Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00117 005916 13638332 na godz. na dobę w sumie
Martwe dusze - ebook/pdf
Martwe dusze - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 131
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).
Bohaterem tej satyrycznej powieści jest Cziczikow, osobnik stanowiący niejako wzorzec aferzysty. Cziczikow para się spekulacją, kupując od ziemian 'dusze' zmarłych chłopów pańszczyźnianych, figurujących w wykazie przed kolejnym spisem rewizyjnym jako ludzie żywi. Cziczikow to człowiek o wielu obliczach. Stosownie do okoliczności bywa skromny i sentymentalny, elokwentny i bezceremonialny, pkorny lub jowialny, pewny siebie lub zahukowany. Wszystko - dla interesu, dla pozyskania partnera kolejnej transakcji. A ci partnerzy - np. Pluszkin, Sobakiewicz, Nozdriow - tworzą groteskową galerię ziemian.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

MIKOŁAJ GOGOL MARTWE DUSZE Wydawnictwo „Tower Press” żda(cid:276)sk 2001 1 ROZDZIAŁ I Źo bramy hotelu w gubernialnym mie(cid:286)cie N. wjechała do(cid:286)ć ładna, niedu(cid:298)a bryczka na resorach, w rodzaju tych, którymi je(cid:298)d(cid:298)(cid:261) kawalerowieŚ dymisjonowani podpułkownicy, sztabskapitanowie, ziemianie posiadaj(cid:261)cy około setki dusz chłopskich, słowem wszyscy ci, których nazywaj(cid:261) (cid:286)rednio zamo(cid:298)nymi. W bryczce siedział pan niezbyt przystojny, ale i niebrzydki, ani nazbyt tłusty, ani nazbyt chudyś nie mo(cid:298)na powiedzieć, (cid:298)eby stary, jednak niezbyt młody. Przyjazd jego nie zrobił w mie(cid:286)cie (cid:298)adnego hałasu i nie towarzyszyło mu nic szczególnegoś tylko dwaj rosyjscy chłopi, stoj(cid:261)cy u drzwi karczmy naprzeciwko hotelu, poczynili jakie(cid:286) spostrze(cid:298)enia, odnosz(cid:261)ce si(cid:266) zreszt(cid:261) bardziej do pojazdu ni(cid:298) do tego, kto w nim siedział. – Patrzaj no – powiedział jeden do drugiego – to ci koło! Jak my(cid:286)lisz, dojechałoby to koło, jakby było trzeba, do Moskwy, czyby nie dojechało? – Źojechałoby – odpowiedział drugi. – A do Kazania, to my(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e nie dojechałoby? – Źo Kazania nie dojechałoby – odpowiedział drugi. Na tym si(cid:266) rozmowa sko(cid:276)czyła. I jeszcze, kiedy bryczka podjechała do hotelu, nawin(cid:261)ł si(cid:266) młodzieniec w białych dymkowych pantalonach, bardzo w(cid:261)skich i krótkich, we fraku z pretensjami do mody, spod którego widać było gors spi(cid:266)ty tulsk(cid:261) spink(cid:261) z pistoletem z br(cid:261)zu. Młodzieniec odwrócił si(cid:266), popatrzył na pojazd, przytrzymał r(cid:266)k(cid:261) czapk(cid:266), która mu omal nie zleciała na wietrze, i poszedł w swoj(cid:261) stron(cid:266). żdy pojazd wjechał w podwórze, pan został przyj(cid:266)ty przez słu(cid:298)(cid:261)cego z hotelu albo, jak ich nazywaj(cid:261), numerowego, człowieka (cid:298)ywego i ruchliwego do tego stopnia, (cid:298)e nawet nie mo(cid:298)na było dostrzec, jak(cid:261) miał twarz. Wybiegł zwinnie z serwetk(cid:261) w r(cid:266)ku, długi i w długim kortowym surducie, z kołnierzem omal (cid:298)e nie na głowie, potrz(cid:261)sn(cid:261)ł włosami i zwinnie poprowadził pana na gór(cid:266) przez cał(cid:261) drewnian(cid:261) galeri(cid:266) do zesłanego mu przez Boga pokoju. Pokój był wiadomego rodzaju, bo i hotel te(cid:298) był wiadomego rodzaju, to jest wła(cid:286)nie taki, jakie zwykle bywaj(cid:261) w miastach gubernialnych, gdzie za dwa ruble na dob(cid:266) przejezdni otrzymuj(cid:261) dogodny pokój z karaluchami jak suszone (cid:286)liwki, wygl(cid:261)daj(cid:261)cymi ze wszystkich k(cid:261)tów, i z drzwiami do s(cid:261)siedniego pomieszczenia zawsze zastawionymi komod(cid:261), gdzie zagospodarowuje si(cid:266) s(cid:261)siad, człowiek małomówny i spokojny, ale nadzwyczaj ciekawy, interesuj(cid:261)cy si(cid:266) wszystkimi drobiazgami dotycz(cid:261)cymi przyjezdnego. Żront hotelu odpowiadał jego wn(cid:266)trzuŚ był bardzo długi, jednopi(cid:266)trowyś parter nie był otynkowany i (cid:286)wiecił ciemnoczerwonymi cegiełkami, jeszcze bardziej pociemniałymi skutkiem pogody i z natury brudnymiś pierwsze pi(cid:266)tro było pomalowane odwieczn(cid:261) (cid:298)ółt(cid:261) farb(cid:261)ś na dole były sklepiły z chom(cid:261)tami, powrozami i obwarzankami. W naro(cid:298)nym sklepiku, a wła(cid:286)ciwie w oknie, tkwił handlarz sbitniem1, z samowarem z czerwonej miedzi i o twarzy tak samo czerwonej jak samowar, tak (cid:298)e z daleka mo(cid:298)na było pomy(cid:286)leć, (cid:298)e na oknie stoj(cid:261) dwa samowary, gdyby jeden z samowarów nie miał czarnej jak smoła brody. Podczas gdy przyjezdny pan ogl(cid:261)dał swój pokój, wniesiono jego baga(cid:298)Ś przede wszystkim waliz(cid:266) z białej skóry, troch(cid:266) zniszczon(cid:261), co wskazywało, (cid:298)e nie po raz pierwszy była w drodze. Walizk(cid:266) wniósł stangret Selifan, niziutki m(cid:266)(cid:298)czyzna w ko(cid:298)uszku, i lokaj Pietrek, chłopisko lat około trzydziestu, w lu(cid:296)nym znoszonym surducie, widocznie po panu, z wygl(cid:261)du nieco surowy, z bardzo grubymi wargami i nosem. Za waliz(cid:261) wniesiono niewielki mahoniowy sepet wykładany brzezin(cid:261) karelsk(cid:261), prawidła do butów i pieczon(cid:261) kur(cid:266) owini(cid:266)t(cid:261) w niebieski papier. żdy wszystko to przyniesiono, stangret Selifan poszedł do stajni zaj(cid:261)ć si(cid:266) ko(cid:276)mi, a lokaj Pietrek zacz(cid:261)ł si(cid:266) urz(cid:261)dzać 1 Sbitie(cid:276) – napój z wrz(cid:261)dku zaprawionego miodem i korzeniami 2 w małym przedpokoiku, bardzo ciemnej norce, dok(cid:261)d zd(cid:261)(cid:298)ył ju(cid:298) przynie(cid:286)ć swój szynel, a wraz z nim jaki(cid:286) własny zapach, który udzielił si(cid:266) i przyniesionemu zaraz potem workowi z ró(cid:298)nymi lokajskimi przyborami. W tej norce przysun(cid:261)ł do (cid:286)ciany w(cid:261)ziutkie łó(cid:298)ko na trzech nogach, nakrywaj(cid:261)c je czym(cid:286) podobnym do małego materaca, zbitym i płaskim jak blin i, być mo(cid:298)e, tak samo zatłuszczonym jak blin, który udało mu si(cid:266) wyd(cid:266)bić od wła(cid:286)ciciela hotelu. Podczas gdy słu(cid:298)(cid:261)cy krz(cid:261)tali si(cid:266) zapobiegliwie, pan udał si(cid:266) do ogólnej sali. Jakie bywaj(cid:261) te ogólne sale – ka(cid:298)dy przejezdny wie bardzo dobrze. Takie same (cid:286)ciany, wymalowane olejn(cid:261) farb(cid:261), pociemniałe u góry od fajczanego dymu i wy(cid:286)wiecone u dołu plecami ró(cid:298)nych przejezdnych, a zwłaszcza miejscowymi kupieckimi, kupcy bowiem w dni targowe przychodzili tu w sze(cid:286)ciu albo w siedmiu wypijać wiadom(cid:261) ilo(cid:286)ć herbatyś taki sam zakopcony (cid:298)yrandol z mnóstwem wisz(cid:261)cych szkiełek, które dygotały i dzwoniły za ka(cid:298)dym razem, gdy numerowy przebiegał po wytartych chodnikach, (cid:298)wawo wymachuj(cid:261)c tac(cid:261), na której było takie mnóstwo szklanek do herbaty, jak ptaków na brzegach morzaś takie same obrazy na cał(cid:261) (cid:286)cian(cid:266), malowane olejnymi farbamiś słowem, wszystko to samo co i wsz(cid:266)dzieś ta tylko ró(cid:298)nica, (cid:298)e na jednym obrazie była namalowana nimfa z takimi ogromnymi piersiami, jakich czytelnik zapewne nigdy nie ogl(cid:261)dał. Podobna igraszka natury zdarza si(cid:266) zreszt(cid:261) na ró(cid:298)nych obrazach historycznych, nie wiadomo kiedy, sk(cid:261)d i przez kogo przywiezionych do nas, do Rosji, niekiedy nawet przez naszych wielkich panów, miło(cid:286)ników sztuki, którzy zakupili je we Włoszech za rad(cid:261) wioz(cid:261)cych ich pocztylionów. Pan zdj(cid:261)ł czapk(cid:266) i odwi(cid:261)zał z szyi wełniany, o t(cid:266)czowych kolorach szalik, jaki ludziom (cid:298)onatym własnor(cid:266)cznie robi (cid:298)ona, daj(cid:261)c przy tym dobre rady, jak go zawi(cid:261)zywać, a kawalerom – nie mog(cid:266) na pewno powiedzieć, kto im robi, Bóg ich raczy wiedzieć, ja nigdy nie nosiłem takich szalików. Odwi(cid:261)zawszy szalik, pan kazał sobie podać obiad. Podczas gdy podawano mu ró(cid:298)ne zwykłe w restauracjach potrawy, jako toŚ kapu(cid:286)niak z kruchym piero(cid:298)kiem, umy(cid:286)lnie w ci(cid:261)gu kilku tygodni przechowywanym dla przejezdnych, mó(cid:298)d(cid:298)ek z groszkiem, kiełbaski z kapust(cid:261), pieczon(cid:261) pulard(cid:266), kiszone ogórki i odwieczny kruchy, słodki piero(cid:298)ek zawsze gotów do usługś podczas gdy mu to wszystko podawano i na gor(cid:261)co, i na zimno, kazał słu(cid:298)(cid:261)cemu, czyli numerowemu, opowiadać sobie ró(cid:298)ne głupstwa o tym, kto dawniej prowadził t(cid:266) restauracj(cid:266), a kto teraz, i czy du(cid:298)o daje dochodu, i czy gospodarz wielki łajdak, na co numerowy zazwyczaj odpowiadałŚ „O, wielki złodziej, prosz(cid:266) pana!” Jak w o(cid:286)wieconej źuropie, tak samo i w o(cid:286)wieconej Rosji istnieje teraz wielu szanownych ludzi, którzy nie mog(cid:261) zje(cid:286)ć w restauracji, (cid:298)eby nie pogadać ze słu(cid:298)(cid:261)cym, a niekiedy nawet zabawnie sobie z niego po(cid:298)artować. Zreszt(cid:261), przyjezdny nie zadawał tylko pró(cid:298)nych pyta(cid:276)ś z nadzwyczajn(cid:261) (cid:286)cisło(cid:286)ci(cid:261) rozpytywał si(cid:266), kto jest w mie(cid:286)cie gubernatorem, kto prezesem s(cid:261)du, kto prokuratorem –słowem, nie opu(cid:286)cił (cid:298)adnego Wa(cid:298)niejszego urz(cid:266)dnika, ale z jeszcze wi(cid:266)ksz(cid:261) (cid:286)cisło(cid:286)ci(cid:261), je(cid:298)eli nawet nie ze szczególnym zainteresowaniem, rozpytywał si(cid:266) o wszystkich zamo(cid:298)niejszych obywateli ziemskichŚ ile kto ma dusz chłopskich, jak daleko mieszka od miasta, nawet jaki ma charakter i jak cz(cid:266)sto przyje(cid:298)d(cid:298)a, rozpytywał si(cid:266) uwa(cid:298)nie o stan prowincji, czy nie było w ich guberni jakich chorób, epidemicznej gor(cid:261)czki, jakiej(cid:286) zabójczej febry, ospy i tym podobnych, a wszystko to tak szczegółowo i z tak(cid:261) dokładno(cid:286)ci(cid:261), która wskazywała na co(cid:286) wi(cid:266)cej ni(cid:298) na zwykł(cid:261) ciekawo(cid:286)ć. Pan miał w obej(cid:286)ciu co(cid:286) solidnego i wycierał nos niebywale gło(cid:286)no. Nie wiadomo, jak on to robił, ale nos jego grzmiał jak tr(cid:261)ba. Ta na pozór niewinna wła(cid:286)ciwo(cid:286)ć przysporzyła mu jednak wiele szacunku ze strony słu(cid:298)(cid:261)cego z restauracji, tak (cid:298)e ten za ka(cid:298)dym razem, gdy słyszał ów d(cid:296)wi(cid:266)k, potrz(cid:261)sał włosami, prostował si(cid:266) z szacunkiem i nachylaj(cid:261)c głow(cid:266) z wysoko(cid:286)ci pytałŚ „Czy wielmo(cid:298)ny pan sobie czego nie (cid:298)yczy?” Po obiedzie pan wypił fili(cid:298)ank(cid:266) kawy i usiadł na kanapie, podło(cid:298)ywszy sobie pod plecy poduszk(cid:266), któr(cid:261) w rosyjskich restauracjach zamiast elastyczn(cid:261) wełn(cid:261) wypychaj(cid:261) czym(cid:286) bardzo podobnym do cegieł i kamieni brukowych. Wkrótce zacz(cid:261)ł ziewać i kazał si(cid:266) odprowadzić do swego numeru, gdzie poło(cid:298)ywszy si(cid:266) zasn(cid:261)ł na dwie godziny. Odpocz(cid:261)wszy, napisał na kawałku papieru – na pro(cid:286)b(cid:266) słu(cid:298)(cid:261)cego z restauracji – sw(cid:261) rang(cid:266), imi(cid:266) i nazwisko, w celu zameldowania tam gdzie nale(cid:298)y, w policji. Numerowy, schodz(cid:261)c ze schodów, przesylabizował z kartki, co nast(cid:266)pujeŚ radca kolegialny Paweł Iwanowicz Cziczikow, obywatel ziemski, w sprawach prywatnych. żdy numerowy wci(cid:261)(cid:298) jeszcze sylabizuj(cid:261)c 3 odcyfrowywał kartk(cid:266), sam Paweł Iwanowicz udał si(cid:266), by obejrzeć miasto, z którego był, zdaje si(cid:266), zadowolony, albowiem znalazł, i(cid:298) miasto bynajmniej nie ust(cid:266)puje innym miastom gubernialnym. Mocno biła w oczy (cid:298)ółta farba na kamienicach i skromnie ciemniała szara na drewnianych domach. Źomy były parterowe i półtorapi(cid:266)trowe, z odwiecznymi facjatkami, bardzo ładnymi według mniemania gubernialnych architektów. żdzieniegdzie domy te wydawały si(cid:266) zagubione po(cid:286)ród szerokiej jak pole ulicy i nie ko(cid:276)cz(cid:261)cych si(cid:266) drewnianych płotówś gdzieniegdzie zbijały si(cid:266) w kup(cid:266) i tam widać było wi(cid:266)cej ludzi i o(cid:298)ywienia. Trafiały si(cid:266) prawie zmyte deszczem szyldy z rogalami i z butami, tu i ówdzie z namalowanymi niebieskimi spodniami i z nazwiskiem jakiego(cid:286) krawca Arszawskiegoś tu sklep z czapkami, z napisemŚ „Cudzoziemiec Wasyl Żiodorow”ś ówdzie namalowany bilard z dwoma graczami we frakach, w jakie ubieraj(cid:261) si(cid:266) u nas w teatrach go(cid:286)cie wchodz(cid:261)cy na scen(cid:266) w ostatnim akcie. żracze byli namalowani z wycelowanymi kijami, z troch(cid:266) wykr(cid:266)conymi w tył r(cid:266)kami i krzywymi nogami, które dopiero co wykonały w powietrzu entrechat. Pod tym wszystkim było napisaneŚ „A oto zakład”. Tu i ówdzie, wprost na ulicy, stały stoły z orzechami, mydłem i piernikami podobnymi do mydłaś tam znów garkuchnia z namalowan(cid:261) tłust(cid:261) ryb(cid:261) i wetkni(cid:266)tym w ni(cid:261) widelcem. Najcz(cid:266)(cid:286)ciej za(cid:286) mo(cid:298)na było zauwa(cid:298)yć pociemniałe dwugłowe orły pa(cid:276)stwowe, które teraz ju(cid:298) zostały zast(cid:261)pione lakonicznym napisemŚ „Szynk”. Bruki wsz(cid:266)dzie były kiepskie. Zajrzał i do ogrodu miejskiego, składaj(cid:261)cego si(cid:266) z cieniutkich drzewek, które si(cid:266) (cid:296)le przyj(cid:266)ły, z podpórkami w kształcie trójk(cid:261)tów u dołu, bardzo ładnie pomalowanymi zielon(cid:261) farb(cid:261) olejn(cid:261). Zreszt(cid:261), chocia(cid:298) te drzewka nie były wy(cid:298)sze od trzciny, pisano o nich w gazetach przy opisie iluminacji, (cid:298)e „miasto nasze zostało dzi(cid:266)ki staraniom naczelnika miasta przyozdobione ogrodem, składaj(cid:261)cym si(cid:266) z cienistych, rozło(cid:298)ystych. drzew, daj(cid:261)cych ochłod(cid:266) w skwarny dzie(cid:276)” i (cid:298)e przy tym „było bardzo miło patrzeć, jak serca obywateli dr(cid:298)ały z nadmiaru wdzi(cid:266)czno(cid:286)ci i wylewały potoki łez na znak uznania dla pana naczelnika miasta”. Rozpytawszy szczegółowo stra(cid:298)nika, któr(cid:266)dy mo(cid:298)na by przej(cid:286)ć bli(cid:298)ej, je(cid:298)eli b(cid:266)dzie trzeba, do soboru, do miejsc publicznych, do gubernatora, poszedł spojrzeć na rzek(cid:266) przepływaj(cid:261)c(cid:261) przez (cid:286)rodek miastaś po drodze zdarł przybity do słupa afisz, (cid:298)eby po przyj(cid:286)ciu do domu dokładnie go przeczytaćś popatrzył uwa(cid:298)nie na id(cid:261)c(cid:261) po drewnianym chodniku dam(cid:266) o niebrzydkiej powierzchowno(cid:286)ci, za któr(cid:261) szedł chłopiec w wojskowym mundurze, z zawini(cid:261)tkiem w r(cid:266)ku, i jeszcze raz obrzuciwszy wszystko spojrzeniem, jakby po to, (cid:298)eby dobrze zapami(cid:266)tać poło(cid:298)enie, udał si(cid:266) do domu, prosto do swego numeru, podtrzymywany z lekka na schodach przez słu(cid:298)(cid:261)cego z restauracji. Po wypiciu herbaty usiadł przy stole, kazał sobie podać (cid:286)wiec(cid:266), wyj(cid:261)ł z kieszeni afisz, podniósł go do (cid:286)wiecy i zacz(cid:261)ł czytać mru(cid:298)(cid:261)c troch(cid:266) prawe oko. Zreszt(cid:261) w afiszu nie było nic godnego uwagiŚ wystawiano dramat pana Kotzebue, w którym Roll(cid:266) grał pan Poplewin, Kor(cid:266) – panna Ziabłowa, inne osoby były jeszcze mniej ciekaweś jednak(cid:298)e przeczytał je wszystkie, doszedł nawet do ceny parteru i dowiedział si(cid:266), (cid:298)e afisz był drukowany w drukarni zarz(cid:261)du gubemialnegoś pó(cid:296)niej odwrócił na drug(cid:261) stron(cid:266), (cid:298)eby zobaczyć, czy i tam czego nie ma, ale nic nie znalazłszy przetarł oczy, zwin(cid:261)ł arkusz starannie i wło(cid:298)ył go do swego sepetu, gdzie miał zwyczaj kła(cid:286)ć wszystko, co popadło. Źzie(cid:276), zdaje si(cid:266), został zako(cid:276)czony porcj(cid:261) zimnej ciel(cid:266)ciny, butelk(cid:261) musuj(cid:261)cego kwasu i mocnym snem na cały regulator, jak si(cid:266) wyra(cid:298)aj(cid:261) w niektórych miejscowo(cid:286)ciach obszernego pa(cid:276)stwa rosyjskiego. Cały nast(cid:266)pny dzie(cid:276) był po(cid:286)wi(cid:266)cony wizytomś przyjezdny poszedł składać wizyty wszystkim miejskim dygnitarzom. Zło(cid:298)ył uszanowanie gubernatorowi, który, okazało si(cid:266), był, podobnie jak Cziczikow, ani tłusty, ani chudy, miał na szyi Ann(cid:266) i mówiono nawet, (cid:298)e był przedstawiony do gwiazdyś zreszt(cid:261) był to wielki poczciwiec i nawet sam wyszywał czasem na tiulu. Potem udał si(cid:266) do wicegubernatora, potem był u prokuratora, u prezesa s(cid:261)du, u policmajstra, u dzier(cid:298)awcy wódczanego, u zarz(cid:261)dzaj(cid:261)cego fabrykami rz(cid:261)dowymi... szkoda, (cid:298)e troch(cid:266) trudno zapami(cid:266)tać wszystkich mo(cid:298)nych tego (cid:286)wiataś ale wystarczy powiedzieć, (cid:298)e przyjezdny okazał wielk(cid:261) gorliwo(cid:286)ć pod wzgl(cid:266)dem wizyt. Przyszedł nawet zło(cid:298)yć uszanowanie inspektorowi zarz(cid:261)du szpitali i miejskiemu architektowi. I potem długo jeszcze siedział w bryczce, namy(cid:286)laj(cid:261)c si(cid:266), komu by jeszcze zło(cid:298)yć wizyt(cid:266), ale nie znalazło si(cid:266) ju(cid:298) w mie(cid:286)cie wi(cid:266)cej urz(cid:266)dników. W rozmowach z tymi pot(cid:266)gami umiał bardzo zr(cid:266)cznie pochlebiać ka(cid:298)demu. żubernatorowi napomkn(cid:261)ł jako(cid:286), (cid:298)e do jego 4 guberni wje(cid:298)d(cid:298)a si(cid:266) jak do raju, drogi wsz(cid:266)dzie aksamitne, i (cid:298)e te władze, które naznaczaj(cid:261) m(cid:261)drych dygnitarzy, godne s(cid:261) wielkiej pochwały. Policmajstrowi powiedział co(cid:286) bardzo pochlebnego o miejskich stra(cid:298)nikach, a w rozmowach z wicegubernatorem i prezesem s(cid:261)du, którzy byli dopiero radcami stanu, powiedział nawet przez omyłk(cid:266) dwa razyŚ „ekscelencjo”, co im si(cid:266) bardzo spodobało. Skutek był taki, (cid:298)e gubernator poprosił go do siebie tego samego dnia na prywatny wieczorek, inni urz(cid:266)dnicy tak(cid:298)e – ten na obiad, ów na parti(cid:266) bostona, tamten na herbat(cid:266). Przyjezdny, jak si(cid:266) zdaje, unikał mówienia o sobieś a je(cid:298)eli mówił, to jakimi(cid:286) ogólnikowymi zwrotami, z wyra(cid:296)n(cid:261) skromno(cid:286)ci(cid:261), i rozmowa z nim w takich wypadkach przybierała nieco ksi(cid:261)(cid:298)kowy charakter, (cid:298)e jest nic nie znacz(cid:261)cym robakiem tego (cid:286)wiata i nie godzien, (cid:298)eby si(cid:266) nim zbytnio zajmowano, (cid:298)e wiele do(cid:286)wiadczył w swoim (cid:298)yciu, (cid:298)e na słu(cid:298)bie cierpiał w imi(cid:266) prawdy, miał wielu nieprzyjaciół, gro(cid:298)(cid:261)cych nawet jego (cid:298)yciu, i (cid:298)e teraz, pragn(cid:261)c spokoju, szuka sobie wreszcie miejsca do osiedlenia si(cid:266), i (cid:298)e po przybyciu do lego miasta uznał za swój obowi(cid:261)zek okazać szacunek pierwszym jego dygnitarzom. Oto wszystko, czego si(cid:266) dowiedziano w mie(cid:286)cie o tej nowej osobisto(cid:286)ci, która w bardzo krótkim czasie nie omieszkała pokazać si(cid:266) na gubernatorskim. wieczorku. Przygotowania do tego wieczorku zaj(cid:266)ły przeszło dwie godziny i tu przyjezdny okazał tak(cid:261) dbało(cid:286)ć o toalet(cid:266), jak(cid:261) nie wsz(cid:266)dzie si(cid:266) widuje. Po krótkim (cid:286)nie poobiednim kazał sobie podać przybory do mycia i nadzwyczajnie długo nacierał mydłem oba policzki podparłszy je od wewn(cid:261)trz j(cid:266)zykiemś potem, wzi(cid:261)wszy z ramienia numerowego r(cid:266)cznik, wytarł nim ze wszystkich stron sw(cid:261) pełn(cid:261) twarz, zacz(cid:261)wszy od uszu i parskn(cid:261)wszy przedtem dwa razy prosto w twarz numerowego. Potem wło(cid:298)ył przed lustrem gors, wyrwał dwa wyła(cid:298)(cid:261)ce z nosa włoski i bezpo(cid:286)rednio potem nało(cid:298)ył frak koloru borówek „z iskr(cid:261)”. Tak ubrany pojechał własnym ekwipa(cid:298)em przez niezmiernie szerokie ulice, o(cid:286)wietlone sk(cid:261)pym (cid:286)wiatłem gdzieniegdzie błyszcz(cid:261)cych okien. Zreszt(cid:261) dom gubernatora był o(cid:286)wietlony prawie jak na balś powozy z latarniami, przed podjazdem dwóch (cid:298)andarmów, okrzyki forysiów w oddali – słowem, wszystko jak nale(cid:298)y. Cziczikow po wej(cid:286)ciu do salonu byt zmuszony na chwil(cid:266) przymru(cid:298)yć oczy, bo blask (cid:286)wiec, lamp i damskich sukien byt straszny. Wszystko było zalane (cid:286)wiatłem. Czarne fraki przemykały i kr(cid:261)(cid:298)yły pojedynczo lub grupami tu i tam, jak kr(cid:261)(cid:298)(cid:261) muchy po białej l(cid:286)ni(cid:261)cej rafinadzie w czasie gor(cid:261)cego lipcowego lata, kiedy stara klucznica przy otwartym oknie r(cid:261)bie j(cid:261) i dzieli na błyszcz(cid:261)ce kawałkiś wszystkie dzieci patrz(cid:261) zebrawszy si(cid:266) wokoło, (cid:286)ledz(cid:261)c ciekawe ruchy jej szorstkich r(cid:261)k podnosz(cid:261)cych młotek, a powietrzne szwadrony much, unoszone lekkim powiewem, wlatuj(cid:261) (cid:286)miało, jak prawowici gospodarze, i korzystaj(cid:261)c z krótkowzroczno(cid:286)ci staruszki i ze sło(cid:276)ca, które o(cid:286)lepia jej oczy, obsiadaj(cid:261) smaczne k(cid:261)skiŚ tam pojedynczo, ówdzie zwartymi grupami. Nasycone bogatym latem, które i tak na ka(cid:298)dym kroku rozstawia smaczne potrawy, przyleciały wcale nie po to, (cid:298)eby je(cid:286)ć, lecz (cid:298)eby tylko si(cid:266) pokazać, przej(cid:286)ć si(cid:266) tam i z powrotem po rozsypanym cukrze, potrzeć jedn(cid:261) o drug(cid:261) tylne albo przednie łapki, podrapać si(cid:266) nimi pod skrzydełkami albo wyci(cid:261)gn(cid:261)wszy obie przednie łapki potrzeć sobie nimi nad głow(cid:261), obrócić si(cid:266) i znów odlecieć, i znów przylecieć nowymi dokuczliwymi szwadronami. Cziczikow nie zd(cid:261)(cid:298)ył si(cid:266) rozejrzeć, a ju(cid:298) został wzi(cid:266)ty pod r(cid:266)k(cid:266) przez gubernatora, który natychmiast przedstawił go gubernatorowej. Przyjezdny go(cid:286)ć i tu umiał si(cid:266) znale(cid:296)ćś powiedział jaki(cid:286) komplement, całkiem odpowiedni dla człowieka w (cid:286)rednim wieku, posiadaj(cid:261)cego rang(cid:266) niezbyt wysok(cid:261), ale i niezbyt nisk(cid:261). żdy pary taneczne przycisn(cid:266)ły wszystkich do (cid:286)ciany, zało(cid:298)ywszy r(cid:266)ce w tył, spogl(cid:261)dał na nie bardzo uwa(cid:298)nie przez dwie minuty. Wiele dam było ubranych ładnie i modnie, inne ubrały si(cid:266) w to, co Bóg dał w mie(cid:286)cie prowincjonalnym. M(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni tutaj, jak i wsz(cid:266)dzie, byli dwóch rodzajówŚ jedni chudzi, uwijaj(cid:261)cy si(cid:266) wci(cid:261)(cid:298) koło damś niektórzy z nich byli tacy, (cid:298)e trudno ich było odró(cid:298)nić od petersbur(cid:298)anŚ mieli tak samo starannie, z rozmysłem i gustem zaczesane bokobrody albo te(cid:298) miłe, zupełnie gładko ogolone owale twarzy, tak samo niedbale przysiadali si(cid:266) do dam, tak samo mówili po francusku i roz(cid:286)mieszali damy tak samo jak w Petersburgu. Inny rodzaj m(cid:266)(cid:298)czyzn stanowili tłu(cid:286)ci albo te(cid:298) tacy jak Cziczikow, to jest nie (cid:298)eby nazbyt tłu(cid:286)ci, ale i nie chudzi. Ci, wprost przeciwnie, krzywili si(cid:266) i stronili od dam, i tylko rozgl(cid:261)dali si(cid:266) po k(cid:261)tach, czy słu(cid:298)(cid:261)cy gubernatora nie rozstawia gdzie zielonego stolika do wista. 5 Twarze ich były pełne i okr(cid:261)głe, niektórzy mieli brodawki, ten i ów był nawet dziobaty, włosów na głowie nie czesali ani w czub, ani w pukle, ani na sposób „niech mnie diabli wezm(cid:261)”, jak mówi(cid:261) Żrancuziś włosy mieli albo krótko podstrzy(cid:298)one, albo przylizane, a rysy twarzy bardziej zaokr(cid:261)glone i mocne. Byli to najszanowniejsi urz(cid:266)dnicy w mie(cid:286)cie. Niestety! tłu(cid:286)ci lepiej umiej(cid:261) na tym (cid:286)wiecie dbać o swoje sprawy ni(cid:298) chudzi. Chudzi s(cid:261) raczej urz(cid:266)dnikami do specjalnych porucze(cid:276) albo tylko figuruj(cid:261) na li(cid:286)cie i wał(cid:266)saj(cid:261) si(cid:266) tu i tamŚ ich egzystencja jest jako(cid:286) nazbyt lekka, eteryczna i zupełnie niepewna. Tłu(cid:286)ci za(cid:286) nigdy nie zajmuj(cid:261) nieokre(cid:286)lonych miejsc, zawsze tylko okre(cid:286)lone i je(cid:298)eli ju(cid:298) gdzie zasi(cid:261)d(cid:261), to pewnie i mocno, tak (cid:298)e raczej miejsce zatrzeszczy i ugnie si(cid:266) pod nimi, ni(cid:298) oni spadn(cid:261). Zewn(cid:266)trznego poloru nie lubi(cid:261)ś ich fraki nie s(cid:261) tak dobrze skrojone jak chudych, za to w szkatułkach błogosławie(cid:276)stwo bo(cid:298)e. Chudy w ci(cid:261)gu trzech lat nie ma ani jednej duszy, której by nie zastawił w lombardzieś tłusty – tylko popatrzeć – ju(cid:298) ma gdzie(cid:286) na ko(cid:276)cu miasta dom, kupiony na imi(cid:266) (cid:298)ony, potem na drugim ko(cid:276)cu drugi dom, potem wiosk(cid:266) pod miastem, potem wie(cid:286) jak si(cid:266) patrzy. Wreszcie tłusty, wysłu(cid:298)ywszy si(cid:266) Bogu i cesarzowi, zasłu(cid:298)ywszy na powszechne powa(cid:298)anie, porzuca słu(cid:298)b(cid:266) i zostaje obywatelem ziemskim, zacnym panem rosyjskim, prowadzi dom otwarty i (cid:298)yje sobie, i dobrze (cid:298)yje. A po nim znowu chudzi spadkobiercy, rosyjskim obyczajem, przepuszczaj(cid:261) galopem ojcowski dobytek. Nie mo(cid:298)na ukryć, (cid:298)e Cziczikow zajmował si(cid:266) prawie takiego rodzaju rozmy(cid:286)laniami, kiedy przypatrywał si(cid:266) towarzystwu, i rezultatem było to, (cid:298)e przył(cid:261)czył si(cid:266) w ko(cid:276)cu do tłustych, w(cid:286)ród których spotykał prawie wszystkie znajome twarze – prokuratora z bardzo czarnymi, g(cid:266)stymi brwiami i troch(cid:266) mrugaj(cid:261)cym lewym okiem, jakby mówiłŚ „Chod(cid:296)my, bracie, do drugiego pokoju, tam ci co(cid:286) powiem”, człowieka zreszt(cid:261) powa(cid:298)nego i małomównegoś poczmistrza, człowieka niziutkiego, ale dowcipnisia i filozofaś prezesa s(cid:261)du, nader rozs(cid:261)dnego i uprzejmego człowieka – wszyscy powitali go jak starego znajomego, na co Cziczikow oddawał ukłony troch(cid:266) na ukos, zreszt(cid:261) nie bez wdzi(cid:266)ku. Zaraz zapoznał si(cid:266) z bardzo uprzejmym i grzecznym wła(cid:286)cicielem ziemskim Maniłowem i troch(cid:266) niezgrabnym z wygl(cid:261)du Sobakiewiczem, który natychmiast nast(cid:261)pił mu na nog(cid:266) mówi(cid:261)cŚ „Prosz(cid:266) wybaczyć”. Zaraz te(cid:298) podsuni(cid:266)to mu kart(cid:266) do wista, któr(cid:261) przyj(cid:261)ł z takim samym grzecznym ukłonem. Usiedli przy zielonym stoliku i nie wstawali ju(cid:298) a(cid:298) do kolacji. Wszystkie rozmowy zupełnie si(cid:266) urwały, jak si(cid:266) zawsze dzieje, gdy nareszcie przyst(cid:266)puje si(cid:266) do powa(cid:298)nego zaj(cid:266)cia. Chocia(cid:298) poczmistrz był bardzo rozmowny, ale i ten, wzi(cid:261)wszy karty do r(cid:261)k, natychmiast przybrał my(cid:286)l(cid:261)cy wyraz twarzy, górn(cid:261) warg(cid:266) nakrył doln(cid:261) i zachował tak(cid:261) min(cid:266) przez cały czas gry. Wychodz(cid:261)c figur(cid:261), mocno uderzał r(cid:266)k(cid:261) o stół mówi(cid:261)c, je(cid:298)eli była damaŚ „Id(cid:296), stara popadio!”, je(cid:298)eli za(cid:286) królŚ „Id(cid:296), tambowski chłopie!” A prezes podgadywałŚ „A ja go po w(cid:261)sach, a ja j(cid:261) po w(cid:261)sach!” Czasami przy uderzeniu kartami o stół wyrywały si(cid:266) wyra(cid:298)eniaŚ „A! było nie było, jak nie ma w co, to w karo!” Albo po prostu okrzykiŚ „Kiery! kiereczki! pikiencja!” albo „Piki, piczki! pikiendras!”, a nawet po prostuŚ „Piczuk!” – nazwy, którymi w swym towarzystwie ochrzcili kolory. Po zako(cid:276)czeniu gry, jak to bywa, spierano si(cid:266) do(cid:286)ć gło(cid:286)no. Nasz przyjezdny go(cid:286)ć równie(cid:298) si(cid:266) spierał, ale jako(cid:286) nadzwyczaj subtelnie, tak i(cid:298) wszyscy widzieli, (cid:298)e si(cid:266) spierał, a równocze(cid:286)nie spierał si(cid:266) w bardzo miły sposób. Nigdy nie mówiłŚ „Pan wyszedł” tylkoŚ „ Pan był łaskaw wyj(cid:286)ć”. „Miałem zaszczyt zabić pa(cid:276)sk(cid:261) dwójk(cid:266)” – i tym podobnie. (cid:297)eby jeszcze bardziej przekonać swoich przeciwników, za ka(cid:298)dym razem podsuwał im wszystkim sw(cid:261) srebrn(cid:261) emaliowan(cid:261) tabakierk(cid:266), na której dnie zauwa(cid:298)ono dwa fiołki, wło(cid:298)one tam dla zapachu. Uwag(cid:266) przyjezdnego szczególnie zwrócili na siebie wła(cid:286)ciciele ziemscy Maniłow i Sobakiewicz, o których było wy(cid:298)ej wspomniane. Zaraz si(cid:266) o nich poinformował odwoławszy nieco na stron(cid:266) prezesa i poczmistrza. Kilka pyta(cid:276), zadanych przez niego, (cid:286)wiadczyło nie tylko o ciekawo(cid:286)ci go(cid:286)cia, ale i o rzeczowo(cid:286)ciś przede wszystkim bowiem wypytał si(cid:266), ile ka(cid:298)dy z nich posiada dusz chłopskich i w jakim stanie znajduj(cid:261) si(cid:266) ich maj(cid:261)tki, a potem dopiero dowiedział si(cid:266) o imi(cid:266) i imi(cid:266) ojca. W krótkim czasie udało mu si(cid:266) zupełnie ich oczarować. Wła(cid:286)ciciel ziemski Maniłow, człowiek jeszcze bynajmniej niestary, maj(cid:261)cy oczy słodkie jak cukier i przymru(cid:298)aj(cid:261)cy je za ka(cid:298)dym razem, gdy si(cid:266) (cid:286)miał, stracił głow(cid:266) dla Cziczikowa. Bardzo długo (cid:286)ciskał mu r(cid:266)k(cid:266) i prosił usilnie o zaszczycenie go przyjazdem na wie(cid:286), do której, według jego słów, było tylko pi(cid:266)tna(cid:286)cie wiorst od miejskiej rogatki. Na to 6 Cziczikow z bardzo grzecznym pochyleniem głowy i serdecznym u(cid:286)ciskiem r(cid:266)ki odpowiedział, (cid:298)e nie tylko z mił(cid:261) ch(cid:266)ci(cid:261) gotów jest to zrobić, ale b(cid:266)dzie to sobie poczytywał za swój (cid:286)wi(cid:266)ty obowi(cid:261)zek. Sobakiewicz równie(cid:298) powiedział nieco lakonicznieŚ – Prosz(cid:266) i do mnie – szurn(cid:261)wszy nog(cid:261) obut(cid:261) w trzewik tak olbrzymiej wielko(cid:286)ci, (cid:298)e nie wiadomo, czy znalazłaby si(cid:266) dla niego odpowiednia noga, zwłaszcza dzi(cid:286), kiedy w Rosji zaczynaj(cid:261) znikać legendarni bohaterowie. Nast(cid:266)pnego dnia Cziczikow udał si(cid:266) na obiad i na wieczór do policmajstra, u którego go(cid:286)cie zasiedli do wista o trzeciej po obiedzie i grali do drugiej w nocy. Tam mi(cid:266)dzy innymi zapoznał si(cid:266) z wła(cid:286)cicielem ziemskim Nozdriowem, człowiekiem lat około trzydziestu, bardzo swobodnym, który po kilku słowach zacz(cid:261)ł mu mówić „ty”. Policmajstrowi i prokuratorowi Nozdriow równie(cid:298) mówił „ty” i był z nimi na stopie przyjacielskiejś ale gdy zasiedli do wysokiej gry, policmajster i prokurator nadzwyczaj bacznie obserwowali jego lewy i uwa(cid:298)ali prawie na ka(cid:298)d(cid:261) kart(cid:266), któr(cid:261) wychodził. Nast(cid:266)pnego dnia Cziczikow sp(cid:266)dził wieczór u prezesa s(cid:261)du, który w nieco zatłuszczonym szlafroku przyjmował swych go(cid:286)ci, w tej liczbie jakie(cid:286) dwie damy. Potem był na wieczorze u wicegubernatora, na wystawnym obiedzie u dzier(cid:298)awcy wódczanego i u prokuratora na skromnym, który zreszt(cid:261) mógł uj(cid:286)ć za wystawnyś na (cid:286)niadaniu wydanym po nabo(cid:298)e(cid:276)stwie przez naczelnika miasta, które równie(cid:298) warte było tyle co obiad. Słowem, ani godziny nie pozostawał w domu i do hotelu przyje(cid:298)d(cid:298)ał tylko po to, (cid:298)eby spać. Przyjezdny w ka(cid:298)dej sytuacji jako(cid:286) umiał si(cid:266) znale(cid:296)ć i dowiódł, (cid:298)e jest do(cid:286)wiadczonym (cid:286)wiatowcem. O czymkolwiek toczyła si(cid:266) rozmowa, zawsze umiał j(cid:261) podtrzymać. Je(cid:286)li mówiono o hodowli koni – mówił o hodowli koniś je(cid:286)li mówiono o rasowych psach – i tu wygłaszał bardzo rzeczowe spostrze(cid:298)eniaś w rozmowie o (cid:286)ledztwie, przeprowadzonym przez izb(cid:266) skarbow(cid:261), dowiódł, (cid:298)e i procedura s(cid:261)dowa nie jest mu obcaś gdy była mowa o grze w bilard – i tu nie był ignorantemś je(cid:286)li rozmawiano o cnocie – i o cnocie mówił bardzo dobrze, nawet ze łzami w oczach, o przyrz(cid:261)dzaniu grzanego wina – znał si(cid:266) na grzanym winieś o nadzorcach i urz(cid:266)dnikach celnych – i o nich mówił tak, jakby sam był i urz(cid:266)dnikiem, i nadzorc(cid:261). Ale szczególne, (cid:298)e wszystko to umiał mówić z jakim(cid:286) umiarem, zawsze potrafił znale(cid:296)ć si(cid:266). Mówił nie za gło(cid:286)no i nie za cicho, ale akurat tak jak nale(cid:298)y. Słowem, był przyzwoitym człowiekiem pod ka(cid:298)dym wzgl(cid:266)dem. Wszyscy urz(cid:266)dnicy byli zadowoleni z przyjazdu nowej osobisto(cid:286)ci. żubernator wyraził si(cid:266) o nim, (cid:298)e to człowiek dobrze my(cid:286)l(cid:261)cy, prokurator, (cid:298)e to bardzo rzeczowy człowiekś pułkownik (cid:298)andarmerii mówił, (cid:298)e to człowiek bardzo uczonyś prezes s(cid:261)du, (cid:298)e to człowiek do(cid:286)wiadczony i szanownyś policmajster, (cid:298)e to człowiek szanowny i miłyś (cid:298)ona policmajstra, (cid:298)e to człowiek bardzo miły i bardzo uprzejmy. Nawet sam Sobakiewicz, który rzadko si(cid:266) o kim(cid:286) dobrze wyra(cid:298)ał, przyjechawszy do(cid:286)ć pó(cid:296)no z miasta do domu, le(cid:298)(cid:261)c ju(cid:298) zupełnie rozebrany w łó(cid:298)ku obok swojej chuderlawej (cid:298)ony, powiedział jejŚ – Byłem, kochanie, na wieczorze u gubernatora, jadłem obiad u policmajstra i zapoznałem si(cid:266) z radc(cid:261) kolegialnym Pawłem Iwanowiczem Cziczikowem. Bardzo miły człowiek! – Na co mał(cid:298)onka odpowiedziałaŚ – Hm! – i tr(cid:261)ciła go nog(cid:261). Taka opinia, bardzo pochlebna dla go(cid:286)cia, powstała o nim w mie(cid:286)cie i utrzymała si(cid:266) dopóty, dopóki pewna dziwna wła(cid:286)ciwo(cid:286)ć go(cid:286)cia i przedsi(cid:266)wzi(cid:266)cie albo, jak mówi(cid:261) na prowincji, kazus, o którym czytelnik niedługo si(cid:266) dowie, nie wprawiły w zdumienie prawie całego miasta. 7 ROZDZIAŁ II Przyjezdny pan przebywał w mie(cid:286)cie ju(cid:298) wi(cid:266)cej ni(cid:298) tydzie(cid:276), rozje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)c po wieczorkach i obiadach, i w ten sposób sp(cid:266)dzaj(cid:261)c, jak si(cid:266) to mówi, bardzo mile czas. W ko(cid:276)cu postanowił przenie(cid:286)ć swe wizyty poza miasto i odwiedzić wła(cid:286)cicieli ziemskich Maniłowa i Sobakiewicza, którym dał słowo. Być mo(cid:298)e, i(cid:298) pobudziła go do tego inna, istotniejsza przyczyna, sprawa powa(cid:298)niejsza, bli(cid:298)sza sercu... Ale o tym wszystkim czytelnik dowie si(cid:266) stopniowo w odpowiednim czasie, je(cid:298)eli tylko starczy mu cierpliwo(cid:286)ci na przeczytanie niniejszego opowiadania, bardzo długiego i maj(cid:261)cego si(cid:266) potem rozwin(cid:261)ć szerzej, w miar(cid:266) zbli(cid:298)ania si(cid:266) do ko(cid:276)ca, wie(cid:276)cz(cid:261)cego dzieło. Stangret Selifan otrzymał polecenie zaprz(cid:266)gni(cid:266)cia wczesnym rankiem koni do znanej nam bryczki. Pietrek miał siedzieć w domu, uwa(cid:298)ać na pokój i waliz(cid:266). Nie zawadzi, je(cid:286)li czytelnik pozna si(cid:266) z tymi dwoma poddanymi naszego bohatera. Chocia(cid:298), rzecz prosta, s(cid:261) oni osobisto(cid:286)ciami mało wybitnymi, takimi, które nazywa si(cid:266) drugorz(cid:266)dnymi i trzeciorz(cid:266)dnymi, chocia(cid:298) główne posuni(cid:266)cia i spr(cid:266)(cid:298)yny akcji poematu nie na nich si(cid:266) opieraj(cid:261), zaledwie gdzieniegdzie ich dotykaj(cid:261) i z lekka o nie zahaczaj(cid:261) – lecz autor lubi we wszystkim być bardzo dokładny i pod tym wzgl(cid:266)dem, pomimo (cid:298)e sam jest Rosjaninem, chce być akuratny jak Niemiec. Zajmie to zreszt(cid:261) niewiele czasu i miejsca, bo niewiele trzeba dodać do tego, co czytelnik ju(cid:298) wie, a mianowicie, (cid:298)e Pietrek chodził w troch(cid:266) za obszernym br(cid:261)zowym surducie po panu i miał, zwyczajem ludzi swego stanu, gruby nos i usta. Usposobienia był raczej milcz(cid:261)cego ni(cid:298) gadatliwego, posiadał nawet szlachetn(cid:261) skłonno(cid:286)ć do o(cid:286)wiaty, to jest do czytania ksi(cid:261)(cid:298)ek, o których tre(cid:286)ć si(cid:266) nie troszczyłŚ było mu zupełnie wszystko jedno, czy to przygody zakochanego bohatera, czy po prostu elementarz albo modlitewnik – wszystko czytał z jednakow(cid:261) uwag(cid:261)ś gdyby mu podsuni(cid:266)to chemi(cid:266) – i tej by nie odrzucił. Podobało mu si(cid:266) nie to, o czym czytał, lecz raczej samo czytanie, (cid:286)ci(cid:286)lej sam proces czytania, (cid:298)e oto z liter ci(cid:261)gle wychodzi jakie(cid:286) słowo, które czasami diabli wiedz(cid:261), co znaczy. To czytanie odbywało si(cid:266) najcz(cid:266)(cid:286)ciej w pozycji le(cid:298)(cid:261)cej, w przedpokoju, na łó(cid:298)ku i na materacu, który z tego powodu stał si(cid:266) zbity i cienki jak placek. Oprócz nami(cid:266)tno(cid:286)ci do czytania miał jeszcze dwa przyzwyczajenia, stanowi(cid:261)ce dwie inne jego cechy charakterystyczneŚ spać nie rozbieraj(cid:261)c si(cid:266), tak jak stał, w tym samym surducie, i nosić zawsze ze sob(cid:261) jaki(cid:286) szczególny, sobie tylko wła(cid:286)ciwy zapach, podobny do zapachu zamieszkałego pokoju. Wystarczyło, (cid:298)eby tylko postawił gdzie(cid:286) swoje łó(cid:298)ko, choćby nawet w nie zamieszkałym dot(cid:261)d pokoju, i przyniósł tam swój szynel i rzeczy, a ju(cid:298) zdawało si(cid:266), (cid:298)e w tym pokoju od dziesi(cid:266)ciu lat mieszkaj(cid:261) ludzie. Cziczikow, b(cid:266)d(cid:261)c człowiekiem bardzo wra(cid:298)liwym, a nawet w niektórych wypadkach przewra(cid:298)liwionym, wci(cid:261)gn(cid:261)wszy zaraz po obudzeniu powietrze w nozdrza, marszczył si(cid:266) tylko i potrz(cid:261)sał głow(cid:261) mówi(cid:261)cś „Ty, bracie, diabli ci(cid:266) wiedz(cid:261), pocisz si(cid:266) czy co. Poszedłby(cid:286) chocia(cid:298) do ła(cid:296)ni”. Na co Pietrek nic nie odpowiadał i starał si(cid:266) natychmiast zaj(cid:261)ć jak(cid:261)(cid:286) robot(cid:261)Ś albo podchodził ze szczotk(cid:261) do wisz(cid:261)cego pa(cid:276)skiego fraka, albo po prostu co(cid:286) sprz(cid:261)tał. Co my(cid:286)lał wtedy, gdy milczał? Być mo(cid:298)e, i(cid:298) mówił do siebieŚ „I ty tak(cid:298)e dobry(cid:286), (cid:298)e te(cid:298) ci si(cid:266) nie naprzykrzyło czterdzie(cid:286)ci razy powtarzać jedno i to samo”. Bóg raczy wiedzieć, nie wiadomo, co my(cid:286)li dworski poddany wtedy, gdy pan daje mu nauki. A wi(cid:266)c oto co na pierwszy raz mo(cid:298)na powiedzieć o Pietrku. Stangret Selifan był zupełnie inny... Ale autor ma wielkie skrupuły, (cid:298)e zajmuje tak długo czytelników lud(cid:296)mi niskiego pochodzenia, wiedz(cid:261)c dobrze, jak niech(cid:266)tnie zawieraj(cid:261) oni znajomo(cid:286)ć z ni(cid:298)sz(cid:261) klas(cid:261). Rosjanin taki ju(cid:298) jestŚ ma wielk(cid:261) ochot(cid:266) do zapoznania si(cid:266) z tym, kto jest choćby o jedn(cid:261) rang(cid:266) wy(cid:298)szy od niego, i daleka znajomo(cid:286)ć z hrabi(cid:261) albo z ksi(cid:266)ciem wi(cid:266)cej dla mego znaczy od wszelkich za(cid:298)yłych stosunków przyjacielskich. Autor 8 obawia si(cid:266) nawet o swego bohatera, który jest tylko radc(cid:261) kolegialnym. Radcy nadworni, być mo(cid:298)e, zapoznaj(cid:261) si(cid:266) z nim, ale ci, którzy si(cid:266) ju(cid:298) dochrapali rang generalskich, ci, Bóg raczy wiedzieć, być mo(cid:298)e, rzuc(cid:261) nawet jedno z tych pogardliwych spojrze(cid:276), które człowiek dumnie rzuca na wszystko, co mu si(cid:266) pl(cid:261)cze u nóg, albo, być mo(cid:298)e, jeszcze gorzej, przejd(cid:261) z zabójcz(cid:261) dla autora oboj(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261). Lecz jakkolwiek przykre jest i to i tamto, trzeba jednak wrócić do bohatera. A wi(cid:266)c wydawszy odpowiednie zarz(cid:261)dzenia jeszcze z wieczora, obudził si(cid:266) rano bardzo wcze(cid:286)nie, umył si(cid:266), wytarł od stóp do głów mokr(cid:261) g(cid:261)bk(cid:261), co robił tylko w niedziele – a tego dnia była wła(cid:286)nie niedziela – ogolił si(cid:266) tak, (cid:298)e policzki stały si(cid:266) prawdziwym atłasem, je(cid:298)eli wzi(cid:261)ć pod uwag(cid:266) gładko(cid:286)ć i połysk, nało(cid:298)ył frak koloru borówek, „z iskr(cid:261)”, a potem futro nied(cid:296)wiedzie, zszedł ze schodów, podtrzymywany pod r(cid:266)k(cid:266) to z jednej, to z drugiej strony przez numerowego, i wsiadł do bryczki. Bryczka z turkotem wyjechała z bramy hotelu na ulic(cid:266). Przechodz(cid:261)cy pop zdj(cid:261)ł kapelusz, kilka chłopców w zabrudzonych koszulach wyci(cid:261)gn(cid:266)ło r(cid:266)ce, mówi(cid:261)cŚ – Wielmo(cid:298)ny panie, wspomó(cid:298) sierot(cid:266)! – Stangret, zauwa(cid:298)ywszy, (cid:298)e jeden z nich ma wielk(cid:261) ochot(cid:266) uwiesić si(cid:266) z tyłu, smagn(cid:261)ł go batem i bryczka zacz(cid:266)ła skakać po kamieniach. Z rado(cid:286)ci(cid:261) ujrzano z daleka pasiasty szlaban, (cid:286)wiadcz(cid:261)cy, (cid:298)e brukowana ulica, tak samo jak i ka(cid:298)da inna m(cid:266)ka, musi si(cid:266) wkrótce sko(cid:276)czyć. Cziczikow uderzył si(cid:266) jeszcze kilka razy do(cid:286)ć mocno o bud(cid:266), i wreszcie bryczka potoczyła si(cid:266) po mi(cid:266)kkiej ziemi. Zaledwie miasto znikn(cid:266)ło w tyle, gdy zacz(cid:266)ła si(cid:266), jak to u nas, niedorzeczno(cid:286)ć i dzicz po obu stronach drogiŚ górki, jedlina, niziutkie, rzadkie k(cid:266)py młodych sosen, opalone pnie starych, dziki wrzos i tym podobne głupstwa. Trafiały si(cid:266) wyci(cid:261)gni(cid:266)te pod sznur wsie, przypominaj(cid:261)ce budow(cid:261) stare uskładane drwa, pokryte szarymi dachami, z rze(cid:296)bionymi w drzewie ozdobami, które podobne były do wisz(cid:261)cych haftowanych r(cid:266)czników. Kilku chłopów w swych baranich ko(cid:298)uchach ziewało, jak zazwyczaj siedz(cid:261)c na ławkach przed wrotami. Baby o tłustych twarzach i chustkach przepasanych na krzy(cid:298) wygl(cid:261)dały przez górne szybkiś przez dolne patrzył cielak albo (cid:286)winia wysuwała swój t(cid:266)py ryj. Słowem, widoki dobrze znane. Przejechawszy pi(cid:266)tnast(cid:261) wiorst(cid:266) przypomniał sobie, (cid:298)e tutaj, według słów Maniłowa, powinna być jego wie(cid:286), ale min(cid:266)li i szesnasta wiorst(cid:266), a wsi wci(cid:261)(cid:298) nie było widać i gdyby nie dwaj spotkani chłopi, nie wiadomo, czyby im si(cid:266) udało trafić. Na zapytanie, czy daleko st(cid:261)d do wsi Zamaniłowki, chłopi zdj(cid:266)li kapelusz i jeden z nich, który był m(cid:261)drzejszy i nosił brod(cid:266) w klin, odpowiedziałŚ – Mo(cid:298)e Maniłowka, a nie Zamaniłowka? – No tak, Maniłowka. – Maniłowka? Ano jak przejedziesz jeszcze jedn(cid:261) wiorst(cid:266), to wtenczas prosto na prawo. – Na prawo? – odezwał si(cid:266) stangret. – Na prawo – powiedział chłop. – To b(cid:266)dziesz miał drog(cid:266) do Maniłowkiś a Zamaniłowki (cid:298)adnej nie ma. Ona si(cid:266) tak nazywa, to znaczy tak mówi(cid:261). Maniłowka, a Zamaniłowki tu całkiem nie ma. Tam prosto na górze zobaczysz dom murowany, pi(cid:266)trowy, pa(cid:276)ski dom, a w nim sam pan mieszka, to b(cid:266)dzie Maniłowka, a Zamaniłowki (cid:298)adnej tu nie ma i nie było. Pojechali na poszukiwanie Maniłowki. Przejechawszy dwie wiorsty spotkali zakr(cid:266)t na poln(cid:261) drog(cid:266)ś ale ju(cid:298) i dwie, i trzy, i cztery wiorsty, zdaje si(cid:266) zrobili, a murowanego domu wci(cid:261)(cid:298) jeszcze nie było widać. Tu Cziczikow przypomniał sobie, (cid:298)e je(cid:298)eli przyjaciel zaprasza do siebie na wie(cid:286) odległ(cid:261) o pi(cid:266)tna(cid:286)cie wiorst, to znaczy, (cid:298)e jest do niej bitych trzydzie(cid:286)ci. Wie(cid:286) Maniłowka niewielu mogła przymanić swym poło(cid:298)eniem. Źwór stał samotnie na wzgórzu, otwartym na wszystkie wiatry, jakim tylko zechce si(cid:266) powiaćś spadek góry, na której stał, był odziany strzy(cid:298)on(cid:261) darnin(cid:261). Na niej rozrzucone były po angielsku dwa czy trzy klomby z krzewami bzu i (cid:298)ółtej akacjiś pi(cid:266)ć czy sze(cid:286)ć brzóz tu i ówdzie wznosiło swoje rzadkie, drobnolistne wierzchołki. Pod dwiema spo(cid:286)ród nich widać było altank(cid:266) z płask(cid:261) zielon(cid:261) kopułk(cid:261), drewnianymi niebieskimi kolumienkami i napisemŚ „(cid:285)wi(cid:261)tynia samotnego dumania”ś ni(cid:298)ej staw pokryty rz(cid:266)s(cid:261), co zreszt(cid:261) nic jest rzadko(cid:286)ci(cid:261) w angielskich ogrodach rosyjskich ziemian. U podnó(cid:298)a tej wyniosło(cid:286)ci i po cz(cid:266)(cid:286)ci na samym zboczu ciemniały wzdłu(cid:298) i w poprzek szare drewniane chaty, które nasz bohater, nie wiadomo z jakiego powodu, natychmiast zacz(cid:261)ł rachować i narachował ich wi(cid:266)cej ni(cid:298) dwie(cid:286)cie. Nigdzie pomi(cid:266)dzy nimi nie było rosn(cid:261)cego drzewka ani jakiejkolwiek zielono(cid:286)ciś zewsz(cid:261)d wygl(cid:261)dały same 9 tylko bierwiona. Widok o(cid:298)ywiały dwie baby, które malowniczo podniósłszy spódnice i poobtykawszy je ze wszystkich stron, brn(cid:266)ły po kolana w stawie, wlok(cid:261)c za dwa drewniane kołki porwan(cid:261) sieć, w której było widać dwa zapl(cid:261)tane raki i błyszczała złapana płotkaś baby, zdaje si(cid:266), kłóciły si(cid:266) o co(cid:286) i wymy(cid:286)lały sobie. W pobli(cid:298)u, z boku, ciemniał jakim(cid:286) mdłoniebieskawym kolorem sosnowy las. Nawet pogoda wypadła odpowiednia. Źzie(cid:276) nie był ani jasny, ani ciemny, ale jakiego(cid:286) jasnoszarego koloru – jaki bywa tylko na starych mundurach garnizonowych (cid:298)ołnierzy, tego na ogół spokojnego wojska, ale troch(cid:266) nietrze(cid:296)wego w dni (cid:286)wi(cid:261)teczne. Źo uzupełnienia obrazu nie brakowało nawet koguta, zwiastuna zmiennej pogody, który, mimo i(cid:298) łeb miał zdziobany a(cid:298) do mózgu dziobami innych kogutów z powodu wiadomych spraw zalotnictwa, piał bardzo gło(cid:286)no, a nawet trzepotał skrzydłami, wyskubanymi jak stara rogó(cid:298)ka. Podje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)c do dworu Cziczikow zauwa(cid:298)ył na ganku samego gospodarza, który stał w zielonym surducie, przyło(cid:298)ywszy r(cid:266)k(cid:266) do czoła nad oczami, na kształt daszka, (cid:298)eby lepiej si(cid:266) przyjrzeć podje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)cemu powozowi. W miar(cid:266) jak bryczka zbli(cid:298)ała si(cid:266) do ganku, oczy jego stawały si(cid:266) coraz weselsze, a u(cid:286)miech coraz szerszy. – Paweł Iwanowicz! – zawołał w ko(cid:276)cu, gdy Cziczikow wysiadł z bryczki. – Jednak przypomniał pan sobie o nas! Obaj przyjaciele bardzo mocno si(cid:266) ucałowali i Maniłow zaprowadził swego go(cid:286)cia do pokoju. Chocia(cid:298) czas, w ci(cid:261)gu którego b(cid:266)d(cid:261) przechodzili przez sie(cid:276), przedpokój i stołowy, jest nieco przykrótki, spróbujemy, czy nam si(cid:266) nie uda jako(cid:286) go wykorzystać i powiedzieć co(cid:286) nieco(cid:286) o gospodarzu domu. Lecz tu autor musi si(cid:266) przyznać, (cid:298)e podobne przedsi(cid:266)wzi(cid:266)cie jest bardzo trudne. O wiele łatwiej rysować charaktery wielkich rozmiarówŚ tam po prostu rzuca si(cid:266) pełn(cid:261) gar(cid:286)ci(cid:261) farby na płótno – czarne pałaj(cid:261)ce oczy, nawisłe brwi, przeci(cid:266)te zmarszczk(cid:261) czoło, przerzucony przez rami(cid:266) czarny albo purpurowy jak ogie(cid:276) płaszcz – i portret gotowyś ale ci wszyscy panowie, których jest wielu na (cid:286)wiecie, z wygl(cid:261)du s(cid:261) bardzo do siebie podobni, a jednak, je(cid:286)li si(cid:266) przyjrzeć, zobaczy si(cid:266) wiele nieuchwytnych cech – ci panowie s(cid:261) strasznie trudni do portretowania. Tu trzeba b(cid:266)dzie mocno wyt(cid:266)(cid:298)ać uwag(cid:266), zanim si(cid:266) wydob(cid:266)dzie wszystkie delikatne, prawie niewidzialne rysy i w ogóle trzeba b(cid:266)dzie bardzo pogł(cid:266)bić ju(cid:298) wyćwiczone w nauce obserwacji spojrzenie. Bóg jeden chyba mógł powiedzieć, jaki był charakter Maniłowa. Istnieje rodzaj ludzi, o których si(cid:266) mówiŚ taki sobie człowiek – ni to, ni owo, ni pies, ni wydra, jak powiada przysłowie. Być mo(cid:298)e, (cid:298)e do nich powinno si(cid:266) zaliczyć Maniłowa. Z wygl(cid:261)du był to człowiek okazałyś rysy jego twarzy nie były pozbawione wdzi(cid:266)ku, ale w tym wdzi(cid:266)ku, jak si(cid:266) zdawało, było troszeczk(cid:266) za du(cid:298)o cukruś w jego obej(cid:286)ciu i zwrotach było co(cid:286) przymilnego, zabiegaj(cid:261)cego o sympati(cid:266) i znajomo(cid:286)ci. U(cid:286)miechał si(cid:266) powabnie, był jasnowłosy, o niebieskich oczach. W pierwszej chwili rozmowy z nim nie mo(cid:298)na było nie powiedziećŚ „Jaki to miły i dobry człowiek!” Ale w nast(cid:266)pnej chwili nic ju(cid:298) si(cid:266) nie chce powiedzieć, a w trzeciej powie si(cid:266)Ś „Źiabli wiedz(cid:261), co to takiego!” – i odejdzie si(cid:266) jak najdalejś a je(cid:298)eli si(cid:266) nie odejdzie, to poczuje si(cid:266) (cid:286)mierteln(cid:261) nud(cid:266). Nie mo(cid:298)na si(cid:266) od niego doczekać (cid:298)adnego (cid:298)ywego albo choćby pop(cid:266)dliwego słowa, jakie mo(cid:298)na usłyszeć prawie od ka(cid:298)dego, je(cid:286)li si(cid:266) poruszy obchodz(cid:261)cy go temat. Ka(cid:298)dy człowiek ma jak(cid:261)(cid:286) słabo(cid:286)ćś dla jednego t(cid:261) słabo(cid:286)ci(cid:261) b(cid:266)d(cid:261) psy go(cid:276)cześ drugiemu wydaje si(cid:266), (cid:298)e jest wielkim amatorem muzyki i w zadziwiaj(cid:261)cy sposób odczuwa w niej wszystkie gł(cid:266)bokie miejscaś trzeci jest mistrzem w dobrym jedzeniuś czwarty umie (cid:286)wietnie zagrać rol(cid:266) choćby o jeden werszek wy(cid:298)sz(cid:261) od tej, która mu jest przeznaczonaś pi(cid:261)ty, o (cid:298)yczeniach bardziej ograniczonych, (cid:286)ni i marzy o tym, (cid:298)eby si(cid:266) przespacerować pod r(cid:266)k(cid:266) z cesarskim adiutantem i (cid:298)eby go widzieli jego przyjaciele, znajomi, a nawet nieznajomiś szósty jest obdarzony tak(cid:261) r(cid:266)k(cid:261), która czuje nadnaturaln(cid:261) potrzeb(cid:266), by złamać róg jakiemu(cid:286) karowemu asowi albo dwójce, podczas gdy r(cid:266)ka siódmego jako(cid:286) sama si(cid:266) garnie, (cid:298)eby gdzie(cid:286) zrobić porz(cid:261)dek, dostać si(cid:266) blisko do osoby nadzorcy stacji pocztowej albo do wo(cid:296)niców, słowem – ka(cid:298)dy ma swego konika, lecz Maniłow nic takiego nie miał. W domu mówił bardzo mało, przewa(cid:298)nie dumał i rozmy(cid:286)lał, ale o czym rozmy(cid:286)lał, tak(cid:298)e chyba jednemu Bogu było wiadomo. Nie mo(cid:298)na powiedzieć, (cid:298)eby si(cid:266) zajmował gospodarstwem, nawet nigdy nie wyje(cid:298)d(cid:298)ał na polaś gospodarstwo jako(cid:286) samo szło. Kiedy ekonom mówiłŚ „Źobrze by, prosz(cid:266) pana, to i to zrobić” – Maniłow 10 odpowiadałŚ „Tak, to niegłupie” – pal(cid:261)c przy tym fajk(cid:266), do której przyzwyczaił si(cid:266), gdy jeszcze słu(cid:298)ył w armii, gdzie był uwa(cid:298)any za jednego z najskromniejszych, najdelikatniejszych i najbardziej wykształconych oficerów. „Tak, tak, to niegłupie” – powtarzał. żdy przychodził do niego chłop i poskrobawszy si(cid:266) w głow(cid:266) mówiłŚ „Niech wielmo(cid:298)ny pan pozwoli odej(cid:286)ć na robot(cid:266) i zarobić na pogłówne” – odpowiadał muŚ „Id(cid:296)” – pal(cid:261)c fajk(cid:266) i nawet mu do głowy nie przyszło, (cid:298)e chłop szedł pić. Czasami, spogl(cid:261)daj(cid:261)c z ganku na dziedziniec i staw, mówił, jakby to było dobrze, gdyby tak nagle przeprowadzić do domu przej(cid:286)cie podziemne albo wybudować na stawie most kamienny, na którym by były po obu stronach kramy, i (cid:298)eby w nich siedzieli kupcy i sprzedawali ró(cid:298)ne drobne towary potrzebne chłopom. Przy tym oczy jego stawały si(cid:266) nadzwyczaj słodkie i twarz przybierała wyraz pełnego zadowolenia. Zreszt(cid:261) wszystkie te projekty ko(cid:276)czyły si(cid:266) tylko na słowach. W jego gabinecie zawsze le(cid:298)ała jaka(cid:286) ksi(cid:261)(cid:298)ka z zakładk(cid:261) na czternastej stronicy, któr(cid:261) stale czytał ju(cid:298) od dwóch lat. W jego domu wiecznie czego(cid:286) brakowałoŚ w salonie stały bardzo ładne meble, obite wykwintn(cid:261) materi(cid:261) jedwabn(cid:261), która z pewno(cid:286)ci(cid:261) musiała do(cid:286)ć drogo kosztować, ale zabrakło jej na dwa krzesła i krzesła te stały obci(cid:261)gni(cid:266)te rogó(cid:298)k(cid:261)ś zreszt(cid:261) gospodarz przez kilka lat zawsze uprzedzał swych go(cid:286)ci słowamiŚ „Niech pan na tych krzesłach nie siada, bo s(cid:261) jeszcze nie wyko(cid:276)czone”. W niektórych pokojach wcale nie było mebli, chocia(cid:298) mówiło si(cid:266) w pierwszych dniach po (cid:286)lubieŚ „Kochanie, trzeba b(cid:266)dzie jutro si(cid:266) postarać, (cid:298)eby w tym pokoju chocia(cid:298) tymczasowo ustawić meble”. Wieczorem stawiano na stole wykwintny (cid:286)wiecznik z ciemnego br(cid:261)zu, z trzema antycznymi gracjami, z wykwintn(cid:261) tarcz(cid:261) z masy perłowej, a obok niego stawiano jakiego(cid:286) zwyczajnego miedzianego inwalid(cid:266), przechylonego na bok i całego w łoju, chocia(cid:298) tego nie dostrzegał ani gospodarz, ani gospodyni, ani słu(cid:298)ba. Jego (cid:298)ona... zreszt(cid:261) byli oni z siebie wzajemnie bardzo zadowoleni. Pomimo i(cid:298) min(cid:266)ło wi(cid:266)cej ni(cid:298) osiem lat ich mał(cid:298)e(cid:276)stwa, ka(cid:298)de z nich wci(cid:261)(cid:298) jeszcze przynosiło drugiemu kawałek jabłuszka albo cukierek, albo orzeszek, mówi(cid:261)c wzruszaj(cid:261)co tkliwym głosem, wyra(cid:298)aj(cid:261)cym idealn(cid:261) miło(cid:286)ćŚ „Otwórz, kochanie, buzi(cid:266), wło(cid:298)(cid:266) ci ten k(cid:261)sek”. Nie potrzeba dodawać, (cid:298)e buzia otwierała si(cid:266) przy tym bardzo wdzi(cid:266)cznie. Na urodziny robiono niespodzianki – jaki(cid:286) futerał z masy perłowej do wykałaczki. I bardzo cz(cid:266)sto, siedz(cid:261)c na kanapie, nagle zupełnie nie wiadomo z jakiego powodu, jedno odkładało sw(cid:261) fajk(cid:266), a drugie robótk(cid:266), je(cid:298)eli ta była w danej chwili w r(cid:266)kach, i wyciskali taki omdlewaj(cid:261)cy i długi pocałunek, (cid:298)e w czasie jego trwania mo(cid:298)na by z łatwo(cid:286)ci(cid:261) wypalić małe słomkowe cygaro. Słowem, byli tym, co si(cid:266) nazywa szcz(cid:266)(cid:286)liwym mał(cid:298)e(cid:276)stwem. Naturalnie, mo(cid:298)na by zauwa(cid:298)yć, (cid:298)e w domu oprócz przeci(cid:261)głych pocałunków i niespodzianek jest wiele i innych zaj(cid:266)ć i mo(cid:298)na by zadać du(cid:298)o rozmaitych pyta(cid:276). Źlaczego, na przykład, głupio i bez poj(cid:266)cia gotuje si(cid:266) w kuchni? Źlaczego do(cid:286)ć pusto w spi(cid:298)arni? Źlaczego klucznica kradnie? Źlaczego lokaje s(cid:261) brudni i pij(cid:261)? Źlaczego cała słu(cid:298)ba bezwstydnie wałkoni si(cid:266) i swawoli przez reszt(cid:266) czasu? Ale wszystko to płaskie sprawy, a Maniłowa jest dobrze wychowana. A dobre wychowanie, jak wiadomo, otrzymuje si(cid:266) na pensjach. A na pensjach, jak wiadomo, nast(cid:266)puj(cid:261)ce trzy główne przedmioty stanowi(cid:261) podstaw(cid:266) cnót ludzkichŚ j(cid:266)zyk francuski, nieodzowny do szcz(cid:266)(cid:286)cia w (cid:298)yciu rodzinnym, fortepian, w celu dostarczenia m(cid:266)(cid:298)owi przyjemnych chwil, i wreszcie wła(cid:286)ciwy dział gospodarczyŚ robótki. A wi(cid:266)c szydełkowanie, robienie woreczków i innych niespodzianek. Zreszt(cid:261) bywaj(cid:261) ró(cid:298)ne udoskonalenia i zmiany w metodach, szczególnie w dzisiejszych czasachŚ wszystko to w najwi(cid:266)kszym stopniu zale(cid:298)y od rozs(cid:261)dku i zdolno(cid:286)ci samych kierowniczek pensyj. Na niektórych pensjach bywa tak, (cid:298)e przede wszystkim fortepian, potem francuski i dopiero dział gospodarczy. A czasami zdarza si(cid:266) i tak, (cid:298)e przede wszystkim dział gospodarczy, tj. szydełkowanie niespodzianek, potem francuski i dopiero fortepian. Metody bywaj(cid:261) ró(cid:298)ne. Nie zawadzi zaznaczyć jeszcze, (cid:298)e Maniłowa... ale przyznam si(cid:266), (cid:298)e o damach bardzo si(cid:266) obawiam mówić, a przy tym czas mi powrócić do naszych bohaterów, którzy stali ju(cid:298) od kilku minut przed drzwiami salonu, ust(cid:266)puj(cid:261)c sobie wzajemnie pierwsze(cid:276)stwa przy wej(cid:286)ciu. – Niech pan b(cid:266)dzie łaskaw nie robić sobie subiekcji, wejd(cid:266) po panu – mówił Cziczikow. – Nie, Pawle Iwanowiczu, nie, pan jest go(cid:286)ciem – mówił Maniłow wskazuj(cid:261)c r(cid:266)k(cid:261) na drzwi. 11 Iwanowicz! – Niech pan si(cid:266) nie kr(cid:266)puje, prosz(cid:266) bardzo, niech pan si(cid:266) nie kr(cid:266)puje, niech pan b(cid:266)dzie łaskaw – Nie, niech pan wybaczy, nie mog(cid:266) pozwolić, (cid:298)eby tak miły i wykształcony go(cid:286)ć wszedł po wej(cid:286)ć – mówił Cziczikow. mnie. – Źlaczegó(cid:298) wykształcony?... Prosz(cid:266), niech pan b(cid:266)dzie łaskaw wej(cid:286)ć! – Ale niech(cid:298)e pan raczy wej(cid:286)ć pierwszy. – Ale(cid:298) dlaczego? – A ju(cid:298) tak! – powiedział z miłym u(cid:286)miechem Maniłow. W ko(cid:276)cu obaj przyjaciele weszli w drzwi bokiem i troch(cid:266) si(cid:266) przycisn(cid:266)li wzajemnie. – Pozwoli pan przedstawić sobie moj(cid:261) (cid:298)on(cid:266) – powiedział Maniłow. – Kochanie! Paweł Cziczikow istotnie ujrzał dam(cid:266), której zupełnie nie zauwa(cid:298)ył ceremoniuj(cid:261)c si(cid:266) w drzwiach z Maniłowem. Była niebrzydka, ubrana gustownie. Ładnie na niej le(cid:298)ał jedwabny szlafroczek w bladym kolorześ jej w(cid:261)ska, mała dło(cid:276) rzuciła co(cid:286) pospiesznie na stół i zmi(cid:266)ła batystow(cid:261) chusteczk(cid:266) z powyszywanymi ró(cid:298)kami. Podniosła si(cid:266) z kanapy, na której siedziała. Cziczikow nie bez przyjemno(cid:286)ci zbli(cid:298)ył si(cid:266), by ucałować jej r(cid:261)czk(cid:266). Maniłowa powiedziała, nieco grasejuj(cid:261)c, (cid:298)e oboje bardzo si(cid:266) ucieszyli z jego przyjazdu i (cid:298)e nie było dnia, (cid:298)eby jej m(cid:261)(cid:298) o nim nie wspominał. – Tak – powiedział Maniłow – ona ci(cid:261)gle mnie pytałaŚ „Czemu(cid:298) twój przyjaciel nie przyje(cid:298)d(cid:298)a?” „Zaczekaj, kochanie, przyjedzie, przyjedzie.” I oto nareszcie zaszczycił nas pan swoj(cid:261) wizyt(cid:261). Źoprawdy, sprawił pan nam tak(cid:261) rozkosz, majowy dzie(cid:276)... imieniny serca... Cziczikow, słysz(cid:261)c, (cid:298)e mowa ju(cid:298) o imieninach serca, nawet si(cid:266) troch(cid:266) zmieszał i odpowiedział skromnie, (cid:298)e nie posiada ani gło(cid:286)nego nazwiska, ani nawet wysokiej rangi. – Pan wszystko posiada – przerwał mu Maniłow z tak samo miłym u(cid:286)miechem – pan wszystko posiada, a nawet jeszcze wi(cid:266)cej. czas? – Jak si(cid:266) panu podobało nasze miasto? – wtr(cid:261)ciła słówko Maniłowa. – Czy mile pan sp(cid:266)dził – Bardzo ładne miasto, (cid:286)liczne miasto – odpowiedział Cziczikow – i czas sp(cid:266)dziłem bardzo mile. Towarzystwo niezmiernie poci(cid:261)gaj(cid:261)ce. – A jak pan znalazł naszego gubernatora? – zapytała Maniłowa. – To nadzwyczaj czcigodny i niezwykle miły człowiek, nieprawda(cid:298)? – dorzucił Maniłow. – Zupełna prawda, to nadzwyczaj czcigodny człowiek. A jak wnikn(cid:261)ł w swe obowi(cid:261)zki, jak on je rozumie! Powinni(cid:286)my (cid:298)yczyć sobie wi(cid:266)cej takich ludzi. – Jak on potrafi tak, wie pan, obej(cid:286)ć si(cid:266) z ka(cid:298)dym, zachować delikatno(cid:286)ć w post(cid:266)powaniu – dodał Maniłow z u(cid:286)miechem i z zadowolenia prawie zupełnie przymru(cid:298)ył oczy jak kot, którego z lekka podrapano palcem za uszami. – Bardzo uprzejmy i miły człowiek – ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej Cziczikow – a jaki zr(cid:266)czny! Nawet nie przypuszczałem, (cid:298)e tak doskonale wyszywa ró(cid:298)ne wzory. Pokazywał mi woreczek własnej robotyŚ mało która dama umiałaby tak zr(cid:266)cznie wyszyć. – A wicegubernator, prawda, jaki to miły człowiek? – odezwał si(cid:266) Maniłow, znów troch(cid:266) przymru(cid:298)ywszy oczy. – Bardzo, bardzo szanowny człowiek – odpowiedział Cziczikow. – No, a co pan s(cid:261)dzi o policmajstrze? Jaki to miły człowiek, nieprawda(cid:298)? – Niezmiernie miły i jaki m(cid:261)dry, jaki oczytany! żrali(cid:286)my u niego w wista z prokuratorem i prezesem s(cid:261)du a(cid:298) do białego ranka. Bardzo, bardzo szanowny człowiek! – No, a jakiego jest pan zdania o (cid:298)onie policmajstra? – dodała Maniłowa. – Prawda, (cid:298)e to bardzo miła kobieta? – O, to jedna z najbardziej godnych szacunku kobiet, jakie znam – odparł Cziczikow. Po czym nie opuszczono prezesa s(cid:261)du, poczmistrza i w ten sposób wyliczono prawie wszystkich urz(cid:266)dników miejskich, którzy okazali si(cid:266) wszyscy bardzo szanownymi lud(cid:296)mi. – Pa(cid:276)stwo zawsze sp(cid:266)dzaj(cid:261) czas na wsi? – zadał wreszcie ze swej strony pytanie Cziczikow. 12 – Przewa(cid:298)nie na wsi – odpowiedział Maniłow. – Czasami zreszt(cid:261) przyje(cid:298)d(cid:298)amy do miasta po to tylko, (cid:298)eby si(cid:266) zobaczyć z wykształconymi lud(cid:296)mi. Mo(cid:298)na tu, wie pan, zdziczeć, siedz(cid:261)c tak ci(cid:261)gle w odosobnieniu. – Prawda, prawda – powiedział Cziczikow. – Naturalnie – ci(cid:261)gn(cid:261)ł Maniłow – inna rzecz, gdyby było dobre s(cid:261)siedztwo, gdyby na przykład był taki człowiek, z którym by, poniek(cid:261)d, mo(cid:298)na pomówić o uprzejmo(cid:286)ci, o dobrych manierach, zajmować si(cid:266) jak(cid:261)(cid:286) tak(
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Martwe dusze
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: