Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00304 009324 15552264 na godz. na dobę w sumie
Mali przyjaciele z lasu i podwórka - ebook/pdf
Mali przyjaciele z lasu i podwórka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3637-8371-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Zbiorek miniopowiadań i wierszyków dla przedszkolaków. Głównym tematem są zwierzęta i dziwna więź dzieci ze zwierzątkami, zwłaszcza tymi małymi, z miękkimi futerkami, ale nie tylko. Okazuje się, że gdy się dorośnie, nie słyszymy tego, co może usłyszeć małe dziecinne uszko, gdy wkroczy na podwórko pełne gęgających, kwaczących, piejących i gulgających ptaków na wiejskim podwórku. Dzieci potrafią też rozmawiać z małą białą owieczką albo z leśnym przyjacielem, szarym zajączkiem, a wielki bernardyn sprawuje opiekę nad całą grupą przedszkolną, pilnując ich i bawiąc się razem w śniegu. Nigdy żadne przygody nie są nudne, a do zabawy włączają się też drzewa, leśne zwierzęta i dziwne bajkowe stwory, jak krasnoludki. Będąc przedszkolakiem można zostać bohaterem, ale te przyznać się do błędu objadania słodyczami.
Każdemu z przedszkolaków na pewno zdarzyło się coś ciekawego i chętnie posłucha, jakie przygody spotkały Jurka, Antosia, Szymonka, czy Tobiasza w ten magiczny czas każdego z nas, gdy bajeczny świat przeplata się jeszcze z rzeczywistością.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tobiasz z niecierpliwością czekał na ciepły, słoneczny dzień. Marzył o spacerach na łące i o spotkaniu z mieszkańcami podwórka. Do Anulki przyjechał z miasta, gdzie nigdy nie spotkał zwierząt z zagrody wiejskiej. Miał tam przyjaciół: Pawełka i Michałka. Żadnych innych dzieci nie znał. Do dziewczynki przywieźli Tobiasza latem. Chłopiec wyszedł z samochodu ubrany w niebieskie spodnie i czerwoną koszulę w białą kratkę. Pod pachą trzymał kartonowe, kolorowe pudełko. Chłopiec zatrzymał się na chwilę. Po podwórku biegały różne ptaki i zwierzęta. Jedne gdakały, gulgały, inne chrumkały. Straszny hałas był w zagrodzie. Zdziwił się na widok zwierząt. Nigdy dotąd nie widział czegoś równie ciekawego. Znał je tylko z opowiadań mamy i różnych obrazków z książek dla dzieci. Dziewczynka spojrzała na zdziwionego Tobiasza. — Tobiaszu, wkrótce poznasz wszystkich mieszkańców zagrody — oznajmiła Anulka. W niedługim czasie przyszli kuzyni dziewczynki — Błażej i Irek. — Tobiaszu! — zwrócił się do chłopca Błażej. — Pójdziemy na spacer. — Tak, tak! Zwiedzisz zagrodę wiejską — przytaknął Irek. Cała czwórka dzieci, czyli Anulka, Tobiasz i Błażej z Irkiem poszli najpierw do kurnika. Kurnik był najbliżej domu. Tak, więc mama dziewczynki, gdy tylko usłyszała gdakanie kur, wiedziała, że jajka można już zabrać z gniazd, bo kurki je dopiero, co zniosły. — To jest kurka Kwoczka, a to jej mąż kogut — powiedział ze znawstwem Błażej. — Kogut jest, że tak powiem… Dyrektorem podwórka. To rozsądny organizator. — Ko, ko, ko witamy pięknie! To prawda! Mój mąż zna swoje obowiązki i nikt nie może mu nic złego zarzucić. Codziennie wstaje bardzo wcześnie, zaczyna próbę głosu i przybiera pozy do porannego „kukuryku” — zagdakała z wysokiej nuty kurka najgłośniej, jak tylko mogła, poprawiając przy tym swoją kolorową sukienkę. — Kukuryku, kukuryku! A to, kto? — zapiał czupurny kogut. Chłopiec. jakby zrozumiał, o czym rozprawiały ptaki odpowiedział: i szybciutko im — Mam na imię Tobiasz. — przedstawił się bardzo elegancko. — Moja droga żono, daj mu jajko, niech skosztuje — powiedział kogutek. 1 Nagle zza płotu wyszła kaczka z kaczorem. Obok nich człapały cztery kaczątka. Kaczka była troskliwą mamusią. Bardzo kochała swoje dzieci. Dbała o ich bezpieczeństwo. — Witamy, witamy dostojnego gościa kwa, kwa, kwa — zakwakała z radości na widok chłopca kaczka. Tak naprawdę pierwszy raz widziała go na wiejskim podwórku. A przecież było tyle do zobaczenia. Wtem zagadnął kaczor. — Co słychać chłopaki, kwa, kwa, kwa! — zatrzepotał białymi jak śnieg skrzydłami — Mam dla was jajo kacze. Życzę smacznego. Ono jest trochę inne niż kurze jajo, ociupinkę większe kwa, kwa, kwa! — Dzieci! Kwa, kwa, kwa, chodźcie do mamusi prędziutko! Jeden, dwa, trzy, cztery. — Nie denerwuj się moja droga i przestań ciągle je liczyć — zakwakał kaczor. — No zobacz, co narobiłeś! Pomyliłam się i muszę zacząć liczyć od nowa. Chodźcie do mamusi. Mamusia was ogrzeje, przytuli, ulula… — A ja wam moje dzieciaczki… zaśpiewam … Aa… aa… jajka trzy — zafałszował kaczor. — Już ty lepiej nie śpiewaj — odpowiedziała mu żona. — Lepiej policz, czy przypadkiem żadnego nie brakuje. Tobiasz z Anulką i Błażej z Irkiem uśmiechnęli się do siebie i poszli dalej. Błażej trzymał jajo kurze, Irek zaś, jajo kacze. — Gę, gę, gę może panom w czymś pomóc? — zapytała roztropna gęś. Chłopcy przystanęli na chwilę. Chcieli z bliska pokazać koledze z miasta śnieżnobiałą gęś, gdy tymczasem Tobiasz oczy z wrażenia wybałuszył: — Jaki piękny łabędź — zachwycił się — Skąd się wziął w zagrodzie łabędź? Wszyscy zaczęli się śmiać. Natychmiast wyjaśnili Tobiaszowi, że ten duży biały ptak, który jest tak podobny do łabędzia, naprawdę mieszka w zagrodzie wiejskiej i jest domową gęsią. — Mężu mój, kiedy wreszcie pójdziemy na spacer! Dzieci się niecierpliwią — powiedziała do męża gęsiora pani gęś. — Nie bądź natrętna! Proszę wybaczyć mojej żonie! — odpowiedział stanowczo gąsior. — Moja droga żonusiu, proszę o jajo dla gości. — Tak, oczywiście! Bardzo proszę i życzę smacznego — odpowiedziała śnieżnobiała dama. 2 Tobiasz zabrał z gniazda gęsie jajo. Było o wiele większe od pozostałych. Delikatnie włożył do pudełka i pomaszerował z Anulką dalej. Obok nich szli Błażej z Irkiem. Obaj trzymali w dłoniach jaja kurze i kacze. — Gul, gul, gul, gul, gul… Kto idzie i czego chce? — zagulgotał naburmuszony indor. — Kukuryku! Kukuryku! Panie indyku kochany, mamy gości!— ucieszył się dumny kogut. — Trochę szacunku proszę! Zachowuje się pan jak gbur. Co dzieci o nas pomyślą! — Co to za wrzaski! Że też niektórzy nie mają za grosz poczucia czasu gul, gul, gul. Mój drogi mężu, ucisz proszę tego koguta. W głowie się mu przewróciło! Rano pieje, w południe pieje i popołudniu pieje!!! Nie mogę dłużej tego znieść! — Przesadzasz moja droga gul, gul, gul. Witamy, witamy drogie dzieci w zagrodzie. Nie przejmujcie się moją żoną, ona tak zawsze! Zresztą, sami się przekonacie. Moja żonusiu, poproszę o jajo dla dzieci. Będą miały wspaniałe śniadanie. Wzięła Anulka jajo indycze, włożyła do kieszonki fartuszka, podziękowała i poszła z Tobiaszem dalej zwiedzać wiejskie podwórko. Obok nich szli: Błażej i Irek, również z jajkami. — A to, kto? — zapytał Tobiasz. — To jest pani Perliczka — powiedział Irek. — Taka dziwaczka... No, bo jak inaczej powiedzieć o kimś, kto mieszka na drzewie? — Moi kochani — powiedziała pani perliczka. — No, cóż mam z piętra piękny widok. Wszystko widzę i doskonale słyszę. Z tej wysokości mam wszystkich na oku. — Też coś! Co ja mam z tymi ptakami! Gul, gul, gul! — powiedział pan indyk. — Moja droga perliczko, poproszę o jajko dla dzieci. — A fe! Panie indyku! Co też pan, ja mam dać jajko? Nigdy! Nagle powoli, wszedł na podwórko pan Paw. Poprawił swoje piękne pióra, podniósł łeb do góry i rzekł: — O, co tyle hałasu! Za grosz dobrego wychowania! Ten hałas może zaszkodzić mojej urodzie. Proszę o ciszę! — Panie pawiu! Pan się strzeż! Pan się strzeż! — ostrzegła go perliczka. Perliczka podbiegła do pawia i chwyciła dziobem jego piórko. — Proszę nie dotykać! Proszę nie dotykać! Zniszczy pani moje piękne pióra! — powiedział zdenerwowany pan paw. 3 — Też mi elegant z podwórka! — oburzyła się perliczka. Przysłuchiwały się kłótni dzieci — przedszkolaczki. — Moi kochani! Po co te kłótnie, po co te swary głupie? Czy nie lepiej w zgodzie żyć? — powiedział Tobiasz. — Zapraszam w imieniu dzieci na poczęstunek. Będzie omlet z jarzynami, a na deser ciasteczka zbożowe. — Gul, gul, gul! — Kukuryku, kukuryku! — Kwa, kwa, kwa! — Gę, gę, gę! — Brawo, brawo, brawo! Uczta była wspaniała! Wszyscy jedli, pili i świetnie się bawili. Tylko pan paw i pani perliczka usiedli na drzewie i kłócili się o to, kto ma lepszy widok na wiejskie podwórko. Późnym wieczorem ucichło w zagrodzie wiejskiej. Zwierzęta poszły spać i dzieci poszły spać. Tobiasz wtulił się w miękkie posłanie. — Uf! Ale cisza i spokój. Muszę omijać z daleka te rozwrzeszczane ptaki. Mam nadzieję, że inne zwierzęta nie są aż tak rozgadane i rozgęgane! — szepnął do siebie Tobiasz. — mimo wszystko na wsi jest pięknie. Tyle tu wszędzie kolorów i zapachów, tyle rzeczy do obejrzenia. Za oknem, hen wysoko na niebie, księżyc rozświetlił wiejskie podwórko i ogród. Przez uchylone okno zapachniało maciejką i soczystą trawą. Rodzice mieli rację — wieś to coś bardzo pięknego. Aaa! Dobranoc!... Do jutra! 4
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Mali przyjaciele z lasu i podwórka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: