Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00404 007892 15363185 na godz. na dobę w sumie
Likwidator - ebook/pdf
Likwidator - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 190
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3285-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> sensacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wyobraź sobie, że działasz na zlecenie rządu swojego kraju. Właśnie uciszasz przywódcę jednej z największych organizacji mafijnych we wschodniej Europie. Jego syn bierze na cel twoją rodzinę. Uciekasz, a przy okazji dowiadujesz się o tajemnicy sprzed lat. O tajemnicy tak wielkiej, że nawet twój bezpośredni przełożony o niej nie wie. Czy Ty byś sobie poradził?

A czy wyszkolony przez najlepsze wojskowe jednostki bohater książki podoła tak wielkiej odpowiedzialności? I czy rozszyfruje czym jest owa wielka tajemnica? Dowiedz się...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

zasadzkę przygotowaną przez wojska irackie. Po wielogodzinnych torturach i kilkunastu dniach w niewoli, przezwyciężył słabości ciała fizycznego i niosąc towarzysza na plecach udało mu się zbiec, zabijając po drodze pięcioosobowy patrol iracki. Został odznaczony za waleczność i bohaterstwo. Krótko po tym dostał się do jednostki GROM-u. Dwa lata później otrzymał propozycję pracy w Dżecie. Był najmłodszą osobą, która pojawiła się w tej nowo tworzonej jednostce. Dzisiaj po 18 latach pracy w ekstremalnych warunkach można powiedzieć, ze jest najlepszym z najlepszych. Jest profesjonalistą. 6-kilogramowy sig sauer 3000 po raz kolejny wypluł śmierć. Siedzący od kilkunastu godzin w krzakach mężczyzna spokojnie obserwował rozwój sytuacji. Pocisk dosięgnął celu. Paweł Nikoj został śmiertelnie trafiony kilka centymetrów powyżej serca. Trzej jego goryle chwycili go w momencie gdy ten opadał na ziemię. Nie żył już od sekundy – od momentu gdy pocisk wbił się w jego ciało. Nikoj wychodził właśnie z willi w której prowadził interesy. Ukryty w odległym lesie siwy mężczyzna z bujnymi włosami, brodą, licznymi zmarszczkami i z angielskim paszportem na nazwisko Adam Darc, poderwał się z ziemi i chowając broń pomyślał o drodze do domu jaką musi pokonać. Wsiadł do zielonego, nierzucającego się w oczy opla i ruszył na lotnisko Warszawa Okęcie. Po 30 minutach zjechał do małego domku leżącego w zapomnianej przez ludzi wsi gdzie zostawił walizeczkę z bronią. Następnie dojechawszy do Warszawy zaparkował samochód obok czarnego, nowego mercedesa na jednym z wielu darmowych parkingów. Gdy wyszedł z samochodu ściągnął czarne, skórzane rękawiczki. Wiedział, że nie zostawił żadnych śladów. Pojazd czekał na niego zaraz po przylocie. Kluczyki zostawił w środku, wiedział bowiem że w ciągu 15 minut samochód stanie się celem złodzieja. Skierował się do 6 postoju taksówek i dwa razy zmieniając pojazd dotarł na lotnisko. Po kolejnych dwóch godzinach wsiadł do samolotu linii swiss air lecącego do Zurychu. W Zurychu udał się do hotelu w którym miał wynajęty pokój. W środku odszukał schowek, który na prędce zrobił 3 dni temu i znalazł to czego szukał. Miał pewność, że nikt tu nie zaglądał od czasu jego pierwszego przyjazdu, kiedy to wynajął pokój na tydzień. Zaraz potem zgolił brodę i lekko podciął włosy. Założył okulary ze złotymi oprawkami. Był z siebie niezwykle zadowolony, gdy przejrzał się w lustrze. Z odbijającej powierzchni wyglądała twarz mężczyzny sukcesu w średnim wieku. Zachwyciwszy się swoim wyglądem, z kieszeni spodni wyjął angielskie dokumenty, spalił je, a resztki wrzucił do sedesu i spłukał. Teraz jest już zupełnie innym człowiekiem. Jest Martinem Gulz’em. Niemcem, biznesmanem. Nowe dokumenty, te które były w schowku, włożył do spodni. Z chęcią wziął prysznic, zamówił budzenie na 6 rano po czym pochłonął go kilku godzinny sen. Obudził się jak zwykle o 5 choć mimo to zawsze zamawiał budzenie. Tak dla pewności. Nim ruszył z hotelu, wytarł wszystkie miejsca, których dotykał, małą chusteczką. Odwracając głowę przy wyjściu przypomniał sobie wygląd pokoju sprzed kilku dni. Teraz wyglądał tak samo. Jakby nikt tu nigdy nie mieszkał. Na lotnisko pojechał taksówką. - A słyszał pan, o śmierci tego mafiosy Nikoja? – zagadnął wysoki, ale mimo to otyły taksówkarz. -Tak coś mi się o uszy obiło. Polacy muszą sobie sami z tym poradzić. – chciał ukrócić rozmowę z taksówkarzem. Kierowca ochoczo pokiwał głową, jakby chciał potwierdzić jego słowa. Nie zorientował się, że rozmawia z obcokrajowcem. Niemiecki mężczyzny był perfekcyjny. 7 - Taa… nie zazdroszczę im. Bo słyszałem też, że chwilę wcześniej spotkał się z tym ich premierem… Nawet taka uwaga nie wytrąciła Polaka z równowagi. Wielu na jego miejscu zaczęłoby się pocić, widocznie okazywać zdenerwowanie, zastanawiać. Ale to nie w jego stylu. Został nauczony zachowywać zimną krew w każdej sytuacji. Ponadto wierzył, że działa w imię dobra Rzeczypospolitej. Jeśli premier miał coś na sumieniu to jego problem. Reszta drogi minęła mu w ciszy. Po następnych 3 godzinach siedział już w samolocie lecącym do Monachium. Kilka godzin później w kolejnym hotelu już jako Piotr Moliński, członek zarządu liczącej się w świecie spółki, mężczyzna definitywnie skrócił włosy i zdjął z twarzy makijaż, który zdążył nałożyć po kąpieli w Zurychu. Po wielokrotnym myciu zszedł też siwy kolor farby nałożonej na włosy. W hotelu powtórzył ten sam rytuał co w Szwajcarii. Odnalazł schowek i wyjął polskie dokumenty. Zaraz potem spalił niemieckie i spłukał je. Pierwszy raz od kilku dni Piotr przejrzawszy się w lustrze widział siebie. Szczupłego, wysportowanego bruneta z polskimi dokumentami w ręce. Tak, niewątpliwie Piotr wrócił znowu do swojej prawdziwej tożsamości. Nazajutrz Piotr wylądował na lotnisku Poznań-Ławica, gdzie czekała jego żona Maria z synem i córką. Była nieświadoma, że od momentu gdy się poznali 17 lat temu, Piotr nigdy nie powiedział jej prawdy na temat swojej pracy. On natomiast uśmiechnął się. Nie tylko do rodziny. Znowu profesjonalnie wypełnił rozkaz i wrócił bezpiecznie do domu. 8 II 25 października rozpętało się piekło. Michał Nikoj był wściekły. Ten potężnie zbudowany i wysportowany mężczyzna z bujnymi ciemnymi włosami zawsze ubierał się w szyte na miarę garnitury najsławniejszych projektantów. Zazwyczaj spokojny i opanowany. Jednak nie dziś. Siedział za ogromnym mahoniowym biurkiem w gabinecie w potężnej willi i był po prostu wściekły. Gabinet obity drewnem trochę uspokajał jego nerwy. Naprzeciw biurka stał wielki drewniany model jachtu. Był przecież zapalonym żeglarzem. Widok z okna też był uspokajający. Piękno mazurskich krain przecież koi nerwy. Wszystkim. Jednak nie dziś. Jego ojciec multimilioner, jeden z największych bossów mafii wschodnio-europejskiej został zastrzelony (!) przez snajpera na jego własnej posiadłości. Wezwał swego prawnika i usłyszawszy zapewnienie: Tak, po śmierci Pańskiego ojca jest Pan jedynym spadkobiercą jego majątku, interesów. Jest pan jakby to nazwać najważniejszą figurą na szachownicy. Teraz pan rozdaje karty, na chwilę się rozpromienił. Już oczami wyobraźni widział jak osoby z kręgów politycznych, naukowych i finansowych wiją się przed nim, tak jak kiedyś przed jego ojcem. Zaraz po prawniku przyjął goryli, którzy stanowili ochronę ojca. -Co się tam stało? – ryknął na trzech osiłków. -Nic… - zaczął jeden z nich. -Jak nic?! -Niech szef nie przerywa. Wyszliśmy z pana ojcem z willi i on upadł na schodach. Myśleliśmy, że się potknął i nawet nie zdążyliśmy go chwycić… - osiłek nie zdążył 9
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Likwidator
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: