Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00070 007155 13267501 na godz. na dobę w sumie
Lekkość kamienia - ebook/pdf
Lekkość kamienia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-65227-57-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Opowiadanie obyczajowe. Maja postanowiła zostać rzeźbiarką, choć to nie do końca podobało się rodzicom. Siła jej woli zwyciężyła, a po pierwszych zajęciach ugruntowała się w niej pewność dobrego wyboru wybranego przez nią zawodu. Miała pomysły zadziwiające nawet profesorów. Potrafiła dostrzec w bryle nic nikomu nie mówiącego kamienia potencjał materiału na rzeźbę. Zafascynowana oddaniem ruchu w rzeźbie poprzez żmudne zajęcia dążyła do doskonałości. Z każdą pracą było coraz lepiej. Najbardziej odpowiadał jej marmur.

 

Jak to u Pana Lejdwarda, język jest mocno opisowy i specyficzny, ale dzięki niemu właśnie odczuwa się świetnie atmosferę tamtych czasów, lat siedemdziesiątych XX w. Dla wielu czytelników będzie to znowu fantastyczna podróż w czasie. Ale czy bohaterce uda się osiągnąć sukces w swojej profesji przy takim talencie?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Maja zdała maturę. Wróciła do domu pełna radosnego podniecenia. Czteroletni trud pracy w szkole średniej przyniósł oczekiwany rezultat. Ze świadectwem dojrzałości w ręku weszła do domu. Wiedziała, jaka będzie reakcja rodziców. Mama podzielała pomysł córki, żeby przystąpić do egzaminu na PWSSP w Gdańsku. Tata był przeciwnego zdania. Artysta! Co to za zawód?! Księgowa, nauczycielka, może laborantka… Ale artystka? Broń Boże! Nie zarobi nawet na własne utrzymanie, a jak zacznie coś wymyślać, to ile wstydu może przynieść rodzinie! Znała argumenty taty, ale nie podzielała poglądów rodzica. Problem leżał w naturze Mai. Nie widziała przyszłości w zawodach, które preferował tata. Maja była nieugięta, tak jak tata. Księgowa, ciągłe ślęczenie nad kolumnami liczb — to przecież katorga, nauczycielka, nieustanne użeranie się z wyrostkami, a laborantka świata nie widzi poza szklanymi próbówkami. Co innego artystka. Być artystką to wolność! Przeżycia emocjonalne! Spełnienie marzeń! Szukanie nowych rozwiązań! A jak coś nie wyjdzie, wyrzuca się papier do kosza, glinę do kastry, a płótno przemalowuje i zaczyna się od nowa. Spróbuj, człowieku, zrobić coś podobnego z wykazami księgowymi albo ze szkłem laboratoryjnym. Szkoda gadać! Wieczorem odbyła się rodzinna narada. Tata zabrał głos: — Co zamierzasz dalej robić, córeczko? — Chcę zdawać egzamin na PWSSP w Gdańsku. — Co to jest PWSSP? — Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych. — O Jezu! — jęknął tata. Maja zwiesiła głowę. Wiedziała, że tata zacznie zaraz tyradę na temat zawodu, który chciała wybrać. — Już przerabialiśmy ten temat. Dlaczego trwasz w swoim uporze? Lecz do rozmowy włączyła się mama: — Pozwól dziecku decydować o swoim losie. — Nie chcę niczego narzucać — rzekł tata. — Każdy człowiek musi podjąć decyzję o swoim przeznaczeniu. Nikt za nich tego nie zrobi. Chodzi jednak o to, żeby życie nie przynosiło rozczarowań. Jak się ma konkretny zawód w ręku, to można być spokojnym o swoją przyszłość. A gdy chce się być malarzem, to trzeba się liczyć z tym, że będzie się klepać biedę do końca życia. To nie są wymysły, to są znane fakty! — Ale są artystki, które odniosły sukces — broniła wyboru córki mama. — Które to są? Pokaż mi! — Na przykład, Olga Boznańska, czy ta... Zofia Stryjeńska. — Założę się, że całe życie cierpiały biedę, a sukces przyszedł po śmierci. Tak jak to jest z każdym sztukmistrzem! — Były szczęśliwymi kobietami. — Akurat! — oponował tata. — Podaj przykład kogoś, kto z góry skazuje się na poniewierkę. Nie ma takiego! A jeżeli już się znajdzie — to jest szaleniec albo pomylony. — Tato! Ale ja nie chcę być księgową czy jakąś urzędniczką. Taka praca zupełnie mi nie odpowiada. Nie chcę być przykuta do jednego miejsca — odezwała się wreszcie Maja. — Pracę można zmienić, tak jak się zmienia pantofle. Ale zawsze trzeba mieć na uwadze zarobek. Nie ma dobrego zarobku, nie chcę tej pracy! — To też zanosi się na długą tułaczkę — wyjaśniła mama. — Kiedyś w końcu trafi się na zajęcie, które przypadnie do gustu. — Są zawody, w których wykorzystuje się umiejętności artystyczne, nabyte w szkole. Weźmy scenografów, literników, ilustratorów… — poczęła wyliczać mama. — Dobra, dobra…! Trzeba mieć chody, żeby dostać taką pracę. A ja nie mam takich znajomości. — Tato! Ja nie chcę, żebyś załatwiał mi cokolwiek po znajomości. Sama zadbam o swoją przyszłość. Wystarczy mi tylko, że czasami usłyszę słowa aprobaty… pochwały… a może dumy. Wierz mi! — Jaki ze mnie byłby ojciec, gdybym biernie przyglądał się problemom własnego dziecka. Żaden! — Tato, wiem, że ci zależy na moim szczęściu. Potrzebuję tylko trochę wsparcia ze strony bliskich, nic więcej! — Widzę, że nie zdołam przekonać cię do zmiany przyszłego zajęcia. — Tak. Zgadza się! Już podjęłam decyzję. — To znaczy…? — Złożyłam już papiery na PWSSP. — Obyś tego nie pożałowała, córeczko…! — Nie ma obawy! — Zobaczymy! — To nie loteria — poinformowała Maja. — Tak? — To świadomy wybór. — Jesteś pewna? — Wierz mi! — Chciałbym, żeby tak było. — Dziękuję ci, tato! Wiedziałam, że mnie zrozumiesz. — Pragnę, żeby ci się wszystko ułożyło w życiu. — Będzie dobrze. Przekonasz się! Tata westchnął ciężko. Nie był do końca przekonany, ale cóż miał zrobić? Pomyślał: „mój charakter, jak ja coś postanowię, to trudno mnie od tego odwieść! Niech próbuje! Niech się przekona na własnej skórze, w co się pakuje! To jest najlepsza nauka. Żadne słowa nie pomogą, tylko własne doświadczenie może coś zmienić. Artystka! Boże święty! Dorosła córka, a ile czeka mnie z nią jeszcze problemów?”. „Uff! — sapnęła Maja. — Było ciężko, ale chyba go przekonałam. Tata jest uparty, ale nie wie, co czuję w sercu? Słyszę zew, który dobiega gdzieś z daleka. Na razie jest słaby, ale to moje przeznaczenie. Pójdę za jego głosem! Nie mam innego wyboru!”. II. Maja była drobną, niepokaźną blondynką. Mierzyła około metra sześćdziesięciu centymetrów. Włosy z tyłu głowy zaplatała w krótki kucyk. Miała wciąż niewinną, dziecięcą twarz, niebieskie oczy i gładką, jasną cerę. Podobała się chłopakom. W szkole wielu kolegów chciało się z nią umówić na randkę. Ale Maja zawsze znajdywała pretekst, żeby odmówić jednemu czy drugiemu zalotnikowi. Odmawiała z takim przekonaniem, że każdy wierzył w przedstawione argumenty czy powody. Uznawała tylko czystą miłość i zauroczenie się od pierwszego wejrzenia. W szkole nie znalazł się żaden konkurent, który by sprostał stawianym wymaganiom. Egzamin na studia okazał się trudną rywalizacją. Zgłosiło się tylu kandydatów, że na jedno miejsce przypadało prawie dziesięć osób. Sprawdzian obejmował rysunek odręczny, pracę malarską w dowolnej technice, egzamin z języka obcego i rozmowę z komisją weryfikacyjną. Maja po cichu przygotowywała się do czekającego ją testu. Nawiązała ścisły kontakt z panią od wychowania plastycznego. Nie miała już zajęć programowych z nauczycielką, ale nadal uczęszczała na kółko plastyczne. Zwierzyła się pani, że pragnie zdawać na uczelnię artystyczną. Została więc niejako objęta opieką twórczą przez pedagoga. Pod kierunkiem nauczycielki wykonywała różne ćwiczenia plastyczne i pogłębiała wiadomości o sztuce. Zajęcia były o tyle praktyczne, że nie musiała niczego wykonywać w domu. Wiedziała, że tata ma niechętny stosunek do wszelkiego rodzaju pacykarzy. Pani przekazała przyszłej adeptce wiele cennych uwag. Nauczyła Maję podstaw rysunku. Zbyt skąpa ilość zajęć szkolnych nie pozwalała na dobre opanowanie zasad odtwarzania przedmiotów, zwierząt czy ludzi na papierze za pomocą ołówka lub węgla. Pani nauczyła Maję sposobów uchwycenia właściwych proporcji rysowanych obiektów, operowania światłocieniem i nadawania indywidualnych cech studiowanym eksponatom. W malarstwie przekazała bardzo cenną uwagę, zwłaszcza dla początkujących artystów, by malowała czystymi barwami. Żadnego mieszania farb, przełamywania kolorów, szukania odpowiednich odcieni, bo można popaść w spiralę zawiłych poszukiwań, nie przynoszących spodziewanego efektu. Ostatnia wskazówka okazała się bardzo cenna na podjętym przez Maję egzaminie. Dziewczyna, śmiało operując nieskazitelnymi barwami, wykonała studium martwej natury i jako jedna z pierwszych zdających egzamin przekazała pracę do opinii komisji. Ocena dzieła Mai wypadła pomyślnie. Czystość i świeżość barw wielce przypadła do gustu gronu profesorskiemu. Uznali bowiem, że kolory zastosowane ubiegającej się o miejsce w uczelni świadczyły o jeszcze nieskażonej, pierwotnej naturze kandydatki. Kwestia kształtowania młodego charakteru jest wtedy o wiele prostsza i bardziej skuteczna. Wszystko zależy od pracy i determinacji adepta w poszukiwaniu indywidualnej drogi twórczej. Maja została przyjęta w poczet studentów uczelni. Z uczuciem radości i dumy w sercu wracała do Orzysza, do rodzinnego domu. Stanęła na progu mieszkania. Pierwsza ujrzała córkę mama. Po promiennym wyrazie twarzy dziecka zrozumiała, że kolejny próg w drodze ku dojrzałości został osiągnięty. Uścisnęła więc córkę niezmiernie szczęśliwa i zadowolona. Tata nie okazał wielkiego zachwytu. Mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i powrócił do studiowania gazety, którą trzymał w ręku. Tak skończył się młodociany okres w życiu Mai. W przeddzień rozpoczęcia roku akademickiego, Maja wyjechała z Orzysza do Gdańska. Stanęła po raz pierwszy na Placu Węglowym i spojrzała na fasadę zbrojowni, w której mieściła się uczelnia. Dopiero teraz oceniła piękno architektury budynku. Budowla składała się jakby z czterech połączonych kamienic, z czterech zestawionych fasad, jednak z zachowaniem jednolitego ciągu okien na wszystkich kondygnacjach. Do wnętrza prowadziły dwie bramy, okolone bogatymi ornamentami kamiennymi, nad portalami umieszczone były dwie pary lwów, podtrzymujących herb Gdańska. Ceglane ściany pięknie harmonizowały się z ozdobami z szarego piaskowca. Wzrok Mai przyciągnęły zwłaszcza wizerunek lwów. Zwierzęta miały bujne grzywy na głowach, wyraźnie zarysowane mięśnie pod skórą i wijące się wokół tułowia ogony. Dziewczyna była pełna uznania dla mistrzostwa dłuta rzeźbiarza. W podziwianym budynku miała spędzić najbliższe pięć lat.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Lekkość kamienia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: