Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00406 007484 15345861 na godz. na dobę w sumie
Lejbe i Siora - ebook/pdf
Lejbe i Siora - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 154
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-077-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

„Lejbe i Siora, czyli Listy dwóch kochanków” to powieść Juliana Ursyna Niemcewicza dotycząca dyskusji nad kwestią żydowską. Stanowiła zwartą koncepcję asymilacji Żydów z narodem polskim, przy jednoczesnym umniejszeniu wpływów sekty chasydzkiej. Autor „Powrotu posła” wypowiedział się jednoznacznie za zachowaniem odrębności religijnych i narodowych mniejszości żydowskiej, posuwał się jednak do odważnej i daleko idącej krytyki fanatyzmu i zacofania chasydów. Swoje teorie włożył w usta poszczególnych bohaterów. Bohaterowie pozytywni wypowiedzieli poglądy autora, postaci negatywne upierały się przy opiniach przeciwstawnych.
Utwór łączy elementy obyczajowe, satyryczne i romansowe. Ma wyraźny oświeceniowy charakter, łączący dydaktykę z problematyką społeczną.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1077-0 Do czytelnika Lud obcy, rozlany po całej przestrzeni kraju naszego, składają- cy szóstą część ludności naszej ogólnej, a całą prawie ludność miast pomniejszych, lud oddzielny nie tylko wiarą, ale językiem, ubiorem, obyczajami, lud, co odbiegłszy prawego zakonu MojŜe- sza napoił się dzikimi zagorzelców swoich przesądami, nie uznaje praw cywilnych, ni sądów krajowych, nie uznaje chrześcijan za bliźnich, za ludzi, co z dzieciństwa wpaja w młodzieŜ swoją za- wziętą ku nam nienawiść, słowem lud składający niebezpieczne statum in statu, nie dziw, Ŝe wzbudził w innych krajach i u nas najwyŜszą i najtroskliwszą obawę. KaŜdy się u nas pyta, co będzie z imieniem Polaka, co się stanie z chrześcijaństwem, jeŜeli lud ten zostawszy przy swej oddzielności, przy swojej nienawiści i grubych przesądach, mnoŜyć się i dalej będzie w takiej jak dzisiaj progresyji. Wielu obywateli uderzonych tym niebezpieczeństwa widokiem, jęło w tak waŜnej materyji ogłaszać drukiem myśli i zdania swoje. Miło nam jest widzieć, iŜ wyjąwszy bardzo małą liczbę, wszyscy trzymając się nauki Zbawiciela naszego, dalecy od prześladowania i środków surowych, oddając politowanie za nienawiść, zbawien- ne Ŝyczenia za przeklęstwa, kreśląc obraz szkodliwych przesądów Ŝydowskich, podawali razem sposoby, jak im zapobiec, jak lud obłąkany przez starszych swoich naprowadzić na drogę rozsądku i własnego ich dobra. Między wielu ziomkami naszymi, co najdawniej i najdokład- niej rzecz tę zgłębili, zasłuŜony ojczyźnie swej mąŜ śp. Tadeusz Czacki, starosta nowogrodzki JW. Stanisław Wodzicki, Prezes Rzpltej Krakowskiej, JW. Radca Stanu Staszyc, Kaczkowski, JW. Pan Radomiński i wielu innych na najszczególniejszą zasługują 5 uwagę* . Widać w dziełach ich prawdziwy duch obywatelski, mówią oni o szkodliwych przesądach Ŝydowskich z znajomością rzeczy i doświadczeniem, podając sposoby do popraw (pełne rozsądku i ludzkości), przekonali chrześcijan, przekonaliby zapewne i śydów, gdyby sobie pochlebiać moŜna, Ŝe prawda do fanatyzmu i zasta- rzałych przesądów kiedykolwiek przystęp znaleźć moŜe. Czytając ze smakiem i zbudowaniem dzieła tych męŜów, uzna- łem, iŜ do rozumowania ich nad tak waŜnym przedmiotem, do spo- sobów, które do polepszenia złego podają, nic prawie przydać nie moŜna, chęć atoli przyczynienia się z mojej strony do tak waŜnego dzieła, podała myśl, czyli przesądy śydów, nieludzkie starszych ich nauki i rządy, wystawione na widok w sposobie, iŜ tak rzekę, dra- matycznym, nie uczynią ich jawniejszymi jeszcze, i w samym kształ- cie swoim, przez sam tytuł „romansu”, wiadomość o tylu przesą- dach nie uczynią powszechniejszą, a co najbardziej do Ŝyczenia, śmiesznością swoją nie przekonają śydów samych, jak przeciwne Pismu, błędne i szkodliwe są talmudowe nauki, nauki, które starsi dla własnej tylko korzyści, z dzieciństwa wpajać w nich nie prze- stają. Ten był jedynie powód, dla którego, po tylu światłych pisa- rzach, odwaŜyłem się w tak waŜnej materyji coś jeszcze powiedzieć. Daleką jest ode mnie myśl, by lud ten nieszczęsny na wytępie- nie lub wygnanie skazywać, poprawić go, przywieść do upamięta- nia, do poznania własnego dobra, to jest, co nauka chrześcijańska podaje. * Oprócz wymienionych autorów, następujące pisma o śydach wy- szły w języku naszym. O śydach i judaizmie w Siedlcach roku 1820. Uwagi pewnego oficera w r. 1818 O śydach w Polszcze roku 1816. Sposób na śydów. Jerobal czyli mowa o śydach. Prośba czyli usprawiedliwienie się ludu starozakonnego, dziełko waŜne w r. 1820. Tu chazy czyli rozmowa o śydach przez St. Hoge roku 1830. Rys krótki historii ludu Ŝydowskiego w Europie, jako wstęp do dziejów ludu tegoŜ na ziemi polskiej z r. 1834. Niemcy, którzy kaŜdą przedsięwziętą przez siebie materię doskona- le zgłębiają, wiele o śydach pisali. Dzieła ich, z których, nie umiejący po hebrajsku, nie raz z korzyścią czerpałem, są następujące: 1. Judische Augen- gläser durch Roblik Könikgratz 1743, 2 Tom in folio. – 2. Rabinismus oder Talmudische Thorheiten, Amsterdam 1789. – 3. Die Juden und das Judenthum, Köln 1816. Etwas Charakteristik der Juden von Lazarus Ben- dawid. Przydać do tego naleŜy ziomka naszego starozakonnego Dawida Friedländera, Jakuba Kalmansona z Rubieszowa. 6 KaŜdy rozsądny starozakonny, co dziełko to czytać będzie, uzna, iŜ wszystkie wytknięte w nim nieludzkie przesądy, śmieszne zabobony, wiernie z Talmudu i komentarzów onego wyjęte są z wy- kazaniem nawet rozdziałów i kart, gdzie ich szukać. Do kilku tomów ogromnych mógłbym był dzieło to powiększyć, gdybym chciał więcej wypisywać niepojętych ich baśni, lecz lękając się znu- dzenia czytelników sądziłem, Ŝe dość będzie i na tych. Nie prowa- dzi mię nienawiść; jeŜelim niepochlebnymi kolorami odmalował Jankiela i zagorzalców, co lud biedny w błędach i ucisku trzymają, prawdziwą było dla mnie rozkoszą w osobie Abrahama skreślić obraz szanownego i cnotliwego Izraelity, który ściśle trzymając się zakonu swojego, potrafił rozróŜnić słowa Boga od nauki przez obłąkanych i zagorzałych ludzi podanej. Charaktery Lejby, Siory, Racheli słuŜyć mogą za wzory dla izraelskiej młodzieŜy. Powrócić śydów do prawdziwego światła, uleczyć ich od prze- sądów, wskazać im, iŜ trzymając się nieludzkich starszyzny swej prawideł, sami się pogrąŜają w upodleniu i nędzy, sami tamują sobie drogę do wszystkich w społeczeństwie ludzkim korzyści, to jest, co dziełka tego jest jedynym przedmiotem. Szczęśliwy, jeŜeli choć w części dopnę zamiaru mego. 7 8 TOM PIERWSZY LIST I Siora do Lejby Z Berdyczowa, dnia 1 igier. Miły Lejbusiu! Po rozstaniu się naszym, nie miałam i jednej chwili wesołej; tęsknota napełnia duszę moją, nic mię rozerwać nie moŜe. Ach, czemuŜ wyjechaliśmy z Warszawy, czemuŜ gorączka spekulacyj- na, porywająca ustawnie ojca mego, przymusiła go porzucić dobre i pewne mienie w stolicy, i puszczać się na niebezpieczne hazardy. Wiesz, iŜ się on teraz bawi przemycaniem towarów i koni między Radziwiłłowem a Brodami. Co za niebezpieczne rzemiosło, jak niepewne zyski! a jak okropne straty. śe pozyskawszy straŜników udało mu się raz przemycić na tamtą stronę 72 koni, Ŝe wiele na tym przemyceniu zarobił, juŜ rozumie, Ŝe zawsze tak będzie; juŜ mu się marzą krocie i miliony. Pamiętam, jak zdrowymi uwagami odwracałeś go od tego; pamiętam srogie oburzenie się jego. Ni- gdy, nigdy chwila ta nie wyjdzie z pamięci mojej. Jak mu się za- iskrzyły oczy, najeŜyły czerwone pejsaki. Precz, precz, zawołał, z uwagami tymi, widzę w nich skutki nowej edukacyji waszej; gdy- bym nie miał innych przyczyn porzucenia Warszawy, to i ta jedna byłaby dostateczną, by Siorę moją oddalić od przewrotnego Lejby. Długom się na nim zawodził, lecz widzę, Ŝe przez niego zaginą starodawne prawidła nasze, a moŜe i cały zakon MojŜesza. Oszu- kuję chrześcijan, bo mi to Talmud pozwala; wywiozę Siorę moją, bo widzę, Ŝe i jej chwyciły się nowości – Tu surowy wzrok rzuciw- szy na ciebie, pocałował cycelę, wpadł do komory, drzwi silnie zatrzasnąwszy za sobą. Na to ofuknienie biedna matka moja poszła odszumować łokszyn, gotujący się w kominie, a ja, siadłszy na ławie, płakałam. 9 I cóŜ, pomyślałam sobie, tak szkodliwego było w wychowaniu moim? Przez trzy lata trudy Lejby nad oświeceniem moim nauczy- ły mię więcej rozsądnych i potrzebnych rzeczy, niŜ się nauczą wszyst- kie bachury nasze przez lat siedem mozolnego męczenia się nad księgami, których, Ŝe nie są zrozumiane, nie zrozumieją nigdy. Niech innej nie byłoby korzyści, jak ta, Ŝe miły mój Lejbele! pisać do ciebie, wynurzyć ci czucia moje mogę, jakaŜ juŜ niepojęta roz- kosz. I cóŜ bym wyrazić mogła w tej pokaleczonej niemczyźnie, pisanej hebrajskimi literami, którą my językiem Ŝydowskim zowie- my? Nigdy Abraham, Izaak i Jakub, nigdy prawodawca nasz Moj- Ŝesz językiem tym nie mówili. Rodowitym kaŜdego językiem jest język tej ziemi, na której się człowiek urodził: my się rodzili w Pol- szcze, polska więc mowa jest ojczystą mową naszą; tą piszmy, w tej rozmawiajmy. Spełniły się wkrótce okropne zapowiedzenia ojca mego: po długiej w komorze z Chaimem rozmowie wyszedł mój ojciec bar- dzo czerwony i pomięszany, i dał nam rozkaz, byśmy do podróŜy były gotowe. Dobra matka moja, wzór słodyczy i posłuszeństwa, wraz powyciągała skrzynie, łapsardaki męŜa, swoje, moje, bachu- rów i bachurząt rupiecie popakowała w nie. Wyszedł ojciec do miasta, by ostatki interesów pokończyć. To wyjście, zatrudnienia matki mojej około wybierania się w drogę, dały nam sposobność widzenia się raz jeszcze na chwilę, a moŜe poŜegnania na zawsze. Na zawsze! co za okropne słowo: ach nie, Lejbele mój luby, ta przysięga na ustach twoich stwierdzona, trwać będzie, aŜ póki cię Bóg do ojców twoich nie przyłączy. Przewiduję ja tysiączne prze- ciwności; ojciec mój, ślepo przywiązany do wszystkich dawnych przesądów, nie zechce mię nigdy wydać za ciebie. Bóg jednak Abrahama czuwać będzie nad biedną Siorą, zmiękczy serce za- gniewanego ojca, da mię tobie, pobłogosławi, jak błogosławił oj- com naszym, i rozmnoŜy plemię nasze, jak gwiazdy na niebie, jak piasek na brzegach morza. Ta jedna nadzieja utrzymuje mię przy Ŝyciu. Nazajutrz rano bardzo zajechał wóz z ogromną budą, po obrę- czach płótnem pokrytą. Moszko, szanowny mój ojciec, opasaw- szy trzos około siebie, nałoŜywszy lulkę, wsiadł w nią, przy nim Leje, matka moja; mnie kazano się wcisnąć w środek. DopieroŜ Chaim zaczął pakować bachury, między skrzynie, między pierzy- ny, między wory; zewsząd wyglądały główki, rączki, nóŜki, pej- 10 saczki tych pięknych stworzeń. Niezmiernie naładowana buda ruszyła na koniec nie bez cięŜkiej od Chaima chłosty. Nie będę ci opisywała, miły mój Lejbele, blisko dwuniedzielnej podróŜy naszej: łatwo sobie wystawić moŜesz, jak śpiesznie wóz tak obładowany, przez dwie wychudłe szkapy ciągniony, mógł postępować. W piaskach musieliśmy nie raz wysiadać; wtenczas ja rada, Ŝe duŜo w budzie ściśniętej cokolwiek odetchnąć moŜna, biegałam jak jelonka. Lecz i w tym kłopoty; bachurczęta za jago- dami wysypane po lesie, na mnie zdano szukać i zbierać; raz Icyk tak był gdzieś zalazł, Ŝem go ledwie za dobrą godzinę znaleźć mogła. PodróŜ nasza nie była wydatną: zatrzymywaliśmy się w karcz- mach postronnych, Chaim wyprzęgał konie, ojciec mój, acz boga- tym, wstrzemięźliwym jest i skrzętnym, kwaśny ogórek lub główka czosnku i kawałek chleba były jego obiadem, na wieczerzę miska koziego mleka nasycała mnie, matkę i bachurzęta. Zdaje się, Ŝe Chaim Ŝył samym dymem od lulki, karczmarze zatem, nie bardzo się wzbogacili z naszych noclegów. Ojciec mój, prócz rannych pacierzy, głębokie chował milczenie; zdaje się, Ŝe knuje wielkie jakieś zamysły: raz tylko nieostroŜność moja, niestety! przykrym nader sposobem przerwała jego posępność. Upał niezmierny spra- wił we mnie nieznośne pragnienie, konie ledwie juŜ dyszały, szczę- ściem czy nieszczęściem trafił się przy drodze niewielki, lecz chę- dogi domek pod cieniem rozłoŜystego wiąza. Dla wytchnienia koniom wstrzymaliśmy się w cieniu. Zeskoczyłam z budy i zaled- wie weszłam w przysionek, gdy widzę hoŜą młodą dziewkę chrze- ścijankę, niosącą wiadro czystej krynicznej wody. Dla spragnionej widok ten stał się prawdziwym rajem, porywam stojący na ławie kubek drewniany, czerpam i piję z niewymowną rozkoszą. Jesz- czem nie wychyliła do dna, gdy słyszę na plecach moich razy twar- dego cybucha. Obracam się, postrzegam zapyrzonego ojca, odzy- wającego się w te słowa: „Niegodna imienia Izraelitki, śmiesz pić z kubka, którego się dotykały obrzydliwe usta goi*. Czy nie wiesz, Ŝe podług naszych i Talmudu, śydzi tylko pochodzą od Boga i mają duszę, inni zaś ludzie pochodzą od Sytra Achra, nieprzyjaciela boskiego, nie mają duszy i są obrzydliwi, jak gady i płazy poziome?” – Nie czytałam ja kabalistycznych ksiąg, odparłam, lecz dziko mi się wydaje, by Bóg tyle narodów tyle milionów ludzi stworzył bez * Tak śydzi nazywają wszystkich chrześcijan. 11 duszy, a dał ją tylko biednym i nędznym wygnańcom z całego świa- ta; nie widzę jaka by miała być zbrodnia, Ŝe ja, spragniona, w czy- stym kubku czystej napiłam się wody: gdyby to, czego się chrześci- janin dotyka, było zaraŜonym, tobyśmy się juŜ dawno podusili, gdyŜ i powietrze, którym oddychamy, jest takŜe zaraŜone, bo od- dychane przez chrześcijan. – Schweige du verfluchte kanalie, zawo- łał Moszko, po drugi raz podnosząc cybuch swój. Szczęściem, Ŝe matka wpadła między ojca i mnie, i łzami i prośby swymi cięŜkie odwróciła chłostania. O, kochany Lejbele mój, jak smutnym jest połoŜenie moje, jak okropną przyszłość moja. Widzieć w tym, któ- rego mi Bóg przeznaczył za ojca, którego wszystkie prawa kochać mi kaŜą, a którego serce moje tak łatwo by kochało, widzieć, mó- wię, w tym ojcu tak nieludzkie, tak dzikie przesądy, być co dzień wystawioną na fukania i razy, jest to zbytnim dla biednej Siory twojej cięŜarem. Szukaj sposobów, miły mój Lejbele, jakimi by oświecić, ułagodzić ojca mego, albo drŜyj, by Siora twoja nie uległa pod tylu trosków brzemieniem. Zmęczona do ostatka na sile i umyśle, ujrzałam się na koniec w Radziwiłłowie; zajechaliśmy do najętego dla nas domu z korzennym sklepem i niezmierną stajnią. Krewni i przyjaciele ojca mego spotkali go nie z tą czułą radością, którą przyjaźń, pokrewieństwo, długie na koniec niewidzenie w ser- cach czułych wzbudzać zwykły, lecz z zimnym, cichym i krótkim pozdrowieniem. Prawdziwie serce moje nie pojmuje tej odrętwia- łości, i prawdziwie nie raz myślę sobie, Ŝe prócz nas dwojga nie masz, zdaje się, w narodzie naszym dwóch osób, które by znały co miłość: Ŝenią się, nie kochając, nie znając jedno drugiego, nigdy siebie nie widząc. Nie miłość, nie wzajemne poznanie, nie skłon- ność, nie szacunek kojarzy stadła nasze. Dwóch ojców umówi się z sobą o cenę, to jest o posag; jeden z nich przedaje syna, który nigdy oblubienicy swojej nie widział, drugi przedaje córkę, która nie słyszała nigdy o narzeczonym swoim. W ugodzonym dniu zwoŜą te młode biedne stworzenia na umówione miejsce, kaŜą potańco- wać na śmieciach, stłuc szklankę pantoflem i potem Ŝyć z sobą na zawsze. Ach Lejbele, Lejbele, nie takie uczucia wprzęgać nas będą w stadło małŜeńskie; miłość, wzajemny szacunek, wzajemne skłon- ności, te nas połączą: z tymi wziąwszy się za ręce, złe i dobre Ŝycia koleje razem przechodzić będziemy. Ojciec mój z rabinem i starszyzną tutejszą częste odprawia konferencje, czasem i celnicy przypuszczeni są do tych układów. 12 Podniesione głosy, acz niewyraźnie, przechodzą z komory do izby, w której ja siedzę, słowa gilden, thaler, rubel ustawicznie odbijają się o uszy moje. Idzie zapewne o jakieś facjendy, przemycania, Bóg wie o co, lecz mniejsza o to; bardziej mnie obchodzą tajemne z rabinem szepty, w których imię moje Siora nie raz słyszeć się daje, zapewne to zmowy na mnie; drŜę cała, któŜ mię wesprze, któŜ mię od zamachów zasłoni? Ty, pociecho Ŝycia mojego, słodki Lejbele, tyś daleko, pocieszaj mię przynajmniej listami swymi, wspieraj ra- dami; ciebie jednego obrałam za przewodnika Ŝycia mojego, tobie ja, drogi przyjacielu! wszystko winną jestem; ty upodobawszy mię w dzieciństwie moim, oświecałeś mię, nauczałeś, ty w nieskaŜone jeszcze serce moje rzuciłeś cnoty i uczciwości nasiona. Serce i umysł mój, wszystko jest twoje, ach, bodajbym za nimi, co rychlej, i rękę moją oddać ci mogła. Bądź zdrów i szczęśliw. Twoja na zawsze Siora Moszkele PS Piszę po kryjomu przez Chaima, furmana ojca mego, który z zajęczymi skórami jedzie do Warszawy; przez tęŜ samą sposob- ność odpisać mi moŜesz. Adios LIST II Moszko do Herszka Z Radziwiłłowa, d. 31 nissen. Błogosławieństwo Abrahama, Izaaka i Jakuba niech będzie z tobą. List ten da ci wiedzieć, przyjacielu, Ŝem od tygodnia przyjechał do Radziwiłłowa. Częste facjendy, któreśmy ze sobą miewali, do- znane w nich twoje obroty, zręczność, biegłość twoja w kabali- stycznych i mistycznych naukach, niepojęta mądrość syna twego 13 Jankiela zupełną ufność kaŜą mi w tobie pokładać, otworzyć ci na koniec myśli moje, tak względem interesów handlowych, jak i wzglę- dem zamysłów, tyczących się dzieci moich. Zacznijmy od tego, co jest waŜniejszym: naucz się, Ŝem porzucił Warszawę nie dlatego, Ŝeby mi się w niej źle powodziło, ale Ŝe w tych stronach większych zysków odkrywało się pole. Zakaz wyprowadzania towarów za granicę staje się dla nas niezmiernych zarobków źródłem. To praw- da, znaczna ich część iść musi na celników i kozaków, lecz to, co zostaje, jeszcze się pięknym groszem nazwać moŜe. Słuchaj, coć powiem: mam z tamtej strony kontrakt na sprowadzenie 200 koni. Zamówionym juŜ straŜnikom przyrzeczono po dwa ruble od ko- nia, a za to wszystko biorą na siebie. Konie te na partie podzielić trzeba, bo razem przeprowadzić cięŜko. Posyłam ci w bomaŜkach 9000 rubli, ty drugie tyle dołoŜywszy, kup rzeczone konie, niech będą i dzikie, byle pozorne; najmniejszego zysku, co się spodzie- wać moŜem, będzie ośm rubli na koniu. Przy przeprowadzeniu za granicę sam będę przytomnym. Drugi komis, który ci daję, mój drogi Herszko, jest zakupienie dla mnie, ile będziesz mógł, skórek zajęczych; potrzebują ich w Warszawie dla kapeluszników. Naładuj skórami tymi wóz jak najogromniejszy, ale wybierzesz co największe skóry, zaszyjesz w nie ze sto funtów herbaty, po wierzchu dobrej, we środku pod- łej, a zatem najtańszej; skórki te z herbatą powinny być nieznacz- nie weśród wozu włoŜone; jeźli się przemycenie uda (o czym nie wątpię), będziesz miał trzy procentu nagrody. W odpowiedzi na list mój, w którym ci o wyniesieniu się moim z Warszawy donoszę, dziwisz się przedsięwzięciu memu; wiedz, Ŝe bez rozmysłu nie czyniłem tego. Zdaje się wam Warszawa Hie- rozolimą drugą; pewnie, są w niej kwiaty, ale teŜ są i ciernia. Mijam ustawiczne posty, które nam starsi kahalni nakazują, a lubo z po- stów tych, to jest ze składek ze 25.000 śydów, znaczne zbierają się sumy, lubo z wielkich obiecywanych nam stąd korzyści nic się jeszcze nie pokazało; przecieŜ, Ŝe to się czyni dla dobra zakonu naszego, nie szemrzę. Ale tysiączne noŜe, jak juŜ przebodły serce moje, tak przebiją i twoje, gdy się dowiesz, Ŝe te skarby najpierwszej mądrości naszej, owe to Talmudy, owe komentarze nad nimi, owe to kabalistyczne i mistyczne księgi, słowem te wszystkie słodkie źródła mistycznej rozkoszy, w których najpierwsi rabinowie nasi brodzili po uszy, 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Lejbe i Siora
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: