Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00325 005424 13078306 na godz. na dobę w sumie
Letnisko - ebook/pdf
Letnisko - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 192
Wydawca: Wydawnictwo Pi Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7836-074-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> kryminał
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Odnaleziona w mazurskim jeziorze ciemnowłosa topielica staje się przyczynkiem do w pewnym sensie korespondencyjnego śledztwa mieszkanki niedalekiego letniska. Traf chciał, że wszystkie tropy, chcąc nie chcąc, wiodą wprost do chatki nad jeziorem, w której zwykła wraz z mężem spędzać letnie wakacje. Wariacje na temat prawdopodobnego przebiegu zdarzeń, letniczka, posiłkując się wiedzą zaczerpniętą od doskonale poinformowanej i równie dociekliwej żony miejscowego szeryfa, czyli policjanta, snuje w porywającej korespondencji z przyjaciółką. I choć nie jest zaskakujące dla nikogo, jak pokrętne i zwodnicze mogą być ścieżki ludzkiego przeznaczenia, wszyscy są zaskoczeni tym, co zdarzyło się naprawdę.

Filuterny i przewrotny, nietypowy kryminał z niespodziewanym i mocnym finałem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

LETNISKO Piotr Szordej Copyright © by Piotr Jędrosz Copyright for this edition © by wydawnictwopi.pl All rights reserved Wydawca: Pi, Warszawa 2012, wydawnictwopi.pl Redaktor serii: Grzegorz Godlewski Konsultant serii: Tadeusz Warec Skład i łamanie: Wojtek Puchniarz Ilustracja na okładce: © Gernot Krautberger - Fotolia.com ISBN 978-83-7836-074-2 dla tomu 22 Nr indeksu: 279951 Wszelkie podobieństwa do osób oraz zdarzeń istniejących w rzeczywistości są niezamierzone i przypadkowe. zamówienia: kontakt@wydawnictwopi.pl Rozdział i. 1 Zwłoki unosiły się przy samej powierzchni wody, za- plątane w przybrzeżne sitowie. Z daleka bardziej przy- pominały porzuconą, namokniętą puchową kurtkę niż człowieka. Tworzyły wynurzające się z wody pikowane wybrzuszenia i  tkwiły nieruchomo przy nieporuszonej jeszcze o tej porze tafli. Może poleżałyby tydzień lub dwa, nie wzbudzając niczyjego zainteresowania, gdyby nie dwaj poranni węd- karze przechodzący obok. – Sezon się na dobre nie zaczął, a ludzie już wyrzuca- ją do jeziora śmieci – zauważył jeden z nich. – Wiosenne porządki. – Przecież to już lipiec. – Dla tych z Kolonii to czas porządków – upierał się drugi. Kolonia Mikruty odżywała bowiem dopiero z pierw- szymi dniami wakacji. Otwierano na oścież zabite na głucho przez pozostałą część roku okna w letniskowych domkach, grabiono zbutwiałe liście i przywożono z mia- sta dzieci wraz ze śmieciami. Odbywało się gremialne wietrzenie zaduchu minionego lata. Mikruty zaczynały wypełniać się ludźmi, muzyką techno i właśnie śmiecia- - 5 - mi. Albowiem był to już jeden z ostatnich dzikich zakąt- ków tak zwanej mazurskiej przyrody, czyli dzikiej natu- ry i letnicy czuli się tu jak u siebie w domu. – Polska to dziki kraj – stwierdził ten z wędkarzy, któ- ry pierwszy poczynił spostrzeżenie o wyrzucaniu śmieci do jeziora. Potem splunął i wszedł w gumowych butach do wody – A ty co? – zawołał za nim ów drugi, uparty. – Eko- po kurtkę. log jakiś jesteś? – Puchowa kurtka stanowi obce ciało w pejzażu dzi- kiej natury – rzucił za siebie sentencjonalnie ten pierw- szy, bo był bardziej wykształcony. – Moim zdaniem właśnie pasuje do niej jak ulał – upierał się po swojemu drugi. – To się nazywa jednością treści i formy. Czyli jaki pan, taki kram. A nie żadne tam obce ciało. Obce ciało już jednak na nich czekało. 2 Droga Agnieszko! Sezon w Mikrutach wreszcie się zaczął. I to jest mój pierwszy „sezonowy” mail. Ale żebyś tylko wiedziała, jak się zaczął! Mamy nawet własnego trupa! Tak, tak! Trup jest nasz, bo nasz domek leży najbliżej miejsca odnalezienia zwłok, czyli trup leżał najbliżej nas. Nie tyle zresztą leżał, co pływał, gdyż to topielec, a w zasa- dzie topielica. Maria, żona naszego lokalnego szeryfa, wszystko mi opowiedziała, ale nawet gdyby nie opo- - 6 - wiedziała i  tak bym wiedziała o  wszystkim, bo tutaj wszyscy wiedzą o wszystkim i o wszystkich. No więc przyjechaliśmy wczoraj, czyli w  sobotę rano po piątkowym wysłaniu dzieci na obóz językowy do Anglii i jeszcze nie zdążyliśmy się dobrze rozpako- wać, a tu taka nowina. Sama powiedz. Poza trupem mamy także wreszcie ciszę, spokój i  świeże powietrze. Trup jak trup, uważasz, już nie- jednego z naszego jeziora wyłowili, ale wątek sensacji zawsze człowiekowi dobrze robi. W Tatrach mają zabi- tych taterników, a u nas mamy topielców. Nawet nie wiadomo, czy ładna była ta Świtezianka, bo podobno pływała tak sobie w wodzie długo, co naj- mniej ze dwa tygodnie i trochę ją coś tam podjadło, zanim się wynurzyła. Maria powiedziała tylko, że miała, znaczy ta Świte- zianka, długie, czarne włosy, więc pewnie była ładna, a  takie to zawsze mają problemy. Wiesz, co mam na myśli; miłość i te sprawy, a potem to już nie pozosta- je nic innego, jak skoczyć w mroczną toń jeziora, sko- ro najpierw było się gotowym skoczyć za ukochanym w ogień. Ogień i woda, ot co, nikt jeszcze tego nie pogodził, a krew, powiadają, to nie woda, zatem krew się polała, choć może niedosłownie, bo akurat wylało się ze Świ- tezianki sporo wody. Mąż Marii, Wojtek, zajmuje się tym wszystkim, za- tem jestem na bieżąco i będę cię też na bieżąco i o tym właśnie wszystkim informowała. Oczywiście jeżeli zechcesz, ale jak cię znam, to ze- chcesz. - 7 - Co poza tym? A no nic. Wakacje, czyli nuda. Pogoda dopisuje, cudze dzieci wrzeszczą za płotem, cudze psy szczekają, cudze auta wymagają kąpieli. Wszyscy właściwie wymagamy „oczyszczenia”, ale jak wejść do wody, w której pływał trup? Dobrze, że nasza chatka znajduje się tak bardzo na uboczu. Psy szczekają tu ciszej, dzieci też drą się ciszej, tylko karoserie wykąpanych aut puszczają nam zającz- ki. Janek w swoim żywiole. Piła, młotki, gwoździe i tym podobne, rozumiesz. Gapi się na nową piłę tarczową z Praktikera i popija piwo na leżaku. Świtezianka, brunetka, wcale go nie interesuje, bo znasz Janka, on lubi tylko blondynki. Wynikałoby z tego bezpośrednio, że mnie w związku z tym też lubi, ale obawiam się, że nawet jeśli tak jest, to lubi mnie w pewnym sensie pośrednio, bo jestem jego żoną. Gdyby zatem okazało się, że Świtezianka nie utopiła się sama, tylko ktoś ją utopił, to na pewno nie Janek przyłożył do tego ręki. Bo, widzisz, co innego mieć własnego zwykłego tru- pa, a co innego niezwykłego, czyli zamordowanego. Taki zamordowany jest cenniejszy, gdyż ściągnie więcej turystów do Mikrut. I wszyscy się wtedy poży- wimy, to znaczy my z Jankiem akurat nie, bo nie kręci- my tu żadnych lodów, tylko odpoczywamy. Ale taka na przykład ty, która robisz lody profesjonalnie, sorki za nieprzystojne skojarzenia, mogłabyś u nas na niejed- nym lodzie zarobić, tym bardziej że jesteś przystojna i ruda, a miłośnicy kryminałów lubią rude. - 8 - Nawiasem mówiąc to ciekawe, dlaczego przystojne kobiety wywołują nieprzystojne myśli, a nieprzystojne przystojne. To pewnie się wiąże z tym, co komu przystaje. To zwraca moje oczy ku Jankowi, który właśnie przystanął i tak stoi, jak na jakimś przystanku i ciągle gapi się na to swoje piwo, którego sobie nawarzył klecąc naszą chat- kę nad jeziorem. Ale chłop, jak chłop, żadnego z niego pożytku, poza tą chatką, do której musiałam się i tak dołożyć. No i teraz on i chatka stoją, a ja leżę finansowo, ale nic to, jak mawiał Mały Rycerz. Janek też jest takim bardzo małym rycerzem i choć nie mówi tego „nic to”, to i tak ma wszystko w nosie. Aha, zapomniałabym o  najważniejszym; podczas sprzątania znalazłam długi czarny włos w łazience. Ciekawe... Z ciekawym pozdrowieniem, Ola. * * * Droga Olu! Po długości twojego maila widzę, że to już napraw- dę wakacje, więc czas nadrabiać zaległości towarzyskie. Kiedy to po raz ostatni widziałyśmy się? Choroba zżar- ła mi mnóstwo zdrowia i nie winię cię za ten czas nie- widywania. Nie chciałam, abyście widzieli mnie z Jan- kiem w złej formie. - 9 - Musiałam to, rozumiesz, załatwić po swojemu i za- łatwiłam. Teraz zaś muszę załatwić jeszcze zaległości finanso- we, bo wiadomo, choroba kosztuje, więc robię te swoje lody gdzie popadnie, czyli je kręcę, ha, ha! Wakacje to okres żniw dla mnie, wiesz dobrze, więc trupa ci nie zazdroszczę, tym bardziej że niewiele bra- kowało, a już byłoby po mnie. Coś mi jednak chodzi po głowie, że Świtezianka nie była topielicą, tylko kandydatów na topielców wodziła na pokuszenie... Poza tym, jako Słowianka, musiała być blondynką. Nawiasem mówiąc, jeśli Janek lubi tylko blondynki, to znaczy, że nie lubi brunetek, a takie nielubienie może już być wystarczającym powodem do zbrodni na brunetce. Tyle że Janek muchy by nie skrzywdził, a co dopiero brunetki, choćby nawet i na nim usiadła jak mucha. On jest bardzo rycerski i wcale w tym swoim rycer- stwie niemały. Zamiast topić brunetkę, utopiłby swój czarny smutek w piwie i to jest akurat zdrowe, i nawet w pewien sposób szlachetne, chociaż śmierdzące na ki- lometr, by tak rzec, chmielem. Niemniej, ciekawa jestem dalszych losów twojej Świtezianki, bo masz rację, kto jak kto, ale ty znasz mnie dobrze. Więc donoś mi uprzejmie o  wszystkim i  miejmy tylko nadzieję, że dziewczę nie utopiło się ze zgryzoty, bo to takie zaściankowe, ale że ktoś je utopił, bo to już zapachniałoby nie chmielem, ale Szekspirem. Z zakręconym od lodów pozdrowieniem, Agnieszka. - 10 - * * * Agnieszko! Świtezianka była tak po prawdzie przebiegłą wiedź- mą i seryjną morderczynią, chociaż mówiła do rymu. Tak czy owak, mieszkała pod wodą, więc pasuje do naszej topielicy. Reżyserzy zawsze obsadzają w rolach femme fatale brunetki, a nie blondynki i niech już tak zostanie. Może ona chciała uwieść Janka i on ją wolał utopić, niż sprzeniewierzyć mi się? Masz całkowitą rację; Janek jest rycerski i  z  tego swojego rycerstwa mógłby się posunąć do zbrodni po to tylko, abym się nie dowiedziała o jego romansie. Janek jest bowiem hipokrytą, kompletnym Dul- skim; uwiódł mnie raz i na tym poprzestał. Zapluł mnie jak sztubak swój budyń, żeby mu kumpel mnie nie zeżarł, potem zaznaczył wzorem drapieżników własne terytorium i jego drapieżność się wyczerpała wraz z pęcherzem. Taki facet, innymi słowy, jest zdolny do zbrodni ze strachu przed mściwą żoną. Motyw dobry, jak każdy inny, na wakacje z  blon- dynką. Pamiętasz ten przebój? A  ja jestem przecież blondynką na wakacjach. Tylko pytam, skąd ten czarny włos w mojej łazience? Z powodu tego włosa Janek wydaje mi się ponownie tajemniczy, a tajemnica podnieca... Z podnieconym pozdrowieniem, Ola. - 11 - * * * Drogi Olutku! Widzę, że się naprawdę nudzisz na tych swoich wa- kacjach, czyli w samej rzeczy odpoczywasz od spraw poważnych. Dzielisz włos na czworo, zupełnie niepotrzebnie, bo co się okaże, jeśli się okaże, że to na przykład włos ło- nowy? Taki włos łonowy jest pokręcony i  już masz aferę miłosną, gdyż każda afera miłosna jest pokręcona, jak właśnie włos łonowy. Długa afera miłosna, to i długi włos łonowy. Od takiej długiej afery powstają długi honorowe, któ- re spłacić można tylko własną krwią, a najlepiej czyjąś. Cisi pantoflarze są najlepszymi kandydatami na se- ryjnych morderców. W takim facecie kumuluje się jego upokorzenie i by mógł sobie spojrzeć w oczy przy go- leniu, albo musi sobie golnąć, albo zaciukać jakąś upo- karzającą go babę. Pyskaty facet to się napyskuje i  wyżyje w  wysiłku oratorskim, ale taki cichy to się tylko nałyka, a potem musi to, by tak rzec, zwrócić. I zwraca, czym tam ma pod ręką. Siekierą na przykład. Albo paskiem od spodni, albo twoim własnym sza- likiem, albo pończochą. Co by nie powiedzieć złego o twoim Janku, to on, jak już zwraca, to piwem, bo najczęściej piwo właśnie ma pod zabójczą ręką. - 12 - Potem porozmawia sobie, chłopina, z nową piłą tarczową i daleko mu jest do tego szaleńca, który piłą łańcuchową rżnął nas, kinomanów, przez dwie godzi- ny, w pień. Take it easy! Don’t worry, be happy z Janka. Z singielskim pozdrowieniem, Agnieszka. * * * Droga Agnisu! A jednak moja kobieca intuicja mnie nie zawiodła! Świtezianka nie utopiła się z rozpaczy, tylko ktoś ją z rozpaczy utopił! A tak! Maria powiedziała mi w tajemnicy, że każdy przy- padek nagłej śmierci idzie na sekcję. Czyli pod nóż ko- ronera, który u nas się nazywa lekarzem sądowym albo jakoś tak – nie nóż, rzecz jasna, tylko facet, który nim babra w bebechach nagłej śmierci. I ten facet odkrył, że Świtezianka, co prawda, utopi- ła się, ale najpierw oberwała czymś i to solidnie i gdzie popadnie, a potem ją dowiązano do czegoś i spuszczo- no na dno. W płucach było pełno wody i to jest podobno do- wód, że umierała wdychając wodę. Na kostkach nóg, tak zwanych pęcinach, ma paskudne otarcia z liny, któ- ra ją przywiązała, pewnie nieprzytomną, do śmierci. Potem, pod wpływem gazów pochodzących z roz- - 13 - kładu tkanki, te kiedyś zapewne powabne kostki napu- chły, zrobiły się miękkie i lina wżarła się w tę miękkość aż do kości właśnie. Wtedy pętla okazała się za luźna, bo kość w zasadzie nie puchnie, i puściła Świteziankę, jak balon, na powierzchnię. Gazy wypchnęły babkę ni- czym łódź podwodną do wynurzenia. Wiem, co mówię, bo Janek pasjonuje się łodziami podwodnymi i już wiele razy mi tłumaczył, jak to się dzieje, że taka łódź wypływa. Wszystko to sprawiło, że mamy teraz w Mikrutach Sherlocka Holmesa i jego Watsona z powiatu, chociaż nie sądzę, żeby byli gejami. Dzięki nim prawda o  Świteziance, niczym oliwa sprawiedliwa, też wypłynie na wierzch. Innymi słowy mamy sprawę o morderstwo i auten- tyczne w tej sprawie śledztwo czy jak mu tam, docho- dzenie. Sherlock i Watson – ciekawe, że nie wiem, jak ten drugi miał na imię – dochodzą teraz do siebie, gdyż przyjechali wieczorem i do rana świeże powietrze Mi- krut ich nieco zamroczyło. Sprawdzają rejestr zaginionych z laptopa podłączo- nego do sieci i wypytują o wszystko Wojtka Marii, czyli Stępnia, zwłaszcza o dyskotekę we wsi, która teraz na- zywa się klubem i o Kolonię Mikruty, czyli między in- nymi o nas, że niby gdy domki stoją puste w martwym sezonie, to nie wiadomo, co się w nich dzieje i to ich martwi, że tam mógłby się znaleźć ktoś martwy. Cóż chcesz – powiatowi detektywi, a  dyskoteka, wiadomo, jest źródłem wszelkiego zła. Z  dyskoteki można wyrwać towar na chatę zabitą - 14 - pod nieobecność gospodarzy dechami. Z tego biorą się zabite kobiety, bo takie jest życie, zwłaszcza policjan- tów z powiatu. No i w ten sposób zabili mi klina, bo przecież spo- dziewałam się tego, a jednak jakby mimo wszystko nie spodziewałam. Ze spodziewającym się jeszcze większej sensacji po- zdrowieniem, Ola. * * * Oluś! Coś mi się wydaje, że największy Holmes to się wła- śnie budzi w tobie, Watsonie. Sprawa może jednak okazać się bardziej prosta, niż sądzisz. Sama powiedziałaś – podryw, gwałt, morderstwo. Potem usunięcie śladów. Normalka. Wszystkiemu winni są przyjezdni. Gdyby jednak nie przyjeżdżali, letnisko nie byłoby letniskiem, tylko zwykłym zadupiem. Nie miałabyś swojego trupa, który tak podnieca twoją wyjałowioną miastem wyobraźnię. Innymi słowy coś za coś. Ekscytująca fantazja kry- minalna za dyskotekę. Błogie rozważania o  nagłej śmierci za ujadanie bachorów pod ogrodzeniem. Widzę to czarno. W rejestrze zaginionych, który, jak - 15 - zapewne wiesz, powiększa się zwłaszcza podczas waka- cji, figuruje mnóstwo pięknych dziewcząt, których los pozostanie już do końca niewyjaśniony. Innymi słowy, zabili go i uciekł i raczej spodziewam się rychłego umorzenia sprawy. Utkniesz, nomen omen, w  martwym punkcie i przyjdzie ci wysłuchiwać opowieści Janka o wynurza- jących się z jeziora łodziach podwodnych. Ale nie martw się. To mogą być całkiem atomowe łodzie podwodne ukryte na dnie jeziora jeszcze przez Niemców, rozumiesz, takie prototypy, razem z tonami złota i  Bursztynową Komnatą. Wtedy zamienisz się w  Pana Samochodzika i  wsiądziesz w  samochodzik, czyli sama pochodzisz sobie tropem templariuszy do kolejnej tajemnicy. Czego ci serdecznie życzę, z tajemniczym pozdro- wieniem, Agnieszka. * * * Olutku! Zastanawiam się tylko, po co ukrywać ciało. Trup to trup. Ktoś go pochowa, więc po kiego mola chować go samemu i to przed całym światem. No chyba że taki trup mógłby coś powiedzieć o swo- im mordercy. Wtedy lepiej go ukryć. Tylko gdzie? - 16 - W pobliżu miejsca zbrodni? Przecież wtedy już samo miejsce zwróci uwagę na potencjalnego sprawcę zbrodni. Takiego trupa ładuje się do bagażnika i  wywozi jak najdalej, żeby się nie kojarzył właśnie z miejscem. W nowym miejscu już można go kojarzyć, bo i tak nikt go nie skojarzy ze starym miejscem. Jeśli babkę zamordowano na powiatową skalę, czyli, by tak rzec, bo bożemu, w ogóle nie należało ukrywać ciała. A skoro już tego dokonano, to dlaczego właśnie w miejscu zbrodni? Oczywiście zakładam przy tym, że miejsce zbrodni to nasza chata. Myślę więc, że zrobiono to dlatego, że wkładanie ciała do bagażnika i ryzyko jazdy z nim przez kilkaset kilometrów na drugi koniec Polski, a następnie kopa- nie saperką albo jakąś inną łyżeczką dołu na grób było po prostu zbyt kłopotliwe. Zamiast tego wrzucasz ofiarę do jeziora i masz spo- Aha, zapomniałam, przecież Świtezianka jeszcze żyła, zanim jej zwłoki zostały ukryte. W bagażniku mo- głaby się ocknąć. I co wtedy? Trzeba by ją było dobić albo przeprosić. Sądzę, że nie jest łatwo zabić człowieka własnymi rę- kami. Człowiek karpia na wigilię wzdraga się załatwić, a co dopiero innego człowieka w powszedni dzień. Człowieka, jak mniemam, łatwo jest zabić na odle- głość, na przykład zastrzelić. Nawet rzucić w niego dzi- dą. Ale rozłupać mu czaszkę, o, to już stanowi zupełnie inne wyzwanie. Tymczasem masz nieprzytomną ofiarę gwałtu kój. - 17 - i  wrzucasz ją do wody. Żaden problem. W  pewnym sensie sama się utopi. To trochę jak strzał z pistoletu, prawda? Nie wymaga zaangażowania emocjonalnego. Trzeba tylko przywiązać jakiś balast, żeby poszła na dno. Bo pod wpływem wody zalewającej płuca też mo- głaby się ocknąć. Wash and go – czyli dwa w jednym, pamiętasz tę reklamę; za jednym zamachem zabijasz i  ukrywasz zwłoki... Bardzo zgrabnie pomyślane. Ze zgrabnym pozdrowieniem, Ola. * * * Ola! Ty się chyba minęłaś z powołaniem! Zamiast wiercić dziury w zębach, powinnaś wiercić dziury w brzuchu. Jeszcze trafiłabyś na ropę naftową. No dobrze, facet przyłożył panience czymś ciężkim w trakcie gwałtu, na przykład pięścią, potem się spie- trał i obciążył żywy jeszcze dowód swego haniebnego postępku konsekwencjami własnej, gwałciciela chuci. Zatargał oba ciężary do jeziora i umył sobie w nim ręce. I teraz szukaj wiatru w polu. A właściwie w jeziorze. Pozostaje ci tylko szydełkowanie i  wyrzucanie po Janku pustych butelek piwnych. Gość myjąc sobie ręce rozpuścił się w tej wodzie, bo - 18 - pewnie spuszczacie do niej organiczne i nieorganiczne ścieki z całych wakacji, i tyle go znajdziesz. Ciemna mogiła i siwy dym. Zostaw to tym z  powiatu. Umorzą sprawę, jak w banku. Z bankowym pozdrowieniem, Agnieszka. * * * Agutku! Absolutnie nie masz racji. Po pierwsze bank niczego by ci w życiu nie umorzył, a co najwyżej zamorzył głodem. Po drugie, facet nie mógł tak po prostu wrzucić kobiety do wody. Bo nawet gdyby ważyła tylko tyle, ile top modelka, daleko by nią nie dorzucił. Jakieś po- wiedzmy pięćdziesiąt kilogramów to i tak o wiele wię- cej niż waga kuli do pchnięcia kulą. Gościu mógłby zaledwie rzucić sobie Świteziankę pod nogi, że już nie wspomnę o balaście, którym też musiałby pchnąć. Woda przy brzegu jeziora jest płytka, to nie Morskie Oko. Sama widzisz. Facet musiał, po prostu musiał, władować cały to- war na jakąś łódkę i wypłynąć z trupem in spe na sze- rokie wody. Nawiasem mówiąc, te szerokie wody to te- raz błysk fleszy tutejszej prasy samorządowej, która też ma sezon ogórkowy. - 19 - A skąd wziął tę łódkę? Ty spróbuj tutaj znaleźć choćby wiosło przed sezo- nem. Wszystko pozamykane. Tylko my mamy łódkę w pobliżu jeziora... Tylko my. Tu nie ma żadnych innych domów. Łódka stoi na przyczepce w ogrodzie, zresztą sama wiesz. Poza tym szlaban na inwestycje. Strefa ciszy i tak da- lej, a więc także żadnych przypadkowych, luźno sobie stojących łódek przy okazji. Na plaży wprawdzie jest wypożyczalnia, ale do plaży od nas kawał drogi. Tymczasem Janek odziedziczył po ciotce ziemię i kawałek kurnika nad jeziorem i uparł się, żeby sobie coś budować. Stąd i łódka przy samym brzegu. Na tę budowę poszły zresztą pieniądze z moich dziurawych zębów. I na łódkę również. Wyobrażasz sobie mordercę, który najpierw wle- cze nad jezioro łódkę, przez całą kolonię, potem trupa, a potem jeszcze balast? Chodzi tam i z powrotem, pod- czas gdy tyłek mu się pali? To musiał być pomysł chwili. Wszystko, co niezbędne, morderca miał pod ręką. To wydawało się łatwe i spójne. Ale ja jestem specjalistką, jak sama powiedziałaś, od szukania dziur w całym. Dyplomowaną! Mam już łódkę. I mam też ów włos. I o ten właśnie włos jestem od rozwiązania zagadki. Janek nie może być mordercą. To przecież fajtłapa. Najpierw zadzwoniłby do mnie i zapytał, co ma zro- - 20 - bić; czy utopić zwłoki, czy może zakopać, a może do wszystkiego się przyznać. On w ogóle najpierw zapy- tałby, czy może zgwałcić tę babkę. Przypuszczalnie ją również o to by zapytał. Zawsze był niedołęgą. Tylko jakim cudem morderca dostał się do naszej chatki nie wyłamując drzwi? Muszę to przemyśleć. Z przemyślnym pozdrowieniem, Ola.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Letnisko
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: