Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00277 005110 12581302 na godz. na dobę w sumie
Magia i mitologia psychologii - ebook/pdf
Magia i mitologia psychologii - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 234
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-2702-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka jest autorskim przeglądem stanu psychologii jako dyscypliny wiedzy i jako zjawiska kulturowego w ujęciu interdyscyplinarnym. Myślą przewodnią jest krytyka idei ''człowieka psychologicznego'', w istocie zredukowanego do prostej fenomenologii i funkcjonalizmu. Koncepcja ta wywodzi się z paradygmatu poznawczego, wymuszonego przez scjentystyczny redukcjonizm, który do dziś nie jest w stanie uporać się z fenomenem dualizmu natury człowieka. Dwoistość ta fascynuje nie tylko psychologów, lecz ostatnio w coraz większym stopniu także fizyków, matematyków i badaczy z innych nauk przyrodniczych, co owocuje coraz ciekawszymi próbami integracji różnych dziedzin wiedzy.

Kluczowym problemem, z jakim boryka się psychologia, a z jakim autor próbuje się zmierzyć, jest niedająca się ująć w żadne domknięte prawa przyczynowe nieoznaczoność ludzkich motywacji i działań, wpisana w mechanikę zjawisk i procesów intrapsychicznych. Zwraca także większą uwagę na sprawczą rolę wartości jako kulturowych czynników generatywnych w kształtowaniu tożsamości człowieka.

Książka przeznaczona jest nie tylko dla specjalistów, lecz również dla szerokich kręgów ludzi bądź zajmujących się psychologią zawodowo, bądź włączających ją w obieg własnej profesji, bądź wreszcie interesujących się nią tak w sensie praktycznym, jak i czysto poznawczym.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

WstŒp Co wolno, a czego nie wolno Psychologia, jako nauka o cz‡owieku, posi‡kuj„ca siŒ wiedz„ z r(cid:243)¿nych dziedzin, jest w istocie nauk„ interdyscyplinarn„. Podejmowanie interdy- scyplinarnych rozwa¿aæ jest przedsiŒwziŒciem tyle¿ ekscytuj„cym, co kar- ko‡omnym, je(cid:156)li wzi„(cid:230) pod uwagŒ mnogo(cid:156)(cid:230) prac, jakie w ka¿dej z tych dziedzin powsta‡y (cid:150) i nadal powstaj„. Ponawiane s„ te¿ pr(cid:243)by formu‡owa- nia kolejnych wersji (cid:132)og(cid:243)lnej teorii wszystkiego(cid:148) (Barrow, Weinberg). Al- bowiem bynajmniej nie s‡ownego mŒdrkowania brak w naszych czasach (cid:150) powiada‡ ju¿ onegdaj pewien staro¿ytny filozof. Konkurencja jest zatem ogromna. Jednocze(cid:156)nie jednak ogromna jest te¿ pokusa (cid:150) a to z kilku po- wod(cid:243)w. Pierwszy z nich (cid:150) bodaj czy nie najwa¿niejszy (cid:150) zawiera siŒ w stwier- dzeniu tego¿ samego filozofa, i¿ cz‡owiek jest istot„ znajduj„c„ upodoba- nie w rozwa¿aniach teoretycznych (Epiktet, Diatryby, I, 29). Co prawda, powo‡ywanie siŒ na s„d (cid:150) sk„din„d prawdziwy (cid:150) cho(cid:230)by i najwiŒkszego mŒdrca samo w sobie nie daje ¿adnej gwarancji intelektualnej przyzwo- ito(cid:156)ci i rzetelno(cid:156)ci takiego (cid:132)mŒdrkowania(cid:148), niemniej w jakim(cid:156) przynaj- mniej stopniu t‡umaczy motywy, jakie mog„ do tego sk‡ania(cid:230). Rodz„ siŒ one bowiem z przyrodzonej sk‡onno(cid:156)ci cz‡owieka (cid:150) ba, wrŒcz instynktow- nej potrzeby (cid:150) do nieustannego porz„dkowania we w‡asnym umy(cid:156)le obra- zu (cid:156)wiata, w jakim przychodzi mu ¿y(cid:230). Obraz ten kszta‡tuje siŒ dziŒki nie- ustannie gromadzonej wiedzy, kt(cid:243)r„ trzeba przecie¿ jako(cid:156) spo¿ytkowa(cid:230), je(cid:156)li chce siŒ pog‡Œbia(cid:230) rozumienie zar(cid:243)wno samego siebie, jak i otaczaj„cej rzeczywisto(cid:156)ci. Rzecz jasna, udzia‡ w jego tworzeniu maj„ na r(cid:243)wnych 8 WstŒp prawach tak¿e w‡asne doznania i spos(cid:243)b ich transponowania na subiek- tywny os„d o roli, jak„ odgrywa ta wiedza z punktu widzenia w‡asnego ¿ycia i dzia‡ania. Nikt przytomny na umy(cid:156)le nie o(cid:156)mieli siŒ twierdzi(cid:230), ¿e istnieje jeden kanoniczny wzorzec systematyzacji tej wiedzy, jej przetwarzania i synte- zy. PrzyjŒcie takiego za‡o¿enia dowodzi‡oby albo ca‡kowitej bezmy(cid:156)lno(cid:156)ci, albo (co na jedno wychodzi) pogodzenia siŒ z zanikiem ducha eksploracji, kt(cid:243)rej istot„ jest przecie¿ nie tyle mechaniczne, alfabetyczne katalogowa- nie informacji i jej archiwizowanie, ile nadawanie sensu poszczeg(cid:243)lnym jej elementom. To za(cid:156) jest niczym innym jak przypisywaniem im znacze- nia wedle miary w‡asnego do(cid:156)wiadczenia, jakie kumuluje siŒ latami w nie- ustannym procesie konfrontowania w‡asnego ¿ycia z osi„gniŒciami nauki. Subiektywizm ogl„du (cid:156)wiata i oceny stanu wiedzy o nim jest czym(cid:156) naturalnym i wcale nie musi by(cid:230) dyskwalifikowany jako paradygmat po- znawczy. Przyr(cid:243)wna(cid:230) to mo¿na do powstawania niepowtarzalnych w swej oryginalno(cid:156)ci dzie‡ sztuki, traktuj„cych o rozmaitych przejawach kondycji ludzkiej. Od zarania dziej(cid:243)w by‡y one, i nadal s„, przedstawiane w niezli- czonych formach artystycznych, dostŒpnych ka¿dej odmianie wyobra(cid:159)ni. A przecie¿ nikt nie o(cid:156)mieli siŒ twierdzi(cid:230), ¿e temat ten kiedykolwiek siŒ wyczerpie. Jak (cid:156)wiat (cid:156)wiatem powstawa‡y i bŒd„ powstawa(cid:230) kolejne opi- sy i opowie(cid:156)ci o dylematach egzystencjalnych, o zwi„zanych z nimi dra- matach, rado(cid:156)ciach, walkach, grach (cid:150) s‡owem, o wszystkich tych nieskoæ- czonych odmianach i niuansach emocji, namiŒtno(cid:156)ci i nadziei, jakie im towarzysz„. Artysta, inspirowany natchnieniem zrodzonym z w‡asnego do(cid:156)wiadczenia, nie ogl„da siŒ na to, ¿e (cid:132)wszystko ju¿ by‡o(cid:148). Gdyby uzna‡, ¿e po dokonaniach rzeszy swych poprzednik(cid:243)w nie ma ju¿ w‡a(cid:156)ciwie nic do roboty, by‡by zwyk‡ym durniem, beztalenciem albo tch(cid:243)rzem. Podob- nie jest z aktywno(cid:156)ci„ umys‡ow„, kt(cid:243)r„ nasz filozof nazywa dobrotliwie (cid:132)mŒdrkowaniem(cid:148). Zaniechanie my(cid:156)lenia tylko dlatego, ¿e wszystko przemy(cid:156)leli ju¿ inni, nale¿y uzna(cid:230) za (cid:156)wiadectwo duchowej i intelektualnej gnu(cid:156)no(cid:156)ci, w jak„ nieuchronnie popada rozum, edukowany wy‡„cznie w bibliotekach. Rezy- gnacja z eksploracji poznawczej, sprowadzanie ogl„du (cid:156)wiata wy‡„cznie do korzystania z tego, (cid:132)co pod rŒk„(cid:148), prowadzi w rezultacie do zaniku wolnej woli i redukuje cz‡owieczeæstwo do funkcji rdzeniowych. Dlatego tak jak nieustannie bŒd„ powstawa‡y nowe dzie‡a sztuki, tak wci„¿ bŒd„ Co wolno, a czego nie wolno 9 podejmowane kolejne pr(cid:243)by najrozmaitszych (cid:132)rozwa¿aæ teoretycznych(cid:148), kt(cid:243)re mo¿na by uczenie nazwa(cid:230) spekulatywn„ analiz„ aktualnego stanu wiedzy o (cid:156)wiecie i o cz‡owieku, stymulowan„ przez do(cid:156)wiadczenie, intu- icjŒ i wyobra(cid:159)niŒ tego, kt(cid:243)ry jej dokonuje. Wnikliwy, dociekliwy i bez w„tpienia (cid:132)¿yczliwy(cid:148) krytyk powie, ¿e powy¿sze stwierdzenie nale¿y potraktowa(cid:230) jako wyprzedzaj„ce usprawie- dliwienie autora dla w‡asnej pr(cid:243)¿no(cid:156)ci, granicz„cej z pych„. Zawsze ist- nieje obawa, ¿e szalony i natchniony artysta oka¿e siŒ grafomanem czy marnym pacykarzem, a samozwaæczemu analitykowi o duszy filozofa gro- zi ¿a‡osne dyletanctwo. W (cid:156)wiecie akademickiej specjalizacji wszelka in- terdyscyplinarno(cid:156)(cid:230) bywa wielce podejrzana; w najlepszym razie traktowa- na jest z rezerw„. Dzia‡a tu niepisany nakaz przestrzegania prawa wy‡„czno(cid:156)ci, wedle kt(cid:243)rego wkraczanie obcych na terytoria zarezerwowa- ne dla specjalist(cid:243)w jest uznawane za proceder ze wszech miar naganny, wrŒcz za bezczeln„ uzurpacjŒ. Lecz w dziejach my(cid:156)li ludzkiej (cid:150) eksploracji ducha i rozumu (cid:150) takim w‡a(cid:156)nie harcownikom (cid:156)wiat zawdziŒcza najwiŒcej. Je(cid:156)li nawet siŒ myl„, to przynajmniej sprawiaj„, ¿e ¿ycie umys‡owe staje siŒ barwne i ciekawsze. Tym bardziej ¿e wielu z nich wcale siŒ nie myli‡o. Mendel nie by‡ wy- kszta‡conym przyrodnikiem, lecz skromnych mnichem, a przecie¿ z powo- dzeniem zapu(cid:156)ci‡ siŒ ze swymi pomys‡ami w obszary zakazane przez teo- log(cid:243)w i zarezerwowane dla biolog(cid:243)w. Nawet matematyka, w kt(cid:243)rej obowi„zuje najwiŒkszy rygoryzm formalny, zna przyk‡ady szalonych wi- zjoner(cid:243)w, staj„cych ko(cid:156)ci„ w gardle grymasz„cym akademikom (np. Can- tor). flycie dowiod‡o ju¿ nieraz, ¿e rozmaite fanaberie bywaj„ zdumiewa- j„co odkrywcze i niepokorne duchy wszelkiej ma(cid:156)ci w ostatecznym rozrachunku maj„ racjŒ, cho(cid:230), oczywi(cid:156)cie, nie rozwi„zuj„ wcale wszelkich (cid:132)zagadek bytu(cid:148), gdy¿ jest to po prostu niemo¿liwe. Uleganie zatem swoistym (cid:132)lŒkom poznawczym(cid:148) czy obawa pos„dze- nia o dyletantyzm nie ma sensu. Rzecz bowiem nie tyle w samym proble- mie, tezie b„d(cid:159) narracji (cid:150) cho(cid:230)by nawet najbardziej fantastycznej czy nie- ortodoksyjnej (cid:150) ile w metodzie, czyli w dyscyplinowaniu pracy umys‡u. Albowiem prawd„ jest, ¿e wolno(cid:156)(cid:230) poznania, dziŒki kt(cid:243)rej rodz„ siŒ naj- dziksze czasem pomys‡y, niepoddana rygorom rozumu mo¿e wywie(cid:156)(cid:230) na manowce. Jednak¿e pragnienie wolno(cid:156)ci zawsze pozostaje silne, przemo¿- ne (cid:150) i nie do okie‡znania. A efekty? C(cid:243)¿, poddane os„dowi czasu i ludzi 10 WstŒp b„d(cid:159) sprawdzaj„ siŒ i zostaj„ w‡„czane do puli aktyw(cid:243)w ludzkiej my(cid:156)li, b„d(cid:159) znikaj„ niczym ulotna fantasmagoria, po kt(cid:243)rej pozostaje ¿al, rozbawienie, czasami niesmak, wreszcie jaka(cid:156) nieokre(cid:156)lona nadzieja na przysz‡o(cid:156)(cid:230). Obawa przed studiami interdyscyplinarnymi, cho(cid:230) uzasadniona, nie powinna jednak zniechŒca(cid:230) czy zgo‡a parali¿owa(cid:230). Nie wolno ulega(cid:230) mi- tom s‡awetnej specjalizacji i ba(cid:230) siŒ zarzut(cid:243)w o wkraczanie (cid:132)na nie swoj„ dzia‡kŒ(cid:148). Rozdrobnienie, rozcz‡onkowanie nauk wszelakich osi„gnŒ‡o dzi(cid:156) poziom osobliwego absurdu. Ilo(cid:156)(cid:230) wiedzy szczeg(cid:243)‡owej daleko przekro- czy‡a krytyczny pr(cid:243)g percepcji, za kt(cid:243)rym obowi„zuj„ ju¿ tylko dwa s‡a- wetne prawa chaosu (cid:150) prawo Murphy(cid:146)ego i prawo Petera. Pierwsze z nich w jednym ze swych wariant(cid:243)w g‡osi, ¿e coraz wiŒksza liczba ludzi zna siŒ na coraz mniejszej ilo(cid:156)ci rzeczy, drugie za(cid:156) (cid:150) i¿ coraz wiŒcej ludzi osi„ga pu‡ap niekompetencji. Je(cid:156)li na dodatek przyj„(cid:230), ¿e wedle wszelkich zna- k(cid:243)w na niebie i ziemi w wielu sferach poznania mamy do czynienia z atro- fi„ kreatywno(cid:156)ci w sferze idei, z zastŒpowaniem jej tyle¿ b‡yskotliw„, co bezp‡odn„ ekwilibrystyk„ intelektualn„ czy metodologiczn„, to przyjdzie stwierdzi(cid:230), ¿e aktywno(cid:156)(cid:230) umys‡ow„ i badawcz„ (zw‡aszcza tŒ zinstytucjo- nalizowan„) coraz dok‡adniej opisuje inne jeszcze prawo (cid:150) tym razem Par- kinsona. M(cid:243)wi„c obrazowo, spoza drzew nie wida(cid:230) ju¿ lasu, a wyr„bywa- nie ich nie s‡u¿y wytyczaniu jakichkolwiek (cid:156)cie¿ek czy trakt(cid:243)w, lecz rozpalaniu weso‡ych ognisk, przy kt(cid:243)rych umŒczeni drwale przepijaj„ swoje nie najgorsze dni(cid:243)wki. Nie trzeba chyba dodawa(cid:230), ¿e tych dzielnych ro- botnik(cid:243)w le(cid:156)nych dawno ju¿ przesta‡o interesowa(cid:230), komu (cid:150) opr(cid:243)cz nich samych (cid:150) i do czego potrzebny jest ich urobek. Drugim powodem, dla kt(cid:243)rego tak trudno oprze(cid:230) siŒ pokusie snucia rozwa¿aæ interdyscyplinarnych, jest przekora umys‡u, buntuj„cego siŒ prze- ciwko dominacji scjentycznego redukcjonizmu, narzuconego humanistyce przez wszechw‡adny, utylitarny racjonalizm czas(cid:243)w nowo¿ytnych. Subiek- tywizm, obecny w ludzkim my(cid:156)leniu, irracjonalizm, jakim podszyty bywa ka¿dy przejaw ludzkiej aktywno(cid:156)ci, uznawane s„ pospo‡u za (cid:132)czynniki zak‡(cid:243)caj„ce(cid:148), gdy¿ zaburzaj„ klarowno(cid:156)(cid:230) analiz zjawisk i proces(cid:243)w w ka- tegoriach m.in. przeliczalno(cid:156)ci przyczyn i przewidywalno(cid:156)ci skutk(cid:243)w. Uzna- nie za paradygmat, i¿ arbitralnie dekretowana redukcja miar opisu i anali- zy rzeczywisto(cid:156)ci do skoæczonej ich ilo(cid:156)ci pozwoli tŒ rzeczywisto(cid:156)(cid:230) w pe‡ni rozumie(cid:230) i kontrolowa(cid:230), jest uproszczeniem tyle¿ naiwnym, co zabawnym w skutkach. Co wolno, a czego nie wolno 11 Nie mo¿na bowiem sprowadzi(cid:230) wszystkiego do (cid:132)systemowej mecha- niki czynnikowej(cid:148) (cid:150) jakkolwiek by j„ rozbudowywa(cid:230). (cid:140)wiata (cid:150) a zw‡asz- cza (cid:156)wiata wnŒtrza cz‡owieka czy tworzonego przez cz‡owieka (cid:150) nie da siŒ opisa(cid:230) skoæczon„ liczb„ wymiar(cid:243)w, niezale¿nie od tego, jak je definiowa(cid:230). Czy siŒ to komu(cid:156) podoba czy nie, rzeczywisto(cid:156)(cid:230), cho(cid:230) mo¿e i jest nieskoæ- czenie definiowalna (dla wytrwa‡ych), to jednak pozostanie ostatecznie niepoznawalna. Definicja i opis to domena wy‡„cznie rozumu, lecz poznanie (cid:150) to do- mena rozumu po‡„czonego z (cid:132)czym(cid:156) jeszcze(cid:148), co pozwala poza ten rozum wykracza(cid:230). W tym (cid:132)czym(cid:156)(cid:148) tkwi tajemnica wszelkiej kreatywno(cid:156)ci, nie- rozwi„zywalna zagadka fenomenu tw(cid:243)rczo(cid:156)ci. Zagadk„ pozostaj„ r(cid:243)wnie¿ regu‡y owego (cid:132)wykraczania(cid:148). Mo¿na pr(cid:243)bowa(cid:230) definiowa(cid:230) transgresjŒ, mo¿na mniej lub bardziej dok‡adnie opisywa(cid:230) jej przejawy, nie spos(cid:243)b jed- nak pozna(cid:230) j„ u samych jej (cid:159)r(cid:243)de‡ czy wrŒcz j„ kontrolowa(cid:230). Innymi s‡o- wy, (cid:132)sza‡ Muz(cid:148) mo¿na rozpozna(cid:230), nie mo¿na go jednak ani w pe‡ni zrozu- mie(cid:230), ani nad nim do koæca panowa(cid:230). I bardzo dobrze... Owo wykraczanie poza to, co ju¿ znane i wiadome, skrŒcanie w podej- rzane rejony niepewno(cid:156)ci, wreszcie puszczanie wodzy fantazji i zdawania siŒ bardziej na wyobra(cid:159)niŒ i intuicjŒ ni¿ na najbardziej nawet skalkulowa- ne ekstrapolacje, stanowi podstawŒ tw(cid:243)rczej aktywno(cid:156)ci w ka¿dej dziedzi- nie wiedzy (i sztuki). Czym innym jednak jest pozostawanie przy jednej z nich, wybranej z wielu, a czym innym hulanie sobie po r(cid:243)¿nych polach, uprawianych przez rozmaitych specjalist(cid:243)w. Interdyscyplinarne harce to co(cid:156) na kszta‡t transgresji wielowymiarowej (cid:150) wykraczania poza istniej„cy stan rozpoznania i opisu wielu w„tk(cid:243)w rzeczywisto(cid:156)ci oraz kojarzenie ich na nowych zasadach. Jest niezbywalnym prawem ka¿dego cz‡owieka podejmowanie pr(cid:243)b ogarniania po swojemu tego wszystkiego, co oferuje mu wiedza i co podpowiadaj„ mu zar(cid:243)wno w‡asne (cid:156)mia‡e, acz rozs„dne przemy(cid:156)lenia, jak i w‡asne irracjonalne, nawet szalone przeczucia. Istota owej aktywno(cid:156)ci wolnego ducha i rozumu zawiera siŒ w‡a(cid:156)nie w niepo- wtarzalno(cid:156)ci czynnika indywidualnego (by nie rzec osobistego) ka¿dej z takich pr(cid:243)b. Gdyby chodzi‡o wy‡„cznie o analizŒ danych, w(cid:243)wczas wystarczy‡oby przetwarzanie informacji wedle zadanych komputerom algorytm(cid:243)w. Lecz komputery nie dysponuj„ owym (cid:132)czym(cid:156)(cid:148) (cid:150) umownie nazwiemy to intuicj„, cho(cid:230) jest to termin raczej niefortunny, gdy¿ znaczeniowo nadu¿ywany do 12 WstŒp rozmaitych szalbierstw intelektualnych. Owo (cid:132)co(cid:156)(cid:148) w‡a(cid:156)nie powoduje, ¿e na ka¿dym etapie takiej analizy mo¿na dokona(cid:230) najdzikszego nawet zwro- tu procedur. Komputer, cho(cid:230)by i wzbogacony o ograniczone sprawno(cid:156)ci heurystyczne, nigdy nie bŒdzie wolnym tw(cid:243)rc„, artyst„. Nie da siŒ bo- wiem zaprogramowa(cid:230) w nim fantazji, swobodnej wyobra(cid:159)ni, chimerycz- no(cid:156)ci, zw„tpienia, nadziei, przekory, buntowniczej z‡o(cid:156)ci, wyczucia for- my i piŒkna (cid:150) s‡owem, obdarzy(cid:230) go wszystkimi licznymi atrybutami kreatywno(cid:156)ci. I nie chodzi nawet o jakie(cid:156) wy¿yny artyzmu czy wgl„du poznawczego. Wystarczy to odnie(cid:156)(cid:230) do swobody skojarzeæ, prowadz„cej u zwyk‡ego cz‡owieka do nieprzewidywalnych zgo‡a nastŒpstw. Na ko- niec wreszcie komputer nie dysponuje woln„ wol„, kt(cid:243)ra cz‡owiekowi pozwala pokonywa(cid:230) najwiŒksze nawet przeszkody, a tak¿e w‡„cza(cid:230) i wy- ‡„cza(cid:230) w my(cid:156)leniu i kojarzeniu na przemian to, co racjonalne, i to, co irracjonalne, a co odgrywa tak wielk„ rolŒ w (cid:156)wiadomo(cid:156)ci harcownika, zapuszczaj„cego siŒ na ziemie zakazane. Interdyscyplinarno(cid:156)(cid:230) pozbawiona ducha artyzmu jest zajŒciem ja‡owym, co najwy¿ej erudycyjn„ ¿onglerk„ intelektualn„. Momentami mo¿e nawet i zachwyca, lecz po pewnym czasie staje siŒ mŒcz„ca i nu¿„ca, tak jak bie- ganie chomika w obracaj„cym siŒ kole. Cho(cid:230)by nie wiem jak szybko to zwierz„tko przebiera‡o ‡apkami, jak bardzo by przy tym popiskiwa‡o, to i tak nigdzie nie dobiegnie. W koæcu siŒ zmŒczy i zziajane zlegnie. Po ja- kim(cid:156) czasie podejmie swe bezowocne pr(cid:243)by na nowo, bo ma wdrukowan„ w organizm naturaln„ potrzebŒ ruchu, swoist„ (cid:132)popŒdliwo(cid:156)(cid:230) motoryczn„(cid:148). Dop(cid:243)ki jednak nie zdobŒdzie siŒ na odwagŒ, nie pozwoli, ¿eby ciekawo(cid:156)(cid:230) (cid:156)wiata wziŒ‡a g(cid:243)rŒ nad lŒkiem przed tym, co mo¿e je czeka(cid:230) gdzie(cid:156) tam (cid:132)na zewn„trz(cid:148), dop(cid:243)ty tkwi(cid:230) bŒdzie w zaklŒtym krŒgu bie¿ni, na kt(cid:243)rej siŒ znalaz‡o. Cho(cid:230) mechanikŒ swego ko‡a pozna, by(cid:230) mo¿e, w stopniu niemal doskona‡ym, to (cid:150) skoncentrowane wy‡„cznie na nim i do niego ograniczo- ne (cid:150) nigdy nie wytworzy w sobie odruchu (cid:132)skoku w bok(cid:148), poza obrŒb za- mkniŒtego obszaru aktywno(cid:156)ci. W przypadku aktywno(cid:156)ci poznawczej taka zachowawcza postawa mo¿e wynika(cid:230) z przymusu narzuconego z zewn„trz b„d(cid:159) ze (cid:156)wiadomego i celo- wego samoograniczenia, uwarunkowanego przez swoisty konformizm psy- chospo‡eczny lub tresurŒ edukacyjno-intelektualn„. Je(cid:156)li taki stan rzeczy nawet kogo(cid:156) uwiera, to wewnŒtrzna gra dw(cid:243)ch potŒ¿nych, a przeciwstawnych si‡ (cid:150) ciekawo(cid:156)ci i lŒku (cid:150) zwykle koæczy siŒ rezygnacj„ z nazbyt (cid:156)mia‡ej Co wolno, a czego nie wolno 13 ekspansji poznawczej. Reszta to wy‡„cznie racjonalizacja owego zaniecha- nia i moszczenie sobie wygodnego gniazdka w ramach dostŒpnych (cid:132)wa- runk(cid:243)w bezpieczeæstwa(cid:148) i potencja‡u kompetencyjnego. Koniec koæc(cid:243)w g(cid:243)rŒ bierze trzecia si‡a, r(cid:243)wnie¿ niebywale motywuj„ca ka¿d„ ¿yw„ istotŒ: potrzeba wygody i (cid:156)wiŒtego spokoju. Mamy tu najwyra(cid:159)niej do czynienia z odwr(cid:243)ceniem tzw. hierarchii potrzeb, jaka wedle niekt(cid:243)rych psycholo- g(cid:243)w mia‡aby by(cid:230) kanonicznym wzorcem motywacyjnym funkcjonowania cz‡owieka w jego ¿yciowym rozwoju. Zamiast przemieszczania siŒ (cid:132)w g(cid:243)rŒ(cid:148) tej hierarchii, wszystko koæczy siŒ na opadniŒciu (cid:132)w d(cid:243)‡(cid:148), czyli poprzesta- niu na pewnym optymalnym poziomie trwania w przedziale stan(cid:243)w indy- widualnie rozumianego komfortu psychicznego. Rozwa¿ania interdyscyplinarne to nie tyle krytyczny przegl„d wiedzy, ile pr(cid:243)ba jej nowej systematyzacji wedle indywidualnie i arbitralnie przy- jŒtego lub wywiedzionego w toku analizy porz„dku nadrzŒdno(cid:156)ci i pod- rzŒdno(cid:156)ci poszczeg(cid:243)lnych jej element(cid:243)w. To za(cid:156) zak‡ada selekcjŒ tych sk‡a- dowych, odrzucenie jednych oraz pozostawienie innych do dalszego wykorzystania, przy zachowaniu zasady ich niesprzeczno(cid:156)ci z nowymi pro- pozycjami konstrukcji wizji rzeczywisto(cid:156)ci. Wracaj„c do obrazu biednego chomika: chodzi o to, aby wyj(cid:156)(cid:230) poza ko‡o i sprawdzi(cid:230), jakiej to wiŒkszej ca‡o(cid:156)ci (cid:150) aktualnie dostŒpnej lub widniej„cej w dalszym horyzoncie (cid:150) jest ono elementem i co z tego wynika lub mo¿e wynika(cid:230) zar(cid:243)wno dla owego urz„dzenia, jak i dla samego zwierz„tka. Decyduj„ce jest tu ustalenie, czy w nowym (cid:132)krajobrazie(cid:148) to ko‡o ma jeszcze jaki(cid:156) sens, a je(cid:156)li ma (cid:150) to jaki i dlaczego. Czego jest czŒ(cid:156)ci„? I czy nadal jeszcze jest w og(cid:243)le ko‡em. Po wyj(cid:156)ciu (cid:132)na zewn„trz(cid:148) mo¿liwo(cid:156)ci wŒdr(cid:243)wki s„ nieograniczone. Ten, kto powa¿y‡ siŒ na taki krok, je(cid:156)li siŒ nie wystraszy tego, co zrobi‡ i nie wr(cid:243)ci z podkulonym ogonem, rozpoczyna aktywno(cid:156)(cid:230) badawcz„, wybiera- j„c kierunki dalszej eksploracji nowo rozpoznawanego (cid:156)wiata. Rzecz ca‡a sprowadza siŒ nie do tego, czy i(cid:156)(cid:230) dalej, lecz czym warto lub nale¿y siŒ kierowa(cid:230) w dalszych decyzjach o tym, dok„d p(cid:243)j(cid:156)(cid:230). Co sprzyja dalszej ekspansji, a co j„ hamuje? Co z poprzedniego do(cid:156)wiadczenia teraz zgadza siŒ i ma jaki(cid:156) sens, a co jest tylko ograniczeniem lub wrŒcz nieprawd„? Co staje siŒ zbŒdne, a co nowego trzeba wymy(cid:156)li(cid:230), ¿eby zrozumie(cid:230) nowy (cid:156)wiat, ¿eby go ogarn„(cid:230) my(cid:156)l„ i do(cid:156)wiadczeniem i ¿eby nauczy(cid:230) siŒ w nim ¿y(cid:230), nie trac„c przy tym zbyt wiele z dotychczasowych aktyw(cid:243)w? Podobnych pytaæ jest bez liku. 14 WstŒp Zapyta kto(cid:156), jakie powinny by(cid:230) kryteria owej selekcji wiedzy przy wy- bieraniu tych, a nie innych kolejnych kierunk(cid:243)w postŒpuj„cej wŒdr(cid:243)wki po- znawczej? I kto ma owe kryteria ustala(cid:230)? Ba, w tym w‡a(cid:156)nie tkwi przys‡o- wiowy sŒk. Nie mo¿na bowiem tego rozstrzygn„(cid:230) na drodze wy‡„cznie racjonalnej, wedle jakiej(cid:156) usystematyzowanej hierarchii kryteri(cid:243)w wyboru. Tu, przy zachowaniu dyscypliny rozumu, decyduje owo (cid:132)co(cid:156) jeszcze(cid:148). Wy- czucie, przeczucie, jakie(cid:156) bod(cid:159)ce lub afekty podprogowe, instynkt, intuicja, nadzieja, czysta rado(cid:156)(cid:230) poznawania i kreacji? Trudno jednoznacznie orzec. Malarz zna zasady perspektywy, lecz nagina je do w‡asnej wizji obrazu. Matematyk zna z‡oty podzia‡ odcinka, fizyk wie, jak powstaj„ barwy, lecz to malarz je dobiera i stosuje grŒ (cid:156)wiat‡ocieni na tworzonych figurach. Co kie- ruje jego okiem i rŒk„? Przecie¿ nie teoria. Cho(cid:230) nie jest mu obca, to jednak nie jest jej niewolnikiem; nie ona tu rozstrzyga. OdstŒpuje od niej, gdy ma po temu wa¿ny pow(cid:243)d (cid:150) w‡asny pow(cid:243)d. Wtedy wystarczy jedno drobniut- kie wahniŒcie proporcji kszta‡t(cid:243)w i kolor(cid:243)w, ¿eby odda(cid:230) co(cid:156) nowego, jaki(cid:156) nowy akcent, aspekt przedstawianej rzeczywisto(cid:156)ci. Dostrze¿onej przez ar- tystŒ po swojemu (cid:150) wcale nie sprzecznie z tym, co dotychczas o niej ju¿ wiadomo, lecz inaczej. A jednocze(cid:156)nie uchwyconej tak, ¿e od tej chwili to nowe ujŒcie zaczyna nadawa(cid:230) nowy sens wielu innym elementom tej rze- czywisto(cid:156)ci (cid:150) w tym r(cid:243)wnie¿ tym nieprzedstawionym na obrazie. Interdyscyplinarno(cid:156)(cid:230) jest nie tylko pochodn„ odwagi wyj(cid:156)cia poza ist- niej„cy stan rzeczy, lecz tak¿e (cid:150) a mo¿e przede wszystkim (cid:150) pr(cid:243)b„ nada- wania nowych znaczeæ temu, co ju¿ wiadome oraz temu, co nowo rozpo- znawane albo tylko przeczuwane. A znaczenie i sens to domena nie tylko samego rozumu, lecz g‡(cid:243)wnie ducha i emocji. Nadawanie znak(cid:243)w poszcze- g(cid:243)lnym elementom rozpoznawanej rzeczywisto(cid:156)ci wyznacza nie ch‡odne i logiczne rozumowanie, lecz subiektywne prze¿ycie i zrodzon„ z niego in- dywidualn„ narracjŒ emocjonaln„ i w efekcie (cid:150) w‡asn„ prawdŒ o (cid:156)wiecie. Nie jest to zatem nic innego jak swoiste warto(cid:156)ciowanie. Logika pozwala opisywa(cid:230) i klasyfikowa(cid:230) (cid:156)wiat zredukowany wedle kryterium prawdy i fa‡- szu, lecz ludzkiej rzeczywisto(cid:156)ci, kt(cid:243)ra (cid:156)wiatem zredukowanym nie jest, tym sposobem opisa(cid:230) siŒ nie da. W miejsce (cid:132)zer i jedynek(cid:148) pojawia siŒ wielorakie i stopniowalne warto(cid:156)ciowanie o nieprzebranym bogactwie zna- czeniowych odcieni i niuans(cid:243)w. Z powy¿szego mo¿na wysnu(cid:230) wniosek, ¿e wszelkie studia interdyscy- plinarne s„ z natury subiektywne, poniewa¿ konieczna ocena i selekcja Co wolno, a czego nie wolno 15 materia‡u poddawanego analizie zawsze bŒdzie w znacznym stopniu arbi- tralna, tak jak arbitralna potem bŒdzie decyzja o tym, (cid:132)co dalej(cid:148). Jest w tym swoista uzurpacja, kt(cid:243)rej tak nie cierpi„ specjali(cid:156)ci. Czy jest ona dopusz- czalna (cid:150) i w jakim zakresie? C(cid:243)¿, subiektywizm zawsze jest nieprzewidy- walny. Mo¿na pisa(cid:230) uczone rozprawy, mo¿na wiedz„ siŒ bawi(cid:230). Ciekaw- skie dziecko, kt(cid:243)re w nas tkwi, podszyte jest zabaw„. A dzieci lubi„ p‡ata(cid:230) figle. I czŒsto dowiaduj„ siŒ wiŒcej, ni¿ mogliby(cid:156)my przypuszcza(cid:230). Ka¿dy, najbardziej nawet dojrza‡y artysta musi zachowa(cid:230) ow„ dzieciŒc„ gotowo(cid:156)(cid:230) widzenia (cid:156)wiata po swojemu. Czy zatem studia interdyscyplinarne s„ pokrewne sztuce? W pewnym sensie tak. Nale¿y je uzna(cid:230) za swoist„ odmianŒ kreatywno(cid:156)ci rozumu, kt(cid:243)- ry wiedz„c czy wyczuwaj„c, ¿e istnieje owo (cid:132)co(cid:156) jeszcze(cid:148), posi‡kuje siŒ nim i cho(cid:230) nie rozumie do koæca, czym jest (cid:150) czŒsto uznaje je za r(cid:243)wno- rzŒdnego partnera, niekiedy wrŒcz poddaj„c siŒ pokornie jego dominacji i przyw(cid:243)dztwu. Istota sprawy zawiera siŒ w owocnej symbiozie tych dw(cid:243)ch aspekt(cid:243)w ludzkiej natury i w ich zr(cid:243)wnowa¿eniu. W tym miejscu konieczne jest poczynienie pewnej do(cid:156)(cid:230) istotnej uwagi. Ot(cid:243)¿, odwo‡ywanie siŒ do tego, co uznajemy i akceptujemy jako irracjo- nalne, do emocji i fantazji, do wyobra(cid:159)ni tw(cid:243)rczej, wreszcie zawierzanie intuicji czy niezwyk‡ym przeczuciom nie oznacza bynajmniej gotowo(cid:156)ci do popadania w szaleæstwa rodem z New Age(cid:146)u. Za Alicj„ w krainie czar(cid:243)w mo¿na przyj„(cid:230) logikŒ szalonego kapelusznika czy zaprzyja(cid:159)ni(cid:230) siŒ z u(cid:156)miechem kota, mo¿na podj„(cid:230) wŒdr(cid:243)wkŒ po schodach Eschera, lecz nie oznacza to, ¿e zaraz trzeba popada(cid:230) w jaki(cid:156) ¿eruj„cy na ignorancji pseudonaukowy be‡kot, kt(cid:243)ry w gruncie rzeczy prowadzi do mistyfikacji rzeczywisto(cid:156)ci. Chaos deterministyczny nie jest jednoznaczny z aksjologiczn„ hochsz- taplerk„, niezwyk‡o(cid:156)(cid:230) czy wrŒcz tajemnicza niezrozumia‡o(cid:156)(cid:230) zjawisk nie ma nic wsp(cid:243)lnego z dzia‡aniem licznych cudownych energii, nieoznaczo- no(cid:156)(cid:230) i nieprzewidywalno(cid:156)(cid:230) zjawisk i proces(cid:243)w intrapsychicznych bardziej wi„¿e siŒ z zasadami matematyki ni¿ z gr„ niepojŒtych ¿ywio‡(cid:243)w. Wbrew powszechnie panuj„cemu przekonaniu nasza wiedza jest bardzo jeszcze w„t‡a i ograniczona. Nale¿y pamiŒta(cid:230), ¿e ¿yjemy w (cid:156)wiecie coraz bardziej nachalnego kuglarstwa i oszustwa. Panoszy siŒ paranaukowy be‡kot, wo- k(cid:243)‡ kr„¿„ r(cid:243)¿ne modne szalbierstwa, obiecuj„ce ‡atwe i szybkie wyja(cid:156)nie- nia wszystkich zagadek bytu, czy wreszcie pseudonaukowe mity o cechach 16 WstŒp prawd objawionych (vide psychoanaliza). To samo dotyczy i sztuki, w kt(cid:243)rej zapomniano o estetyce czy warto(cid:156)ciach (cid:150) nie m(cid:243)wi„c ju¿ o d„¿eniu do piŒkna. Badacz ca‡y czas musi mie(cid:230) na wzglŒdzie to, ¿e gdy bierze siŒ do oce- ny (cid:156)wiat(cid:243)w, do kt(cid:243)rych zawiod‡y go porywy fantazji, powinien kierowa(cid:230) siŒ zasad„ starego Ockhama i prawami harmonii. Elementarna uczciwo(cid:156)(cid:230) wymaga od niego pokory wobec rygor(cid:243)w rozumu, piŒkna i moralno(cid:156)ci. Poznanie to raczej pe‡ne zdumienia i prze¿ywania (cid:132)ods‡anianie rzeczywi- sto(cid:156)ci(cid:148) i wszelkich mo¿liwych, nierozpoznanych jeszcze jej aspekt(cid:243)w, sen- s(cid:243)w i znaczeæ, a nie wymy(cid:156)lanie czego(cid:156) na zasadzie creatio ex nihilo czy popadanie w modlitewne zachwyty nad nirwan„. Od dawna ju¿ wiadomo, ¿e integracja nauki i sztuki wbrew pozorom wcale nie oznacza ‡„czenia wody z ogniem. Zamierzona tu praca to odwo- ‡anie siŒ do piŒkna wiedzy i m„dro(cid:156)ci sztuki, kt(cid:243)re wsp(cid:243)‡tworz„ przestrzeæ, w kt(cid:243)rej kszta‡tuje siŒ (cid:156)wiadomo(cid:156)(cid:230) i to¿samo(cid:156)(cid:230) ka¿dego z nas. Wyklucza- nie kt(cid:243)rego(cid:156) z tych czynnik(cid:243)w, jego bagatelizowanie czy wrŒcz marginali- zowanie zawsze musi prowadzi(cid:230) do przek‡amaæ i deformacji poznawczych, a w konsekwencji do zubo¿enia, nieraz wrŒcz do sprymityzowania zar(cid:243)w- no nas samych, jak i obrazu naszego ¿ycia. Mo¿na pompatycznie stwier- dzi(cid:230), ¿e (cid:132)szkie‡ko i oko(cid:148) tylko wtedy bywa przydatne, gdy mŒdrcem kieru- j„ Muzy. Czy zawsze daje to ciekawe efekty? C(cid:243)¿, je(cid:156)li nawet czasem trafia siŒ kul„ w p‡ot, to zawsze warto pr(cid:243)bowa(cid:230). Grek Zorba sprokurowa‡ fanta- styczn„ katastrofŒ, a przecie¿ tak wiele nas przy tym nauczy‡. Szlag trafi‡ kopalniŒ, lecz rado(cid:156)(cid:230) taæca na morskiej pla¿y pozosta‡a w nas ju¿ na za- wsze jako czŒ(cid:156)(cid:230) naszej m„dro(cid:156)ci ¿yciowej. Mo¿e o to w‡a(cid:156)nie chodzi.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Magia i mitologia psychologii
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: