Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00382 006920 13878991 na godz. na dobę w sumie
Lustereczko, powiedz przecie - ebook/pdf
Lustereczko, powiedz przecie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 350
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8142-080-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook (-17%), audiobook).

Współcześni etycy piszą o systemach moralności, ale pomijają kluczowe zadanie etyczne – „uprawę” samego siebie. Skupienie na własnym „ja” buduje naszą tożsamość, ale często zmienia się w samolubstwo. Simon Blackburn ukazuje wewnętrzne paradoksy kochania siebie. Miłość własna może prowadzić do narcyzmu albo zatracenia indywidualności. Niezbędna dla miłości siebie jest duma - panowanie nad własnym życiem w obliczu przeciwności. Nie istniejemy jednak bez szacunku i potwierdzenia ze strony innych ludzi, a ta zależność rodzi pychę lub nadmierną pokorę.

„Popularna kampania reklamowa »Ponieważ jesteś tego warta« L’Oreal jest oparta na starannie dobranych obrazach. Na wielu z nich modelki uśmiechają się i kuszą nas, sugerując euforię, która ma rzekomo towarzyszyć zastosowaniu kosmetyku. Jednakże, nawet jeśli czasami wyglądają sympatycznie, jak prawdziwi ludzie, to często z ich postaci przebija egoizm, arogancja czy pogarda. Zapewne wiedzą, że mogą dowolnie wywoływać nasz podziw i uwielbienie. Niczym Narcyz, zdają się żyć we własnym świecie, otoczone własną miłością”.

Fragment książki
Lustereczko, powiedz przecie...

 

Serię zapoczątkowało wydanie książki Kim jest człowiek? Abrahama J. Heschela (2014) w tłumaczeniu Katarzyny Wojtkowskiej, inicjatorki serii. W roku 2017 ukazały się Moje poszukiwania absolutów Paula Tillicha oraz Dlaczego kochamy? Harry’ego Frankfurta, a w roku 2018 – W mroku uczonej niewiedzy Karola Tarnowskiego oraz Sens życia i jego znaczenie Susan Wolf.

W przygotowaniu pozycje autorstwa wybitnych przedstawicieli filozofii praktycznej: Mary Anne Warren i Michaela P. Lyncha.

 

„Seria Kim Jest Człowiek? jest płaszczyzną rozmowy, do której zapraszamy uczonych i myślicieli, przedstawicieli różnych środowisk, a także wszystkich, dla których kluczowe jest pytanie o człowieka”.

Katarzyna Wojtkowska

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Seria: Kim Jest Człowiek? Tytuł oryginału: Simon Blackburn, Mirror, Mirror. The Uses And Abuses Of Self-Love Konsultant serii: Adam Workowski Tłumaczenie: Tomasz Sieczkowski Redaktor inicjujący: Beata Koźniewska Redaktor: Aurelia Hołubowska Korekta techniczna: Leonora Gralka Projekt okładki: Katarzyna Turkowska Zdjęcia wykorzystane na okładce: © Depositphotos.com/Morphart Projekt typograficzny serii: Maciej Matejewski Skład i łamanie: Munda – Maciej Torz Copyright ©2014 by Simon Blackburn All rghts reseved © Copyright for this edition by Uniwersytet Łódzki, Łódź 2018 © Copyright for Polish translation by Tomasz Sieczkowski, Łódź 2018 Wydane przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego Wydanie I. W.08259.17.0.M Ark. wyd. 10,0; ark. druk. 21,875 ISBN 978-83-8142-079-2 e-ISBN 978-83-8142-080-8 Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 90-131 Łódź, ul. Lindleya 8 www.wydawnictwo.uni.lodz.pl e-mail: księgarnia@uni.lodz.pl tel. (42) 665 58 63 François Lemoyne (Le Moine), 1688–1737, Narcyz, Luwr, Paryż, Francja. Zdjęcie: Erich Lessing / Art Resource, NY Grzech samolubstwa posiadł moje oko, Wszystko me ciało i wszystką mą duszę. Nie ma lekarstwa nań, tak się głęboko Wgryzł w moje serce, że go już nie wzruszę. Ja mam — tak sądzę — najpiękniejsze lice, W moich li kształtach szczery wyraz gości, Wszelaką wartość wywracam na nice, Ja bowiem wszelkie prześcigam wartości. William Szekspir, sonet 621 Ich próżność była tak dobrego gatunku, że wyda- wały się całkiem od niej wolne i nie wynosiły się nad innych, a pochwały, jakimi je z tego powodu zasypywano […], kazały im wierzyć, że są bez wad. Jane Austen, Mansfield Park2 1 W przekładzie Jana Kasprowicza — przyp. tłum. 2 W przekładzie Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej — przyp. tłum. SPIS TREŚCI • 9 • 13 Przedmowa Wstęp Rozdział 1. Rozdział 2. • 73 Rozdział 3. Czy jesteś tego warta? • 87 Rozdział 4. Arogancka pycha i krucha jaźń Rozdział 5. Jaźń: Iris Murdoch i wujek William Syn Liriope • 33 • 145 • 115 Poczucie własnej wartości, amour propre, duma Szacunek Pokusa Integralność, szczerość, autentyczność • 285 Envoi • 327 • 197 • 235 Rozdział 6. Rozdział 7. Rozdział 8. Rozdział 9. Indeks • 335 • 7 • PR ZEDMOWA Niektóre książki trzeba czytać tak, jak czyta się sztuki teatralne: najpierw akt pierwszy, potem drugi i  tak dalej, aż do zakończenia. Posiadają one fabu- łę i żeby je docenić, należy uważnie śledzić rozwija- jącą się akcję. Obawiam się, że niniejsza książka taka nie jest; kiedy ją pisałem, czasami kojarzyła mi się bar- dziej z kawałkiem ciasta, który smakuje najlepiej, gdy wszystkie warstwy zjada się razem. Być może jest to raczej przechadzka niż podróż czy wyprawa. Jest to, w każdym razie, eksploracja i medytacja. Z drugiej strony książka ta posiada morał, a w gruncie rzeczy dwa morały. Oba wiążą się ze złożonością pojęć, o których piszę: dumy, próżności, poczucia własnej wartości i  ich kuzynów. Ta złożoność niesłychanie komplikuje przyjmowanie odpowiednich postaw wobec tych cech i  zniekształca jakiekolwiek proste moralne reakcje na nie. Utrudnione jest też prowa- dzenie badań empirycznych, których celem, czasami • 9 • dość naiwnym, jest przedstawienie pozytywnych i negatywnych konsekwencji tych pojęć. Moja książ- ka prezentuje więc pewien tok myślenia, ale przy- puszczalnie meandruje on dość swobodnie. Mam dług wdzięczności przede wszystkim wobec wielkiego koncernu kosmetycznego L’Oréal i  ich ikonicznej reklamy „Ponieważ jesteś tego warta”. Uważam się za pogodną osobę, więc rozpacz, która wzbierała we mnie za każdym razem, kiedy widzia- łem tę reklamę, zaskoczyła mnie na tyle, że zacząłem zastanawiać się nad zagadnieniami omawianymi w tej książce. Nie jest tak, że wcześniej nie dostrze- gałem ludzkiej próżności czy nawet próżności ludz- kich pragnień. Ale przekaz L’Oréal rozdrażnił mnie tak bardzo, że odczułem potrzebę zmierzenia się z tym tematem i zrozumienia go. Reklama ta była dla mnie niczym okno na bardziej mroczny, bar- dziej niegodziwy świat. Jest on, rzecz jasna, niczym innym jak tylko naszym współczesnym ludzkim światem. W dalszych częściach tej książki spróbuję przedstawić diagnozę mojej reakcji. Drugi dług wdzięczności mam wobec konteks- tu przekazu L’Oréal: wobec pokolenia, które przez lata tak bezwstydnie wcielało w życie ideę, że chci- wość jest czymś dobrym, że nie istnieje coś takie- go jak społeczeństwo, że — ponieważ na to zasłu- • 10 • gują  —  rabunek dobra wspólnego przynosi im i tak mniej, niż im się należy. Cała masa bankierów, dyrektorów generalnych, komisji do spraw wyna- grodzeń, menadżerów funduszy hedgingowych, specjalistów od prawa podatkowego, urzędników państwowych pośpiesznie uciekających przez obro- towe drzwi prosto w ramiona wielkich firm rachun- kowych, prywatnych dostawców usług medycznych czy producentów broni  —  mnóstwo polityków wszystkich partii, którzy swoje bogactwo odziedzi- czyli, a potępiają biednych za nieudolność — wszy- scy oni tak doskonale i bezwstydnie uosabiają ducha epoki, że przesada nie jest już możliwa, parodia i  satyra zostały uciszone (albo zaadaptowane, jak zobaczymy później) i nawet gniew ustępuje głuchej rozpaczy. Bez wątpienia niektórzy z  nas chcieliby powiesić te umysłowe i moralne wady na prawdzi- wych latarniach, ale tym z nas, którzy przestrzegają prawa, muszą wystarczyć latarnie słów. W  ten sposób przez ostatnich kilka lat, kiedy tylko miałem chwilę wolnego od bardziej nauko- wych czy zawodowych obowiązków, rozmyślałem nad kwestiami, które w końcu zdołałem tutaj wyło- żyć. Nie miałem wystarczająco pewności siebie, aby przedstawić je przeróżnym współpracowni- kom i  czytelnikom, czyli osobom, które wskazują • 11 • akademicy, dziękując im  —  najczęściej nieszcze- rze — za pomoc. W gruncie rzeczy, poza wymie- nionymi powyżej, wiem tylko o niezwykle przydat- nych uwagach czytelników Princeton University Press. Jestem też wdzięczny mojej agentce, Cathe- rine Clarke, za wsparcie oraz redaktorowi Prince- ton University Press, Robowi Tempio, adiustatorce Cathy Slovensky i, jak zawsze, mojej żonie Angeli za zachęty i pracę przy książce. Mam nadzieję, że znajdą się czytelnicy, którzy zgadzają się z przedsta- wionymi tu ideami, a może nawet tacy, którzy po tej lekturze zaczną się z nimi zgadzać. WSTĘP Książka ta jest przede wszystkim esejem o uczu- ciach i postawach, wśród których znajdują się takie aspekty jaźni jak duma, poczucie własnej wartości, próżność, arogancja, wstyd, pokora, zakłopotanie, niechęć i oburzenie. Traktuje ona także o pewnych własnościach, które wiążą się z  tymi uczuciami: o  naszej integralności, szczerości czy autentycz- ności. Interesuje mnie to, jak owe uczucia i  wła- sności przejawiają się w  ludzkim życiu w  ogóle, a zwłaszcza we współczesnym świecie. Esej ten jest zatem czymś, co wielki niemiecki filozof Immanuel Kant (1724–1804), który nigdy nie bał się podnio- słych tytułów, nazwałby ćwiczeniem z antropologii pragmatycznej. Fizjologiczne poznanie człowieka jest zbadaniem tego, czym człowieka czyni przyroda, natomiast poznanie pragmatyczne bada, czym on sam jako • 13 • istota działająca w  sposób wolny siebie czyni lub też może i winien siebie uczynić1. W  słowach Kanta pobrzmiewa starsza tradycja teologiczna, wedle której — podczas gdy pozostałe zwierzęta posiadają ustaloną naturę — ludzie mogą w wolny sposób stawać się tym, kim chcą. Jest więc to książka o tym, kogo z siebie czynimy lub kogo możemy i  powinniśmy z  siebie uczynić. W  kon- templacji meandrujących słabości, którym wszy- scy ulegamy, kryje się jakaś melancholijna przy- jemność. Bardziej niż ja zacięty moralista mógłby nauczać, jak się przeciw nim bronić, ale ja nie mam takich ambicji. Według szkockiego filozofa Davida Hume’a (1711–1776), „wygłaszanie nawet praw- dziwych, ale ogólnikowych przepisów moralnych niewiele jest warte. Zalecając jakąś moralną cnotę, nie mówimy nic więcej ponad to, co zawarte jest w samym terminie”2. W sumie się z tym zgadzam. Zanim dorośliśmy, nauczyliśmy się, że odwaga, spra- wiedliwość, dobroć, uczciwość, skromność, otwarty 1 Immanuel Kant, Antropologia w ujęciu pragmatycznym, przeł. Ewa Drzazgowska, Paulina Sosnowska, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 2005, s. 1. 2 David Hume, Eseje, przeł. Teresa Tatarkiewicz, PWN, War- szawa 1955, s. 193. • 14 • umysł i wiele innych cech to godne pochwały cno- ty, natomiast ich przeciwieństwem są inne cechy, takie jak samolubstwo, nieżyczliwość, lenistwo, nieuczciwość, niestałość, próżność i  głupi upór. Kiedy dowiadujemy się, jakimi słowami określają nas inni, od razu wiemy, czy chwalą nas, czy kry- tykują. W moralności tym, czego nam brakuje, nie jest zazwyczaj wiedza, ale zdolność nagięcia do niej swojej woli, chociaż zdarzają się też takie problema- tyczne sytuacje, w których moralność mówi dwo- ma głosami. Z nieco innej perspektywy niż Hume, historyk Kościoła Owen Chadwick, zgłębiający kwestię potępiania grzechu przez ojców należących do tradycji monastycznej, wyznaje: Trzeba przyznać, że ten rozbudowany katalog wad jest bardzo męczącą lekturą. […] grzech, o ile nie ma posmaku skandalu, nie jest dla ludzkiego umy- słu interesujący3. Zapał, z  jakim ściga się i  potępia grzechy, nie jest cechą szczególnie atrakcyjną. Średniowiecz- ne penitencjały (księgi zawierające szczegółowe instrukcje dla księży udzielających sakramentu 3 Owen Chadwick, John Cassian: A Study in Primitive Monasti­ cism, Cambridge University Press, Cambridge 1950, s. 95. • 15 • spowiedzi) stanowią nudną lekturę, choć czasami ożywiają ją rozkoszne opowieści przypominające dzisiejsze telewizyjne programy typu reality show4. Nawet Kant, chociaż najczęściej myśli się o  nim jako o surowym i rygorystycznym moraliście, trzy- mał się z dala od przesadnego entuzjazmu dla cno- ty, cytując rzymskiego poetę Horacego: „insani sapiens nomen habeat aequus iniqui — ultra quam satis est virtutem si petat ipsam”5. Bardzo dobrze powiedziane, ale krytyczna reflek- sja czy filozofia mają jeszcze jedną rolę do odegra- nia. Być może ludzie nie potrzebują, by im wska- zywać, co jest złym uczynkiem, a  co właściwym zachowaniem. Duża część wiedzy o  przywarach i  cnotach równie dobrze mieć bardziej demokra- tyczny charakter i uczymy się jej od rodziców. Jest tak jednak wyłącznie z  częścią etyki, która doty- czy prostych i  egzekwowanych społecznie reguł i  nakazów. W  ostatnich latach większa część filo- zofii moralnej pojmuje życie w kategoriach quasi- -prawniczych, jako sieć praw i obowiązków, wywo- 4 Jednym z bardziej przemawiających do wyobraźni jest Hand­ lyng Synne (1301) Roberta de Brunne’a. 5 „Mędrzec zwie się głupcem, a  człowiek sprawiedliwy nie- godziwym, jeśli szuka cnoty głębiej, niż to konieczne”. Immanuel Kant, Metafizyka moralności, przeł. Ewa Nowak, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005, s. 279; kursywa w oryginale. • 16 • dzących się głównie z  dobrowolnych kontraktów zawieranych przez indywidualne atomy ekono- miczne, z których każdy posiada określone pragnie- nia6. Niebezpieczeństwo polega na tym, że w takim obrazie paradygmatyczną relacją moralną między jednostkami staje się swego rodzaju wymiana han- dlowa. Nacisk położony na ekonomię sprawia, że zapomina się o sferach samodoskonalenia się, roz- woju psychologicznego czy też refleksji na temat osiągnięcia swego rodzaju harmonii lub szczęścia w życiu, wykraczających poza spełnienie pragnień, które akurat w  danej chwili odczuwamy. Perspek- tywa ta pomija też wszechobecny wpływ kultury i kontekstu, „ducha epoki”, czyli klimatu idei, który nas otacza i odgrywa tak ważną rolę w zarządzaniu naszymi myślami i pragnieniami. A przecież reflek- sja tego rodzaju zwykła konstytuować szerszą sferę etyki. Większa część klasycznej filozofii, nie wspo- minając nawet o tekstach z pogranicza filozofii i reli- gii, poświęcona była dokładnie temu zagadnieniu, otwarcie promując zdrowie duchowe i dbając o to, by ludzie dostrzegli, jak dobrze żyć. Starożytne 6 Nie jest przypadkiem, że ta obsesja zbiegła się w  czasie z powstaniem na Zachodzie ekonomicznych modeli racjonalnego działania i  zanikiem jakiegokolwiek pojęcia cnoty obywatelskiej i publicznej; zob. także rozdział 6. • 17 • szkoły etyczne, takie jak cyrenaicy, cynicy, epiku- rejczycy, sceptycy, stoicy, arystotelicy (czyli pery- patetycy), były głównie zainteresowane właśnie przedstawianiem recept tego rodzaju, koncentrując się na różnych aspektach samokontroli, przyjemno- ści, przyjaźni, wyrzeczenia, obywatelstwa i  cnoty. Analogicznie religie Księgi mówią nam o tym, jak prawdziwy pielgrzym, prawdziwy zarządca własnej duszy, musi przemierzać świat, ignorując jego umi- zgi. Wędrówka pielgrzyma musi trwać i nie może jej opóźniać targowisko próżności. Stąd też na targach sprzedawane są: domy, pola, interesy, place, zaszczyty, protekcje, tytuły, kraje, królestwa, pożądliwości, rozkosze i różnego rodza- ju przyjemności; również nierządnice, żony, mężo- wie, dzieci, panowie, sługi, życie, krew, ciała, dusze, srebro, złoto, perły, drogie kamienie i  mnóstwo innych rzeczy. Poza tym na targach tych można o każdej porze zobaczyć oszustwa, krętactwa, gry, zabawy, głup- ców, małpy, złodziei, awanturników — i to różnego gatunku7. 7 John Bunyan, Wędrówka pielgrzyma, Jack.pl, Ustroń 2014, s. 93–94. • 18 • Wynika z tego taki morał, że o ile łatwo jest wie- dzieć, że na przykład nie powinno się okłamywać drugiej osoby, o  tyle dużo trudniej jest wiedzieć, jak dbać o własną duszę. Być może potrzebujemy nawet nie mniej, a więcej miłości własnej, albowiem przemyślana troska o siebie może być czymś zupeł- nie różnym od czeku in blanco, którym płacimy na targowisku próżności. Niestety, ten rodzaj ćwiczenia może łatwo zamienić się w banalne recepty: nie dogadzaj sobie nadmiernie, kontroluj się, bądź dobrym obywa- telem, nie zamartwiaj się drobiazgami, ciesz się życiem i nie wymagaj od niego zbyt wiele, pamiętaj, jak krótkie jest życie, dbaj o przyjaźnie, bądź miły. Niepokoiło to też samych filozofów. Przykładowo Bertrand Russell pisał o  długich wywodach Ary- stotelesa na temat przyjaźni, że „wszystko, co mówi [on] na temat przyjaźni, jest sensowne, uwagi te jednak nigdy nie wznoszą się ponad poziom zdro- wego rozsądku”8. Zatem mimo tego, że wielu ludzi czuje dzisiaj, tak samo jak inni czuli przed nimi, że „w życiu musi chodzić o coś więcej”, niż to, co im samym udało się z życia uczynić, nie mamy żadnego 8 Bertrand Russell, Dzieje filozofii Zachodu, przeł. Tadeusz Baszniak, Adam Lipszyc i Michał Szczubiałka, Fundacja Aletheia, Warszawa 2000, s. 221. • 19 • przepisu, który pomógłby nam odkryć, czym to coś jest. Być może kondycja człowieka sprowadza się do tego, że przepis taki nie istnieje, ponieważ idea końcowego punktu czy ostatecznego celu jest ilu- zją. Tak myślał siedemnastowieczny autor Thomas Hobbes: W  tym celu mamy wziąć w  rachubę, że szczęście w  życiu na ziemi nie polega na spokoju umysłu, który jest zadowolony. Nie ma bowiem takiego finis ultimus (ostatecznego celu) ani summum bonum (największego dobra), o  jakich się mówi w  księ- gach starych filozofów moralnych. I nie może już żyć człowiek, u którego zanikły pożądania, podob- nie jak człowiek, u  którego zatrzymał się bieg doznań zmysłowych i wyobrażeń9. Niepokój pożądania sprawia, że nie może być mowy o  żadnym ostatecznym celu: życie, tak jak rozmowy albo uprawa ogródka, jest procesem, a nie gotowym produktem. Inni sądzili, że tajemnica polega na tym, by w ogóle przezwyciężyć pożądanie. Do takiego sta- nowiska, przynajmniej gdy znajdował się w odpo- 9 Thomas Hobbes, Lewiatan, przeł. Czesław Znamierowski, Fundacja Aletheia, Warszawa 2009, s. 177–178. • 20 • wiednim nastroju, zbliżał się Immanuel Kant, ubo- lewający, że słowo „apatia” zaczęło cieszyć się złą sławą. Kantowską psychologię często przedstawia się jako swego rodzaju manichejski konflikt między patologicznie przerośniętym poczuciem obowiąz- ku, nieustannie podporządkowanym imperatywo- wi kategorycznemu, a jego wielkim przeciwnikiem, wrzącym kotłem „skłonności”, o  których Kant zdawał się myśleć jako o niemal niewyobrażalnym chaosie czysto samolubnych pragnień i pożądań10. Kant potępia zwykłe ludzkie uczucia i  skłonności „ślepe i  niewolnicze” i  dochodzi do wniosku, że błogość to stan „całkowitej niezależności od skłon- ności i  potrzeb”. Zatem miłość własna nie wyma- gałaby spełniania pragnień, lecz zawieszania lub wyciszania ich, aż nadejdzie ostateczna nirwana całkowitego spokoju. Gwoli sprawiedliwości trze- ba jednak zaznaczyć, że w  swoich późniejszych pracach, zwłaszcza w  Metafizyce moralności, Kant nie poleca już całkowitej apatii, a  jedynie „apatię moralną”, co nie oznacza, że mamy nie mieć uczuć, 10 Kant przedstawia różne formuły słynnego imperatywu kate- gorycznego, które omówię później. Szczególnie wrogo nastawiony jest wobec pragnień i  skłonności w  Krytyce praktycznego rozumu (przeł. Jerzy Gałecki, [Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004], s. 192), ale istnieje niebezpieczeństwo, że fragmenty tego rodzaju wyjmujemy z kontekstu. • 21 • lecz że niezależnie od uczuć, które mamy, musimy posłusznie praktykować posłuszeństwo wobec pra- wa moralnego. Jest to o  wiele łatwiejsze do prze- łknięcia, ponieważ wszyscy chcemy, aby ludzkim pragnieniom i skłonnościom towarzyszyły ograni- czenia w postaci reguł przyzwoitości i moralności. W  swoim klasycznym artykule Rae Langton dobitnie ilustruje kłopoty towarzyszące ideałowi apatii czy braku uczuć, przytaczając smutny przy- kład pewnej wyjątkowo entuzjastycznej zwolen- niczki Kanta11. Życie młodej Marii von Herbert, korespondentki Kanta i  wielkiej miłośniczki jego filozofii, rzeczywiście było wyprane ze wszystkich uczuć. Stało się tak, albowiem straciła swoją jedyną prawdziwą miłość, a to dlatego, że zgodnie z impe- ratywem kategorycznym czuła się moralnie zobli- gowana do tego, by wyznać umiłowanemu jakiś swój wcześniejszy występek12. Stan, w  którym się znalazła, nie był jednak stanem błogiej nirwany, 11 Rae Langton, Duty and Desolation, „Philosophy” 1992, vol. 67, s. 481–505. 12 Imperatyw nakazuje nam działać tylko według takich mak- sym, co do których możemy chcieć, by stały się prawem powszech- nym, czyli aby działali według nich wszyscy (zob. rozdziały 6 i 7). Jak pokazuje Langton, można się zastanawiać, czy imperatyw kategoryczny rzeczywiście obligował Marię von Herbert do takiej otwartości w opowiadaniu swojej historii. • 22 • lecz stanem osamotnienia i rozpaczy, i doprowadził ostatecznie do jej tragicznego samobójstwa. Impe- ratyw kategoryczny działa jak rodzaj filtru czy barie- ry i pomaga ocenić, czy postępowanie na podstawie skłonności jest dopuszczalne. Jeśli nie posiadacie żadnych skłonności, to imperatyw nie ma nic do roboty. Na szczęście większości z nas życie oferuje wiele możliwych źródeł satysfakcji — naukę, sztu- kę, muzykę, poezję, przyjaźń, rodzinę, indywidual- ne osiągnięcia. Wiele z tych rzeczy może nie rozpa- lać naszej namiętności, a gdy podchodzić będziemy do nich bez pożądania czy pragnienia  —  stanie się tak na pewno. Wyniknie z tego raczej osamot- nienie niż zadowolenie. Nawiasem mówiąc, jest to z pewnością jedną z przyczyn, dla których częstym skutkiem ubocznym przyjmowania leków SSRI (selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu sero- toniny), powszechnie przepisywanych w celu stłu- mienia emocji, są apatia, utrata libido i  samobój- stwo13. 13 Laikowi czytającemu o  skutkach ubocznych tych leków trudno zrozumieć, dlaczego rzeczywiście tak często się je prze- pisuje, zwłaszcza że w  wypadku większości chorób, poza bardzo poważną depresją, równie lub niewiele mniej skuteczne jest place- bo. A ponieważ poważną depresję można leczyć także lekami, któ- re zwiększają, a nie blokują zwrotny wychwyt serotoniny, wartość naukowa tej procedury wydaje się w najlepszym razie spekulatywna, • 23 • Kant nie ufał skłonnościom i  pragnieniom, ale wcześniej podobne tezy głosiło wiele tradycji reli- gijnych. Bogobojna rezygnacja z  siebie i  oddanie się w ręce Boga mają wiele wspólnego z osamotnie- niem Marii von Herbert; religijna melancholia nie jest zjawiskiem rzadko spotykanym. Przed Kantem podobnie wypowiadali się też stoicy, nauczający o życiu pełnym spokoju i hartu ducha i rozwodzący się nad znikomością naszych własnych indywidual- nych problemów w  wielkim kosmicznym porząd- ku rzeczy. Ich rada sprowadzała się do porzucenia naszej zwykłej, skoncentrowanej na sobie perspek- tywy i próby postrzegania świata w optyce wieczno- ści, w czysto obiektywny sposób, z boskiego punktu widzenia, punktu widzenia spoza czasu i przestrze- ni, tak żeby błahe ludzkie problemy niemal zupeł- nie znikły. Mamy się stać siłaczami, kolosami har- tu ducha, samowystarczalnymi, niezależnymi od spraw świata i wypadków, które nam się przydarza- ją, zdecydowanymi w wykonywaniu naszych obo- wiązków, a jednocześnie kompletnie obojętnymi na to, co nas spotyka. a właściwie nie istnieje. Jednakże w samym Zjednoczonym Króle- stwie przepisuje się rocznie około 50 milionów takich leków: nie- mal jeden na każdego mieszkańca. (Więcej o lekach psychotropo- wych napiszę w rozdziale 6). • 24 • Ideał ten jest bardzo szlachetny, a może nawet wzniosły. Bohaterom i patriotom trudno to zaak- ceptować, ale w odniesieniu do tego wzorca łatwo postawić zarzut, że kiedy spotykają nas w życiu naprawdę poważne problemy, ten rodzaj mądrej literatury szybciej nas sprowokuje, niż pocie- szy. Co gorsza, jeśli nie uda nam się żyć zgodnie z tym ideałem, to może nas ogarnąć wyniszcza- jące poczucie winy i  nieszczęścia. Nie jesteśmy kolosami. Zmagamy się z  kłopotami, często bywamy zależni od innych ludzi i z pewnością nie jesteśmy odporni na lęki, nadzieje, smutki i prag - nienia. W  naszej naturze nie leży i  nie powinno leżeć zachowywanie czystej i  wyniosłej obojętności na świat, który poznajemy. A  poznajemy z  naszego własnego punktu widzenia, z którego tu i teraz nie- uchronnie wydaje się najważniejsze. Kiedy więc coś idzie nie tak, w naturalny sposób odczuwamy złość. Osoba o właściwym usposobieniu może pocieszać się myślą, że na tym świecie gorsze rzeczy przy- trafiają się i będą się przytrafiać lepszym ludziom. Niestety, ktoś, kto ma mniej szlachetny charakter, może odczuwać gorycz z powodu bliźniaczej myśli, że lepsze rzeczy przytrafiają się i będą się przytrafiać gorszym ludziom. • 25 • Jeśli chodzi o dystansowanie się od stoików, to Hume jest po naszej stronie: Precz więc z  tymi daremnymi uroszczeniami, że można znaleźć szczęście w samym sobie, że można rozkoszować się własnymi myślami, że wystarcza zadowolenie z własnego postępowania i że należy gardzić wszelką pomocą i poparciem zewnętrznego świata. Jest to głos pychy, a nie natury14. Hume zauważa dalej, że ta bezsilna pycha „może co najwyżej wpłynąć na jego stronę zewnętrzną i  z  niesłychanym trudem i  wysiłkiem, sposobowi mówienia i  bycia nadać godność filozoficzną do wyprowadzenia w pole ciemnego tłumu”, ale „w ser- cu brak radości, a umysł nie mając oparcia we wła- ściwych przedmiotach pogrążony jest w najgłębszej rozpaczy i  przygnębieniu”. Właściwe przedmioty, na których nie może się oprzeć, to te, które dają nam przyjemność, takie jak bezpieczeństwo, spokój, przyjaźnie, rodzina, osiągnięcia i tak dalej — zwy- kłe, codzienne sprawy, które stają się obiektami naszej troski. Ale Hume jest wobec stoików zbyt surowy i, co zaskakujące, w tym przynajmniej miej- 14 David Hume, Eseje, s. 98. • 26 • scu rozmija się z  ludzką psychologią. Stoicy mie- li bardziej ludzkie oblicze i  uwzględniali eupatię, czyli dobre uczucia. Przykładowo stosowne jest odczuwanie żalu po śmierci dziecka lub przyjaciela. Klasyczni stoicy, tacy jak Seneka, Epiktet i Marek Aureliusz, chcą, byśmy nie odczuwali niepotrzeb- nego cierpienia15. Wiedzą, że będziemy podatni na tego rodzaju uczucia, więc jako receptę proponują nie obojętność na wszystko, lecz zachowanie przy- zwoitości, opanowania lub umiarkowania w obliczu ogarniających nas emocji. Mamy się wziąć w garść, głęboko zaczerpnąć powietrza i zachować godność w obliczu ciosów, jakie nieuchronnie zada nam los. Pomóc w tym mogą przykłady hartu ducha innych osób, a czasami ćwiczenia duchowe polegające na tym, że zastanawiamy się nad wielkością kosmosu i znikomością ludzkiego życia, także naszego. Wbrew temu, co sądził Hume, godność i  oby- czajność nie są przywdziewane po to, by oszukać ciemny gmin, ale są raczej czymś w  rodzaju mun- durów czy musztry w armii, czyli zapewniają porzą- dek, nadają kształt i  granice życiu uczuciowemu, 15 „Temper the wind to the shorn lamb”  —  nawiązanie do słów Laurence’a Sterne’a z Podróży sentymentalnej, oznaczających, że Bóg zadba o to, aby biedni i bezbronni nie cierpieli ponad mia- rę — przyp. tłum. • 27 • które zmuszeni jesteśmy wieść. Ideał polega raczej na tym, by być panem własnego losu i  kapitanem własnej duszy16. Czasami wyraża się to w paradoksal- ny sposób poprzez ideę, że wszystko jest obojętne, ale niektóre rzeczy są „preferowanymi obojętnymi” rzeczami  —  jest to wyrażenie, którego znaczenia na pierwszy rzut oka trudno się domyślić. Chodzi o to, że z pewnością preferujemy pewne rzeczy albo powinniśmy je preferować. Ale jeśli sprawy nie ukła- dają się po naszej myśli, musimy ćwiczyć panowanie nad sobą. Musimy wiedzieć, jak radzić sobie z sytu- acją, i  umieć dalej funkcjonować. Mamy zachować równowagę, nie dać się wywrócić. Taki ideał wcale nie jest trywialny. Wyrażenie „pan własnego losu i kapitan własnej duszy” pochodzi w rzeczywistości z zakończenia słynnego, niezwykłego wiersza Invictus (Niezwyciężony) autorstwa wiktoriańskiego poety Williama E. Henleya, który napisał go jako nasto- latek, kiedy gruźlica kości oznaczała, że będzie się musiał poddać amputacji nogi. Z nocy, co wokół mnie zapada, Czarnej jak samo piekła łono, 16 Co także pasuje do tego, co mówił Kant, chociaż jego idea panowania nad sobą sprowadza się do posłuszeństwa prawu moral- nemu, o czym napiszę później. • 28 • Bogu czy bogom — dzięki składam Za duszę swą niezwyciężoną17. W tej bardziej ludzkiej odmianie stoicyzmu god- ne podziwu jest właśnie zachowanie zimnej krwi w  obliczu przeciwności losu, a  nie swego rodza- ju nieczuła, melancholijna obojętność, która tych przeciwności nawet nie dostrzega. Determinacja, by pozostać panem własnego losu, jest czymś abso- lutnie wskazanym: istnieją wstrząsające opowieści o tym, jak pozwoliła ona ludziom przetrwać w naj- gorszych sytuacjach18. Dotyczy ona także świata współczesnego, gdzie przybiera postać, którą zaj- miemy się później, postać egzystencjalistycznego ideału przejęcia kontroli, czyli zdania sobie sprawy z naszej wolności odrzucenia wszystkich zwyczajo- wych czy opresyjnych scenariuszy, jakie pisze dla nas społeczeństwo. 17 William E. Henley, Niezwyciężony, przeł. Maciej Froński. Kry- tycy literaccy są podzieleni w ocenie, czy nieprzyjemne okoliczności powstania wiersza tłumaczą to połączenie desperacji i brawury. 18 Jedną z najbardziej znanych jest historia Jamesa Stockdale’a, który przez siedem lat znajdował się w niewoli Wietnamczyków z Pół- nocy i przetrwał po części dlatego, że przyswoił sobie filozofię Epik- teta; zob. Thoughts of a Philosophical Fighter Pilot, Hoover Institution Press, Stanford, CA 1995. Powieściową wersję tej historii przedstawia Tom Wolfe w A Man in Full, Jonathan Cape, London 1998. • 29 • Panowanie nad sobą może wymagać swego rodzaju dumy czy szacunku do siebie, czyli uczu- cia, wokół którego krążę w niniejszej książce, utrzy- mując, że znajduje się ono w  centrum konstelacji postaw wobec jaźni, takich jak poczucie własnej wartości, arogancja, próżność, narcyzm i inne. Nie- które z nich są godne pożałowania, inne niezbędne. Na ogół są one zmienne: w pewnych postaciach są wskazane, ale w innych już nie. Jeśli odrzucimy ide- ał całkowitego wyrzeczenia się pożądania i namięt- ności, to wciąż możemy zastanawiać się, czy istnieją pragnienia, bez których można żyć, które są idio- tyczne, których nie da się zaspokoić, a jeśli tak, to jak je odróżnić. Wszystko zależy więc od tego, jak uczucia, które odnoszą się do nas samych, umoco- wane są w naszym życiu. Przykładowo duma może być, jak utrzymuje chrześcijaństwo, źródłem wszel- kiego zła, najpoważniejszym grzechem śmiertel- nym, ale może też być czymś, co niezbędnie należy pielęgnować, głównym motorem dobrego zacho- wania, determinacji, wytrwałości i odwagi, gwaran- cją naszej integralności, kołem ratunkowym, które- go się trzymamy — czymś, z czego w gruncie rzeczy powinniśmy być dumni. Ktoś dobrze powiedział, że duma jest na miejscu tylko w obliczu przeciwności losu: motywując do walki, staje w jednym szeregu • 30 • z odwagą i zachowaniem godności. W rozdziale 7 zobaczymy, że duma Szatana z Raju utraconego Mil- tona jest najbardziej godna podziwu wtedy, gdy odważnie patrzy on w  oczy swojemu strasznemu losowi, który sam na siebie sprowadził. Jego duma była zła tylko wtedy, gdy przejawiała się jako odrzu- cenie wszystkiego, co dobre. Możliwe, że nauczenie się równoważenia tych przeciwnych ocen pomoże nam lepiej żyć ze sobą, a przynajmniej zrozumieć, dlaczego nie zawsze jest to takie łatwe. A to z kolei może nam się przydać w zajmujących nas na co dzień sprawach, jak miał nadzieję Kant, choć dwieście lat przed nim sceptyk Michel de Montaigne w dość uroczy sposób rzucił cień wątpliwości nawet na to: Gdyby drudzy przyglądali się sobie uważnie, jako ja czynię, znaleźliby się, jako ja siebie widzę, pełny- mi dzieciństwa i próżności. Zbyć się tego nie mogą, nie zbywając się samych siebie. Wszyscy jesteśmy tym napojeni, tak samo jedni, jak drudzy: jeno ci, którzy tego nie czują, lepiej się miewają: ba, i tego nie wiem!19 19 Michel de Montaigne, Próby, przeł. Tadeusz Boy-Żeleński, Zielona Sowa, Kraków 2004, s. 755. • 31 • Mam nadzieję, że Montaigne się mylił. Wielki prekursor Oświecenia, Baruch Spinoza (1632– 1677), także sądził, że prawdziwa wolność polega na zastąpieniu nieadekwatnych idei rzeczy głęb- szym zrozumieniem i ja też sądzę, że wyszłoby to nam wszystkim na zdrowie. W  każdym razie nie- zwykłą przyjemność sprawia nawet badanie, jak moglibyśmy tego dokonać. Rozdział 1 JA ŹŃ: IRIS MURDOCH I WUJEK WILLIAM Jaźnie [selves] są wszędzie. Ty i ja to tylko dwie spośród nich. Jaźnie skupiają na sobie wiele uwa- gi. Mówimy o  samoponiżeniu, samoświadomo- ści, wierze w  siebie, samokontroli, samozaparciu, wstręcie do samego siebie, poczuciu własnej warto- ści, nienawiści do samego siebie, kochaniu samego siebie, szacunku do samego siebie, poszukiwaniu samego siebie, zaufaniu do siebie, samoobrażeniach i tak dalej1. Mój Oxford English Dictionary wymienia 87 takich słów  —  rzeczowników poprzedzonych przedrostkiem self­, które zaczynają się na litery od „a” do „c”. Później przestałem liczyć. Być może 1 W  oryginale wszystkie te określenia zaczynają się od prze- drostka self­, który w formie rzeczownikowej oznacza jaźń — przyp. tłum. • 33 • słów tych powinno być nawet więcej, skoro poza kilkoma wyjątkami możemy przyjmować wobec samych siebie wszystkie postawy, które przyjmu- jemy wobec innych ludzi, a nawet rzeczy. Wyjątki uwzględniałyby takie trywialne przykłady jak to, że możliwe jest, iż spotkam na swojej drodze ciebie, a raczej niemożliwe jest, że spotkam na niej siebie, chyba że w sensie metaforycznym, co jest chyba jak najbardziej możliwe. Niektórzy filozofowie moralni są bardzo kry- tyczni wobec większości użyć tego przedrostka. We fragmentach podobnych do poniższego Iris Mur- doch uskarża się na „interesowne decyzje łudzącej, samolubnej woli”, przeciwstawiając im przekona- nie, że miłość i  prawda są w  stanie skierować nas z powrotem na właściwe tory. Miłość, która przynosi nam właściwą odpowiedź, polega na sprawiedliwości, realizmie i właściwym patrzeniu. Problem polega na tym, żeby skupić trwale uwagę na rzeczywistej sytuacji i nie pozwo- lić jej, by wróciła ukradkiem do jaźni z  pociesze- niami w rodzaju litowania się nad sobą, poczucia urazy, fantazji i rozpaczy2. 2 Iris Murdoch, Prymat dobra, przeł. Andrzej Pawelec, Znak, Kraków 1996, s. 113–114. • 34 • Pokora jest rzadką cnotą, niemodną i często trud- ną do zauważenia. Tylko wyjątkowo uda nam się spotkać kogoś, w  kim lśni ona pełnym blaskiem, u  kogo zauważamy ze zdumieniem nieobecność rozbieganych, chciwych macek jaźni3. Formy złej sztuki nie kryją w sobie nic tajemnicze- go, są to bowiem łatwo rozpoznawalne i dobrze zna- ne manewry samolubnego marzycielstwa. Dobra sztuka uświadamia nam, jak trudno być obiektyw- nym, kiedy pokazuje, jak odmiennie wygląda świat z obiektywnej perspektywy4. Według tego poglądu, koncentrowaniu się na jaźni towarzyszą złudzenia, niezdolność do właści- wej oceny sytuacji, chciwość, fantazja, litowanie się nad sobą, poczucie urazy i rozpacz. Być może tak jest, ale być może przejawia się ono także na inne sposoby, jak zobaczymy w rozdziale 4. Z pewnością możemy jednak patrzeć podejrzliwie na ludzi, któ- rych nie da się odciągnąć „od troski o nich samych” i sprawić, by swoją uwagę skierowali na innych ludzi czy nawet na inne rzeczy, takie jak wielka sztuka, muzyka czy dzieła natury. Ludzie, którzy nie mogą 3 Ibidem, s. 126. 4 Ibidem, s. 109. • 35 •
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Lustereczko, powiedz przecie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: