Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00324 006059 13099205 na godz. na dobę w sumie
Małżeńska przygoda - ebook/pdf
Małżeńska przygoda - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875857 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Maria nie podziela pasji rodziców, którzy prowadzą fi rmę dla amatorów sportów ekstremalnych. Woli pracować w zaciszu biblioteki i pisać książki dla dzieci. Nie zgadza się jednak na sprzedaż rodzinnego interesu, zwłaszcza że kupcem ma być Eddie, lekkoduch, który kilka lat temu wyśmiał jej młodzieńcze uczucia. Rodzice obiecują odstąpić od sprzedaży, o ile Maria zrealizuje wszystkie punkty z ich fi rmowej oferty. Najpierw czeka ją skok ze spadochronem, z Eddiem w roli instruktora...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 4 0 4 1 R N ISSN 1641-5736 9 771641 573024 900 Hannah Bernard Małżeńska przygoda 04-RO-1.indd 2 04-RO-1.indd 2 2/22/07 11:18:45 AM 2/22/07 11:18:45 AM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Hannah Bernard Małżeńska przygoda Tłumaczyła: Wiktoria Mejer Drogie Czytelniczki! Już kwiecień, zapowiedź słonecznych i ciepłych dni, kiedy rozkwita nie tylko przyroda, ale i uczucia. Bohaterki naszych powieści spotkały miłość, może i Wy powinnyście zaufać sercu. W kwietniu przygotowałam dla Was bardzo ciekawą ofertę. Szczególnie polecam pierwszą część miniserii Siostry McIvor. Jestem pewna, że i w tym miesiącu ROMANS przyniesie Wam wiele radości. A oto wszystkie propozycje na kwiecień: W pełnym słońcu – pierwsza część miniserii Siostry McIvor. Czy Darcy, najstarsza z klanu, zaufa mężczyźnie, który przed laty boleśnie ją zranił? Małżeńska przygoda – pełna humoru opowieść o dziewczynie, która marzyła o nudnym, spokojnym życiu, lecz los chciał inaczej. Powrót wiosny – zgorzkniały samotnik spotyka kobietę, która zmusi go, by znów otworzył serce. Wielka wygrana – czyli wspaniały przepis na to, jak uratować związek. Cztery serca, Weselna wróżba (DUO) – dwie opowieści o bardzo nieufnych mężczyznach, którzy bali się emocjonalnego zaangażowania. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Hannah Bernard Małżeńska przygoda Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: (cid:23) e Marriage Adventure Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Jadwiga Przeczek © 2005 by Hannah Bernard © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3077-1 Indeks 360325 ROMANS – 900 PROLOG Rzeka była rwąca, głośna, tworzyła się na niej gęsta bia- ła piana. Maria siedziała na głazie i rzucała do wody krągłe, szare kamyki, które znikały bez śladu. Potem zaczęła rwać trawę i splatać ją w coś, co miało przypominać łódki. Nurt poły- kał je błyskawicznie, żadna nie utrzymała się na powierzchni. Za dwie godziny podobny los spotka i Marię. Wciągnie ją ta wzburzona czarna woda, gdzie płucom zabraknie powietrza, skąd nie można się wydostać… Szkoła zacznie się dopiero za dwa tygodnie, więc czeka- ło ją jeszcze kilkanaście dni przerażających przygód. Czemu rodzice uważali ten koszmar za świetną zabawę? – Cześć. Obróciła się i ujrzała wysokiego mężczyznę, którego twarz skrywał cień. Miała nadzieję, że na jej doskonale oświetlonej twarzy nie widać, jak bardzo Eddie jej się podoba. Był cudowny, ale za stary dla niej. Kiedy ona osiągnie je- go obecny wiek, stukną mu już dwadzieścia cztery lata, czyli stanie się zgrzybiałym starcem. Ogromna szkoda. – O, to ty… Cześć. – Twoi rodzice cię szukają. Maria straciła rachubę czasu. Chyba faktycznie długo sie- działa na brzegu, ponieważ poczuła ssanie w żołądku. Tylko 6 Hannah Bernard czy powinna jeść przed spływem górską rzeką i potem po- chorować się na jej środku? Ależ to byłby wstyd! – Dzięki. Już idę. Podniosła się i jeszcze raz spojrzała na wzburzony, spie- niony nurt. Ogarnął ją paraliżujący strach, który nie opuścił jej nawet wtedy, gdy przestała patrzeć na rzekę i zawróciła z Eddiem do domku kempingowego. Umierała z przeraże- nia, ale nie miała wyboru. Musi wsiąść do tego głupiego ka- jaka i zachowywać się jak łowca przygód. Wszyscy uwielbiali nimi być, uważali, że to wspaniała zabawa. Tylko z nią było coś nie tak. Szli przez kilka minut w milczeniu, gdy nagle zorientowa- ła się, że Eddie zaczyna jej się przyglądać. Odwróciła twarz, by ukryć zdradliwe łzy, które spłynęły jej po policzkach, i zwolniła kroku w nadziei, że zostanie trochę z tyłu. Ma- newr się nie powiódł, gdyż Eddie również zwolnił. Wreszcie się zatrzymał. – Co jest? – Nic. – Gadanie! Przecież widzę, że beczysz. Może polecę po twoją mamę, co? Szybko otarła łzy i gwałtownie pokręciła głową. – Nie, nie mów im, że płakałam. – A niech to! Wpadłaś w jakieś kłopoty? – Nie, wszystko w porządku. – Właśnie widzę… Pewnie ryczysz przez chłopaka? Dziewczyny w twoim wieku w kółko to robią. – Ale nie ja! I wcale nie ryczę, tylko… tylko łzy same po- ciekły mi z oczu. Eddie się uśmiechnął. – To przestań być taka nieszczelna, dziecino. Małżeńska przygoda 7 – Nie nazywaj mnie dzieciną! – Przecież nią jesteś. Popatrz na siebie. Mała beksa. – Przestań! – Założę się, że to przez chłopaka. – Nieprawda – prychnęła Maria. – To przez tę okropną, głupią rzekę! Eddie aż się obejrzał w kierunku, z którego przyszli. – O czym ty mówisz? – Boję się. – Podzielenie się z kimś swoimi uczuciami sprawiło jej taką ulgę, że wyrzuciła z siebie wszystko: – Nie cierpię przygód! Nie znoszę nawet kolejki górskiej! Wszyscy lubicie się bać, a ja nie! I ta rzeka jest taka straszna. Umieram ze strachu, kiedy wpadam do wody i nie mogę oddychać. – Uklękła i zaczęła nerwowo wyrywać trawę, szarpać ją na ka- wałki i przesypywać między palcami. – Jestem tchórzem. No to wydało się. Ktoś poznał jej największy sekret. Eddie zbagatelizował sprawę. – E tam, ta rzeka wcale nie jest taka niebezpieczna. Jak by była, twoi rodzice nie zabraliby cię z sobą. – Wiem. – Naprawdę będzie fajnie, zobaczysz. Przecież już brałaś udział w spływach, wszystko umiesz, przeszłaś szkolenie. – Wiem. – A jak wpadniesz do wody, to zaraz za tobą wskoczymy. – Wiem. Ale strasznie się boję. Eddie ukląkł obok niej. – Jak nie chcesz płynąć, to powiedz rodzicom, nie będą cię zmuszać. – Nie! – Serce w niej zamarło na samą myśl. że mogliby się dowiedzieć. – Nigdy im nie powiem, że się boję. I tobie też nie wolno. Ani słowa! Obiecaj mi! 8 Hannah Bernard – No to czego właściwie chcesz? – Niczego. – Zacisnęła usta i jeszcze gwałtowniej zaczęła rwać trawę. Nie było żadnego wyjścia, wiedziała o tym do- skonale. – Dzieci… – mruknął z politowaniem Eddie, a Maria po- myślała z urazą, że jeszcze niedawno był takim samym dzie- ciakiem, więc nie ma prawa się wymądrzać. – Wracajmy, bo zaczną się o nas martwić. Dwie godziny później znaleźli się w czwórkę na brzegu. Rodzice i Eddie nieśli kajaki, a Maria wiosła. Z każdym kro- kiem jej nogi stawały się coraz cięższe, serce biło coraz szyb- ciej, w gardle rosła wielka kula. Wymyślała sobie od tchórzy, lecz to nic nie pomagało. – Świetnie, poziom wody jest wysoki – ucieszył się ojciec. – Ale będzie jazda! Maria rzuciła wiosła na brzeg i zajęła się sznurowaniem butów, żeby tylko nie patrzeć na szalejącą rzekę. Zaczyna- ła się już trząść ze strachu. Masz w tej chwili przestać, roz- kazała sobie w duchu. Nic ci nie będzie. To przecież pyszna zabawa. Nagle usłyszeli zduszony krzyk, a po nim przekleństwo. Obrócili się i ujrzeli, jak Eddie opiera się o wielki głaz, a dru- gą ręką trzyma za stopę. – Wszystko w porządku? – spytała Kara. – Cholera, skręciłem kostkę. – Eddie skrzywił się z bólu. – Już puchnie. – Jak to możliwe? – zdumiał się Harlan. – Skaczesz po gó- rach jak kozica, a skręciłeś nogę na równej drodze? – Widać jestem wyjątkowo zdolny – uśmiechnął się krzy- wo Eddie. Małżeńska przygoda 9 – Obejrzę ją – zaproponowała Kara. – Dam sobie radę. Wrócę do domu i przyłożę lód. Płyń- cie beze mnie. – A możesz prowadzić samochód? – Oczywiście, przecież do tego wystarczy jedna noga. Ale dobrze byłoby mieć kogoś przy sobie… – Jego wzrok spo- czął na Marii. Spłynęła na nią niewysłowiona ulga. – Zostanę z tobą. – Lepiej ja zostanę – zao arowała się Kara. – Szkoda, że- byś traciła spływ. – Mamo, musisz płynąć, przecież zawsze sprawdzasz z ta- tą nowe punkty programu. Nic się nie martw, zaopiekuję się Eddiem. Rodzice wymienili rozbawione spojrzenia na myśl o tym, że ich czternastoletnia córka będzie się opiekować dziewięt- nastoletnim młodzieńcem, lecz w końcu się zgodzili. Zanie- śli dwa niepotrzebne kajaki z powrotem do furgonetki, po czym zaczęli szykować się do odpłynięcia. Eddie ruszył w kierunku samochodu, kuśtykając i wspie- rając się na ramieniu Marii. Ledwie znikli z oczu Karze i Harlanowi, zabrał rękę, wyprostował się i poszedł przed siebie normalnym krokiem. Maria zrobiła wielkie oczy. – Twoja kostka…! Obejrzał się z uśmiechem. – Nie mów mi, że też się nabrałaś. – Jak to? Nic ci nie jest? Aż przewrócił oczami. – Pewnie, że nie. – Otworzył drzwi od strony pasażera. – Ale przecież uwielbiasz spływy! Im gorsza rzeka, tym le- piej się bawisz. 10 Hannah Bernard – To prawda. – Dlaczego udawałeś? Po to, żebym nie musiała płynąć? – zdumiała się. – Nie gadaj tyle, tylko wsiadaj. Wrócimy do domu i bę- dziesz mogła się pobawić tymi swoimi kredkami. – Rysuję węglem – sprostowała z godnością, zajmując miejsce w samochodzie. – Kredki są dla dzieci. Zatrzasnął drzwi i mrugnął do niej przez okno. – Czyli dla ciebie. Fuknęła, a potem przez całą drogę w ogóle na niego nie patrzyła. Przez tyle lat bawili się razem, chociaż była od nie- go sporo młodsza, lecz potem on zdał do college’u i nagle zrobił się zupełnie dorosły. Bardzo jej brakowało tego daw- nego Eddiego. Kiedy wrócili do domku kempingowego, Maria usiadła przy stole, na którym rozłożyła przybory do rysowania, on zaś wyciągnął się na łóżku i zapatrzył w su t. – Wiesz, wcale nie musisz mi dziękować – rzucił po ja- kimś czasie. – Dziękuje, Eddie – wymruczała niechętnie. – W końcu będziesz musiała im się przyznać. Oni my- ślą, że to lubisz. Do licha, też tak myślałem! Bardzo dobrze umiesz udawać, ale przez to oni dalej będą cię wszędzie cią- gać z sobą. Musisz się postawić. – Nie. – Dlaczego? – Bo chcę być taka dzielna jak… – Omal nie powiedziała „ty”, lecz w ostatniej chwili zdołała ugryźć się w język. –…rodzice. Zrobię to, przestanę się bać. Połknę bakcyla, zobaczysz. Roześmiał się w taki sposób, że poczuła się bardzo niemą- dra i bardzo dziecinna. Małżeńska przygoda 11 – Dobra, to leć łykać bakcyla, bo chcę zadzwonić do mo- jej dziewczyny. – Sięgnął do kieszeni po telefon komórkowy. – No, idź się bawić, to prywatna rozmowa. Wypadła z domku wściekła na cały świat, a na Eddiego w szczególności. Dałaby głowę, że ta jego dziewczyna uwielbia przygody. ROZDZIAŁ PIERWSZY Wymarzony zięć jej matki siedział w salonie. Nie zauważył jej, więc przystanęła w holu i przyjrzała mu się uważnie. Nie widziała go przez kilka lat, podczas których on upra- wiał najbardziej ekstremalne z ekstremalnych sportów, na- tomiast ona wyprowadziła się od rodziców i wiodła ciche, spokojne życie. Pracowała w bibliotece i uczęszczała na kurs malowania, a wieczorami czytała książki lub oglądała lmy, zadowalając się towarzystwem kota, ostatnio nawet dwóch. I było jej z tym dobrze. A tu nagle znowu pojawił się Eddie. Oprócz niego w pokoju nie było nikogo, widać mama po- szła do kuchni pomóc ojcu. Eddie siedział na kanapie, zwró- cony do Marii pro lem, i zapatrzył się w ogień na kominku. Prawie się nie zmienił. Jego włosy nadal były ciemne i gę- ste, sięgały niemal do ramion. Eddie co jakiś czas strzygł się na krótko, a potem całymi miesiącami nie zawracał sobie tym głowy. Mężczyźni z długimi włosami wydawali się Ma- rii zniewieściali i pretensjonalni, jedynie Eddie stanowił wy- jątek, gdyż zawsze wyglądał świetnie. I bardzo męsko. Oczy- wiście w ogóle nie powinna zauważać takich rzeczy, przecież był dla niej jak starszy brat. Niestety miała z tym poważne kłopoty… Małżeńska przygoda 13 Bezpieczniej było dalej udawać psotną małą siostrzyczkę, więc zakradła się do pokoju, by zajść Eddiego od tyłu i za- kryć mu oczy dłońmi. Znalazła się tuż za nim, lecz ledwie wyciągnęła ręce, obrócił się błyskawicznie, chwycił ją za nad- garstki, przeciągnął nad oparciem i nagle Maria znalazła się na plecach na kanapie, z głową opartą o tors Eddiego. Przez chwilę nie mogła złapać tchu. – Cześć. Kopę lat. – Cześć. Naprawdę myślałaś, że zdołasz mnie podejść? Doskonale pamiętała ten głos, zarazem chropawy i aksa- mitny, nieodparcie seksowny. Czy powinno się tak myśleć o kimś, kto jest jak brat? Raczej nie. Próbowała usiąść, lecz Eddie opasał ją ramieniem. – Musiałam chociaż spróbować. – Z uśmiechem pod- niosła na niego wzrok. – Zawsze się chwaliłeś, że masz wy- ostrzone zmysły… – Aha, chciałaś się przekonać, czy zrobiłem się stary i nie- dołężny? Miał ciemne oczy; z daleka wydawały się piwne, lecz z bli- ska okazywały się ciemnoniebieskie. Maria nigdy nie zdołała do tego przywyknąć, zawsze ją to zaskakiwało. – Skądże znowu! Chociaż masz już z górki, to przed tobą jeszcze długa droga, nic się nie martw. – Nie wiem, czy pamiętasz, ale staczasz się z tej górki ra- zem ze mną. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Urodzili się tego samego dnia, choć w odstępie pięciu lat. – Lepiej mnie puść. – Maria próbowała odepchnąć je- go ramię. – Rodzice chcą, żebyśmy się pobrali i żyli długo i szczęśliwie. Po co mamy im robić nadzieję? 14 Hannah Bernard Owinął wokół palca pasmo jej włosów. Raczej mu się nie spieszyło, by ją puścić. Maria pewnie zdołałaby się uwolnić, gdyby się uparła, lecz było jej dobrze, więc nie zamierzała się upierać. Eddie lekko pociągnął ją za włosy. – Zawsze lubiłem niebezpieczne sytuacje. – Wiem. Ale czy pamiętasz, że ja nie? – Wciąż nie połknęłaś bakcyla, dziecino? Dziecino? Nie zauważył, że nie miała czternastu lat? – Nie nazywaj mnie tak. I nadal wcale nie chcę być łow- cą przygód. Uniósł brwi. – Naprawdę? – Aha. – Zbuntowałaś się rodzicom? – Aha. – Dzielna jesteś. – Z wiekiem przecież się mądrzeje. Aj, nie ciągnij mnie za włosy! – Przepraszam, jeśli za mocno. Szukałem siwych. Kiedy się przekomarzali, czuła się nieco pewniej, gdyż zachowywali się jak za dawnych czasów. Mimo to powinna wreszcie się odsunąć. I zrobi to. Za chwileczkę… – Do licha! Znalazłeś? – Co? – Mój siwy włos. Na jego twarzy odbiło się rozbawienie. Maria zobaczy- ła siateczkę drobnych zmarszczek wokół oczu oraz uśmiech, któremu nie można się było oprzeć. Pomyślała, że chyba wpadła w niezłe tarapaty. Czemu nie trzymał się z dala kilka lat dłużej? Jeszcze nie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Małżeńska przygoda
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: