Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00293 005208 12755515 na godz. na dobę w sumie
Magia kasztana - ebook/pdf
Magia kasztana - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: RW2010 Język publikacji: polski
ISBN: 9788363598426 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> nowele
Porównaj ceny (książka, ebook (-31%), audiobook).
Nie wierzysz w talizmany? Nie musisz. Wystarczy, że pozwolisz działać magii...
Po śmierci rodziców życie Kamili całkowicie się zmienia. Musi opuścić dom, przyjaciół, ukochaną wieś i przeprowadzić się do stolicy, by zamieszkać z ciotką, której nie zna. Ma nadzieję, że kiedyś wróci do domu, ale świat pędzi do przodu, pozbawiając ją złudzeń. W pokonywaniu codziennych trudności pomaga jej... kasztan i uczucie do chłopaka o kasztanowych oczach.

Małgosia jest realistką twardo stąpającą po ziemi. Kocha, mocno i szczerze, niestety bez wzajemności. A układ koleżeński to dla niej za mało. Próbując uciec przed uczuciem, pakuje się w spore kłopoty. Ofiarowany przez przyjaciółkę kasztan budzi uśmiech niedowierzania, lecz wbrew rozsądkowi przyjmuje talizman, bo kto wie...

Magia kasztana to powieść o codzienności, w którą wplątała się czarodziejska nić nadziei...
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ANETA RZEPKA MAGIA KASZTANA Oficyna wydawnicza RW2010 Poznań 2012 Redakcja zespół RW2010 Korekta zespół RW2010 Redakcja techniczna zespół RW2010 Copyright © Aneta Rzepka 2012 Okładka Copyright © Mateo 2012 Copyright © for the Polish edition by RW2010, 2012 e-wydanie I ISBN 978-83-63598-40-2 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości albo fragmentu – z wyjątkiem cytatów w artykułach i recenzjach – możliwe jest tylko za zgodą wydawcy. Aby powstała ta książka, nie wycięto ani jednego drzewa. RW2010, os. Orła Białego 4 lok. 75, 61-251 Poznań Dział handlowy: marketing@rw2010.pl Zapraszamy do naszego serwisu: www.rw2010.pl Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 Spis treści Rozdział I. Przesadzona.................................................................................................4 Rozdział II. Jagódka....................................................................................................31 Rozdział III. W nowej szkole......................................................................................63 Rozdział IV. Święta w Warszawie...............................................................................86 Rozdział V. Problemy małe i duże.............................................................................100 Rozdział VI. Byle do przodu.....................................................................................131 Rozdział VII. Dziwny scenariusz..............................................................................154 Rozdział VII. Rozliczenie..........................................................................................184 Rozdział VII. Chwila prawdy....................................................................................212 3 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 Rozdział I. Przesadzona Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu. (Antoine de Saint-Exupéry) 1. Kamila usiadła na pniu ściętej brzozy i spojrzała w niebo. Liście, mieniące się w promieniach słońca różnymi odcieniami zieleni, nieśmiało tańczyły na tle bezchmurnego błękitu. Wiatr, uderzając w nie jak w struny, cichutko nucił pieśń o dziewczynie, która kiedyś fotografowała w lesie zwierzęta. Uwielbiała podkradać się do kryjówek zajęcy, zaglądać do wiewiórczych dziupli, szpiegować sarny. Pewnego dnia, gdy pogrążona w marzeniach siedziała na pniu brzozy, do jej uszu dobiegł śpiew szczygła. Nadarzyła się niepowtarzalna okazja na pstryknięcie kilku zdjęć i dziewczyna postanowiła ją wykorzystać. Jedno zbliżenie, drugie… Pochłonięta ulubionym zajęciem, nie zauważyła, że ktoś nadchodzi. Drgnęła, gdy tuż za sobą usłyszała trzask łamanej gałęzi. Odwróciwszy głowę w stronę, z której dochodził hałas, ujrzała wysokiego chłopaka, spoglądającego na nią dużymi oczami w kolorze kasztanów. – Nie bój się – powiedział spokojnym głosem. – Już sobie idę. Wzruszyła tylko ramionami, zawstydzona, że pozwoliła emocjom wypłynąć na twarz. Chciała rzucić jakąś ciętą ripostę, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Jak zahipnotyzowana patrzyła za oddalającą się postacią. Wiatr rozwiewał jego włosy spadające na ramiona, a ona była niemal pewna, że to Robin Hood, Winnetou albo jakiś inny bohater nakrył ją na podglądaniu leśnych zwierząt. W nagłej chęci zachowania pamiątki po tym dziwnym wydarzeniu uniosła aparat i zrobiła odchodzącemu kilka zdjęć. 4 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 Od tamtej chwili minęły już cztery lata i w życiu dziewczyny bardzo wiele się zmieniło. Przede wszystkim nie pozwalała już, aby nazywano ją Kamilką. Cóż za durne zdrobnienie! Nie była przecież gimnazjalistką, tylko uczennicą liceum ogólnokształcącego. I nie byle jaką uczennicą, a jedną z najlepszych w klasie. Długich blond włosów nie splatała już w dwa warkocze, tylko związywała z tyłu głowy. Zrezygnowała też z zasłaniającej czoło grzywki, odpowiedniej dla dziewczynek noszących barwne spódniczki, podkolanówki i bluzeczki z misiami. Nowoczesność oraz swoistego rodzaju dojrzałość nastolatki objawiała się także w doborze używanych przedmiotów. Nie robiła już zdjęć starym, analogowym aparatem, tylko nowiutką cyfrówką, którą dostała od taty na szesnaste urodziny, zaś w kieszeni nosiła telefon komórkowy z kolorowym wyświetlaczem. A chłopak o kasztanowych oczach? Nigdy więcej go nie widziała. Gdyby nie zdjęcia, uznałaby zapewne, że ktoś taki istniał tylko w bujnej, dziecięcej wyobraźni. Miała za to wielu realnych kolegów, zaś od roku spotykała się z Tomkiem i byli bardzo szczęśliwi. Miejsce na obciętym pniu brzozy pozostało jednak świątynią, w której myślała o tajemniczym nieznajomym. Cóż, nie zapomina się pierwszych porywów serca, nawet jeśli trwają tylko chwilę i na zawsze pozostają w sferze niespełnionego marzenia. W życiu Kamili zaszła jeszcze jedna, tragiczna zmiana – kilka tygodni temu jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Dziewczyna została sama, a bezpieczny, dający schronienie dom w jednej chwili zmienił się w pozbawione miłości miejsce. Przyjaciele wsparli ją w trudnych chwilach, pustka w sercu jednak pozostała i pewnie nigdy nie zostanie wypełniona. Śmierć rodziców wiązała się z koniecznością wyjazdu do Warszawy, gdzie mieszkała Maria, siostra ojca. Na samą myśl o opuszczeniu Smolca, po plecach Kamili przechodził dreszcz przerażenia. Nigdy nie lubiła dużych miast, a o zamieszkaniu w jednym z nich nie chciała nawet słyszeć. Lęk budziła również konieczność spotkania z ciotką. Po wsi krążyły o niej różne, raczej niemiłe plotki, na 5 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 podstawie których stworzyła sobie portret kobiety zrzędliwej, zakochanej w pieniądzach, zadufanej w sobie i nieszanującej rodziny. Niewiele osób w Smolcu mówiło dobrze o siostrze ojca, a w domu wymieniano jej imię tylko przy okazji Świąt, kiedy to listonosz przynosił kartki z życzeniami, a mama ciężko wzdychała. Dziewczyna nie wyobrażała sobie życia pod jednym dachem z kimś, kto przez dwanaście lat nie odwiedził najbliższych, kogo tak naprawdę nie znała i nie potrafiła kochać. Ścieżki życiowe wiodą jednak w nieznanych kierunkach… – Będę tęsknić – szepnęła Kamila, zamykając aparat w pokrowcu. – Ale wrócę, bo tu jest mój dom. *** Kamila siedziała w bujanym fotelu i bezmyślnie spoglądała w sufit. Nic jej się nie chciało, chociaż tak wiele powinna zrobić. Mięśnie nie zamierzały same pracować, a mózg nie miał dość siły, żeby wysłać im odpowiedni sygnał. Dopiero pukanie do drzwi wyrwało dziewczynę z odrętwienia. – Proszę – powiedziała słabym głosem, unosząc głowę z oparcia fotela. Na progu stanął wysoki, dobrze zbudowany chłopak. Trzymał w dłoni telefon Kamili. – Dzwoni bez przerwy – poinformował zniecierpliwionym głosem. – Mogłabyś odbierać. A poza tym musimy już jechać. – Ciotka przyjechała? – Nie, ale pociąg nie będzie czekał. – Wziął stojącą na łóżku torbę podręczną. – Gotowa? – Nie czekając na odpowiedź, odłożył telefon i opuścił pomieszczenie. Po chwili na schodach rozległ się tupot jego nóg. Wyraźnie się spieszył. – Nigdy nie będę gotowa – burknęła niechętnie dziewczyna. Wstała jednak i przewiesiwszy torebkę przez ramię, wzięła komórkę. Miała dziesięć nieodebranych połączeń, wszystkie z jednego numeru. Nie znała go, wzruszyła więc ramionami i 6 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 wsunąwszy telefon do kieszeni spodni, wyszła z pokoju. Powiodła jeszcze wzrokiem po niewielkim korytarzyku, chcąc zapamiętać każdy szczegół, nawet zagniecenia w fałdach firanki. W końcu jednak musiała otrzeć z policzków niesforne łzy i opuścić poddasze. Starannie zamknęła drzwi, a klucz schowała do kieszeni. – Tomek, a gdzie mój plecak? – zapytała, zbiegając ze schodów. – Już w samochodzie – odpowiedział z podwórza. – Chodź. Kamila weszła jeszcze do kuchni, aby zaczerpnąć pachnącego domem powietrza. – Do widzenia – szepnęła i czym prędzej wybiegła na podwórze, aby pożegnać się z przyjaciółmi. Oni mieli przynajmniej ciepłe, zdolne do uścisków ramiona. – Proszę dbać o dom i ogród – powiedziała, ufnie patrząc w twarz kobiety, która wynajęła mieszkanie. – Będę dzwonić. Do zobaczenia – zdawały się szeptać oparte na drabinkach róże. 2. Z pamiętnika Kamili: 27 czerwca Do Warszawy przyjechałam wczoraj. Było mi bardzo ciężko zostawić dom, bliskich ludzi, szkołę, ukochane, znane od dzieciństwa miejsca i jechać do obcego miasta, nie wiedząc, kiedy wrócę. Bo wrócę. Obiecałam to moim przyjaciołom i każdemu zakątkowi, a przede wszystkim sobie. Nie potrafię, nie chcę żyć z daleka od domu. A mój dom jest i zawsze będzie w Smolcu. Nawet jeśli kto inny teraz podlewa róże i przycina gałązki drzewek, w cieniu których zasypiałam, bawiłam się, czytałam i uczyłam. To zawsze będzie mój dom, moje drzewa, moje kwiaty… Tylko moje… Już nie nasze. Rodzice nie żyją. Ta okrutna prawda dociera do mnie każdego dnia od nowa i ciągle rani tak samo mocno. 7 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 Na peronie warszawskiego Dworca Centralnego nikt na mnie nie czekał. Mogłam się tego spodziewać. Ciotka Maria nigdy nie uznawała nas za swoją rodzinę. Dwa razy do roku przysyłała kartki z życzeniami świątecznym i tyle. Chyba nawet nikt nie odpisywał. Nie znam jej. Podobno kiedyś mieszkała z nami, a później wyjechała na studia do Warszawy. Dostałam pokój, który kiedyś do niej należał. Milutko się w nim urządziłam, nie powiem. Pomieszczenie jednak nic mi na temat swojej poprzedniej właścicielki nie powiedziało. W domu też mało się o niej mówiło. Dziadek nigdy nie wspominał, że ma córkę. Zresztą nie interesowałam się tym. Teraz żałuję, że nie pytałam o autorkę tych ciepłych, ale bardzo krótkich życzeń świątecznych. Może trochę mniej bałabym się spotkania z nią. Ciotka przyjechała na pogrzeb rodziców i okazała mi naprawdę dużo ciepła. Nawet się zdziwiłam, bo myślałam, że jest starą, zgorzkniałą panną. Nie byłam zbyt miła, ale wszyscy tłumaczyli moją opryskliwość trudną sytuacją. Głupota. Przecież potrafię być grzeczna, nawet w obliczu bólu, jakim jest śmierć rodziców. Trudno, skoro chciano mnie usprawiedliwiać, proszę bardzo. Ciotka postanowiła zabrać mnie do siebie. Uznała, że jej obowiązkiem jest zaopiekowanie się bratanicą. Załatwiła wszystkie formalności, wynajęła nasz dom i wróciła do Warszawy. Ja jeszcze zostałam, bo miałam szkołę. To całe zamieszania, związane z wystawianiem ocen, ma jednak swoje dobre strony – mogłam spędzić jeszcze kilka dni w domu, pod opieką sąsiadki Janeczki i pani Ewy, lokatorki, która teraz króluje w kuchni mamy. Zdecydowałam się na wyjazd do Warszawy, bo tak naprawdę nie miałam innego wyjścia. Tak to już jest: nie posiadam dowodu osobistego, więc jestem tylko dzieckiem, za które decydują inni. Na samodzielną podróż pociągiem nie byłam jednak za młoda. Czyż to nie dziwna ironia losu? Ciotka miała po mnie przyjechać, ale coś jej wypadło. Zadzwoniła i powiedziała, że będzie na mnie czekać w domu. I 8 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 tak oto wczoraj, późnym popołudniem, znalazłam się na jednej z warszawskich stacji kolejowych. Stałam na peronie Dworca Centralnego zupełnie sama. Nie bardzo wiedziałam, w którą stronę powinnam pójść. Do domu ciotki musiałam dojechać autobusem. Takie dostałam instrukcje. Nie miałam jednak pojęcia, jak trafić na przystanek. Na szczęście pomógł mi jakiś chłopak. Podszedł i zwyczajnie zapytał: – Może ci w czymś pomóc? Poprosiłam, żeby mi powiedział, jak dojść na przystanek, z którego odjeżdża autobus numer 515. Uśmiechnął się miło, zakomunikował, że akurat idzie w tamtym kierunku i bardzo chętnie pomoże mi dźwigać torby. Od razu go polubiłam. Może dlatego, że nie wymawiał er i śmiesznie seplenił. Później okazało się, że mój wybawiciel czeka na ten sam autobus co ja i że wysiadamy na jednym przystanku. Był nawet tak uprzejmy, że zaprowadził mnie pod dom ciotki. Całe szczęście, bo nie wiem, jakbym dotarła na miejsce. Chłopak zaproponował również pomoc we wnoszeniu bagażu do mieszkania, ale grzecznie odmówiłam. Już bez przesady. Chciałam zebrać myśli, uspokoić się, bo w końcu wejście do domu ciotki oznaczało radykalną zmianę w życiu. Niby już się z nią pogodziłam, ale było mi trudno. Ciotka przygotowała wspaniały obiad i w ogóle odniosłam wrażenie, że jest sympatyczna. Zadziwiające, ale w Smolcu tego nie dostrzegłam. A może to przeprowadzka wpłynęła na moje postrzeganie ludzi i otoczenia? Gdy najadłam się do syta, poczułam, że jestem niesamowicie zmęczona. Oczy mi się kleiły, nie potrafiłam powstrzymać ziewania. Po szybkim prysznicu położyłam się do łóżka i nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam. Obudziłam się jakąś godzinę temu. Jest jeszcze wcześnie. Siódma rano. Po kuchni już ktoś chodzi. Pewnie ciotka szykuje się do pracy. 9 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 *** Szczupła, niewysoka brunetka stała przy kuchennej szafce, zawzięcie mieszając łyżeczką w zielonym kubku. Nie zwracała uwagi na wykonywaną czynność, patrzyła przed siebie niewidzącym wzrokiem. W oczach odbijał się smutek, usta zacisnęła w dziwnym grymasie, jakby wahała się, czy nie zagryźć dolnej wargi. Zamyślenie uwydatniło pierwsze, nieśmiałe zmarszczki na jej twarzy, te na czole, pomiędzy brwiami, oraz te biorące początek po obu stronach nosa. W zadumie, w smutku, a nawet w puklu włosów, opadającym na prawe oko było coś, co kazało Kamili wrócić do pokoju po aparat. Zrobiła to bardzo cicho. Środki ostrożności okazały się jednak zbędne, ponieważ nawet błysk flesza nie wybił kobiety z zadumy. – Dzień dobry – powiedziała Kamila, chowając aparat do futerału. Nie mogła przecież w nieskończoność stać w progu kuchni i udawać, że jej tu nie ma. – A dzień dobry – odparła ciotka, niedbale upuszczając łyżeczkę do kubka. Ożywiła się, uśmiechnęła, ścierając z twarzy resztki zamyślenia. – Jak ci się spało? – Dziękuję, dobrze. – No to się cieszę. – Podsunęła dziewczynie taboret. – Siadaj. Zrobiłam ci kanapki z szynką, pomidorem i szczypiorkiem. Kamila zajęła wskazane miejsce i rozejrzała się dookoła. Wczoraj była zbyt zmęczona na oglądanie mieszkania, co do którego z góry założyła, że jej się nie spodoba, ponieważ należało do nielubianej ciotki. Dom postanowił jednak spłatać jej figla i zauroczyć przytulnością. Kuchnia była nieduża, ale bardzo miła. Po lewej stronie drzwi ustawiono zlewozmywak, nad nim wisiała szafka. Obok znajdowała się kuchenka gazowa z okapem. Naprzeciwko – wysoka lodówka i komplet brązowych, nieco zniszczonych szafek. Na ścianie prostopadłej do drzwi, po lewej ich stronie było okno, a przy nim stół przykryty białym, ceratowym obrusem w czerwone róże. A naprzeciwko okna – drzwi do jakiegoś pomieszczenia. Unoszący się w powietrzu zapach kakao oraz świeżo pokrajanego szczypioru dopełniały domowego klimatu. 10 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 – Przyjemnie tu – stwierdziła dziewczyna, machinalnie sięgając po kanapkę. – A może napiłabyś się kakao? – Tak, poproszę. Kobieta nalała do kubka kakao i usiadła na wprost Kamili. – Żałuję, że wczoraj nie mogłam wyjechać po ciebie na dworzec – powiedziała rzeczownym tonem, który zupełnie nie pasował do zamyślenia sprzed kilku minut. – Jedna z naszych pracownic złamała rękę i musiałam ją zastąpić, bo z powodu urlopów mamy braki w personelu. Ale poprosiłam Marka, żeby ci we wszystkim pomógł. – Marka? – Tak, a nie było go na stacji? – Był taki krępy chłopak z wielgaśnymi, niebieskimi oczami. – Właśnie on. – Maria uśmiechnęła się ciepło. – Nie przedstawił się? Dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy. – Pokazał mi drogę na przystanek, a później tu przyprowadził – powiedziała, upijając z kubka łyk kakao. – Myślałam, że jest po prostu życzliwy. – Jechaliście autobusem? – To źle? – Przecież pociągiem byłoby szybciej i bezpieczniej! No nie, ciebie rozumiem, bo nie znasz miasta, ale Marek mógłby jednak wykazać się większym rozsądkiem! – To mało grzeczne krytykować kogoś, kto wyświadcza nam uprzejmość – mruknęła Kamila, wstając energicznie. Poczuła nagłą solidarność ze swoim wczorajszym wybawcą, bo tak go w myślach określała, i nie zamierzała pozwolić, żeby ktokolwiek, a już na pewno nie ciotka, ganił go w taki sposób. – Dziękuję za śniadanie. – Opłukała nad zlewem swój kubek, wytarła ręce, zastanawiając się, co począć z resztą dnia. Ogród zapraszał widokiem pnącej róży oraz szelestem 11 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 dębowych liści, ale… Do uszu dziewczyny dobiegł szloch. Odwróciła się od zlewu i spojrzała na ciotkę. Maria siedziała z łokciami opartymi na blacie i twarzą ukrytą w dłoniach. Chciała zamaskować ból, który sprawiły jej słowa bratanicy, stłumić cisnące się na usta wymówki, ale łez nie zdołała powstrzymać. – Idź do siebie – nakazała Kamili, gdy poczuła na plecach dotyk jej dłoni. – Nie. – Dziewczyna otoczyła ramieniem szyję ciotki i musnęła ustami czubek jej głowy. – Przepraszam – szepnęła. – Nic nie wiem ani o tobie, ani o twoich sprawach. Nie powinnam oceniać. Trwały w mocnym uścisku, zupełnie jakby chciały poprzez bliskość ciał osiągnąć zbliżenie dusz. – Wszystko ci opowiem – szepnęła Maria po dłuższej chwili. – Jeśli tylko chcesz. – Chcę. – Po raz pierwszy od momentu, w którym dowiedziała się, że musi wyjechać do Warszawy, naprawdę zapragnęła poznać ciotkę i wyrobić sobie własne zdanie na jej temat, a nie opierać się jedynie na plotkach, zasłyszanych we wsi. *** Żółta, pnąca róża wdzięcznie oparła się na drewnianej drabince, roztaczając dookoła słodkawy zapach. Wiatr muskał jej liście, sprawiając, że lekko połyskiwały w promieniach słońca. W cieniu rozłożystego dębu stały ogrodowy stół, drewniana ławka oraz dwa plastikowe krzesła. Wróbel siedział na słupku czarnego ogrodzenia, ćwierkając cicho. Maria przykryła blat stołu ściereczką w czerwoną kratę i ustawiła na niej metalową tacę. – Będzie nam się lepiej rozmawiało – powiedziała, nalewając do kubka parującego napoju. 12 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 Kamila rozpoznała zapach herbaty z cytryną i miętą. Oderwała wzrok od motyla fruwającego pomiędzy żółtymi kwiatami mleczu, odgarnęła włosy z czoła i spojrzała na ciotkę. – Bardzo tu miło – szepnęła. – A róża do złudzenie przypomina moją. – Stefan przeszczepił mi tę, która rośnie naprzeciwko ganku. Potrzebowałam tu odrobiny domu. Dziewczyna wyczytała w głosie ciotki źle skrywany żal. – Tęskniłaś? – zadziwiła się. – To dlaczego nigdy do nas nie przyjechałaś? Maria wyraźnie się speszyła. Objęła palcami kubek z herbatą i opuściła głowę. Najwyraźniej trudno jej było rozmawiać na poruszony przez bratanicę temat. Nie była przygotowana na takie pytanie. Wolałaby opowiadać o swojej obecnej sytuacji, o życiu w Warszawie, o pracy, o tym, co lubi. Dziewczyna utkwiła jednak wzrok w czubku jej głowy. Oczekiwała na odpowiedź. Wiedzę o ciotce czerpała z plotek, teraz chciała poznać prawdę. – Kiedy wyjeżdżałam na studia, ojciec powiedział, żebym nie wracała, bo on nie ma już córki – wyznała Maria przyciszonym głosem. Wyraźnie trudno jej było wracać do tamtej chwili. – Dziadek w gniewie mówił różne rzeczy, ale złość szybko mu mijała. – Kamila uśmiechnęła się nieznacznie na wspomnienie dobrotliwego starca, który pod nieobecność rodziców uczył ją, jak zajmować się ogrodem i zwierzętami, a wieczorami opowiadał o dawnych czasach. – Nie tym razem. Gdy kilka tygodni później przyjechałam do domu, zamknął mi drzwi przed nosem. Dowiedziałam się, że zabronił używania mojego imienia, wyrzucił moje rzeczy i kazał Stefanowi zmienić zamki w drzwiach. A ja mam swoją dumę i postanowiłam, że nie będę mu się narzucać. Chciałam studiować, coś osiągnąć. Nie moja wina, że nie przyjęto mnie na Uniwersytet Wrocławski. A 13 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 ojciec… Ojciec sobie ubzdurał, że bez jego opieki stracę kręgosłup moralny, jak to nazywał. – Zmarł pięć lat temu. – Wiem, byłam na pogrzebie. Kamila jak przez mgłę przypomniała sobie dzień pogrzebu dziadka. Tuż przed ceremonią w kościele wyszła, by poszukać taty. Stał pod krzyżem, trzymając w ramionach ubraną na czarno dziewczynę. Oboje płakali, co ze względu na okoliczności wydawało się jak najbardziej zrozumiałe. Później ta sama dziewczyna była na cmentarzu. Trzymała się na uboczy, jakby ze strachu czy wstydu. Podeszła do nich, kiedy niemal wszyscy opuścili już cmentarz. Mama przywitała ją jak najlepszą przyjaciółkę, zaprosiła na obiad. Nie przyszła. – Dlaczego wtedy nie wróciłaś? – zapytała Kamila. – Widzisz, to wszystko nie jest takie proste – wyznała Maria. – Nie chciałam, żeby twoi rodzice myśleli, że upomnę się o spadek. Mam gdzie mieszkać i niczego nie potrzebuję. Stefan zaproponował, że mnie spłaci, ale… Nie chciałam niczego po ojcu. Należało się twoim rodzicom, bo byli przy nim zawsze. Ach, nieważne zresztą. – Uniosła kubek do ust i skrzywiła się z niezadowoleniem. Nie lubiła herbaty bez cukru. – Czasu nie cofnę, a uwierz mi, że bardzo bym chciała. – Wróćmy teraz. – Co? – Uniosła głowę i spojrzała na bratanicę nieprzytomnym wzrokiem. – Do Smolca. Zamieszkamy razem. – Kamuś, dziecko, przecież ja tam nie znajdę pracy! Nie mam oszczędności, no, przynajmniej nie tyle, żebyśmy miały z tego żyć. – Ja też mogę pracować i… – Ty masz się uczyć – przerwała dziewczynie ostro. – Dopiero by mnie ludzie wzięli na języki! Nie tylko, że stara panna, to jeszcze każe dziecku na siebie pracować. 14 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 – Ciociu! – Nie ma mowy! Stefan by mnie zza grobu pokarał, gdybym na to przystała. Kamila nie spodziewała się po ciotce takiej stanowczości. Potulnie skinęła głową, a żeby ukryć zmieszanie, sama upiła z kubka łyk gorzkiej herbaty z miętą i cytryną. Nie była jednak zła, że pohamowano jej zapędy; przeciwnie, istnienie zasad oraz wyznaczenie granic samodzielności przywróciło utracone poczucie bezpieczeństwa. – A ten dom, ciociu? – zapytała po chwili. – Przecież jego utrzymanie i wynajęcie też kosztuje. Maria uśmiechnęła się nieznacznie. Zdecydowanie wolała opowiadać o domu w Warszawie, niż o trudnym zerwaniu kontaktów z rodziną. – Należał do kobiety tak samo samotnej jak ja – odparła, podsuwając bratanicy cukiernicę. – Widzisz, życie płata czasem dziwne figle. Kiedy zaczynałam studia, miałam trochę oszczędności, ale one szybko malały. Musiałam znaleźć jakąś pracę. Zatrudniłam się w Domu Opieki Społecznej. Dbałam o ludzi starszych, przeważnie bardzo chorych. Sprzątałam, robiłam zakupy, gotowałam, często musiałam pomagać im się umyć albo przebrać… – To chyba nie była najprzyjemniejsza praca? – Nie była, ale przynajmniej zarabiałam pieniądze na jedzenie. Kiedyś poznałam panią Zofię, przemiłą staruszkę, której amputowano nogę. Nie miała nikogo, podobnie jak ja. Zaproponowała, żebym z nią zamieszkała. Skorzystałam z jej zaproszenia. Podjęłam pracę w kawiarni, bo nie mogłam już patrzeć na ludzkie cierpienie. Najpierw byłam kelnerką, później szefową zmiany, z czasem awansowałam na kierowniczkę. Gdy skończyłam studia, pani Zosia załatwiła mi pracę w szkole. Pracowała kiedyś w kuratorium i miała znajomości. Na dwóch etatach zarabiałam tyle, że mogłam już samodzielnie utrzymać się w Warszawie. Z gościnności pani Zosi korzystałam tylko dlatego, że byłam jej potrzebna. Zaczęła 15 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 chorować, wymagała stałej opieki. Nie chciałam oddawać jej do domu starców, była dla mnie jak matka. Próbowałam odnaleźć jej rodzinę, ale dzieci nie miała, a rodzeństwo, znacznie starsze, dawno już nie żyło. I pani Zosia do nich dołączyła. Zmarła w szpitalu na zawał serca, osieracając mnie po raz drugi… – Umilkła. Wierzchem dłoni otarła łzy spływające po policzkach. Nie sądziła, że opowiedzenie tej historii będzie tak wyczerpujące. Kamila położyła rękę na dłoni ciotki. – Przykro mi – szepnęła. – Na pewno była wspaniałą osobą. – Była. I żałuję, że nigdy nie zabrałam jej do Smolca. Na wsi na pewno czułaby się lepiej niż tutaj. Zapisała mi wszystko: dom, oszczędności, ogród. Zadbała też o ciebie, bo gdybym nie miała tego mieszkania, nie wiem, czy mogłabym się tobą zaopiekować. Dokąd bym cię zaprosiła? Do wynajętego pokoju? – Mamy dom w Smolcu – odparła spokojnie dziewczyna. – Tam byśmy zamieszkały. – To już nie jest mój dom. – Maria zagryzła wargi, żeby powstrzymać napływające do oczu łzy. Nie zdołała jednak ukryć drżenia głosu. – Jest i będzie. – Ludzie mnie wyklęli, uznali za odmieńca. Bo co to za dziecko, które opuszcza ojca na starość? – Wyklinali w czasach Boryny, dziś mielą językami z zazdrości i niewiedzy. Dziadek nie był sam, a pani Zosia bardzo cię potrzebowała, ciociu. – Poza tobą nie mam już nikogo, wiesz? Jesteś moją jedyną rodziną. Jedyną bliską mi osobą. – A ty moją, ciociu. – Kamila podeszła do Marii i otoczyła ramionami jej głowę. Obie miały łzy w oczach. Zrozumiały, że teraz bardziej niż kiedykolwiek są sobie potrzebne. 16 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 3. Z pamiętnika Kamili: 28 czerwca Wczorajszy dzień spędziłam na rozmowach z ciotką i poznawaniu mojego nowego domu. Wiem, że Warszawa to nie Smolec, ale muszę się nauczyć tu żyć. I nie jest to żadna zdrada. Wrócę na wieś, gdy tylko będę mogła. Tam czeka mój ogród, pokoik na pięterku i przyjaciele, których nigdy nie zapomnę. Postanowiłam jednak przestać się buntować, bo nic mi z tego nie przyjdzie. Za to czuję, że jestem potrzebna ciotce. Polubiłam ją i cieszę się, że okazała się inna, niż myślałam. To niesamowite uczucie spotkać kogoś, kto podobnie jak ja musiał znosić trudy samotności. Teraz już nie jesteśmy same. Zaraz, zaraz. Wszystko po kolei, bo piszę bez sensu, czy raczej bez ładu i składu. Ciocia Marysia jest niewysoka (to u nas najwyraźniej rodzinne), bardzo miła, choć potrafi być surowa, i uśmiecha się pięknym, ciepłym uśmiechem. Bardzo przypomina mi tatę, chyba dlatego od razu ją pokochałam. Pracuje w kawiarni. Uczyła kiedyś historii w szkole podstawowej, ale zrezygnowała. Żałuje tego kroku, chociaż wprost mi tego nie powiedziała. Zwyczajnie widziałam, z jakim błyskiem w oczach opowiadała o swojej klasie. Musiała być lubiana przez uczniów, uprzedziła mnie, że często ją odwiedzają, więc będę musiała znosić ich towarzystwo. Nawet mnie to cieszy; nikogo w Warszawie nie znam, nie mam dokąd pójść ani z kim pogadać, więc każde towarzystwo będzie mile widziane. Na razie nie narzekam, poznaję ciocię, nadrabiając wieloletnie zaległości. Trochę mi głupio w imieniu całej rodziny, że nie było nas przy niej, kiedy potrzebowała wsparcia. Jej tutejsze życie, wbrew temu co opowiadają we wsi, wcale nie było usłane różami. Na pewno czuła się bardzo samotna. Poza tym nie dzieje się nic godnego wzmianki. Spaceruję, poznaję otoczenie. Na szczęście ciocia nie mieszka w centrum Warszawy, bo nie wiem, czy 17 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 przyzwyczaiłabym się do ciągłego warkotu silników samochodowych. Niedaleko naszego domu jest las. Malutki, pewnie niewiele w nim zwierząt, ale lepsze to niż nic. Mogę w nim posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć na wiewiórki i chociaż przez chwilę zapomnieć o tęsknocie. Wczoraj znalazłam bardzo miły zakątek – trzy rosnące blisko siebie brzozy, jedna z krzywym pniem, na którym można wygodnie usiąść. Teraz jest tam cudownie, zielono. Wspaniałe miejsce do marzeń, zwłaszcza że do złudzenia przypomina mój zakątek przy pniu ściętego drzewa, ten, w którym spotkałam chłopaka o kasztanowych oczach. Ciocia nie jest zachwycona moimi samotnymi wyprawami, bo podobno w lesie nie jest bezpiecznie, ale nie mogę sobie odmówić tej małej przyjemności. 29 czerwca Byłam wczoraj w mojej nowej szkole. Jest duża, czysta, ale mało przytulna. Nie ma w niej kwiatów. Puste parapety i korytarze przerażają wielkością. Budynek jest ładnie odnowiony, ale brakuje mu duszy. Pani dyrektor nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Patrzyła jakoś tak… podejrzliwie, jakby spodziewała się, że zaraz ją okłamię. Podczas rozmowy była niezwykle oficjalna, powiedziałabym nawet – niemiła. Stwierdziła, zresztą niezbyt grzecznie, że w mojej poprzedniej, „prowincjonalnej szkółce” poziom nauczania jest co najwyżej taki, jak w dobrych warszawskich gimnazjach, więc moje dobre oceny nie znaczą dla niej wiele. Zasugerowała zapisanie mnie do pierwszej klasy! Na szczęście ciocia się na to nie zgodziła. Nie polubiłam dyrektorki i postanowiłam sobie w duchu uczyć się tak dobrze, żeby musiała przyznać, choćby tylko przed sobą, że wyśmiewając wiejskie liceum, popełniła błąd. Bo jej zachowanie obraziło nie tylko mnie, ale również, a może przede wszystkim, nauczycieli, których miło wspominam. 18 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 Od wczoraj jestem uczennicą jednego z najlepszych warszawskich liceów. Moje początki były trudne i upokarzające, ale teraz może być już tylko lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję. 4. Kamila siedziała na ogrodowej ławce w cieniu rozłożystego dębu i spoglądała w niebo, po którym płynęło kilka białych obłoków. Myślami była w domu, w Smolcu; sprawdzała, czy wczorajszy wiatr nie połamał gałązek agrestu, a deszcz nie zniszczył kwiatów. Na pewno trzeba zbudować nową drabinkę pod różę i przyciąć forsycję, żeby za bardzo się nie rozrosła… Czyjeś głosy wyrwały dziewczynę z zamyślenia. Spojrzała w stronę domu. Przy drzwiach stała ciocia w towarzystwie niewysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka. – Chodź, nie ma czego się bać – powiedziała Maria i położywszy rękę na plecach gościa, zmusiła go do obrotu w stronę ławki, na której siedziała bratanica. Przekonująco udawał opór, nie miał jednak zamiaru wracać do domu. Jeszcze nie. Chciał bliżej poznać tajemniczą dziewczynę, która niespodziewanie pojawiła się w życiu jego byłej nauczycielki. Kamila, widząc, że rozmowa z nieznajomym jest nieunikniona, odgarnęła włosy z twarzy i poprawiła T-shirt. Zdobyła się nawet na przywołanie na usta delikatnego uśmiechu. Nie chciała wyjść na ponuraka. – Na pewno nie przeszkadzam? – zapytał przybyły. Dziewczyna drgnęła. Znała ten głos. Spojrzenie w twarz gościa przywołało wspomnienie pierwszych chwil na warszawskim dworcu oraz przyjaznego chłopaka, który pomógł jej przezwyciężyć strach i poczucie obcości. Uśmiech zyskał na naturalności. – Nigdy nie przeszkadzasz – zapewniła Maria. – Właściwie wy się już chyba znacie? 19 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 – Tak jakby – odparł, obrzucając dziewczynę uważnym spojrzeniem. Bez lęku w oczach, zmęczenia na twarzy i z rozpuszczonymi luźno włosami wyglądała zdecydowanie ładniej niż wtedy, kiedy widział ją po raz pierwszy. – Cześć, Marek jestem. – Kamila. – Podała chłopakowi rękę. – Miło, że przyszedłeś. – Nie kłamała. Widok jego dużych, poczciwych oczu sprawił, że na chwilę zapomniała o tęsknocie za domem. – Chciałem zapytać, jak ci się u nas podoba? Wiem, że pani Marysia nie ma za dużo czasu… Może chciałabyś pozwiedzać? – Dzięki, może kiedyś. – Nie słyszę zapału. – Ciocia pokręciła z niezadowoleniem głową. Martwiła się o bratanicę, która albo całymi dniami przesiadywała na ogrodowej ławce, patrząc w niebo, albo chadzała na samotne wyprawy do lasu. Rozumiała smutek po stracie najbliższych, ale wiedziała, że rozpamiętywanie bólu w niczym nie pomoże. – Porozmawiajcie sobie, a ja przyniosę coś do picia. Wycofała się do domu, żeby wstawić wodę na herbatę. Gdy przez kuchenne okno spojrzała na rozmawiających w ogrodzie, zrozumiała, że odwiedziny Marka były tym, czego jej bratanica potrzebowała. Chłopak opowiadał o czymś, żywo gestykulując, a Kamila spoglądała na niego z zainteresowaniem, od czasu do czasu kiwając głową. Później sięgnęła po leżący na stoliku aparat. Najwidoczniej chciała pokazać zdjęcia. „Może chociaż na chwilę przestanie tęsknić za domem” – pomyślała Maria, wyjmując z szafki szklanki. Gdy z tacą wyszła do ogrodu, do jej uszu dobiegł dźwięczny śmiech Kamili. – I ciocia poszła z wami na wagary? – zapytała dziewczyna z niedowierzaniem w głosie. 20 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 – Tak, jeden jedyny raz – przytaknął Marek. – Ale musieliśmy jej solennie obiecać, że nigdy więcej nie uciekniemy z geografii. – Nie uciekli – dodała Maria, stawiając na stoliku tacę. Z zadowoleniem zarejestrowała, że smutek na twarzy dziewczyny ustąpił miejsca zadowoleniu, a na policzki wypłynął lekki rumieniec. – Ech… fajnie, że macie takie wspólne wspomnienia. – Kamila opuściła głowę i przez chwilę oglądała paznokcie u rąk. Zrobiło jej się przykro; kiedy ona uważała ciotkę za obcą kobietę, inni byli obok niej, szanując ją i nazywając „fajną babką”. – A dlaczego nigdy nie odwiedzałaś pani Marysi? – zapytał niespodziewanie Marek, przelewając czarę goryczy. Dziewczyna zerwała się z ławki i pobiegła do domu. Fala wstydu zalała jej policzki ciemnym rumieńcem. Cóż miała odpowiedzieć? Że uważała ciotkę za zgorzkniałą starą pannę? Za podłą egoistkę, która ma w nosie rodzinę? Że gdyby nie potrzebowała opieki i wsparcia, nigdy nie przyjechałaby do Warszawy? A może powinna podziękować, że kiedy ciotka była pozbawiona kontaktu z najbliższymi, ktoś jednak jej pomagał, odpędzając samotność i doceniając serdeczność? Bo przecież przez te wszystkie lata rozłąki obcy ludzie zastępowali Marii rodzinę. – Co się stało? – zapytał Marek, spoglądając na drzwi, za którymi zniknęła Kamila. – Co ja takiego powiedziałem? – Straciła oboje rodziców – szepnęła Maria. – Wszystkie pytania o rodzinę wciąż ją bolą, ale mam nadzieję, że jakoś się to ułoży. Marek skinął lekko głową. Nie chciał wchodzić z buciorami w czyjeś życie. Od zawsze był ciekawski i lubił wszystko wiedzieć. Dlatego tu dzisiaj przyszedł, żeby poznać lepiej bratanicę swojej byłej nauczycielki. Myślał, że dziewczyna przyjechała do ciotki na wakacje, a tu się nagle okazało, że wcale nie. I od razu na wstępie zadał pytanie, którego zadawać nie powinien. 21 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 „Mógłbym czasem powstrzymać swój jęzor” – skarcił się w myślach, postanawiając jakoś naprawić głupią wpadkę. *** Była sobota. Bezchmurne niebo zapowiadało piękną pogodę, a słońce uśmiechało się do ludzi, zmęczonych całotygodniową pracą, zapraszając na spacer. Kamila z aparatem w dłoni oraz plecakiem na ramieniu opuściła podwórze; nie mogła się zdecydować, w którą stronę pójść, żeby znaleźć coś ciekawego do sfotografowania. – Cześć! – usłyszała głos. Na chodniku stał Marek, uśmiechając się niepewnie. Miał nadzieję, że nie zauważyła, iż wyszedł zza rogu ogrodzenia, gdzie od kilku minut zastanawiał się, jakimi słowami wymazać wcześniejszy nietakt. – Cześć – odparła spokojnie. Nie bardzo wiedziała, jak powinna się zachować. Ostatecznie Marek nie był jej znajomym, tylko cioci, i zapewne do niej przyszedł. Wypadało więc przywitać się i pójść w swoją stronę. – Dokąd się wybierasz? – Na poszukiwanie ciekawych obrazów. Chcę porobić zdjęcia. – A mógłbym pójść z tobą? – A znasz jakieś ciekawe miejsca? – zapytała powątpiewająco. Samotne wyprawy przestały być fascynujące, ale nie wypadało zareagować jawną radością na propozycję wspólnej wędrówki. – Jasne. Skinęła lekko głową, wyrażając zgodę na towarzystwo. – Prowadź. Przez chwilę szli w milczeniu i wcale im ono nie ciążyło. Marek zastanawiał się, w jaki sposób zatrzeć niemiłe wrażenie, jakie mógł zrobić na dziewczynie podczas ostatniego spotkania, a Kamila obserwowała okolicę i mijanych ludzi. Ożywiła się, gdy wkroczyli do lasu. Od dziecka lubiła obserwować przyrodę, potrafiła wypatrzyć 22 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 skrytego pomiędzy liśćmi ptaka albo przeskakującą z gałęzi na gałąź wiewiórkę. Nauczyła się, że natura nie lubi hałasu i szanowała jej upodobania. – Zobacz – szepnęła nagle, unosząc trzymany w pogotowiu aparat. Zwinne rude zwierzątko szybko wspięło się po pniu, dziewczyna zdążyła jednak zrobić kilka zdjęć. – Co? – zapytała Marek nieprzytomnym głosem. – Wiewiórka, wygląda zza liści, o tam. – Wskazała na jedno z drzew. – A ja uchwyciłam ją w biegu. Chcesz zobaczyć? – Chcę. – Uważnie obejrzał zrobione przez Kamilę zdjęcia, nie mogąc wyjść ze zdumienia, że zwróciła uwagę na obecność zwierzęcia. On nic nie zauważył. – Jesteś niezwykła. Nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak ty! Kamila roześmiała się, żeby jakoś ukryć zmieszanie; nie przywykła do słów podziwu. Tomek był oszczędny w komplementach, zdecydowanie wolał, kiedy nim się zachwycano. Objęła ramieniem najbliższe drzewo, przytuliła policzek do kory. – Bo ja jestem leśnym duchem – szepnęła tajemniczym głosem. – Patrzę okiem, słucham uchem. Fruwam z ptakiem, biegam z sarną, chociaż mam kondycję marną. W rannej rosie myję dzióbek, mówią na mnie krasnoludek. – Chyba raczej leśny duszek. – Marek uśmiechnął się i spojrzał prosto w błyszczące radością oczy dziewczyny. Wyobraził sobie Kamilę jako eteryczną nimfę, siadającą obok śpiewającego ptaka, unoszącą się nad głową biegnącej sarny i skaczącą z wiewiórką po gałęziach drzew. – Mam wrażenie, że znasz wszystkie tajemnice lasu, ale może zrobię ci niespodziankę. – Skręcił w wąską dróżkę, wspinającą się na niewielki pagórek. – Chodź, tylko uważaj na gałęzie. Nagle ścieżka wbiegła na polanę i rozwidliła się. Lewa jej odnoga zmierzała w stronę niewielkiego stawu, a prawa prowadziła wprost do małego, drewnianego domu ze spadzistym dachem. Bezchmurne niebo, odbijając się w nieruchomej tafli wody, udawało, że firmament zamieszkał na ziemi. Budynek zaś przycupnął na skraju lasu 23 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 niby baśniowa chatka, a cień rosnących nieopodal drzew dodawał mu tajemniczości. Wszystko było otoczone zielenią liści i trawy, zapachami przyrody oraz promieniami słońca. Dziewczyna otworzyła usta ze zdumienia. Nigdy by nie przypuszczała, że ten mały, ubogi w zwierzęta las może kryć taką niespodziankę. Dopiero po chwili przypomniała sobie o trzymanym w dłoni aparacie. Uniosła go i długo ustawiała ostrość, walcząc z drżeniem rąk. – Ślicznie tutaj – szepnęła, uwieczniając baśniowy obrazek na kilku fotografiach. – Aż pachnie magią. – Prawda? – Marek pokiwał z zadowoleniem głową. Sam nie wiedział dlaczego zależało mu na opinii Kamili, jej uśmiechu, błysku podziwu w oczach. – A co to za chatka? – Leśniczówka. Teraz należy do Wojtka. Chodź, może go zastaniemy i… – Nie, innym razem – przerwała chłopakowi, ponieważ myśl, że miałaby dokądś pójść, nie obejrzawszy tak uroczego miejsca, była nie do przyjęcia. Zresztą, nie miała ochoty poznawać żadnego Wojtka. – Ale ty idź, jeśli chcesz – dodała, gdy zobaczyła rozczarowaną minę kolegi. – Już nie chcę. 5. Było upalne, lipcowe popołudnie. Powietrze zdawało się stać w miejscu, słoneczny żar lał się z bezchmurnego nieba, rozgrzewając warszawskie ulice. Nawet asfalt topniał pod naporem gorąca. Marek opuścił klimatyzowaną halę centrum handlowego i starł z czoła kropelki potu. Dzierżył w dłoniach dwie torby wypchane po brzegi. Nigdy nie lubił robić zakupów, ale choroba mamy wymusiła na nim przejęcie większości domowych obowiązków. Sporządził więc listę koniecznych produktów (żeby niczego nie zapomnieć) i wybrał się do pobliskich delikatesów. Wiedział, oczywiście, że na bazarku warzywa są świeższe, a wędlina, zakupiona w mięsnym 24 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 naprzeciwko apteki, smaczniejsza, ale nie miał ochoty na bieganie po wielu sklepach. Od pewnego czasu jego ulubionym zajęciem było spacerowanie w okolicach domu Marii Górskiej i oczekiwanie na Kamilę. Gdy doszło do spotkania, udawał, że było ono przypadkowe, a kiedy szczęście mu nie dopisało, wracał do domu smutny i zawiedziony. Słoneczny dzień dawał gwarancję, że dziewczyna wybierze się na spacer. By nie przeoczyć momentu jej wyjścia z domu, Marek zrobił zakupy w pośpiechu, a później od razu skierował się w stronę własnego mieszkania. Szedł szybko, ze spuszczoną głową. Nie zauważył nawet idącego z naprzeciwka kolegi. – Cześć! – znajomy głos zabrzmiał tuż przy uchu, przerywając mu rozmyślania o Kamili. – Co tam słychać? Marek uniósł głowę i rozpoznał w intruzie twarz przyjaciela. Nie widzieli się od zakończenia roku szkolnego. Kolega nie odbierał telefonu, a na esemesy odpisywał rzadko. – O, Wojtek! – stwierdził zdziwionym głosem Marek. – Cześć. Nie zauważyłem cię. Co ty tutaj robisz? Myślałem, że mieszkasz w leśniczówce. – Postanowiłem odwiedzić panią Marysię. No wiesz, sprawdzić, czy nie trzeba jej w czymś pomóc. Byłem przed chwilą w kawiarni, ale powiedzieli mi, że ma dziś wolne. Niebywałe, co? – Widzisz w tym coś dziwnego? – Marek wzruszył ramionami, chcąc ukryć, że doskonale wie, dlaczego nauczycielka wzięła urlop. – Każdy ma prawo do odpoczynku. – No, ale pani Maria chyba nigdy nie odpoczywa. Pamiętasz, nasze klasówki zawsze były sprawdzone już na drugi dzień. Może się rozchorowała? – Jest zdrowa. – To dobrze, pomogę troszkę w ogrodzie. Na pewno trzeba coś przesadzić, przenieść albo chociaż trawę skoszę… 25 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 – Nie trzeba. – Marek postawił torby na chodniku i splótł ręce na piersiach. Wolał nie zgłębiać przyczyn, ale zamierzał zrobić wszystko, żeby zniechęcić kolegę do wizyty u nauczycielki. – Czyli wszystko już zrobiłeś? – Wojtek pokiwał z uznaniem głową. – To pozostanie mi rozmowa. I dobrze, bo jest przyjemniejsza od pracy w ogrodzie. – Pani Maria ma gościa. Przyjechała do niej bratanica… – Bratanica powiadasz. – Wojtek aż uniósł brwi ze zdziwienia. – A ładna? Marek popatrzył na kolegę dziwnym wzrokiem. Jeśli chociaż przez chwilę miał nadzieję, że informacja o gościu zrazi go do odwiedzin, to właśnie pozbył się wszystkich złudzeń. Obecność dziewczyny w domu pani Marii stanowiła okoliczność zachęcającą do wizyty, a nie odstraszającą. Wojtek zwyczajnie lubił towarzystwo płci przeciwnej, czuł się w nim dobrze, wręcz komfortowo. Uwielbiał pokazywać, jaki jest szarmancki, męski, dobrze wychowany… Czarował na każdym kroku. Dzięki temu posiadał spore grono wielbicielek – panienek gotowych skoczyć za nim w ogień. Głupie, nawet im do tych pustych główek nie przyszło, że on żadnej nie traktuje poważnie, że wszystko jest rodzajem gry. Marek poczuł złość na samą myśl o tym, iż Kamila mogłaby znaleźć się w grupie fanek Wojtka. Zacisnął pięści. – Jakie to ma znaczenie? – zapytał, siląc się na spokój. – No, co ty, Maras? – zdziwił się kolega. – Nie potrafisz nawet powiedzieć, czy dziewczyna jest ładna? Nie potrafił. Kamila była sympatyczna, miło się uśmiechała, miała duże, błękitne oczy, lubiła zwierzęta i kwiaty. Było w niej coś niesamowitego, tajemniczego. Trudno jednak określić jej urodę w kategoriach ładna – brzydka. Nosiła czarne ubrania, przez co wyglądała blado, smutno, niepozornie, jak szara myszka. Tak też ją Marek kiedyś w myślach nazwał. Dziś wiedział, że to określenie nigdy do dziewczyny nie pasowało. Ocenił jej wygląd zewnętrzny, nie biorąc pod uwagę osobowości. A Kamila miała w sobie coś niepowtarzalnego, co przyciągało 26 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 niczym magnes. Kiedy zaczynała opowiadać o kwiatach, ptakach czy zwierzętach, na jej twarzy pojawiał się rys niezwykłego piękna, a w oczach błyszczały iskierki. – Tobie się nie spodoba – odparł Marek. Miał ochotę krzykiem zmusić kolegę, żeby nie próbował swoich sztuczek, żeby dał dziewczynie spokój i nie bawił się kimś tak wrażliwym, ale zagryzł wargi. Nie chciał zdradzić swojej fascynacji Kamilą, bo tylko dałby powód do kąśliwych uwag. Wojtek potrafił być złośliwy, szczególnie jeśli mówił o oczywistej dla wszystkich nieśmiałości Marka względem dziewcząt czy jego kompleksach związanych z niskim wzrostem i zbyt przysadzistą sylwetką. – Sprawdzę sam. Na razie. – Wojtek podał koledze rękę i nie zwracając uwagi na jego niezadowoloną minę, podążył w stronę domu Marii. *** – Ciociu, zobacz, ktoś wyrzucił fuksję do kosza na przystanku. – Kamila wkroczyła do kuchni i postawiła na stole doniczkę. – Ludzie chyba nie mają pojęcia, co wyprawiają. – No wiesz, chyba jednak mają pojęcie – zaprotestował nieznany, męski głos, dobiegający z kąta pomiędzy oknem a szafkami, gdzie stało krzesło. – Przecież to są suche badyle, nic więcej. Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na osobę, która wypowiedziała owe bezczelne słowa. W jej oczach zamigotał gniew. Któż śmiał nazwać zdobyczną fuksję suchymi badylami? Tak, roślina była zaniedbana, ale wciąż żyła i nie zasługiwała na wyrzucenie do śmieci. Na krześle siedział wysoki, dobrze zbudowany chłopak. Ciemne, lekko kręcone włosy opadały na czoło, a spod szerokich brwi spoglądały kasztanowe oczy. Kamila znieruchomiała na chwilę. Kilka lat temu spotkała kogoś, kto posiadał tęczówki w takim właśnie kolorze. Zauroczona wmawiała sobie, że się jej coś przywidziało, że bujna, dziecięca fantazja spłatała jej figla. Teraz jednak nie była już dzieckiem i wyraźnie widziała, że ten obcy chłopak o ironicznym uśmiechu 27 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 miał kasztanowe oczy. Nie brązowe, nie piwne, tylko właśnie kasztanowe. W żaden inny sposób nie można było określić ich barwy. – Zakwitnie jeszcze tego lata – powiedziała arbitralnie, starając się nie pokazać po sobie zaskoczenia. – I bądź łaskaw nie pleść bzdur, bo o kwiatach wiesz tyle, co kot napłakał albo jeszcze mniej. – No wiesz, może i tak, ale… – Hej, spokój! – Maria stanowczym głosem przerwała tę niemiłą wymianę zdań. – Zaraz się podziobiecie jak dwa koguty na grzędzie. Kamila, to jest jeden z moich byłych uczniów… – Wojtek. – Wstał, żeby zaprezentować się w pełnej krasie. Obrzucił dziewczynę badawczym spojrzeniem, rejestrując błysk złości w błękitnych oczach, rumieniec na policzkach, nieład w jasnych włosach oraz nieznaczne drżenie podanej dłoni. – Kamila – odparła, dumnie unosząc głowę. Pod przykrywką złości chciała ukryć, że chłopak zrobił na niej ogromne wrażenie. – Nie będę wam przeszkadzać, pójdę na dwór przesadzić te… suche badyle. Zabrała doniczkę i opuściła kuchnię. Musiała pobyć chwilę sama, a fuksja dostarczyła świetnego pretekstu. Serce tłukło się w piersiach, jakby miało wyskoczyć. Jak to możliwe, że tutaj, w Warszawie, spotkała chłopaka, którego oczy śniły jej się po nocach? Wmawiała sobie, że kasztanowe tęczówki nie istnieją, że je sobie wymyśliła, że należy zapomnieć… A tu nagle co? I żeby Wojtek był chociaż sympatyczny, ale nie. Kamila nigdy wcześniej nie spotkała takiego bezczelnego ignoranta. Nazwał fuksję suchymi badylami! I ta jego pewność siebie! 28 Aneta Rzepka: Magia kasztana R W 2 0 1 0 29
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Magia kasztana
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: