Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00280 004910 12615986 na godz. na dobę w sumie
Ludzie i zwierzęta (Pongo. Tom 6) - ebook/pdf
Ludzie i zwierzęta (Pongo. Tom 6) - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-1417-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> sztuka >> architektura
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Tom Ludzie i zwierzęta jest ważnym głosem w toczącej się od kilku lat w polskiej nauce debacie o istniejących i nowych sposobach mówienia i myślenia o zwierzętach. Książka przedstawia różne perspektywy, zarówno bardziej tradycyjne, jak i bardziej awangardowe.

Autorzy do współpracy zaprosili przedstawicieli kilku dyscyplin, m.in. socjologii, filozofii, literaturoznawstwa, antropologii, kulturoznawstwa i historii. Szczególnie zależało im na wydobyciu perspektywy historycznej polskich studiów nad zwierzętami, cieszącej się najmniejszą popularnością. Jednocześnie w sposób krytyczny przyglądają się także ujęciom antropocentrycznym – niewątpliwie wciąż dominującym – i propozycjom próbującym przekroczyć antropocentryzm, które dopiero zadamawiają się w polskiej humanistyce.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Marta Bucholc (Uniwersytet Warszawski) Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych Do tradycji nauk społecznych należy nieustanne wadzenie się z własną tradycją. Nietrudno to zrozumieć, biorąc pod uwagę ich pochodzenie. Wszystkie nowe dys- cypliny i subdyscypliny naukowe zajmujące się współcześnie życiem społecznym, których nazwy, coraz częściej znaczące cokolwiek jedynie w angielskim orygina- le, jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu wyśmiewano jako nowomodne dziwactwa, wyrosły z niezadowolenia ze stanu poprzedzających je nauk, których nazwy dziś należą do ugruntowanej typologii akademickiej. Cultural studies, gen- der studies, post-colonial studies, science and technology studies – to tylko kil- ka takich mniej lub bardziej nowych dziedzin na przecięciu socjologii, języko- znawstwa, antropologii społecznej, historii i literaturoznawstwa. Kwestionowały one status nauk dotychczasowych, a ich matki założycielki i ojcowie założyciele nawoływali do porzucenia zastanych, a uznanych za nieadekwatne, naukowych reprezentacji rzeczywistości powstałych w Europie i w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie wieku XX. Z kolei owe reprezentacje same opierały się na odrzuceniu dziedzictwa nauki społecznej przełomu wieku XIX i XX, które rozwija- ło się w Europie, dokładniej zaś we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii, z nie- wielkim udziałem innych obszarów kontynentu. Gdyby – co dziś czynimy coraz rzadziej – sięgnąć bezpośrednio do pism tych, którzy ówczesne nauki społeczne tworzyli, znajdziemy w nich to samo niezadowolenie z zastanego stanu wiedzy, wypracowanego przez filozofię oświeceniową. Nie zamierzam bynajmniej prowadzić tego nad wyraz uproszczonego prze- glądu dziejów myśli aż od prapoczątków europejskiej filozofii. Nasza wiedza o genezie idei gdzieś się kończy i rzecz nie w tym, by opisywać kolejne stadia ich przemian, lecz w tym, by uchwycić rządzący nimi mechanizm. Zagadka społeczeństwa ujawnia się wciąż na nowo i wciąż na nowo wzywa kolejne po- kolenia do rewizji lub odrzucenia dotychczasowego aparatu pojęciowego. Jego miejsce zajmuje nowe instrumentarium, uważane za bardziej przydatne do podjęcia problemów, które w tym właśnie czasie i miejscu jawią się jako waż- ne. Rozwojem myśli społecznej rządzi bowiem porządek ważności. 16 Marta Bucholc W tym tekście chciałabym spojrzeć na postantropocentryzm w naukach spo- łecznych jako na propozycję teoretyczną, która wpisuje się w proces rozwoju, po- legającego na krytyce aktualnego stanu wiedzy motywowanej chęcią poszukiwa- nia nowych, trafniejszych ujęć rzeczywistości. Postantropocentryzm jest przede wszystkim odpowiedzią na antropocentryzm – jest reakcją na tradycję intelektu- alną, a dopiero potem – samoistną propozycją teoretyczną. Postantropocentryzm każe odrzucić interpretacje określane jako antropocentryczne na rzecz podej- ścia, które odbierane jest jako bardziej adekwatne do problemów, które nasza współczesność uznaje za ważne. Z uwagi na charakter tych problemów rewizja dotychczasowych perspektyw ma charakter radykalny i – jak większość stano- wisk radykalnych – prowadzi do aporii i paradoksów. Postaram się tu prześledzić zarówno problemy, których przewartościowanie stoi za postulatami postantropo- centrycznymi, jak i paradoksy, w które wikłają one swoich zwolenników. Krytyka antropocentryzmu mieści się więc w długiej tradycji sporów z prze- szłością. W tym przypadku jest to przeszłość kategorii natury i konstrukcji relacji między człowiekiem a przyrodą w europejskim (i światowym) dyskursie nauko- wym. Ze względu na problematykę niniejszego tomu nie chciałabym jednak oma- wiać tej kwestii abstrakcyjnie, lecz skoncentrować się przede wszystkim na jed- nym wymiarze relacji człowiek – natura, to jest na stosunku człowieka do zwierząt. Kontekstu w postaci stosunku do natury jako całości nie da się oczywiście całko- wicie wyeliminować z rozważań poświęconych postantropocentryzmowi, łatwiej jednak zrozumieć, na czym polegać mogłaby zmiana tego stosunku, posługując się konkretnymi przykładami. Te zaś najprościej, w obecnym stanie badań, zaczerp- nąć z dyskusji o obecności zwierząt w nauce społecznej i prób rozprawienia się z przeszłością mówienia o zwierzętach i wykorzystywania ich w naukach społecz- nych. Zacznę zatem od przeglądu – z konieczności niekompletnego i pobieżnego – ról, w jakich zwierzęta występowały w nauce, by w ten sposób oddać specyfikę propozycji, jaką jest postantropocentryzm, a której paradoksom poświęcona bę- dzie dalsza część tekstu. Antropocentryzm w naukach społecznych można najogólniej scharaktery- zować jako stanowisko, które człowiekowi przyznaje status uprzywilejowany względem zwierząt. Jak pisze Ewa Domańska, antropocentryzm to „postawa, która przedstawia gatunek ludzki jako centrum świata, sprawujący hegemonię nad innymi istotami i działający jako gatunek panów przyrody, która istnieje po to, by zaspokajać jego potrzeby”1. Antropocentryzm każe przyjmować w ba- daniu świata społecznego punkt widzenia człowieka, zwierzętom zaś odmawia udziału w tym świecie w charakterze innym niż jako bierne obiekty ludzkich 1Ewa Domańska, Beyond Anthropocentrism in Historical Studies, „Historein” 2010, t. 10, s. 118. Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 17 działań czy, ewentualnie, uczuć, myśli i intencji. Niektóre niuanse tego stano- wiska będę wskazywać krótko poniżej, wszystkie je można jednak wyprowa- dzić ze złożenia tezy o ontycznej odmienności człowieka względem zwierząt z wyprowadzaną zeń wyższością moralną, z której z kolei miałyby się wywodzić uprawnienia władcze i przywileje człowieka wobec natury. Najsubtelniejszym z tych ostatnich jest bezwzględna dominacja ludzkiej perspektywy w oglądzie świata, tak społecznego, jak i pozaspołecznego. Wielu badaczy społeczeństwa skłonnych jest dziś tak rozumiany antropo- centryzm lokować w przeszłości. Najnowsze podejścia badawcze i interpreta- cje mają albo być od niego wolne, albo – w najgorszym razie – poddawać antro- pocentryczny pierwiastek w naszym myśleniu krytyce i refleksji. Celem takiego postępowania ma być doprowadzenie do zmiany ról, jakie przypisujemy zwie- rzętom w naszym myśleniu; dawny asortyment relacji zwierzę – człowiek, pod- dany refleksji, ma odejść do lamusa. Relacje między dawnymi a nowymi rolami zwierząt w naukach społecznych wydają się jednak o wiele bardziej złożone niż proste następstwo starego i różnego odeń – nowego. Zaznaczam, że mowa tu będzie tylko o rolach specyficznych dla myślenia naukowego (względnie protonaukowego). Pomysł ustalenia ostrej granicy mię- dzy nauką a innymi formami wiedzy osobiście uważam za wątpliwy, i to nie tyl- ko w czasach „dawnych”, lecz i w naszych. Nie wdając się w szczegóły, pozwolę sobie na kilka pytań retorycznych: czy sowa w Kubusiu Puchatku to inna so- wa niż u Hegla? Czym różnią się te dwie sowy? Czy powinniśmy zamknąć oczy na podobieństwa między nimi, dlatego że jedna pohukuje w domenie literatury dziecięcej, druga zaś – w górnej dziedzinie filozofii idealistycznej? Kulturoznawca na to ostatnie pytanie musi odpowiedzieć przecząco, inaczej bowiem straciłby ważny bodziec do badań, jakim jest postrzeganie tworów kultu- ry w sposób, który wykracza poza proste odtwarzanie samorozumienia jej uczest- ników. Ponieważ jednak jestem historykiem nauk społecznych, niech będzie mi wolno pozostać przy rozróżnieniu (arbitralnym i zapewne nietrafnym) na to, co do przeszłości nauki należy, i to, co można wyłączyć z rozważań na jej temat. Z tym zastrzeżeniem przechodzę do przeglądu ról zwierząt w dziedzinie nauk społecz- nych, który pozwoli mi wskazać najważniejsze różnice między wykorzystywaniem zwierząt w optyce antropocentrycznej i postantropocentrycznej. Dawne role zwierząt Wiele można by pisać o tym, jak w tradycji filozoficznej, z której wyrosły dzisiejsze nauki społeczne, używano zwierząt. Począwszy od prostej metafo- ryki, przez symbolikę obecną tak w piśmiennictwie, jak i w ikonografii czy 18 Marta Bucholc architekturze, bajki i parabole z udziałem bestii realnych i fantastycznych, aż po protonaukowe i quasi-naukowe raporty z obserwacji zwierzęcych zacho- wań, zwierzęta niezbędne były ludziom zawsze wówczas, gdy pragnęli mówić o sobie samych. Zbiór dawnych ról zwierząt można by segregować i porządko- wać na różne sposoby, na przykład ze względu na cel i sposób wykorzystania zwierzęcia, na jego artystyczną formę, poziom fantastyczności, zakorzenienie w uniwersum symbolicznym, funkcję retoryczną, nie wspominając już o kryte- riach tak prostych jak gatunek czy rodzaj wykorzystanego zwierzęcia i przypi- sywane mu właściwości. Niezależnie od wyniku zastosowania tych kryteriów sądzę, że role zwierząt w tradycji filozoficznej bywały, najogólniej rzecz biorąc, dwojakie. Po pierwsze, zwierzęta (podobnie jak cały świat przyrody) traktowano jako przedmiot od- działywania ludzi. Ludzkość (a w każdym razie jej europejska część) czyniła sobie ziemię poddaną, a jej elity intelektualne uzasadniały ten stan rzeczy, tworząc teorie, w których natura jawiła się jako domena ekspansji. Znana i niezmiernie wpływowa wizja z Dwóch traktatów o rządzie Johna Locke’a, w świetle której praca przynosi pracującemu własność rzeczy wydobytych jego działaniem z pierwotnej wspólnoty dóbr, ilustruje to podejście znakomicie. Tak gleba, jak i żyjące na niej zwierzęta i rośliny dane zostały ludziom po to, by optymalizowali ich wykorzystanie, zwiększając ich wartość własną pracą. To, co wartościowe w rzeczach, pochodzi od ludzi – ludzka sprawczość uszlachet- nia rzeczy, czyniąc je zdatnymi do najwyższego, jaki można z nich uczynić, użytku – zachowania i ułatwienia życia ludzkiego. Tacy właśnie, jednowymia- rowi ludzie skrojeni na miarę potrzeb gospodarki kapitalistycznej, zaludniali pisma teoretyków społeczeństwa i stanowili wzorzec, na który orientowały się wysiłki edukacyjne w świecie nowoczesnym2. Zwierzęta występują jednak w tradycji filozoficznej i naukowej nie tylko jako część świata, który ta tradycja opisuje i projektuje, i element przyrody, lecz także jako przedmiot samoistnej refleksji teoretycznej. Są one, jak to niegdyś celnie zauważył Claude Lévi-Strauss, poręcznym narzędziem w my- śleniu o świecie3. Jedna z pionierek badań postantropocentrycznych nad re- lacjami między ludźmi a zwierzętami, Donna Haraway, stwierdziła niegdyś: We polish an animal mirror to look for ourselves4; namysł nad zwierzęta- mi (czy choćby samo wspomnienie o nich) prowadzić miałoby do lepszego 2Richard C. Foltz, Does Nature Have Historical Agency? World History, Environmental History, and How Historians Can Help Save the Planet, „The History Teacher”, listopad 2003, t. 37, s. 12. 3 Za: Molly H. Mullin, Mirrors and Windows: Sociocultural Studies of Human-Animal Relationships, „Annual Review of Anthropology” 1999, t. 28, s. 208. 4Tamże, s. 211. Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 19 zrozumienia spraw ludzkich. Metafora zwierciadła w najprostszym sensie stosuje się do tych odniesień do zwierząt, w których traktowane są one jako byty podobne do człowieka. Lecz przeciwstawienie ludzi zwierzętom opiera się na tym samym założeniu: człowieka oddziela od zwierząt nieredukowalna i nieprzekraczalna (w zasadzie, w każdym zaś razie od strony zwierząt, zda- rza się bowiem zezwierzęcenie ludzi) granica, dzięki której zwierzę staje się odbiciem człowieka, raz na zawsze usytuowanym względem niego w relacji lustrzanego odbicia. Założenie to jest kluczowe dla zrozumienia skutków an- tropocentryzmu w teorii społecznej. Badacze losów zwierząt w teorii społecznej zauważali wielokrotnie, że sto- sunek Europejczyków do zwierząt przechodził zmienne koleje. W średniowie- czu nie oddzielali oni ich świata od świata społecznego, lecz uznawali wszyst- kie ziemskie byty pozaludzkie (ożywione i nieożywione) za dane człowiekowi, by nad nimi panował. Wyższość człowieka nad zwierzętami była wyższością hierarchiczną, odrębność istotowa człowieka nie budziła wątpliwości, nie pro- wadziła jednak do radykalnego rozdziału między światem ludzi a światem po- zaludzkim. W tej optyce analogie ani przeciwstawienia między człowiekiem a zwierzętami nie miały racji bytu o tyle, że hierarchiczna relacja między nimi, przy jednoczesnym założeniu o harmonijnej i jednolitej naturze wszechświa- ta5, czyniła zarówno podobieństwa, jak i różnice oczywistymi na mocy uprzed- nio przyjętych założeń. Eksploatowano zatem potencjał zwierząt jako symboli i alegorii z całym bezpieczeństwem, jakie dawał uporządkowany obraz świata pozbawionego zasadniczych ontologicznych pęknięć. Pęknięcia owe zaczęły się rysować w europejskim światopoglądzie filozo- ficznym (by użyć tego wyrażenia jako sygnału dystansu wobec tendencji do utożsamiania poglądów elit z obrazem świata szerszych kręgów społecznych) wraz z przełomem renesansu. Przyniósł on początki nowożytnej reorientacji światopoglądowej, w której wiodącą rolę zaczęła odgrywać nauka, a która po- stawiła człowieka w centrum stworzenia nie w tym jedynie rozumieniu, w ja- kim przywykło się pisać w szkolnych wykładach dziejów myśli, to jest za- stępując człowiekiem Boga. Ta zmiana miała oczywiście bezpośredni związek z innym przesunięciem, które dokonało się między człowiekiem a nie-ludzką przyrodą. Tę ostatnią zaczęto postrzegać jako odrębną od świata ludzi w tym sensie, że rządzącą się swoistymi prawami, których odkrywaniem i formuło- waniem zająć się miała nauka. To właśnie narodziny nauk o przyrodzie otwo- rzyły więc drogę rozwojowi nauk o społeczeństwie, ponieważ po tak dokona- nym wyodrębnieniu człowieka ze świata pozostał niejako nieobsługiwany przez 5Zob. tamże, s. 204 i nast. 20 Marta Bucholc przyrodoznawstwo, a opuszczany z wolna przez teologię, obszar badawczy, to jest sfera stosunków społecznych (z początku w polityce i gospodarce, potem zaś także w innych obszarach). Niezależnie od wpływu filozoficznie ugrunto- wanego podziału na świat przyrody i świat ludzki na rozwój nauk społecznych, pewne jest, że umożliwił on pełne wykorzystanie ważnego narzędzia, jakim by- ły w nowożytnej myśli społecznej analogie i przeciwstawienia między człowie- kiem a zwierzętami. Mogą one dotyczyć nie tylko jednostek, lecz także całych ludzkich społe- czeństw. Zwłaszcza te ostatnie porównania wydają się ciekawym przypadkiem antropocentryzmu, towarzyszy im bowiem ugruntowane co najmniej od cza- su Arystotelesa założenie, że choć owady i inne zwierzęta organizują się nie- kiedy w zbiorowości, które są „jakby” społeczeństwami, to nigdy nie przekra- czają one granicy owego „jakby”. Nieprzekraczalna, istotowa granica między ludźmi a zwierzętami jest założeniem, które umożliwia zastosowanie porówna- nia, w którym cechy społeczeństw ludzkich mają być wydobyte i zilustrowane zwierzęcym przykładem. Podobnie działa wykorzystywanie zwierząt na zasa- dzie przeciwstawienia. Częściej przybiera ono postać opozycji między naturą człowieka a naturą zwierząt w ogóle – zwierzę służy niejako do definiowania człowieka negatywnie, tyle że à rebours: dowodzimy, że w przeciwieństwie do zwierząt człowiek posiada pewne cechy, dlatego że u zwierząt cech tych nie stwierdzamy. Począwszy od atrybutów tradycyjnych, jak mowa i prawo natury, przez uczucia wyższe, myślenie pojęciowe, komunikację symboliczną i racjo- nalność, aż po zdolność do komunikacyjnego wytwarzania deontologii6 – liczne cechy przypisywane ludziom charakteryzowane są jako „typowo ludzkie” na tej zasadzie, że zwierzęta ich nie posiadają. Oto klasyczny przykład takiego zasto- sowania owego przeciwstawienia z okresu, w którym podział na naturę i świat społeczny miał się najlepiej, to jest z pierwszej połowy wieku XIX: Żadna istota żywa nie może posiadać żadnego innego poznania niż to, które jest jej istotą, a które jest zawsze odpowiednie do miejsca, jakie zajmuje ona we wszechświecie. To według mnie jeden z licznych i nieodpartych dowodów ist- nienia idei wrodzonych, gdyby bowiem idee tego rodzaju nie istniały w każdej poznającej istocie, każda z nich, posiadając idee zależne od przypadkowego do- świadczenia, mogłaby wykroczyć poza swój obręb i zakłócić całość, a to się prze- cież nigdy nie zdarza. Pies, małpa, słoń n a w p ó ł m y ś l ą7 – zbliżają się na przykład do ognia i grzeją z lubością podobnie jak my, nigdy jednak nie nauczycie ich przykładać zapałki do drewna, ponieważ o g i e ń n i e d o n i c h n a l e ż y – i n a c z e j z n i s z c z e n i u u l e g ł a b y d o m e n a c z ł o w i e k a. Zwie- rzęta świetnie widzą jedno, ale nigdy – jedność, składniki liczby, lecz nie licz- bę, jeden, dwa, tysiąc trójkątów na raz lub po kolei, ale nigdy – trójkątność. […] 6Por. John Searle, Making the Social World, Oxford 2010. 7Podkreślenia moje – MB Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 21 Mój pies towarzyszy mi do jakiegoś publicznego widowiska, na przykład egze- kucji: z pewnością widzi wszystko to co ja, tłum, smutny orszak, przedstawicieli sprawiedliwości, żołnierzy, szafot, skazanego, oprawcę, jednym słowem wszyst- ko. Cóż jednak z tego rozumie? Tyle, ile może zrozumieć jako pies […]. HRABIA […] Nader trafnie przywołał pan przykład zwierząt, k t ó r e w i e c z n i e b ę d ą w i d z i a ł y t o, c o i m y w i d z i m y, n i g d y n i e b ę d ą c w s t a n i e p o j ą ć t e g o, c o m y p o j m u j e m y8. Poglądy przywołane powyżej Joseph de Maistre wyłożył w dziele, które w całości jest wielce oryginalną próbą obrony światopoglądu antynauko- wego i antyfilozoficznego za pomocą narzędzi naukowych i filozoficznych9. Ład wszechświata, z którym autor wiąże tu istnienie idei wrodzonych, bro- niąc ich przed filozoficznymi atakami, przewiduje ustalone miejsce dla każ- dego bytu, w tym zwierząt i człowieka. Zwierzęta są jednak od ludzi inne istotowo – istnieją analogie w zachowaniu, lecz dowodzą one jedynie te- go, że zwierzęta „na wpół myślą”; mając te same dane, nie pojmą nigdy tego, co pojmują ludzie. Z tej różnicy ontycznej wynika, że pewne rzeczy (umiejętności, wiadomości) należą do „domeny człowieka”, której nieznisz- czalność jest założeniem całego wywodu, wynikającym wprost z przesłanki głoszącej istnienie w świecie ładu. De Maistre wykorzystuje zarówno analogię, jak i opozycję między czło- wiekiem a zwierzętami w sposób charakterystyczny dla antropocentrycznego obrazu świata. Najbardziej specyficzne dla owych ról zwierząt jest założenie, że wiemy o nich więcej niż o ludziach. Założenie to pełni ważną funkcję retorycz- ną: udajemy, że wychodzimy od znanego (zwierząt) ku nieznanemu (ludziom), a kreśląc analogię, twierdzimy, że oto dowiedzieliśmy się czegoś o tych ostat- nich. Według de Maistre’a uzasadnienia dla takiego rozumowania dostarczałyby oczywiście wyższa złożoność i większa doskonałość ludzi, przyjmowane na grun- cie przesłanek teologicznych. Myślenie jednak takiego na przykład Herberta Spencera, choć pozbawione teologicznej warstwy, opierało się przecież w isto- cie na tej samej konstrukcji: podziały i klasyfikacje wykoncypowane na podsta- wie obserwacji świata ludzi zastosowano do świata zwierząt, ale przedstawiono jako analogie, w których znajomość świata ludzi skorzystać miałaby na znajomo- ści świata zwierzęcego. Większa złożoność człowieka i świata ludzkiego pociąga za sobą ich wyższość w stosunku do indywiduów i społeczności zwierzęcych, ro- zumianą w ten sposób, że zwierzę może być niejako materiałem laboratoryjnym dla badań nad człowiekiem, lecz nigdy na odwrót. 8 Joseph de Maistre, Wieczory petersburskie, rozmowa piąta, tłum. M. Bucholc, Warsza- wa 2011. 9Na ten temat zob. Marta Bucholc, Ciceronianus es, non Christianus. Wstęp do Wieczorów petersburskich Josepha de Maistre’a, [w:] J. de Maistre, Wieczory..., s. 7–30. 22 Marta Bucholc Dodatkową konsekwencją takiego rozumowania było założenie, że świat zwierząt jest statyczny i odrębny od ludzkiego, czyli – mówiąc współczesnym językiem – że zwierzętom (i w ogóle przyrodzie) nie przysługuje podmiotowość w sensie socjologicznym i że nie mają one statusu aktorów w historii. Być może łatwo to wyjaśnić kolejną ogólną obserwacją na temat genezy nauk społecz- nych. Jeśli wziąć za dobrą monetę tezę o ich związku z modernizacją i towa- rzyszącymi jej gwałtownymi przemianami społecznymi w Europie, uznać nale- ży, że największą trudnością dla pionierów badań społeczeństwa w tym okresie była konceptualizacja zmiany społecznej. Ta z kolei wymagała odpowiednie- go postawienia problemu społecznego ładu, by uczeni mogli zyskać kamień probierczy dla oceny tego, co jest ładu modyfikacją lub wręcz zaburzeniem. Zapewne nie przypadkiem potrzeba ta (występująca najpierw w filozofii poli- tycznej) zbiegła się w czasie z nowożytnym wynalazkiem niezmiennych praw przyrody i ugruntowaniem się mechanicyzmu w filozofii świata natury. Nie- zmienność przyrody i nomologiczny charakter wyjaśniania w przyrodoznaw- stwie stały się punktem odniesienia dla myślenia o społeczeństwie aktualnym aż po czasy współczesne. To zapewne najbardziej abstrakcyjne postawienie problemu, który nazwałam wyżej za Haraway wykorzystywaniem zwierząt jako lustra: świat przyrody w ogólności stał się zwierciadłem, w którym odbijamy świat społeczny, by znaleźć „dwanaście różnic” z dziecięcej zagadki. Spójrzmy w ten sposób na spory o osobliwość nauk społecznych, w których autorzy ro- zumujący tak odmiennie jak Wilhelm Dilthey, Max Weber, Florian Znaniecki, Stanisław Ossowski czy Norbert Elias powtarzali wciąż na nowo, choć z róż- nych pozycji filozoficznych, że między światem przyrody i ludzi istnieje ta za- sadnicza różnica, że w świecie ludzi istnieją sens i historia. Uprzytomni nam to głębię antropocentryzmu w tradycji nauk społecznych. Krytyka postantropocentryczna Sprzeciw wobec antropocentryzmu pojawił się później niż krytyka innych utrwalonych podejść uprzywilejowujących jeden (własny) punkt widzenia i urzeczowiających inne niż własna grupy, czyli wszelkich etnocentryzmów, ale także na przykład rasizmu czy seksizmu. Schemat reakcji jest jednak za- sadniczo taki sam jak w przypadku wszystkich innych podobnych zwrotów: postantropocentryzm polega przede wszystkim na wychwytywaniu i krytyko- waniu tych pierwiastków w dotychczasowej myśli, które w ocenie jego zwo- lenników prowadzą do błędu perspektywy, eliminującej a priori pewne klasy zjawisk z pola widzenia. Ważnego impulsu do owej krytyki dostarcza, podob- nie jak w przypadku wspomnianych wyżej postaw o podobnym charakterze, Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 23 przewartościowanie różnicy, która legła u ich podstaw, i dostrzeżenie zawar- tego w niej potencjału dyskryminacji, a zatem względy etyczne10. W drugim kroku postantropocentryzm głosi, że bezzasadnie skoncentrowaną na czło- wieku perspektywę zastąpić należy inną, w której człowiek usunięty zostanie z centrum, bo człowieczeństwo lub jego brak przestaną być kluczową kate- gorią poznawczą w takim samym sensie, w jakim na Zachodzie dąży się dziś dość powszechnie do tego, by przestała nim być płeć czy tzw. rasa. Próba rewizji podejścia antropocentrycznego pociągnęła za sobą zakwe- stionowanie ról, w jakich tradycyjnie występowały w naukach społecznych zwierzęta. Przede wszystkim z krytyką spotkały się ujęcia przeciwstawiające zwierzęta ludziom i odtwarzające filozoficzny podział na świat przyrody i świat społeczny. Można by sądzić, że w naukach społecznych w XX wieku wielu auto- rów wychodzących od skrajnie różnych założeń niezależnie od siebie postano- wiło podważyć podstawy uprzywilejowania człowieka wobec zwierząt, wynika- jące z przekonania o jego odrębności i wyższości. Większość z nich nie zdawała sobie przy tym sprawy, że zniesienie przywilejów skutkować winno zrówna- niem statusu byłych uprzywilejowanych z byłymi podporządkowanymi, nie mó- wiąc już o konsekwencjach takiego zrównania dla praktyki naukowej. Różne dyscypliny i teorie w naukach społecznych w XX wieku na wiele sposobów podważyły hegemonię człowieka. Jako początek tego ruchu na ogół przywołuje się krytykę human exemptionalism przeprowadzoną pod koniec lat siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych przez Rileya Dunlapa i Williama Cattona11. Wzywali oni do stworzenia „nowego paradygmatu ekologicznego”, który przełamałby wszechobecną dominację antropocentryzmu w socjologii, i do przekroczenia podziału między naturą a społeczeństwem. Apel ten, choć odbił się względnie szerokim echem, był w istocie mniej oryginalny, niż się jego autorom wydawało. Postulaty traktowania społeczeństwa jako części na- tury spotkać można było w naukach społecznych o wiele wcześniej, a sama kwestia granicy między nimi była wielokrotnie przedmiotem sporów teoretycz- nych, dających zresztą bardzo rozmaite wyniki. Spójrzmy tylko na trzy przykła- dy XX-wieczne: socjobiologię, historię środowiska, względnie historię środowi- skową (environmental history), i antropologię kulturową. Przynajmniej pierwszej z nich nie kojarzy się na ogół z rozwojem nurtu post- antropocentrycznego. Rozwój teorii ewolucyjnej w biologii i postępy nauk bio- logicznych przyniosły wzmożone zainteresowanie relacją między człowiekiem a zwierzętami, które doprowadziło teoretyków takich jak Edward Wilson do 10Zob. E. Domańska, Beyond Anthropocentrism…, s. 118 i nast. 11 Michael Goldman, Rachel A. Schurman, Closing the „Great Divide”: New Social Theory on Society and Nature, „Annual Review of Sociology” 2000, t. 26, s. 564. 24 Marta Bucholc przekonania, że mechanizmy rządzące światem ludzi i zwierząt są nie analogicz- ne, lecz często tożsame12. Socjobiologia, jako redukcjonistyczny nurt w myśli społecznej, podważyła ludzką wyjątkowość na gruncie nauk społecznych, podob- nie jak wcześniej uczynił to ewolucjonizm w biologii. Był to zamach na ludzkie przywileje, ale zamach niejako połowiczny: przedmiotem badania pozostawał człowiek, którego wyodrębnienie ze świata zwierząt nie było traktowane jako problematyczne samo w sobie, choć sporne mogło być zastosowanie do jego wy- odrębnienia kryteriów czysto biologicznych i rezygnacja z tradycji antropologii fi- lozoficznej. Z tego punktu widzenia o wiele głębszy wydaje się przełom, jaki dokonał się w antropologii. Badania porównawcze doprowadziły wielu badaczy do wniosku, że „zwierzę” i „człowiek”, nie mówiąc już o derywatach w rodzaju „społeczeństwa”, „przyrody” lub „kultury”, to kategorie, których zakresy nie pokrywają się nie tylko w różnych kulturach, lecz i w różnych okresach historii tej samej kultury13. Para- frazując tezę Latoura, że pojęcie natury jest niestabilne14, można stwierdzić, że równie niestabilne są inne związane z nim pojęcia, którymi obudowano założenie o fundamentalnej nieciągłości między ludźmi a zwierzętami. Problem stosunków między ludźmi a zwierzętami (human-animal relations) od lat osiemdziesiątych ja- wi się jako jedno z najbardziej obiecujących pól badawczych w antropologii, cze- go dowodzi wielość powstałych od tego czasu prac poświęconych zarówno ekologii kulturowej, jak i udomowieniu zwierząt, a także zagadnieniom takim jak obecność zwierząt w mitach, rytuałach, metaforyce czy literaturze pięknej15. W ten sposób dostrzeżona została wielość wymiarów kulturowej obecności zwierząt w świecie ludzkim. Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, że zmiana ta polega często po pro- stu na powrocie do dobrze znanych postulatów traktowania postrzeganej przez lu- dzi rzeczywistości przyrodniczej „ze współczynnikiem humanistycznym”16. Socjobiologia naturalizowała człowieczeństwo, antropologia kulturowa zaś kulturalizowała naturę. Historia środowiskowa mieści się niejako pomiędzy tymi dwoma biegunami. Głównym problemem, który na tym terenie wiąże się z po- stulatami postantropocentrycznymi, jest sprawczość (agency) zwierząt i przy- rody w ogólności w historii świata. Richard C. Foltz przywołuje w swoim po- uczającym artykule pt. Does Nature Have Historical Agency?17 wiele przykładów błędów, jakie łatwo popełnić, rekonstruując dzieje świata bez uwzględnienia roli 12Zob. Jonathan Turner, Struktura teorii socjologicznej, Warszawa 2004. 13Zob. M.H. Mullin, Mirrors and Windows…, s. 202. 14 Bruno Latour, Polityka natury. Nauki wkraczają do demokracji, tłum. A. Czarnacka, Warszawa 2009. 15Zob. M.H. Mullin, Mirrors and Windows…, s. 207 i cytowana w tej pracy literatura. 16 Por. William Freudenburg, Scott Frickel, Robert Gramling, Beyond the Nature/Society Divide: Learning to Think about a Mountain, „Sociological Forum”, wrzesień 1995, t. 10, nr 3, s. 361–392. 17R.C. Foltz, Does Nature… Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 25 odegranej przez aktorów pozaludzkich. Tymczasem zwierzęta i rośliny bywają nie tylko biernym przedmiotem działań ludzi, lecz także na przykład ich konku- rentami. Nieprzewidywalność wyników zetknięcia się ludzi ze zwierzętami (taki- mi choćby jak owce, które, jak twardo stwierdza Foltz, have a will18) sama w sobie wystarczyłaby jako dowód, że dzieje świata to nie tylko historia tego, jak ludzie zmieniają przyrodę, lecz również, jak przyroda wpływa na ludzi, a nierzadko nimi manipuluje. Potrzeba uwzględnienia historycznego sprawstwa zwierząt i nie tyl- ko zwierząt w dziejach świata wydaje się współcześnie zyskiwać coraz powszech- niejsze zrozumienie u historyków19. Być może przychodzi im to o tyle łatwiej, że rzeczy interesowały ich od dawna, co miało swój wyraz choćby w postaci badań historycznych nad kulturą materialną20. Wszystkie trzy wyżej opisane próby redefinicji przedmiotu nauk społecz- nych wiążą się ściśle z przebiegiem granic świata społecznego. Spory do- tyczące tego zagadnienia prowadzone są od połowy XX wieku. Niektórzy autorzy postulują przesunięcie granic tego, co społeczne, poza świat ludzi, tak by objąć zwierzęta, rośliny, a nawet aktorów nieożywionych, inni zaś do- wodzą, że świat zwierząt sięga głęboko w obszar tego, co niegdyś uznawa- no za świat ludzi właśnie, zatem świat społeczny zawiera niezbywalne pier- wiastki zwierzęce. Debaty nad tym, czy „ludzkie” równa się „społeczne”, nabierają przy tym nowych wymiarów wskutek rozwoju technologicznego, który każe stawiać pytanie o wzajemny stosunek ludzi i zwierząt w innych niż tradycyjne kategoriach. Zainteresowanie kontaktami ludzi z innymi ga- tunkami nie przypadkiem zapewne zbiegło się w czasie z dużym natężeniem transgresji we współczesnym świecie. Przedmiotem dyskusji jest dziś wiele tradycyjnych podziałów – nie tylko podział na ludzi i zwierzęta, ale także na ludzi i maszyny jest dziś przedmiotem praktycznie inspirowanego na- mysłu filozofów i etyków21. Problem hybryd ludzko-zwierzęcych, zaprzątają- cy umysły naszych średniowiecznych przodków, to dziś zagadnienie etycz- ne o najwyższej doniosłości. Pytania o przyszłość natury ludzkiej stawiane w tym kontekście22 z konieczności dotyczą zarazem przyszłości granicy od- dzielającej naturę i społeczeństwo. Postantropocentryzm mieści się z tego punktu widzenia w nurcie dyskusji o znaczeniu zasadniczym dla samorozu- mienia współczesnego człowieka. 18Tamże, s. 10. 19Zob. E. Domańska, Beyond Anthropocentrism…, s. 119 i nast. 20Ewa Domańska, Material Presence of the Past, „History and Theory”, październik 2006, t. 45, nr 3, s. 339. 21M.H. Mullin, Mirrors and Windows…, s. 202. 22Jürgen Habermas, Przyszłość natury ludzkiej: czy zmierzamy do eugeniki liberalnej?, tłum. M. Łukasiewicz, Warszawa 2003. 26 Marta Bucholc Rozwój technologiczny to oczywiście tylko jeden z bodźców do rewizji an- tropocentrycznych ujęć w naukach społecznych. Innym jest rozwój ruchów ekologicznych w globalnym społeczeństwie ryzyka, w którym przyroda często kontratakuje znienacka w sposób nieprzewidywalny i niemożliwy do jedno- znacznego powiązania z ludzkim sprawstwem. Na skomplikowaną siatkę za- leżności ekologicznych w globalnym świecie nakłada się skomplikowana siatka relacji politycznych i ekonomicznych, których wzajemne powiązania najlepiej dowodzą, że biowładza zmienia dziś swoje znaczenie i staje się z wolna tyleż władzą konstruowaną społecznie, a sprawowaną nad życiem biologicznym, co władzą życia biologicznego nad procesami społecznymi. Najprostszym przykładem tej dwustronnej zależności jest kryzys demogra- ficzny, który przeżywa obecnie wiele społeczeństw europejskich. Zjawisko dziet- ności, ubrane w kategorie socjologiczne i opatrzone ekonomicznymi oraz psy- chologicznymi komentarzami, traktowane jako zmienna w rachunku nauk społecznych, zatraca jakby swoją biologiczną stronę i rozpływa się w świecie spo- łecznym. Trwa to jednak dopóty, dopóki nie uświadomimy sobie, że to, co niegdyś uznano by za proces naturalny, nie jest tu tylko kształtowane i determinowane przez procesy społeczne ani vice versa. Nie da się oderwać od siebie biologiczne- go i społecznego wymiaru dzietności – to jeden proces, dowodzący przygodności granicy między naturą a społeczeństwem, a być może nikłej przydatności podzia- łu na te dwie sfery w naszym myśleniu o samych sobie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że trend postantropocentryczny jest egzemplifi- kacją prawidłowości, którą dostrzeżono już w badaniach wczesnej myśli nowożyt- nej. Otóż poczucie odrębności człowieka (a co za tym idzie, społeczeństwa ludz- kiego) i przyrody pojawiło się w europejskim światopoglądzie filozoficznym mniej więcej równocześnie ze wzrostem kontroli nad światem przyrody, jaki uzyskali Europejczycy dzięki nauce23. Nie będąc już na jej łasce, mogli naturę obiektywi- zować, patrzyć na nią w sposób oderwany i neutralny, badać jak rzecz, a nawet przypisywać jej jakości estetyczne, co wiąże się choćby z narodzinami szalenie istotnej w sztuce europejskiej kategorii krajobrazu24. Nostalgiczno-sentymental- ny stosunek do nauki z tego poczucia kontroli się wywodzi i w tych właśnie kategoriach trzeba odczytywać niepochlebne dla ludzi uwagi Jeana Jacques’a Rousseau na temat zwierząt i ludzi w Rozprawie o pochodzeniu nierówności. Tego rodzaju ludzko-zwierzęce analogie i przeciwstawienia nie mają racji bytu w naszych czasach. Oto człowiek we własnym wyobrażeniu znów znalazł się na łasce przyrody. Przez rozmach swoich przedsięwzięć naraził się na straty w nie- wyobrażalnej skali, wynikłe z zachodzenia zjawisk przyrodniczych, a przez skalę 23Zob. M.H. Mullin, Mirrors and Windows…, s. 203–204. 24Zob. Norbert Elias, O widzeniu w naturze, tłum. M. Bucholc, „Stan Rzeczy” 2013, nr 1, s. XX. Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 27 swojej wiedzy zyskał bezprzykładny w dziejach wgląd w ogrom zagrożenia, jakie na siebie ściągnął. Jeśli zgodzimy się z takim postawieniem sprawy, okaże się, że przeczucie zagrożenia dla fizycznej egzystencji ludzi, które wyraził Rousseau, pi- sząc o zburzeniu Lizbony, w pełni stosuje się do tsunami, trąb powietrznych i epi- demii naszych czasów. Ludzie żyją na co dzień tak, jak gdyby natura nie mogła im już zagrozić, przez co każdy przejaw jej siły pogrąża ich w przesadnym poczu- ciu własnej bezsilności. Natura jako kategoria naturalna ma w świecie globalne- go społeczeństwa ryzyka niewielki sens, poczucie znalezienia się na łasce przyro- dy narasta bowiem wprost proporcjonalnie do społecznego zapotrzebowania na kontrolę. Postantropocentryczne stanowiska motywowane są jednak nie tylko wzglę- dami – w szerokim tego słowa znaczeniu – ekologicznymi. Równie istotny jest ich wymiar krytyczny, który odnosi się do związku dawnych ról zwierząt z for- mami życia społecznego. Chodzi tu nie tylko o wzrastającą wrażliwość na los zwierząt i roślin oraz gotowość do uwzględniania postaw wobec przyrody jako problemu etycznego (a także prawnego i wychowawczego25). Krytyczne ostrze postantropocentryzmu kieruje się nie tylko ku przejawom eksploatacji, komody- fikacji i reifikacji przyrody, ale i ku ich społecznym następstwom, zwłaszcza zaś związkom z nierównościami społecznymi. Motyw ten szczególnie wyraźny jest w krytyce (i samokrytyce) tradycji antropologii kulturowej, ale nie omija rów- nież innych nauk społecznych26, szczególnie zaś akcentowany jest w myśli post- kolonialnej. Polityczne związki antropologii z kolonizacją obszarów pozaeuro- pejskich nie są już dziś żadną nowością, podobnie jak osadzenie tradycyjnych kategorii antropologicznych w światopoglądzie kolonizatorów27. Współcześni krytycy dostrzegli jednak dalsze konsekwencje tego zadawnionego uwikłania: otóż charakterystyczna dla mentalności europejskiej wieków XVIII i XIX wizja podziału na ludzi i przyrodę, w tym zwierzęta, posłużyła do naturalizacji (znów głównie przez analogię) różnic między ludźmi28. Chodziło tu zarówno o różnice społeczne w obrębie jednej kultury (w ten sposób naturalizowano różnice kla- sowe, ale także różnice społeczne między płciami, „rasami” i grupami etnicz- nymi), jak i różnice międzykulturowe. Te ostatnie naturalizowane były często w prostej analogii do różnic między bardziej i mniej złożonymi organizmami zwierzęcymi, co pozwalało nader skutecznie wykorzystywać uzyskaną na te- mat świata przyrody wiedzę do legitymizacji władzy. Denaturalizacja kategorii 25 Zob. Clifton P. Flynn, Why Family Professionals Can No Longer Ignore Violence Toward Animals, „Family Relations” 2000, t. 49, s. 87–95. 26Zob. M. Goldman, R.A. Schurman, Closing the „Great Divide”…, s. 565 i nast. 27M.H. Mullin, Mirrors and Windows…, s. 207. 28Tamże, s. 213–214. 28 Marta Bucholc zwierzęcia w myśli postantropocentrycznej służyć ma między innymi uwolnie- niu nauk społecznych od tego wymiaru uwikłania politycznego, otwiera bowiem drogę do zdemaskowania naturalizacji innych kategorii, stosowanych w klasyfi- kacjach świata ludzi. Denaturalizacja podziału na ludzi i zwierzęta, związana tak z rozwojem na- uk społecznych, jak i przyrodniczych, sprawia, że świat zwierząt zaczyna na- bierać cech zarezerwowanych w XIX-wiecznej i wczesnodwudziestowiecznej filozofii dla świata ludzi. Rzadziej można się spotkać z przekonaniem, że zwie- rzęta są nam znane, a ludzie nie. Świat przyrody stał się na powrót tajemnicą nie tylko w sensie ilościowym (zawsze bowiem fascynowały przyrodników pytania w rodzaju: „Ile jeszcze jest nieodkrytych gatunków?”), lecz i jako- ściowym. Postępy ekologii uprzytomniły ludzkości istnienie subtelnych, nie- jawnych i ogromnie złożonych mechanizmów współzależności w świecie przy- rody – tajemnice te nie mniej są zawikłane i nie mniej doniosłe dla naszego samorozumienia niż podobne sekrety badane przez ekonomię, socjologię czy psychologię społeczną. Odkrywamy dziś ze zdumieniem dynamikę przemian świata przyrody, również tę, którą sami stymulujemy. W efekcie dochodzimy do zrozumienia, że zwierzęta były i są częścią naszego życia społecznego, której pominięcie zubaża nasze rozumienie nas samych. Na tym kończy się krytyczny program postantropocentryzmu i zaczyna się jego program pozytywny – wraz z nim zaś na jaw wychodzą paradoksy, dowodzące, że antropocentryzm w isto- cie trzyma się mocno. Nowe role zwierząt i ich paradoksy Odrzucając dawne role zwierząt, oparte na znaturalizowanym podziale na na- turę i kulturę, badacze promujący postantropocentryczne podejście do bada- nia życia społecznego poczuli się zmuszeni zaproponować inne, bardziej ade- kwatne rozumienie roli zwierząt. Podobnie jak w przypadku ról dawnych, mimo ogromnej wielości i złożoności podejść do zwierząt w najnowszej literaturze badawczej i teoretycznej, większość z nich dąży, najogólniej rzecz ujmując, do zaakcentowania znaczenia zwierząt w życiu społeczeństw ludzkich. Najprostszą formą realizacji tego postulatu jest, rzecz jasna, dostrzeżenie udziału zwierząt w procesach, które dotąd analizowano w nauce społecznej bez uwzględnienia tego ich aspektu. Wydaje się to o wiele łatwiejsze w przy- padku społeczeństw tradycyjnych, w których obecność zwierząt o wiele bar- dziej narzuca się uwadze badacza, jest bowiem widoczniejsza, ważniejsza czy powszechniejsza niż w jego własnym społeczeństwie. Prowadzone od zarania antropologii badania rytuałów z udziałem zwierząt, symboliki zwierzęcej, nie Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 29 mówiąc już o analizach zjawisk takich jak totemizm czy fetyszyzm, to przykła- dy tego rodzaju najprostszego docenienia roli zwierząt w świecie społecznym. Nie wymagają one jednak przyjęcia perspektywy postantropocentrycznej: sam fakt, że analizuje się – na przykład – wpływ bliskich i regularnych kontaktów z określonymi gatunkami zwierząt na instytucje powstałe w jakiejś zbiorowo- ści, nie pociąga za sobą żadnego określonego stosunku do zwierząt ani przyro- dy w ogólności. Można prowadzić bardzo owocne badania społeczne dotyczące chociażby rynku zwierząt domowych, nie czyniąc żadnej innej niż ekonomicz- na różnicy między tym rynkiem a rynkiem, dajmy na to, kamieni szlachetnych czy leków. Badania znaczenia zwierząt dla człowieka prowadzi się zresztą od dawna. Dotyczy to przede wszystkim historiografii, zwłaszcza skupiającej się na zagadnieniach technologii rolniczej, militarnej czy transportowej, gdzie bez uwzględnienia rozmaitych zastosowań zwierząt trudno byłoby wyobrazić sobie jakiekolwiek badania. Postantropocentryzm postuluje jednak coś więcej niż tylko zauważanie zwierząt tam, gdzie ich wcześniej nie widziano, lecz postrzeganie ich wciąż ja- ko przedmiotu ludzkiego działania. Jeśli mamy przestać analizować życie spo- łeczne z perspektywy wyłącznie ludzkiej, należałoby włączyć jakąś inną per- spektywę, traktowaną jako równorzędna ludzkiej, uzupełniająca ją lub wzglę- dem niej alternatywna. W rezultacie w najnowszej antropologii zwierzęta pojawiają się w najrozmaitszych funkcjach: analizowana jest ich rola symbo- liczna, emocjonalna, polityczna itp29. Niezwykle trudno jednak wyjść poza te badania, które poszerzają nasze rozumienie znaczenia zwierząt dla ludzi, ku temu, by przedmiotem refleksji uczynić życie społeczne, w którym uczestni- czą nie tylko aktorzy ludzcy. Na poziomie postulatów teoretycznych jest to pro- pozycja, której etyczny walor (podzielenie się sprawstwem i podmiotowością z bytami innymi niż ludzie, dotąd przez ludzi uprzedmiotowianymi) idzie w pa- rze z poczuciem, że dalsze ograniczanie koncepcji podmiotowości do jednostek ludzkich nie pozwala nam już obsłużyć intelektualnie własnej egzystencji, po- nieważ wiele ważnych problemów pozostaje poza nawiasem tak skonfigurowa- nych nauk społecznych. Popularność propozycji Bruno Latoura i atrakcyjność Actor-Network-Theory należy, jak sądzę, rozpatrywać właśnie w kontekście ta- kiego dwojakiego przesunięcia w naszej hierarchii ważności. Przesunięcie owo dokonuje się jednak na poziomie ogólnych założeń, natomiast postantropocen- tryczna praktyka badawcza pozostaje za nim nadal w tyle. Dla przykładu: podejmowanie badań, w których relacje człowiek – zwierzę byłyby ujmowane nie tylko od strony człowieka, lecz i zwierzęcia, a konglomeraty 29Tamże, s. 207. 30 Marta Bucholc złożone z ludzi, zwierząt i innych składników rozpatrywane byłyby nie jako ludzie dysponujący określonym wyposażeniem, lecz jako pełnoprawny (i, w istocie, zde- cydowanie dominujący w świecie) typ zbiorowości, napotyka jedną zasadniczą przeszkodę. Większość badaczy społecznych niewiele wie w gruncie rzeczy o istotach żywych innych niż ludzie, a nawet ci, którzy metodycznie zajmują się zwierzętami, na ogół ograniczają się do tych, które są ludziom najbliższe30. Badania nad naczelnymi prowadzone są jednak na ogół raczej w duchu poszuki- wań analogii i przeciwieństw (ustalane są różnice, względnie podobieństwa mię- dzy najbliższymi krewnymi człowieka a nim samym), co nie przyczynia się do skutecznego zasypania tradycyjnej filozoficznej przepaści między człowiekiem a zwierzęciem, choć pomaga ludziom oswajać się z myślą, że przepaść ta jest płytsza i węższa, niżby się zdawało. Badania nad rozwojem, komunikacją, pro- cesami poznawczymi małp i innych ssaków odgrywają ważną rolę w budowaniu postantropocentrycznej argumentacji, same przez się jednak są raczej przykła- dem trwałości antropocentryzmu w nauce. Wielu socjologów i antropologów nauki zwracało uwagę na kulturowe za- korzenienie badań nad zwierzętami31 i kulturowy pierwiastek zawarty w ich wynikach. Trudno oczywiście przypuścić, by jakakolwiek ludzka działalność umknęła całkowicie kulturowemu warunkowaniu i nie ma powodów spodzie- wać się pod tym względem znacząco więcej po naukach przyrodniczych niż społecznych, tam zwłaszcza, gdzie podejmują one problemy społecznie donio- słe. Różnica między człowiekiem a zwierzęciem, podobnie jak stosunek czło- wieka do przyrody w ogólności, jest bowiem nie tylko konstruktem społecz- nym, lecz także kwestią ważną, tak dziś, jak i kilkaset lat temu, gdy nasi przodkowie bali się wilkołaków. Utajony i niezbywalny antropocentryzm Doniosłość zagadnienia stosunku człowieka do zwierząt i zasługi, tak intelek- tualne, jak i etyczne, których moglibyśmy upatrywać w próbach odwrócenia perspektywy antropocentrycznej, nie powinny nam jednak przesłaniać zasad- niczych trudności z tym związanych. Dawne role zwierząt odrywały je od czło- wieka, odłączały je od niego i podporządkowywały mu. W efekcie nie pozwa- lały dostrzec znaczenia zwierząt w ludzkim świecie i nierozerwalnego związku naszego myślenia o zwierzętach z myśleniem o nas samych, dzielących nas różnicach i łączących nas relacjach. Próbujemy uwolnić się od perspektywy 30Tamże, s. 217. 31Zob. literatura cytowana w: M.H. Mullin, Mirrors and Windows…, s. 213. Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 31 antropocentrycznej jak od obciążenia, które nie pozwala nam rozwijać takiego wariantu samorozumienia, jaki w naszej epoce uważamy za ważny i wartościo- wy. Nasze niezadowolenie z antropocentrycznych ujęć jest odmianą wiecznego niezadowolenia nauk społecznych z własnej przeszłości, które pcha je wciąż do przodu. Krytyka filozoficzna antropocentryzmu, która znajduje odbicie w teo- riach proponowanych na gruncie nauk społecznych, jest wyrazem określo- nego stanu samowiedzy i refleksji kultury, która ją zrodziła, znakiem epoki. Obiektywne uwarunkowania, związane z rozwojem nauki, postępami świado- mości ekologicznej, globalizacją gospodarczą i polityczną, ryzykiem klimatycz- nym i innymi podobnymi zjawiskami, wpływają bez wątpienia na rozwój myśli postantropocentrycznej, rozbudzają bowiem krytyczną świadomość filozoficz- nych przesłanek, na jakich opiera się działalność człowieka wobec uprzedmio- towionej przyrody32. Obiektywne czynniki, zewnętrzne wobec dziejów myśli, nie wyjaśniają jednak w żadnym razie jej przemian – równie ważna jest praca myślowa dokonywana wewnątrz nauki. Wydaje się, że kolejne fale wewnętrz- nej i zewnętrznej krytyki dotykają kategorii i rozróżnień coraz bardziej pod- stawowych dla funkcjonowania rozmaitych odmian naukowego światopoglądu. Dynamika wewnętrznej dyskusji jest przy tym nie mniej istotna niż czynniki społeczne. W przypadku rozróżnienia doniosłego, bo powiązanego z podstawami na- szej wizji samych siebie, takiego jak podział na ludzi i nie-ludzi, w tym zwie- rzęta, owa dynamika przejawia tendencję do radykalizacji, która niekoniecz- nie służy sprawie rozwoju, a często prowadzi do popadania w stare błędy, tyle że niejako na opak. Gdy dawniej kładliśmy nacisk na odmienność między nami a zwierzętami, dziś w dążeniu do wykazania ciągłości i w konstrukty- wistycznym podejściu do granic świata ludzkiego przeciągamy zwierzęta na naszą stronę, ludzką. Akcentując to, co ludzkie w zwierzętach, podtrzymuje- my jednak antropocentryzm, bo kluczową dla nas kategorią pozostaje nadal człowiek. Pewne właściwości naszego myślenia zmieniły się jednak znaczą- co. Nie udajemy już, że zwierzęta znamy lepiej – przeciwnie, wiemy, że lepiej znamy człowieka, przede wszystkim zaś lepiej go rozumiemy, bo sami jeste- śmy ludźmi. Nie odmawiamy już światu przyrody zmienności i historyczno- ści, o tyle przynajmniej, o ile łączy się ona z historią społeczeństw ludzkich. Historia naturalna w ujęciu XIX-wiecznym odeszła bezpowrotnie do lamusa, podobnie jak nienaruszalny a priori katalog „cech typowo ludzkich”. Próba przenoszenia naszego samorozumienia na rozumienie zwierząt jest równie 32Zob. Anne C. Bell, Constance L. Russell, Beyond Human, Beyond Words: Anthropocentrism, Critical Pedagogy and the Poststructuralist Turn, „Canadian Journal of Education” 2000, t. 25, nr 3, s. 190. 32 Marta Bucholc antropocentryczna jak procedura twardo oddzielająca zwierzęta od ludzi. Tak się jednak składa, że żadnym innym samorozumieniem nie dysponujemy, a do- stęp do samorozumienia i rozumienia relacji z nami, jakie mogłyby mieć zwie- rzęta, również uzyskać możemy jedynie za pośrednictwem własnych narzędzi poznawczych i komunikacyjnych. Filozoficznie rzecz biorąc, sytuacja jest bez- nadziejna i skazani jesteśmy na antropocentryzm. Mimo to sądzę, że krytyka antropocentryzmu jest możliwa i płodna. Jej potencjał widzę w tym, że kieruje naszą uwagę na rolę nie-ludzkich aktorów w ludzkich społeczeństwach, zwłaszcza zaś na znaczenie zwierząt w kształto- waniu się relacji międzyludzkich. Stanowisko postantropocentryczne pozwa- la także uwzględnić typ relacji, który wydaje się szczególnie interesujący dla przyszłych badań, czyli relacji między ludźmi a zwierzętami, z uwzględnieniem aktywnej roli, jaką odgrywają w nich zwierzęta. Zagadnienia, z których ob- razowaniem i rozumieniem świetnie radzi sobie literatura piękna, nie są by- najmniej poza zakresem kompetencji naukowców. W zakresie stosunku ludzi do zwierząt pozostaje wiele nieodkrytych problemów, zwłaszcza gdy porzuci- my na ogół najłatwiej angażujące naszą wyobraźnię ssaki i zajmiemy się tak- że zwierzętami mniej do nas na pozór podobnymi, a bliskimi. Studia na temat współżycia zwierząt i ludzi istnieją wszak w naukach przyrodniczych, co (przy wszystkich różnicach podejść badawczych) otwiera szanse na współpracę in- terdyscyplinarną wykraczającą poza granice nauk społecznych i humanistycz- nych. Badanie relacji człowiek – zwierzę może z łatwością dostarczyć materia- łu nie tylko na etnografię i antropologię codzienności, ale też na socjologię, i to również twardą, ilościową. Mniej optymistyczna jestem, jeśli chodzi o postulaty zwalczania antropo- centryzmu jako kolejnego ograniczenia poznawczego i teoretycznego, blokują- cego rozwój nauk społecznych. W moim przekonaniu zachodzi zasadnicza róż- nica między antropocentryzmem jako przyczyną rodzaju dyskryminacji zwanej speciesism33 a rasizmem czy seksizmem. Postulując wykluczenie z instrumen- tarium nauki kategorii rasistowskich lub seksistowskich, postulujemy w istocie pewne poszerzenie tożsamości tych nauk przez umożliwienie grupom dotych- czas wykluczonym z grona ich twórców przyjęcie ich za swoje. Nauka, zamiast mówić wyłącznie w imieniu białych mężczyzn i ich językiem, tak jak gdyby stanowili oni całą populację, zaczyna mówić językiem uwzględniającym istnie- nie różnic pomiędzy ludźmi. Nieco trudniejszy w praktycznej realizacji, ale podobny jest schemat przełamywania dominacji kategorii etnocentrycznych: walcząc z własnym i cudzym etnocentryzmem, walczymy w istocie o to, by 33E. Domańska, Beyond Anthropocentrism…, s. 118. Wprowadzenie. O trwałości antropocentryzmu i paradoksach postantropocentrycznych w naukach społecznych 33 podmiot nauki (nie zaś jej przedmiot) obejmował liczniejszą i bardziej złożoną wewnętrznie zbiorowość, nie wykluczając pewnych kategorii „innych”. Próbując wyobrazić sobie podobną sytuację w relacji ludzie – zwierzęta, napotykamy zasadniczą trudność: zwierzęta nie artykułują swojego punktu wi- dzenia na sprawy, którymi zajmują się nauki społeczne, w sposób, który można byłoby włączyć do naszego myślenia. Emancypacja i empowerment na grun- cie naukowego języka i aparatu pojęciowego grup takich jak kobiety, mniejszo- ści etniczne czy społeczeństwa postkolonialne dokonuje się w odpowiedzi na ich żądania i z ich udziałem, w drodze aktywnych negocjacji i dyskusji. Chodzi tu więc o upodmiotowienie realne, dokonujące się przez otwarcie dyskursu na głos dotychczas dyskryminowanego „innego”. Nie ma jak dotąd podobnego procesu z udziałem zwierząt i trudno przypuścić, że mogłoby do niego dojść w dającej się przewidzieć przyszłości: zmiana tego stanu rzeczy byłaby ruchem o wiele bardziej radykalnym niż jakikolwiek dokonany wcześniej w imię po- dobnych racji. Zwierzę jako potencjalnie emancypujący się „inny” stawia nas przed zasadniczym problemem: emancypacja zwierzęcia i jego upodmiotowie- nie w badaniu świata społecznego, jeśli ma wykroczyć poza proste dostrze- żenie społecznego znaczenia relacji między człowiekiem a zwierzęciem, musi posłużyć się człowiekiem jako pośrednikiem. Być może istnieje granica języka nauki, która nie jest w stanie wykroczyć poza antropocentryzm, choć udaje jej się niekiedy skutecznie dążyć do eliminacji niektórych wynikających z niego barier. Sądzę, że postantropocentryzm jako próba przekształcenia naszej per- spektywy poznawczej tak, by człowiek przestał stać w jej centrum, jest skazany na niepowodzenie. Co nie znaczy, że nie warto próbować. W naukach społecz- nych próby beznadziejne często bywają najbardziej płodne.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ludzie i zwierzęta (Pongo. Tom 6)
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: