Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00271 004966 12594442 na godz. na dobę w sumie
Leksykon buntowników - ebook/pdf
Leksykon buntowników - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Agora Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-681-290-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biografie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„Oto moja subiektywna historia buntu. Opowiedziałem ją poprzez biografie najbardziej charyzmatycznych postaci z panteonu muzyki i literatury biografie najbardziej charyzmatycznych postaci z panteonu muzyki i literatury: od bitników, Boba Dylana i hipisów, przez punk rock, po hip-hop i Magika z Paktofoniki. Dlaczego oni? Czy Jimiego Hendrixa, który był postacią absolutnie kultową dla pokolenia mojego ojca, powinny znać również moje dzieci? Joe Strummer, lider The Clash, to dla mnie ważna osoba, ale jak wytłumaczyć jego rangę mojej mamie? Po co dzisiejszym licealistom Andy Warhol czy David Bowie? Co ma wspólnego Kurt Cobain z Nirvany z Ianem Curtisem z Joy Division? Tworząc w Radiu Roxy „Leksykon buntowników”, a później jego książkową postać, próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę łączy najdziwniejsze twarze kontrkultury. Czy ich losy splatają się w jedną opowieść? I o czym jest ta opowieść? Jedno wiem na pewno: nie znając tej historii, nie zrozumiemy, kim jesteśmy my sami”.

Max Cegielski

„Max Cegielski sam w życiu troszkę narozrabiał, więc ma obiektywne spojrzenie na swoich bohaterów. Opisał już Indie, Pakistan, Rechowiczów… pora na największych łobuzów popkultury”.

Piotr „Kędzior” Kędzierski, Radio Roxy – „Ranne kakao”, „2 neurony i 3 jądra”

„Przy pierwszym spotkaniu z Maxem w Radiu Kolor od razu zwróciłem uwagę na jego głos. Wkrótce okazało się, że ma też słuch, gust i wszechstronną ciekawość. Bardzo przyjemny zestaw cech”.

Wojciech Mann

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

LEKSYKON BUNTOWNIKÓW i t i t I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l B o y s R e d H o t C h i t s F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l J a n i s J o p l i l i e B o y s R e d H o t C h i i n J i m M o r r i s o n F r a n k t h D a v i d B o w i e l o B i a f r a B e a s t S m i H e n d r i x J a n i s J o p l i c E n e m y J e l T o m W a i t h D a v i d B o w i e B a a m b a a t a N W A v s P u b l C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b D y l a n J i m i t s F r e d d i e M e r c u r y S m i i t L e n n o n P a t i s T o m W a i i t h R i c h a r d s Y o k o I a n C u r t H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r K e i P e p p e r s K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b Z a p p a A n d y W a r h o l S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e i l i e B o y s R e d H o t C h i t s F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h l o B i a f r a B e a s t H e n d r i x J a n i s J o p l J e l i e B o y s R e d H o t C h i t h D a v i d B o w i e D y l a n J i m i S m i l o B i a f r a B e a s t i t L e n n o n P a t H e n d r i x J a n i s J o p l i s T o m W a i i c E n e m y J e l i Y o k o P e p p e r s K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b D y l a n J i m i I a n C u r t H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l S t r u m m e r L e n n o n P a t t h R i c h a r d s Y o k o I a n C u r t K o o l I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A K e i M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l P e p p e r s K u r t C o b a i n C o u r t n e y F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l i l i e B o y s R e d H o t C h i B o w i e I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s l o B i a f r a B e a s t H e n d r i x J a n i s J o p l t s F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o u r g i c E n e m y J e l t h D a v i d B o w i e v s P u b l L o v e M a g i k B o b D y l a n J i m i S m i i L e n n o n P a t i s T o m W a i i H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l t h R i c h a r d s Y o k o P e p p e r s K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b D y l a n J i m i I a n C u r t B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r K e i t h R i c h a r d s Y o k o G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r K e i i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l MAX CEGIELSKI i l i e B o y s R e d H o t C h i t s F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l B e a s t H e n d r i x J a n i s J o p l i e B o y s R e d H o t C h i t h D a v i d B o w i e l o B i a f r a B e a s t S m i LEKSYKON i t n o n P a t H e n d r i x J a n i s J o p l i c E n e m y J e l i s T o m W a i A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l I a n C u r t t h D a v i d B o w i e K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b D y l a n J i m i S m i L e n n o n P a t i s T o m W a i i t h R i c h a r d s Y o k o I a n C u r t H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r K e i P e p p e r s K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b Z a p p a A n d y W a r h o l S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l BUNTOWNIKÓW I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e i l i e B o y s R e d H o t C h i t s F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h l o B i a f r a B e a s t H e n d r i x J a n i s J o p l J e l t h D a v i d B o w i e D y l a n J i m i S m i l o B i a f r a B e a s t i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y i t L e n n o n P a t i s T o m W a i i c E n e m y J e l i Y o k o I a n C u r t H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l S t r u m m e r H e n d r i x J a n i s J o p l t s F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o - t h D a v i d B o w i e P e p p e r s K u r t C o b a i n B o b D y l a n J i m i S m i K o o l i t L e n n o n P a t i i s T o m W a i t h R i c h a r d s Y o k o H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l P e p p e r s K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b D y l a n J i m i I a n C u r t K e i V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r W a r h o l u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l i l i e B o y s R e d H o t C h i t s F r e d d i e M e r c u r y S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l B e a s t H e n d r i x J a n i s J o p l t h D a v i d B o w i e l o B i a f r a B e a s t S m i i t n o n P a t H e n d r i x J a n i s J o p l i c E n e m y J e l i s T o m W a i A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l I a n C u r t K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b D y l a n J i m i S m i L e n n o n P a t i t h R i c h a r d s Y o k o I a n C u r t H e r c A f r i k a B a a m b a a t a N W A v s P u b l L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e S t r u m m e r K e i P e p p e r s K u r t C o b a i n C o u r t n e y L o v e M a g i k B o b Z a p p a A n d y W a r h o l S e r g e G a i n s b o u r g G r a n d m a s t e r F l a s h K o o l I g g y P o p J o h n L y d o n S i d V i c i o u s B o b M a r l e y J o e i e B o y s R e d H o t C h i l o B i a f r a B e a s t i n J i m M o r r i s o n F r a n k Z a p p a A n d y W a r h o l t l i Współpraca MARIUSZ STELMASZCZYK i SPIS TRESCI WSTEP Jack Kerouac, Allen Ginsberg, William S. Burroughs Bob Dylan Jimi Hendrix Janis Joplin Jim Morrison Frank Zappa Andy Warhol Keith Richards Yoko Ono i John Lennon Patti Smith David Bowie Iggy Pop Johnny Rotten i Sid Vicious Bob Marley 6 9 21 33 45 55 67 79 91 105 119 129 143 155 169 Joe Strummer Ian Curtis Tom Waits Freddie Mercury Serge Gainsbourg DJ Kool Herc, Grandmaster Flash i Afrika Bambaataa Chuck D vs. Eazy-E Jello Biafra Beastie Boys Red Hot Chili Peppers Kurt Cobain Courtney Love Magik PODZIEKOWANIA WYKAZ ZRÓDEL/BIBLIOGRAFIA 181 195 207 221 235 247 259 273 285 297 313 327 339 354 356 Max Cegielski WSTEP, Już ponad dwa lata „Leksykon buntowników” jest emitowany na antenie Radia Roxy. W tym czasie słuchacze pytali mnie: czy żeby zostać jego bohaterem, trzeba być martwą gwiaz- dą rocka? Odpowiadałem, że niekoniecz- nie. W radiu i teraz w książce pojawiają się przecież Bob Dylan, Patti Smith, Flea z Red Hot Chili Peppers, John Lydon z Sex Pistols i PIL. Były też zarzuty, że do naszego „Hall of Rebels” przyjmujemy tylko tych, którzy ćpa- li. Rzeczywiście, większość nie stroniła od uzależniających, mocnych substancji, ale do historii przeszła z innych powodów. Frank Zappa tylko palił papierosy i pił wino, Tom Waits owszem, sporo pił, ale przestał. Serge Gainsbourg był przede wszystkim erotoma- nem, alkoholikiem w drugiej kolejności. Jello Biafra był straight edge – nie pił, nie palił, nie zażywał. Ktoś inny pytał więc na Facebooku: czy to cykl o muzykach? Nie, skoro pojawiają się w nim pisarze, jak Jack Kerouac, czy arty- ści wizualni, jak Andy Warhol. Jakie więc właściwie kryteria przyjąłem, wybierając bohaterów „Leksykonu”? Nigdy nie było żadnej listy, intuicyjnie szukałem tych, którzy są „w porządku”, a nie gwiazd. Postaci, które nie tylko wniosły coś nowego, świeżego do kultury, lecz także mają ciekawe biografie. Bohaterowie to osoby, które swoją twór- czością zmieniły społeczeństwo. To ludzie ważni dla mnie, często także dla moich współ- pracowników. Szybko okazało się zresztą, że dla pokolenia umów śmieciowych szkolącego się w Roxy na stażach wielu artystów z prze- szłości to zapomniane dinozaury, wykopali- ska. Czasami młodsi o dziesięć, dwadzieścia lat przyszli dziennikarze doprowadzali mnie do szału, kiedy na przykład okazywało się, że nie czytali „Nagiego lunchu” lub nie znają „Fear of a Black Planet” Public Enemy. Dzięki pracy przy „Leksykonie” kształcili się zarów- no oni, jak i nastoletni słuchacze Roxy. Dzię- ki młodym współpracownikom zrozumiałem też, że pojęcie „ikona” jest bardzo zwodni- cze. To, kto jest postacią kultową, jest płynne i zmienia się wraz z następstwem pokoleń. Jimi Hendrix może być istotny dla mojego ojca, ale dlaczego tego gitarzystę powinny poznać też moje dzieci? Joe Strummer z The Clash to dla mnie ważna osoba, ale jak wytłu- 6 maczyć to mojej mamie? Dlaczego dzisiejszym licealistom przyda się odrobina wiedzy o An- dym Warholu czy Davidzie Bowiem? W „Lek- sykonie” od początku starałem się pokazywać związki między historią kultury a współcze- snością. Próbowałem odpowiedzieć sobie i innym na pytanie, dlaczego utwory, koncerty czy teledyski z przeszłości wciąż są ważne. Poza tym czy naprawdę wiemy coś o Mor- risonie, Marleyu lub Sidzie Viciousie? Czy ra- czej mamy głowy pełne stereotypów i pro- stych wyobrażeń o nich? Żyjemy pośród mi- tów czy prawd o kulturze, która ukształtowała nas, naszych ojców i dziadków? Praca nad „Leksykonem” przekonała mnie, że z „ikona- mi” często bywało inaczej, niż myślałem. Nie tylko z postaciami z lat sześćdziesiątych, ale także z tymi, którzy zamykają tę książkę – Ma- gikiem z Paktofoniki czy Cobainem z Nirvany. Wielu na pozór krystalicznie czystych buntow- ników miało różne grzechy na sumieniu, jak Ian Curtis. Inni, pozornie bardzo popowi, jak Freddie Mercury, okazywali się ukrytymi re- wolucjonistami. Zresztą nie o szczegółowe biografie cho- dzi w „Leksykonie”. Można przecież sięgnąć po poszczególne książki o artystach, tak jak ja to tutaj robię. Zarówno na antenie Roxy, jak i w drukowanej wersji życie konkretnego bohatera jest tylko punktem wyjścia. Tworząc poszczególne słuchowiska, później rozbu- dowując je, poszerzając i poprawiając błędy, które w nich popełniłem, chciałem przede wszystkim zrozumieć dzieje kultury. I przy okazji samego siebie. Chciałem przypomnieć sobie dawne fascynacje. Jako trzynastolatek z wypiekami na twarzy czytałem „Satysfakcję” Daniela Wyszogrodzkiego. Szykując „Leksy- kon” o Keicie Richardsie, mogłem przypo- mnieć sobie, co mnie tak w niej podniecało. Doskonale pamiętam swoją kasetową kopię „Never Mind the Bollocks” Sex Pistols, ale przygotowując odcinek o Viciousie i Lydonie- -Rottenie, mogłem wrócić do dawnych emo- cji. Podobnie było z teledyskami Beastie Boys czy koncertami Kalibra 44. To wszystko mnie ukształtowało, ale zanim siadłem do pisania, sam nie wiedziałem jak i dlaczego. „Leksykon buntowników” nie jest więc ani kompilacją biografii, ani popularnonaukową historią kontrkultury, kolejnych przemian estetycznych i muzycznych. Nie jest tylko en- cyklopedią transgresji, przekroczeń, łamania tabu w słowach piosenek, coraz śmielszych obnażeń na scenie. Nie jest z pewnością kro- niką skandali. To raczej kolaż wszystkich tych elementów, przefiltrowany przez moje wspo- mnienia, bardzo osobista kronika dorastania. Nie tylko mojego, skoro doprowadzona jest do początku XXI wieku. Jest to autorska narracja o historii buntu, nie może więc być opowiedziana grzecznym językiem. Większość z jej bohaterów nie stro- niła od dosadnych przekleństw, soczystych wulgaryzmów lub poetyckiej pornografii. Wielu z nich było ciężko uzależnionych od narkotyków, tych najtwardszych. Cenzuro- wanie języka, udawanie, że żyli w świecie ze świętych obrazków, byłoby oszustwem. Stąd w książce nie waham się używać potocznych wyrażeń, jak „dać w żyłę” (heroinę) czy „uspa- wać się” (marihuaną). Ostrzegam też, że spo- ro tu „chujów” i „pizd”, dlatego że sami bo- haterowie często używali takich słów. Z tych samych powodów nie bronię „czystości języ- ka ojczystego”, choć wiele angielskich sfor- mułowań, w tym teksty utworów, tłumaczę na polski. Po to żeby je do końca zrozumieć. Nie waham się używać też oryginalnych po- jęć, jak heavy rotation, kiedy tłumaczę system emisji utworów w stacjach radiowych i te- ledysków w MTV. Wiem, że przekleństwami i anglicyzmami mogę odstraszyć pokolenie moich rodziców. Ufam jednak, że mają świa- domość, że przemiany społeczno-obyczajo- we zapoczątkowane w czasach ich młodości nigdy nie ustały. Skoro Jim Morrison wystę- pował w „diabelsko” obcisłych skórzanych spodniach, to już Iggy Pop śpiewał z gołym torsem. A Flea z Red Hot Chili Peppers biegał po scenie kompletnie nagi. Raz puszczony w ruch szatański mechanizm przemian mu- zycznych i obyczajowych nie może się za- trzymać do dziś. O jego kolejnych obrotach, o kolejnych buntownikach muzyki, literatury i sztuki jest ta książka. 7 Bitnicy, czyli początek kontrkultury JACK KEROUAC, ALLEN GINSBERG, WILLIAM S. BURROUGHS 9 JACK KEROUAC, ALLEN GINSBERG, WILLIAM S. BURROUGHS „Leksykon buntowników” trzeba zacząć nie od muzyków, lecz ludzi pióra, którzy europejskie idee „poetów wyklętych”, surrealistów i dadaistów zaszczepiają w powojennej Ameryce. Dzięki nim ze zniszczonego drugą wojną światową Starego Kontynentu ruch kontestacji przenosi się do wzbogaconych na globalnym konflikcie Stanów Zjednoczonych. Odradza się w postaci bardziej masowej niż w Paryżu czy Zurychu, stając się bazą dla ruchu hipisowskiego. Adam „Ad-Rock” Horovitz rapuje na albumie „Paul’s Boutique” z 1989 roku: While I’m reading „On the Road” by my man, Jack Kerouac Poetry in motion, coconut lotion. Można to uznać za pustą zabawę słowami, sklejkę wynikającą z potrzeby znalezienia rymu. Nawet jeśli tak, to Beastie Boys czytali bitników. Ich książki są bowiem lekturą obowiązkową dla kolejnych generacji buntowników, kamieniem węgielnym kontrkultury, świętymi księgami od- szczepieńców cywilizacji Zachodu. Najpierw ciągani po sądach, a potem ce- lebrowani bitnicy stają się też pierwowzorami niezależnych gwiazd muzyki. Nie ograniczają swojej działalności do pisania książek, przed- stawiają swoją twórczość publicznie, czytając teksty ze sceny, często z akompaniamentem muzyki. To prototyp poetyckich slamów oraz jeden z wielu korzeni rapowania. Kerouac, Ginsberg, Burroughs oraz setki ich koleżanek, kolegów oraz naśladowców M P F / s e g a m I y t t e G / h a r r a D c M . W d e r F . t o f fascynują się muzyką Afroamerykanów, uwa- żaną wtedy przez większość społeczeństwa za gorszą, niższą formę kultury. Choć na frontach drugiej wojny światowej ginie wielu czarnych amerykańskich żołnierzy, to są dys- kryminowani nie tylko w armii, lecz także na ulicach. Szczególnie na południu USA wciąż trwa segregacja rasowa. Artyści tacy jak Louis Armstrong mogą zabawiać bogate salony wielkich miast północy, ale na prowincji nie wolno im korzystać nawet z tej samej pocze- kalni na dworcu co białym. Beat Generation otwiera drogę do emancy- pacji świata dawnych niewolników, włączenia jej w główny nurt cywilizacji Zachodu. Dzięki temu „czarny blues” fascynuje potem Euro- pejczyków, mogą powstać The Rolling Stones, a Jimi Hendrix może zostać bożyszczem oby- dwu kontynentów. Jeszcze później, bez Gins- berga interpretującego swoje poematy na sce- nie, hip-hop nie mógłby się stać uniwersalną formą wyrażania buntu na całej planecie. „Poetry in motion”, czyli „poezja w ruchu”, żywe słowo i codzienne życie podążające za ryt- 10 , s h g u o r r u B . S m a i l l i W i g r e b s n G n e l l i A 8 6 9 1 , o g a c i h C ) p - a l ( a mem, z beatem czy też z nurtem – tak właśnie Allen Ginsberg, Jack Kerouac i William S. Bur- roughs rozumieli swoją sztukę. „Życiopisanie”, moglibyśmy powiedzieć, nawiązując do Mirona Białoszewskiego. Ten właśnie zupełnie osob- ny artysta odwiedzony w czasach PRL-u przez „brodatego bitnika” Ginsberga nie bardzo ro- zumie, o co chodzi Amerykaninowi. Nie tylko z powodu problemów językowych: Bitnik patrzał na nas. Śmiał się. Uśmiechał. I śmiał. Adam się śmiał. Lu. się śmiał. Ylka się śmiała. Ja też. Jak wielokrotnie podkreślał biograf i przy- jaciel Białoszewskiego Tadeusz Sobolewski, poeta wiódł życie bitnika, sam o tym nie wie- dząc. Poza tym w biografiach Mirona i Allena kluczowy jest podobny moment akceptacji homoseksualnych preferencji, po którym na- stępuje twórcza erupcja. Tyle że do momentu publikacji „Tajnego dziennika” w Polsce o życiu erotycznym i narkotycznym Białoszewskiego nie mówiło się głośno. Natomiast bitnicy z USA muszą się procesować w sądach, by ich „życio- pisanie” mogło być publikowane. Oczywiście nie tylko kwestia gejowska, eksperymenty z używkami i życie na krawędzi sprawiają, że do Beat Generation odwołują się kolejne pokolenia. Ich krytyka białej, męskiej i heteroseksualnej cywilizacji klasy średniej jest tak głęboka, że szef FBI John Edgar Hoover ogłasza, że bitnicy są największymi wrogami Ameryki zaraz po komunistach. Jak tłumaczył w Radiu Roxy kulturoznawca Mirosław Pęczak: Klasa średnia bardzo cieszyła się z wygranej woj- ny. Ameryka przeżywała okres rozkwitu, a tu nagle pojawiają się młodzi ludzie, którzy kwestio- nują podstawowe konserwatywne ideały, między innymi wartości rodzinne. Zaczęli być traktowani przez władzę jako osoby podejrzane. W okresie powojennym USA widziane z perspektywy stalinowskiej Polski mogą wy- dawać się oazą dobrobytu, a przede wszyst- kim wolności, ale społeczeństwo staje się wtedy niesłychanie zachowawcze. Oficjalna propaganda głosi, że kobiety mają wrócić 11 do kuchni i rodzić dzieci potrzebne do walki z komunizmem. Rodziny mają pełnić funkcję oddziałów na froncie zimnej wojny. Słynny indywidualizm Dzikiego Zachodu musi się podporządkować narodowej ideologii i pracy, a nie włóczędze, używkom, seksowi i oświece- niu, jak chcieliby bitnicy. Uznani, ale niepoprawni politycznie akto- rzy, scenarzyści i reżyserzy z Hollywood trafia- ją na czarne listy. Służby specjalne wszędzie węszą czerwoną zarazę i sowieckich agentów. Ludzie żyją w strachu przed bombą atomo- wą oraz wybuchem trzeciej wojny światowej, o czym będzie też później mówić w „Leksyko- nie” Bob Dylan. W 1914 roku jako pierwszy z wielkiej trójcy nowych „poetów przeklętych” na świat przy- chodzi William S. Burroughs, w bogatej rodzi- nie o angielskich korzeniach. Jego dziadek jest wynalazcą, założycielem dużej firmy, ojciec prowadzi sklep z antykami. Ukrywający swo- je homoseksualne skłonności potomek rodu studiuje na Harvardzie, po którego ukończe- niu otrzymuje co miesiąc od rodziców czek na sumę wystarczającą na niezależne życie. Wyrusza więc w podróż do Europy, po czym osiada w Nowym Jorku, zanurzając się w noc- nym życiu metropolii. Jack Kerouac urodził się w 1922 roku na amerykańskiej prowincji w niezamożnej ro- dzinie francuskojęzycznej. Od dziecka rodzi- ce wpajają mu poglądy antysemickie i anty- murzyńskie. Jako sześciolatek podczas spo- wiedzi pierwszy raz słyszy głos Boga, który przemawiając wprost do niego, informuje, że chłopiec zazna wiele cierpienia, ale będzie zbawiony. Jego umierającemu bratu, jeszcze dziecku, objawia się Matka Boska. Po latach, mimo wszystkich obyczajowych ekscesów, au- tor „W drodze” maluje na ścianie swego domu portret papieża Pawła VI. O swojej słynnej książce powie, że traktuje o katolikach poszu- kujących Boga. Cztery lata po Kerouacu w rodzinie żydow- skich emigrantów z Rosji przychodzi na świat Irwin Allen Ginsberg. Jego ojciec jest poetą i wy- kładowcą uniwersyteckim, a matka radykalną BITNICY komunistką zabierającą syna na spotkania partii. Zaczyna chorować psychicznie, gdy Allen ma kilkanaście lat, i po kilku próbach samobój- czych zostaje zamknięta w szpitalu dla obłąka- nych. Poświęcony jest jej jeden z najbardziej znanych teksów poety, „Kadysz”, napisany po śmierci ukochanej mamy w 1956 roku. Te trzy postaci z różnych światów, potom- kowie imigrantów z trzech kultur spotykają się w Nowym Jorku jeszcze przed końcem drugiej wojny światowej. Choć pokolenie bit- ników uważane jest potem za „antyakademic- kie”, Kerouac z Ginsbergiem studiują razem na uniwersytecie. Wiele ich pomysłów, takich jak potrzeba „nowej wizji” (termin zaczerpnię- ty z poezji Rimbauda), powstaje w opozycji do stylu i poglądów wykładowców. Opubliko- wane w Polsce „Listy” Kerouaca i Ginsberga są pełne francuskich wtrętów (dla pierwsze- go naturalnych, dla drugiego wynikających z oczytania), są analizami lektur tak różnych jak „Państwo” Platona i „Fałszerze” Gide’a. Mieszają styl niski i wysoki: Co do tej onanistycznej uczniakowatości, którą mi zarzucasz, to się wal na ryj, Jean. (...) Rozu- miem zniecierpliwienie (...) w kwestii Kapłanów Sztuki. Rzeczywiście jest w tym coś sztucznego. To taki gest, do którego odwołują się artyści, kiedy wychodzi na jaw, że ich metoda nie jest samowystarczalna... a po jakimś czasie ten gest, to Kapłaństwo, zaczyna znaczyć więcej od samej sztuki. Czy możesz sobie wyobrazić jakiś większy absurd? 3 6 9 1 , Do młodszych od siebie studentów do- łącza Burroughs. Wkrótce wszyscy wspólnie przechodzą smugę cienia, kiedy jeden z ich wspólnych przyjaciół zabija nożem, jak twier- dzi „w samoobronie”, napastującego go od lat starszego mężczyznę. Przyszły autor „Nagie- go lunchu” oraz Kerouac pomagają w ukryciu ciała, ale sprawę wkrótce odkrywa policja i za- bójca trafia na dwa lata do więzienia. Każdy z przyjaciół, łącznie z Ginsbergiem, który nie bierze udziału w dramacie, pisze o tym, co się wydarzyło. Współudział w morderstwie staje się w pewnym sensie kamieniem węgielnym A e i d n I , s e r a n e B , g r e b s n G n e l l i M P F / s e g a m I y t t e G / r e n r u T e t e P . t o f 12 13 BITNICY ruchu, symbolem splatających się regularnie biografii i dróg artystycznych pełnych zatar- gów z prawem, dramatów miłosno-erotycz- nych i radykalnych wyborów. Wszystko to dzieje się w rytmie bebopu, który do tradycyjnej jazzowej formy wpro- wadza szybsze tempo, więcej improwizacji i bogatszą rytmikę. To początek nowocze- snego jazzu. Podobna będzie rola literatury bitników pisanej przy jego dźwiękach, naśla- dującej frazy trąbki czy perkusji. W Polsce Tyr- manda buntem jest jakakolwiek forma jazzu i czerwone skarpetki, w USA wielkie orkiestry, z którymi grywa Armstrong, to „pop”. Awan- gardą w latach czterdziestych jest styl Charlie- go Parkera, Theloniousa Monka czy Dizzy’ego Gillespiego. Później przychodzi cool jazz Mile- sa Davisa czy Johna Coltrane’a grany prawie wyłącznie dla czarnoskórej publiczności. Wo- kół muzyki tworzy się społeczność fanów wy- różniających się wyglądem, szalonym stylem bycia, niestroniących od narkotyków. W latach czterdziestych zaczęły się wędrówki bitników. Były one czymś niezwykłym dla ame- rykańskiej klasy średniej czy dla porządnej mło- dzieży. Zaczynając od rzeczy – wydawałoby się – oczywistych i niekontrowersyjnych, jak słucha- nie czarnej muzyki. Wtedy pojawia się pojęcie hipstera oraz białego, który szuka towarzystwa Afroamerykanów, zachowuje się jak oni i słucha tej samej muzyki. To już było nowością, nie mó- wiąc o narkotykach. Bitnicy i ich akolici mówili o Nietzschem, a z drugiej strony byli na bakier z prawem – mówił w Radiu Roxy Marcin Sendecki, poeta z pokolenia buntowniczego magazynu „bruLion” i krytyk literacki. Inni specjaliści pi- szą, że hipster jest odpowiednikiem dadaisty z okresu pierwszej wojny światowej. Wyrafino- wany do granic dekadencji, amoralny i anarchi- styczny, zna hipokryzję biurokracji i skutki reli- gii, szuka sposobu na transgresję – i znajduje go w jazzie i używkach. Bitnicy przekuwają tę klubową, uliczną pozę w całą filozofię. Kulturoznawca Mirosław Pęczak dodawał w Roxy: Fascynowali się tym wszystkim, co szacowna część społeczeństwa miała w pogardzie. Z drugiej strony ważną inspiracją były bohemy artystyczne i trady- cja awangardyzmu europejskiego. Oni, żyjąc w No- wym Jorku, chcieli, żeby miejsca, w których przeby- wają, były podobne do piwnic artystycznych Paryża. Termin „poeci przeklęci”, użyty po raz pierwszy w XIX wieku w stosunku do Ver- laine’a, Rimbauda i Baudelaire’a, idealnie pa- suje do Beat Generation – oni też, odrzuceni przez współczesnych, później stali się posta- ciami kultowymi. Tak samo jak Francuzi są bohaterami licznych skandali obyczajowych, przekraczają obowiązujące normy obyczajo- we i przesuwają granice sztuki. Po latach w filmie dokumentalnym Chucka Workmana „The Source” Allen Ginsberg wspomina: Nie chcieliśmy społecznej rewolucji, pragnęliśmy tylko powierzyć swoje dusze sobie nawzajem. By- liśmy bardzo blisko siebie, działo się to intuicyj- nie, bez żadnych podtekstów seksualnych, poza tym, że byłem w nim [Kerouacu] zakochany. Le- ciałem na niego jak na wszystkich innych. Autor „W drodze” jest biseksualistą, co w połączeniu z katolicyzmem zapewne nie jest dla niego łatwe. Być może dlatego pisze takie wiersze jak „Skid Row Wine” o piciu wina w złej dzielnicy, pełnej włóczęgów i przestęp- ców. Ten poemat zostanie potem nagrany na albumie „Kerouac: Kicks Joy Darkness”. W 1953 roku Jack Kerouac tworzy pierw- szą powieść, która ukaże się dopiero po wielu latach jako „Maggie Cassidy”. Tak opisuje tytu- łową bohaterkę: Wiedziałem, jak ziemia się kręci od jej ud po pas. Kryłem się w szyi Maggie niczym dzika australij- ska gęś, szukając perfum jej piersi. Nie pozwoliła mi. Była porządną dziewczyną. Proces dojrzewania seksualnego zwykłe- go chłopaka z prowincji ukazany w tej książ- ce nie przeszedłby do historii, gdyby nie jego późniejsze dokonania. Ważne jest także to, 14 że u Kerouaca kobiety są raczej przygodą na jedną noc, obiektem do zdobycia, ornamen- tem dla twardych filozofów włóczęgów. Bitni- kom wypominały to feministki. W międzyczasie, na początku lat pięćdzie- siątych, trzeci ze świętej trójcy bitników Wil- liam Burroughs, już uzależniony od twardych narkotyków, ucieka przed policją do Meksy- ku. Tam w trakcie pijackiej zabawy niechcą- cy strzela do swojej partnerki i zabija ją na miejscu. Pod wpływem traumy zaczyna pisać pierwsze powieści, w tym klasycznie opowie- dzianą relację ze swoich heroinowych przejść – „Ćpuna”. Potem, w Maroku, „Nagi lunch”, na którego stronach czytamy: Ta książka rozsypuje się we wszystkich kierun- kach: kalejdoskop pejzaży, kakofonia melodii i ulicznych hałasów, pierdnięcia i wrzaski demon- strantów, zatrzaskiwane stalowe żaluzje, krzyki bólu i żałości, kwilenie kopulujących kotów, ryk byka ze złamanym karkiem, bełkot indiańskie- go czarownika w transie, krzyk mandragory, westchnienie orgazmu, cisza heroiny jak brzask w złaknionych komórkach, Radio Kair ryczące jak banda szaleńców, flety ramadanu wachlujące chorego ćpuna jak łagodne palce chłopca w sza- rym pociągu metra szukające zielonej pajęczyny. Nic dziwnego, że nielinearną narrację, ciąg wizji pomagają mu złożyć w jeden tekst nie- odłączni przyjaciele – Ginsberg i Kerouac. Ten pierwszy zawsze podkreśla, że dla bitników ważniejsza jest przyjaźń niż prawa autorskie. Jack Kerouac jako pierwszy, już w 1951 roku, po trzech tygodniach pisania non stop na długiej rolce papieru, pod wpływem jazzu i używek kończy swoje najważniejsze dzieło. „W drodze” ukazuje się dopiero w 1957 roku i podobnie jak teksty kolegów powoduje atak konserwatywnej krytyki. – mówił w Roxy Marcin Sendecki. Oprócz sprawozdania z kolejnych przygód na szlaku, jazdy wagonami towarowymi, autobusami, spotykania wagabundów, drobnych rzezi- mieszków, podejmowania kolejnych prac do- rywczych Kerouac daje w książce taką między innymi definicję, którą można uznać za kwin- tesencję całego ruchu: Dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogar- nięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zba- wienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i tłum krzyczy „Ooo!”. Jak nazywano takich młodych ludzi w Niemczech Goethego? Wsparciem dla krystalizującego się powo- li Beat Generation okazuje się grupa poetów z ruchu San Francisco Renaissance, która za- prasza kolegów z Nowego Jorku na występy. Jesienią 1955 roku Ginsberg w Six Gallery pierwszy raz publicznie czyta poemat „Sko- wyt”, który rozpoczyna się tak: Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia znisz- czone szaleństwem, głodne histeryczne nagie, włóczące się o świcie po murzyńskich dzielnicach w poszukiwaniu wściekłego strzału. Anielogłowych hipsterów spragnionych pradaw- nego niebiańskiego podłączenia do gwiezdnej prądnicy w maszynerii nocy, którzy w nędzy łachmanach z zapadniętymi oczy- ma w transie czuwali, paląc w nadnaturalnych ciemnościach tanich mieszkań, płynąc poprzez dachy miast, kontemplując jazz, którzy pod liniami kolejki nadziemnej odsłania- li swe mózgi Niebiosom i objawiały im się w na- tchnieniu anioły Mahometa rozkołysane na da- chach czynszówek. To pierwszy prozatorski zapis stylu życia ruchu bitników – włóczęgi w poprzek Ameryki i eksce- sów obyczajowych. Choć to oczywiście rzecz pod- dana autocenzurze. Jest w tym taka młodzieńcza zuchwałość, wybuch, który przyniósł autorowi natychmiastową sławę Przytoczony fragment w wersji polskiej jest moją kompilacją różnych tłumaczeń, ponieważ teksty Allena czerpiące ze slan- gu i mowy potocznej przybierały u nas róż- ne dziwne formy. „Fix”, czyli „szprycę” lub też „strzał” (heroinowy), zamieniano na 15 BITNICY 16 grzeczniejszy „hasz”; „hipsterów” zastępowali zaś „hippie”, których kultura jeszcze wtedy nie znała. W Polsce fragment poematu pierwszy raz pojawia się w druku dzięki autorce krymina- łów o dzielnych milicjantach. U Anny Kłodziń- skiej we „Wraku” z 1973 roku zdegenerowana bananowa młodzież – hipisi – recytuje Gins- berga i Morrisona na dowód swojego upad- ku moralnego. W USA papierowa publikacja „Skowytu” w 1956 roku powoduje proces sądowy, podczas którego autor i świadkowie – krytycy literaccy – muszą udowadniać arty- styczną wartość dzieła. Mniej więcej w tym samym czasie będący u szczytu sławy Elvis Presley występuje w fil- mie „Jailhouse Rock”, gdzie jego ruchy biodra- mi w tańcu są postrzegane jako zbyt erotycz- ne. Jednak przy tekstach bitników wydaje się grzecznym chłopcem, dlatego zdecydowałem się (na razie) nie poświęcać mu osobnego roz- działu w „Leksykonie buntowników”. Pierwsze publikacje poematów i prozy bitników zamykają młodzieńczy okres ich działalności. Stają się manifestami pokolenia jako symbol poszukiwania wolności, ale tak- że sensu i oświecenia w powojennym społe- czeństwie. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych cała trójka realizuje swo- je wczesne marzenie o podróży do Europy, w której widzą przecież kulturowe źródło własnych działań. Ginsberg, jeszcze zanim zacznie eksperymentować z narkotykami, do- świadcza wizji, w której William Blake (angiel- ski poeta z XVIII wieku, który zainspiruje po- tem Jima Morrisona) czyta z zaświatów swoje wizyjne poematy. Muzycznym wzorem jest jazz z USA, ale Stary Kontynent pozostaje ideałem intelek- tualnym. Nic więc dziwnego, że Burroughs po pobycie w Maroku ląduje w Paryżu, gdzie przebywa także wielu przyjaciół z Nowego Jor- ku i Allen Ginsberg. Ten ostatni z Europy udaje się na „pielgrzymkę” do Indii, zapoczątkowując tradycję powojennych wyjazdów artystyczno- -duchowych (podobne praktykowane były od pojawienia się na subkontynencie Portugal- czyków pod koniec XV wieku). Wyprawę z 1962 roku wspomina Gary Snyder, który spędził wcześniej wiele lat w Japonii i jest odpowie- dzialny za eksport buddyzmu stamtąd do USA: Myślę, że poszukiwanie oświecenia było tylko małą częścią tej podroży. Allen szukał też narko- tyków i chłopców oraz nowych doznań, podniet czy nowych rzeczy do jedzenia. Poeta nie wrócił więc może oświecony, ale jako lepszy człowiek – dodają inni goście spo- tkania w Asia Society. Uważają, że wpływ tej podróży na masową popularność indyjskiej filozofii, religii i kultury jest nie do przecenie- nia i że przyczyniła się ona do rozwoju ruchu hipisowskiego. Tymczasem Kerouac szuka swojej „kato- lickiej nirwany”, wędrując po USA i pod wpły- wem Snydera inspirując się buddyzmem zen. Wspina się z nim w górach, szukając na łonie przyrody oświecenia w kolejnej książce „Włó- czędzy Dharmy” z 1958 roku: Sekret tego rodzaju wspinaczki kryje się w zen. Nie zastanawiaj się, tańcz po prostu na skałkach. To najłatwiejsza rzecz na świecie, o wiele prost- sza niż chodzenie po płaskiej ziemi, która jest tak monotonna. Tutaj przy każdym kroku musisz roz- strzygnąć problem, jak bezpiecznie przeskoczyć na kolejny kamień. Musisz wybrać właściwy głaz. To właśnie jest zen. W tym rzeczywiście było zen. Niestety, z taką prostą interpretacją nie zgadzają się działający w USA buddyści, co po- głębia frustrację pisarza. Nie będąc, jak kole- dzy, tak zaangażowany politycznie, głosi w te- lewizji, że komuniści ukradli idee bitników. W jego zgorzknieniu miał udział brak sukcesu paru późniejszych książek. Zaczyna oskarżać ko- legów o to, że mu nie pomagają, a krytykę o to, że na przykład promuje Ginsberga. Ma pretensje do całego świata, co doprowadza go do tego, że popiera interwencję Amerykanów w Wietnamie. Mimo tych wybryków jest na tyle związany z po- zostałymi, ma na tyle magnetyczną osobowość, że dawni przyjaciele niespecjalnie mają do niego pretensje. Wybaczano mu M P F / s e g a m I y t t e G / h a r r a D c M . W d e r F . t o f 9 5 9 1 , k r o J y w o N , c a u o r e K k c a J 17 BITNICY – tłumaczył w Roxy Marcin Sendecki. W 1962 roku ukazuje się „Big Sur”, kolejna autobiograficzna powieść Kerouaca, choć jak zwykle imiona i nazwiska bohaterów pozosta- ją zmienione. Podobno jestem Królem Bitników, jak piszą gazety, ale jednocześnie jestem chory i zmęczony całym tym bezdennym entuzjazmem różnych nowych młodych ludzi, którzy próbują mnie poznać (...). Wy- jechałem na lato do Big Sur właśnie po to, by uciec od takich spotkań – jak z tymi pięcioma żałosnymi licealistami, którzy pewnego wieczoru przyszli pod moje drzwi na Long Island w kurtkach z napisem „Włóczędzy Dharmy”, spodziewając się, że mam dwadzieścia pięć lat, bo na skrzydełku książki wy- drukowano błędną datę, a tu okazuje się, że jestem znacznie starszy i mógłbym być ich ojcem (...). Ci młodzi ludzie już za parę lat staną się hipisami. A kiedy Kerouac zapija się coraz bardziej, Burroughs usiłuje wyleczyć się z he- roinowego nałogu u tego samego londyńskie- go lekarza, do którego wkrótce pójdzie Keith Richards. Ginsberg natomiast recytuje swoją poezję dla tłumów, akompaniując sobie na indyjskich instrumentach. W występy wplata długie minuty indyjskich modlitw, szuka też cech wspólnych muzyki medytacyjnej Wscho- du i śpiewu aborygenów: Najpierw interesowałem się muzyką, pracując z Dylanem, nagrywając bluesy, wcześniej – śpiewa- jąc buddyjskie mantry, jak „Om mani padme hum”. Ich recytacja polega na bardzo głębokim długim od- dechu. Z kolei aborygeni australijscy, młodzi chłop- cy, powtarzają krótkie frazy jak japońskie haiku. Intensywne jak one, skompresowane. Tyle że ich teksty mają rytm wygrywany pałeczkami. Takie holistyczne podejście, mieszające elementy kultur z różnych stron świata, stanie się wkrótce podstawą ruchu hipisów i filozofii New Age. To początek uniwersalnego misz- maszu współczesnej globalnej wioski. Ginsberg, szukając wciąż oświecenia, nie tylko pomaga przy zakładaniu buddyjskich szkół w USA, ale też razem z tysiącami hipisów wita przyjeżdżających do kraju hinduistycznych guru. W drodze powrotnej z Rosji nieoficjalnie zjawia się w gomułkowskiej Polsce. Odwiedza między innymi krakowskie mieszkanie Krzysz- tofa Niemczyka, legendarnej postaci krajowej awangardy lat sześćdziesiątych, performera, szalonego artysty i autora książki „Kurtyzana i pisklęta” (napisanej w 1968 roku, a wydanej w Polsce po raz pierwszy dopiero w 2007). Do autografu poety pozostawionego na ścianie u Niemczyka pielgrzymują potem krajowi hipisi. Kolejna wizyta Allena w Polsce w 1986 roku jest już bardziej oficjalna. Poeta wystę- puje nawet na uniwersytetach i w państwo- wym radiu. Jak wynika z reportażu Polskiego Radia, swojemu tłumaczowi Bogdanowi Bara- nowi mówi wtedy, że czuje się „słowiańskim Żydem”, bo jego dziadkowie pochodzili spod Lwowa, a matka spod Witebska. Tymczasem w 1969 roku król bitników Ke- rouac zapija się na śmierć. Burroughs, ledwo wiążący w Europie koniec z końcem, wraca w la- tach siedemdziesiątych do ojczyzny i w aparta- mencie w Nowym Jorku przyjmuje wizyty ko- lejnej generacji buntowników, takich jak David Bowie, Lou Reed, Andy Warhol, Patti Smith czy Joe Strummer. Mimo prób wyjścia z nałogu praktycznie do końca życia jest uzależniony od heroiny, co, niestety, zdaje się popularyzować twardy narkotyk w kręgach artystycznych. Trze- ba jednak przyznać, że we wstępie do „Nagiego lunchu” pisze wprost o uzależnieniu: Motto głodu totalnego brzmi: Nie będziesz? Ależ będziesz. Będziesz kłamał, oszukiwał, donosił na przyjaciół, kradł, zrobisz wszystko, by zaspokoić głód. Bo znajdziesz się w stanie totalnej choroby, totalnego opętania, i nie będziesz mógł postępo- wać inaczej. Narkomani to chorzy ludzie, którzy nie mogą postępować inaczej. Wściekły pies nie może nie kąsać. W 1981 roku autor autobiograficzne- go „Pedała” i „Ćpuna” przenosi się na farmę na prowincji, gdzie umiera w 1997 roku. Do końca bierze udział w wielu alternatywnych przedsięwzięciach, stając się swoistym „cele- brytą undergroundu”, łącznikiem między po- 18 koleniem bitników a kolejnymi generacjami. W tym samym roku co on umiera – wolny od nałogów od lat sześćdziesiątych – Allen Gins- berg, również wielokrotnie nagradzany i ofi- cjalnie fetowany pod koniec życia. Wydaje się, że wszyscy bitnicy najważniej- sze swe dzieła popełnili w młodości i już ni- gdy później nie byli tak płodnymi i ważnymi twórcami. W ostatnich latach jednak ich tek- sty i poglądy są na nowo przywoływane, inter- pretowane, uważane często za prorocze. Jestem buddystą. A buddyzm mówi, że nie ma jed- nej permanentnej jaźni, ale są jej różne przejawy. Z pewnością jestem poetą bitnikiem i Żydem. Z pewnością jestem gejem i Amerykaninem prak- tykującym medytacje. Z pewnością też jestem członkiem amerykańskiej kontrkultury, która jest teraz atakowana przez konserwatywnych te- leewangelistów – mówi o sobie Allen Ginsberg w progra- mie „Face to Face” stacji BBC trzy lata przed śmiercią. W tej próbie autodefinicji pobrzmie- wają wszystkie wątki Beat Generation: odrzu- cenie materialistycznej filozofii życia przez szukanie duchowości, indywidualizm i non- konformizm. Zniesienie podziału między tym, co publiczne, a tym, co prywatne. Tworzenie sztuki potwierdzonej biografią, nie tyle auto- nomicznej, czyli oderwanej od życia, ile nieza- leżnej od obowiązujących norm. Te ostatnie w poemacie „Skowyt” symbolizuje Moloch, bóstwo fenickie. Starożytni Rzymianie uważa- li, że Fenicjanie składali w ofierze Molochowi noworodki – paląc je żywcem. Moloch, którego umysł to czysta maszyneria! Mo- loch, którego krew to strumienie monet! Moloch, którego palce to dziesiątki wojsk! Moloch, które- go pierś to ludożercze dynamo! Moloch, którego ucho to dymiący grób! (...) Moloch, w którym je- stem samotny! Moloch, w którym śnię o Aniołach! Wariat w Molochu! Obciągacz kutasów w Molo- chu! Bezmiłość i bezmęskość w Molochu! Moloch to późniejszy babilon Marleya, sys- tem, na który plują punkowcy. Nic dziwnego, że fragmenty tekstów bitników chętnie recy- tuje Johnny Depp, a Ray Manzarek twierdzi, że The Doors nie powstaliby, gdyby członkowie zespołu nie przeczytali „W drodze” Kerouaca. Rzeczywiście ta książka jest ważna w biografii nie tylko Morrisona, ale też wielu innych bun- towników, jako lektura inicjacyjna, po której następuje sprzeciw wobec społecznych norm. Bob Dylan mówi, że bitnicy mieli na niego równie wielki wpływ jak Elvis Presley. Nawet John Lennon przyznaje, że nazwa „The Beatles” była swego rodzaju hołdem dla tej generacji pisarzy i poetów. Paul McCartney występował z Ginsbergiem. Narkotyczną prozą „Nagiego lunchu” zachwyca się Kurt Cobain i choć Wil- liam Burroughs nie był wielkim fanem Nirva- ny, to nagrali razem opowiadanie o księdzu uzależnionym od heroiny. Tom Waits, który tworzy muzykę do przedstawienia pisarza „Black Rider”, wydaje się nie tylko fanem, ale do dziś także bezpośrednim kontynuatorem ideałów generacji. Burroughsowi na płytach akompaniowali też muzycy Ministry i Sonic Youth, a Ginsberg nagrał z Joem Strummerem i jego The Clash utwór o Rimbaudzie. Taką listę muzycznych buntowników cele- brytów można jeszcze wydłużać, ale to tylko zewnętrzne, atrakcyjne przejawy wpływu po- etów i pisarzy na muzyków. Ich oddziaływa- nie na powojenne społeczeństwo Zachodu jest dużo głębsze. Sam Allen Ginsberg pod- sumował je w takich punktach jak: promo- wanie wyzwolenia duchowego i seksualnego, wpływ na ruch emancypacji kobiet, zniesienie ograniczeń cenzury, walka z kryminalizacją narkotyków poprzez ich demistyfikację, upo- wszechnianie świadomości ekologicznej, opo- zycja wobec cywilizacji przemysłu wojennego, nowa religijność, szacunek dla planety Ziemia i kultur pierwotnych. Krótko mówiąc, współ- czesna „płynna nowoczesność”, albo inaczej: „cywilizacja śmierci i relatywizmu”, zły sen or- todoksów konserwatyzmu – to właśnie dzieło Beat Generation i następców. Kontrkulturowy przekaz bitników dociera do wciąż ograniczo- nej grupy odbiorców. Musi pojawić się jakiś „chłopak z gitarą”, dzięki którego piosenkom protest usłyszą masy. Redakcja Jacek Świąder Korekta Marta Śliwińska, Jacek Bławdziewicz Fotoedycja Maciej Murański Przygotowanie zdjęć do druku Anna Biała Projekt graficzny okładki i makiety Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Skład i opracowanie graficzne PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN – www.panczakiewicz.pl Redaktor naczelny Paweł Goźliński Producenci wydawniczy Małgorzata Skowrońska, Robert Kijak Koordynacja projektu Katarzyna Kubicka Wydawca Agora SA ul. Czerska 8/10 00-732 Warszawa © Copyright by Agora SA 2013 © Copyright by Max Cegielski 2013 © Copyright by Mariusz Stelmaszczyk 2013 Wydanie I Wszelkie prawa zastrzeżone Warszawa 2013 ISBN: 978-83-268-1290-3 Druk Drukarnia Perfekt Niedostępne w wersji demonstracyjnej. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki w serwisie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Leksykon buntowników
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: