Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00362 005468 13607611 na godz. na dobę w sumie
Ludzie nocy - ebook/pdf
Ludzie nocy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 9788393464807 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).
To nie jest książka typu: on kocha ją, ona kocha jego a inna ona też kocha jego, a on jest wampirem. To lekka komedia sensacyjna o problemach wiecznie skłóconych wampirów i wilkołaków. Książka dobra na stres, poprawiająca samopoczucie. Nazwiska, adresy, telefony wampirów i wilkołaków... To na pewno nie są informacje, które można przeczytać w gazetach. Na myśl, że mogą wpaść w ręce policji, wilkołakom jeżą się włosy a wampiry bledną jeszcze bardziej o ile to w ogóle możliwe. Na szczęście, pewien przedstawiciel bledszej społeczności zdołał przechwycić niebezpieczne dane. Miał jednak pecha, sam został przechwycony. Nadeszły ciężkie i trudne czasy, kiedy to odwieczni wrogowie zmuszeni są podjąć wspólny wysiłek, by ratować własną skórę. Nie jest to romans. Nie jest to horror. To pierwsza część cyklu o nie do końca mrocznym świecie wampirów i wilkołaków. Lekka, zabawna lektura dla każdego. Jeśli ktoś myśli, że wampir i wilkołak to straszne i krwiożercze stwory... hm, to może i ma trochę racji, chociaż nie zawsze te stworzenia są takie potworne jakby chciały naprawdę być. Zwłaszcza, kiedy wilkołak ugryzie wampira. Ciężka sprawa... Uśmiechnij się. :D
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

i Obaj panowie, ubrani w sportowe bluzy z kapturami i dżinsy siedzieli w wygod- Była wspaniała noc. Niebo oferowało cały komplet wszelkiego rodzaju gwiazd, od ledwo widocznych, poprzez błyszczące jaskrawo i złowieszczo na prawie czystym czarnym niebie. Od czasu do czasu pojawiała się smuga światła spadającego meteorytu, co na szczęście, wcale nie musiało zapowiadać wojny. Na pewno jednak można było się spodziewać nadejścia dziwnych tajemniczych wydarzeń, niekoniecznie przyjemnych. Straszący ciemnymi plamami księżyc powoli sunął po niebie a sine poszarpane obłoczki wijące się tuż nad horyzontem, tylko na krótko przysłaniały jego hipnotyzującą tarczę. Szkoda. Taka jasna tarcza budziła w ludziach niepokój, czasami nawet uzasadniony. Dwaj młodzi, około trzydziestoletni mężczyźni siedzieli na balkonie podrzędnego motelu. Jego właściciel zdecydował się ulokować swój interes niedaleko ruchliwej trasy z Brukseli do Lille i jak do tej pory nie żałował tej decyzji. Turyści bardzo często zatrzymywali się tu na noc, by rano spokojnie ruszyć dalej. Do obu miast mieli mniej więcej jednakową odległość i to było bardzo wygodne. Pierwsze piętro, gdzie znajdował się balkon a na nim mężczyźni, nie był jakimś szczególnym miejscem, skąd można podziwiać widok. Parking, ginąca w ciemnoś- ciach szosa i nieprzyjemnie czarna ściana lasu, tuż za nią, to było to, czego wię- kszość turystów raczej nie ma ochoty oglądać o drugiej w nocy. Niedaleko, na pobliskim drzewie, zawzięcie zaczęła hukać sowa, co przypomniało niektórym nocnym markom, że pora już schować się pod kołdrę. nych słomianych fotelach trzymając nogi na ozdobnej balustradzie balkonu. Ta półleżąca pozycja pozwalała im nie tylko relaksować się po długim joggingu, jaki często uprawiali nocą, ale i opierać na brzuchach szklanki z czerwonym sokiem, który z lubością popijali małymi łyczkami. Niestety, zapas soku kończył się powoli i panowie będą musieli pomyśleć o zdobyciu nowego. Ta świadomość zawsze rodziła w nich lekkie podniecenie. Zdobywanie soku... Tak, to jest to, co naprawdę lubili najbardziej. w bordowej bluzie. – Niezłe te gwiazdy... – mruknął od niechcenia czarnowłosy szczupy mężczyzna – Zenthel... – jęknął mężczyzna w bordowej bluzie. – Dlaczego ludzie mnie nie – Nie wiem, Romes – westchnął nieco znużony Zenthel. – Już mógłbyś przestać – Przecież jestem przystojny, uprzejmy, miły dla wszystkich, naprawdę się – Stuknijmy się. Trzeba jakoś osłodzić sobie ten los. Brzęknęły obie szklanki, czerwony sok zafalował delikatnie i kolejna jego porcja – Mhm... Sporo ich – przyznał drugi, również czarnowłosy. Umilkli zasłuchani w ciszę nocną i sowę. Był to w tej chwili jedyny odgłos przyrody. Ponure echo rozpływało się po okolicy i ginęło w pobliskim lesie. Pozostałe niepokojące dźwięki miały swe źródło znacznie bliżej, bo dochodziły z jednego z pokoi hotelowych. Nie wszyscy bowiem, z nielicznych gości, spali smacznym zdrowym snem, tak jak powinni to robić ludzie prowadzący dzienny tryb życia. Jakaś para kochanków, z zapamiętaniem rozpoczynała swą trzecią grę miłosną, drażniąc zmysł słuchu sąsiadów w sposób bezczelny i bezwstydny. lubią. Co ja im takiego zrobiłem, że zawsze mnie nienawidzą. o tym myśleć, bo w końcu zwariujesz. staram... Dlaczego do cholery kobiety się mnie boją! Zenthel zerknął z ukosa na przyjaciela dyskretnie oceniając jego „przystojność”. Fakt. Był przystojny. Westchnął ciężko. Od czterech lat słyszał ciągle to samo pytanie, na które nikt nie znał odpowiedzi. – No bo, cholera, nie rozumiem tego! – Romes zdjął nogi z balustrady i wyprostował się w fotelu. – Dlaczego tylko zwierzęta dostają świra na mój widok! Przecież jestem dla nich katem! zniknęła w gardłach mężczyzn. Jakby na potwierdzenie, że los naprawdę brutalnie zadrwił z Romesa, ciszę nocną przeciął wyjątkowo spazmatyczny jęk podekscytowanej kochanki i jej partnera. Mężczyzna nerwowo przełknął ślinę. Romes tonem „widzisz jaki jestem uprzejmy?” – Zaraz, zaraz... ktoś to już kiedyś powiedział... kto to był... – Co mnie to obchodzi. – Niech się jeszcze pocieszą życiem... niech się pocieszą... – Na pewno jakiś podglądacz. – Nie, nie, czekaj... niech się pocieszą... ROMES!!! – Co za cholernie frustrujące odgłosy! – Jak chcesz mogę ich uciszyć. – Daj spokój. Niech się jeszcze pocieszą życiem – mruknął nieszczęśliwy – Co! – LORD!!! – Jaki Lord?! – No ten... jak on się nazywał.... – Ach TEN! – zaniepokoił się na dobre Romes. – Co z nim? – Który dzisiaj jest?! – Szesnasty sierpnia! – Który rok?! – ...O jasny gwint... – Właśnie! – Cholera! Czy ty zawsze musisz przypominać sobie wszystko w ostatnim momencie?! Obaj mężczyźni błyskawicznie dopili krew, gdyż to ona właśnie była tajemniczym sokiem, po czym rzucili się do pokoju. W parę minut spakowali swoje rzeczy i wybiegli na oświetlony słabym światłem parking. Nerwowym ruchem Romes otworzył drzwi najnowszego, czarnego modelu audi, a już po chwili pędzili przed siebie zostawiając gdzieś z boku Brukselę i Lille, gdyż te właśnie miasta i ich mieszkańcy nie powinni nas więcej interesować. Celem wyprawy była mała, ponura wioska, zapomniana przez cały świat, leżąca gdzieś na trasie do Bonn. Oprócz tego, że wioska była ponura i zapomniana, posiadała również mało wpadającą w ucho nazwę, której nikt z przejezdnych nie starał się nawet zapamiętać. Było to bardzo praktyczne i wygodne nie tylko dla tubylców. Obaj przyjaciele, pokonując prawie dziewięćdziesiąt kilometrów, dotarli na miejsce w niespełna pół godziny, pędząc na złamanie karku, co w przypadku wampirów nie miało jakiegoś szczególnego znaczenia.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ludzie nocy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: