Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00633 009602 10439267 na godz. na dobę w sumie
Maria Skłodowska-Curie - ebook/pdf
Maria Skłodowska-Curie - ebook/pdf
Autor: , , , , , , , , Liczba stron: 80
Wydawca: RM Język publikacji: polski
ISBN: 9788377738016 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Z tej książki dowiesz się, jak żyła i pracowała słynna polska uczona Maria Skłodowska-Curie. Które miejsca w Warszawie lubiła najbardziej? Czy dobrze czuła się w Paryżu, gdzie pojechała na studia? Jakie miała laboratorium? Z kim w nim pracowała? Jak nazwała odkryty przez siebie pierwiastek? Gdzie lubiła spędzać wakacje z córkami?

Maria Skłodowska-Curie zawsze twierdziła, że ,,marzenia są po to, aby je spełniać'. Dlatego wyjechała do Paryża, na uniwersytet, tam później pracowała w laboratorium i założyła rodzinę. Dwukrotnie sięgnęła po najwyższy laur dla naukowca – Nagrodę Nobla. Szanowała Francję, swoją nową ojczyznę, gdzie mogła spełniać swoje marzenia, ale wciąż pamiętała o Polsce, gdzie był jej rodzinny dom. Dzięki jej ogromnym staraniom już w niepodległej Polsce powstał Instytut Radowy - nowoczesna placówka, w której odkrycia naukowe Marii Skłodowskiej-Curie wykorzystywano do tego, by leczyć ludzi. Bo Maria zawsze wierzyła, że nauka jest czymś pięknym, czymś, co powinno służyć człowiekowi. 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Opowieść tę dedykuję Najbliższym, tym młodszym i tym starszym... Polscy Superbohaterowie. Maria Skłodowska-Curie MAŁGORZATA SOBIESZCZAK-MARCINIAK Copyright © 2017 Wydawnictwo RM All rights reserved Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl, www.rm.com.pl Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich fi rm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód. ISBN 978-83-7773-581-7 ISBN 978-83-7773-799-6 (ePub) ISBN 978-83-7773-800-9 (mobi) ISBN 978-83-7773-801-6 (PDF) Redaktor prowadzący: IRMINA WALA-PĘGIERSKA Redakcja: MIROSŁAWA SZYMAŃSKA Korekta: ANITA REJCH Nadzór graficzny: GRAŻYNA JĘDRZEJEC Projekt okładki i ilustracje: KASIA KOŁODZIEJ Projekt graficzny książki i skład: MACIEJ JĘDRZEJEC Redaktor techniczny: ANNA NIEPORĘCKA Druk i oprawa: OFICYNA WYDAWNICZA READ ME – DRUKARNIA W ŁODZI, Olechowska 83, (42) 649-33-91, druk@readme.pl, http://druk.readme.pl W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl SPIS TREŚCI Lancet i ktoś jeszcze Anciupecio i panna Marysia Nie bójmy się marzyć... Niech żyje Sorbona! Polska, Pologne, polon Najważniejsza nagroda Jak ugotować rosół? Polska sprawa Krakowska piosenka 7 16 27 40 47 54 58 63 73 Lancet i ktoś jeszcze WW pewną czerwcową niedzielę Zośka jak co rano wyszła na spacer ze swoim młodym psem. Pogoda była piękna, zapowiadał się cudowny, ciepły i sło- neczny dzień. Spacerowała nieco zamyślona i za- spana, ponieważ, przyznacie, że spacer z psem, nawet najukochańszym i w najpiękniejszą po- godę, ale o siódmej rano w niedzielę może nie być największą radością. Oj, pospałoby się jesz- cze, w końcu to wolny dzień. Niestety Lancet — niesforne brązowe wyżlisko — tylko czekał, kiedy dziewczynka przekręci się na drugi bok, wydając z siebie błogie i zaspane westchnienie. Jego pysk znalazł się nad twarzą Zośki, a mięk- ki i zimny język niczym wycieraczka rozmazał piękny sen, który śniła. I oczywiście jak zawsze udało mu się ją obudzić. „Kiedy on śpi? — pomyślała ze złością wytrąco- na ze snu. — I dlaczego zawsze JA muszę wycho- dzić z nim z samego rana?”. W niedzielny poranek na skwerze przy pomni- ku przy ulicy Wawelskiej nie było nikogo — o tak wczesnej porze niewielu jest amatorów spacerów. Lancet jak zwykle domagał się zabaw i spuszczenia ze smyczy. Zośka nie miała ochoty się z nim szar- pać i od razu puściła psa wolno. Sama oddała się cudownemu leniuchowaniu, podśpiewując pod nosem jakąś piosenkę, jej myśli krążyły bez ładu i składu. Lancet tymczasem skwapliwie korzystał z wolności... W pewnej chwili dziewczynka zdała sobie spra- wę, że ktoś się jej przygląda. To dziwne wrażenie wytrąciło ją z rozmyślań. Czujnie rozejrzała się w poszukiwaniu Lanceta i choć nie spodziewa- ła się po swoim pupilu zachowań obronnych, to jednak czułaby się zdecydowanie pewniej, gdy- by był w pobliżu. Kilkakrotnie zawołała psa, któ- ry jakby zapadł się pod ziemię. Teraz już bardziej 8 niepokoiła się o niego niż o siebie. Przecież mógł wpaść pod samochód, pobiec za innym psem i po prostu zabłądzić. Miał dopiero dwa lata. Okrążyła skwerek wokół pomnika, pobiegła alejką w stronę budynków uniwersyteckich, wzdłuż uliczki Marii Skłodowskiej-Curie, ponownie wróciła na placyk. Pusto... Nagle Zośka dostrzegła siedzącą na ław- ce staruszkę. Z pozoru nieobecna, jakby sztucznie wklejona we współczesną rzeczywistość, w zielo- nym prochowcu, małym słomkowym kapelusiku i gustownie zawiązanej apaszce. „Skąd ona się tu wzięła, taka z innej bajki? — przemknęło przez głowę Zośce. — Nie zauważyłam jej tu wcześniej” — pomyślała. W pewnej chwili staruszka, jakby odpowiada- jąc na pytanie Zosi, wstała z ławki i podeszła do dziewczynki. — Szukasz Lanceta? — zapytała. Teraz Zośka przestraszyła się już nie na żar- ty. „Skąd ona to wie?”, pomyślała przerażona. Zaraz się jednak uspokoiła, bo przecież od dłuż- szego czasu wołała psa po imieniu. Nauczona przez rodziców, że nie należy rozmawiać na ulicy 9 z nieznajomymi, udała, że nie słyszy słów wypo- wiedzianych przez starszą panią. Po chwili jednak poczuła, że ta dziwna osoba roztacza jakąś aurę bezpieczeństwa i spokoju, że wzbudza zaufanie. Stanęła więc z bezradnie opuszczonymi rękami i pochlipując, powiedziała: — Wołam go i szukam wszędzie od dłuższego czasu. Nigdzie go nie ma... — Nie martw się, na pewno go znajdziesz. Wiesz, że psy myśliwskie często łapią trop i biegną za nim? Przecież Lancet to pies myśliwski, ma świetny węch. Poszukaj w żywopłocie wokół pomnika. Może tam się schował, może bawi się z tobą w psią ciuciubabkę — oznajmiła staruszka. Zośka przetrząsnęła wysokie i gęste o tej po- rze roku krzewy okalające pomnik, zajrzała pod okoliczne drzewa rosnące wzdłuż kliniki onko- logii, dotarła aż do budynków wydziałów fi zyki i chemii, zapuściła się nawet na teren kampusu uniwersyteckiego. I nic, psa nigdzie nie było… Zmęczona i zrezygnowana wróciła na ławkę, na której wciąż siedziała staruszka. Tutaj także Lancet się nie pojawił. 10
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: