Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00272 006007 13111453 na godz. na dobę w sumie
Lekarz z ambicjami - ebook/pdf
Lekarz z ambicjami - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875512 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Doktor Alyssa Ward niechętnie przystaje na propozycję wspólnej kolacji z konsultantem z ich szpitala, Sebastianem Radleyem. Nie zamierza nawiązywać bliższej znajomości z żadnym mężczyzną, a tym bardziej z tak osławionym kobieciarzem jak Seb, pochodzącym na dodatek z wyższych sfer. Seb jest jednak urzekająco miły, a w końcu chodzi tylko o jeden wieczór...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Kate Hardy Lekarz z ambicjami Tłumaczył Andrzej Szydłowski Droga Czytelniczko! Długo czekaliśmy na tegoroczną zimę, ale moz˙e wiosna się pospieszy? Gdyby jednak pogoda spacerom nie sprzyjała, zapraszamy do lektury naszych ksiąz˙ek. Oto co przygotowaliśmy na ten miesiąc: Niespodzianka (Medical Duo) – Po kolejnym nieporozumieniu oboje mieli pewność, z˙e juz˙ z˙adne nie wypowie słów, na które tak czekali. Samotny z wyboru (Medical Duo) – Cal uwaz˙ał, z˙e jeśli nie będzie nikogo potrzebować, nie będzie takz˙e cierpieć. Gina była przeciwnego zdania... Lekarz z ambicjami (Medical) – Alyssa wykazała wiele dobrej woli, by Seb uświadomił sobie, czego naprawdę pragnie. Ojciec dla Emily (Medical) – Madison nie chce mieć męz˙a, który przemknąłby przez jej z˙ycie jak meteor, zwłaszcza z˙e juz˙ raz czegoś takiego doświadczyła... Zapraszam do lektury Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Kate Hardy Lekarz z ambicjami Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: Her Honourable Playboy Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka ã 2006 by Pamela Brooks ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3808-1 Indeks 325260 MEDICAL – 376 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Dlaczego miałoby mi zalez˙eć na tym, z˙eby wygrać wieczór w towarzystwie Sebastiana? – spytała Alyssa. – Nalez˙ałoby raczej spytać, dlaczego nie miałoby ci na tym zalez˙eć – odparła Tracey, pielęgniarka na oddziale ratownictwa medycznego. – Hm, chyba coś jest z tobą nie w porządku. – Chwyciła Alyssę za rękę i zmierzyła jej tętno, spoglądając na zegarek. – Nie ulega wątpliwości, z˙e z˙yjesz i puls masz w normie. – Dotknęła jej czoła. – Temperatura normalna, więc nie moz˙e to być delirium. – Och, przestań! – zawołała Alyssa, mimo woli wybuchając śmiechem. – A moz˙e to chwilowa niepoczytalność? – Musiałabym być niepoczytalna, z˙eby pójść na tę kolację z Sebem – mruknęła Alyssa. – To nie wchodzi w rachubę. Ale jestem gotowa wpłacić na ten wasz fundusz pewną sumę. – Wyjęła z szafki torebkę i zna- lazła w niej zwitek banknotów. – Proszę, na dobry cel. – To wystarczy na trzy losy – oznajmiła Tracey, unosząc brwi ze zdziwienia. – Nie chcę ani jednego, bardzo ci dziękuję. – Alez˙ Alyssa, tak nie moz˙na. Sprzedajemy losy właśnie dlatego, z˙eby dać kaz˙demu równe szanse. Gdybyśmy zorganizowali licytację, mogliby w niej wziąć udział tylko najbogatsi. 6 KATE HARDY Alyssa byłaby gotowa ustąpić, gdyby mogła się zgodzić z jej rozumowaniem. Ale dostrzegła w nim jeden słaby punkt. – Być moz˙e niektóre kobiety marzą o tym, z˙eby spędzić wieczór z Sebastianem Radleyem – powie- działa – ale ja nie mam na to najmniejszej ochoty. – Dlaczego? Jest czarujący i dowcipny. Wieczór w towarzystwie Seba to cenna nagroda. On potrafi zadbać o to, z˙eby jego partnerka świetnie się bawiła. – Tylko dlatego, z˙e ma ogromną praktykę. – Alys- sa uniosła brwi. – W ciągu sześciu miesięcy, jakie spędził w Docklands Memorial, umówił się chyba ze wszystkimi kobietami, które nie ukończyły trzydziestu pięciu lat. – Moz˙e po prostu szuka odpowiedniej partnerki. – A moz˙e jest męskim odpowiednikiem luksuso- wej dziwki. Alyssa zdecydowanie nie była zainteresowana tego rodzaju męz˙czyznami. Po swoich doświadczeniach ze Scottem Cooperem zamierzała unikać ich do końca z˙ycia. Tracey gwizdnęła cicho. – Widzę, z˙e ty go naprawdę nie lubisz. – Jako lekarz jest w porządku. Potrafi być sumien- ny, stanowczy i czarujący. – Alyssa podziwiała jego stosunek do pacjentów moz˙e dlatego, z˙e sama trak- towała ich w podobny sposób. – Ale jako męz˙czyzna, z którym miałabym spędzić wieczór... Nie, dziękuję. Nie jest w moim typie. – Więc kto mógłby być w twoim typie? – spytała Tracey. – Pracujesz tu od trzech lat, a nie pamiętam, z˙ebyś się z kimkolwiek umówiła. LEKARZ Z AMBICJAMI 7 Alyssa miała ochotę poprosić ją, by pilnowała swo- ich spraw, wyznać, z˙e jest lesbijką albo oznajmić, z˙e nadal szuka księcia z bajki, ale się powstrzymała. Postąpiłaby nieuczciwie, wyładowując swój zły hu- mor na dyz˙urnej pielęgniarce. Tracey miała dobrą wo- lę, ale prawda była kłopotliwa, a Alyssa nie zamierzała dawać nikomu poz˙ywki do plotek na swój temat. Z˙a- den z pracowników szpitala Docklands Memorial nie wiedział o tym, z˙e popełniła kiedyś błąd, a ona chciała, z˙eby tak pozostało. Niebieskooki Sebastian Radley moz˙e i jest czaru- jący, przystojny i dowcipny – sama przyznawała, z˙e to najbardziej seksowny męz˙czyzna, jakiego znała – ale kaz˙dy bliz˙szy związek z tego rodzaju człowie- kiem grozi katastrofą. Wiedziała więc, z˙e powinna go unikać. – Jestem osobą zajętą i nie mam czasu na randki – rzekła przyjaznym tonem, wyjmując z torebki kolej- ny banknot. – Proszę bardzo. Czy teraz przestaniesz mnie nękać? – Hm – mruknęła z uśmiechem Tracey. – Tak czy owak, dziękuję za wpłatę na nasz fundusz. Gdy Alyssa odeszła, starannie wypisała na trzech odcinkach losów słowa ,,Alyssa Ward’’. Od dawna uwaz˙ała, z˙e doktor Ward zbyt cięz˙ko pracuje i powinna się jakoś rozerwać. A Sebastian Radley, konsultant ich szpitala, jest człowiekiem, który mógłby jej to ułatwić. On z kolei powinien trochę spowaz˙nieć i zdać sobie sprawę, z˙e z˙ycie nie jest niekończącym się pasmem przyjęć i bankietów. A Alyssa jest kobietą, która moz˙e mu na to otworzyć oczy. Tracey doszła do wniosku, z˙e przygotowywane przez nią przyjęcie dobroczynne 8 KATE HARDY moz˙e się przyczynić do rozwiązania kilku problemów. Postanowiła porozmawiać z Vicki Radley, siostrą Se- ba, współorganizatorką tego wydarzenia. Czuła, z˙e jeśli zdoła zapewnić sobie jej poparcie, Docklands Me- morial stanie się o wiele bardziej interesującym i przy- jaznym miejscem pracy. – To był naprawdę bardzo głupi pomysł – oświad- czył Seb. – Przypomnij mi, dlaczego ja się na to zgo- dziłem? – Bo uwielbiasz oglądać swoją podobiznę w gaze- tach, a gazety kochają cię jeszcze bardziej, kiedy masz na sobie smoking – odparła ze śmiechem jego siostra Vicky. – ,,Pan Sebastian Radley pomaga w zbiórce pieniędzy na sprzęt dla oddziału ratownictwa medycz- nego’’. ,,Bogaty ale otwarty na potrzeby biednych’’. Wspaniała reklama. – Bardzo zabawne... – mruknął, patrząc na nią z niechęcią. – Dlaczego nie mógłbym po prostu wpła- cić jakiejś sumy na fundusz szpitala? – To nie byłaby z˙adna sensacyjna wiadomość. W kaz˙dym razie nie na tyle sensacyjna, z˙eby uwolnić Charliego od dziennikarzy, więc musiałby w końcu podjąć próbę wytłumaczenia się przed Sophie. A po- niewaz˙ fotoreporterzy usiłowaliby tymczasem wywa- z˙yć jej drzwi, ona nie zgodziłaby się wyjść za niego za mąz˙, tylko uciekłaby na koniec świata. – Vicky wzru- szyła ramionami. – To był najlepszy pomysł, jaki przy- szedł mi do głowy. I pragnę ci przypomnieć, z˙e wyra- ziłeś zgodę. – No dobrze. Jesteś moją dłuz˙niczką. Podobnie jak nasz starszy brat. LEKARZ Z AMBICJAMI 9 – Nie denerwuj się – uspokoiła go Vicky, popra- wiając delikatnie jego muszkę. – Wyglądasz wspania- le. Gdybyś nie był moim bratem słynącym z okropne- go stosunku do kobiet, sama odczułabym pokusę wy- kupienia losu. – Losu? Przeciez˙ to miała być aukcja... – wymam- rotał Seb, mruz˙ąc oczy. – Wszystko inne będzie sprzedane w drodze licyta- cji, ale wieczór z tobą... Seb, to jest szpital. Chcemy, z˙eby pracujące tu dziewczyny miały równe szanse, dlatego zrobiliśmy cię główną wygraną w naszej loterii. – Gdybyście mnie sprzedali w drodze licytacji, mogłabyś wziąć w niej udział i wygrać. – Westchnął. – Gotów byłbym to sfinansować. – Chciałbyś kupić samego siebie? – parsknęła Vi- cky. – Och, daj spokój. Nie spodziewaj się, z˙e w to uwierzę. Za dobrze cię znam. Przeciez˙ uwielbiasz umawiać się z kobietami. – Urwała i spojrzała na niego z uwagą. – Czyz˙byś kogoś pokochał i zamierzał się ustatkować? – Alez˙ skąd! Czy uwaz˙asz, z˙e jestem głupi? – Seb zmarszczył brwi. – Nie. Ja tylko... Posłuchaj, napiszcie na tych losach wyraźnie, z˙e chodzi o jeden wieczór, a nie o obietnicę małz˙eństwa. I z˙e nie zamierzam kon- tynuować tej znajomości. – Na to juz˙ za późno. Wszystkie losy są sprzedane. – Mam nadzieję, z˙e wygra jakaś starsza pani, która będzie chciała być traktowana przez jeden wieczór jak gwiazda filmowa. Wytworne stroje, elegancka limu- zyna, luksusowa restauracja... – Seb wykrzywił usta w niechętnym grymasie. – I z˙ebyś wiedziała, z˙e nigdy więcej nie dam się na coś takiego nabrać. 10 KATE HARDY Zapadła chwila ciszy. Potem Vicky posłała bratu czułe spojrzenie. – Seb? – Tak? – Przestań narzekać, uśmiechnij się, wejdź do sali i oczaruj tych ludzi, od których chcemy wyciągnąć trochę pieniędzy. Wiedział, z˙e potrafi wykorzystać swój urok osobis- ty, a teraz, ponaglony przez siostrę, przypomniał sobie, jaki jest cel dzisiejszej imprezy: zbiórka na szpitalny fundusz. Wziął głęboki oddech i ruszył w kierunku sali. Przez pierwszą połowę wieczoru bawił się doskona- le. Nakłaniał uczestników aukcji do podbijania sta- wek. Wziął udział w licytacji pewnego profesora, któ- ry miał przez jeden dzień pełnić rolę pokojówki, po- tem starszej pielęgniarki mającej przez tydzień grać rolę szofera, sprzedał na aukcji trzy hinduskie masaz˙e, sześć domowych kolacji, skrzynkę szampana, parę tor- tów i kilka pocałunków. Za jeden z nich zapłacił absur- dalnie wysoką cenę, przebijając wszystkich konkuren- tów, poniewaz˙ pielęgniarka, która zgodziła się pocało- wać zwycięzcę, okazała się bardzo ładna. Pieniądze przeznaczone na szpitalny fundusz lały się jak woda, a w sali panowała atmosfera radosnego podniecenia. Jego znakomity nastrój zmąciło pojawienie się na scenie dwóch osób: jego siostry i starszej pielęgniarki szpitala, Tracey Fry. – Oto nadszedł moment, na który wszyscy czekali- ście – oznajmiła Vicky. – Losowanie. Główną i jedyną wygraną jest wieczór spędzony w towarzystwie Sebas- tiana Radleya. LEKARZ Z AMBICJAMI 11 Rozległy się oklaski, okrzyki i gwizdy. Seb poczuł, z˙e jego twarz gwałtownie czerwienieje. Miał ochotę zapaść się pod ziemię. – Zaraz się przekonamy, który numer wygrywa... – Vicky zdobyła gdzieś nawet bęben, w którym wiro- wały odcinki losów. Seb zacisnął zęby i poprzysiągł jej okrutną zemstę. Tracey otworzyła klapkę w górnej części bębna, demonstracyjnie sięgnęła az˙ na jego dno, wyciągnęła złoz˙ony odcinek losu i uniosła go triumfalnie w górę. Ona tez˙ mi za to zapłaci, pomyślał Seb. Dlaczego tak przeciąga ogłoszenie wyniku? Tracey powoli rozwinęła kartkę. – Wygrywa numer... 457! – oznajmiła głośno. Na sali rozległ się szelest losów i pomruk zawodu. Mam nadzieję, z˙e wygra ktoś, kto potraktuje całą sprawę jako z˙art i nie będzie ode mnie oczekiwał dozgonnej miłości, myślał nerwowo Sebastian. – Alyssa Ward! – zawołała Tracey. Alyssa Ward? Usiłował skojarzyć to nazwisko z ja- kąś twarzą, ale bezskutecznie. – Niestety, Alyssa nie mogła spędzić tego wieczo- ru razem z nami... Nie ma jej? – pomyślał ze zdziwieniem. Przeciez˙... Ach, pewnie ma nocny dyz˙ur. – ...więc przekaz˙ę jej tę dobrą wiadomość jutro rano – dokończyła Tracey. – A teraz oddaję głos Seba- stianowi. Uśmiechnął się czarująco, udając, z˙e jest zachwy- cony, a potem szybko dokończył licytację ostatnich przedmiotów. Przez cały czas jednak zastanawiał się, kim moz˙e być Alyssa Ward. W pewnym momencie 12 KATE HARDY doznał olśnienia. Tak, Alyssa Ward, spokojna i nie- śmiała lekarka z oddziału ratownictwa. Pracował z nią przez sześć miesięcy, ale nadal prawie jej nie znał. Brała udział w kolez˙eńskich spotkaniach pracowni- ków, ale z jakiegoś powodu zawsze siedziała na prze- ciwległym końcu długiego stołu. Zachowywała się niemal tak, jakby usiłowała mnie unikać, pomyślał ze zdziwieniem. Ale skoro nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to po co kupowała los na loterię? To się wydaje kompletnie pozbawione logiki. Ale takie juz˙ są kobiety. Z wyjątkiem mojej siostry Vicky. Ona jest osobą całkowicie racjonalną. Tak czy owak był zadowolony, z˙e nie musi spotkać się z Alyssą nazajutrz rano. Wiedział, z˙e skoro pełni nocny dyz˙ur, to na pewno zjawi się w szpitalu dopiero po południu, a on zyska kilka godzin spokoju, podczas których będzie mógł dowiedzieć się o niej czegoś więcej. – Przed wejściem na oddział powinnaś włoz˙yć zbroję – zawołała ze śmiechem Fliss, gdy Alyssa poja- wiła się następnego dnia w pokoju dla personelu. – Dlaczego? – Bo wszystkie zatrudnione w tym szpitalu kobiety będą się domagać twojej krwi. – Co takiego? – Alyssa zmarszczyła czoło. – Przy- kro mi, Fliss, ale nie mam pojęcia, o czym mówisz. – Wygrałaś. Wczoraj wieczorem. – Co wygrałam? Fliss wydała cichy jęk. – Musisz stanowczo napić się kawy, bo widzę, z˙e jeszcze śpisz. Wygrałaś wieczór w towarzystwie Seba. LEKARZ Z AMBICJAMI 13 – To niemoz˙liwe – oznajmiła Alyssa, kręcąc gło- wą. – Nie kupiłam losu. – Musiałaś to zrobić, bo inaczej nie mogłabyś wy- grać – stwierdziła Fliss, unosząc brwi. – Nie kupiłam losu. – Alyssa splotła ręce na pier- siach. – Wpłaciłam na fundusz szpitala pewną sumę. – Która wystarczyła na kupno kilku losów – wtrą- ciła Tracey, która weszła do pokoju i usłyszała ich rozmowę. – Wypisałam na nich twoje nazwisko. A je- den z nich wygrał. Alyssa skrzywiła się z niechęcią. – W takim razie chętnie zrzeknę się mojej wygra- nej na rzecz kogoś innego. Seb, który nie zdąz˙ył jeszcze wejść do pokoju dla personelu, usłyszał ostatnią wymianę zdań i zatrzymał się jak wryty. Przeciez˙ Alyssa Ward ma nocną zmia- nę... Nie, pomyślał, ja tylko zakładałem, z˙e ktoś, kto wykupił los i nie zgłosił się po wygraną, musi pełnić nocny dyz˙ur. A tymczasem ona nie tylko nie kupiła losu, ale w dodatku nie chce spędzić ze mną wieczoru. Poczuł ukłucie zawodu. Nie zamierzał się z nikim wiązać, ale potrafił zadbać o to, by z˙adna kobieta nie nudziła się w jego towarzystwie. Postanowił zastoso- wać się do sugestii Vicky. Zaprosić posiadaczkę szczęśliwego losu na wytworną kolację, a potem na jakiś dobry spektakl teatralny. Kto mógłby nie mieć na to ochoty? Zmarszczył brwi. Nie pamiętał, by jakakolwiek ko- bieta kiedykolwiek wzgardziła jego zaproszeniem. Spotyka go to po raz pierwszy w z˙yciu. I wcale nie był 14 KATE HARDY z tego zadowolony. Postanowił więc wyjaśnić tę spra- wę od razu i przekonać się, na czym polega problem. – Dlaczego? – spytał, wchodząc do pokoju. – Czyz˙by uwaz˙ała mnie pani za jakiegoś odraz˙ającego typa? – Nie – odparła Alyssa, mimo woli czerwieniąc się z zaz˙enowania. – Ja po prostu nie umawiam się na randki. Ach, więc o to chodzi. Choć powinien być zadowo- lony, poczuł jeszcze bardziej bolesne ukłucie zranio- nej ambicji. – Tu nie chodzi o z˙adną randkę – stwierdził z naci- skiem – tylko o jednorazowe spotkanie, które było główną wygraną w loterii mającej zasilić budz˙et szpi- tala. Chciałbym to mieć za sobą – dodał z irytacją w głosie – więc proponuję dzisiejszy wieczór. Ku jego zaskoczeniu Alyssa nie zamierzała ustąpić. – Dziś wieczorem jestem zajęta. – Więc proszę zmienić plany. – Myślę, doktorze Radley, z˙e to pan moz˙e zmienić plany. Albo spędzić ten wieczór we własnym towarzy- stwie. – Spojrzała na niego bez cienia uśmiechu i po- stawiła na stole kubek z nietkniętą kawą. – I bardzo proszę, z˙eby pan nie przemawiał do mnie takim roz- kazującym tonem. Fliss gwizdnęła cicho. – Pokazała ci, gdzie jest twoje miejsce – mruknęła, gdy Alyssa wyszła z pokoju. Być moz˙e, pomyślał Seb. Do tej pory nigdy nie zwrócił większej uwagi na Alyssę. Była po prostu sumienną lekarką, z którą kilka razy współpracował. Zauwaz˙ył wtedy, z˙e jest sprawna, ma właściwy stosu-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Lekarz z ambicjami
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: