Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00180 006206 13650528 na godz. na dobę w sumie
Listy miłosne Marianny d’Alcoforado - ebook/pdf
Listy miłosne Marianny d’Alcoforado - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 48
Wydawca: Wydawnictwo Armoryka Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62173-55-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Listy to utwór literacki wydany w 1669 we Francji, zawierający pięć listów miłosnych portugalskiej Marianny d'Alcoforado zakonnicy do francuskiego oficera - prawdopodobnie do markiza Noëla Bouton de Chamilly - uznawany przez badaczy za arcydzieło literatury światowej oraz przykład wczesnej powieści epistolarnej. Od momentu wydania utwór cieszył się nadzwyczajną popularnością wśród czytelników, a kwestia ich autentyczności i autorstwa stała się przedmiotem zażartych dyskusji badaczy i myślicieli na przestrzeni kolejnych wieków.

Przekład i wstęp: Stanisław Przybyszewski

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Listy miłosne Marianny d’Alcoforado Listy miłosne Listy miłosne Marianny d’A’Alcoforado lcoforado Marianny d Przekład i wstęp Stanisława Przybyszewskiego Armoryka Sandomierz 2010 BIBLIOTEKA TRADYCJI EUROPEJSKIEJ, Nr 16 Autor: Marianna d Alcoforado (1640­1723) Redaktor serii: Joanna Sarwa Redaktor tomu: Władysław Kot Projekt okładki i opracowanie graficzne: Juliusz Susak Ilustracja na okładce jest wzorowana na obrazie Henriette Browne (1829­1901) Zakonnica (1859) Tekst książki według edycji:  Listy miłosne Marianny d Alcoforado, przekład i wstęp Stanisław Przybyszewski, Lwów 1920 Zachowano oryginalną pisownię  Copyright © 2010 by Wydawnictwo „Armoryka” Wydawnictwo ARMORYKA ul. Krucza 16 27­600 Sandomierz tel 15 833 21 41 e­mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl http://www.armoryka.strefa.pl/ ISBN 978­83­62173­55­6 W  »Lettre a d Alembert sur les spectacles« pisze Rousse­ au: „W ogólności kobiety nie ukochały żadnej sztuki,  nie znają się na żadnej i nie mają żadnego geniuszu.  Coś im się czasem uda w małych rzeczach, które nie wymagają nic  innego nad pewną lekkość umysłu, smaku, wdzięku, czasami nawet  trochę filozofii i rozumowania. Mogą sobie zdobyć wiedzę, erudy­ cyę, talenty i to wszystko, co się zdobywa za pomocą pracy. Ale tego ognia niebieskiego, który rozgrzewa i obejmuje duszę  ­ geniuszu, który pochłania i pożera, tej palącej wymowności, tych  przesłodkich ekstaz, które wnikają swą rozkoszą do głębi duszy,  tego wszystkiego nie znajdziesz w pismach kobiet: są one zimne  i ładne, jak ich twórczynie: będziesz podziwiał giętkość i wydat­ ność umysłu, ale nigdy nie natrafisz na ślad duszy. Ujrzysz je sto  razy więcej rozdrażnione, aniżeli roznamiętnione. Nie umieją one  opisać, ani czuć miłości... Wstęp Mógłbym się założyć o wszystkie skarby świata, że »Listy por­ tugalskie« były pisane przez mężczyznę.” Praszczur Strindbergów i Weiningerów naszych czasów prze­ grał zakład: listy te pisała rzeczywiście kobieta. Wprawdzie te wszystkie »skarby świata« mógłby ów szczęśli­ wiec, któryby się na taki zakład zgodził, dopiero 60 lat później  odebrać. Po raz pierwszy ukazały się te słynne listy portugalskie w 1669  r.   w   Paryżu   u   Claude   Barbin a.   Pierwsze   to   wydanie   opiewa  w przedmowie, że listy te są tłumaczone na język francuski z por­ 5 tugalskiego, a były pisane do kawalera wysokiego stanu, nazwiska  zaś tej, która pisała, ani tłumacza wydawca nie zna. Ale już kilka  miesięcy   po   ukazaniu   się   pierwszego   wydania   wyszło   drugie  w Holandyi, gdzie już pojawia się wyraźne oświadczenie, iż tym,  do którego te listy były zwrócone, jest chevalier de Chamilly, tłu­ maczem zaś hrabia de Cuilleraques. Barbin, wydawca paryski, zachęcony olbrzymim powodzeniem,  wydał w kilka miesięcy potem drugą część tych listów, o których  jednakowoż twierdzi, że są pisane w odrębnym stylu przez damę  z wielkiego świata. Sprytni   wydawcy   połączyli   pierwszą   część   listów,   pisanych  przez zakonnicę, z drugą, którą jakaś dama ponoć pisała, a rzeczy­ wiście jest fabrykatem słynnego na on czas adwokata, Suligny, ­  w jedną całość, a wreszcie pojawiły się te wszystkie listy tym ra­ zem z odpowiedziami owego kawalera, do którego były pisane. Ale  teraz już niema najmniejszej wzmianki o tym, że te listy apokry­ ficzne   są   pisane   »d un   style   differentc«,   jak   sumienny   Barbin  w przedmowie swej pisze, a wydał je jedynie dlatego, ponieważ  wierzył, że »cette difference pourrait plaire«. Publiczność oczywiście nie troszczyła się teraz o to, czy listy są  autentyczne   lub   nie,   pochłaniała   je   z   równą   zachłannością   jak  pierwsze pięć, nie zważając na olbrzymią różnice stylu, na całą  przepaść, jaka zachodzi między listami, sfabrykowanymi przez ja­ kiegoś »precieux«, a tak strasznie szczerymi, męczeńskimi, krwią  pisanymi z bólu oszalałej zakonnicy. Już krótko po ukazaniu się pierwszego wydania »Listów portu­ galskich« było głośną tajemnicą, zaczem jeszcze następne wydanie  wyraźnie nazwisko ujawniło, że bohaterem listów tych jest marsza­ łek Francyi de Chamilly. Noël Bouton, Marquiz de Chamilly pochodził ze starej i bardzo  poważnej burgundzkiej familii. Od najrychlejszej młodości służył  w wojsku, a ponieważ był niezwykle odważny, więc szybko awan­ sował. Wojna była jego rzemiosłem, a kiedy we Francyi pokój za­ 6 panował, nudził się Chamilly i zaciągnął pod sztandar słynnego ge­ nerała Schomberga, którego Portugalia najęła w walce o niepodle­ głość przeciw Hiszpanom. Schomberg zamianował go kapitanem  i postawił na czele całego regimentu jazdy, a Chamilly zakwatero­ wał się w Bei, małem miasteczku portugalskiem, którego wielką  ozdoba był klasztor Matki Boskiej Poczęcia, klasztor, w którym  16­letania   Marianna   d Alcoforado   miała   utracić   cichy,   pogodny  spokój duszy, w którym, jak sama opowiada, dotychczas żyła, utra­ cić go na zawsze przez lekkomyślnego junaka, zjadacza serc nie­ wieścich, 30­to letniego kapitana zaciężnego wojska francuzkiego. A był to wspaniały pan! Oto jak go charakteryzuje Saint­Simon w swoich  memoirach:  »Chamilly był w rzeczywistości tęgim i dość dobrze zbudowanym  mężczyzną; ale równocześnie był bardzo grubiański i tak głupi, tak  ciężki na umyśle, że gdy się na niego patrzało i jego bredni słucha­ ło, człowiek nie tylko, że nie był w stanie pojąć, by się w nim jakaś  kobieta rozkochać mogła, ale nawet wątpić należało, iżby mógł po­ siadać   jakiś   talent   wojenny.   Jeżeli   zrobił   w   ogóle   jakąś   karierę  mimo swej potwornej głupoty, to zawdzięcza to jedynie swej żonie,  mądrej i rozgarniętej osobie.  Znając dokładnie wartość swego męża, p. Chamilly na krok go  nie odstępowała, wszystko za niego robiła, a on nawet tego nie  miarkowała«. Ona to za pośrednictwem ministra Chamillarda wyjednała dla  niego łaskę marszałkowską. A potem dodaje: »To do niego były adresowane słynne listy por­ tugalskie jednej zakonnicy, którą poznał w Portugalii, a która z mi­ łości ku niemu oszalała«. Rozumiem całe zdziwienie Saint­Simo­ na, ale nieśmiertelna historia Tytanii z osłem powtarzała się zawsze  i powtarzać się będzie. Tej bezbrzeżnej głupocie, chełpliwości i nietaktowi marszałka  Chamilly mamy do zawdzięczenia jeden z najwspanialszych doku­ mentów duszy kobiecej w całym jej obłędzie miłosnym, jej bez­ 7 brzeżnej rozpaczy po utracie kochanka, jej nadludzkich uniesień,  przepastnych upadków. Bo nie dość było Chamillemu wojennych laurów, chełpił się wi­ docznie swemi zdobyczami i zwycięstwami nad sercami kobiet. Może nie chciano mu wierzyć, może pokpiwano sobie z starze­ jącego się Don Juana. Zaperzony, że ktoś ośmiela się powątpiewać,  daje jako dowód te biedne pięć listów, pięć krwawych ran, świeżą  jeszcze krwią ociekających, pięć listów, które byłyby kamień wzru­ szyły swą rozpaczną wymową, tylko nie serce zacnego marszałka. I listy te dostały się w równie godne ręce hrabiego de Cuillera­ ques, o którym ten sam Saint­Simon (niewyczerpane źródło do hi­ storyi czasów Ludwika XIV) mówi, że był to chełpliwy wyga, ob­ żartuch i błazen równocześnie, przyznaje jednak, że był sprytny,  nieźle miał w głowie i był w towarzystwie bardzo miły. Miał przyjaciół i żył na ich koszt, bo wszystko przepuścił; mimo  to rozrywano go na wszystkie strony. Słynny prefekt paryski Louvois powierzył mu redakcję urzędo­ wej gazety: »La Gazette«, a w kołach literackich też był znany, po­ noć nawet udzielał rad Racine owi i Boileau owi. Oczywiście, że  taki sprytny pan od razu się poznał na niezmiernej wartości literac­ kiej   listów   Marianny:   z   wiedzą,   czy   bez   wiedzy   Chamilly ego,  przetłumaczył je na język francuski i wydał. A zrobił na tym świet­ ny interes. W krótkim przeciągu czasu wyszło czterdzieści wydań. Szczęśliwa   Marianna   nie   dowiedziała   się   o   tym.   Byłaby   ze  wstydu   umarła,   gdyby   się   dowiedziała,   że   co   najwstydliwszego  było w jej duszy, w jej życiu, publicznie zostało obnażone. A zresztą nikt nie znał jej nazwiska. Sto lat po jej śmierci miało  się ono dopiero uwiecznić. Aż do roku 1810 nie wiedziano, kto był autorem tych listów. Po raz pierwszy ogłosił słynny hellenista za czasów Napoleona,  Boissonade, felieton w »Journal de l Empire«, dzisiejszym »Jour­ nal des Debars«, w którym pisze: „Czytacie i podziwiacie listy  portugalskie, a nie wiecie, kto je napisał. 8 List drugi wój oficer właśnie mi opowiadał, żeś był burzą zmuszony,  zarzucić kotwicę w Algarve. Lękam się, żeś musiał dużo  na morzu przecierpieć, a lęk ten tak mnie wypełnił, żem  przestała myśleć o całej mojej własnej męce. T A poza tym, czy Ty rzeczywiście myślisz, że Twój podkomend­ ny większy ma udział w tem, co się Tobie przydarzy, aniżeli ja?  Dlaczegoż on lepiej o wszystkiem wie, i dlaczego w ogóle do mnie  nie pisałeś? Byłabym w najwyższym stopniu nieszczęśliwa, gdybyś  nie był miał do tego sposobności, odkąd wyjechałeś, a jeszcze nie­ szczęśliwszą, gdybyś był miał sposobność, a nie pisał. Jesteś bezgranicznie niesprawiedliwy i niewdzięczny; ale głęb­ szą żałobą bolałoby moje serce, gdyby to miało nieszczęście na  Twoją głowę sprowadzić. Już wolę, że to wszystko pozostanie bez­ karne, aniżelibym chciała być pomszczoną. Z wszystkich sił opieram się wszystkim dowodom, któreby mnie  wreszcie przekonać musiały, że już mnie więcej nie kochasz, i wo­ lałabym się tysiąc kroć razy chętniej oddać swojej namiętności,  aniżeli posłuchać głosu rozsądku, który mi nakazuje skarżyć się na  twoją oziębłość. Ile męczarni byłbyś mógł mi oszczędzić, gdyby postępowanie  Twoje już w pierwszych dniach, gdym Cię ujrzała, było tak sobie  od niechcenia, jak mi się ono w ostatnich czasach wydało. Ale  któżby go nie był uważał za szczere? Ileż to nas kosztuje, jakich  długich wahań, zanim poczynamy powątpiewać o szczerości tych,  których kochamy! 19 Doskonale widzę, że najdrobniejsze uniewinnienie Ci wystar­ cza, a mimo, że się nawet nie raczysz kiedykolwiek o nie pokusić,  miłość moja służy Ci tak wiernie, że w żaden sposób nie jestem  w stanie Ciebie jako winnego osądzić, a jeżeli, to jedynie na to, by  Cię w niewysłowionem szczęściu uniewinnić. Nie pozostawiłeś mi ani spokoju, ani wytchnienia Twoimi usilnymi  zalotami; Twoja namiętność wprawiała mnie w drżenie, oszałamiałeś  mnie Twemi pochlebstwami, Twoje święte zaklęcia dawały mi pew­ ność; moje bezgraniczne zakochanie sprowadziło mnie na bezdroża,  a następstwem wszystkiego tego, co tak gładko i szczęśliwie się roz­ poczęło, nic, prócz snów, łkań i ciężkiej bolesnej śmierci, bez złudnej  pociechy, jakiejśkolwiek pomocy. Prawda, żem zaznała niepojętych  rozkoszy, gdym Cię kochała, ale kosztują mnie one teraz zbyt straszne  cierpienia. A ostrze tych wstrząśnień, które przez Ciebie w udziale mi  się dostały, wybiega zawsze daleko poza cel. Gdybym była uporczywie sprzeciwiała się zapędom Twej miło­ ści, gdybym Ci była dawała powody do cierpienia i zazdrości, aby  silniej jeszcze rozdmuchiwać ogień Twej namiętności i całkiem Cię  w moc moją dostać; gdybyś w postępowaniu mojem był zauważył  cośkolwiek, coby przebiegłość i podstęp było zdradzało, jednem  słowem: gdybym była się kierowała rozsądkiem, a nie przyrodzo­ nym pociągiem, który mnie ku Tobie skłonił, a któryś Ty mnie od  razu odczuć nauczył ­ o wtedy mógłbyś mnie srogo ukarać, i mocy  swej nade mną nadużywać z niejakim przebłyskiem sprawiedliwo­ ści, chociażby wszystkie moje starania i zakusy zostały z pewno­ ścią bez skutku. Ale wydawałeś mi się być godnym mej miłości, zanim mi jesz­ cze powiedziałeś, że mnie kochasz; okazałeś mi się w silnem, na­ miętnem uniesieniu, byłam oślepiona, i oddałam się mej miłości ku  Tobie, bez myśli i bez rozumu. Ty nie byłeś tak ślepy jak ja; i cze­ muś mnie pogrążył w ten nędzny stan, w jakim się teraz znajduję?  Czegoś właściwie chciał od mej miłości, która Ci się przecież tylko  ciężarem stać mogła w całym swym bezmiarze? 20 Wiedziałeś bardzo dobrze, że na zawsze w Portugalii pozostać  nie   możesz.   I   dlaczegoż   zapragnąłeś,   wybrać   właśnie   mnie,   by  mnie w takie nieszczęście wtrącić? Przecież byłbyś mógł bez wąt­ pienia znaleźć tu kobietę, piękniejszą ode mnie, a któraby Ci była  mogła służyć do równych rozkoszy, boś szukał tylko takich, które  są pośledniejszego gatunku: kobietę, któraby Cię była wiernie ko­ chała, jak długobyś przy niej był pozostał, którąby czas był pocie­ szył wskutek rozłąki, a którąbyś był mógł porzucić bez wyrzutu, że  stajesz się wiarołomnym i okrutnym. Postąpiłeś sobie raczej jako  tyran, który się na to uwziął, by mnie udręczyć, aniżeli jako kocha­ nek, który powinien myśleć, by kochankę swoją w wieczny za­ chwyt wprawiać. I dlaczego, na Boga, pragniesz być tak twardym  i nieubłaganym dla serca, które li Tobie tylko przynależy? Wiem aż nadto dobrze, że uprzedzić się do mnie równie Ci ła­ two, jak mnie, by się całkiem na Twoją korzyść odmienić. Nie by­ łabym potrzebowała całej mojej miłości ani nawet poczucia, że coś  nadzwyczajnego dla siebie robię, a już zdołałabym sprzeciwić się  całkiem innym i lepszym cokolwiek powodom, jak te, które Cię  spowodowały, by mnie opuścić! Byłyby mi się wydały słabe i ni­ kłe, a w całym świecie nie byłyby się takie znalazły, któreby mnie  od Twego boku odciągnąć zdołały. Aleś Ty pragnął tylko posłużyć się pierwszym lepszym pozo­ rem, by móc powrócić do Francyi. Okręt odpływał. Czemuś mu nie pozwolił odpłynąć? Rodzina Twoja Ci pisała. A czy nie wiesz o tem wszystkiem, com ja od mojej przecier­ pieć musiała? Honor Twój nakazywał Ci, byś mnie opuścił. A ja?  Czym ja myślała o mej czci i honorze? Musiałeś wracać do ojczy­ zny, by Twemu królowi służyć. Jeżeli to wszystko, co o nim opo­ wiadają, jest prawdą, to zaiste nie potrzebował on Twojej pomocy,  i łatwo mógł Cię zwolnić z Twych obowiązków. 21 Ach, jakabym ja była szczęśliwa, gdyby mi dane mi było, całe  życie spędzić przy Tobie! Ale jeżeli to była wola przeznaczenia, że okrutna rozłąka miała  nas rozdzielić, to jednakowoż myślę, że winnam się weselić, iż nie  postąpiłam  wiarołomnie,  a za  żadne skarby świata nie  byłabym  w stanie na taką podłość się zdobyć. Wiem, och wiem, że Cię kocham aż do obłędu. A jednakowoż  nie skarżę się na obłąkaną moc całej mej miłości. Przyzwyczaiłam  się do wszystkich jej męczarń i udręczeń, a nie mogłabym żyć bez  tego szczęścia, które odczuwam w mej miłości ku Tobie w tysią­ cach straszliwych tortur. Ale bezustannie zamęczam się nudą i zniechęceniem do wszyst­ kiego. Moja rodzina, moi przyjaciele, ten klasztor tu, to wszystko  stało mi się wstrętnem i nie do zniesienia. Nienawidzę wszystkiego, na com zmuszona patrzeć, wszystkie­ go, co mi przymus robić każe. I tak zazdrosna czuję się w mej mi­ łości, że zdaje mi się, jakoby wszystkie moje czynności, wszystkie  moje obowiązki powinny się odnosić do Ciebie. Wiesz, ja mam  wyrzuty sumienia, jeżeli jednej sekundy mego życia Tobie w ofie­ rze nie składam. Cóżbym ja najbiedniejsza z biednych zrobiła bez  całej mej nienawiści i całej mej miłości, która moje serce wypeł­ nia! Czyżbym ja może mogła przeżyć to wszystko, w czem bezu­ stannie wszystkie moje siły skupione, czyżbym była w stanie pro­ wadzić spokojne i obojętne życie! Nie! Nigdybym się nie mogła  przyzwyczaić do życia tak czczego i tak bez treści. Wszyscy ludzie zauważyli zupełną zmianę w mojej istocie, po­ stępowaniu  mojem  i  osobie.  Mówiła  o  tem  ze  mną  przeorysza,  z początku surowo a potem z niejakiem wymiarkowaniem. Com jej  odpowiedziała, nie wiem. Zdaje mi się, żem się z wszystkiego wy­ spowiadała. Nawet najsurowsze mniszki mają litość nade mną, i ta  je skłania, by mi okazywać współczucie i zmiłowanie. Wszyscy są  wzruszeni moją miłością, tylko Ty jeden nie przestajesz być cał­ kiem obojętny, a jeżeli piszesz, to nic, prócz zimnych listów, peł­ 22 nych  wiecznych  powtarzań,  połowa  papieru niezapisana,  tak,  że  całkiem ordynarnie pokazujesz, jak utęskniony był Ci koniec. Dona   Brites   męczyła   mnie   niedawno   tak   bardzo,   by   mnie  z mego pokoju wyciągnąć, a ponieważ myślała, że toby mnie mo­ gło rozerwać, poprowadziła mnie na spacer na werandę, skąd moż­ na  widzieć  bramy  Mertoli.   Jak  tylko  tam   weszłam,   opadł   mnie  straszny ciężar bezlitosnych wspomnień, tak, że całą resztę dnia  przepłakałam. Zaprowadziła mnie z powrotem do pokoju, gdziem się rzuciła  na łóżko i myślałam o tem, jak nikłe są widoki, że mogłabym zno­ wu kiedykolwiek powrócić do zdrowia. To wszystko, co się tu robi,  by mnie pocieszyć, zaostrza moje cierpienia, a nawet środki leczni­ cze są dla mnie tylko dalszą przyczyną męczarni. Tam widziałam ­ ach jak często ­ jakeś przechodził z postawą  i wejrzeniem, które mnie oczarowały, i przy tem oknie stałam one­ go nieszczęsnego dnia, kiedy po raz pierwszy uczułam pierwsze  oznaki mej zgubnej miłości. Zdawało mi się, jakobyś się starał, mnie się przypodobać, pomi­ mo, żeś mnie jeszcze nie znał. Byłam pewna, żeś mnie zauważył  miedzy wszystkiemi, z któremi byłam razem, a jakeś przystanął,  wyobraziłam sobie, żeś zapragnął, bym Cię dokładnie ujrzeć i całą  Twoją zręczność i śmiałość, z jaką konia ostrogami wspiąłeś, po­ dziwiać   mogła.   Byłam   wylęknioną,   gdyś   go   zmusił   do   wzięcia  ciężkiej przeszkody. Jednem słowem, czułam się nagle silnie opa­ nowaną przez wszystko, coś robił, już wtedy czułam, że nie jesteś mi  obojętny, a wszystkie Twoje czyny i zabiegi odnosiłam do siebie. Znasz aż nadto dobrze ciąg dalszy tego, co się tu rozpoczęło,  ale chociażbym nie potrzebowała Cię oszczędzać, nie powinnam  wywoływać w Tobie wspomnień, z lęku, by Cię nie obciążać więk­ szą jeszcze winą, jaką jest w rzeczywistości ­ o ile to w ogóle było­ by możliwem ­ a poza tem, aby nie być zmuszoną, czynić sobie  wyrzutów, że robiłam sobie tyle daremny trud, by Cię zmusić, abyś  mi pozostał wierny. 23 Nie chcesz nim być, nie! Jakżebym zresztą mogła spodziewać  się od mych listów i oskarżeń tego, czego miłość moja i moje odda­ nie się wobec Twej niewdzięczności zdziałać nie zdołało? Aż nadto jestem przeświadczona o mojem nieszczęściu. Twoje  niesprawiedliwe postępowanie nie pozwala mi ani na jedno mgnie­ nie oka wątpić; odkąd mnie porzuciłeś, niema nic, czegobym nie  była zmuszona się lękać. Czyżbym ja miała być sama jedna, która się Tobą zachwyca,  dlaczegóżby nie miało być innych jeszcze oczu, które Twój blask  oślepił?  Zdaje  mi  się,   że  nie  zasmuciłoby  mnie  to,   gdyby  inne  uczucia moje własne poniekąd usprawiedliwiały, pragnęłabym na­ wet, byś wszystkie kobiety we Francyi w zachwyt wprawił, a żadna  Cię nie kochała, i Tobie każda obojętną była. To jest śmieszna, nie­ możliwa myśl, wiem o tem dobrze. Ale odczułam aż do uprzykrze­ nia, żeś nie jest w stanie wywzajemnić się jakąś większą stałością,  i że mógłbyś o mnie bez wszelkiej obcej pomocy zapomnieć, nawet  nie potrzebowałaby Cię do tego zmuszać nowa miłostka. A może  pragnęłabym jednakowoż, byś miał jakiś rozumny powód; byłabym  wtedy co prawda nieszczęśliwszą jeszcze, Ty jednakowoż mniejszą  winą obarczony. Jest mi jasnem, że cały Twój czas strawisz we Francyi bez nie­ zwykłych rozrywek, ale w wolności i swobodzie. Pozostaniesz tam,  bo czujesz się zmęczony po długiej podróży, opływasz w wygody  i lękasz się, że nie możesz wtórować mej rozżagwionej miłości.  O, zaiste, nie masz się czego mnie lękać! Będę już zadowoloną, je­ żeli Cię raz na jakiś czas ujrzę i jak tylko wiedzieć będę, że miesz­ kamy w tym samym kraju. Ale może całkiem się mylę, a inna kobieta przykuje Cię silniej  do siebie twardą i zimną pogardliwością, aniżeli ja zdołałam tem  wszystkiem, w czem woli Twej powolną byłam? Czyż mogłoby to być możliwem, że złe obchodzenie się z Tobą  mogłoby   Cię   silniej   rozpalać?  Ale   zaczem   odważysz  się  rzucić  w rzeczywiście wielką namiętność, to pomyśl o tych bezgranicz­ 24 List trzeci C o się ma ze mną stać? I co chcesz, abym uczyniła? Jak da­ leko czuję się oddaloną od tego wszystkiego, co mi się  swego czasu majaczyło! Spodziewałam się, że z wszyst­ kich tych miejscowości, przez które przejeżdżać będziesz, listy od  Ciebie otrzymywać będę i to rzeczywiście długie listy. Wierzyłam,  że będziesz sycić miłość moją nadzieją, iż Cię znowu ujrzę, i my­ ślałam, że znajdę ukojenie w tem silnem przeświadczeniu, iż mi  pozostaniesz wierny. W ten sposób wydawało mi się możliwem, że  będę mogła wyżyć bez ostatecznych utrapień. A nawet snułam lek­ kie plany, by wszystkie siły, jakie jeszcze mam, wytężyć, aby wy­ zdrowieć, chociażbym zyskała pewność, żeś o mnie już całkiem za­ pomniał.   Rozłąka   z   Tobą,   kilkakrotne   zakusy   pogrążenia   się  w praktyce religijnej, lęk, by nie zniszczyć całkowicie tej odrobiny  zdrowia przez tyle bezsennych nocy i udręczeń, ta odrobina nadziei  Twego powrotu, Twoja ostygła namiętność, ta oziębłość, z jaką się  ze mną żegnałeś, odjazd Twój, spowodowany dość nędznymi wy­ biegami;   to  wszystko,   tysiąc  innych  równie  dobrych,   jak  niepo­ trzebnych przyczyn, mogłyby mi dać jako tako pewną ostoję, gdy­ bym jej potrzebowała. A jak się okazuje, byłam to ja sama, przeciw  której walkę wszcząć musiałam, a z pewnością nie miałam wyobra­ żenia, jak byłam słabą, ani przewidzieć nie mogłam tego wszyst­ kiego, co teraz przecierpieć muszę. Ja, biedne stworzenie, do jakiejż litości ja nie mam prawa, skoro  nie mogę z Tobą podzielić mego cierpienia, a muszę się samą, sa­ miuteńką widzieć, oddaną na łup mego nieszczęścia! 28 To przeświadczenie zabija mnie. Umieram z przerażenia, na tę  myśl, że Ty przy wszystkich naszych rozkoszach nie odczuwałeś  nic z całej istotnej głębi. Och tak, tak. Teraz dopiero widzę, jak fał­ szywą była Twoja miłostka. Zdradzałeś mnie za każdym razem,  gdyś mi mówił, że najwyższą rozkoszą dla Ciebie, być ze mną ra­ zem sam na sam. Jedynie tylko mojej własnej, wytrwałej miłości zawdzięczam  całą Twoją miłość i miłosne uniesienie. Na zimno powziąłeś za­ miar, by krew moją do pożaru rozżagwić. Miłość moją uważałeś  jako zdobyte zwycięztwo, ale serce Twoje nigdy nie zabiło goręt­ szym porywem. Ale nie jestżeś nieszczęśliwy i tak całkiem wyzby­ ty z wszelkiej uczuciowej delikatności, żeś nie umiał lepiej wyzy­ skać mojej bezgranicznej miłości? I jakżeż to się stać mogło, że  przy takim ogromie mej miłości nie mogłam Ci dać szczęścia do  syta? Z miłości ku Tobie opłakuję niewyczerpane rozkosze, któreś  utracił. Co za nieszczęśliwy los nie pozwolił Ci ich do dna wyczer­ pać! Och, gdybyś je tylko był zaznał, z pewnością byłbyś się do­ wiedział, że są one niewątpliwie więcej warte, jak to zadośćuczy­ nienie, żeś mnie oszukał, i że stokroć wiekszem szczęściem i głęb­ szą rozkoszą jest kochać z całą namiętnością, aniżeli być kochaną.  Ani nie wiem, czem jestem, ani co czynię, ani czegom jest spra­ gniona. Jestem w strasznej rozterce tysiącem sprzecznych uczuć.  Czyż można sobie nędzniejszy stan wystawić? Kocham   Cię   do   obłędu,   a   może   nawet   nie   jestem   w   stanie  zgwałcić moje serce, by zapragnęło, abyś musiał znosić męczarnie  również gwałtownej miłości. Samabym się zabiła, a gdybym tego  uczynić nie zdołała, umarłabym w udręczeniu, gdybym była pew­ ną, że nigdy spokoju nie znajdziesz, że Twoje życie niczem nie jest  prócz rozpaczą i marnością, że płaczesz bez ukojenia, a wszystko  Ci jest wstrętnem i nienawistnem. Nie mam dosyć sił, by udźwi­ gnąć ciężar własnych cierpień; jakżebym mogła ponieść te, któreby  mi Twoje nieszczęście zgotowało, a któreby tysiąckrotnie boleśniej  na mych barkach spoczęły? Ale również nie mogę się do tego stop­ 29 mnie zależało. Próbuję w tej chwili uniewinnić Waćpana i rozu­ miem to bardzo dobrze, że zakonnica nie bardzo się na to nadaje,  by miłość wywołać. Ale potem wydaje mi się zaraz, że, gdyby  mężczyźni byli zdolni posłuchać głosu rozsądku, jaki wybór w mi­ łości   uczynić   należy,   to   właśnie   przekładaliby   mniszki   ponad  wszelkie inne kobiety. Bo nic nie istnieje, coby właśnie mniszkom  mogło przeszkadzać, bezustannie myśleć tylko o ich miłości: nie są  rozproszone przez te tysięczne rzeczy, które wypełniają i na drza­ zgi rozczepiają życie kobiet, które w świecie żyją. A wydaje mi się,  że nie musi to być zbyt wielką przyjemnością, jeżeli się widzi, że  te, które się kocha, zajęte są tysiącznemi fatałaszkami, i trzeba już  mieć nadzwyczaj mało delikatności uczuć, by nie popaść w roz­ pacz, gdy się słyszy, jak o niczem innem nie mówią, prócz o towa­ rzystwie, strojach i przechadzkach. Bezustannie jest się oddanym  na łup zazdrości, bo przecież one są zmuszone, okazywać grzecz­ ność i przystępność i z wszystkimi się zabawiać. A któż może być  pewnym, że nie odczuwają pewnej przyjemności przy całej tej wol­ ności, a przeciwnie skłaniają się ku swym małżonkom jedynie tyl­ ko z ostatecznym wstrętem i odrazą! A jaką nieufnością muszą da­ rzyć kochanka, który nie każe się im spowiadać z każdej ich czyn­ ności, a na ślepo i bez niepokoju wierzy w to, co mu powiedzą  i z największym zaufaniem i najzupełniejszym spokojem na to pa­ trzy, gdy muszą swe obowiązki małżeńskie spełniać. Ale nie jest to mojem życzeniem, by Waćpanowi do rozsądku  przemawiać i Go przekonać, że powinienby mnie kochać. To są  nieskończenie marne środki, a ja już przecież zużyłam bezskutecz­ nie takie, które były bez porównania lepsze. Wiem aż nadto do­ brze, jak nieubłaganym jest mój los, bym się kusić miała, mu się  sprzeciwić: przez całe moje życie pozostanę nieszczęśliwą. A czyż nie byłam już nią wtedy, gdym codziennie Waćpana wi­ dywała? O mało nie umierałam z lęku, że mi się sprzeniewierzysz;  chciałam Go widzieć w każdej chwili i porze dnia, ale to było nie­ możliwem; lękałam się niebezpieczeństwa, na jakie Waćpan był  42 narażony, gdy przychodził do klasztoru, żyć przestawałam, gdyś  nie był w obozie; byłam zrozpaczona, że nie jestem piękniejszą  i godniejszą Waćpana; bolałam nad moim skromnym stanem; czę­ stokroć zbierał mnie lęk, że skłonność, którą Waćpan zdawał się  żywić ku mnie, mogłaby Mu w jakikolwiek sposób szkodzić; uro­ iło mi się, że nie dosyć jeszcze Go kocham; obawiałam się dla  Waćpana gniewu mojej rodziny; jednem słowem, przeżywałam ta­ kie same marne życie, jakiem teraz żyje. Gdybyś był Waćpan po swoim odjeździe z Portugalii dał mi ja­ kiśkolwiek dowód swej miłości, byłabym była wszystko uczyniła,  co jest w mej mocy, aby się ztąd wydostać. Byłabym się przebrała,  by stąd uciec i Waćpana odszukać. A pomyśl Waćpan tylko, coby się było ze mną stało, gdybym  była przyjechała do Francyi, a Waćpan się o mnie nie zatroszczył!  W jaki  stan  rozczarowania  i obłędnej  rozpaczy nie  musiałabym  była popaść! A jaką bez graniczną hańbę byłabym sprowadziła na głowę mej  rodziny, która mi jest tak drogą teraz, gdym przestała Waćpana ko­ chać! Z listu mego widzi Waćpan, jak już teraz jasno pojmuje, jak ła­ two mogłoby być możliwem, bym mogła wpaść w daleko większe  jeszcze nieszczęście, jak to, w któreś mnie Waćpan wtrącił. Przemawiam do Waćpana całkiem rozsądnie, przynajmniej raz  jeden w mojem życiu. Och, jak Waćpan będzie zachwycony, że tak  się opanowałam jak będzie ze mnie zadowolony! Ale ja już o tem  dowiedzieć się nie chcę. Już Waćpana prosiłam, by mi więcej nie  pisał i raz jeszcze Go o to proszę. Czyś Waćpan nigdy, chociażby  na jedną chwilkę, o tem nie pomyślał, jak się ze mną obszedł? I ni­ gdy Mu to na myśl nie przyszło, że ma wobec mnie daleko większe  zobowiązania, aniżeli wobec kogokolwiekbądź na całym świecie? Kochałam Waćpana, jak tylko w obłędzie kochać można. Jak ja  pogardzałam wszystkiem innem! 43 Waćpan   nie   postępował   wobec   mnie   tak,   jakby   przystało   na  człowieka czci i  honoru! Musiałeś Waćpan mieć do mnie jakiś  przyrodzony wstręt, jeśliś mnie nie zdołał pokochać bezpamiętnie. Pozwoliłam się oszołomić bardzo zwykłymi przymiotami. Coś  Waćpan właściwie uczynił, coby mnie mogło dla Niego ująć? Coś  mi poświęcił? Czyś Waćpan nie szukał tysiąca innych rozrywek?  Czyś może dla mnie zaniechał gry i łowów? Azaliś nie był pierw­ szym, który łączył się z armią, a ostatnim który wracał? Czyś nie  wystawiał się z warjacką fantazyą na niebezpieczeństwa, mimo,  żem Waćpana błagała, byś się oszczędzał? Nie poczyniłeś Waćpan  żadnego kroku, by móc pozostać w Portugalii, gdzieś się cieszył  ogólnym   szacunkiem.   List   Jego   brata   wystarczył,   byś   udał   się  w podróż bez jednej chwili wahania. A czyżem się nie dowiedziała,  że podczas całej podróży byłeś Waćpan w jak najlepszem usposo­ bieniu? Czuję, że jestem zniewoloną, przyznać się, iż muszę Waćpana  śmiertelnie nienawidzić. Och, wiem, wiem dobrze, żem sama to całe nieszczęście na sie­ bie sprowadziła. Z zbyt wielką ufnością przyzwyczaiłam Waćpana  od samego początku do tej wielkiej namiętności, a trzeba być fał­ szywą i chytrą, by kazać się kochać. Trzeba ustawicznie chytrze  i przebiegle szukać środków, aby wciąż na nowo rozpalać kochan­ ka, miłość sama nie spłodzi miłości. Waćpan zapragnąłeś, bym Go  kochała, a jakeś ten zamiar powziął, nic nie istniało, coby Go po­ wstrzymać mogło, aby go nie przeprowadzić. Byłbyś się nawet na  to zdobył, by mnie pokochać, jeżeliby to wydawało się koniecz­ nem. Ale zbyt rychło przekonałeś się, że i bez miłości dopniesz  swego celu, i wcale Ci ona nie była potrzebną. Och, co za podły i niski postępek! Czyś Waćpan rzeczywiście myślał, że wolno Mu tak bezkarnie  mnie oszukiwać? Gdyby kiedykolwiek jakiś wypadek miał Waćpana tu dotąd za­ wieruszyć, to mogę Go zapewnić, że oddam Go na pastwę zemsty  44 mej rodziny. Żyłam długo, w stanie poświęcania się samej siebie  i w ubóstwianiu bożyszcza ­ w stanie, który dreszczem przerażenia  mnie zdejmuje, a moje wyrzuty sumienia smagają mnie z nieubła­ ganem okrucieństwem. Widzę jak na dłoni, jak hańbiące są moje  zbrodnie, któreś mnie Waćpan popełniać zmuszał, a już niestety nie  wypełnia mnie ta ślepa namiętność, która nie dozwoliłaby mi uj­ rzeć całego ich ogromu. O kiedyż nadejdzie czas, gdy się uczuję  wyzwoloną z tych wszystkich męczarni?! A mimo to wszystko zdaje mi się, że nie życzę Mu coś złego, że  nawet mogłabym się pogodzić z tem życzeniem, byś był szczęśli­ wy. Ale jakżeż nim być możesz, jeżeli masz w ogóle jakieś serce? Chciałabym raz jeszcze do Waćpana napisać, aby mu udowod­ nić, że po niejakimś czasie przecież się trochę uspokoiłam. Jaką  rozkosz mi to sprawi, że będę mogła mu w oczy cisnąć wyrzuty za  jego niegodziwe zachowanie się wtedy, gdy już mniej mi serce  krwawić się będzie; pokazać Mu, że Nim pogardzam, że mówię  o   Jego   zdradzie   z   najgłębszą   obojętnością,   że   zapomniałam  o wszystkich mych rozkoszach i udręczeniach, i że nigdy o Nim nie  myślę, prócz wtedy, gdy zechcę. Przyznaję, żeś Waćpan miał wielką przewagę nade mną i żeś  mnie zniewolił, iż Cię aż do obłędu pokochałam, ale nie masz się  znowu czem tak bardzo pysznić. Byłam młodą, łatwowierną, za­ mknięto mnie tu w klasztorze od dzieciństwa; widziałam wokół  siebie tylko nieprzyjemnych ludzi; nigdy nie słyszałam tego rodza­ ju pochlebstw, jakiemiś mnie Waćpan bezustannie zasypywał; zda­ wało mi się, że Jemu zawdzięczam ten wdzięk i piękność, którąś  we mnie odnajdywał, i na którą oczy moje otworzyłeś; słyszałam  o Waćpanu li tylko rzeczy pochlebne, czyniłeś Waćpan wszystko,  by   tylko   miłość   we   mnie   rozbudzić.   Ale   teraz   wydobyłam   się  z tego zaczarowanego koła: Waćpan przysłużył mi się ogromną po­ mocą, a szczerze się przyznaję, że potrzebowałam jej w najwyż­ szym stopniu. Jeżeli teraz odsyłam listy Waćpana, to te dwa ostat­ nie któreś mi napisał, chować, i w nich rozczytywać się będę bez  45 końca,   daleko   gorliwiej,   aniżeli   w   pierwszych.   To   będzie   moją  obroną przed dawną słabością. Ale jak drogo mnie one kosztują i jakbym pragnęła, abyś był ze­ zwolił, bym Cię nie była przestała kochać. Wiem bardzo dobrze, że zbyt dużo jeszcze jestem zajęta moimi  wyrzutami i zdradą Waćpana, ale Waćpan nie powinien zapomnieć,  żem sobie samej ślubowała spokojniejsze życie i albo je osiągnę,  albo też postanowię rozpaczliwy krok, o jakim się Waćpan bez  zbytecznego wzruszenia i żalu dowie. I już nic więcej od WPana sobie nie życzę. To prosty obłęd, że  Mu to tak często i tyle razy powtarzam. A jest koniecznem, bym  wybiła sobie Waćpana z myśli i o Nim zapomniała. I nawet wierzę w to, że już nigdy do Niego nie napiszę. Czyż może jestem zobowiązaną, dawać mu dokładną sprawę  z tego, jak uczucia moje się zmieniają? 46 Spis treści Wstęp     5 List pierwszy     15 List drugi     19 List trzeci     28 List czwarty     33 List piąty     38
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Listy miłosne Marianny d’Alcoforado
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: