Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00127 011014 7496259 na godz. na dobę w sumie
Legendy polskie - ebook/pdf
Legendy polskie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 65
Wydawca: SBM Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7845-596-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wspaniały zbiór zawierający polskie legendy i podania ludowe. Zapraszamy cię w fascynującą podróż do niezwykłego, pełnego tajemnic świata, w którym wszystko jest możliwe…

Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Bajki_polskie_XII2012.01.wklejka.indd 1 12/4/12 10:38:55 AM PAN TWARDOWSKI Dawno, dawno temu żył pewien szlachcic Twardowski. Był to człowiek niesłychanie mądry, pracowity i niezwykle am- bitny. A kiedy postawił coś sobie za cel, nic go od tego odciąg- nąć nie mogło. Był też dobrym człowiekiem i w swojej pracowni na krakowskim rynku niejednemu pomógł. Był on medykiem i nie odmawiał pomocy nawet najbiedniejszym. Chciał jednak wiedzieć wciąż więcej i więcej, kiedy więc odkrył na strychu w starym kufrze magiczną księgę, zapragnął posiąść również tajemną wiedzę. Nie było to jednak łatwe i wiele bezsennych nocy spędził Twardowski na rozszyfrowywaniu starożytnych hieroglifów. Aż kiedyś, gdy zegar wybijał dwunastą godzinę, wykrzyknął nieszczęsny: 2 Legendy polskie III 2013 2 20-03-13 14:02:30 Legendy polskie III 2013 3 20-03-13 14:02:37 3 – I duszę diabłu bym odsprzedał w zamian za tę wiedzę! I nagle stała się rzecz niesłychana. W kącie pokoju pojawił się jakiś czarniawy jegomość, z maleńką bródką w szpic. Był to człek niezwykle elegancki i postawny i nic nie wskazywało na to, że może mieć jakieś złe zamiary, tylko kiedy zbliżał się do oniemiałego szlachcica, lekko utykał na prawą nogę. – Czego waćpan sobie życzysz? – wychrypiał Twardowski. Do końca bowiem sądził, że ma do czynienia z jakimś spóź- nionym potrzebującym, którego litościwa służka wpuściła do domu o tak późnej porze. – Hm, czego ja sobie życzę? – nieznajomy zaśmiał się ochryple. – Może najpierw, panie szlachcicu, powtórzysz mi swoją prośbę? Przeląkł się wtedy nie na żarty Twardowski, bo zrozumiał, kogo wezwał w złej godzinie pod swój dach. Przeląkł się i już, już znak krzyża chciał uczynić, lecz nagle opuścił zziębniętą dłoń. – Oddałbym wszystko za magiczną wiedzę. I za skarby nie- przebrane. Za wieczną młodość i urodę – wyliczał jednym tchem, doskonale wiedząc, co diabeł zażąda w zamian. Jednak gościa nie przeraziły wygórowane żądania szlachcica. Czart uśmiechnął się tylko, błysnął złotym zębem i, nie wiadomo skąd, pojawił się w jego szponiastej dłoni gruby pergamin. 4 Legendy polskie III 2013 4 20-03-13 14:02:38 – Podpis, szlachcicu – uśmiechnął się szelmowsko. – Najpierw przeczytam – wyjąkał roztrzęsiony Twardowski. – Proszę bardzo. – Diabła nic nie zrażało. – Czytaj. Mamy czas do pierwszego piania koguta. Rozbieganym wzrokiem omiótł Twardowski cyrograf. Raz, drugi, trzeci i nigdzie nie znalazł haczyka. Doczytał tylko, że wszystko, o co prosi, ma zapewnione do czasu, aż nie pojawi się w Rzymie, i sprytna myśl zakiełkowała w jego głowie. Nie pojedzie nigdy, przenigdy do Rzymu, nikt go nie zmusi i tym samym wszystko, o co prosił, będzie miał na wieki. Nie zasta- nawiając się dłużej, podpisał cyrograf. Zaśmierdziało siarką, zaiskrzyło się, a diabeł zniknął. Tylko jego przeraźliwy chichot do rana dźwięczał w uszach Twardowskiego. Od tej nocy Twardowski miał wszystko, o czym inni śmier- telnicy tylko pomarzyć mogli. Wiedzą swoją przewyższał nie- jednego mędrca, a i król niejeden pochyliłby głowę na widok kosztowności zgromadzonych w podziemiach jego dworku. Nie zapominał jednak o biednych i potrzebujących. Dalej le- czył i wspierał okoliczną ludność, czasami nawet wyjeżdżał do innych miast czy krajów dalekich. Bardzo jednak pilnował się, aby nigdy, ale to przenigdy nie znaleźć się blisko Rzymu. Dia- beł jednak spokojnie czekał i dopracowywał do końca swój szatański plan, bo jak wiadomo, kto raz zaprzedał duszę dia- błu, ten się już ze swej obietnicy nie wywinie… I tak mijały dni, miesiące i lata, a Twardowski zaśmiewał się w duchu, jak to mu się udało diabła przechytrzyć. Do czasu… Któ- rejś deszczowej nocy ktoś załomotał do drzwi jego domostwa. – Mistrzu… panie… ratuj córkę – jęczał obdarty chłop, nisko pochylając głowę przed zaspanym szlachcicem. 5 Legendy polskie III 2013 5 20-03-13 14:02:38 Po krótkiej opowieści medyk wskoczył na koń i pognał co tchu do odległej karczmy na pomoc umierającej dziewczy- nie. A kiedy wszedł do środka… naraz obskoczyły go diabły, poszczypywały, przytupywały i szaleńczo pląsały. Wśród nich Twardowski dojrzał swego dawnego znajomego, z pożółkłym pergaminem w łapie. – Ależ to jakaś pomyłka – zaśmiał się donośnie. – Toć pod Krakowem jesteśmy. Diabelskie oczy zwęziły się nagle. – Ta karczma Rzym się nazywa! – zawył triumfalnie diabeł, a jego pobratymcy zawtórowali mu, rycząc piekielnie. Twar- dowski pobladł i rzucił się do ucieczki, lecz za późno już było. Diabły pochwyciły nieszczęśnika i dalejże wlec go przez komin do piekła. I kiedy znaleźli się już na rozgwieżdżonym, granato- wym niebie, zapłakał żałośnie pan Twardowski. – Ach, jakże głupi i próżny byłem… cóż mi po skarbach i wiedzy, kiedy będę się smażył w piekle. Co mi po chwale i naukach tajemnych, kiedy nikt po mnie nie zapłacze. – I zaczął modlić się tak żarliwie i gorąco, jak nie robił tego chyba nigdy. Przerażone diabły z obrzydze- niem odskoczyły od niego, kry- jąc się w pobliskich chmurach, a on modlił się i modlił, aż w końcu zobaczył Księżyc. I tam też osiadł i po dziś dzień mieszka, rozmyślając o swoim postępku, który zawiódł go na srebrny glob. 6 Legendy polskie III 2013 6 20-03-13 14:02:41
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Legendy polskie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: