Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00068 010633 17233112 na godz. na dobę w sumie
Listy człowieka szalonego - ebook/pdf
Listy człowieka szalonego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 140
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1075-6 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Listy człowieka szalonego reprezentują popularny w epoce Młodej Polski gatunek powieści a artystach. Przeplatana elementami satyry opowieść o warszawskim środowisku artystycznym stanowi ostry atak autora na rozwiązły i bezproduktywny tryb życia współczesnych mu twórców 'nowej sztuki'.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1075-6 SŁÓWKO WYJAŚNIENIA Siedzę sobie najspokojniej w domu. Dzwonek. Otwierają się drzwi. – Jak się kochany pan miewa! Nareszcie pana odnalazłem! Podnoszę rękę do czoła, bo mi lampa przeszkadza. Z otwarty- mi ramionami stoi Ludwik Kołakowski. – Jak się teŜ kochany pan miewa? – zawołałem podnosząc się od biurka. Wyściskaliśmy się. Siadamy. Kołakowski wyciąga spod pachy jakiś brzydko gruby zeszyt. – Bo to widzi pan – maleńki interesik. – Zawsze do usług – odpowiadam, a w duchu dodaję: Masz tobie! Kołakowski drapie się za uchem i poczyna: – Miałem przyjaciela – trochę wariata – tak, tak... wariata. Zda- rza się, Ŝe i przyjaciele wariują, najlepsi przyjaciele... OwóŜ ten mój nieszczęśliwy przyjaciel miał manię pisywania do mnie długich li- stów. Odpisywałem mu czasem, ale rzadko, a listy jego rzucałem w piec. Ale cóŜ się pokazało! Jegomość miał bruliony. Niech no kochany pan przeczyta i powie, jak to tam z tym... Gdyby się to nadawało do druku, to i owszem, bo widzi pan, ten biedny bzik juŜ umarł... Tak, umarł... i zapisał mi testamentem te bruliony. JednakowoŜ w testamencie była mała klauzula. śądało nieboraczysko ode mnie, aŜebym czymś uszczęśliwił ludzkość... No, niech kochany pan sobie wyobrazi... ja – i uszczęśliwiać ludzkość!... Tak tedy sobie rozwaŜam, co by tu takiego wspaniałego zrobić i nagle strzela mi do głowy: Wydam to!... JeŜeli pomysł wariacki, to nie całkiem moja 5 wina, boć zawsze wpływ wpływem pozostaje... A to był dobry chłop... tylko nie całkiem tego... tu... Wręczył mi manuskrypt. PołoŜył mi rękę na kolanie i zapytał: – Pani dobrodzika zdrowa? – Zdrowa – odparłem. – A dzieciaki zdrowe? – Jakoś tam, dzięki Bogu... – I jest co jeść? – At, niby jest... – To bądźŜe pan zdrów, kochany panie, bo mi się śpieszy... – Moje uszanowanie! – Moje uszanowanie! A proszę się pani dobrodzice kłaniać! Wyszedł. NałoŜyłem okulary, wziąłem rękopis do ręki. Otwieram. Patrzę na pierwszą stronicę. Czytam – czytam... 6 LIST I Czytaliście, kochany panie Ludwiku, ksiąŜkę Nordaua Kłam- stwa konwenansu? Wicher dmie, śniegi topnieją, klimat przemawia do nas jak zgorzkniały pesymista. Weźcie do ręki tę ksiąŜkę. Czy- tajcie ją przy wtórze wichru, przy szumie ulewy. Kłamstwa, kłamstwa!... AŜ strach dotknąć palcem logiki jakiejkolwiek sprawy, jakiego- kolwiek zagadnienia, jeŜeli zrodziło się w głowie podejrzenie, Ŝe kłamstwo jest podszewką istnienia. – Tak – podszewką istnienia. Wierzchem jest prawda. Po niej, jak po płaszczu gumowym, spływa deszcz zarzutów; ale grzeje tylko podszewka. Są to zaiste myśli człowieka szalonego. Słuchano wszakŜe gło- su tylu mędrców, tylu głupców, czemu nie miano by posłuchać lub bodaj wysłuchać głosu człowieka szalonego?!... O szalonych powiadają, Ŝe są bardziej logiczni niŜ ludzie nor- malni. I zaiste, wszystko moŜna im zarzucić prócz wadliwego wnio- skowania. Rzeczą ludzi normalnych jest wnioskować wadliwie z dobrego załoŜenia; natomiast ludzie szaleni wychodzą wpraw- dzie z załoŜenia fałszywego, ale wnioskują znakomicie. Exemplum. Człowiek normalny modli się rano do Boga: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – a po- wstawszy z klęczek, zapytuje swego adwokata, czy połoŜył juŜ areszt na ruchomościach bliźniego za dług nieuiszczony. Człowiek szalony oświadcza swej Ŝonie, Ŝe jest ze szkła. Oświadczenie to jest co prawda fałszywe, ale wnioski i dalsze po- stępowanie niezmiernie ścisłe i logiczne. Taki człowiek boi się 7 ruszyć z miejsca, aby się nie stłukł, nie dotknie się Ŝadnego przed- miotu, aby się o niego nie utrącił, mniema, Ŝe nikomu nie moŜe zasłonić widoku, gdyŜ jest przejrzysty; uczyni to dopiero wtedy, jeśli mu ktoś udowodni, Ŝe jest ze szkła matowego. Wtedy usunie się, aczkolwiek z wielką ostroŜnością. W kaŜdym razie niełatwo mu udowodnić, Ŝe jest ze szkła nieprzejrzystego. Ludzie szaleni mają jeszcze wiele róŜnych zalet, których nie posiadają ludzie normalni. Są niezmiernie sumienni, sprawiedliwi, wygłaszają nieraz głębokie myśli i uwaŜają, Ŝe czyn powinien być bezpośrednim następstwem postanowienia. Exemplum. Człowiek normalny fałszuje artykuły spoŜywcze, księgi han- dlowe, rachunki, karty, opinię, wąsy, brwi, cnotę, podlega bezwła- dowi moralnemu, stwarza sobie teorie na usprawiedliwienie swe- go lenistwa, swej chciwości, wygłasza wreszcie co chwila zdania, z których się w duszy sam śmieje. Inaczej człowiek szalony. JeŜeli wygłosi tak nienormalne zda- nie, iŜ naleŜy odpuszczać w imię miłości boŜej winy winowajcom, to zwołuje wszystkich swoich dłuŜników, drze weksle i rewersy, wykreśla z hipoteki ich zobowiązania i błogosławi na dalszą drogę Ŝywota. Ale ludzie normalni biorą go wtedy w kuratelę. Jednym słowem człowiek szalony jest ciągle sobą, a człowiek normalny, widziany w perspektywie, składa się z dwóch ludzi. Trzeba mieć tylko odpowiednio rozszczepiający pryzmat logi- ki i pod kątem egoizmu ustawić dwa ekrany, a na kaŜdym z nich zobaczymy widziadło ludzkie. Ktoś powiedział, Ŝe gdziekolwiek zbierze się dwóch Polaków, tam są trzy zdania. Nieprawda. Tam są wtedy cztery zdania i dlate- go nigdy nie ma tak zwanej prostej większości. I dlatego nie ma prawie u nas ludzi szalonych, ludzi choćby o zdaniu fałszywym, ale jednym. Nie ma ludzi szalonych, bo posta- nowienia nie stoją w Ŝadnym związku z czynami, bo w kaŜdym Polaku siedzi dwóch ludzi, a nie jeden. Wyjątek stanowią deka- denci, którzy mniemają, Ŝe składają się nawet z kilku ludzi. I trze- ba dopiero człowieka szalonego z jego logiką opaczną, aby wy- snuć wniosek, iŜ kilku tych ludzi w Ŝaden Ŝywy sposób nie moŜe się złoŜyć w jednego człowieka. Mniemamy przeto, Ŝe nasze społeczeństwo – które jednym i tym samym uchem umie cierpliwie wysłuchać do końca wywo- 8 dów Chrystusa o powinności bliźniego i adwokata o konieczności połoŜenia aresztu na ruchomościach niewypłacalnego dłuŜnika, Improwizacji Mickiewicza i monologów Zawadzkiego – zechce choćby przez samą ciekawość dowiedzieć się, co myśli o sztuce człowiek szalony, który wychodzi moŜe z fałszywego załoŜenia, ale wnioskuje logicznie. A zresztą – jakie załoŜenie jest fałszywe, a jakie prawdziwe? Byliśmy zupełnie szczęśliwi i zadowoleni z naszych załoŜeń, aŜ tu nagle zjawił się Nordau i zdmuchnął nasze szczęście jak świecę. Dolał on jakiegoś gryzącego kwasu do naszych załoŜeń i dziw- nie prędko się rozłoŜyły... Skąd ten człowiek wziął ów kwas gryzący?... A moŜe kwas ten nazywa się „kwasem szaleństwa”? Wynikałoby z tego, Ŝe moralność nasza nie jest tym, co się w chemii nazywa Ŝywiołem, Ŝe moŜna ją rozkładać na pierwiastki. Ba, ten szalony człowiek idzie dalej. Twierdzi, Ŝe cnoty nasze nie są czymś jednolitym, lecz są podob- ne do tego, co się w metalurgii nazywa „kompozycją”. Wyraz kom- pozycja – to fatalny wyraz! Zastrzegamy się wyraźnie, Ŝe nie przeno- simy go tutaj z muzyki, lecz z metalurgii i Ŝe ani nam przez myśl nie przeszło wygłosić mniemanie, iŜ pokomponowaliśmy sobie cnoty! Tego nie mógłby twierdzić najszaleńszy człowiek! Z całym oburzeniem odtrącamy podobną myśl. Cnota jest cnotą i koniec, choć według Nordaua bywa aliaŜem. AliaŜ jest znowu aliaŜem, nie fikcją: trzeba być istotnie szaleńcem, aby aliaŜ nazy- wać fikcją! Wprawdzie ktoś twierdzi i to zdaje się, znowu ów Nordau, Ŝe płacimy za aliaŜ, a kupujemy cnotę i Ŝe aliaŜ, za który stosunkowo drogo płacimy, zawiera zaledwie jeden procent cnoty, a natomiast dziewięćdziesiąt dziewięć procent przymieszek. CzyŜby tak było?... Ha, wypadałoby zatem w chemicznym laboratorium logiki prze- prowadzić dokładną analizę owych przymieszek i pod względem ich reakcji na wszystkie moŜliwe odczynniki. Ale – czy podejmie się tego człowiek normalny?! Wątpimy. Pracę taką podjąć moŜe tylko człowiek szalony, obdarzony, jak wykazaliśmy wyŜej, nieulękłą logiką, człowiek, który chce i umie być konsekwentnym. 9 Bo szalony człowiek musi być konsekwentnym. Człowiek nor- malny nie jest do tego obowiązany. śycie udziela mu przywileju prowadzenia ksiąg duszy według podwójnej buchalterii: sumy stro- nic „Winien” i „Ma” zgadzają się, a Ŝe dusza prowadzi osobno rachunek „Moje” i „Twoje”, to na tym właśnie jej moralność po- lega. Tylko – trzeba znowu człowieka szalonego, aby to zobaczył. Wynika zatem z tego, iŜ człowiek szalony widzi wiele rzeczy, któ- rych nie widzą ludzie normalni. Posłuchajcie tedy człowieka szalo- nego – a przekląć go, wygnać lub spalić – na to macie zawsze jeszcze czas! LIST II Panie Ludwiku! Za pozwoleniem... Wszystko ma swoje granice i wolne są od tego przykrego wa- runku tylko takie rzeczy, jak przestrzeń, czas etc. Oburzenie Wa- sze nie jest ani czasem, ani przestrzenią, przeto musi podlegać jakiemuś ograniczeniu. List Wasz wywarł na mnie wraŜenie przygnębiające. Widzę te- raz dopiero z przeraźliwą jasnością, do jakiego stopnia jesteście człowiekiem normalnym. Oburzacie się, Ŝe zamierzam pisać o sztu- ce i podajecie następujące powody: 1) Ŝe się na sztuce nie znam, 2) Ŝe jestem człowiekiem szalonym i 3) Ŝe nie byłem za granicą. Na zarzuty powyŜsze zamierzam Wam odpowiedzieć w spo- sób wyczerpujący. Powiadacie, Ŝe się na sztuce nie znam, a zamierzam pisać o niej. Zarzut ten nie zawiera w sobie jeszcze nic anormalnego, gdyŜ u nas przewaŜnie się tak dzieje, iŜ o sztuce piszą tylko tacy, którzy się na niej nie znają. Nie chełpiłbym się tym! To potrafi czynić człowiek zupełnie normalny i reszta ludzi normalnych nie ma zazwyczaj nic 10 przeciw temu. Cała nowość, cała oryginalność stanowiska przyja- ciela Waszego polega na tym, iŜ trzeba być szalonym człowiekiem, aby nie znając się na sztuce, dojrzeć takie rzeczy, jakie znawcy przeoczyli. Jasne?... Idźmy dalej. Powiadacie, Ŝe nie powinienem pisać o sztuce, bo jestem czło- wiekiem szalonym, a ludzi szalonych nie słucha się, tylko wysyła do Tworek. Zarzut ten pragnę zdmuchnąć jednym zdaniem. U nas słuchają dopiero wtedy człowieka, kiedy oszaleje... MoŜe nie?... Kończmy. Powiadacie, Ŝe nie byłem za granicą. Byłem, kochany Panie Ludwiku, byłem wielokrotnie, tylko nie byłem w ParyŜu, a u ludzi normalnych nazywa się to nie być wcale za granicą, na co ludzie szaleni zapatrują się zgoła inaczej. I póki nie zrobię kreski pod ostatnim listem, nie pojadę do ParyŜa, panie Ludwiku! I dlatego, jeŜeli nie chcecie, aby Was irytacja rozniosła po bezmiernym wszechświecie, ograniczcie Wasze oburzenie, gdyŜ jestem czło- wiekiem szalonym, zatem upartym. Powinniście jeszcze z innych powodów ograniczyć wylewy Waszego normalnego oburzenia, gdyŜ koniecznym jest, abyście się uzbroili w cierpliwość; zamierzam bowiem, nie bywszy w ParyŜu, pisać o nim. Czynili to wprawdzie autorzy normalni, ale ja to czynić będę z innych pobudek. Jak człowiek doprowadzony do szaleństwa... Z argumentów waszych pozostało zatem smutne rumowisko, w którym to rumowisku nie powinniście grzebać, bo wygrzebiecie tylko Waszą hańbę. Swoją drogą zazdroszczę Wam czasem... Czemu?? Bo i ja byłem niegdyś człowiekiem normalnym i było mi w duszy cicho. Sumienie moje toczyło się niby kareta na gumach po wybo- jach wszystkich zagadnień. śycie było dla mnie jak talerz zupy pomidorowej; talerz ten stał przede mną, a los dał mi do ręki łyŜkę. UwaŜałem, Ŝe jedynym moim obowiązkiem było i mogło być: jeść ten talerz zupy, dopóki śmierć nie otrze mi ust całunem i nie po- wie: „Dość!” Gdy noc zapuszczała ciemną zasłonę na księgę moich dzien- nych czynności, sen bilansował aktywa i pasywa, a leniwe sumienie 11 nie wysyłało Ŝadnych komisji rewizyjnych dla sprawdzenia rachun- ków. Następny dzień był jak gdyby nowym Ŝyciem; brałem nową księgę, do ostatniej zaglądałem rzadko, do przedostatniej nigdy. śyłem tak z dnia na dzień, od bilansu do bilansu, podobnie jak nasze akcyjne towarzystwa, którym się jednak to wybacza ze wzglę- du na ową „normalność”. W umyśle moim istniały lądy i morza, rozpościerały się ogromne kontynenty, które się jeszcze wzajemnie nie poodkrywały. I tak: był kontynent ludzkości i znałem go doskonale. Był kontynent etyki – odbywałem po nim liczne podróŜe. Był wreszcie kontynent sztuki, lubiłem na nim spędzać zimowe miesiące. Jak rzekłem wy- Ŝej, te kontynenty istniały niezaleŜne od siebie i nie utrzymywały ze sobą Ŝadnych stosunków. Nie było jeszcze wtedy w mózgu moim Kolumba, który by im wskazał drogi do siebie. O, jakŜe byłem, wtedy szczęśliwy! Kiedy rozglądam się dziś po świecie za utraconym szczęściem, widzę z bólem całe legie twarzy, z których bije radość. Wywierają na mnie wraŜenie jasnych płócien, przed którymi nie stanęło jesz- cze Zastanowienie z pędzlem w ręku. Zaglądam do mózgu tych ludzi i widzę z przeraŜeniem, Ŝe w nich glob myśli rozdarty na takieŜ same lądy i morza, na takieŜ same kontynenty, Ŝe pojawiali się tam wprawdzie Kolumbowie, ale ogłoszono ich za ludzi szalo- nych i wygnano z mózgu... Sunę, człowiek szalony, do domu, a za mną płyną armie widm i upiorów, tłoczą się po schodach, popychają w sieni; chcę przed nimi drzwi zamknąć: nie dają mi, groŜą, wciskają się za mną. Sia- dam do wieczerzy: wyrywają chleb z ręki, odtrącają stół. Kładę się znuŜony na spoczynek: opadają mnie, zwlekają z łóŜka i wciąŜ groŜą, groŜą! Domownicy poglądają na mnie, kiwając znacząco głowami. Przyjaciele ściskają mi na ulicy niesłychanie czule rękę i odszedł- szy, ruszają ramionami. Znajomi unikają mnie. PrzecieŜ wiem doskonale, Ŝe jestem człowiekiem szalonym! Te- go mi nikt nie wyperswaduje... A jednak niegdyś, niegdyś nie byłem nim! Ile cichego, lubego szczęścia gnieździło się w mojej duszy! Gdyby zatem stać się jakimś cudem znowu człowiekiem nor- malnym? ByłoŜby mi lepiej? Przenigdy! Nie chcę! Nie chcę! Nie! Teraz byłoby mi juŜ stokroć gorzej... 12 Kto uszczknął owoc z drzewa wiadomości złego i dobrego, tego mogą wypędzić z raju, mogą mu kazać w bólu poczynać i w cierpieniu rodzić, mogą mu kazać drŜeć z głodu, chłodu i oba- wy zgonu, mogą mu wreszcie kazać umierać – ale on mimo to nie zechce nigdy zostać znowu – człowiekiem normalnym!... LIST III Ale, ale! W rozmachu myśli zapomniałem Wam odpowiedzieć na jeden z najwaŜniejszych zarzutów. Coście Wy, panie Ludwiku, powiedzieli o ksiąŜce Nordaua? śe to starzyzna? Panie Ludwiku!... Przypomniało mi się to dopiero w chwili, kiedy list wpuszcza- łem do skrzynki pocztowej. JuŜ palec wskazujący otrzymał z móz- gu rozkaz wstrzymania, ale knykieć drgnął i list zniknął w otworze. W pierwszej chwili chciałem biec na pocztę, aby zrobić zastrzeŜe- nie zwrotu, ale powiedziałem sobie, Ŝe daleko praktyczniej będzie po prostu wrócić do domu, siąść i napisać dalszy ciąg, dopełnienie. Paliło mnie. Szedłem dość Ŝwawo, potrącając przechodniów, ukła- dając sobie w głowie cały plan ataku na Was. Szykowałem argu- menty jak wojska, maskowałem po napoleońsku artylerię, która w zupełności zastąpiła miaŜdŜące szarŜe naszej skrzydlatej husarii – kiedy nagle zetknąłem się oko w oko z Bronką. To ta modelka, o której Wam juŜ raz wspominałem. Byłem na nią wściekły, Ŝe mi zaszła drogę; lękałem się bowiem, Ŝe mi jakiś argument uleci z gło- wy albo Ŝe uronię wątek rozumowania. Ale szelma dziewczyna schwyciła mnie za rękaw i zatrzymała. – Dokąd to tak spieszno człowiekowi szalonemu? Widzicie, juŜ nawet modelki wymyślają mi od szalonych! Od razu poprawił mi się humor i powiedziałem sobie, Ŝe do następnej poczty mam około pięciu godzin czasu. 13
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Listy człowieka szalonego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: