Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00416 007321 12246861 na godz. na dobę w sumie
Marek i Jarek witają nowych kolegów - ebook/pdf
Marek i Jarek witają nowych kolegów - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-1171-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> dla dzieci
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Marek i Jarek witają nowych kolegów - to opowiadanie dla dzieci i rodziców, mówiące o wesołych perypetiach dwóch braci związanych z przygotowaniami do uroczystego przywitania nowych przedszkolaków. Chłopcy bardzo się cieszą, że do ich grupy „straszaków” dojdą nowe dzieci . Tylko czasami trudno im się porozumieć w niektórych ważnych kwestiach związanych ze sposobem ich przywitania. Głównie szło o czerwoną różę. Różę, która będzie chłopców prześladować od pierwszych stron opowiadania. I nie tylko chłopców. Kogo jeszcze?

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Halina Krüsch Czopowik MAREK i JAREK witają nowych kolegów © Copyright by Halina Krüsch Czopowik Projekt okładki Beata Barbedet ISBN 978-83-272-1171-8 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. Marek i Jarek witają nowych kolegów - to opowiadanie dla dzieci i rodziców, mówiące o wesołych perypetiach dwóch braci związanych z przygotowaniami do uroczystego przywitania nowych przedszkolaków. Chłopcy bardzo się cieszą, że do ich grupy „straszaków” dojdą nowe dzieci . Tylko czasami trudno im się porozumieć w niektórych ważnych kwestiach związanych ze sposobem ich przywitania. Głównie szło o czerwoną różę. Różę, która będzie chłopców prześladować od pierwszych stron opowiadania. I nie tylko chłopców. Kogo jeszcze? Fragment opowiadania Jak każdego dnia, Marek i Jarek wcześnie wstali z łóżka. Jak to było w ich zwyczaju, przed wyjściem do przedszkola chcieli posiedzieć sobie na ganku i porozmawiać. A temat do rozmowy mieli tym razem bardzo ważny. Otóż poprzedniego dnia ich pani, pani Krysia, powiedziała, że dzisiaj będą witać nowych przedszkolaków. A miała to być jedna dziewczynka i jeden chłopczyk. Marek i Jarek bardzo się ucieszyli z tego powodu, ponieważ, jak mówili: im więcej dzieci, tym weselej w przedszkolu. Tego ranka chłopcy wyskoczyli z łóżek jeszcze wcześniej i jeszcze żwawiej niż zwykle, gdyż chcieli się przygotować do tak ważnej chwili w przedszkolu. Chłopcy pamiętają, jak sami mocno przeżywali ten dzień, kiedy to po raz pierwszy szli do przedszkola. Domyślali się więc, że inne dzieci też muszą mocno przeżywać swój pierwszy dzień w przedszkolu. Chociaż widzieli, że każde dziecko zachowuje się inaczej w tym dniu. Jedno jest zawstydzone, inne wręcz zbyt śmiałe i zbyt ciekawe wszystkiego, jeszcze inne wystraszone i czasami płacze za swoją mamą, chcąc do domu, a jeszcze inne (co na szczęście zdarza się rzadko), jest niegrzeczne i nie potrafi się bawić z innymi dziećmi. Tak, chłopcy zdawali sobie sprawę, że każde dziecko inaczej - bo każde na swój sposób - ten dzień przeżywa, jednak byli pewni, że dla każdego dziecka jest to bardzo mocne przeżycie. Tak też pani Krysia wszystkim dzieciom tłumaczyła i prosiła, aby dzieci były miłe i wyrozumiałe dla nowych przedszkolaków. Dlatego Marek i Jarek chcieli się szczególnie postarać, aby swojej nowej koleżance i koledze umilić ich pierwszy dzień w przedszkolu. - Ty, Jarek, najlepiej będzie jak ty zajmiesz się tą dziewczynką, a ja chłopcem - powiedział Marek, usadawiając się wygodniej na schodku przed domem. - Ja… dziewczynką? A niby czemu? - spytał Jarek nieco zaskoczony, bo już miał w głowie inny plan. - A niby temu, że chłopcy najczęściej lubią grać w piłkę - wypalił Marek natychmiast. - A ja, to co? Ja to niby nie lubię? - zdziwił się Jarek i zrobił niezadowoloną minę. - Może i lubisz, ale nie najczęściej. A ja lubię zawsze. - Marek miał gotową odpowiedź. - No to co, że nie najczęściej…? - nie poddawał się Jarek. - Ja za to lubię zawsze budować zamki z piasku. A też i inne budowle lubię wznosić… i to nawet z kamieni… i z kawałków drewna… i z czego się tylko da. - A z czego się da? - dociekał Marek. - Najczęściej ze wszystkiego - odpowiedział Jarek z poważną miną znawcy. - A z czego się nie da? - dalej dociekał Marek. - A daj ty mi Marek spokój! - wysapał Jarek, zdenerwowany brata dociekliwością. - Jak będziesz częściej ze mną budował, a nie tylko kopał piłkę… najczęściej… to będziesz wiedział. - No dobrze, dzisiaj trochę z tobą pobuduję… i z tym nowym chłopcem - powiedział Marek po namyśle. - Ale najpierw będziesz budował z tą nową dziewczynką, co? - A niech ci będzie! - zrezygnowanym głosem odpowiedział Jarek, ale zaraz coś sobie skojarzył i zawołał: - Ty, Marek, a co będzie jak ona nie będzie chciała ze mną budować i będzie płakać za swoją mamą? - To będziesz ją zabawiać i… pocieszać. Nie martw się pani Krysia ci pomoże. - A ty mi pomożesz? - Jarek chciał wiedzieć. - Jak zobaczę, że ty sobie z nią nie radzisz, to ci pomogę - odpowiedział Marek. - A jak mi pomożesz? - spytał Jarek. - Jak tylko się da! - A jak się da? - Da się tak, jak się da - wysapał Marek. - A jak się da, kiedy się da? - pytał dalej Jarek, patrząc na Marka błędnym wzrokiem, bo myślami był już w przedszkolu. - No nie, Jarek uspokój się już z tym twoim „da”, bo ja ci zaraz dam…! - wkurzył się Marek. - Co mówisz Marek? Co mi dasz? - Jarek był myślami coraz bardziej nieobecny. - Dam ci różę szczerozłotą… - Marek zakpił z brata. - Różę…? A po co mi róża?! - Jarek nagle doszedł do siebie. - Marek, tyś już chyba całkiem zgłupiał. Różę, to daj lepiej tej nowej dziewczynce, a nie mi. Marek zbaraniał i nic już więcej nie powiedział. Patrzył tylko na Jarka zbaraniałym wzrokiem i milczał. Niedługo jednak milczał, bo milczeć nie lubił. Tak że gdy tylko zobaczył mamę w drzwiach, ucieszył się, bo mógł już swoje milczenie przerwać. Zawołał więc pośpiesznie: - Tak, mamusiu, jesteśmy już ubrani i po rannej toalecie. Nie musisz nas pytać. - I wcale nie chcę pytać, bo widzę, że jesteście ubrani. A ślady rozbryzganej pasty do zębów na umywalce świadczą, że w łazience już byliście, więc domyślam się, że umyci też jesteście… Dlatego nie pytam o nic, a tylko proszę was, abyście wrócili do łazienki i zatarli za sobą ślady waszej tam bytności. Co było robić? Chłopcy poczłapali z powrotem do domu, z niedokończonym tematem na głowie, i kroki swe skierowali do łazienki. Po drodze Marek dał Jarkowi kuksańca pod bok i wyszeptał: - No i co teraz? Nie skończyliśmy się przygotować do przywitania nowych przedszkolaków. Gdybyś się nie zaparł na to twoje „da” i nie przeciągał w nieskończoność, to może byśmy zdążyli, a tak co? - Nic to, w przedszkolu skończymy, jak tych nowych przedszkolaków zobaczymy - rymem odpowiedział Jarek, a po chwili się zatrzymał, i bez rymu już, dodał: - A wiesz, Marek, że ten twój pomysł z różą, to całkiem dobry pomysł. Tej nowej dziewczynce będzie bardzo miło. Marek znów zbaraniał. Ale tym razem nie na milcząco. - Jak ty zaraz nie skończysz z tą różą, to ja chyba zwariuję! - głośno huknął w Jarkowe ucho i popchnął go do przodu. - Rusz ty się lepiej do łazienki zacierać ślady… Ja ci dam różę…! - Marek, chcesz dać Jarkowi różę? - spytała nagle mama, wychylając głowę zza drzwi kuchennych. - No, no, no, to bardzo miło z twojej strony, Marek. - Nie… mi, mamusiu, ale… - zaczął wyjaśniać Jarek, ale nie skończył, bo dostał jeszcze jednego kuksańca od Marka i drzwi łazienki się za nimi zamknęły. W łazience chłopcy bez słów ścierali ściereczkami ślady po swojej porannej toalecie i tylko zerkali na siebie spod oka. Jarek nie odzywał się do Marka, bo był na niego obrażony, że dał mu zbyt mocnego kuksańca i wepchnął do łazienki, nie dając mu skończyć opowiedzieć mamusi o jego wspaniałym pomyśle z różą. A Marek nie odzywał się do Jarka, bo się zastanawiał, czy Jarek z tą różą, to tak na poważnie, czy tylko się wygłupiał i robił go w balona. Po skończonej pracy w łazience, chłopcy wyszli razem, ciągle milcząc, i udali się do kuchni na śniadanie. - No, jesteście wreszcie! - zawołała mama. - Siadajcie do stołu… Aha, ale zanim usiądziecie, niech któryś z was poprosi tatusia na śniadanie. Tatuś jest w garażu. Wyszło na to, że obaj chłopcy poszli po tatusia, bo na milcząco, nie mogli przecież ustalić, który to z nich ma tatusia poprosić. Po chwili cała rodzinka w komplecie siedziała już przy stole i spożywała śniadanie przygotowane przez mamę. Cichutko było przy stole jak makiem zasiał. Chwilami słychać było tylko brzęk filiżanek i stukanie sztućców. Przy jedzeniu nie powinno się rozmawiać, to prawda. I tego mama uczyła swoich synów. To jednak tym razem, takie ich zupełne milczenie, wydało się mamie niepokojące. - Hej, chłopcy, co z wami? - spytała, przyglądając się baczniej twarzom swoich synów. - Marek, źle się czujesz? A ty, Jarek, też? Ojej, co jest z wami? Żeby tak ani jedno słowo nie wymsknęło się wam przy jedzeniu? Zaczynam się martwić. - Nie martw się mamusiu, nic mi nie jest. - Jarek uspokoił mamę i na potwierdzenie swoich słów, szeroko się do niej uśmiechnął. - Mnie też nic nie jest. - Marek również uspokoił mamę i również się do niej szeroko uśmiechnął. - To co tak milczycie? Stało się coś? - spytał tato. - Nic się nie stało - razem odpowiedzieli Marek i Jarek. - Na pewno? - upewniała się mama. - Na pewno! - znów razem odpowiedzieli chłopcy. - No to mówcie wreszcie coś! - zaśmiał się tato. - Widzę, że już wszystko zjedliście, to możecie mówić… Opowiedzcie, co tam w przedszkolu słychać? Co będziecie dzisiaj robić…? - No właśnie… - mama weszła tacie w słowo. - Wspominaliście coś o jakiejś róży... O co wam z tą różą chodziło? Do przedszkola chcecie iść z różą?... Aha, to ty Marek chcesz dać Jarkowi różę… Tak to było. No, Marek, opowiadaj dlaczego chcesz dać Jarkowi różę? Chyba dobrze słyszałam, co? - I tak i nie - odpowiedział Marek, robiąc komiczną minę. - Co ty mówisz Marek? - wtrącił się Jarek. - Mamusia dobrze słyszała. - Też tak myślę, że wasza mama ma dobry słuch - zachichotał tato. - No, chłopaki, czołem! Muszę już iść do pracy. Jak wrócicie z przedszkola, to mi opowiecie, co ta róża znaczy. A mam nadzieję, że dobrze znaczy… A ty, moja droga, już się nie martw - zwrócił się do mamy. - Poranny temat róży, na cały dzień dobrze wróży. Tato ze śmiechem wstał od stołu, pocałował mamę w policzek, a Marka i Jarka w czubek nosa, po czym zmierzwił im włosy, i ciągle się śmiejąc, zmierzał do wyjścia. - Przyjemnej pracy, tatusiu! - Marek i Jarek zawołali jednocześnie, a Jarek poważnym głosem dodał jeszcze od siebie: - A ta róża, tatusiu, dobrze znaczy! Marek, widząc wielką powagę na twarzy Jarka, nie wytrzymał… i buchnął gromkim śmiechem. Potem pod stołem nogą poszukał nogi Jarka, i kopnął go w kostkę, nie przestając się śmiać. Jarek, zdziwiony nagłym wybuchem radości brata, najpierw zrobił duże „O” ustami, a potem oddał mu pod stołem tajnego kopniaka, i po chwili, śmiali się już obaj. I tak, obaj bracia przestali się na siebie boczyć, i znów tryskali wyśmienitym humorem, śmiejąc się w głos w przeróżnych tonacjach. Najwięcej w wysokich. - No… i takich was kocham! - równie głośno zaśmiała się mama. Po kwadransie, Marek i Jarek stali już w ogródku i czekali na mamę. Mama wprawdzie wyszła razem z nimi z domu, ale kiedy przechodzili koło ogródka, nagle jej się przypomniało o róży. Zrobiła w tył zwrot i pobiegła z powrotem do domu po nożyczki. A kiedy już wróciła z nożyczkami, weszła pomiędzy największe krzewy róż, i po chwili, wyszła z szerokim uśmiechem na twarzy i z piękną czerwoną różą w ręce. - No widzicie, chłopcy? - zawołała. - Wy zapomnieliście o róży, ale ja pamiętałam… Proszę, Marek, możesz dać ją Jarkowi… Ale poczekaj jeszcze chwileczkę, usunę z niej kolce, żebyście się nie pokłuli. - Och, mamusiu, przecież z tą różą, to był tylko żart! - powiedział Marek niepewnym głosem. - Jaki znów żart?! - krzyknął Jarek i aż podskoczył z wrażenia. - Chyba nie chcesz żartować sobie z nowej dziewczynki? - Chłopcy, ja nic już z tego nie rozumiem - powiedziała mama, patrząc na swój palec, bo ukłuła się akurat kolcem róży. - To co z tą różą? Niepotrzebnie ją ścinałam, tak? - Nie, mamusiu, potrzebnie. Bardzo potrzebnie - odpowiedział Jarek za siebie i za brata, śląc mu krótkie i znaczące spojrzenie. - Bardzo ci dziękujemy, że za nas pamiętałaś, i za tę piękną różyczkę. Potrzebujemy różyczki do przedszkola. - To dobrze, bo już myślałam, że będę musiała jeszcze raz wejść do domu, by zanieść ją do wazonu… A czas nagli - ucieszyła się mama. - No to chodźmy już chłopcy. Po drodze do przedszkola opowiecie mi, co ta róża ma znaczyć, i dla kogo ma coś znaczyć. - Dobrze, mamusiu - zgodził się Marek niepewnym głosem, bo sam już nic nie rozumiał o co chodzi z tą różą. Po namyśle jednak dodał: - Jarek ci wszystko opowie. Po chwili chłopcy wraz z mamą szli już raźnym krokiem do swojego ukochanego przedszkola. Mama z różą w ręce pośrodku, a Marek i Jarek z plecakami na plecach i z berecikami z antenką na głowach - po bokach. Maszerowali razem wesoło, z uśmiechem na twarzy i z radością w oku. Po drodze Jarek opowiedział mamie o tym, że w przedszkolu będą dzisiaj witać nowych przedszkolaków, i o tym, że pani Krysia mówiła, iż będzie to jeden chłopiec i jedna dziewczynka. No i wreszcie o tym, że to właśnie tej nowej dziewczynce chcieliby dać różyczkę na przywitanie. Mama z serdecznym uśmiechem na twarzy pochwaliła pomysł swoich synów, i z dumą w głosie, powiedziała: - Chłopcy, jestem z was dumna. To bardzo miło z waszej strony, że różyczką chcecie przywitać waszą nową koleżankę. To naprawdę wspaniały pomysł! - Prawda, mamusiu, że wspaniały miałem pomysł?! - zawołał uradowany Marek, bo przez chwilę wydawało mu się, że z tą różą, to jego pomysł. Ale wnet przypomniał sobie jak było naprawdę, wiec zaraz dodał, jąkając się: - To… to… to znaczy… my mieliśmy wspaniały pomysł… to… to… to jest… no dobrze… Jarek miał wspaniały pomysł… - Nie Jarek, nie Jarek, tylko ty, Marek, miałeś wspaniały pomysł. A dopiero potem, to my już razem, ja Jarek, i ty, Marek… mieliśmy wspaniały pomysł - poważnym głosem poprawił brata Jarek. Nie minął kwadrans i chłopcy żegnali się już z mamą przed bramą przedszkola. - No, chłopcy, życzę wam miłego dnia w przedszkolu! - zawołała mama. - I bądźcie mili i wyrozumiali dla swojego nowego kolegi i koleżanki. Pamiętacie, jak sami byliście zdenerwowani w waszym pierwszym dniu w przedszkolu? - Pamiętamy, pamiętamy! przedszkola… Bez róży… Łącznie - 20 stron - odpowiedzieli chłopcy i pobiegli do
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Marek i Jarek witają nowych kolegów
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: