Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00268 006166 13098072 na godz. na dobę w sumie
Marzyciel - ebook/pdf
Marzyciel - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwo Psychoskok Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3790-0474-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„Marzyciel” Piotra Sitnika to poezja współczesna. Autor w swoich wierszach zastanawia się nad miejscem człowieka w świecie i wpływem jego decyzji na otaczającą go rzeczywistość. Mówi również o tym jak rozczarowany jest doczesnością i zachwyca się tym, co nieuchwytne.

Nie ma jednego źródła naszego wewnętrznego bólu. Przyczyny zgryzot są różnorakie: niektóre wypływają ze świata, inne produkujemy sami. Jaki wpływ na naszą psychikę ma zmaganie się z trudami dnia codziennego? Jak reagujemy na niepowodzenia w życiu osobistym? Przede wszystkim zaś, czy stajemy się bardziej wartościowi jako ludzie gdy zdamy sobie sprawę, że w wojnie z nami samymi nie mamy żadnych szans? „Marzyciel” jest zbiorem nieuchwytnych marzeń o przemijaniu ludzkiej doskonałości. Balansując miejscami na granicy nihilizmu, wiersze dostarczają materiału do rozmyślań nad motywacją do zmierzania się z każdym kolejnym dniem.

Piotr Sitnik to poeta i prozaik, poszący po angielsku i po polsku. Jego teksty ukazywały się w takich publikacjach jak: „Private Tutor”, „Agenda”, „P for Poetry”. „Marzyciel” jest pierwszym zbiorem wydanym po polsku.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wydawnictwo Psychoskok Konin 2015 Piotr Sitnik „Marzyciel” Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok sp. z o. o. 2015 Copyright © by Piotr Sitnik 2015 Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy. Skład: Wydawnictwo Psychoskok Projekt okładki: Robert Rumak Zdjęcie okładki © Rosario Rizzo Autor zrezygnował z korekty profesjonalnej wydawnictwa ISBN: 978-83-7900-474-4 Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o. ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706 http://wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail: wydawnictwo@psychoskok.pl bezdomne dzieci żebrzące pod stołem w domach brodatych alfonsów podczas gdy ich matki dają dupy za pieniądze, kasjerów kelnerów i innych untermenschów ciskanych po kątach przez bandę niewyżytych kapitalistów w białych rękawiczkach, kwiat młodzieży starzejącej się w oczach pod parasolem starych wyjadaczy tylko czekających na brutalny gwałt na rzekomym wolnym rynku, swoje odbicie w lustrze w oczach wyjeżdżających do innego świata w poszukiwaniu brudnych zmywaków i kibli, czyste garnitury kupionych za psie pieniądze polityków i sekretarki-dziwki pracujące na dwie zmiany w równie czystych gabinetach, polską flagę dumnie łopoczącą na wietrze gdy jakiś menel rzyga na chodniku reprezentatywnej ulicy Warszawy, rozbiegane spojrzenia matek w kolejkach do lekarza gdy słyszą po raz siedemdziesiąty drugi że ich chore na raka dziecko przyjmą najwcześniej za cztery miesiące, dobranych przypadkowo kobiety i mężczyzn z rozpaczy uciekających się do acodinu, LSD i innych fajnych narkotyków tylko po to by uciec od tego gówna, pusty śmiech taksówkarzy gdy po trzydziestu kilometrach trasy mówię że nie mam pieniędzy bo nie dostałem jeszcze wypłaty za taniec na rurze w praskim barze, obspermione kocie doły na Ząbkowskiej zalane kałem wylanym przez Młotkowską spod czternastki bo jeszcze nie dorobiła się porządnej toalety, drogi zbudowane za łapówki i olbrzymie prywatne domy z tych łapówek pochodzące, porażki sprzedawane jako sukcesy i sukcesy wypychane na emigrację, sklepy gdzie wszystko jest przeterminowane a połowy niezbędnych do życia artykułów w ogóle brakuje, teatry grające cały czas to samo i tymi samymi rękami podczas gdy tabuny wykształconych aktorów tłuką garnki w jadłodajniach uniwersyteckich, same uniwersytety które niekompetentni decydenci zamieniają w pralnie brudnych pieniędzy od łakomych papierków idiotów, dwanaście lat skrywania się z gejostwem i klęczenia w kościele przed księdzem po godzinach gwałcącym koleżankę z klasy, aktywistów społecznych którzy nagle stają się kurwami po wybraniu ich na polityków, chłopców i dziewczyny puszczających się z ludźmi, ludzikami i ludziskami bez pieniędzy a potępiających innych którzy robią to za pieniądze, latarnie w parkach warszawskich które widziały nieproporcjonalną liczbę gwałtów wobec których społeczeństwo nie umiało lub nie chciało zabrać słowa, nieudolne wiersze aspirujących autorów którzy wobec własnej nieudolności piszą bez rymów bez składni i bez ładu i składu w jednocześnie mają wysokie mniemanie o sobie, hipokryzję dziennikarzy którzy musieli wejść komuś w dupę by dostać pracę a teraz prawią morały tym wszystkim idiotom zapatrzonym we władzę, rosnące ceny środków halucynogennych by coraz trudniej było odejść w alternatywną rzeczywistość wobec upadku tej naturalnej, upadającą kreatywność potomków ludzi kreatywnych którym edukacja wyjada mózg od środka i zamiast uczyć każe ryć na pamięć bezcelowe testy, redakcje szmatławych czasopism gdzie studenci na darmowych praktykach wymyślają artykuły o ludziach trzymających kredens by napchać kabzę establishmentowi medialnemu, Polskę przodującą w zachodnich wskaźnikach podczas gdy ludzie zdychają w zabitych dechami domach szorują podłogi u brytyjskich lordów biją mordują piją i kradną cukier ze sklepów krytykują wszystkich i wszystko a najbardziej ambitnych nuworyszy, starych nieudaczników o zerowej cierpliwości prawiących swoje morały jeszcze głupszym odpowiednikom, ciebie stojącą pośrodku tej zarazy z uśmiechem na ustach i zastanawiam się czy takie anioły tutaj się rodzą czy sprowadzamy je przypadkiem z nieba a może nawet kradniemy je razem z ciężarówkami chleba mięsa i pieniędzy. Nienawidzę jak wywieszają flagę do połowy masztu bo wtedy wiem jak określić celebrowanie własnego istnienia. Proszę nie czytaj że żyję tylko prowizorycznie, że uginam się nad cierpieniem Indian-właścicieli kasyn w Las Vegas a na wsi londyńskiej spluwam na bezdomnych z pintą lagera w prawej ręce. Jestem tylko przecinkiem w nienapisanym poemacie o łonie dziewiczym jako przyczynku stworzenia. Proszę nie czytaj że poruszam się zgoła specyficznie, że biorę głęboki oddech w dusznej saunie fińskiej a w łóżku z kochaną kobietą udaję że zdechłem. Maluję graffiti na twarzach pomordowanych posłańców bo lubię celebrować skarconą niewinność. Proszę nie czytaj że wielbię naszą władzę anemicznie, że sprzedaż dóbr rodzinnych to zdrada doczesna a zawód sumień milionów przekreśla pamięć powszechną. Proszę nie czytaj że umiem wygrywać tylko na papierze, że w dzień staram się dryfować między zdaniami podłymi a w nocy zieję jadem i plwociną grzeszną. Piszę listy za zmarłą matkę. Nie wiem czy ktokolwiek chce mnie czytać ale piszę. Dwie wzniesione brwi i ułamek uśmiechu. Obgryzione palce i trzy zapałki w dłoni niedopowiedziane. Zamykam na klucz drzwi do zardzewiałych wspomnień. Zapinam spodnie. Piszę listy za zmarłą miłość. Nie wiem czy chciałaby cokolwiek pisać ale piszę. Szybkie wyjście do sklepu po dwie krople nienawiści Po drodze pobicie i rozbój z prawdą w ręku nieopowiedziane. Nie wejdzie do mej głowy żaden w spódnicy szatan nowy. Piszę listy do oprawców sprzed sklepu. Nie wiem czy prawda to wytrzyma ale piszę. Zawsze chciałem napisać piosenkę miłosną ale nie umiem śpiewać i grać na pianinie. Że jesteś moim respiratorem to jest urządzeniem co mnie przy życiu podtrzymuje. W h-mollu i c-durze, potem allegro i szybciej, szybciej, szybciej. Tak szybko jak szybko uciekasz mi przez palce. Póki graliśmy w jednej orkiestrze nikt nie widział mojej nieudolności bo przynajmniej miałaś ładną twarz i miałaś pianino. Nie pytaj mnie z daleka kto wyłączył słońce co świeciło nam nad głowami jak lampa na SORze. Słońce świeci dla wszystkich, zmienia tylko układ kamer. Mówią, że ginę w pomrokach przestrzeni Że płynę na oślep nie bacząc na życie Jestem tylko spadkobiercą przyzwyczajeń Tych, co nie mają głosu Życie to tylko monolog oddechów Zawodna pompa o przeciętnej sile Zlepki słów niezdolne cokolwiek przekazać Jednak nawet dla zagubionych jest gdzieś strzęp nadziei Można iść do doktora, co przepisze przepis By iść tylko z prądem, nie patrzeć przed siebie Żyć dniem ubiegłym i płakać za jutrem Niepodważalnie Wolnym krokiem wznoszę się ponad ziemi ręce Niezaprzeczalnie Chcę zamykać oczy nim otworzę serce Nieodwołalnie Chcę gubić się i znikać w twej miłosnej wnęce Niepodważalnie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Marzyciel
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: