą tak samo jak ty. Nie mogę cię zatem oświecić. ~ 24 ~ – Oświecić, to właściwe słowo. Mam zapałki. Oświetlmy nasze więzienie, może tak jak ono, rozjaśni się i nasza sytuacja. Trzaskanie fosforu oznajmiło, że Robert do słów dołączył czy- ny i w pomieszczeniu zamigotało nikłe światełko. – Zwycięstwo! Kurki gazowe1. Młodemu człowiekowi okrzyk ten wyrwał się na widok kin- kietów z porcelanowymi lampkami, znajdujących się z obu stron lustra wiszącego nad kominkiem z białego marmuru. Zapalone kurki umożliwiły pojmanym rozpoznać najdrobniej- sze szczegóły ich więzienia. Znajdowali się w małym pomieszczeniu o bokach wynoszą- cych cztery metry, skromnie umeblowanym w dwa łóżka, świer- kowy stół i kilka krzeseł. Osobliwy szczegół: oprócz mocnych, dębowych drzwi nie było tam żadnego widocznego otworu. – Phi! – zawołał Robert. – Istnieją drzwi, trzeba je otworzyć. W paryskim domu każdy hałas nieuchronnie przyciąga uwagę. Zróbmy hałas. Uzbrojony w krzesło, zadał nim potężny cios w skrzydło drzwi. Ku wielkiemu jednak jego zdumieniu, uderzenie nie rozbrzmiało długo, na co liczył. Odgłos był suchy, krótki, jakby stłumiony. Naj- pewniej podwójne wyściełane drzwi stłumiły wibracje. Owe odkrycie wywołało wybuch złości kasjera spółki Brice et Molbec. Posługując się swą ręką machał krzesłem jak taranem i kilka minut walił w drzwi. Wynik tych wysiłków był łatwy do przewidzenia. Krzesło nagle nie wytrzymało. jego kawałki posy- pały się na podłogę, a rozbrojony Robert rozglądał się wokół w po- szukiwaniu jakiegoś innego sposobu wyładowania gniewu. Astéras siedział już spokojnie za stołem. Z kieszeni wyjął kartki pokryte liczbami i nie przejmując się uwięzieniem, pogrążył się w rozwiązywaniu pasjonującego problemu refrakcji2. 1 Kurki gazowe – sposób oświetlania pomieszczeń stosowany od roku 1812, w Pa- ryżu od 1817, popularny w XIX wieku; używano różnych rodzajów lamp zasila- nych gazem dostarczonym przewodami z gazowni. 2 Refrakcja – zmiana kierunku rozchodzenia się fali, załamanie się jej wywołane zmia- ną prędkości podczas przechodzenia do innego ośrodka, w astronomii zakrzywienie w atmosferze ziemskiej promieni świetlnych biegnących od ciała niebieskiego. ~ 25 ~ Jego spokój wywołał niezadowolenie Lavarède’a. Opadł bez- ładnie na siedzenie. – To prawda, że cały mój trud poszedł całkowicie na marne – mruczał do siebie, lecz niemal zaraz wstał znowu i rzekł: – Cał- kowicie na marne! Niezupełnie. Czeka na nas herbata. Nie będzie się już nadawała do picia, jeśli nasze przetrzymywanie tutaj się przedłuży. Następnie, podnosząc głos, oświadczył niezmiernie poważnym tonem: – Panie, pani lub panno. Nie znam płci, wieku, charakteru oso- by, która zmusza nas do przyjmowania jej gościny. Zaklinam ją jedynie, żeby bez zwłoki nas uwolniła, aby mój przyjaciel Ulysse Astéras i ja mogliśmy skosztować czekającej na nas herbaty. Jakby w odpowiedzi na te słowa zabrzmiał suchy trzask; opu- ściła się płyta w ścianie, odsłaniając windę do potraw, w której po- jawił się parujący imbryk otoczony zastawą do herbaty. Młody człowiek przez jedną chwilę stał nieruchomo, oszoło- miony ową fantastyczną szybkością odpowiedzi, ale zaraz odzy- skał zimną krew. – Skorzystajmy mimo wszystko z tej grzeczności. Ostrożnie przeniósł na stół imbryk, dzbanek z mlekiem, filiżan- ki, spodki obładowane złocistymi „grzankami” o bardzo apetycz- nym wyglądzie. Ograbiwszy windę, Lavarède dodał: – Bardzo dziękuję, zostaliśmy obsłużeni. Jedyną odpowiedzią było zamknięcie się płyty w ścianie. Niewidzialny widz wyraźnie szpiegował więźniów. Myśl o tym wzmocniła zimną krew Roberta. Niewątpliwie ktoś bawił się ich kosztem. Zamknięto ich, żeby oglądać „wyraz twarzy”. No i dobrze! Ochoczo przyjmie tę przy- godę, i to on będzie się śmiał ostatni. Postanowiwszy tak, poklepał po ramienia Astérasa, bardziej niż zazwyczaj pochłoniętego obliczeniami. – Co? – rzucił ten, podskakując. – Herbata podana, drogi przyjacielu. – Herbata. Doskonale! No to zbiorę moje szpargały. ~ 26 ~ pełnymi strachu? wanie? Czy chowając kartki do kieszeni, Ulysse przewracał oczyma – Ach tak! – zapytał wreszcie. – Zmieniłeś więc swe umeblo- – Jak to, ja? Skąd przyszło ci to do głowy? – Stąd, że te prycze, te meble… – Myślisz więc, że jesteś u mnie? – A nie jesteśmy? – wyjąkał zdumiony rachmistrz. Lavarède niespodziewanie wybuchnął śmiechem. Jego przyja- ciel, pochłonięty jak zawsze badaniami nieba, zapomniał już o przy - godzie, której ofiarą padł. Kilka słów przypomniało mu o sytuacji. Herbata rozpościerała jednak wyborny aromat, grzanki z masłem wzmagały apetyt i rach- mistrz nie kazał się prosić, aby oddać należne honory zapewnionej przez nieznanego gospodarza kolacji. Robert dawał mu zresztą przykład. Potrawy płynne i stałe znikły ze zdumiewającą prędkością. Dopiero wtedy wystąpiło dziwne zjawisko. Para przyjaciół, podczas posiłku gadatliwa i wesoła, przestała niespodziewanie rozmawiać. Odnieśli wrażenie, że jakaś zasłona opadła przed ich oczyma, pogrążając wszystkie rzeczy w rodzaju mgły. Potem ich powieki zamknęły się powoli i znieruchomieli, pokonani snem równie nagłym, co przemożnym. W izbie zapadło milczenie. Płomienie gazu tańczyły kapryśnie, na wszystkie rzeczy rzucając na przemian cienie i ruchome światła. Upłynął tak kwadrans, a potem drzwi, nadaremnie wyłamy- wane przez Roberta, obróciły się powoli na zawiasach. W szparze pojawiło się dwóch ludzi. Jeden był wielki, o karnacji śniadej jak u Lavarède’a, a zacho- wywał się z trochę pretensjonalną przesadą cechującą zamieszkują- cych Paryż egzotycznych cudzoziemców. Był przystojny, ale w jego spojrzeniu brakowało szczerości, a bardzo niskie czoło wskazywa- ło na mózgownicę, w której z trudem rozwijają się szersze myśli. Poza tym w całej jego postawie dostrzegalna była pewna gnuśność, znużenie, jak u tych, którzy oddają się eleganckiemu próżniactwu, najbardziej uprzykrzonemu, przygnębiającemu z wszystkich zajęć. ~ 27 ~ Jego towarzysz, niskiego wzrostu, szczupły, śniady, nerwowy, o typie saraceńskim1, w ubraniu europejskim wyglądał na skrę- powanego. Na pierwszy rzut oka wyczuwało się, że przywykł do powiewnych szat Orientu. To on odezwał się pierwszy: – Jak widzisz, o Panie, śpią. – Masz rację, Niari. Nigdy bym nie uwierzył, że dwie krople soku z wilczomlecza2 tak szybko ich powalą. – To dlatego, że Wasza Wysokość zapomniała obyczaje Egiptu. – Istotnie, zapomniałem na dobre. Jeśli czegoś dzisiaj żałuję, to bycia zmuszanym do myślenia o nich. Liczę jednakże, że nie będę zajęty nimi długo. I zbolałym tonem dodał: – Ile godzin będą spali? – Najdłużej pięć albo sześć. – Pięć albo sześć, powiadasz? Nie wystarczy nam przecież cza- su na ich przewiezienie. – Wystarczy, Panie, jeśli ich sen przekształcę w letarg. Wie pan dobrze, że wierny Niari badał u hinduskich braminów3 tajemną wiedzę, którą zaczerpnęli przed sześcioma tysiącami lat z hierogli- fów4 z doliny Nilu. – Tak, tak, wiem o tym – obojętnym tonem rzucił jego rozmów- ca. – Działaj jednak szybko. Spieszno mi do wyjazdu, do pozbycia się obmierzłego obowiązku, którym mnie obciążyłeś. 1 Saraceński – od średniowiecza europejskie określenie Arabów i szerzej wyznaw- ców islamu, zwłaszcza walczących z krzyżowcami podczas krucjat oraz piratów muzułmańskich grasujących na Morzu Śródziemnym. 2 Wilczomlecz (ostromlecz, euforbia, Euphorbia) – roślina zielna lub drzewo z ro- dziny wilczomleczowatych, pochodząca ze strefy umiarkowanej i obszarów międzyzwrotnikowych; w pędach jej znajduje się sok mleczny (lateks), zwykle z trującą euforbiną, używany do zwalczania owadów. 3 Bramini – w społeczeństwie indyjskim członkowie najwyższej z czterech warstw (warn) społecznych, kapłani religii hinduistycznej. 4 Hieroglify – znaki pisma piktograficznego starożytnego Egiptu, odczytanego do- piero w XIX wieku, w postaci uproszczonych rysunków, pełniły funkcje piktogra- ficzne, fonografów o wartości fonetycznej i determinatywów; uważane za bardzo tajemnicze i przekazujące mityczną wiedzę, powstały około 5100-5200 lat temu, a nie 6000; nie były też znane braminom. ~ 28 ~ – Wasza Wysokość chyba mnie nie obwinia. Czyż w moim od- daniu nie składam ludzi w ofierze jej fantazji? – Tak, mój dobry Niari. Nie zwracaj najmniejszej uwagi na moje słowa. Jestem taki znudzony, że sprawiam wrażenie, iż za dużo od ciebie wymagam. Wcale tak nie jest, bądź pewny. Niari pokłonił się uroczyście, poszukał czegoś w kieszeniach swego płaszcza i wyjął okrągłe pudełko, które otworzył. W środku można było dostrzec rodzaj maści o szmaragdowej barwie. – Powstrzyma to obudzenie się tych śpiących przez tak długi czas, jaki pan sobie zażyczy. – Wystarczą trzy, cztery dni. – Dobrze, mój Panie. Drewnianą szpatułką ten dziwny osobnik nabrał odrobinę prepara- tu i wprowadził ją w usta Lavarède’a. Tak samo postąpił z Astérasem. – A teraz – oświadczył, kiedy skończył – przez cztery dni nie będą się ruszali, mówili, jakby umarli. Ich oddychanie się zatrzy- ma. Serce przestanie bić. Kiedy to mówił, postępowała przemiana. Oblicza Roberta i Ulysse’a traciły barwy. Nozdrza się zaciskały, oddechy stopnio- wo słabły, aż stały się niewyczuwalne. – Bardzo ciekawe – zauważył elegant, któremu Niari okazywał ogromny szacunek – czy jednak masz pewność, że doświadczenie to nie wiąże się z żadnym zagrożeniem? – Całkowitą, mój Panie. Zastosowanym przeze mnie prepara- tem jest Niemb-Vohé, który bramini w wielkiej tajemnicy zbierają w dżunglach dorzecza Gangesu. Dzięki niemu mogą dokonywać cudów zadziwiających naukę europejską. Zależnie od zażytej daw- ki zapadają w letarg trwający dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści, sto dni i są grzebani, a przedtem zapowiadają datę swego przebu- dzenia. Grób jest otwierany o wyznaczonej porze, a przebiegły bramin wychodzi z niego w doskonałym zdrowiu. Anglicy podej- rzewali początkowo oszustwo; podjęli wszelkie środki niezbęd- nej kontroli i musieli uznać, że „cudotwórcy” rzeczywiście leżeli w swej trumnie. Nie rozpoznali jednak tak prostej tajemnicy owej sprawy. Bramini jej strzegą. ~ 29 ~ Nastąpiło milczenie. Z pochyloną głową, wzrokiem utkwionym w podłogę, obdarzany tytułem Pana mężczyzna wydawał się tracić świadomość miejsca, w którym się znajdował. Oczekiwanie się przedłużało, dlatego Niari pokornie przywołał jego uwagę. – Powstrzyma to obudzenie się tych śpiących przez tak długi czas, jaki pan sobie zażyczy. – Panie! – Co? – mruknął zagadnięty, podnosząc szybko głowę. – Proszę Waszą Wielmożność o przebaczenie, że zakłóciłem jej myśli. Oczekuję jednak na rozkazy. – Moje rozkazy? – Tak. Ci dwaj „Rumi”1 są pogrążeni w śnie. Czy należy postą- pić tak, jak pan postanowił? 1 Rumi – w świecie arabskim „Rzymianin”, pierwotnie mieszkaniec Cesarstwa Bizantyjskiego, później określenie Greków i szerzej Europejczyków, zwłaszcza z Europy Zachodniej, także ogólnie chrześcijan. ~ 30 ~ – Czy powiedziałem ci coś zaprzeczającego temu? Nozdrza eleganta się zwęziły. Jego czarne oczy lśniły dzikim Niari pochylił się z rękoma złączonymi ponad głową i powie- światłem. dział ściszonym głosem. – Nie godź panie w wiernego ci swym gniewnym wzrokiem. Je- ślim zgrzeszył, to z nadmiaru oddania. Skoro święty Skarabeusz1, w przejrzyste noce buczy wokół skruszonych wierzchołków wy- sokich piramid, skoro ibis2 wyzuty ze swych odwiecznych ołtarzy prosi gwiazdę Anubisa3 o moc obalenia brytyjskiego jednorożca4, wolno jest oczekiwanemu, którego posiadłością jest ziemia Egiptu, nie trwać w postanowieniu zachowywania neutralności. Może on, ten właśnie, chwycić za drzewce sztandaru Faraonów i wokół jego płachty z przedpotopowym godłem zebrać pozostałych w jego służbie ludzi Nilu. Może ich poprowadzić przeciwko angielskim zdobywcom. Może… – Mógłby, mógłby, ale nie chce – zadrwił jego rozmówca, a su- chym, zgryźliwym głosem dorzucił: – Nie, dzielny Niari. Nie nadużyję swego świetnego urodzenia aby wciągać rodaków w walkę bez szans. Egipt jest wyblakłym grobowcem przeszłości, Anglia zaś przyszłością. Ponadto żaden ze mnie bohater. Miałbym oddać życie za niezależność kraju, któ- ry opuściłem jako małe dziecko, z którym nic mnie nie wiąże… 1 Skarabeusz – w religii starożytnego Egiptu chrząszcz ten (poświętnik, Scarabaeus) był zwierzęciem Chepri, boga wschodzącego słońca, czczonego jako symbol wę- drówki słońca po niebie, które toczył jak kulkę gnoju, jako symbol ponownych narodzin odgrywał ogromną rolę w obrzędach pogrzebowych. 2 Ibis czczony (Threskiornis aethiopicus) – duży ptak brodzący, był w starożytnym Egipcie zwierzęciem boga księżyca Thota, patrona mądrości i magii, wiązano go z kultem faraonów. 3 Anubis – bóg w religii starożytnego Egiptu, przed Ozyrysem najważniejsze bó- stwo związane z życiem pozagrobowym, strażnik zmarłych, przedstawiany z gło- wą szakala; gwiazdą łączoną późno z Anubisem był Syriusz (w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa, utożsamianego z szakalem). 4 Jednorożec – mityczne zwierzę przypominającego konia z pojedynczym rogiem na czole, znane od starożytności, w średniowieczu symbol czystości, niewinności, męki Chrystusa, w czasach króla Jakuba VI (1603) dodano do herbu Anglii jako jego trzymacz, dlatego stanowi jeden z symboli Wielkiej Brytanii. ~ 31 ~ Byłoby to szaleństwem. Więcej nawet, byłoby to niewdzięcznością wobec Anglii. – Panie, nie mów tak. Moja egipska dusza dygocze z rozpaczy. – Należy określać rzeczy ich nazwami. Od dziesięciu lat rząd Jej Królewskiej Mości płaci mi pensję w wysokości pięćdziesięciu tysięcy funtów szterlingów1 (1250000 franków). Dzięki niej jestem bogaty i szczęśliwy. Przyjemność splata dla mnie kwietne wieńce. Przyjmując te dobrodziejstwa zgadzam się jednak milcząco, że nie będę podejmował żadnych prób przepędzenia żołnierzy Wielkiej Brytanii z Kairu, Aleksandrii2 i Suezu3. – A więc kupiono mojego pana. – Kupiono, jeśli chcesz użyć takiego słowa, Niari. W każdym razie jestem wdzięczny za wyznaczoną za mnie cenę. Teraz, kiedy Egipcjanie, skupieni w tajemnym stowarzyszeniu o nazwie „No- woegipcjanie”, pragną się zbuntować, Anglia podwoi moją pensję. Zobowiąże mnie do ostudzenia nastrojów, wynagradzając pełną własnością bezcennego diamentu zwanego „Kropla krwi Ozyry- sa4”. Przyjmę go! Spojrzał w oczy swego sługi, rzucając mu wyzwanie. – Mimo wszystko jestem dobrym księciem. Ani jedna strużka krwi egipskiej nie popłynie wskutek mojego planu. Jego ton stał się łagodniejszy, niemal przymilny, gdy mówił dalej: – Myślisz, mój drogi Niari, że zwycięstwo nie jest pewne. Zga- dzając się na przywództwo, przyjąłbym odpowiedzialność zbyt 1 Funt szterling – jednostka monetarna w Wielkiej Brytanii; do roku 1971 dzieliła się na 20 szylingów i 240 pensów; obecnie na 100 pensów; suma 50 000 funtów była ogromna (roczne dochody wykwalifikowanych robotników wynosiły około 40 funtów). 2 Aleksandria – miasto w północnym Egipcie, port nad Morzem Śródziemnym, w Delcie Nilu, założone przez Aleksandra Wielkiego, stolica Egiptu Ptolemeuszy. 3 Suez – miasto w północno-wschodnim Egipcie, port nad Zatoką Sueską morza Czerwonego, dawna forteca broniąca przed krzyżowcami, obecnie ważne miasto portowe, ma około 570 tys. mieszkańców, w końcu XIX wieku po Kairze i Alek- sandrii największe miasto Egiptu. 4 Ozyrys – jeden z głównych bogów starożytnego Egiptu, według mitów nauczył ludzi kultury, w tym uprawy roli, po zabiciu go przez brata Seta został bogiem śmierci i życia pośmiertnego, sędzią zmarłych; później najważniejsze bóstwo egipskie. ~ 32 ~ ciężką dla moich ramion, kiedy zaś zastąpi mnie Rumi, rozwieje się wszelkie niebezpieczeństwo. Wskazał uśpionego Lavarède’a. Wesoły blask zalśnił w jego nieszczerych oczach. – Szukałem go i z trudem odnalazłem. Urodzony na algierskim południu, nie ma rodziców, dlatego jego zaprzeczenia nie znaj- dą żadnego oparcia. Kiedy zostanie przedstawiony spiskowcom, otrzyma diament Ozyrysa. Wystarczy wówczas, że przekażę go władzom angielskim, a bunt się skończy, co na brzegach Nilu zapo- biegnie krwawym hekatombom1. Uwierz mi, tak będzie najlepiej. A ponieważ Niari kręcił głową, dodał twardo: – Zresztą chcę go. – Będziesz miał zapewnione posłuszeństwo, o Panie – szepnął jego towarzysz. Po tych słowach zaklaskał. Znak ten wywołał otwarcie drzwi i pojawienie się wielu ludzi. Niari wskazał przybyłym Roberta: – Oto wódz, którego oczekują synowie Ozyrysa. Nie chce sta - nąć na czele nas. Uśpiłem go. Zabierzemy go z sobą, a tam, w owym kraju pełnym pamiątek przeszłości, odzyska panowanie nad sobą. Hypogea2 opowiedzą mu o wielkich zmarłych, a sfinks3 o spodzie- wanym po nim obowiązku. Słowa te, niewątpliwie przygotowane zawczasu, zostały wypo- wiedziane bez przekonania, monotonnym głosem. Niari był posłusz- ny poleceniom swojego towarzysza, lecz jego dusza buntowała się przeciwko jego woli. Wzdragała się przed braniem udziału w kłam- stwie, w tym podstawieniu człowieka, które miało zmylić cały lud. Przybyli niczego jednak nie dostrzegli. Otoczyli kasjera spółki Brice et Molbec, przyklękając przed nim. 1 Hekatomba – w starożytnej Grecji pierwotnie ofiara ze 100 wołów, później każda większa ofiara ze zwierząt; w przenośni: jednoczesna zagłada dużej liczby ludzi. 2 Hypogea (w liczbie pojedynczej hypogeum) – podziemne pomieszczenia, najczę- ściej okrągłe, zwykle pełniące funkcję grobu (indywidualnego bądź zbiorowego) albo kultowe, w egiptologii rozbudowany grobowiec wykuty w skale, do którego prowadzi opadający korytarz, jak w Dolinie Królów. 3 Sfinks – postać mitologiczna przedstawiana najczęściej jako leżący lew z głową człowieka, boga lub władcy, w starożytnym Egipcie strażnicy świątyń i grobow- ców, w tym słynny Wielki Sfinks obok piramid w Gizie. ~ 33 ~ Przywódca dał znak, a Niari zapytał: – Czy opakowanie jest gotowe? – Oczywiście – odparł jeden z ludzi. – Jest w sąsiedniej sali. – No to się pośpieszmy. Na to polecenie obecni wzięli Roberta i Ulysse’a. Podźwignęli obu śpiących i przenieśli do pomieszczenia, do którego prowadziły drzwi tajemniczej kryjówki. Na podłodze stała wielka drewniana skrzynia. Co dziwne, pod zewnętrzną powłoką znajdowały się rzędy szklanych płytek o nie- wielkiej długości, zostawiające w środku wolną przestrzeń, w któ- rej łatwo mogli się zmieścić dwaj ludzie. Towarzysze Niariego położyli tam ofiary wilczomlecza. Następnie nałożyli wieko paki i przybili je gwoźdźmi, odsłaniając następujące napisy: Góra. Dół. Kruche. Wyroby szklane. Po wykonaniu pracy wszyscy stanęli nieruchomo, jakby ocze- kując na polecenia. głową, w błagalnej postawie: Niari podszedł do swojego zwierzchnika i rzekł z opuszczoną – Panie, jest jeszcze czas. Możesz wypuścić tych ludzi. Tamten obrócił się na pięcie rzucając tylko te słowa: – Nudzisz mnie. Egipcjanin zbladł, rękę zacisnął na swej piersi. Potem uspokoił się wielkim wysiłkiem woli. – Czy platforma jest na zewnątrz? – kiedy o to pytał, swą miną nie zdradzał zupełnie dręczących go lęków. – Czeka przed bramą. – No to weźcie pakę, bracia. Pomocnicy nachylili się, podnieśli ciężką skrzynię i zabrali ją ciem- nym korytarzem wychodzącym na ulicę Daguerre. Drogę mieli wolną. Mgła była gęsta i przesłaniała wszystko w odległości kilku kroków. Przy chodniku stała platforma, jej lampy rzucały w mgle halo1 czerwonego światła. Skrzynia została załadowana. Jeden z mężczyzn usiadł na koźle. 1 Halo – barwny, świetlisty pierścień o średnicy 22° (małe halo) lub 46° (duże halo), widoczny wokół Słońca lub Księżyca, przenośnie także wokół innych źródeł światła. ~ 34 ~ – Dokąd jedziemy? – zapytał. – Na dworzec Lyoński1 – odpowiedział Niari. – Nadacie skrzy- nię do Marsylii, ma dotrzeć tam jak najszybciej. Odbiorcą jest ka- pitan jachtu2 „Faraon”. – Tak jest! Ciężki wóz odjechał i szybko zniknął w mgle. Obecni ludzie się rozeszli, uprzednio wymieniwszy z Niarim dziwne znaki. Ten został sam obok człowieka, któremu towarzyszył od po- czątku wieczora. – Co rozkażesz teraz, Panie? – Udamy się również na dworzec Lyoński. – Pojedziemy pociągiem odchodzącym 45 minut po północy? – Tak. Chyba że ci to nie podoba? – Nie żartujcie tak, wielmożny panie. Wiecie dobrze, że nie kie- ruję się tym, co mi się podoba. – A zatem porzuć ten ponury nastrój. – Postaram się. – To właściwe słowa. W drogę, dobry Niari. Uważam, że dzi- siejszego wieczora dobrze przysłużyliśmy się Anglii. I obaj szybkim krokiem ruszyli w stronę alei d’Orléans. Zwierzchnik zatrzymał się nagle: – Jeszcze jedno, Niari. – Pański sługa słucha, mój Panie. – Odtąd unikaj nazywania mnie tak. Zapomnij, kim jestem. Twoim zwierzchnikiem będzie odtąd ten, którego uśpiliśmy. – A pan? – A ja zachowam nazwisko, pod którym znają mnie w Paryżu. Jestem księciem hinduskim Radjpoorem3. Nikim więcej, słyszysz? 1 Dworzec Lyoński (fr. Gare du Lyon) – jeden z sześciu głównych dworców Paryża, na prawym brzegu Sekwany, działa od roku 1849. 2 Jacht – jednostka pływająca o napędzie żaglowym lub motorowym, służąca naj- częściej do celów turystycznych, reprezentacyjnych lub sportowych. 3 Radjpoor – po polsku Radżpur, nazwę tę (w hindi Miasto Radży) nosi kilka miej- scowości w Indiach i Nepalu, księstwem było miasto leżące w północno-zachod- nich Indiach, w stanie Gudżarat, mające obecnie ok. 18 tys. mieszkańców, a także drugi, mniejszy Radżpur w tym samym stanie, na półwyspie Saurashtra; oba księ- stwa były małe, biedne i bez większego znaczenia. ~ 35 ~ – Możesz być Panie pewny. – To dzięki mojemu współdziałaniu, moim stosunkom, miałeś możliwość znalezienia tego, którego spiskowcy polecili ci szukać w Europie. Zabierzesz mnie do Egiptu jako niezawodnego przyja- ciela, odważnego sojusznika… – Niari skłamie tak, jak Pan wymaga. Młody człowiek, który przybrał imię Radjpoora, wzruszył ra- mionami i z szyderczym uśmiechem dorzucił: – Chodźmy więc. Dołączmy do tego, który odtąd będzie Mną. Rozdział III Dziwaczne przebudzenie Poranne słońce wpadało przez bulaj1 kabiny złotym snopem ożywianym farandolą2 tańczących pyłków. Cień, który chwi- lę przedtem panował całkowicie w ciasnym pomieszczeniu, zni- kał jakby z żalem, wypierany z kątów przez zwycięskie światło. Na piętrowych kojach3 spali dwaj ludzie. Leżący na dole głośno ziewał; ten na górze niepewnie rozciągał ramiona. Pierwszy także wykonywał po nim te ruchy naturalne u kogoś, kto zasnął poprzed- niego dnia; ich ręce napotkały zaraz ograniczające je deski, jedne- go u góry, drugiego u dołu. To proste zetknięcie jakby ich ożywiło. Obaj podnieśli się i usiedli na kojach; wydali ten sam okrzyk przepełniony niepokojem: – Co to ma znaczyć? We wzruszającej jedności, zanim jeszcze mogli się dostrzec, rozejrzeli się wokół. 1 Bulaj (iluminator) – hermetycznie zamykane okrągłe okienko z grubego szkła, umieszczone w burcie lub ścianie nadbudówki statku. 2 Farandola – taniec prowansalski w tempie umiarkowanym, tańczony przy wtórze jednoręcznego fletu i bębenka baskijskiego; tancerze tworzą długi wąż, trzymając się za ręce, i wykonują ewolucje, naśladując przodownika. 3 Koja – łóżko na statku, umocowane na stałe lub – w przypadku koi piętrowych – składane (podwieszane). ~ 37 ~ – Ach tak! – szepnął zajmujący dolną koję. – Mam zwidy. – A ja śnię koszmar – odparł natychmiast osobnik siedzący na – Ten głos! – zawołał pierwszy. – Astérasie, to ty? – To ja. Wydaje mi się wszakże, że rozpoznaję głos Roberta górnym łóżku. Lavarède’a…? – We własnej osobie! Mówiący to młody człowiek wstał. Po zakończeniu tego ruchu jego głowa minęła przepierzenie dzielące koje i jej nos znalazł się równo z nosem rachmistrza. – Co robisz tu, na górze? – zapytał. – Nic nie wiem, daję słowo! Robert przerwał mu gwałtownym gestem. Kasjer spółki Brice et Molbec złapał się koi jak ktoś obawiający się upaść. – Co jest? – zapytał Ulysse. – Och! Ta podłoga się chwieje. – Podłoga…? – Jakby się kołysała. Do licha, jesteśmy na statku! – Na statku? Na ulicy Lalande nigdy żadnego nie widziano! – Ta izba przypomina jednak kabinę… Ten otwór, wpuszcza- jący światło dnia, jest bulajem, albo mam halucynacje. Astérasie, proszę cię, co tam widzisz? Mów: czy nie wydaje ci się, że to jest statek? Rachmistrz powoli opuścił swą koję. – Nie umiem ci odpowiedzieć. Obserwatorium i flota nie mają z sobą nic wspólnego. – Nieważne, czy wiesz, jak urządzony jest steamer1? – Ani trochę. Jaki miałbym z tego pożytek przy badaniu gwiazd? Robert wzruszył ramionami i opierając się na ściance dosięgnął do bulaja. Zaraz wszakże po tym, kiedy rzucił jedno spojrzenie na zewnątrz, wydał prawdziwy ryk: – Morze! – Gdzie? – wykrztusił wstający astronom. 1 Steamer (ang.) – parowiec, słowo używane także jako zapożyczenie w języku francuskim (głównie w XIX wieku). ~ 38 ~ – Wszędzie. Widzę jedynie płynny przestwór. Nie ma lądu, nie ma skał. Z kolei i Astéras zajął miejsce przy bulaju. – To prawda. To rzeczywiście ocean – powiedział i natchnio- nym głosem dodał: – Niezmierzona moc przyrody! W miejscu, które zajmował Paryż ze swoimi pysznymi budowlami, swą udu- chowioną ludnością, zderzające się fale i brzuch Lewiatana1 ocie- rający się o ruiny miasta, które było wiodącą pochodnią świata! – Psiakość! – ofuknął go Lavarède. – Co tak wyśpiewujesz? – Pieśń o zgonie Lutecji2. – Co chcesz przez to powiedzieć? – Że jakieś zjawisko plutoniczne3 zalało Francję falami Atlanty- ku, a my unosimy się nad naszą niespodziewanie zatopioną ojczyzną. – Bredzisz! – A co takiego ty sądzisz? – Nic nie sądzę. Jedynie, że twoim zdaniem owe zjawisko pluto- niczne, które zalało dolinę Sekwany, przeniosło nas na pokład statku. Na owe stwierdzenie rachmistrz podrapał się po uchu, który to gest w środowisku naukowym, a także w innych, jest oznaką zakłopotania. – Istotnie – oświadczył wreszcie – obecność tego statku… – I nasza na jego pokładzie – dodał dobitnie Robert. – Osobliwe skomplikowane zagadnienie. Mimo wszystko jego rozwiązanie nie jest niemożliwe. Jakieś zakłócenie kosmiczne wy- zwoliło olbrzymią ilość elektryczności, co pozwala nam wyciągnąć wniosek, że spotkał nas rodzaj rykoszetu energii, analogicznego do faktów po wielekroć obserwowanych po uderzeniu pioruna. Rachmistrz urwał na widok towarzysza, który nerwowo wzru- szał ramionami. 1 Lewiatan – w Starym Testamencie symboliczna nazwa demonicznego potwora morskiego (węża lub smoka o kilku głowach); personifikacja złych mocy pokona- nych przez Jahwe. 2 Lutecja – przenośna, poetycka nazwa Paryża, z łacińskiej nazwy (Lutetia Pariso- rum) osady celtyckiego plemienia Paryzjów, znajdującej się na wyspie Sekwany Île de la Cité, w centrum dzisiejszego Paryża. 3 Zjawiska plutoniczne – związane z wciskaniem się magmy w warstwy skorupy ziemskiej bez wydostania się na powierzchnię ziemi. ~ 39 ~ – Piękny jest ten twój „rykoszet energii” – szydził młody czło- wiek. – Zamknął nas w kabinie, położył na koi… – Jak więc wyjaśnisz tę sprawę? – zapytał żywo Astéras, mają- cy urażoną miłość własną naukowców, którzy byliby najbardziej wrażliwi na to z wszystkich ludzi, gdyby nie to, że żaden zawód nie żałuje niczego dla zaspokajania swej próżności. – Nie wyjaśnię, ale przypuszczam, że ten statek nie płynie bez nikogo na nim, dlatego też pójdę pierwszego napotkanego majtka poprosić o klucz do tej tajemnicy. – To prawda, otworzysz nim moje myśli. – Do diabła! Jednym kluczem! Balansując rozłożonymi ramionami, podpierając się w obro- nie przed podstępnymi atakami kołysania, młodzi ludzie opuścili kabinę. Po przejściu wąskimi korytarzami dotarli do schodów prowa- dzących na pokład. Oślepieni słońcem, zatrzymali się na chwilę, zamykając zalane światłością oczy. Potem ich powieki rozwarły się znowu. – Ach tak! Co to za bandera? Okrzyk ten wyrwał się Robertowi na widok łopoczącej na ru- fie flagi. – Nie znam jej – wyszeptał Astéras. – Niebieska płachta z pół- księżycem i trzema białymi gwiazdami. Myślę jednak, że układ tych ciał niebieskich wydaje się wskazywać… – Wskazywać na co? – Na zamiłowanie do astronomii. Tak więc… – Statek ten jest pływającym obserwatorium. Brawo, miły ma- rzycielu! Przypominam sobie jednak, że to flaga Egiptu1… – Egiptu, jeśli chcesz. To starożytna kraina astronomów. Jej religia, 4000 lat przed naszą erą, była kultem ciał niebieskich. Ozyrys był uosobieniem słońca, Izyda księżyca, Anubis gwiazdy 1 Flaga Egiptu – flaga z białym półksiężycem i trzema białymi gwiazdami była używana w latach 1867-1881, ale miała ona tło czerwone, a nie niebieskie; póź- niej (do roku 1922) obowiązywała czerwona flaga z trzema znakami półksiężyca otaczającymi jedną gwiazdę. ~ 40 ~ porannej1, a Horus2 słonecznej drogi dziennej. Mnie osobiście na- pawa szczęściem kroczenie po pokładzie statku należącego do tego wielkiego narodu. – Moje szczęście wiąże się bardziej z ciekawością. Chciałbym wiedzieć, dlaczego po nim kroczę. Na te słowa Robert chwycił za rękaw przechodzącego maryna- rza i zapytał: – Przyjacielu, czy możecie mi powiedzieć, wskutek jakich oko- liczności znalazłem się na pokładzie tego statku? Marynarz się ukłonił, wysunął naprzód ręce z rozcapierzonymi palcami, w mistycznej postawie osób rytych na murach starożyt- nych Teb3, stolicy faraonów, ale nie odpowiedział. Lavarède powtórzył pytanie, nie uzyskawszy większego powo- dzenia, niż za pierwszym razem. Tym razem majtek wskazał jednak gestami, że nic nie rozumie i szybko się wymknął. Kasjer spółki Brice et Molbec nagle się rozzłościł. Tego było już za wiele. Od poprzedniego dnia – myślał, że przespał tylko jedną noc – jego cierpliwość była zbyt mocno doświadczana. Już samo porwanie w sercu Paryża, zamknięcie w prywatnym wię- zieniu, nie było niczym miłym. Zaśnięcie jednak dwa kroki od Obserwatorium i obudzenie się na pełnym morzu, bez znalezienia wytłumaczenia, w jaki sposób zmienił żywioł, to już przekraczało wszelkie granice! Jedna myśl uspokoiła wszakże Roberta, przynajmniej na chwi- lę. Marynarz, którego zagadnął, mógł był wyjątkiem na pokładzie, dzikim prostakiem, chamem, ślepym jak kret na urodę języka 1 Gwiazda poranna – Wenus, w starożytnym Egipcie nie łączono Anubisa z tą planetą, jej boginią byłą Hathor, bogini nieba, utożsamiana później z Sechmet i Izydą. 2 Horus – w religii starożytnego Egiptu syn Ozyrysa i Izydy, bóg nieba, o postaci sokoła, którego prawym okiem było słońce, a lewym księżyc (w jednym z wielu związanych z nim mitów). 3 Teby – miasto w środkowym Egipcie, nad Nilem, jedno z najważniejszych staro- żytnego Egiptu, stolica w czasach Średniego (XI dynastia) i Nowego Państwa (od XVII dynastii), obecnie miejsce wielu bardzo wielu zabytków (świątynie Karnaku i Luksoru, Dolina Królów). Zdumiał go widok stewy przedniej ozdobionej figurą kobiety, o czole zwieńczonym Półksiężycem Izydowym. ~ 42 ~ francuskiego. Mądrze i łatwo nabierze pewności zadając owe py- tania innym marynarzom. Lavarède jednak, za którym ulegle podążał Astéras, choć zwracał się pięknie do każdego marynarza akcentując sylaby, tak iż można się było rozpływać nad biegłością mówcy dorównującego Silvaino- wi z Comédie Française1, nabrał przykrego i pełnego przekonania, że na tym podłym statku nikt nie mówił w języku pana Félixa Faure’a2. Chodząc od marynarza do marynarza, dwaj pasażerowie przemie- rzyli statek w całej jego rozciągłości. Stanęli na dziobie i milczący, zniechęceni, ponurym wzrokiem wpatrywali się w otaczający ich nie- bieski przestwór. Mniej przejęty Robert potrafił podziwiać elegancki steamer, który dygotał pod jego stopami, Zdumiał go widok stewy przedniej3 ozdobionej figurą kobiety, o czole zwieńczonym Półksię- życem Izydowym4. Nie potrafił wyjaśnić sobie dziwacznej postawy załogi, która zdawała się traktować go z pełną szacunku troską. Nie miał jednak nastroju do takich spostrzeżeń. Dręczył go lęk wywołany tą zmianą miejsca. Czuł się rozbity, przytłoczony na myśl, że jest zabierany daleko od jego biura, do nieznanego przeznaczenia, że znajduje się pośród ludzi należących do innej rasy5 aniżeli on. Gdyby miał jakiekolwiek szanse na zwycięstwo, rzuciłby się na marynarzy; było ich jednak zbyt wielu. A zresztą choćby nawet zwyciężył, pozostałby nadal uwięziony na tym stat- ku, którym nie potrafił kierować. 1 Eugène Silvain (1851-1930) – wybitny aktor francuski, członek Comédie Fran- çaise w latach 1878-1928, odnosił wielkie sukcesy; Comédie Française – francu- ski teatr narodowy, z siedzibą w Paryżu od roku 1680, kontynuator trupy Moliera, ma własny zespół aktorski, który nim kieruje, najstarszy działający nieprzerwanie teatr świata. 2 Félix Faure (1841-1899) – polityk francuski, prezydent Francji w latach 1895- -1899, uchodził za znakomitego oratora. 3 Stewa przednia (dziobnica) – belka stanowiąca przedłużenie stępki, łącząca obie

Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Pobierz darmowy fragment (epub)

Gdzie kupić całą publikację:

Kuzyn Lavarede a. Część I. Diament Ozyrysa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: