Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00397 008768 10454371 na godz. na dobę w sumie
Machiną przez Chiny - ebook/pdf
Machiną przez Chiny - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Poradnia K Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-933420-7-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Machiną przez Chiny to powieść przygodowa oparta na prawdziwej historii. Halina i Stach to para nieco szalonych podróżników. Postanawiają wyruszyć motocyklem do Chin. Na szlaku, pośród azjatyckich pustyń i dżungli, czeka na nich cała masa zdumiewających przygód.

Książka Machiną przez Chiny to kolejna powieść przygodowa Łukasza Wierzbickiego oparta na prawdziwej historii. Jest rok 1934. Świeżo upieczeni małżonkowie, Halina i Stach Bujakowscy wyruszają w szalona podróż poślubną do Chin... Motocyklem o mocy 10 koni mechanicznych. Szlak prowadzi z Druskiennik przez Turcję, Persję i Indie, aż do Szanghaju. Małżonkowie pokonują blisko 24 tysiące kilometrów. Machina często niedomaga, a azjatyckie pustynie i dżungle przynoszą liczne niebezpieczne i fascynujące przygody.

Wspomnienia małżonków z podróży do Chin Łukasz Wierzbicki opracował na potrzeby książki „Mój chłopiec, motor i ja”, wydanej przez Poradnię K dla dorosłych czytelników. Wkrótce potem spisał je raz jeszcze, tym razem z myślą o dziecięcym odbiorcy. Machiną przez Chiny to czwarta książka Łukasza Wierzbickiego z cyklu przygodowo-podróżniczych powieści dla dzieci. Książkę zilustrowała i zaprojektowała Marianna Oklejak, która bazując na oryginalnych fotografiach z wyprawy stworzyła unikatową przestrzeń, pełną ciepłych kolorów, kolaży, wycinanek i rysunków.

Obcowanie z książką – jej treścią i oryginalną oprawą graficzną – pobudza wyobraźnię i zaostrza apetyt na podróże i poznawanie obcych krain. Dzieci poznają zwyczaje odmiennych kultur i plemion, roślinność dalekich stron, a także poznają wyjątkowych towarzyszy podróży

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 6 CZĘŚĆ I MACHINĄ PRZEZ CHINY 8 Londyn, Anglia, czerwiec 1947 roku Silniki warczały. Samolot trząsł się, trzeszczał, nabierał rozpędu. Kropelki deszczu ścigały się po szybie. Chłopiec przykleił nos do okna i wpatrywał się w malejących w dole ludzi, samochody, budynki. — Jak długo będziemy lecieć, mamusiu? Mama nie odpowiedziała. Oczy miała zamknięte, dło- nie zaciśnięte na oparciu, mruczała coś pod nosem. — Znów medytujesz? — spytał chłopiec. — Czekam, aż wystartujemy — mruknęła mama w odpowiedzi. — Już wystartowaliśmy! Lecimy! Lotnisko wygląda jak pudełko zapałek! Zobacz! — Wolałabym nie — westchnęła mama. — Będziemy lecieć dwa dni, synku. Pojutrze zobaczysz swojego tatę. — Tata — szepnął chłopiec. Tata, tata… powtarzał w myślach dziwne słowo, którego nigdy dotąd nie używał. Nie pamiętał tych czasów, gdy tata pojechał na wojnę walczyć z Niemcami. Był wtedy malutki. Teraz, gdy wojna 9 się skończyła, tata się odnalazł i czeka na nich w dalekich Indiach. Samolot wzniósł się ponad srebrzyste chmury. Pro- mienie słońca wpadły przez okno do środka, jakby wsta- wał nowy dzień. Mama wyjęła z kieszeni fotografi ę i wpa- trywała się w nią z uśmiechem. — Ten pan obok ciebie to tata? — spytał chłopiec. — Tak, synku. — A to jest ta machina, która zawiozła ciebie i tatę na koniec świata? — Mhm… — potwierdziła mama. — Opowiedz, jak to było! — Ej… opowiadałam ci tę historię tysiąc razy… — I co z tego? Będziemy lecieć dwa dni, mamy dużo czasu. Opowiedz jeszcze raz! Od samego początku. — Początek? — Mama odłożyła zdjęcie i zamyśliła się. Po chwili nabrała powietrza, wydęła policzki i wydała z siebie przedziwny dźwięk: — Brum, wruum, dudududu- dudu… 10 MACHINA 11 Brum, wruum, dudududududududuuu… Tak muszę rozpocząć moją opowieść. Wiem, to strasz- ne. Chciałabym tu napisać coś poetyckiego. Na przykład „słońce chyliło się ku zachodowi” albo „to była najwspa- nialsza przygoda mojego życia”. Nic z tego! Zaczęło się tak właśnie: brum, wruum, a potem dududududu… Orkiestra przygrywała, schodzili się goście, a ja sama jak palec w śnieżnobiałej sukni do ziemi i welonie na gło- wie. Gdzie Stach, mój mąż? — spytasz. Powiem ci: jak zwy- kle, nie wiadomo gdzie. Zniknął! A dopiero co obiecał, że mnie nie opuści aż do śmierci! I wtedy rozległo się to piekielne wruum, wruum, dudu- duddudududu, po czym z gęstej chmury wyłonił się Stach na zgniłozielonej oblepionej błotem machinie. Wielka lampa na przedzie płonęła złotym blaskiem, z metalowej rury buchały kłęby spalin, czarnych i śmierdzących. — Kochanie! Co to za machina, do licha ciężkiego? — wrzasnęłam. — Niespodzianka! Prezent ślubny! Motocykl angiel- skiej produkcji! Dziesięć koni mechanicznych! — Stach wypiął dumnie pierś, jakby czekał na oklaski. I, ku moje- mu największemu zaskoczeniu, doczekał się! Wokół roz- brzmiały brawa i wiwaty: 12 nienia marzeń! — Niech żyje młoda para! Zdrowia! Szczęścia! Speł- Stach wziął mnie w objęcia i nim zdążyłam zaprote- stować, z rozmachem wrzucił mnie do kosza przymoco- wanego u boku motocykla. Wruuum, wruuum, ruszy- liśmy. Tiiit, tiiit, — odezwał się klakson. Wiatr zaszumiał w uszach. „Sto lat! Sto lat!” — zaśpiewali goście. Zato- czyliśmy cztery kółka wokół weselników. Nie powiem, było całkiem przyjemnie. — Ta maszyna zabierze nas w podróż, o jakiej zawsze marzyłaś! — powiedział Stach, gdy zatrzymał wreszcie po- jazd i wyłączył silnik. — Dokąd droga i oczy poniosą? — spytałam. — W świat szeroki! — Na koniec świata?! — Cisza! Cisza!!! — rozległo się naraz wołanie. Dzia- dek Jeremi wyskoczył przed szereg gości, uniósł palec i przemówił: — Moi drodzy, jeżeli chcecie jechać tym mo- tocyklem na kraniec świata, powiem wam, gdzie to jest. Wiem, bo tam byłem. — Podniósł z ziemi patyk, wyrysował na piasku mapę i zakreślił szlak. — Musicie kierować się na wschód, przez Turcję, Persję, Indie, Birmę, do Chin, do Szanghaju, czyli tu. — Z rozmachem wbił patyk w ziemię. — Do Szanghaju. Wspaniale! Niech będzie Szanghaj! — zawołałam. 13 — To nie będzie łatwa wycieczka — dodał dziadek Je- remi. — W dżungli pożrą was bengalskie tygrysy, bez wąt- pienia. Na pustyni pochłoną ruchome piaski, to pewne. Spotkacie jadowite kobry, tatuowanych dzikusów, straszli- we skorpiony i pijawki olbrzymy… — Cudownie! — Ucieszyłam się. — Kochanie, ruszajmy! Rzuciłam się Stachowi na szyję i z całych sił go ucało- wałam. Słońce chyliło się ku zachodowi. Tak rozpoczęła się najwspanialsza przygoda mojego życia.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Machiną przez Chiny
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: