Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00437 003477 12430937 na godz. na dobę w sumie
Magia jemioły - ebook/pdf
Magia jemioły - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 266
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8412-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Anglia, XIX wiek

Chęć zemsty na Danielu Davenporcie mobilizuje Lucasa Clairmonta do odbycia długiej podróży z Ameryki do Anglii. Chce ujawnić prawdziwe oblicze człowieka, który uwiódł mu żonę i oszukał stryja. Wprawdzie oboje nie żyją, ale, jego zdaniem, ich krzywda wymaga zadośćuczynienia. W Londynie, w salonach socjety, przybysz z Ameryki jest ledwie tolerowany. Przejawiająca się w sposobie bycia silna osobowość i obcy akcent nie zyskują powszechnej aprobaty, natomiast wzbudzają zainteresowanie panny Lilliany.
Ta chłodna piękność, zasłużenie uchodząca za wzór dobrych manier, odrzuca kolejnych konkurentów. Jej ojciec, zniecierpliwiony kaprysami córki, nalega na zamążpójście i nawet stawia ultimatum. Tymczasem Liliana jest zauroczona Lucasem…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Sophia James Magia jemioły Tłumaczyła Bożena Kucharuk Tytuł oryginału: Mistletoe Magic Pierwsze wydanie: Mills Boon Historical Romance, 2009 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Jolanta Spodar ã 2009 by Sophia James ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8412-5 ROMANS HISTORYCZNY – 337 Prolog Richmond, Wirginia – czerwiec 1853 Lucas Clairmont przypadkiem znalazł list owinięty w aksamit i ukryty pod chrzcielnicą w rodzinnej kaplicy Clairmontów. Był to list miłosny do jego żony Elizabeth od mężczyzny, o którym wiedział bardzo niewiele. Zda- wał sobie sprawę z tego, że jego małżeństwo można było w najlepszym wypadku nazwać średnio udanym, lecz ostatnie linijki listu wyraźnie dowodziły zdrady, co nie- przyjemnie go zaskoczyło. Autor listu wspomniał o planach rozwojowych Kom- panii Gazowej w Baltimore, należącej do stryja Stuarta Clairmonta. Stryj z pewnością nie miał pojęcia o tych planach, a ziemia, kupiona tanio przez kochanka Eliza- beth, kilka miesięcy później została sprzedana za ogrom- ne pieniądze. Stuart załamał się i zmarł, przepełniony chęcią zemsty. – Znajdź tego łajdaka, Lucas – powiedział w ostatnich godzinach życia – i go zabij. Lucas pomyślał wtedy, że chory stryj nie panuje nad emocjami, jednak teraz, trzymając dowód w ręku, patrzył na wszystko zupełnie inaczej. Zmiął papier i upuścił na zimną posadzkę. Małżeństwo było równie nieudane, jak Prolog Richmond, Wirginia – czerwiec 1853 Lucas Clairmont przypadkiem znalazł list owinięty w aksamit i ukryty pod chrzcielnicą w rodzinnej kaplicy Clairmontów. Był to list miłosny do jego żony Elizabeth od mężczyzny, o którym wiedział bardzo niewiele. Zda- wał sobie sprawę z tego, że jego małżeństwo można było w najlepszym wypadku nazwać średnio udanym, lecz ostatnie linijki listu wyraźnie dowodziły zdrady, co nie- przyjemnie go zaskoczyło. Autor listu wspomniał o planach rozwojowych Kom- panii Gazowej w Baltimore, należącej do stryja Stuarta Clairmonta. Stryj z pewnością nie miał pojęcia o tych planach, a ziemia, kupiona tanio przez kochanka Eliza- beth, kilka miesięcy później została sprzedana za ogrom- ne pieniądze. Stuart załamał się i zmarł, przepełniony chęcią zemsty. – Znajdź tego łajdaka, Lucas – powiedział w ostatnich godzinach życia – i go zabij. Lucas pomyślał wtedy, że chory stryj nie panuje nad emocjami, jednak teraz, trzymając dowód w ręku, patrzył na wszystko zupełnie inaczej. Zmiął papier i upuścił na zimną posadzkę. Małżeństwo było równie nieudane, jak 6 Sophia James dzieciństwo; za fasadą poprawności kryła się pustka. Tyl- ko miłość do stryja pozostała jasnym, stałym punktem w jego życiu. Dobrze pamiętał smak wypitej w nocy whisky i kilka godzin porannego zapomnienia, za które zresztą słono za- płacił. Złe duchy podpowiadały mu wtedy, że powinien szukać zemsty. Jednak tu, w kaplicy, gdzie słońce sączyło się do wnętrza przez kolorowe szkło witraży, czuł obecność Boga. Mocno zacisnął palce na gładkim oparciu dębo- wej ławy. Pomyślał, że on także ma własną koronę cier- niową. – Pomóż mi, panie – szepnął, przenosząc wzrok na jasnoniebieskie oczy anioła z włosami o dziwnym sreb- rzystym odcieniu, odzianego w białą szatę opadającą fał- dami ku grzesznikowi, opromienionemu światłem. Lucas pomyślał, że jest grzesznikiem. Wypił tyle whi- sky, że głowa będzie mu pękać do następnego ranka. Elizabeth... żona. Z pewnością daleko było mu do ideału męża, jednak prawda o zdradzie żony poraziła go tak jak jej śmierć przed sześcioma miesiącami. Uczucia smutku i żalu zmieniły się w gniew. Każde zdanie listu na odległość tchnęło podłym kłamstwem. Nie powinno go to obcho- dzić. Należało jak najszybciej wrzucić ten dowód małżeń- skiej zdrady w ogień, nie zamierzał jednak tego uczynić, gdyż wyłaniała się z niego prawda. Gniew! Jeden z siedmiu grzechów głównych. Lucas poczuł, że pomału opuszcza go alkoholowe zmęczenie. Wszystko wskazywało na to, że powinien znów udać się do Anglii, dawnej ojczyzny. Być może należałoby zaba- wić tam dłużej, gdyż, szczerze mówiąc, z Ameryką wią- zał go tylko majątek. Hawk i Nathaniel ciągle ponawiali Magia jemioły 7 zaproszenia do Londynu. Niespodziewanie zatęsknił za towarzystwem najbliższych przyjaciół. – Och, Stuart – powiedział cicho. Łajdak, który oszukał stryja, bawił teraz w Londynie, ciesząc się nieuczciwie zdobytymi pieniędzmi. Daniel Davenport – to imię i nazwisko głęboko wryło mu się w pamięć. Miał go zabić? Przypomniał sobie twarze tych, których wysłał już na tamten świat. Nigdy więcej! Wparł się plecami w oparcie ławy, sta- rając się obmyślić inną, odpowiednio surową karę dla ko- chanka Elizabeth. Niegodziwiec pożałuje dnia, w którym się urodził! Rozdział pierwszy Londyn, listopad 1853 – Każda matka byłaby dumna z córki takiej jak panna Davenport, prawda, Sybil? – Owszem, ma wspaniałe maniery i nigdy nie prowo- kuje skandali. Cieszy się nienaganną reputacją, jest ucie- leśnieniem rozsądku, doskonałego gustu i wzorowego za- chowania. Lillian Davenport słuchała tych komplementów ukryta za parawanem w pokoju, w którym panie poprawiały toale- ty i się odświeżały. Była pewna, że dwie starsze kobiety nie zdają sobie sprawy z jej obecności. Nie chciała, by dowie- działy się, że słyszy rozmowę na tak delikatny temat. Nie odzywała się więc; powoli opuściła trzymaną w rękach ciężką spódnicę i palcami wygładziła białe jedwabne fałdy. – Często mówię mojemu Geraldowi, jak bardzo żału- ję, że nasza Jane nie ma tyle wdzięku co ona. Szkoda, że nie udało nam się jej uzmysłowić, jak istotne jest prze- strzeganie etykiety na każdym kroku. Gdybyśmy umieli wpajać zasady wzorem Ernesta Davenporta, mielibyśmy zupełnie inne dziecko. – Czasami myślę, że jesteś zbyt surowa dla swojej córki, Sybil. Ma tak wiele zalet, że... Magia jemioły 9 Dwie damy wyszły z pokoju. Lillian usłyszała, jak za- mykają się drzwi, zagłuszając ostatnie słowa. ,,Jest ucieleśnieniem rozsądku, doskonałego gustu i wzorowego zachowania’’. Na twarzy Lillian pojawił się uśmiech. Szybko ściąg- nęła wargi. Pycha była grzechem, a ona ceniła cnotę skromności. Mimo wszystko trudno było nie czuć zado- wolenia po usłyszeniu tak pochlebnej opinii o sobie. Wprawdzie jej nienaganne maniery nie od dziś budziły powszechne uznanie, jednak rzadko zdarzało się jej usły- szeć tak bezpośrednio wyrażoną, szczerą pochwałę. Umyła ręce. Nowa bransoletka z białego złota, prezent urodzinowy od ojca, zalśniła w świetle wpadającym do wnętrza przez okna. Kolejny raz uświadomiła sobie, że skończyła dwadzieścia pięć lat. Nie zamierzała jednak się poddawać melancholijnemu nastrojowi. Szybko przeszła do salonu londyńskiego domu Lenningtonów. – Oszukiwałeś pan! – Usłyszała gniewny głos kuzyna Daniela. – W takim razie proszę mnie wyzwać na pojedynek. Odpowiada mi zarówno broń palna, jak i biała – odpowie- dział rzeczowo nieznajomy mężczyzna i niespodziewanie się roześmiał. Charakterystyczny akcent w jego głosie zdradzał mieszkańca dawnych kolonii. – Chce pan mnie zabić?! – Niech pan wybiera: życie albo śmierć, lordzie Da- venport. Lillian usłyszała odgłosy szamotaniny i po chwili jej oczom ukazali się walczący. Wysoki, ciemnowłosy męż- czyzna zaciskał zgięte ramię wokół szyi Daniela. Kuzyn znieruchomiał z wybałuszonymi oczami, jego jasne wło- sy, mokre od potu, przywarły do czoła. Lillian popatrzyła na twarz napastnika i gwałtownie 10 Sophia James zaczerpnęła tchu. Mężczyzna w rozpiętym surducie, z przekrzywionym fularem, miał krótki, ciemny zarost i wargę rozciętą do krwi. Patrzył prosto na nią. W jego oczach migotały wesołe błyski, lecz nie dała się zwieść. Była w nich hardość dowodząca niezłomnego charakteru. Poczuła nieznane dotąd ciepło rozchodzące się gdzieś z głębi ciała aż po koniuszki palców. Odwieczny instynkt podpowiadał jej, co się z nią dzieje. Wprawiało ją to w stan przerażenia. Zacisnęła powieki i okręciła się na pięcie; wcześniej jednak zdążyła zobaczyć, jak nieznajo- my bezwstydnie i zuchwale mruży do niej oko. Pomyślała, że Jankes jest źle wychowany. W salonie przebywało kilkanaście osób. Wiadomość o bójce z pew- nością rozejdzie się po Londynie lotem błyskawicy. Wy- cofała się do pokoju, który przed chwilą opuściła. Kim jest ten zuchwalec? Wyciągnęła przed siebie rękę i przez chwilę patrzyła na drżące palce, po czym opuściła ją i zamknęła oczy. Rozbolała ją głowa, jakby miała mig- renę. Drzwi otworzyły się i do pokoju weszły chichoczące młode damy. – Uwielbiam bale. Kocham muzykę, te suknie, wspa- niałe kolory... – Najbardziej podoba mi się suknia Lillian Davenport. Zastanawiam się, gdzie ona kupuje stroje. Ester Hamilton twierdzi, że Lillian zaopatruje się w Londynie, ale ja myś- lę, że raczej w Paryżu. A może zatrudnia francuską mod- niarkę i modystkę z Florencji? W każdym razie ma tyle pieniędzy, że może sobie sprowadzać stroje, skąd tylko jej się zamarzy. – Widziałaś jej bransoletkę? To prezent urodzinowy od ojca. Lillian skończyła dwadzieścia pięć lat. – Dwadzieścia pięć. Biedna Lillian. Nie ma męża ani Magia jemioły 11 dzieci. Jeśli szybko nie znajdzie odpowiedniego kawale- ra... – Nie przesadzaj, Harriet. Niektóre kobiety lubią żyć samotnie. – Żadna kobieta nie chce żyć samotnie, moja ty gąsko. A poza tym zauważyłam, że lord Wilcox-Rice bardzo ją dziś adorował. Najprawdopodobniej ona się w nim zako- cha i wiosną będziemy mieli ślub roku. Druga panna zachichotała. Po ich wyjściu Lillian po- czuła, że kręci jej się w głowie. Biedna Lillian? W jednej chwili stała się symbolem nieszczęśliwych starych panien, a za drzwiami znajdował się nieznajomy, który wprawiał jej serce w szalony, niepokojący rytm. – Mama – szepnęła. – Boże, nie dopuść do tego, bym stała się taka jak mama. Zmusiła się do opanowania. Zapewne już nie zobaczy tego nieokrzesanego Jankesa. Po tym, co wyprawiał pod- czas dzisiejszego przyjęcia, trudno się spodziewać, żeby został zaproszony do jakiegokolwiek szanującego się do- mu. Ta myśl przyniosła jej ulgę... Przecież bywała wyłącz- nie w takich domach! Uspokojona, otarła spocone czoło. Zawsze opanowa- na, nie pamiętała, kiedy ostatnio się zaczerwieniła. Z pew- nością nigdy dotąd serce nie biło jej tak szybko na widok mężczyzny. Najprawdopodobniej dlatego, że po raz pierw- szy w życiu słyszała głos przepojony wściekłością i wi- działa mężczyznę w rozchełstanym ubraniu. Miała nadzieję, że nieznajomy zdoła ochłonąć na tyle, by poprawić krawat i zapiąć surdut, zanim wejdzie do głównego salonu. Natychmiast przywołała się do porząd- ku. Jego los nie powinien jej obchodzić. Niech zostanie wyrzucony na ulicę, a nawet wygnany z miasta! Zasta- 12 Sophia James nawiała się, jakie wydarzenie wzbudziło tak wielkie emo- cje. Zapewne panowie pokłócili się przy karcianym stoli- ku, a reszty dopełnił alkohol. Obaj mieli ubrania przesiąk- nięte jego zapachem. Przypomniała też sobie, że od po- wrotu do Anglii kuzyn zachowuje się co najmniej dziwnie i jest zdecydowanie przeczulony na punkcie swojego ho- noru. Biedna Lillian? Nie będzie się zastanawiać nad tymi słowami. Głupiutkie dziewczęta nie miały pojęcia, o czym mówią, a Lillian była bardzo zadowolona z włas- nego losu. Lucas Clairmont wyciągnął nogi na stołku i zapatrzył się w ogień płonący w kominku. Przytulny salon znajdo- wał się w domu Nathaniela Lindsaya, usytuowanym w Mayfair, najlepszej dzielnicy Londynu. – Jutro rano moja twarz powinna wyglądać lepiej – powiedział, unosząc szklankę z zimną wodą. Butelka chłodziła się w wiaderku z lodem. – Davenport słynie z krewkiego temperamentu. Na twoim miejscu uważałbym na siebie, kiedy będziesz wra- cał nocą do domu. Zwłaszcza gdy powiedzie ci się przy karcianym stoliku. Lucas się roześmiał. – Niech tylko spróbuje mnie zaatakować! – Nie lekceważ przeciwnika. Zajmuje wysoką pozy- cję w londyńskim towarzystwie. – Jakoś sobie poradzę. Nathaniel postanowił zmienić temat. – Z kolei jego kuzynka, panna Lillian Davenport, jest wręcz nieznośnie uczciwa i ostrożna. – To ta kobieta w białej sukni? Lucas zdążył zapytać Nathaniela o jej imię w drodze Magia jemioły 13 do powozu. Teraz nadszedł czas, by poznać więcej szcze- gółów. Jasnoniebieskie oczy młodej damy i jasne włosy przypominały mu kwiaty lilii, gęsto rosnące nad rzeką w Richmond w stanie Wirginia. – Jest zamężna? – Nie. Słynie nie tylko z doskonałych manier, ale tak- że z odrzucania propozycji matrymonialnych. Możesz mi wierzyć, że było ich wiele. Lucas ostrożnie dotknął obolałej dolnej wargi. – Jeszcze parę szarpanin takich jak dzisiejsza i mo- żesz stać się niepożądanym towarzyszem nawet przy kar- cianym stoliku – ostrzegł przyjaciela Nathaniel. – Przecież nawet go nie tknąłem, a otrzymał cios tylko dlatego, że mnie zaatakował. Gdzie mieszka Lillian Da- venport? – A ty znowu o niej! Jak mam ci wytłumaczyć, że ona jest dla ciebie równie niebezpieczna, jak jej kuzyn, ale o wiele sprytniejsza? To kobieta, którą wielu mężczyzn chciałoby posiąść lub usidlić, tymczasem wszystko wska- zuje na to, że nie życzy sobie żadnego. Do salonu weszła Cassandra, niosąc w ręku filiżankę gorącej czekolady. – Nie zwracaj uwagi na słowa mojego męża, Lucasie. Ma w tym względzie przykre doświadczenia i przemawia przez niego gorycz. – Ustawiłeś się w długiej kolejce do tej panny? – To było siedem lat temu – wyjaśnił Nathaniel. – Lillian debiutowała w towarzystwie. Dopiero kilka lat póź- niej poznałem Cassie. – Odmówiła ci? – Nie pozostawiła mi cienia nadziei. Zaczekała, aż wyślę jej jedyny list miłosny, jaki kiedykolwiek zdarzyło mi się napisać, a potem mi go zwróciła. 14 Sophia James – To lepsze, niż gdyby go zatrzymała. – Jej słynne doskonałe maniery nie pozwalają na ja- kiekolwiek tłumaczenia. Musiała mi wystarczyć prośba, by ,,nigdy nie wracać do tego tematu’’. – Nie jest plotkarką? – Ależ skąd! – odrzekła Cassie. – Jest doskonale wy- chowana i nie pozwala sobie na coś tak trywialnego jak plotki. Stawia się ją za wzór młodym dziewczętom przed- stawianym na królewskim dworze. – To brzmi okropnie i powinno skutecznie zniechęcić do niej wszystkich kawalerów. Cassandra zachichotała; Nathaniel uniósł dłoń, po- wstrzymując żonę od wypowiedzenia kolejnych słów. – Cassie, proszę cię, przestań. – Chwycił ją za ramię i posadził sobie na kolanach. – Lucas zabawi w Londynie tylko do końca grudnia, a mamy co wspominać. – Piję za wspomnienia, przyjacielu. – Lucas uniósł szklaneczkę i duszkiem wychylił jej zawartość. Zastana- wiał się, jak mógłby ponownie wystawić na próbę Danie- la Davenporta. Lillian położyła się na łóżku i podciągnęła kołdrę aż pod brodę. Zostawiła zasłony lekko rozchylone i do sy- pialni zaglądał jasny księżyc w pełni. Cały pokój był ską- pany w srebrzystym świetle. Nie wiadomo, z jakiego po- wodu czuła podniecenie, a sen nie nadchodził. Tego wieczoru John Wilcox-Rice okazał jej wiele uprzejmości, jednak oczami wyobraźni widziała inną mę- ską twarz, w której uwagę przykuwały złociste oczy. Od- niosła wrażenie, że słyszy charakterystyczny głos z ame- rykańskim akcentem. Delikatnie musnęła palcami skórę na szyi. Uświado- miwszy sobie, co wyprawia, szybko splotła dłonie, za- Magia jemioły 15 mknęła oczy i usiłowała zmusić się do snu. Jednak uczu- cie ożywienia nie mijało. Wprost przeciwnie, wydawało się nasilać. Przestawała panować nad emocjami. Pojedyn- cza łza stoczyła się po jej skroni i wpadła we włosy. Lil- lian miała dwadzieścia pięć lat i czekała... na co? Ów nieznajomy miał długie czarne włosy związane skórzanym paskiem jak mężczyźni w minionych wie- kach. Najwyraźniej nie zawracał sobie głowy wymogami mody. Zapamiętała też jego silne, opalone ręce, zdradza- jące człowieka trudniącego się pracą fizyczną. Ciekawe, co by poczuła, gdyby dotknął jej ciała? – Proszę – szepnęła. – Chciałabym znaleźć kogoś, ko- go mogłabym pokochać, o kogo bym się troszczyła. Ma- rzę o tym, by ten ktoś także mnie kochał. – Nie z powodu moich pieniędzy, ubrań czy koloru włosów, który podzi- wiało tak wielu, dodała w myślach. – Żeby kochał mnie dla mnie samej. – Słowa rozpływały się w nocnej ciszy. Silny wiatr przygnał chmury, a księżyc schował się za kurtyną deszczu.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Magia jemioły
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: