Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00058 009754 11018350 na godz. na dobę w sumie
Listy różne II - ebook/pdf
Listy różne II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 170
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883–242–1520–1 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Listy różne II - to zbiór mini felietonów emocjonalnych. Świat emocji z reguły skrywany, bądź ubierany w panujące w danym okresie mody, często nie w pełni obrazuje jak bardzo one rządzą człowiekiem, jak jakiś drobny fakt może spowodować wyładowanie nawet obok tego faktu, ale ściśle się z nim wiążące...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Listy różne II Grażyna Markiewicz Listy różne II Listy różne II Grażyna Markiewicz Kraków © Copyright by Grażyna Markiewicz and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 ISBN 97883–242–1520–1 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Wanda Lohman Okładka i ilustracje Grażyna Markiewicz www.universitas.com.pl Sęk Maleńkie drzewko rosnąc puszcza gałązki – z nich czer- pie pożywienie. One karmiąc dają szanse przetrwania dalszego. Jednak małe, wątłe w trakcie wzrastania są uszkadzane. Łamane przez wiatr, zwierzęta, ale również przez dotyk innych drzewek. Połamane gałązki – jedne dość dokładnie przy samym głównym pieńku – po tych najczęściej ślad nie pozostanie. Inne trochę dalej, mniej dokładnie. Najpierw sterczeć będą jako drobne patyczki na drzewie, później drzewo je zorganizuje – otoczy swo- imi warstwami. Znikną z powierzchni – wciągnięte jakby w głąb przez tworzone warstwy obrastające co roku – co roku jedna. Niepotrzebne resztki gałązek, każda z nich była podstawą dalszego rozwoju – teraz zamknięta tkwi w drzewa strukturze – tworzy – sęk. Myśli człowieka, te wczesne dziecięce i młodzieńcze mają różny charakter, różne natężenie. Z jednych rozwi- nęły się główne nurty Twoje, inne poszły w zapomnie- nie. Każda z nich współtworzyła istotę naszą, naszą od- 5 rębność, inność – ich sens istnienia to powstanie pnia naszego – tego, czym tak naprawdę jesteśmy, czym się szczycimy. Te już niepotrzebne, wykorzystane, stały się sękami – sękami myśli naszych. Często o nich nie pamię- tamy, często zapominamy, a one przecież jak sęki wbu- dowane są w nas – tak jak w drzewie – to one nas współ- tworzyły. Tym sękom – naszym myślom przerwanym, połama- nym, zapomnianym dedykuję obrazki tej książeczki – starając się w ten sposób do nich wrócić. 6 7 MÓJ GŁOS Symbole To, że konstytucja Stanów Zjednoczonych jest od naszej pierwszej nieco starsza, to nic. To, że w prawie Stanów flagę państwową można bezcześcić (spalenie), to ich prawo, i to nie tylko prawo stanowione, również przy- zwolenie społeczne. To w żaden sposób nie powinno się przekładać na nasze zwyczaje, naszą kulturę – kulturę już ponadtysiącletnią. W naszej kulturze symbole były otaczane czcią. Te symbole to zarówno pieśni, poczyna- jąc od Bogurodzicy, i późniejsze – Hymn, Rota, ale i ko- ścielne, jak Maryjo Królowo Polski, a nawet takie, które kojarzą się wyjątkowo, jak Czerwone Maki. Każda z nich na nas oddziałuje, każda powoduje wspomnienie i nie- ważne, czy przez opowiadania, nauczanie historii, czy też film, gdzie Bogurodzica w uszach nam brzmi i wyzwala energię, która wtedy Tamtych do boju zagrzewała. Tylko wtedy, gdy mamy te korzenie, z którymi się utożsamia- my, jesteśmy ciągłością – ciągłością narodu. Dziś bardzo boimy się tych określeń, bo tak się nas uczy, najchętniej 11 wpisując nas w świat ludzkości. A to jest błąd – człowiek zawsze dążył do grupowania się, poczynając od rodziny, poprzez grupę plemienną, do narodu i dalej do społecz- ności, teraz europejskiej, a jeszcze dalej ludzkości świa- towej. Tę kolejność poszczególnych przynależności po- winno się rozumieć. Symbole muzyczne w wielu kulturach, narodach – one istnieją. Raz to są bębny, innym razem flet zarezerwowany tylko dla mężczyzn, i tylko w ważnych chwilach, budują- cy emocje. Symbolika chorągwi, sztandarów, pod który- mi walczono – zginąć za chorągiew to był honor, bo ona oznaczała przynależność do wspólnoty, dla której i życie można, należy poświęcić. Przypomnę, że u nas symbol sztandarów nawet w czasach PRL -u był wykorzystywa- ny, każda organizacja, w tym PZPR, swój posiadała, przy- pomnę jego „wyprowadzenie”, które też z czcią należną się odbywało – przecież ten sztandar też jednoczył sporą grupę ludzi. Flagi narodowe – proszę popatrzyć choćby na igrzyska sportowe, gdy te flagi przy każdym zwycię- stwie wędrują na szczyt masztów, co odczuwa zwycięz- ca, co my odczuwamy, jak nie dumę, radość przynależ- ności, jedność w tej radości. Biało -czerwona radość nasza – wywieszam z dumą w każde święto, teraz szczególnie ciesząc się wolnością. Symbole religijne w naszej polskiej kulturze są bliższe rozumieniu również patriotycznemu, od przyjęcia chrztu mieszały się – to niedobre określenie – bardziej nakładały się, współistniały, często współdziałały emocje religijne i państwowe. Również i dzisiaj jest problemem oddzie- 12 lenie ich, bo „Święta Panienka” królowa Tatr, Podhala, Święte Panienki w każdej części Polski z wielką Królową – Królową Polski. I Krzyż jako symbol w powszechnym rozumieniu przede wszystkim cierpienia i smutku. Za- nim doszło do chryi wokół krzyża prezydenckiego, ten krzyż postawiony jednoczył w smutku, w tym szczegól- nym nastroju wspólnej tragedii. Dla jednych związany ściśle z wiarą, dla innych z symbolem tragedii, dla nie- wierzących – myślę, że też nie budził protestu. W naszej kulturze cmentarza, gdzie stoi prawie na każdym gro- bie, ten symbol wiary, nadziei i tragedii jednoczy, jedno- czy nas z przodkami, historią. Tu są nasze korzenie, w tej symbolice również – niezależnie od naszego osobistego odniesienia do symbolu – uszanujmy to, uszanujmy na- szą historię i nas samych, bo przecież my wpisujemy się sobą w jej ciąg. PS. Gdy pani Senyszyn mówi o Krzyżu jak o stodole, i mówi o samowoli budowlanej, to nas – to mnie obraża, obraża moje poszanowanie symbolu, również symbolu religijnego, moje poczucie godności, a to już jest naru- szenie praw człowieka. 5 września 2010 13 Moje pokolenie Jest takie powiedzenie: „czym skorupka za młodu…”. Przytaczam to, bo obecne pokolenie rządzące, władające Polską, jest moim pokoleniem, a często już młodszym. Jednak należy przyjąć, że aż do pokoleń, które w okre- sie przemiany, czyli ‘89 roku, były nastolatkami, wycho- wywanie w szkole było podobne jak pokoleń starszych. Popatrzmy, jak to wychowanie wyglądało. W zamknię- tym kraju, w którym zaledwie w końcówce, a i tak tylko w ograniczonym stopniu wolno było wyjeżdżać określo- nym ludziom, społeczeństwo nie miało kontaktu z resztą świata, a tu istniał jeden wzorzec, jedna obowiązująca doktryna. Nauczanie szkolne prowadzone było wg war- tości tych ideologicznych – jedno było słuszne i właści- we. W jakimś stopniu wychowanie kościelne pokazywało inną możliwość, ale w moich wczesnych latach szkolnych religia została usunięta ze szkół (zresztą, jak pamiętam, była źle prowadzona). Był więc jeden kierunek właści- wy, poszerzany przez różnego rodzaju organizacje poli- 14 tyczne, jak np. ZMS, ZMW. Nawet harcerstwo uwikłano w system. Byliśmy jednym narodem, o mniejszościach rzadko wspominano, z jedną jedynie słuszną ideologią. Nasze domy, często z rodzicami pracującymi, bo prze- cież każdy musiał pracować („praca to dobro powszech- ne”) i choć każdy dostawał słuszne 2000 (było też takie powiedzenie: „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”, w zależności od okresu te nominały się zmie- niały), to nawet dwie pracujące osoby miały niewiele po- nad koszt utrzymania rodziny. Wspominam o tym po to, żeby uświadomić, że wpływ rodziców na dzieci nie mógł być duży, dziadkowie obecni w niektórych rodzinach dla tych młodych dzieci, tych wychowywanych w poczuciu jedynie słusznej drogi, jedynie słusznego wyboru, też nie mogli wiele uczynić, zresztą w większości przygnie- ceni ciężarem i tragedią wojny, już sam pokój uważali za lepszy stan rzeczy. To wszystko przypominam, bo tu znajduję zasadnicze źródło naszej niemożności porozu- mienia się, brak rozumienia Drugiego, brak rozumienia racji Drugiej strony. Kiedyś zadałam w towarzystwie ta- kie ćwiczenie: postaw się w sytuacji broniącego „krzy- ża”, zrozum, popatrz jego oczami, jego racjami – no cóż, okazało się to niewykonalne. Oduczono nas tej możli- wości widzenia, oduczono nas patrzenia, widzenia róż- nych stron, rozumienia różnych racji, nie tylko swojej, bo ta nasza, choć jest, nie jest wyższa, większa, jest tylko nasza i jest często równorzędna, równoważna z racjami innymi. Nie potrafimy się porozumiewać, bo podział jest w nas, w środku, w społeczeństwie. Jest w nas niedo- 15 stępność, zamkniętość i brak tolerancji, którą jak sztanda- rem machamy przy różnych okazjach, ale tak naprawdę w nas jej nie ma, bo tym nasiąknęliśmy za młodu, a teraz różne media, posługując się tymi samymi metodami co dawniej – na nas żerują. 4 września 2010 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Listy różne II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: